Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. Berek

    Porod u Yorka :)

    "Pozatym jako osoba zajmująca się yorkami musze was wszystkich rozczarować yorki miniaturki są to takie same yorki jak wszystkie inne i jak dla hodowcy one są lepsze bo więcej płacą a nie jak wy tam wypisujecie bzdury!!" Magaa, z ciekawości - skoro "zajmujesz się" yorkami, to powiedz mi łaskawie, czy kiedykolwiek, choć raz w życiu... przeczytałaś wzorzec yorkshire teriera? :crazyeye: To, ze są nieuczciwi hodowcy ("hodoffcy") ktorzy oglaszają "yorki miniaturki" czy nawet sprzedają je - naiwniakom! - za duże pieniądze, nie oznacza, że to jest normalne i powszechnie akceptowane. York ma być psem niewielkim, ale nie skarłowaciałym - i psiaki poniżej pewnej wagi i wzrostu wręcz nie podlegają ocenie (są niehodowlane).
  2. Zach, no to podkabluję, kto - sędzia Arnold. :lol: Dlatego się generalnie wszyscy zaniepokoili (ci, co to słyszeli) - bo jakby jakieś tam gadanie po kątach, to można byłoby tego nie brać poważnie, ale skoro sędzia... itd... to rozumiesz, wyglądało bardzo poważnie. :cool3:
  3. Daj spokój, pies pracujący wyłacznie w prey może (ale tylko "może") sprawdzić się na zawodach (a spora część sędziów / zawodników lubi jednak psy wykazujące choć trochę fight"); natomiast taki piesek nie ma racji bytu w prawdziwej pracy hmmmm.... obrończo-zaczepnej, nazwijmy to. :lol:
  4. "coś mi tu nie pasuję, ale to tylko sugestia. jesli sie myle - poprawcie mnie. czy w psach policyjnych wzbudza sie agresję czy tez uczy się komend mających na celu obezwładnienie, atak itp?" A myślisz, że to nie jest tożsame? Pracujesz z psem w bardzo silnych popędach. I narzędzi używasz adekwatnych. BTW kiepskie są te przyklady z niuniającymi pieski policjantami - na przyklad w Wielkiej Brytanii... Bo to oczywiście nieprawda. Owszem, przez jakiś czas jakiś "humanitarysta" wymyslił że psy policyjne w UK nie mogą być szkolone z użyciem kolczatek. Efekt? Przewodnicy wymyślali inne patenty. I wybuchały rozmaite afery, np. słynna, sprzed paru lat, z uduszeniem psa łańcuchem. :-(
  5. Cóz, takie jest Twoje zdanie. :lol: Moje z kolei jest takie że szalenie trudno bedzie znaleźć dom temu psu. A jak się go już znajdzie, to być może znowu dojdzie do zjedzenia czegoś lub kogoś bo... nowi właściciele byli pewni że sobie dadzą radę. :cool1: Cały problem w tym, że może nawet Sobolka dałaby sobie - wspierana pomocą fachowca - radę z tym problemem - pytanie, czy lepiej powalczyć aktywnie, czy tylko szukać środków ostrożności (oczywiście lepiej niż nic, ale każdy kaganiec może kiedyś spaść, a każdy elektryczny płot się zepsuć), czy też po prostu oddać psa na dalszą tułaczkę. Ale żeby walczyć aktywnie, trzeba być cholerycznie zdeterminowanym i wiedzieć, co się dzieje. Tymczasem to jest niepokojące: "[FONT=Arial]Generalnie Diana jest wrażliwa, dla osób które nie widziały jej "w akcji" nie jest zdolna do skrzywdzenia muchy, towarzyska, posłuszna, opanowana...."[/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]Oj, oj. A także to: "Proszę o opinię bo po ostatnim ataku na kozę trochę się martwię...." Nie po atakach na koty, nie po atakach na inne psy, dopoero biedna kózka TROCHĘ pobudziła właścicieli do myślenia? [/FONT]
  6. >Tu jest sprawa jasna, ze nie da sie tego "wyleczyc". A ja nie mam takiej pewności. Nie widzę psa. Uważam jedynie że słabe są szanse na to żeby czynnik ludzki zadziałał tak, żeby się "dało". >Pytanie, teoretyczne, jakie warunki powinien spelniac nowy dom dla >takiego psa? Smutne. To znaczy: smutne warunki. Szczelne ogrodzenia, śluzy, bezustanna kontrola... Powiedzmy sobie bowiem że biorą psa ludzi odpowiedzialni, ktorym nie chodzi tylko o to, żeby ICH rodzina nie została poszkodowana - tylko którzy nie uważają za stosowne zasądzać kary śmierci obcym zwierzakom, a może i ludziom. :p "Agresja opisana przez sobolke JEST problemem" A czy Sobolka też tak sądzi? Myślisz, że na pewno ma tego świadomość? Bo z jej postów wynika, ze nie do końca wie, jakie zwierzątko posiada. Naiwna wiara w to, że piesek jest słodki i podporządkowany - tylko.... no, w niektorych sytuacjach czemuś "się nie słucha" świadczy, że chyba jednak nie zdaje sobie sprawy. Głównie z tego, jak dalece w d... ma ją jej własny pies. :shake:
  7. Szczerze mówiąc bardzo wątpię czy uda się znaleźć dom tej suczce. :-( Osobiście, przyznaję bez bicia, nie podejmę się. Akurat szukam domów dla kilku psow naprawdę mniej niebezpiecznych - a i tak mam 100% pewności że trzeba będzie z nowymi właścicielami dużo pracować, żeby wszystko się ułożyło. Rzecz w tym że bardzo mało jest osób ktore naprawdę dałyby sobie radę z resocjalizacją psów dośc niebezpiecznych, nawykowo gryzących itd. (Jest całkiem dużo takich ktore wierzą że sobie poradzą, ale to na ogół złudzenia). Czasami - powtarzam, czasami - udaje się ułozyć od nowa sprawy z dotychczasową rodziną - bo ludzie, zwiazani ze zwierzem emocjonalnie, stają na uszach i postanawiają o niego zawalczyć, nawet kosztem zrobienia sobie lobotomii i częściowej zmiany własnego charakteru :lol: :razz: . Ale robienie komuś tak wątpliwego prezentu... nie, słabo sobie to wyobrażam. :-( P.S. Akurat w tym topiku Sobolka bynajmniej nie prosi o pomoc w poszukiwaniu innego domu. Raczej prosi o podpowiedź czy dzieci nie oberwą. Rozumiem, że gdybyśmy ją gremialnie zapewnili, ze "na pewno nie" to i problemu by nie było - a co tam jakieś CUDZE koty, CUDZE psy i CUDZE kozy. Taka suczunia jest, że nie toleruje... i że zabija... no cóz... ten typ tak ma.
  8. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy: właściciel musi naprawdę chcieć zmian (i mieć świadomość, co się dzieje, że zachowanie psa jest niemożliwe do tolerowania itd). Wtedy, czasami (raczej rzadko, niestety :-( ) z pomocą fachowca, ciężką krwawicą i żelazną konsekwencją można coś zmienić. Szczerze mowiac opis Sobolki brzmi jak dla mnie totalnie beztrosko. Te opowieści o tym jak to suka gryzie "aż się pies przestanie ruszać" itd. Ja tu jakoś nie dostrzegam żeby właścicielka wiedziała - zdawała sobie naprawdę sprawę - z tego, że to jest nieakceptowalne. Przeciwnie, czytamy, że w gruncie rzeczy sunia jest słodka i wrażliwa i kochana i - sic! - doskonale wychowana (bo przecież "kiedy nic jej nie rozprasza, to się słucha"), i tak dalej, i tak dalej... Takie zakrywanie oczu kocem: trochę moze czujemy że coś jest nie tak, ale nawet kolejne śmierci róznych zwierząt tak naprawdę nas nie obchodzą za bardzo... :shake: :diabloti: Mogę dać Sobolce namiary na dobrych trenerów - co z tego? :shake:
  9. Git, zapisz się, zapisz. Ciekawe kiedy z Ciebie wyplenią cały idealizm. Bo jeśli chodzi o wzorzec - ASPCA czy RSPCA - to z miłością do zwierzątek mało mają oni wspólnego, więc... ;) Powodzenia na dalszej drodze życia. :cool1:
  10. " tego co sie orientuje tak dziala RSPCA- oraz podobne organizacje na swiecie- - utrzymuja sie z datkow i podejmuja sie ratowania zwierzat majacych szanse na wyleczenie i adopcje... rzeczywiscie to straszna zbrodnia uspic psa w stanie krytycznym gdy nie ma pieniedzy na jego leczenie ani mozliwosci zapewnienia mu odpowiedniej opieki... :roll: chyba ze tutaj wszyscy potepiaja dzialania RSPCA filmowane na kanale AnimalPlanet....: Otóz ilekroć oglądam programy o RSPCA a zwłaszcza ASPCA to mi się w bebechach przewraca. Część interwencji jak najbardziej sluszna i potrzebna, ale uporczywe latanie ze strzykawką z morbitalem w wielu przypadkach po prostu bezsensowne. Oczywiście TEGO to nie pokazują :mad: :cool1: tylko głosik zza kamery sepleni slodko że piesek okazał się agresywny albo nieuleczalnie chory, albo... "nieadopcyjny" (sic!) i trzeba go było uśpić... :angryy: Sposoby sprawdzania tak zwanej "agresji" wołają o pomstę do nieba, rozumiem że oni też mają problem z nadpopulacją bezdomnych psów ale wynajdywanie podkladek do uspienia w tak faryzejski i zakłamany sposób powoduje u mnie odruchy wymiotne. A, i najlepiej dzielni "strażnicy dla zwierząt" wykazują się u starych, biednych dziadkow i babć ktorzy przygarniają bezdomne zwierzątka (wersja że zorganizuje się po prostu jakąś pomoc dla tych ludzi w utrzymaniu i leczeniu psów nie wchodzi w grę). Pieski się zabiera, dziadek czy babcia zostają z poczuciem krzywdy, a - jako że peiski stare na ogół lub chore - to gdzie trafiają? No gdzie? Do komory gazowej, a nie do nowych super-domków.. :shake: Znacznie gorzej ASPCA radzi sobie z przestępcami z gett, czlonkami mafii itd. Tu na ogół oglądają wyciągnięty środkowy palec :lol: :evil_lol: i tyle się dzieje. Tak że wgapianie się w ekran z marzeniami żeby u nas było tak samo, jak w tych oglądanych filmikach na Animal Plannet jest jakimś nieporozumieniem z lekka. :diabloti:
  11. "proszę przeczytać jeszcze raz pierwszy post w tym temacie, nigdzie nie ma tam informacji, że po przejściu 3 dniowego kursu otrzumujemy Instruktora Obedience ZK" Obawiam się ze to naprawdę myląco wyszło ;) - bo ja też dokładnie takie wrażenie odniosłam, kurs instruktorski i JUUU.. :lol: Oby nie skończyło się to jak w w koniarskim środowisku - kursów na "instruktora sportu" masa, dostają uprawniania ludziska co nawet do końca nie umieją sami jeździć, no a potem PZJ i tak sobie ich musi weryfikować :razz: ;) Bez urazy - nie twierdzę że tu tak będzie. :lol: BTW z tego co wiem nawet nie ukonstytuowała się do końca komisja obedience przy GKSP, więc kto niby ma decydować o zmianach regulaminów? :cool3: P.S. Osobiscie wszystkimi łapami podpisuję się pod normalnym, a nie w wersji "szkoła specjalna", traktowaniem zerówki.
  12. Owczarnio, spytaj przy okazji pani doktor o możliwośc wykonania autoszczepionki - bo moze są przeszkody technicznej natury, żeby to było dobre i skuteczne, to technologia musi być tip-top, są rózne sposoby pozyskiwania autoszczepionek, z tego co wiem na przykład, te z warszawskiego SGGW są gorzej przez organizm psa tolerowane, te z IHW były "lekkie, łatwe i przyjemne" - żadnych skutków ubocznych.
  13. Święte słowa, GreenEvil, święte słowa! Otóz to... :-(
  14. Kochani, dawno, dawno temu, w Warszawie.... był sobie Zakład Higieny Weterynaryjnej. Kiedy istniało podejrzenie zakażenia - czy to gronkowcem, czy paciorkowcem, czy innym świństwem - to pędziło się z wymazem do tej instytucji, a tam: - najpierw hodowano kulturkę żeby stwierdzić, CO - tak naprawdę - zaatakowało psiaka - a potem tworzono piękną autoszczepionkę, ktorą właściciel wstrzykiwał psu przez czas jakiś i... .... efekty były genialne. :lol: No i - kurcze pieczone w pysk - niedawno doszla mnie wiadomość, że IHW nie zajmuje się już takimi rzeczami, tylko badaniem produktow pochodzenia zwierzęcego. :angryy: No żesz... :diabloti: :angryy: :placz: Szczerze mówiac do ich autoszczepionek miałam zaufanie, nie wiem, czy w innych laboratoriach (np. na SGGW) są w stanie zrobić tak dobre preparaty. Ale generalnie ciekawi mnie, czemu Wasi weterynarze nie radzą autoszczepionek, tylko walą te antybiotyki - to jest spirala, te wszystkie świństwa uodparniają się na kolejne antybiotyki i człowiek sięz tym buja przez lata całe, są nawroty...
  15. A jak się miewają suki użyte do tego typu reprodukcji, można łatwo zobaczyć choćby w tym topiku: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=26188"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=26188[/URL] Założę się, że wielu nabywców "yorków" po tej suczce skoczyłoby nam do oczu za próbę uświadomienia - bo, po pierwsze, pan handlarz ("hodowca") na pewno był miły, bo szczeniaczek był słodki, no i w końcu mogą sobie kupić pisz-pan-yorka bo mamy wolność itd. :shake: :mad: A że dzięki nim suka cierpiała parę lat i w końcu wylądowala tak, jak wylądowała... ba... a co nas to obchodzi w końcu. :angryy:
  16. :shake: Obawiam się, że jedynie opancerzenie serca w tej sprawie ma szanse powodzenia... Argument że jak nie kupię - potopią, zabiją, do drzewa przywiążą - to argument pracujący jak najbardziej na rzecz pana Ziutka i pani Frani. Oni też licza na to - na litość kupujących... :shake: :-( Z litości, ze smutku - to można wziąć takiego psa, jakich pełno - choćby na Psach W Potrzebie. BTW maleństw - młodych, w średnim wieku, starych... tam też dostatek... Ale napędzanie popytu producentom? Choćby w jak najbardziej szlachetnych intencjach??? Oj, nie, nie, nie...:shake: :mad:
  17. "Bez przesady, mam prawo kupić takiego psa jaki mi sie podoba." Ależ oczywiście! I dlatego, między innymi, sytuacja psów wygląda w Polsce tak, jak... wygląda. Zwyczajnie - podejmując taką, a nie inną decyzję, utwierdzamy pana Ziutka - handlującego psami "super małymi", "mixami papillonów i chartów afgańskich" itd, czy inną panią Franię produkującą psiaki - że to popłatny interes. "Ach, cóz ja jedna wobec ogromu problemu" można oczywiście na to rzec - ale gdyby jedna osoba podjęła decyję "nie kupię od rozmnażacza", potem druga... potem piąta i dziesiąta... to pan Ziutek czy pani Frania w końcu zwinęliby interes. :cool3: Tyle.
  18. Crazy, załóżmy że przyjmujęTwój post za dobrą monetę ;) . Pytania mam następujące: 1. Czy masz 100% pewności że dzidziak nie załatwia się ukradkiem gdzieś w domu? 2. Czy on ma stały dostęp do wody? 3. Jak on - ogólnie - znosi te upały? - to były pytanka z gatunku hmmm "fizjologicznych", nastepne zaś bardziej "szkoleniowe" ... 4. Idzie na gazetę, łapiesz go na ręce, zbiegasz na dwór i... co się dalej dzieje, jak to wygląda? Tzn. co Ty robisz, co on robi...
  19. Julitko, odizoluj ich od siebie, bo chłopak naprawdę małą zamęczy. :-(
  20. Crazy - jeśli pisząc o "naskakiwaniu" masz mnie na myśli, to zapewniam, ze się głeboko mylisz. :lol: Nie bardzo rozumiem, czemu uważasz że ktoś Cię tu zaczepia - wydaje mi się że moja analiza była prawidłowa, przynajmniej tak wynika z tego, co czytam w Twoich postach. Czy nagłe usłyszenie prawdy jest tak drażniące, że lepiej go unikać? Nie mam pojęcia. W każdym razie chcę abyś postarała się zrozumieć że osobiście nic do Ciebie nie mam. Piszę jedynie merytorycznie, CO jest Twoim problemem - a przynajmniej, co na takowy wygląda. Nie da się też ukryć, ze pobrzmiewa w Twoich postach coś jakby poirytowanie psiakiem - być moze jest to całkiem mylące, Internet bywa bardzo kłopotliwy pod tym względem - ale rozumiem trochę Wind że też tak to odebrała. :razz: "problem jest w tym, że pies nie wychodzi po to żeby wszyscy go obgłaskali i żeby zatrzymywał się co 3 metry bo ktoś idzie i może go pogłaska. pies wychodzi po to, żeby sie przede wszystkim załatwić, a w ten sposób siada i patrzy czy ktoś nie idzie, a nie myśli nawet o sikaniu!" 1. Uprzedzaj. Uprzedzaj. Uprzedzaj działania psa. Jeśli siada, zaproponuj mu wspólny bieg, albo zabawę piłką. 2. Nigdy nie dopuszczaj do tego żeby mały się zaczął nudzić na spacerze - to oczywiste, że wtedy cokolwiek i ktokolwiek pojawi się w zasięgu wzroku, będzie atrakcyjne. 3. Oczywiscie niedopuszczalne jest tkwienie w miejscu i czekanie, aż maly siknie - z powodów jak wyżej. :lol: :evil_lol: Otrzymałaś rady. Jak - i czy - je wykorzystasz, to już Twoja sprawa. A z psa ktory cieszy się do obcych - bym się tylko cieszyła. Bo z nim o wiele więcej osiągniesz, niż z psem ktoy się ich obawia i / lub reaguje agresją lub ucieczką.
  21. Nie do końca rozumiem, CO jest głównym problemem yorkomaniaków: fakt ze piesek w ogóle łasi się do ciumkających osób, czy to, że piesek woli łasić się do tych osób a nie slucha nawołującego go właściciela? Podejrzewam, że to drugie (jednak) - więc odpowiedź brzmi: wykorzystujmy ciumkających przechodniów do wzmocnienia naszych kontaktów z pieskiem. Słowem, róbmy takie cuda i sztuczki, żeby pies zdecydowal się porzucić atrakcyjnego przechodnia i zwrócił się do nas. Błędy jakie popelniają właściciele to najczęściej za słabe zachęcanie psa żeby do nich jednak podbiegł, zbyt powolna reakcja (czekacie do ostatniej chwili, aż ta osoba na tyle zdominuje Waszego psa, żeby ten niespecjalnie nawet mógł ją tak od razu porzucić, odwrocić się do niej tyłem i odejść), działanie za krótkie ("porzucacie" pieska w momencie gdy nie ugruntuje jeszcze decyzji o olaniu tamtego przechodnia). Jesli chodzi o przechodnia ktory eksploduje kwikiem tuż obok nas, to jaki w tym problem że piesek się z nim przywita? Spod naszych rąk nikt go nie ukradnie? :-o Więc taki kontakt raczej nie zaszkodzi - tylko bardzo glosno trzeba mówić, żeby ludzie nie podnosili zwierzaka, nie brali go na ręce - to jasne. Natomiast przyjazny kontakt z jak największą ilością ludzi przecież pomaga, a nie szkodzi... Jeśli pies ma z kolei tendencję do galopu do ciumkających przechodniów znajdujących się 20 metrów dalej, to spokojnie mamy czas na odwołanie go, zainteresowanie nami... ;) - więc powtarzam, w czym TU problem?
  22. "York to też pies - trzeba go traktować tak samo jak amstaffa ponieważ to ta sama grupa FCI TERIERY - i nie można dać mu wejść na głowę " Z całym szacunkiem, przy tzw. rozpuszczeniu większości yorkow muszę stwierdzić, że 99% właścicieli tych psów jest dla nich żałośnie niedelikatnymi. A już właściciel yorka ktory potrafi czytać właściwie emocje u swojej miniaturki to rzadkość jak diament w kaszce. ;) W życiu nie zgodzę się na porównywanie obu tych ras - fakt, iż są w jednej grupie FCI o niczym dla mnie nie świadczy. No, może cecha wspólna to stosunkowo łatwe zamykanie się w sobie - ale to faktycznie ma większość terierów. Tyle że AST jednak trzeba znacznie mocniej naciskać, niż przeciętnego yorka (nazwijmy to - obecny produkt hodowli) żeby wymyślił że jednak nie będzie wspólpracować. BTW nawet ja (a nie powiem, jak dziadek Poszepszyński "pamiętam, w 1905 roku w Mandżurii" :lol: :lol: bo to jednak nie ta generacja) mogę wspomnieć stosunkowo liczne yorki ktore po trzaśnięciu o ścianę otrzepywały się i biegły dalej aportować. Obecnie o ten typ charakteru dość trudno. :razz:
  23. Większość ludzi przeżywa okres zachłyśnięcia się Johnym Fisherem:cool1: . Czy to źle? No w sumie pewnie nie. Powiem tak: wydaje mi się, ze trzeba trochę dojrzeć, przetrawić pewne rzeczy, żeby móc spojrzeć na niego krytycznie. "Okiem psa" może być wstrząsające dla nas, bo poziom wiedzy o psach - mówię tu o szkoleniu - jest, najogólniej rzecz biorąc, gdzieś w okolicach króla Ćwieczka. ;) Toteż kiedy pojawiła się taka pozycja, ktora była choć trochę inna niż nasze podręczniki typu "zespół przewodnik - pies połaczony uwięzią miękką zakończoną karabińczykiem" :p - to człowiek wpadał w absolutny zachwyt. Ale... ... obserwuję niezbyt fajne zjawiska. Polegają one na spłyceniu i zbytnio restrykcyjnym podejściu do zagadnienia dominacji, hierarchiczności w stadzie itd. Z jednej strony, ludzie wpadają w istną manię śledzenia czy pies aby nie dominuje. Pozbawiają się naturalności i pewnego rodzaju "ciepłoty" w kontaktach z psem. Bardzo często te sztuczne i wyjęte z naturalnego środowiska zachowania powodują że psy czują się znacznie bardziej zdezorientowane i niepewne w stosunkach z przewodnikiem. :-( Z drugiej - " metody" polecane przez Fishera to jak dla mnie półśrodki. Może inaczej: Fisher jest teoretykiem. Praktycznych wskazówek - naprawdę praktycznych, takich w stylu akcja - reakcja - jest u niego strasznie mało. Z całym szacunkiem, ale pies nie nauczy się wracać na wołanie dlatego, że ustawimy się w pozycji przewodnika stada (żeby było śmieszniej - tylko przez to, że będziemy karmić psisko po naszych posiłkach, nie będziemy go wypuszczać pierwszego przez drzwi itd.). :diabloti: A'propos, właśnie w tych zaleceniach praktycznych Fisher popełnił kardynalny błąd, myląc skutek z przyczyną. Nie staniemy się przewodnikami przez to że będziemy się z psem kłócić o to, kto pierwszy przez furtkę przelezie - ale jeśli mamy NATURALNY autorytet, to pies raczej nas będzie w tej furtce przepuszczał. Raczej - bo znam bardzo energetyczne psy sportowe czy użytkowe, ktore spuszczają swoich przewodników po schodach i śpią z nimi w łóżkach, a ktore jednak są zdecydowanie na dole hierarchii.
  24. Nikusiu, [SIZE=3][FONT=Times New Roman] [/FONT][/SIZE] Wydaje mi się, że prawdziwy problem z Twoim pieskiem polega na braku rzeczywistego kontaktu między Wami.:oops: Na ogół jest to szokujące stwierdzenie ale jak człowiek dokładnie przeanalizuje sytuację, to nagle, nagle okazuje się, że, hm, nie ma dymu bez ognia.... Piesek wychodzi trzy razy na piętnaście minut. Pięknie. Wobec tego jest okazja żeby poświęcić mu dokładnie cały ten czas. Zastanawiam się, co tak naprawdę oznacza stwierdzenie, że wyjście poza ogrodzenie powoduje że właściciel przestaje dla psa istnieć... No i jedynym co mi się nasuwa jest fakt, ze: pies zwyczajnie się w domu – na posesji – nudzi; wyjście jawi mu się jako skok do wspaniałego, pełnego atrakcji świata... Czyli pies bytuje w domu i w ogródku nie „Z” właścicielami. Nie. On tam jest „OBOK” nich. Niby na niego zwracają uwagę, niby go przywołują... ale wszystko to jest jakieś takie... :p Kolejna sprawa: czemu przewodnik jest tak okropnie dla psa nieatrakcyjny? Nie jest w stanie psa „zakręcić”, zająć choćby na sekundę? Podejrzewam że trzeba działać dwutorowo: pokazać psu że razem tworzycie stado – i że wspólne bytowanie daje mu duże korzyści, że jest atrakcyjne, fajne, spełniające... A więc więcej zabaw z psem kiedy jesteście w ogrodzie czy w domu, więcej ćwiczeń – choćby uczenia go dawania łapy, okręcania się w kółko czy czegokolwiek innego – za co jest intensywnie nagradzany i chwalony. Druga sprawa: przyjrzeć się swojemu działaniu, z boku, spokojnie – i spytać się siebie, czy na pewno dobrze wykonuję mój kawałek pracy z psem. :razz: Pojawił się opis jak to piesek za nic nie chciał w ogrodzie podchodzić, żadne smakołyki, nic nie działało, dopiero po przestraszeniu go problem.... się zakończył. To są złudzenia. Odwołując się do hierarchiczności, opierając się na negatywnym warunkowaniu, oczywiście uzyskuje się pewne efekty. Ale problemu z samą więzią z psem nie rozwiązałaś. Zadaj sobie proste pytanie: dlaczego mój piesek nie reaguje na nęcenie smakołykami, na próby namówienia go żeby wszedł ze mną w interakcję? Być może jest to kwestia Twojej niecierpliwości, za słabej aktywności przy tym wszystkim, może przyjmujesz zbyt dominującą postawę, może podświadomie ujawniasz że zaczyna Cię drażnić kiedy pies nie słucha... Dam prosty przykład: opis przywoływania psa na posesji świadczy o tym, ze w gruncie rzeczy poniosłaś klęskę w Waszej wspólnej relacji. I na dodatek pokazałaś psu, że w sumie należy się Ciebie trochę obawiać, bo jak się wkurzysz, to... Więcej cierpliwości, spokoju, a jednocześnie wesołości i luzu w stosunkach z psem. Ciekawi mnie, jak wyglądało przywołanie psa na posesji. Ile razy weszłaś w zasięg wzroku pieska i ile razy uciekałaś jak szalona, wrzeszcząc, piszcząc, wyma****ąc parówką, piłką na sznurku czy czymkolwiek co go rajcuje choć troszeczkę... Czy to nie było tak, że gdy piesek choć trochę się zbliżał, wykonywałaś ruch ku niemu, chcąc przyspieszyć moment gdy znajdzie się przy Tobie? Czy kiedykolwiek ćwiczyłaś przywołanie z linką – w ogrodzie, jak najbardziej w ogrodzie? A ile było w ciągu Waszego życia kangurzych skoków żeby psa odłowić...? A ile razy w ciągu jego szczenięcego żywota brałaś go na ręce znienacka, nie uprzedzając go że zaraz to się stanie? Ile razy jesteś w stanie powtórzyć manewr z odbieganiem bez wpadnięcia z złość? Dlaczego pozwalałaś psu na natychmiastowe danie dyla po wyjsciu do ogródka, zamiast trzymać go na dlugiej smyczy i intensywnie się z nim bawić, po chwili dopiero ZEZWALAJĄC mu na swobodne bieganie? I tak dalej, i tak dalej... Psy do nas mówią, naprawdę – i na ogół opowiadają nam historię NASZYCH błędów i pomyłek.
  25. "Moje psy zarowno cos robia jak i okresowo nic nie robia ( bo mi sie nie chce).I nie ma wiekszego problemu ,wrecz przeciwnie ,po okresie lenistwa jest wieksza chec do pracy . Jak rozumiem, nie z autopsji piszesz o psach nadaktywnych. :lol: Ech, sznaucery, sznaucery... Są po prostu energiczne - i tyle - a tylu właścicieli podejrzewa je o hiperaktywność... :evil_lol: Pamiętam jak mój sąsiad, lekko blady, pytal mnie o swoją sześciomiesięczną sukę: 'proszę pani... o rany... długo TAK będzie?" ;) Ale szybko wdrożyl się w system... cóz, taka prawda... rzucania piłki oraz wypraw leśnych - i teraz wszędzie, gdzie moze, peroruje z przekonaniem że nie masz nic nad sznaucera. :lol:
×
×
  • Create New...