-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
Ech, ci Skandynawowie nieszczęśni w ogóle mają świra na punkcie wyciszania psów... :cool3: Z takimi niby łatwiej żyć, niby prawda... ale... coś w nich gaśnie, coś fantastycznego, bez czego z kolei paru osobom pewnie też byłoby ciężko w kontaktach z czworołapami. Mówię tak po obejrzeniu materiałów szkoleniowych innej guru - Inki Sjosten. :-( Normalnie wyć się chce z żałości, nie rozumiem, jakim cudem odbiorcy unoszący się nad genialnymi metodami tej niewiasty nie widzą do jakiego stopnia jej psy są zgaszone (i jakimi metodami się to osiąga - to widać choćby przy pracy z trzymiesięcznym borderkiem). Znajomy hodowca i zawodnik sportowy odebrał niedawno mlodą sukę ktorą wypuścił z hodowli w wieku bardzo mlodym - pilnie pracował w niej nad utrwaleniem popędu na łup, teraz kręci głową i popłakuje nad zniszczeniami w suce do jakich doprowadził nowy właściciel poprzez proste ignorowanie jej naturalnych chęci i instynktów. Na szczęście w suce 'to" nadal tkwi, tylko zostało przyklepane :razz: wiec osobiście mam nadzieję że się sukę z tego uda wyciagnąć. Najlepsze ze suka wcale nie wyglada na szczęśliwszą teraz, kiedy upartym wyciszaniem doprowadzono ją do stanu spooo-kooo-juuuu :razz: .
-
"Co do smyczy- źle się wyraziłam- chodzi o to, że moim zdaniem nie warto ryzykować spuszczając psa ze smyczy, w miejscach nieogrodzonych itp. a szczególnie psa- bo wiadomo większość psów gdy poczuje sukę leeeeci ;-) więc nie chcę go tego uczyć. " Aj, i tu jest york... tego, :oops: , pies... pogrzebany... Tak nie można rozumować - bowiem NAPRAWDĘ da się nauczyć każdego psa żeby wracał na wołanie (słowem: bezwzględnego przywołania). Zakladanie z góry że pies nie wraca bo... jest samcem... jest błędem - o tyle ważnym, że trochę nam warunkuje nasze nastawienie do szkolenia tegoż psa "w ogóle". ;) ;) "gdy przekraczamy granice podwórka Ramzes już nie skupia uwagi na mnie a ja, przyznam, nie potrafię tego odwrócić...- żadnym smakołykiem, zabawką, mówieniem, głaskaniem... I w tym tkwi problem, tak myślę, ale nie potrafię tego problemu zlikwidować, dlatego zwracam się do Was " O.K. Okropnie trudno, jak sama wiesz, szkolić psa przez Internet :lol: - ale może kilka pytań pomocniczych... 1. Jak często w ciągu dnia wychodzisz z psem poza teren posesji? 2. Na jakiej smyczy chodzi Twój yoreczek? To tak na początek... ;)
-
:lol: "Rami chodzi na smyczy- innej możliwości nie widzę bo gdy tylko czuje jej brak od razu biegnie przed siebie- i nie mam zamiaru go uczyć chodzenia bez smyczy na siłę bo lepiej nie ryzykować. " Co masz na myśli pisząc "uczenie chodzenia bez smyczy na siłę"? "Do mnie przychodzi gdy go wołam ale do innych niekoniecznie- chyba że ktoś ma jakiś smakołyk... Jak go nauczyć bezwarunkowego przychodzenia na zawołanie, gdy nie ma w ręku dropsa? " CIACH "- kolejna sprawa ro uciekanie ze zdobyczą... :shake: Najgorsze jest to, że gdy sama "wywołuję" takie sytuacje jak te przedstawione powyżej Ramzes reaguje idealnie... Na FE wypluwa, na CHODŹ przychodzi... Dlaczego gdy sytuacja tego wymaga on nie reaguje?" Po pierwsze, bardzo mocno kuleją Ci metody szkoleniowe. Po drugie, popełniasz standardowy bład 98% właścicieli (to powinno Cię pocieszyć :lol: - że jesteś w większości). Otóz jesteś na razie na początku procesu treningu, a: 1. Wymagasz od psa żeby zaprezetował już pełny stopień wyszkolenia 2. Chcesz za szybkich postępów 3. W związku z punktem "2" - za szybko przechodzisz do następnej fazy wymagań, podczas gdy nawet początki nie sa jeszcze utrwalone. ;)
-
Co jest złego w psach nierodowodych?
Berek replied to Rumcajsowa's topic in Grupa 'Extra' - Kundelki
Ja mam pytania do Agnisi. 1. Jak dawno temu znalazłaś te wszystkie domy dla szczeniat? 2. Z iloma osobami - nowymi właścicielami piesków - utrzymujesz stały kontakt? 3. W jakim stanie są psy, jak są żywione, leczone, czy poświęca się im odpowiednią ilość czasu itd? Wbrew pozorom szczera do bólu i pozbawiona wykrętów odpowiedź na te pytania - moze być tylko przed sobą, wcale nie upieram się przy publicznych elaboratach... :evil_lol: - jest bardzo ważna. NIestety, niektorzy mylą fakt znalezienia psom domow - JAKICHKOLWIEK, slowem, także i tych "z łapanki" - z faktem znalezienia psom domów DOBRYCH i na całe życie. Jest to znacząca różnica. O udanych adopcjach mówimy kiedy po paru miesiącach, a nawet latach, sytuacja wygląda rownie różowo, co na początku. Czemu ja o tym piszę - bo - szczerze! - nie wierzę w możliwość znalezienia superdomów szczenietom od podwórkowej suki w trzy tygodnie, bodajże. Chyba że jesteś Agnisiu cudotwórczynią - no, a jeśli tak jest, to wolontariusze z Dogo muszą Cię zatrudnić na pełen etat; tylu ludzi krwawy pot wyciska żeby ulokować jednego psa w dobrym domu, często trwa to miesiącami - a tu pstryk! - i szczeniaki rozchodzą się jak świeże bułeczki. :diabloti: Dziwne to. NA koniec polecam link do artykułu... moze się przyda. [URL="http://www.aki.pl/ARTYKULY_WyborHodowli.htm"]http://www.aki.pl/ARTYKULY_WyborHodowli.htm[/URL] -
Off Topic ale może się przyda (byle nie nam :razz: ). W takich sytuacjach należy: 1. Spojrzeć takiemu panu wyraźnie w okolicę... hm... poniżej pasa... 2. Zrobić zdziwioną, a trochę i smutną minę 3. Unieść brwi i... 4... powiedzieć zdumionym tonem: o jejku, wygląda to jak penis tylko strasznie maleńki! :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:
-
No to niech się uda do Janka - przeca parę stron wcześniej są namiary...? ;)
-
Cortina, a probowałaś na CUDZYCH? :lol: Jak mowię - nie ma takiego narzędzia ktore byloby skuteczne na 100%. Łańcuch dziala dobrze, ale trzeba mieć wprawę w posługiwaniu się nim no i działa tylko raz (jak już nim rzucisz, to módl się, zeby agresora na tyle zabolało żeby przestał). No i jest pretekstem do spięć z tamtym właścicielem ktory na ogół dostaje totalnego odpału jak widzi że jego ukochany pieseczek ucieka wyjąc po trafieniu go brzęczącym żelastwem.:lol: Gaz - taki rozpylany w powietrzu to zahacza o wszystkich zainteresowanych (najmniej na ogół dostaje się go winnemu zajścia, zgodnie z jednym z praw Murphy'ego). Żelowy brzmi lepiej - tylko trzeba uważnie kupować bo przeważajaca ilość towaru na rynku jest przedatowana i po prostu nie działa. Paralizator fajny, ale to - hmmm - "wersja hard" - vide punkt o łańcuchu. Mozemy zostać zlinczowani za zamordowanie pieska :evil_lol: ktory tylko chcial się bawić itd. Zanim potraktowany tym pies dojdzie do siebie to chwilę potrwa - w tym czasie zaś musimy odpierać ataki histeryzującego właściciela. ;) Jeszcze jeden minus - musisz dopuścić agresora bardzo blisko żeby tego użyć. Jest jeszcze taser ktory wali ładunkami elektrycznymi na odległość, i to nawet dużą (coś koło 20 m.?). Problem: dostępność i cena (około 2 tyssiecy zdaje się). No i nie wiem jak tasery traktuje nasze prawo - bo na paralizator to nie musisz mieć zgody, ale na to...?
-
Megii, chyba najrozsądniej jednak organizować to w małych grupach, naprawdę. Ja na razie nie podejmuję się tego rozbujać na skalę przemysłową, że tak powiem. ;) A ludziska z południa / wschodu / zachodu stolycy nie mogliby się w takie kółka tropiące zorganizować? Wtedy odpada kwestia kłopotliwych dojazdów itd.
-
APSA - nie, no jasne że nie można generalizować. ;) mnie po prostu męczy jak słyszę od wolontariusza (jakże dobrego człowieka poza tym wszystkim!) że ma oto pod opieką... ośmiotygodniowego "straszliwego dominanta". Co gorsza, w związku z postawioną diagnozą pies jest hmmm traktowany w taki sposób, że mu się problemy pojawiają w główce (np. pod wpływem modnych lektur popularnonaukowych ktore dowodzą że tym naszym psiurom nic, ino dominacja w głowie) :shake: - i po co, pytam ja sie, nie o szkolenie mi chodziło w moim poście, ino o umiejętność patrzenia i prawidłowej interpretacji... :-(
-
Patiszonku - bo ja opisuję jak to niegdyś bywało. :lol: Co do takich róznych gołych panów to istnieje tzw. wypowiedź doskonała która ich totalnie zniechęca do życia - nie wiem czy moge jednak ją tutaj zacytować...
-
"Są wolontariusze ;-) Znam takich, co się zajmują oswajaniem psa i doradzaniem ludziom, żeby wybrali najodpowiedniejszego psa, żeby uniknąć późniejszych 'zwrotów'." I tu leży eeeee... psowaty pogrzebany. A kto uczy czegokolwiek wolontariuszy...? ;) Siłą rzeczy są zdani na swoją ocenę sytuacji i swoją wiedzę... a... nie obrażając szlachetnych jednostek :lol: - z tym bywa róznie. Ponieważ dużo problemowych psów schroniskowych z jakimi się zetknęłam było - dokladnie! - poleconych przez wolontariuszy, to i piszę - że po fakcie właściciele paszczą na wolontariuszy ktorzy "oszukali". Nie oszukali, nie oszukali, tylko po pierwsze, psow zupelnie bezproblemowych nie ma - po drugie, często tak totalnie mylą się oni w ocenie psów, że aż oczy ze zdziwienia wyłażą.
-
Chwilunia, dajcie odetchnąć. :lol: Dorota, zobaczysz jak to wygląda - trzeba chętnych dzielić na grupy, bo to okrutnie czasochłonne i żeby wszyscy skorzystali, siłą rzeczy musi nas być mało. :lol:
-
To działa trochę jak latarka o wąskim,a le mocnym promieniu światła - trzeba to skierować na nadbiegajacego psa. Oczywiście, pewnie nie działa zawsze i wszędzie - np. w przypadku zwierzęcia o ogromnej twardości i w megapobudzeniu... ale skutecznośc ma ponoć sporą, naprawdę spora. Ja na ogół tłukę łańcuchem, ale też nie jest to rozwiązanie bez wad (może tego swojego yorasa uderzyć, a taki łańcuch waży tyle, co pół tego pieska).
-
Nadia - no niestety, nie możesz tego robić wybiórczo, konsekwencja jest najważniejsza. Więc na razie nie ćwiczcie na deptaku w dzielnicy handlowej bo obie padniecie z wyczerpania. :lol: Jesli panienka szybko się nuży, to musisz co i rusz wymyślać coś innego na odwrócenie uwagi - tj. jak ją przywołasz, to możecie albo razem się przebiec, albo np. pokaż jej że można kopać w ziemi dziurkę - i tak dalej. NIe chodzi o to, żeby organizowac jej zajęcie na najbliższe pół godziny; chodzi o to, żeby przez chwilę nie myślała że ten przechodzień gdzieś tam w pobliżu Was mija. Fajnie że sucz dziala na serek - tak trzymać. :lol:
-
Julitko, żebyś nie miała aż takiej traumy - zwłaszcza że z psem pracujesz i się starasz - to poradzę Ci naprawdę fajny gadżet - elektroniczny odstraszacz psów. Wygląda niewiennie, dziala na kilka metrów (a więc odganiasz agresora zanim dojdzie do zwarcia), jest nieduże więc spokojnie w kieszeni ponosisz. Ceny też nie okropne - nawet od 100 zł. Wrzuć w google całą tę frazę (odstraszacz psów) a zobaczysz, że Ci sporo wyskoczy - i to możliwośc kupna przez net, a więc łatwo dostepne.
-
Nadia - im bardziej otoczenie działa na szczeniaka, tym Twoje działania (odbieganie, piszczenie, machanie parówką) musi być wyrazistsze. Madziulka - czy mówisz o nauczeniu psa nieciągnięcia na smyczy? Czy o pracy nad przywołaniem?
-
"przeciez ona chodzi na smyczy i robi identycznie to samo tyle tylko ze nie odbiegnie dalej niz 5 m bo taka jest dlugosc smyczy " To znaczy że mając ją na smyczy nie masz nad nią żadnej kontroli? :crazyeye: "ale nie na tym polega zebym ciagnela psiaka przez pol osiedla bo ma mnie gdziec tylo zeby sama radosnie podbiegala do mnie." Samo jej się tak ma zrobić?:mad: Ten radosny kontakt z właścicielem to kochana masz dopiero wypracować. Krwią, potem i łzami - wlaściciela - i super-zabawą dla psa. Psa NIGDY się nie "ciągnie", ani pół osiedla, ani pół kroku. Możesz wymusic ruch lekkim poszarpywaniem, ale pies musi wiedzieć, jak wiele atrakcji będzie go czekalo gdy zdecyduje się pójsć w sugerowaną przez przewodnika stronę. Ktoś idzie z przeciwka, a Ty już masz zacząć: gadać do psa radośnie, zmieniać kierunek ruchu, zajmować go - a nie czekać aż zacznie ciągnąć na zmyczy w stronę tych nadchodzących osób. BTW jeśli piesek kladzie się przed przechodniami jak placek, to jest to raczej wyraz uleglości - tym bardziej odwracaj jej uwagę zanim uzna że musi przebłagać wielkiego strasznego ludzia ktory nadchodzi. :razz: Patrz na to co się dzieje wokół ciebie, ale jednocześnie koncentruj się na psie i działaj, a nie czekaj "co się stanie" - bo pies sam z siebie nic nie zmieni, wyuczył się takiego zachowania i je powtarza i tyle. I nie patrz też że ludzie się gapią bo "świrujesz". Niech się gapią, miej to gdzieś.
-
Szczerze mowiac w ogóle nie myślało mi się o Tobie... :crazyeye: w żadnym kontekście... podczas tej dyskusji. :lol: Tj, o sytuacji poza-wirtualnej. :lol: P.S. Ci wszyscy własciciele też nie mają psów nadaktywnych.
-
"No a dla mnie pewnie równie przygnębiającym jest świat, w którym psy skaczące na ludzi są zjawiskiem pożądanym. " De gustibus... :lol: Mam lekkie uczulenie na "hiperaktywność" bo o hiperaktywności swoich psow opowiadają mi ostatnimi czasy wlaściciele przeciętnie wesołych psów, wspolnym mianownikiem jest jedno - chęć posiadania psa człapiącego pół metra za nimi i niczego od nich nie chcącego. :-( Przyznaję - zaczęło mnie to dobijać, zwłaszcza zważywszy wybrane przez ludzi rasy. Ale to już mocno OT nam się robi.
-
Flaire - niestety, nie znam psa Mokki. Toteż nic na jego temat rzec nie mogę. Natomiast moda na psy - autyki, psy - plastiki, jest dla mnie przejawem głębszego (i przygnębiającego) zjawiska, odejścia od świata dość naturalnego i umieszczenie psa (jeśli juz w ogóle musi być pies) wśród innych nieklopotliwych towarów - dóbr zbywalnych. :-( Świat w ktorym fakt że pies na nas wskoczy jest powaznym problemem jest - jak dla mnie - światem skrajnie przygnębiającym. :razz: Generalnie... nie, ja jednak nie lubię psow którym nic w zyciu się nie chce. A takie, ktorym się chce - wcale nie muszą być zaraz "nadpobudliwe". Z tym się chyba zgodzimy.
-
Ooo, to zupełnie jak u mnie widok psa z plastiku oraz owcy. :lol: A ludziska usiłują coś z nimi robić, niekiedy przynajmniej - słowo! :lol: Choć pewnie jako psy rodzinne to się jakoś tam sprawdzają...
-
Hmmm, tu wchodzi nam w drogę definicja "nadpobudliwości". :lol: Osobiście obserwuję - w krajach Eurppy Zachodniej akurat - raczej tendencję do hodowli psów - plastików i psów - owiec. ;)
-
Jeśli chodzi o ratownictwo - to zbawianie świata wwcale nie wygląda tak różowo, jak się to nam, przewodnikom naszych Burkow, wydaje. Krew, pot i łzy. A tymczasem do zebrania chętnych do grupy tropiącej - rekreacyjnie! - potrzebne są niezłe podchody - temu za daleko, ten nie ma czasu, innemu za wcześnie... tamten by wolal we czwartek a nie w piątek, a inny z łaski weźmie udział w zajęciach, ale trzeba go przywozić i odwozić. I tak dalej, i tak dalej. :cool3: Uwierzcie, wiem co mówię. W sumie trzymają się najwytrwalsi (jak zawsze w życiu - nie czepiam się, selekcja tu też jest potrzebna...). W tej sytuacji nie wyobrażam sobie żeby ludzie ogłaszający zainteresowanie pracą węchową (nawet wręcz ratowniczą!) podjęli aż takie wyzwanie. :shake: A co do sznaucerkow (średnich) faktycznie nie jest najlepiej, ale... już pare lat temu zwróciłam uwagę na pewnego hodowcę i to z calkiem znanej hodowli. Zachwyciło mnie - banalne - ze kiedy podeszlam i spytałam nieśmiało czy mogę pogłaskac jego psy, wybałuszył na mnie oczy i spytał zdumiony: a czemu nie? :lol: Ci, co znają ogólnie średniaczki w Polsce wiedzą, czemu mnie to zdziwiło... No i wszystkie te jego psy bez problemow i chętnie wchodziły ze mną w interakcję, dodam że aportują naturalnie (sprawdzone) i jedzą jak, nie przymierzając, goldeny czy labki. Co jakiś czas spotykam psy stamtąd i z coraz większą nadzieją stwierdzam że przejawiają ten typ charakteru, więc... moze nie wszystko stracone. ;) Eksterierowo psy nie za "piękne" co mam w ... głębokim.... poważaniu. :razz:
-
Dobry kaganiec to taki, w ktorym pies swobodnie otwiera cały pysk. Żadnych kagańców - skarpet! Żadnych nylonów, choćby wyprodukowanych przez najslynniejsze firmy! Postaraj się znaleźć taki, ktory wyglądem przypomina kosz czy klatkę (tj. nie zwęża się). W tej chwili jest nowa generacja takich kagańców - czy to metalowych, czy plastikowych (są też wersje pośrednie: metal powlekany plastikiem - polecam!) - ktore są naprawde bardzo lekkie i psy bardzo chętnie je noszą.
-
"No szkoda ,choc nie mam zludzen ,ze akurat sznaucer okazalby sie ratownikiem roku " Ooo, a w Storacie jest - i to "w służbie czynnej", z tego co wiem, sznaucerka średnia pieprzaczka... :lol: