-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
O.K. Ponieważ masz taki fajny pomysł dla autorów - to uważasz, że skoro z niego nie korzystaja, to sami sobie winni - więc można ich okradać? ;)
-
"Dokladnie. Autor dostaje owszem, kasę ale od nakładu. Płatne z góry." Istnieje tyle typów umów autorskich, że doprawdy zdumiewa mnie Twoja pewność siebie. :crazyeye: Teraz najczęściej zawiera się bezpieczną dla obu stron umowę o pewnym procencie od każdego sprzedanego egzemplarza. "Ten kto nie zarobi, to obrzydły gruby kapitalista z cygarem." Hm, ale ten obrzydły gruby kapitalista z cygarem poniósł koszty zwiazane nie tylko z drukiem i wydaniem ksiązki, ale i z zakupem praw autorskich (w ograniczonym zakresie lub nie) - i ten obrzydły kapitalista tłumaczy się urzędowi skarbowemu z kazdego sprzedanego egzemplarza. BTW ktoś powiedział że prawo jest tylko dla wybranych jednostek? Chudych albo grubych? Starych albo mlodych? Blondynów albo brunetów? Nie lubimy rudych - więc możemy kraść im samochody? ;) :razz: :crazyeye: P.S. Znam paru chudych wydawców; znam też wydawców - pozostających w erze dzieci-kwiatów :lol: tzn. długie wlosy, okularki lennonki i broda. Ba, znam też wydawców - smukłe atrakcyjne kobitki... Im też kradniemy - czy też ich książki będziemy jednak kupować? Bądź nie - ale przynajmniej nie bedziemy ich nielegalnie kopiować? :mad:
-
? Kopiowanie i rozprowadzanie książek w takim "drugim obiegu" jest poważnym przestępstwem. Istnieje coś takiego jak prawo autorskie... i prawo wydawcy do rozpowszechniania konkretnych utworów na zasadach licencyjnych, chociazby. :crazyeye: Może zresztą wypowie się tu sama Zosia Mrzewińska, odnośnie przeróznych bajeczek w ktore wierzą niektorzy użytkownicy Netu... :shake:
-
"Gotowane jedzenie, jesli bedzie codziennie takie same, nie bedzie tak dobrze zbilansowane jak gotowa karma. To tak jakby czlowiek jadl codziennie ten sam zestaw obiadowy. Czy otrzymywalby wszystkie potrzebne mu skladniki? Moim zdaniem nie" Akhem, kheeem! A jedząc przemysłową karmę, jest tak, jakby pies jadł codziennie zestaw Barszcz biały Winiary + puree z torebki + warzywka hortexowskie mrożone... :oops: :lol: BTW psi układ pokarmowy zdecydowanie rózni się od naszego. Biedne te wilki, szakale i likaony - ciągle te same zestawy obiadowe: sarenki/myszki albo zeberki / antylopki, na okrągło....:lol: :evil_lol:
-
"Mity w stylu: „AST jest psem agresywnym”, „jak już pitbul chwyci, to nie ma mocnych, aby go odciągnąć”, „AST i pit mają walkę we krwi” itd., itp. nie służą niczemu dobremu i trochę dziwi mnie fakt, że tego rodzaju przesądy są powielane tu na dogomanii, czy na innych „psich forach”, które z założenia powinny być opanowane przez miłośników i znawców psów." Tak, tak... A patyczek do rozwierania szczęk AST czy pita (podczas gdy przeciętny doberman bywa zdjęty z innego psa naszym cięzkim bucikiem) to tylko taki gadżecik w żadnym razie nie świadczący o jakimś ewentualnym problemie (gdyby akurat przytrafiło się mu dać ujście swojemu gameness). :lol:
-
"na jakiej podstawie piszesz ze nie ma reguły? Uwierz mi ze czesciej pies o niewiadomym pochodzeniu ma problemy zdrowotne! I to jest regułą" Julitko, caly problem w tym, że pod względem przestrzegania ustaleń - i ponoszenia odpowiedzialności - jestesmy w Polsce w epoce kamienia łupanego... Nigdy nie namawiam ludzi na kupno psa bez rodowodu (chyba że chodzi o wykupienie psa ze schroniska, ma się rozumieć :lol:) ale tylko z przyczyn moralnych, że tak powiem - ano, najczęściej te rasopodobne bez rodowodu są niestety z koszmarnych "psich farm". Ale ogniste polecanie psów rodowodowych a już zwłaszcza takie ogólne (w znaczeniu - że nie "z tej i tej hodowli" tylko "ma być rodowodowy") nie przechodzi mi przez gardło. Bardzo mały procent hodowców w Polsce poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności za wypuszczone w świat szczenięta. Na ogół jest słodko i miło jeśli pies jest zdrowy - kiedy nabywca poinformuje o wykrytej wadzie czy chorobie... kończy się dozgonna przyjaźń. :oops: :-( Z przykrością muszę też dodać że niestety sporo hodowli pod parasolem Zk wygląda dokladnie jak "psie farmy" - dotyczy to hodowli ras miniaturowych (klatka na klatce i jeszcze jedna klatka na tej klatce) ale i dużych (psy poupychane w szopie czy w kojcach 2x2 metry). Fałszywie pojęta solidarność w poszczególnych oddziałach pozwala przymykać innym czlonkom Zwiazku oko na to, co się dzieje u poszczególnych hodowców. No, chyba że jest to konkurent ktoremu można obrobić cztery litery... :evil_lol: Z takich spektakularnych przykładów to wymienię hodowlę Ad Operam. Skandal - i mam 100% pewności że dokładnie wszyscy wiedzieli że trwa tam produkcja szczeniąt w urągających humanitaryzmowi warunkach - chodzi mi o psychikę, bo przecież higienie i karmieniu nie można było nic zarzucić... - tyle, że na super - materiale genetycznym. I nieraz na mdłosci mi się zbierało kiedy wszyscy uznani i zwący się miłośnikami psów hodowcy yorków z dzióbka pili wlascicielce tamtej hodowli, wymiana całusów i "jak się masz kochana". :angryy: Trzeba było dopiero wybuchu afery ze sprzedaża szczeniąt do sklepu, do akwariów, żeby szanowy ZK cokolwiek zrobił. A i to, co zrobił, wykonał opieszale i na pół gwizdka... :shake: Obawiam się że nienormalna sytuacja w naszym kraju jesli chodzi o produkcję i popyt na psy rasopodobne nie bierze się z powietrza - tylko że naszym hodowcom szalenie trudno zrozumieć że sami przyczyniajasiędo tej sytuacji. :-(
-
"Ale pamiętajmy, że w większości przypadków są to zachowania rytualne polegające na markowaniu, okazywaniu bardziej intencji niż rzeczywiste ataki mające na celu zabicie oponenta." Marmasza, znowu się z Toba zgadzam na 100%.:lol: Kurczę, co się dzieje, w ogole nie mozemy się już pokłócić czy co?;) BTW niestety wszelkie urocze teoretyzowanie znad stosu książek ma na pewno walor poznawczo-estetyczny, tylko... gorzej, jak owo teoretyzowanie przesłania pole widzenia wielu wlaścicielom psów; jakże często też bullikow, AST-ów czy pitów. Szczerze mowiąc ja naprawdę spotykam "karki" z amstaffami tak ułożonymi, ze taki mlodzian syknie tylko na swojego AST że ma być SPOKÓJ - i AST na tyle boi się swojego pana (sorrry za niepolitpoprawne wyrażenie - "czuje respekt":razz: ) że woli patrzeć w inną stronę, niż wdać w dyskurs z innym psem (bo może w czasie dyskursu temperatura by wzrosła na tyle, ze musialby dac upust swojej gameness :diabloti: ). Gorzej z przeciętnym Kowalskim, ba, nawet z wysoce kynologicznie wyksztalconym Kowalskim z głowa pełną teorii, no i z fałszywym obrazem samego siebie. Jego pies odgryza twojemu głowę na dzień dobry - za sam fakt że twój pies się pojawił na ulicy, może mial podniesiony ogon albo w pobliżu kiedyś przeszła suka z cieczką, róznie bywa... - pan Kowalski zaś stoi i strasznie się boi interweniowac (bowiem boi się własnego pieska) za to dużo Ci podczas tego opowiada o socjalizaji jak rownież o tym że to "pierwszy raz się zdarzyło" i że jego pies "jest taki kochany". Ktoś w tym topiku pisał jak to prowadzi swojego samca na cienkiej ringowce i "jest O.K" - ciekawe kiedy nastapi pierwszy raz kiedy nie będzie O.K. i w jaki sposob ma to pocieszyć właściciela tego drugiego psa - ze dotąd było O.K. Skrajna nieodpowiedzialność niestety panuje i kwitnie. :shake: Zaś na wolanie o to żeby było odpowiedzialniej dowiadujemy się, że oto "nagonka na konkretne rasy" itd. To nie tak - to nagonka na głupich ludzi żyjących w "szczęśliwym świecie głupców". Problem w tym, że... nikt nigdy nie bierze niczego do siebie. W innym topiku - o yorkach żeby było śmieszniej - piszę o udręczaniu wystawowych psow, o traktowaniu ich jak przedmioty, o duszeniu i ciągnięciu na ringowkach. Odzew duży - tak, tak, oczywiście, skandal, widuje się takie obrazki, jakie to przykre itd - a zaraz potem "ale JA to NIGDy tak nie robię, moje psy mają tak dobrze, moje psy kochają wystawy i same sie wystawiaja" itd - najśmieszniejsze że w pierwszej kolejności takie deklaracje - szczerze w nie wierząc - składali hodowcy ktorych nagminnie widuję jak za głowę wloką swojego malego championka a pies rzyga tym wszystkim i myśli o samobojstwie. :oops: :shake:
-
"Kiedy coś zrobiłą a bylo to juz chwile temu to nie powracać zbytnio do tego bo ona nie pamięta akurat ego np. co nawyzej wsazac palcem i fee." NIE! NIE ! NIEEEEE! Jeszcze raz przeczytaj to, co piszę. Pies NIE KOJARZY plamy na podłodze z faktem robienia siku. :angryy: :mad: Jeśli trafisz na moment w ktorym suczka kuca, to możesz klasnąć, burknąć "fe!" zeby przerwać jej tą czynność. Jeśli znajdziesz plamę na podlodze, to zignoruj to - skoncentruj się na tak częstym wyprowadzaniu suczki żeby nie była w stanie nasikać w domu.
-
Hm, jakoś ciężko mi sobie wyobrazić Tajemniczego Szpiega w Czarnej Masce ktory przy mnie podaje mojemu psu truciznę zapakowaną w kiełbaskę. :evil_lol: No a tak prawdę mowiąc moje psy na zewnątrz są zawsze w zasięgu mojego wzroku, więc... To jakiś obłed z tym "nie przyjmowaniem pokarmu od obcych". :lol: Np. w przypadku psow nerwowych, nieufnych, lękliwych, z rozwiniętą ostrością pozorną - wręcz podstawowym zaleceniem jest aby karmiły je smakołykami obce osoby... :cool1:
-
O.K., tylko spokojnie. Czy możesz się chwilkę skupić? Lecimy. "Mimo wszystko wydaje mi sie ze Dejzi nie ejst przestraszona, ponieważ ona jak kogoś widzi biegnie skacze do niego lize po twarzy cieszy sie." Niesłusznie Ci się wydaje, że pies przestraszony ucieka od ludzi. Bardzo ulegle psy - a taka EWIDENTNIE jest Wasza pinczerka - starają się w chwilach gdy czują się zagrożone raczej dążyć do kontaktu z czlowiekiem. Pokazują w ten sposób: "jestem mała, jestem uległa, nie dążę do konfrontacji". Rozumiesz to? :razz: "Ona tak jakby bała sie jak cos zbroiła." Nie ma szans żeby pies zrozumiał, że coś źle zrobił - po fakcie. Być może suczka kojarzy sobie rózne rzeczy i - ponieważ wie, że za chwilę okażesz jej agresję (agresja to nie tylko krzyki czy bicie - dla bardzo wrażliwych psów nawet zmarszczenie brwi czy zmiana głosu może się okazać bardzo przerażającym doświadczeniem) - zawczasu usiłuje Cię "przebłagać" - czyli okazuje uległość. "Robi się malutka" - tak to można określić. "Doszłem do wniosku ze będe musiał brać ją na spacery-tego naprawde bardzo nie lubi!Niewiem czemu." Prawdopodobnie czuje się zagrożona. Twoja rola to przekonać ją, że w razie czego obronisz ją - czyli musisz jej dać poczucie bezpieczeństwa. Powoli przekonywac, np. karmiąc smakołykami, miło i ciepło przemawiając itd. - a nie wyciągać na spacer nie zwracając zbytniej uwagi na jej reakcje. :diabloti: "Kiedy sie jej np. daje lekkiego klapsa za cos zlego to sika na dywan." To jest reakcja skrajnie uległego, znerwicowanego psa. PO CO dawać jej klapsy skoro zapewne podniesiony głos mowiący "fe" wystarczy? :angryy: Tylko że karcić trzeba "z głową" - a Ty tak nie robisz, popatrz co piszesz: "Jak jej pokaże np. miejsce gdzie sie załątwiła spuszcza uszy biegnie na gore a jak ktos wchodzi to kładzie sie na plecy(ma to po mamie)." Psa wolno skarcić wyłacznie W MOMENCIE kiedy wykonuje niedozwolonączynność. Pokazywanie mu "o, co tu narobiłeś! zły pies!" to kompletna pomyłka. Psy tak nie kojarzą. Suczka się kuli, ponieważ wyczuwa Twoją agresję - a nie dlatego, że wie, że coś złego zrobiła. :mad: Masz bardzo delikatne zwierzątko. Chodź koło niej na palcach, a nie zajmuj się mechanicznym karceniem i przyglądaniem się, czego by jej nie wytknąć, co robi źle. Jak tak dalej pójdzie, to zrobisz z niej znerwicowanego pieska. Nie sądzę że to jest szczyt Twoich marzeń. No i psa szkoda. :shake: P.S. Ciągnięcie na smyczy często jest objawem stresu na spacerze - pies stara się jak najszybciej opuścić rejon w ktorym czuje się zagrożony. Oswajaj go powoli z terenami spacerowymi, dawaj jej dużo oparcia, pokazuj że jesteś silnym, spokojnym i mądrym przewodnikiem do ktorego może mieć zaufanie.
-
Magdo, czy słyszalaś o zjawisku "opposition reflex" - specyficznym mechanizmie w jaki są wyposażone psy? :cool1:
-
To może być początek nerwicy. Ile razy zaobserwujesz takie zachowanie - to zaoferuj pieskowi jakąś fajną zabawę (ZABAWĘ, nie zabawkę jedynie - chodzi o to, żeby mu pozajmować czas, a więc zainicjować wspólne bieganie, grę w piłkę, szarpanie aporcikiem itd). Takie zachowanie należy przerwać ale tylko w ten sposób, że zajmujesz pieska czymś innym, ciekawszym.
-
"Oczekuja takich samych reakcji od kazdej rasy a dla niektórych geny nie istnieją...." No właśnie, yyy, no właśnie... Ale osoby głoszace ten pogląd co nieco oberwały w tym topiku za - jak to było? - rasizm i nagonkę... :evil_lol: :evil_lol: :cool3:
-
"Czesto tez wlasnie miniatury nosza sporo obciazen genami,ktore nazwalabym "zlosliwosci" vide chichraki ( tak nazywa chichuachua moj Andrzej) ,mini pinczery, czy pomeraniany..a yorki?? Oczywiscie nie dotyczy to wszystkich egzemplarzy ale czestotliwosc wystepowania takiego ciezkiego charakterku jest tam wieksza." Z całym szacunkiem, akurat yorki są mi bardzo dobrze znaną rasą i muszę to zdementować. Czegoś takiego jak "geny złośliwości" u nich nie ma. Wystepują, owszem, zachowania nerwicowe - bowiem niestety miniaturki psie są prawdziwymi męczennikami :shake: pod względem traktowania ich przez ludzi. Wystarczy obejrzeć ring yorkow i to, co wyprawiaja z nimi hodowcy - a więc ludzie ktorzy powinni z założenia wiedzieć COKOLWIEK o psychice psów, ich behawiorze, no i godnym traktowaniu. Wiele yorkow zachowuje się agresywnie w odpowiedzi na wyjątkowo idiotyczne postepowanie ludzi; niestety, także ich wymiary nie ułatwiają im sprawy (miniaturki w ogóle żyją na ogół w lęku przed rozdeptującymi je wielkimi ludzkimi girami, łapiącymi je znienacka i unoszacymi w powietrze wielkimi ludzkimi łapskami itd). Niedelikatność ludzi w postępowaniu z maleńkimi psami jest zdumiewająca. Szczerze mówiąc ani razu nie udało mi się spotkać "genetycznie złośliwego" yorka. :crazyeye: Co do bullików, to niestety, jest to temat - rzeka. Właściciel jednej z najlepszych hodowli bulli w Polsce miał reproduktora ktory.... nie wpuszczał go do kuchni. Facet nie tylko uważał, ze wszystko jest O.K. i że nic nie należy z tym robić, ale i udzielał chętnie porad wychowawczych... :evil_lol: Bolesna prawda jest taka, że naprawdę wiele osób nie daje sobie rady z psami ras "bullowatych" - ale sporo z nich umiejętnie lawiruje przez życie, udając, że nie ma problemu. Po prostu wiedzą że to-a-to ich psa denerwuje - więc unikają takich zachowań. Niektorym psom to wystarcza i dlatego wydaje się że faktycznie problemów nie ma - ale niektore zwierzaki zwiększają sobie zakres kompetencji do tego poziomu, że... rodzina już nie jest naprawdę w stanie tego przeżyć. Największy klopot to ten, że niestety nie wystarczy parę konsekwentnych zasad z Fishera rodem (zjedz ciasteczko zanim dasz pieskowi michę) - no i niektorzy ludzie, mimo najlepszych chęci, po prostu nie dają sobie rady z procesem resocjalizacji takiego psa. :shake: :-( Toteż nawet kontakt z najlepszym specem może nie wystarczyć. Niemniej zawalczyć trzeba... :roll:
-
"Matka w przypadkach gdy szczenie jej się nie słucha, próbuje odpowiednio skarcić maluszka. ;-) I to jest normalne u zwierząt. Przynajmniej tak mi się wydaje, tyle się naoglądałam i nasłuchałam. :smile: Mogę się mylić." Daj spokój, nieszczęsne potrząsanie za kark pokutuje wśród właścicieli i jest źródłem wielu problemów w kontaktach z psami. :-( Mylisz się, naprawdę - a "Alpha Rolling" to jedna wielka bzdura, ktora uczy psy lękowych reakcji i nieufności wobec właściciela, strachu przed wyciągającymi się rękami itd.
-
Z całym szacunkiem, ale nie rozumiem, jakim cudem właściciel dopuszcza do sytuacji w której - nazwijmy to eufemistycznie - "kłótnia o zabawkę" może się wydarzyć. :crazyeye: Zwłaszcza jeśli wie, że w razie czego jego pies zrobi dym... Te ukochane przez wielu ludzi spędy towarzyskie gdy stoi paru albo kilkunastu właścicieli i gada, a psy przewalają się wokól, ech... :cool1: to wcale nie jest dobry pomysł. Socjalizacja - fajnie, wychowywanie - jeszcze fajniej (rozumiem że celowo stawiamy psa w sytuacji w ktorej może "wyłamać", żeby móc zachowanie odpowiednio skorygować) ale to wszystko musi być nie pod 100%, a pod 1000% kontrolą... :shake: .
-
Obroża z cytrynkowym "nadzieniem" nazywa się CITRONELLA i można ją sprowadzić przez Internet (wrzućcie w google, powinna wyskoczyć). Co do innych obroży, to są to tzw. antibarkery i nie można zrobić przy ich wykorzystaniu psu krzywdy :crazyeye: o ile jest to sprzęt dobrej firmy, np. Innoteka albo TriTronicsa. Cena co prawda trochę odstraszająca ;) ale za jakość się płaci... Antibarker nie działa na pilota, tj. nie trzeba człowieka obsługującego urządzenie - tylko jak Citronella, impluls wzbudza odpowiednio mocne drganie krtani (a wiec to nie jest tak że pies nie może sobie mruknąć czy chrząknąć, działa na typowe szczekanie i wycie). Istnieją też typowe obroże elektryczne ktore majądodatkową funkcję anti-bark, ale to w tym przypadku nie wchodzi chyba w grę (specjalistyczny sprzęt do zupełnie innego użycia, na dodatek drogi jak piorun). Pewnie że lepiej jest wypracować spokojne zostawanie "pokojowymi metodami" ale... jeśli jest szansa na dom, to lepiej sięgnąć po Hi Tech - niż być dla pieska miłym i... pozwolić mu gnić w schronisku czy na ulicy. :cool1:
-
"A co do niekarcenia psa po przyjściu do domu; w takim razie kiedy go karcić? Bo właściwie to trzeba by było go "złapać na gorącym uczynku", ale to raczej niewykonalne." I tu lezy (pies) pogrzebany :razz: :lol: . Proste pytanie: dlaczego uważasz, że koniecznie trzeba psa karcić - choćby było to akurat nonsensowne działanie w danym przypadku? Dla rozładowania emocji właścicieli? :roll: :lol: :evil_lol: Możesz psa skarcić dokladnie w momencie wykonywania czynności niepożądanej - już dwie sekundy po.... - i "po ptokach". Tzw. timing jest jednym z najistotniejszych elementów w wychowaniu / szkoleniu psów. W sytuacji w ktorej pies jest totalnie poza kontrolą (bo nikogo w mieszkaniu nie ma...) rzecz nie w karceniu, tylko w uniemożliwieniu powtórzenia czynności nawykowej. Przy czym to uniemożliwienie powinno trwać długo, kilka tygodni na przykład. Dlatego najwygodniejszy wydaje się kojec - klatka. Jeśłi pies niszczy tylko obgryzając rzeczy, a nie drapiąc je pazurami lub zrzucając na ziemię, to kaganiec też mógłby pomóc; niemniej ma dość ograniczone działanie. Na ogół pies demoluje z powodu stresu ("separation anxiety"). My obgryzamy paznokcie, chodzimy w kółko, stukamy palcami po stole itd. One demolują, wyją, sikają, samookaleczają się. :-( To nie jest kwestia jego zlośliwości, zlej woli itd. Kiedyś poczuł się potwornie zestresowany, porzucony i samotny - zrobił coś co pomogło mu trochę te cięzkie chwile przetrwać - toteż w podobnej sytuacji zaczyna to działanie powtarzać. Gdzie tu miejsce na karcenie zwierzęcia? :crazyeye:
-
"Nie biłam psa bo wiem, że to nic nie daje. Stosowałam metodę nie zauważania psa i 10 minut "odrzucenia" jeśli zrobił demolkę. " Cokolwiek robiłaś, było to bez sensu. Pies nie ma najmniejszych możliwości skojarzenia że zrobił coś źle - po fakcie. Nieważne, czy dostaje klapsa, czy pan "gniewa się" na niego spektakularnie - akurat w tym przypadku każda awersja to nie jest dobry pomysł. :cool3: "Mam nadzieję, że ten kaganiec nie jest bardzo wielkim złem, jakie mu robię, ale to jedyna skuteczna metoda......" jeśli pomaga to O.K. ale naprawdę powinnaś kupić dobry kaganiec, a nie stosować tzw. kagańca weterynaryjnego, który jest bardzo niehumanitarnym narzędziem w założeniu przeznaczonym do doraźnego unieruchomienia psiego pyska. Mam nadzieję że pies nie nosi tego przez kilka godzin!!! :-o Dobry kaganiec = szeroka "klatka" w ktorej zwierzak SWOBODNIE otwiera pysk na cała szerokość. Dobre są te gappayowskie, w Polsce bardzo fajny sprzęt sprowadzała swego czasu firma "Maszer". Chyba nadal działają, sprobuj wrzucić tę nazwę w wyszukiwarkę...
-
"gdzieś Kiedyś Wyczytałam,że Pierwszy York Właściciela,to York Zmarnowany.chyba Wiele W Tym Prawdy.wiele Jeszcze Muszę Się Nauczyć" Kasia, po pierwsze, nie daj się zwariowac rozmaitymi opowieściami o rasie itd. :lol: Pierwszy york zmarnowany? A czemu nie pierwszy bokser, papillon, ON-ek? :crazyeye: York to pies jak kazdy inny, po prostu jest mały (ale są na tym świecie też małe kundelki ważące 2 - 3 kg). Kazdy pies wymaga troski i opieki, a yorki z kolei nie są takie znowu delikatne, jak przedstawia to część hodowców i właścicieli. :evil_lol: Wiesz, można wpaść w spiralę absurdu (dezynfekowanie łapek po każdym spacerze, na przykład - AUTENTYK! :shake: ) ale tak naprawdę to trzeba się przed tym bronić.... po prsotu zdrowym rozsądkiem. Jeśli będziesz karmić swojego yoreczka chipsami i pasztetową... albo samą polędwiczką... :lol: - to będzie miał kłopoty z układem pokarmowym. Ale świeże, przygotowywane w domu jedzenie...??? Co złego miałoby narobić? :lol:
-
"Bardzo mnie kusi aby przejść na gotowane jedzonko ale obawiam się,że mój yoreczek zasmakuje czegoś lepszego i nie spojrzy już na royalka.Gotowanie mu nie byłoby dla mnie kłopotem ale mam obawę czy takie papu jest pełnowartościowe,czy mojemo Toffisiowi niczego nie będzie brakowało" Dajże Kasiu spokój, przez wiele setek lat nie mieliśmy do dyspozycji przemysłowych karm i nasze zwierzaki żyły (patrząc na rezultaty karmienia zwierzątek hodowlanych typu krowy przemysłowymi granulatami - chyba w sumie nie wychodzi im to na zdrowie... :cool3: ) i to całkiem nieźle... :lol: Moje pytanie jest proste - a SOBIE jedzenie bilansujesz? Tak idealnie...? Obliczasz ile wapnia i magnezu jest w Twoim śniadaniu, obiedzie i kolacji? Czy też - znajac ogólne zasady zdrowego żywienia - po prostu mniej więcej wiesz, co jeść, żeby było zdrowo i.... smacznie zarazem? ;) Podobnie jest z psami.... :lol:
-
Obroże elektyczne mają na pewno mniej dominujące działanie niż poczciwa rzutka. :lol: Nie przepadam za nimi, ale nie mogę nie doceniać klinicznej czystości z jaką ich można użyć. Bodziec jest emitowany dokładnie w chwili w której trzeba to zrobić - i z natężeniam dostosowanym do konkretnego psa i konkretnej sytuacji. Linką można niechcący psa ściąć, rzutka czasem brzęczy nam w kieszeni, głos okazuje się w wielu przypadkach za słabym narzędziem warunkowania. Na ogół najbardziej jęczą na temat obroży elektrycznej osoby, które nigdy nawet tego w ręku nie miały, nie wspomnę już o wypróbowaniu na sobie - na przegubie na przykład. Wtedy zapewne mielibyśmy głupią minę, bo te "straszne męki" okazują się stosunkowo nieprzyjemnym szczypaniem, ktorego nawet nie daje się określić słowem "zabolało mnie". Być może nazwa "[COLOR=#000000][COLOR=black]elektryczna[/COLOR]" robi tak straszliwe wrażenie na miłośnikach filmów gangsterskich ("ha ha haaa! gadaj co wiesz! chłopaki, dawajcie elektrody!!!") i przeciwnikach kary śmierci na krześle "e". ;) Oczywiście że o. e. trzeba umieć używać. Nie zakłada się tego na psa i po prostu nie "naciska guzika". Jest to stosunkowo późno używany element, gdy jest pewność, że pies w 100% wie, czego się od niego wymaga, i zapoznaje się go bardzo "fair" z regułami użycia (działania) sprzętu. Pies uczy się, kiedy bodziec jest, a kiedy go nie ma. Dla niektórych osób sprawą trudną do zniesienia jest to, iż w używaniu go trzeba być niezwykle konsekwentnym oraz niejako wyłączać emocje. A, co ciekawe, strasznie wielu ludzi potrafi zrobić niezłe kuku swoim psom, tyle, że pod wpływem emocji. Emocje rozgrzeszają i dają alibi - jestem dobry dla pieska (to coś o czym wszyscy marzymy), a to - "to tylko tak... byłem zdenerwowany". Niestety, w prawidłowym wychowaniu/szkoleniu miejsca na emocje nie ma, a przynajmniej muszą one pełnić rolę marginalną. :razz: Warunkiem powodzenia w użyciu obroży elektrycznej jest na pewno doświadczenie (jak zawsze) oraz wykorzystywanie bardzo dobrego jakościowo sprzętu. [/COLOR] P.S. Innotek? Najlepszy? Hm... :diabloti:
-
"Myśle że jak ona karmiła ja 4 razy dziennie czego nie rozumiem, nawet gdy sunia cos pogryzła dostał miche jedzenia zaraz po tym fakcie to mogła skojarzyć ze jak cos pogryzie dywan czy cos zrzuci z stołu to dostanie pełną miskę jedzenia. Chodziło mi o to." Aj, aj - to zupełna, ale to absolutna, nieprawda. Psy w ten sposób nie kojarzą. :shake:
-
"a mianowice Koszi dostawała jesć 4 razy dziennie ona kocha jedzenie nawet gdy cos zrobiła nie tak pani ja karmiła, to napewno wpłyneła na jej dalesze zachowanie.... " A tego to już kompletnie nie rozumiem. O co Ci chodzi - że gdyby suka byla trochę głodna, to latwiej by bylo ją nagradzać żarciem? Ale przecież ta pani w ogole z nią nie pracowała??? :-o
-
"Ludzie!!!!!!!!!!!!!! dlaczego wy tak od razu tu na forum nienawidzicie tych co próbowali pomóc i adoptowali psy a później poddali się i psa zwracają? " Droga Viko. Wyobraź sobie, że czasem próbuję pomagać ludziom ze schroniskowymi psami w rozwiązywaniu problemów behawioralnych. Wiesz co? Z tej całej pomocy to staję się cynikiem. Niestety, ale glupio-roszczeniowa postawa jest dla większości właścicieli powszechna. :shake: Na palcach jednej ręki moge policzyć przypadki w ktorych właściciele postanowili o psa zawalczyć - i wygrali. Nie myśl, że ta "walka" to było jakieś nie wiadomo co - najczęściej chodziło o przestrzeganie paru reguł lub odrobinę pracy szkoleniowej. Reszta - nawet jeśli dochodzi do kontaktu z behawiorystą czy trenerem - prezentuje głównie pretensje do psa i absolutny opór przed zrobieniem czegokolwiek. :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :mad: Przykład - super - pinczerek z warszawskiego Palucha, kłopot z wracaniem na wołanie i agresją wobec psow, po jednej lekcji pies przestaje się rzucać, w ogóle ekstra charakter, zwierzak współpracujący, chętny do nauki... Ale pani włascicielka oświadcza, że psu linki nie przypnie, z parówkami (nagrody) nie bedzie "się wyglupiać", i najwyraźniej oczekuje że pies dostanie "pigułkę na grzeczność". I sytuacja pozostaje na etapie - że trzeba się pozbyć tego "głupiego psa". :diabloti: