-
Posts
520 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Furie
-
Elbic, to nie było do Ciebie. Mogło tak zabrzmieć - ale sorry, nie takie były zamierzenia. Mogłam dodać, że w różnych innych wątkach są osoby, które coś tam Sowie próbują udowodnić.
- 66 replies
-
- pogryzienie
- gryzienie właściciela
- (and 3 more)
-
W ogóle Sowa wielu osobom pomogła. Mnie również. Dlatego zanim ktoś się z nią wda w polemikę, radzę przyjąć jej zdanie za pewnik lub dopytać, z nastawieniem "chcę zrozumieć" a nie "chcę obalić", tudzież zamilczeć. Elbic, jestem i byłam - stale i niezmiennie. Szkoda i przykro mi, że tyle musiałaś przejść zanim sobie poukładałaś, że "metoda drzewka" prowadzi donikąd. W moim uwstecznieniu w kierunku patologii, bywało że po mojej korekcie za odwinięcie, przychodziło kolejne odwinięcie. Bo niby jak to, kiedyś wystarczało się raz odwinąć i był spokój. Ale wzięłam d... w troki i ukróciłam. Odwijanie Furii - zawsze 1: 1. Jedna korekta - jedno odwinięcie. Nigdy nie było czegoś co można by określić jako "rozkręcenie się". Mimo wszystko, uważam że babrałam się stanowczo za długo. EDIT: sorry za niewstrzelenie się. Otworzyłam okienko odp. i zabrałam się za obiad ;)
- 66 replies
-
- pogryzienie
- gryzienie właściciela
- (and 3 more)
-
Tak jest. Zasady i granice - bezwzględne i nieprzekraczalne, a nie usprawiedliwiane, a to fobią, a to lękiem, a to czymś tam. Elbic, w 1 Twoim poście widzę słowo klucz: "KOREKTA FIZYCZNA". Dlaczego tak późno ? Prosiłaś o inne przypadki i wymianę doświadczeń, no to proszę: Furia swego czasu uwielbiała się rzucać na samochody. A ja się z nią pierdo...am. Że może lepiej po dobroci i pozytywnie ... bo zaufanie, bo relacja, bo srutututu. Nie wchodząc w szczegóły - zmarnowany czas. Przyszła faza na korektę. Spodziewałam się, że może mi się odwinąć (taki POJEDYNCZY strzał zębami), ale jak już się to stało ... Wmurowało mnie i tym samym wyhodowałam sobie kolejny problem: po korekcie należy się odwinąć, bo to gwarantuje, że pańcia odpuści. Do tego doszedł trzeci problem - moje emocje, a konkretnie nerwy i strach. Konsekwencje: a) pies to "sczytuje" , .b ) wykonywanie tysiąca pięciuset nieświadomych i dalece zbędnych ruchów, upewniających psa w: "zaraz będzie akcja". Co pomogło: wielce szanowny przymus oraz wielmożna korekta (tym razem skuteczna). Przy obowiązkowym opanowaniu emocji. Mamy jeszcze coś jak półśrodek i "koło ratunkowe", w postaci zachowania zastępczego "usiądź". Trwało długo, ale to tylko i wyłącznie MOJA wina, ponieważ: a) za długo się cackałam, .b)na wstępie popełniłam kilka karygodnych błędów, c) miejsce mojego zamieszkania sprzyja unikaniu problemu (wiocha i 1 auto raz na ruski rok), d) jestem mistrzem wymówek i przekładania na wieczne "później". EDIT: Elbic, moim zdaniem moment w którym możesz psu pozwolić na podjęcie samodzielnej decyzji, coś jak "deal", to u psa z mocno utrwaloną negatywną reakcją jest którymś, kolejnym etapem pracy. A nie wstępem. Gdybym od tego zaczęła, to dalej bym się bujała. Doszłam do tego etapu siłowo, starając się nie dawać psu wyboru i fizycznej możliwości wyskoczenia, a jeśli jednak się zdarzyło - to dotkliwe zduszenie w zarodku korektą. Posiłkowałam się również tym "kołem ratunkowym". Dopiero później przyszedł czas na dłuższą smycz i "decyduj sama". I wiesz co, nie mogę powiedzieć, aby mój pieseczek mnie "mniej kochał" albo się mnie bał, albo czuł się jakkolwiek niekomfortowo. Przeciwnie. Mój pieseczek czuje się dużo lepiej odkąd samochody przestały wywoływać tak chore pobudzenie. A spacery po mieście stały się obopólną przyjemnością.
- 66 replies
-
- pogryzienie
- gryzienie właściciela
- (and 3 more)
-
Ja bym na Twoim miejscu pomyślała nad jeszcze 1 rzeczą: stopniowym przyzwyczajaniem psa do : a) miasta i zgiełku, b) mieszkania, c) pozostawania samemu w tym mieszkaniu.
-
To wymaga bardzo, ale to bardzo mądrego społeczeństwa, które umiałoby ich z głową używać, a nie nadużywać ;) A skoro teraz, przy "zamordystycznych" przepisach ludzie je od czasu do czasu łamią i z tego powodu od czasu do czasu dochodzi do jakiegoś "nadużycia" z udziałem psa, to o ile wzrósłby odsetek "nadużyć", gdyby przepisy pozostawiały obywatelowi wolność wyboru... Także nie miałabym nic przeciwko takim przepisom, jakich by sobie życzył Spike, o ile nasze społeczeństwo byłoby nieco bardziej cywilizowane. Szanuję i nie przeszkadzają mi ludzie, którzy puszczają swoje wychowane i nie wadzące nikomu psy w przestrzeni publicznej, doceniam i głośno dziękuję ludziom, którzy odwołują / zapinają swoje psy na widok Furii na smyczy, odczytując to jako sygnał "one nie mają ochoty na zabawę". Jednocześnie nóż mi się w kieszeni otwiera na bęcwałów, którzy nie reagują na grzeczne prośby, ich psy mają zerowe przywołanie, a oni się czują niewinni i beztroscy, bo przecież ich piesek się musi wybiegać. I nie przebieram wówczas w słowach. Skutkuje.
-
Jowita, mi się wydaje, że A_niusi przyszło to szybko i naturalnie, bo ma porządnie zrobione podstawy wychowania / wyszkolenia / wchodzenia w tryb pracy. Więc pies / psy miały skutecznie wybite z głowy, że kotów, bażantów i innych się nie goni zanim pierwszy raz wsiadły na rower. A czy rower, czy okładanie pola - inne zadania, ale generalne zasady: "nie ganiamy!" oraz jest zadanie - jest frajda, te same. I generalnie one świetnie się rozumieją i rasa stworzona do współpracy z człowiekiem. A_niusia, popraw mnie, jeśli się mylę :) Sjette - mi się obiło o uszy, że zaczynać najlepiej jak pies zakończy wzrost, żeby nie przeciążyć stawów. W sensie gdzieś tam dzwoni, bo ja to nawet roweru nie mam ;)
-
U nas jako tako sprawdzały się krople Advanitx - kilka pojedynczych kleszczy na cały sezon. W tym roku obroża Scalibor - jak dotąd ani jednego. Mieszkamy przy polach i lasach i tam też chodzimy na spacery. Wg informacji producenta - szkodliwy dla kotów. A poza tym cieniutki, wodoodporny, nie śmierdzi (bezzapachowy) i działa chyba 6 m-cy. Pies jest zabezpieczony po tygodniu noszenia.
-
Pierwsza rada na tu i teraz, tzn. zanim trafisz pod skrzydła fachowca: zrezygnuj z wyprowadzania psów razem, tylko z każdym wychodź pojedynczo, przynajmniej do czasu aż każdy z osobna zostanie należycie ogarnięty. Mniemam, że problem wziął się stąd, że nie poukładałaś sobie zasad i relacji z każdym psem z osobna, a że psy są we dwójkę, to problem się potęguje. Sądzę, że problem rozwiąże poustawianie tych zasad i relacji w toku ćwiczeń posłuszeństwa, połączone z czytelnym zakomunikowaniem psu czego nie akceptujesz, a czego oczekujesz. Pamiętaj, że tzw. ogólne mechanizmy oraz zasady pracy i komunikacji z psem, które poznasz na zajęciach, musisz stosować w życiu codziennym poza placem. Chodzi m.in. o czytelność, konsekwencję, wzmacnianie pożądanych zachowań i korygowanie niepożądanych. Co do fachowców w Krakowie, polecam Ci Hitt Dog, stadion Juvenii, na Błoniach. Moim zdaniem the TOP & the BEST. Można im zaufać zarówno w kwestii kompetencji oraz tego że kochają psy. Znam i sprawdziłam z perspektywy trenowania 2 własnych psów oraz obserwacji dziesiątków psów innych kursantów na przestrzeni ładnych kilku lat. Różni kursanci i różne psy (różne rasy, różny temperament, różne rodzaje i skala problemów - również agresja i różne motywacje przewodników, począwszy od "zaliczyć kurs podstawowy i koniec", przez "rozwiązać konkretny problem" aż po "wyszkolić się do poziomu zawodniczego i robić dobre wyniki na zawodach"). Acha, Hitt Dog to nie są behawioryści z nazwy, tylko fachowcy i praktycy, którzy jako naturalna kolej rzeczy znają się na psim behawiorze. Co do behawiorystów, polecam Ci lekturę kilku tematów w dziale "wszystko o psach - szkoły i studia". Będziesz miała jasność dlaczego poleciłam Ci fachowca trenera a nie behawiorystę ;) Z postu wynika, że jesteś początkująca. Dlatego na pierwszym miejscu wizyta u fachowca, a na drugim lektura. Praca z psem to komunikacja - obserwacja - analiza - akcja - reakcja. W teorii wszystko pięknie , a w praktyce klops. Samemu jest trudniej niż jak ktoś patrzy z boku i Ci mówi co robisz źle albo co masz robić. Co do lektur mądrych, wartościowych i pouczających, polecam Ci książki oraz bloga Pani Zofii Mrzewińskiej. 1 z książek to "Zwykły niezwykły przyjaciel" - dostępna w księgarni internetowej i w niskiej cenie oraz blog Jej autorstwa o wychowaniu szczeniaka na forum owczarek.pl (linka nie pamiętam). Powodzenia!
- 9 replies
-
- 1
-
-
- behevioryzm
- zachowanie
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Pa-ttti, już to pisałam, ale napiszę raz jeszcze: nie mam nic ani do Ciebie ani do tego że poszłaś i po co poszłaś. Kibicuję Ci i wierzę Ci, że traktujesz ten kurs jako pierwsze, wstępne naprowadzenie, a papierek traktujesz jako ozdobnik. Problem polega na tym, że dużo ludzi traktuje ten kurs zgodnie z jego nazwą i po nim lub po tym drugim dyplomowym otwierają szkoły. Wierzę, że podeszłaś bardzo poważnie do tego kursu, ale obawiam się, aby Cię takie naprowadzenie nie zwiodło na manowce. Bo na słabym kursie nawet najbardziej ambitnemu i pracowitemu nie uda się DOBRZE nauczyć, jak sami prowadzący nie wiedzą co to znaczy. Próbujemy Ci to wytłumaczyć, jednocześnie trzymając kciuki i życząc powodzenia. A w poprzednim poście się na Ciebie jawnie wyzłośliwiłam, bo nie kumam po co pociskasz Sjette. Masz rację co do studiów i myślę że Sjette chodziło dokładnie o to samo, że są kursy cienkie jak barszcz, na które nie ma większego sensu chodzić. A darmowy obiad i gadżet to była lekka ironia ;)
-
Wnosząc po kierunku studiów Sjette oraz zakresie działalności producentów leków, kursy raczej dotyczyły leków oraz przesłanek, dla których wyłącznie lek producenta A jest naj, podczas gdy na kursie organizowanym przez producenta B, te same przymioty są przypisywane temu samemu lekowi, aczkolwiek jego produkcji ;) A nawet gdyby dotyczyły "psiej tematyki", to co ma uczelnia, która z założenia kończy się po iluś latach, do obowiązku kształcenia ustawicznego w niektórych grupach zawodowych? Czyżby to była "wartość dodana" coape? Zakładają klapki na oczy i odbierają zdolność logicznego myślenia? ;)
-
A_niusia, PT jest dowodem na to, że pies opanował elementy ujęte w regulaminie: http://www.zkwp-szkolenia.pl/images/2014/PT/regulamin_egzaminow_zawodow_pt_1_2_3_stopnia.pdf I nie uwierzę, że Twoje psy nie umieją choćby tego co jest w PT1 i dużo więcej, co wynika ze specyfiki Twojej rasy i Waszej dyscypliny. Nawet jeśli formalnie nigdy tego papierka nie będą miały. A to że psy umieją, to znaczy że przewodnik umiał nauczyć. PT zostało przytoczone dlatego, że jest w miarę łatwe. A wiara po kursikach coape i wł nie potrafi nauczyć tych elementów nawet własnego psa, a się zabiera za nauczanie innych. Śmiem wątpić, czy w ogóle im powiedzieli o regulaminach dyscyplin. Co do zakresu przedszkola - i tak i nie. Zgadzam się z Tobą co do priorytetów, ale uważam że choćby przedszkole, czy kurs podstawowy powinny dawać informację, że istnieje tzw. "coś więcej" i na czym to polega, najlepiej popartą zademonstrowaniem psa prowadzącego, wyszkolonego do 1 z dyscyplin, która jest jego hobby. Co z tym zrobią - ich wola, ich decyzja, ale przynajmniej mieli szansę się dowiedzieć. Jak szkoleniowiec ma to przekazać, skoro sam nie ma bladego pojęcia? A na tych kursach poziom jest taki, że nawet takiego elementarza, o którym piszesz nie są w stanie nauczyć. Ja tam od nauczyciela oczekuję większych kompetencji niż zakres kursu, na którym się zgłosiłam. Nauczyciel z podstawówki też umie więcej aniżeli program nauczania w podstawówce i nikt się nie dziwi ;) Strasznie żałuję, że żyjemy w takim "dziwnym" społeczeństwie, że ludzie z kwalifikacjami chodzą na kursiki dla papierka, zamiast się podpierać papierkami z wyszkolenia własnych psów. Że społeczeństwo daje się nabierać na taką ciemnotę.
-
A_niusia, spieramy się ponieważ wielu ludzi idzie na taki kurs z wiedzą / praktyką zerową lub bliską zeru, po czym po tych kilku banalnych zjazdach wydaje im się, że pozjadali wszystkie rozumy. I zaczynają uczyć innych, podczas gdy sami się kwalifikują do dalszej nauki. Widzę kolosalną różnicę między takimi ludźmi a np. Tobą i nie uwierzę, że Ty jej nie widzisz. Ty już na wstępie miałaś wiedzę, która pozwoliła Ci prowadzić polemikę z prowadzącym. Miałaś doświadczenie i praktykę, co do której sama wiesz najlepiej ile czasu i pracy włożyłaś. Akirka86 - selekcja fotek jest powszechną praktyką, a fotograf na 99,99% przypadków jest psiarzem - uczestnikiem kursu lub kimś zaprzyjaźnionym i robi to regularnie. Nie powierza się robienia fot na kursach incydentalnie osobom przypadkowym ani nie wynajmuje fotografa zawodowca bo się to nie kalkuluje. Zresztą widać że tych fot nie robił fotograf, tylko zwykły "pstrykacz". Natomiast robiąc foty regularnie i regularnie uczestnicząc w selekcji też się można dużo nauczyć. Pod warunkiem że jest od kogo :D Także masz bardzo trafne spostrzeżenia i wnioski. A na coape - raz że fachowców do oceny masz tyle co wody na pustyni (mówię o prowadzących) a dwa - poziom zajęć jest taki, że choćby na rzęsach stanąć, to nie ma co fotografować ;) Zwróć uwagę, że cały album to jak piknik, a nie jak weekend pracy z psami.
-
W błąd to właśnie takie porady typu "bez przesady" mogą wprowadzić. Legalnie - albo działalność albo wspomniana przez Wronkę umowa zlecenia. Tylko że przy umowie zlecenia, zleceniodawca jest zobowiązany odprowadzić do US zaliczkę na poczet PIT na zasadach ogólnych lub ryczałtem, zależnie od wysokości należności brutto. Półlegalnie - znaleźć krewnego / znajomego, który prowadzi działalność i może wystawiać rachunki / FV i odprowadzać ewentualny podatek. Nielegalnie - tak jak napisała choćby Wilczocha. Marginalne wykroczenie o niskiej szkodliwości społecznej (kodeks karno skarbowy i ordynacja podatkowa) i jeszcze niższym odsetku wykrywalności (rzeczywistość). PKD nie służy wyłącznie do tego aby je dopisać. Można na tej podstawie pokusić się o poszukanie interpretacji podatkowych i orzecznictwa. Może znalazłyby się przesłanki do podparcia się okazjonalną i trzymania jej "w pogotowiu" jakby nadgorliwy sąsiad podkablował ;)
- 8 replies
-
- petsitter
- praca z psem
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Faustus, ależ metoda pozytywna nie jest jedyną słuszną i poprawną politycznie :D Tutaj Dogomania, a nie żaden kurs na pożal się Boże behawiorystę wesołej łapki, coape czy innego "pastelowego ptaka" :P Co do komunikacji, by daleko nie szukać, niech będzie na przykładzie TD - człowiek ma to do siebie że się posługuje stereotypami i skrótami myślowymi. A dla TD takim skrótem jest wywracanie i szarpanie psa, niezależnie od tego ile innych aspektów obejmuje TD. Tyle pisania, a wystarczyło napisać "hierarchia, jasne zasady i konsekwencja" :P Dopowiem: pod którymi kryje się pozytyw i awersja, oba składniki stosowane z głową i w odpowiednio dobranych proporcjach zależnie od konkretnego psa.
-
Pa-ttti, właśnie dostarczasz argument na kolejną słabość tego kursu: nie uczy wyobraźni i zapobiegliwości w kontekście, nazwijmy to funkcji doradczej trenera / behawiorysty. Ani tego, że psy potrafią być skrajnie różne. A potrafią, nawet jeśli 100% psów kursantów to były ciapciaki. Ile psów umrze najadłszy się kocyka włożonego do kennelu? Może jeden na ileś tysięcy. Ktoś powie tylko jeden, ale zawsze jest to jedna żywa istota, przez kogoś kochana. Brzmi abstrakcyjnie, a się wydarzyło. W mojej hodowli o tym przestrzegają, bo przypadek dotyczył ich szczeniaka w nowym domu. Dobrze że posłuchałam, bo mój pies też zżerał za młodu. Wolę zapobiegać, jednocześnie żyć w przeświadczeniu że to kosmos i abstrakcja niż się obudzić z "ręką w nocniku". I tego oczekuję od hodowcy i trenera. A co do pokoju, to wyobraź sobie, że ja go sprawdzam zanim zostawię psa i usuwam wszystko, co się nadaje do strącenia, rozbicia, wywrócenia, zjedzenia. Wracając do długiej linki - Cavecanem wspomniała o 1 konkretnym ćwiczeniu. Na określonym, tj. początkowym etapie, kiedy się jeszcze nie robi regulaminowego wykończenia ani nie ćwiczy szybkości. Mam nadzieję, że Wam o tych niuansach powiedzieli. Różnica między tym ćwiczeniem a sytuacją ze zdjęcia jest zasadnicza. Więc jeśli w taki sposób Was uczyli jak się posługiwać linką, to Wy tego dalej nie umiecie ;) Nie rozumiem czemu tak zacięcie bronisz tego kursu. Przecież nikt Ci już nie robi wycieczek personalnych żeś poszła, więc nie musisz bronić swojej osoby, bo nie masz przed czym. Wbrew pozorom nikt tu dla Ciebie nie chce źle.
-
Sprzedaż okazjonalna ma szereg obwarowań i jest dość "płynnym" pojęciem. To co poniżej jest nt rękodzieła, ale wydaje mi się że można to potraktować per analogia. http://www.lgdkreatywni.pl/okazjonalna-sprzedaz-rekodziela-czy-tworca-sprzedajacy-swoje-prace-staje-sie-automatycznie-przedsie.html Podstawowym problemem jest tu jednak określenie, kiedy działalność zarobkowa przestaje być okazjonalna, a staje się ciągła i zorganizowana. Praktyka dowodzi, że już dwukrotne wystawienie swoich produktów na portalu aukcyjnym (np. Allegro) może zostać uznane przez służby skarbowe za działalność zarobkowa ciągłą i zorganizowaną. Warto zauważyć także, że to na podatniku ciąży obowiązek wykazania, że sprzedaż odbywa się okazjonalnie i ma charakter prywatnego zbycia, a cena nie odbiega od ceny rynkowej. Dowodem są wszelkie okoliczności wskazujące, że podatnik nie miał zamiaru prowadzić działalności. Tu również per analogia o sprzedaży na allegro: http://poradnik.wfirma.pl/-kiedy-sprzedaz-na-allegro-staje-sie-dzialalnoscia Trzeba by jeszcze zobaczyć jakie jest PKD dla tego rodzaju działalności i co mówią interpretacje w tym konkretnym przypadku, czy są jakieś "furtki". Chociaż o ile przy sprzedaży można mówić o okazjonalności, to wydaje mi się że przy usłudze już nie. Reasumując, wydaje mi się że legalnie nie można, natomiast jeśli zamierzać to robić dorywczo i wyłącznie w gronie znajomych, to już sama musisz zadeycdować ;) Pamiętaj, że działalność = ZUS, czy zarabiasz czy nie. Jak nie zapomnę to jutro podpytam jeszcze księgową :)
- 8 replies
-
- petsitter
- praca z psem
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Pa-ttti, tak, gdyby kurs miał nazwę adekwatną do przerobionego materiału i poziomu, np. "kurs podstaw teorii i podstaw pracy z psem", ja bym się nie czepiała. Myślę że pozostali również nie. Mimo że poziom i tak byłby oceniony nisko, bo na porządnych kursach z podstawowego posłuszeństwa wygląda to dużo lepiej. Gdyby nazwać ten kurs zgodnie z prawdą, to mimo takiego samego poziomu, o wiele niższa byłaby jego szkodliwość społeczna. Byłby to po prostu słaby kurs. Nic więcej. I w najgorszym razie kursant nauczyłby się byle jak. A teraz wielu osobom może się wydawać, że po skończeniu zdobyli kwalifikacje do pracy. A klientom, którzy widzą certyfikat, że trafili do fachowca. Niestety kurs dyplomowy, czyli ten poziom wyżej, niczego tu nie zmienia. Nie chodzi o uprzedzenia, tylko realny poziom. Ja sama kiedyś chciałam iść, ale spytałam osób bardziej doświadczonych. Posłuchałam, bo mam zaufanie, ale naocznie, czytając program, oglądając fotki i filmiki nijak nie widziałam o co im chodzi. Dzisiaj, widzę i wiem, że mój aktualny trener musiałby wiele rzeczy odkręcać gdybym poszła. Kwestia pracy pod okiem fachowca. Mimo że nie oglądaliśmy razem ani tamtych fot ani filmików. Po prostu ćwiczyłam, wykonywałam polecenia i obserwowałam innych. Umiejętność oceny przyszła sama. To samo z chodzeniem przy nodze. Ktoś mi kiedyś powiedział na Mistrzostwach Polski że dana osoba ma słabe chodzenie. Ja: "ale jak? nie wyprzedza, zwroty petarda, cały czas full kontakt i chyba dostała maks punktów". Dzisiaj wiem o co temu komuś chodziło.
-
Ps2dog4, a może po prostu potrzeba więcej cierpliwości, więcej powtórzeń, więcej wzmocnień (nagród) za pozytywne zachowanie, również w postaci aprobaty słownej i autentycznej radości kiedy wychodzi. Psy doskonale sczytują emocje przewodnika. Wiesz jak moja sucz się cieszy, kiedy widzi, że ja się cieszę z jakiegoś jej zachowania? Serio. Mega :) Nie wiem czy ja Cię dobrze rozumiem. Piszesz że psy łapią, ale efekty zostają na tydzień. Na tej podstawie mniemam, że za szybko przechodzisz do porządku dziennego. Wiesz, ja w żadnej rzeczy którą robi mój pies nie poprzestaję na fakcie, że już umie, więc OK. Chwalę cały czas. Poza tym piszesz, że psy rozumieją skarcenie ale nie wspominasz (albo ja przeoczyłam) w jaki sposób pokazujesz psom co mają robić oraz w jaki sposób potwierdzasz aprobatę jak zrobią dobrze. A to mega ważne. Psu nie wystarczy powiedzieć "nie, tak jest źle". Psu trzeba wskazać co ma robić, pomóc mu skumać, że o to chodzi i wzmacniać takie zachowania. To też jest w książce Pani Mrzewińskiej. Może nie w kontekście toalety, ale to ogólna prawidłowość, znajdująca zastosowanie przy wielu, jeśli nie wszystkich kwestiach. Książka nosi tytuł "Zwykły niezwykły przyjaciel", jest dostępna w necie i jest bardzo tania. Z wysyłką może z 15 - 20 zł, czy coś koło (nie pamiętam dokładnie). Ktoś wcześniej słusznie pisał, że pies z reguły załatwia się określoną ilość razy. Jak regularnie dostaje jeść o stałych porach i w odpowiedniej dawce, to idzie to poustawiać praktycznie co do godziny. Przy psach wolno biegających po ogrodzie jest to trudniejsze niż u tych, które siedzą w chacie i są zabierane na spacer - kwestia obserwacji w jakich godzinach się załatwiają. Powtarzalne rytuały też są bardzo pomocne. Np. w porach psiej toalety ktoś z domowników zabiera psy na spacer albo prowadzi do wyznaczonej części ogrodu. Ja mam jeszcze komendy do załatwiania i bywa, że panience się zapomina, ale na hasło grzecznie idzie robić :) Zaczęłam od wymawiania komendy w trakcie kiedy pies się załatwiał, następnie chwaliłam. Po jakimś czasie (jakim nie pamiętam) pies skojarzył z komendę z czynnością. Żarcie i spacery mamy wyregulowane, o stałych porach, więc nie ma bata żeby nam nie wyszło :)
-
Akirka86, niestosowne to by było, gdybys poprosiła o oświadczenie majątkowe ;) A tak, uważam że i na miejscu i bardzo trafne, zwłaszcza że nikt nie oczekuje odpowiedzi od autorki, tylko jak już przemyślenia tematu w duchu i skrycie :) Faktycznie, pies to wydatki, nawet jak nie choruje. Niby pojedyncza rzecz, choćby zabawka to niewiele. Ale jak się pozbiera sztuka do sztuki, stówka do stówki ... Jak się jeszcze do tego doliczy jakieś porządne zajęcia pod okiem fachowca, choćby od czasu do czasu, to już się robią kwoty. A jak choruje to stówki zaczynają iść w tysiące. Wiem, bo miałam psa z białaczką, przyjaciółka ma psa z dysplazją, Ty masz ciężkiego alergika więc sama wiesz najlepiej ile kasy zostawiłaś u weta albo ile karmy poszło w kanał bo się nie sprawdziła :-/ A takie ryzyko też trzeba wkalkulować.
-
Sjette, a pewnie że pamiętam, ja sobie nawet zwizualizowałam w wyobraźni tę masakrę. No to nam się ta linka nie podoba z tego samego powodu, mimo że posłuszeństwo a coursing to zupełnie inna skala prędkości. Poza tym narzędzie treningowe stosuje się po coś. A taka linka nie znajduje uzasadnionego zastosowania na żadnym normalnym ćwiczaku.
-
Sjette, ja kiedyś też czytałam taki jeden dla lek. wet. To chyba było o lękliwych. No i dokładnie ta sama konkluzja - do behawiorysty z COAPE :D Brezyl, a co do filmiku ze spanielem, to tak, on dostał ostry łomot tą smyczą behawioralną czyli dławikiem. Tak się składa, że kiedyś trafiłam na odcinek Cesara Milana. Ten sam problem i też spaniel. Tylko u Milana przynajmniej było pokazane step-by-step bez wycinania fragmentów "niepoprawnych politycznie". Także cudów nie ma nawet w Erze, a już na pewno nie w WŁ.
-
Po co ta linka przy zabawie, taka długa jak na ślady i to jeszcze trzymana przez drugą osobę? Żeby pies miał się w co zaplatać (gdzie i tak tylna prawa już jest zapętlona) i załapać traumę na zabawę? Bo trudny i niebezpieczny to na pewno nie jest, bo BHP organizatora zabraniało udziału takowym :P Pa-ttti, ja na posłuszeństwo mam króciutką, max 80 cm jak nie mniej. Służy do: 1) ewentualnego kontrolowania idealnie regulaminowej pozycji przy nodze, o ile zajdzie taka potrzeba 2) naprowadzenia na przeszkodę w postaci ok 2 kroków zrobionych wspólnie z psem - bo mam sucz, co się miga jakby tu nie skoczyć, bo po co jak po aport można lecieć bokiem ;) 3) do przytrzymania psa przez pomocnika przy ćwiczeniu przywołania kiedy celowo nie chcę tego robić z warowania No ale taki sznur to chyba tylko po to żeby się powiesić albo psa połamać ;)
-
No, po takim certyfikacie to wydawałoby się, że fachowiec profesjonalista. Jaką moc wywierania wpływu na ludzi ma taki certyfikat, niech świadczy moja niedawna dyskusja na fejsie: ktoś A do kogoś B: "czy jest pani legalnym treserem a nie samozwańcem, tzn. czy ma pani dyplom behawiorysty / tresera?" No to na to ja, jako C: "że dyplom nie dowodzi profesjonalizmu i jest wart mniej niż 0, ze względu na niski poziom kształcenia na tych kursach". I uwierzcie, że osoba A potraktowała mnie jak zwolennika samozwańców i dłuższą chwilę mi zajęło wytłumaczenie o co tak naprawdę chodzi, włącznie z odesłaniem m.in. do tej dyskusji. Co do Pa-ttti - myślę że im bardziej będziemy naciskać na nią personalnie, tym bardziej będzie ten kurs zachwalać i pisać rzeczy, co laikowi, szukającemu feedbacku jeszcze bardziej zaciemnią obraz. Ot, prosty mechanizm psychologiczny ;) Na szczęście Pa-ttti deklarowała, że nie planuje szkolić, tylko chciała zdobyć porcję nowej wiedzy. Wierzę, że jako osoba ambitna, znajdzie czas i ochotę aby wybrać się np. na zawody obedience jako obserwator. Wstęp jest za darmo. Można popatrzeć na pracę psów oraz porozmawiać z zawodnikami - proponuję jak będą już po starcie. To powinno wiele wyjaśnić w kwestii dlaczego my uważamy, że poziom wyszkolenia na kursie COAPE, jak i dyplom tejże są warte mniej niż zero w kontekście kwalifikacji do wykonywania zawodu "trener / behawiorysta". Bo jak na pierwsze kroki i kontakt z tematem, OK, przyznaję że miało prawo się podobać.
-
Jeśli mowa o IW, to przed pójściem tam radziłabym napisać pismo z opisem przedmiotowej sprawy. Dość konkretne, kto, co, gdzie (najlepiej z nazwiska i adresu), w jakim zakresie, od kiedy, jak często. Można zrobić trochę fot, choćby telefonem i puścić na drukarkę. IW to instytucja, nota bene bardzo mocno zbiurokratyzowana, co już samo wiele mówi o sposobie działania, a dwa - z reguły mają dużo na głowie - głównie w kontekście szeroko pojętego nadzoru nad zakładami mięsnymi. Także na skuteczną interwencję "po słowie", że gdzieś tam coś tam bym nie liczyła. Dcz, mi się wydaje, że kontaktem zawsze jest PIW, nawet jak się mieszka w mieście wojewódzkim. WIW jest nad PIW i wszystkie PIW-y z danego województwa podlegają pod dany WIW. Zobacz, choćby na przykładzie Poznania: http://www.piw.poznan.pl/ - to jest powiatowy poznański. A tu jest WIW wielkopolski, link do podstrony z mapką z wykazem wszystkich PIW-ów w obrębie województwa: http://www.wiw.poznan.pl/powiatowe-inspektoraty-weterynarii Mimo że poznański PIW i wojewódzki WIW są pod tym samym adresem, mają odrębne struktury. Gojka, powodzenia i wytrwałości! To super że nie przeszłaś obojętnie!
-
I z tego powodu w moim życiu nie ma czasu, miejsca ani kasy, ale na dziecko :D A tak serio, Furię ogarnęłam sama. Nie twierdzę że ten początek był dla niej taki super-hiper, bo nie był. Urlopu tylko 14 dni, za mało, ale nawet na bezpłatny się nie chcieli zgodzić. Konsekwencje - codzienne sprzątanie z podłogi, bo 10 tygodni to za mało żeby szczeniaka zamknąć do klatki na cały dzień. Potwierdzam to co pisze Berek o czystości - masakry nie miałam, ale owszem trwało zauważalnie dłużej. Zniszczenia w sypialni - poobgryzane meble, podziurawione pościele, ciuchy powywalane z szafy, bluzki przerobione na bezrękawniki. Organizacja czasu - do pracy półtorej godziny później niż wszyscy (już zaakceptowali), po pracy - prosto do chaty. Do wieczora aktywnie z psem, potem pies na kanapie koło mnie, a do rana ze mną w łóżku. Imprezy - zero. Weekendy - wyjazdy na treningi pod okiem fachowca. Wakacje = obóz treningowy z psem. Kosmetyczka - oj, ciężko bo nie ma kiedy. Zakupy - raz w tygodniu, ew. po chleb i fajki zatrzymam się gdzieś po drodze. Siłownia, basen, fotografia, podróże, książki - hmmm, może od jutra (i tak od lat). Mi tak pasuje i nie brakuje, po to brałam psa żeby z nim robić i to jest najważniejsze. Tylko pytanie czy każdemu będzie pasować poprzestawiać życie pod psa i czy każdy ma świadomość co to w praktyce znaczy godzić pracę zawodową i psa.