-
Posts
520 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Furie
-
Nie, w żadnym wypadku, psa się NIE tłucze. Natomiast zapodać jedną, zdecydowaną, czytelną i zrozumiałą dla psa korektę, która znaczy ni mniej nie więcej "hej, nie akceptuję takiego zachowania! ocknij się!". Dla kontrastu wskazujesz jakiego zachowania oczekujesz, pomagasz psu jeśli dopiero się uczy, a następnie nagradzasz pożądane zachowanie. Białe - czarne i system zero-jedynkowy. Psy lubią czytelność i jasne zasady.
-
Super sprawa! Bawimy się zarówno jednym, jak i dwoma. Super się sprawdza do nauki: że bawimy się tym, co jest w ręce przewodnika, do nauki puszczania (na wymianę). Ja jeszcze używam do nauki samokontroli. Rzucam puller na ziemię i ćwiczę obok chodzenie na kontakcie, a potem albo nagradzam tym co wyciągnę z kieszeni albo wysyłam po puller. Generalnie, można się bawić na 1000 sposobów. Faktycznie jest niezniszczalny, super się odbija, występuje w 3 rozmiarach i nie ma nic wspólnego z frisbee. Polecam!
-
Karol, mam nadzieję że nie założyłeś konta w celu promocji owych profesjonalistów, bo to nie jest w dobrym tonie, ale to Twój pierwszy post, to możesz nie wiedzieć ;) Przeczytałam artykuł z podanej strony o kantarku i wymiękłam. Baszkowa, nie daj się namówić na kantar. Spike dobrze pisze: oraz fajnie opisał mechanizm "uczenia ciągnięcia na smyczy". Ale Twój problem jest bardziej złożony niż tylko i wyłącznie ciągnięcie. Więc zdałabym się na szkolenie face to face niż on-line. Jest strasznie dużo niuansów, które zmieniają postać rzeczy. Przy temperamentnym psie, nadmiar samodzielności przy braku podporządkowania zwiastuje wysokie loty na drugim końcu smyczy i mocne zdziwienie ze strony psa, kiedy jednak zaczynasz czegoś wymagać, choćby powrotu do domu, kiedy on chce sobie jeszcze węszyć i ciągać od siuśka do siuśka. A co do siadu, to mogłaś czytać o wskazaniu czynności zastępczej. Siadanie nie ma być karą za złe zachowanie, tylko zachowaniem, jakiego oczekujesz od psa w danej sytuacji i które nagradzasz. Korzystałam z tego na pewnym etapie oduczania wyskoków do samochodów. Obrazowo: zamiast się jarać i wyskakiwać - masz usiąść i wysiedzieć dopóki auto nie przejedzie, w międzyczasie emocje opadną, a jak Cię zwolnię z siadu, to dostaniesz nagrodę. A jak wyrwiesz - będzie korekta. Przy czym jest dokładnie tak, jak piesze Spike - żeby wyegzekwować komendę w stanie silnej ekscytacji, musisz ją mieć dobrze wypracowaną.
-
Uwaga: spam i ściema - fiko-friko to pracownik sklepu albo wynajęty "linko-wklejacz". http://www.dogomania.com/forum/topic/25262-zakaz-reklamy/
-
Nie wiem czy porada się przyda, bo choć zaczerpnięta z życia, dotyczy bardziej poznawania nowych, nieznanych rzeczy: naśladownictwo. Jak uczyłam psa czegoś nowego, np. przełażenia przez palisadę, to najpierw sama przez nią przełaziłam, potem pomocnik trzymał psa, ja przełaziłam na 2-ga stronę, "wykukiwałam" górą i wołałam do siebie psa. Miałam prawidłowo zbudowaną więź i dobrze zrobione przywołanie. Bez tego nie wyjdzie. Drugi pies - kompan zabaw, ładnie wskakujący na komendę i nagradzany też mógłby się przydać. Co do auta - Furia miała fazę na niewchodzenie. Bo w kenelu damie było niewygodnie. U mnie jest krótka piłka. Pies na smycz, podprowadzam do auta, a hop znaczy hop, nie inaczej. A wykonanie hop się nagradza i chwali. Przy czym ona doskonale wie, że gdyby nie wskoczyła sama, to by tam została wsadzona. Wcześniej, tj. na etapie nauki i naprowadzania, najpierw w aucie lądowało żarcie, potem było hop i asekuracja smyczą, żeby hop się odbyło wprost do auta, a nie np. w bok, tzn. żeby nie miała wyboru. Natomiast autem jeździmy wyłącznie w fajne miejsca - na treningi. A jak pakuję klatkę i walizkę, to już na bank obóz, albo przynajmniej weekend treningowy będzie. Kiedyś wiozłam tymczasa przez pół Polski, za świat nie chciał wleźć do auta, no normalnie legnął plackiem i przywarł do asfaltu. Sorka, nie było czasu na próbowanie, przyzwyczajanie, itp. Więc pies na ręce (a swoje ważył) i do bagażnika. Emocje na wodzy, zero "ciumkania". Po jakichś 300 km zatrzymałam się w zupełnie nowym m-cu na psią toaletę. Wyobraź sobie, że przy powrocie tylko uchyliłam klapę bagażnika, a pies siedział w środku. Myślę że nowe miejsce + czas jaki wcześniej spędził w aucie, przekonawszy się, że żadna krzywda się z tego powodu nie dzieje dużo dały. Analogicznie Furia się oduczyła darcia japy w czasie jazdy. 4 x po 100 km + moja stoicka cierpliwość i się przekonała, że darcie nic nie wnosi i uwagi ani wolności sobie w ten sposób nie załatwi ;) Z boku to może wyglądać szorstko, ale z osobistych doświadczeń wnoszę, często problem może pogłębiać brak zdecydowania i czytelnego komunikatu dla psa, czego się w danej sytuacji oczekuje. Zakładam, że pies jest zdrowy i nie ma możliwości aby przy wskakiwaniu do auta coś go bolało.
-
Trzymaj się! Dasz radę! Dorplant - dobra miejscówka. Na pocieszenie - mój poprzedni też ważył ok 40 kg, a ja jeszcze nigdy nie dobiłam do 50 ;) Jak dojrzał, zaczął się rzucać na samce. Furia waży 20 kg, ale powera ma 2 x tyle, co ten poprzedni pies. I nienawidzi przejeżdżających samochodów. Rzucanie się w miarę wypleniłam, ale nienawiść pozostała ;) Co do metod - to nie jest tak, że jest jedna jedyna słuszna. Ja to widzę jako miks. Kilka czynników, które należy spełnić jednocześnie i równolegle rozwijać. Po pierwsze zasady, które ustalasz i konsekwentnie egzekwujesz Ty oraz świadomość tego jakiego masz gagatka (czyli BHP). Po drugie - kontrola fizyczna, o której pisze Amber i tu potwierdzam - kolce są bardzo pomocne (jako narzędzie do korekty, przytrzymania, powstrzymania - nie zastąpią zwykłej obroży); Furia ma zarówno zwykłą obrożę i do niej smycz i kolce z krótką linką, "w razie W". Smycz z 2 karabińczykami też może być pomocna. Jak poprawnie założyć i używać kolczatkę oraz jak się nie zamotać w 2 linkach albo "podwójnej" smyczy pokażą Ci Dorplanty. Do tego koncentracja na sobie (a nie na żarciu i zabawce) i trening posłuszeństwa. Czyli coś, co Ci daje kontrolę psychiczną. Żmudna droga, ale warto. Dorzucę jeszcze kontrolę emocji - nie wolno Ci się denerwować i spinać, bo pies to czuje i traktuje jako sygnał do wyskoku. Także wdech- wydech i wiara w to, że się uda :) No i oczywiście koordynacja ruchowa. I to nie jest złośliwość, tylko fakt. Wbrew pozorom to nie jest oczywiste, jak utrzymać tę rękę w miejscu kiedy pies wyrywa i cały się spina. Dlatego jeszcze raz Ci polecam Dorplant, jest za dużo niuansów aby to wszystko samemu ogarnąć, łatwo zabrnąć w ślepą uliczkę, cuda tylko w Erze ;) i warto mieć kogoś kto spojrzy z boku "tu i teraz". Btw. pozdrów Tigrę od "kuzyneczki" Furii ;)
-
Nadaktywny, sfrustrowany czy po prostu niewychowany?
Furie replied to madzior_ka's topic in Wychowanie
Ja bym się na Twoim m-cu skupiła na dokładnej diagnostyce kwestii zdrowotnych. Ślepy wet - niestety ale chodząc do tzw. zwykłego weta pierwszego kontaktu, trzeba brać taką ewentualność pod uwagę. Wetem nie jestem, powtarzam za 1 z wetów: oczy i uszy są odzwierciedleniem tego co się dzieje "w środku psa". I czasem (choć rzecz jasna nie zawsze) takie krople do uszu są jak zaleczanie skutków, a przyczyna dalej siedzi w środku. -
No dokładnie. Mnie najbardziej uderzył ten oto miks faktów: 5 mies. szczenię aktywnej rasy + "Pestka na co dzień zostaje w domu 8.5h" + "Nie mogę sobie pozwolić, żeby codziennie od razu po pracy ..." + "klikanie i nauka komend" + spacer - jak opisano. Moim zdaniem taki miks zwiastuje problemy. Jasne, pies musi być nauczony wyciszania i odpoczywania, ale najpierw musi mieć zaspokojone potrzeby związane z ruchem i pracą. Nie na odwrót. Co do klikera, używanego w sposób, w jaki robi to większość klikerowców, a więc: komedna - klik - 1 kawałek żarcia, komenda - klik - 1 kawałek żarcia i tak w kółko do wyrzygania, podpisuję się obiema rękami pod 1 zdaniem Barta Bellona: "fucking shit, what a boring life I have!" Tu cały filmik: https://www.youtube.com/watch?v=7NLlqiccc_Y Emkacf, a w taki sposób próbowałaś pracować z psem? : https://www.youtube.com/watch?v=xgx6zWS1r_g Krótkie, dynamiczne sesje na wysokim pobudzeniu + luźny spacer, na którym psu wolno być psem ale od czasu do czasu zadbasz o to, żeby nie zapomniał że tez tam jesteś (byle bez przesady, aby spacer nie stał się kolejną, nieustającą sesją treningową)+ praca węchowa tak jak pisze Sowa, a w chacie obowiązkowy odpoczynek. Najpierw dajesz psu w kość, a dopiero potem wymagasz spokoju. Zaraz po pracy. Codziennie. Jeśli nie możesz zaraz po pracy codziennie, to sobie przestaw tryb życia i priorytety. Po pracy prosto do domu i najpierw pies, potem cała reszta. Da się. I wbrew pozorom to nie musi być kilkugodzinny wypad za miasto. Jak Cię czytam, to mi się wydaje, że u Was to wszystko jest jakieś takie flegmatyczne, nudne i bez wyrazu, a po drugie - mało czytelne dla psa. Tzn. wydaje mi się, że jak pies się snuje i wymusza, to dla świętego spokoju idziesz coś tam porobić i poklikać. Oczywiście to mój dalece subiektywny odbiór sytuacji.
-
U psów z mojej ekipy suszone szprotki dobrze się sprawdzają. I jeszcze gęsie serca (ale je trzeba pokroić na mniejsze kawałki): http://www.e-pies.eu/drob/936-serca-gesi-200g.html Gotowane żołądki albo serca drobiowe. I jeszcze, my regularnie zmieniamy, nigdy nie używamy tych samych dłuższy czas. Rada Dance_macabre, aktywizacja jedzonka - też fajna sprawa, zwłaszcza, że o ile dobrze pamiętam, Twoja Shiba lubi ganiać szarpak. Chodzi o to, że sposób podawania jedzenia ma znaczenie. Jeśli jest jednostajny, statyczny, zawsze trwa tyle samo czasu i sprowadza się do podania 1 kawałka i nie ma żadnego kontrastu między Twoim zachowaniem i ekspresją w fazie ćwiczenia i w fazie nagradzania, to taka nagroda się psu szybko znudzi. Jeśli jesteś anglojęzyczna i nie szkoda Ci 50 dolków, polecam Ci filmik Advanced Concepts in Motivation with Michael Ellis : http://leerburg.com/228.htm Zakładasz konto, logujesz się, wybierasz wariant "buy streaming" i płacisz kartą (bezpośrednio albo via paypal). Dostęp do filmiku jest albo nieograniczony albo na rok, nie pamiętam. Mi się bardzo podobał. Kawałek tłumaczenia na zachętę ;) „Turning your reward into an event” – uczyń z nagradzania wydarzenie, interakcję między przewodnikiem a psem z udziałem przedmiotu, który stanowi nagrodę (zamiast biernego podawania psu przedmiotu będącego nagrodą). Początkowy etap treningu (foundation training) – kształtowanie atrakcyjności różnych rodzajów nagród / pragnienia nagród w oczach psa (creating a desire). W ujęciu tradycyjnym, nagrody są postrzegane jako rzeczy, które dajemy naszemu psu (jedzenie, piłka, gryzak). I to one (te przedmioty) są traktowane jako clue tematu, zamiast WYDARZENIA z ich udziałem. Powinniśmy spojrzeć na nagrodę jako nagradzanie, a więc coś co się dzieje. Coś co się dzieje pomiędzy psem a przewodnikiem, o zróżnicowanym czasie trwania i intensywności. W tym ujęciu mniejszą wagę przywiązujemy do przedmiotu, którego używamy, a większą do sposobu w jaki go używamy. Np. mogę używać jedzenia w bardzo podobny sposób, w jaki używam zabawki.
-
Gojka, mi nie chodziło że Ty się będziesz wtrącać, bo ani Cię o wtrącanie nie podejrzewam, ani sama tego nie lubię. Bardziej o sytuację, kiedy przyjaciółka sama by przyszła po radę, bo np. niezbyt by jej pasował pogląd jej męża i chciałaby zweryfikować, albo wywiązałaby się luźna rozmowa. Ja też mam manię czarnowidztwa i ta wizja Akirki z jej ostatniego posta też mi się jawi dość realnie. Choć oczywiście to tylko hipotezy. Zakładając że jednak stanie na jamniku, czy w jamnikach też jest podział na linie pracujące i eksterierowe? W zamyśle: eksterierowe o dużo słabszych popędach, aczkolwiek zdrowe fizycznie i psychicznie, tzn. zrównoważone (to ostatnie to przez pryzmat tego co się stało z ON). Bo może to by było wyjście?
-
Dżizuuuusss, ale wiksa. Cavecanem, masz rację, że mi już się nie chce. Bo ileż można w kółko o tym samym, choćby o mojej Furii, która kocha ludzi z pozorantem oraz spitym gościem wziętym na stopa włącznie. Mimo że jako szczeniak z uporem maniaka w ZABAWIE waliła po rekach, a jeszcze chętniej w tyłek. Z rozbiegu, rzecz jasna - mała pirania :D Btw, właśnie wróciłam z obozu IPO. Wszystkie psy świetnie się bawiły, z jamnikiem włącznie, większość czysto rekreacyjnie, żaden nie pogryzł ani człowieka ani innego psa. Nawet kocia rodzina pałętająca się bezczelnie po obejściu uszła z życiem. No normalnie, ani razu żaden nie pogonił. A plac był na terenie obejścia, więc koty z automatu również, często gęsto szwędały się jakieś 2 m od psa czekającego na swoje wejście. Klatki z królikami też żaden nie otworzył. Ani się z koniem nie pokopał. Mimo że nikt tych psów nie trzymał w pokoju przez 100% czasu poza zajęciami, w drodze nad stawek ganiały luzem, często gęsto w towarzystwie innych psów różnych właścicieli (żeby nie było że tylko z 1 rodziny). Mało tego, szłam razu pewnego nad ten stawek z Furią i kumpelą. Skrajem placu, a tam ON na obronie. Dałam jej smycz, bo chciała zobaczyć jak to jest prowadzić maliniaka i jakoś niefortunnie karabińczyk się odpiął. O dziwo nie miałam problemu z zatrzymaniem psa komendą na "stój i czekaj aż podejdę". O dziwo, żeby przejść wtedy wzdłuż placu z pozorantem nie potrzebowałam ani kolców ani pętli wokół szyi. Tylko obrożę i flexi. A jakby nie było nie mam fujary, tylko furiata ;) O dziwo jak mi w trakcie ćwiczeń wydziwiała na rewirowaniu i chciała sobie polecieć na skróty wprost do namiotu z pozorantem, to wystarczyło 1 "NIE!" żeby pies stanął w miejscu. I przy kolejnym powtórzeniu wiedział co ma robić. A na koniec stanęliśmy wszyscy równo w 1 rządku do zdjęcia grupowego. Z naszymi psami "mordercami", rzecz jasna :D
-
Gojka, pamiętaj, że kiedy w tej rodzinie potencjalnie pojawi się pies, pojawią się też pewne kwestie wychowawcze. Ja na to mówię "kwestia wychowawcza", a wiele osób "problem". A to jest pole do kolejnych teoryjek tego pana i nie muszę przekonywać jak to się może skończyć. Jeśli teraz Ty masz problem z wytłumaczeniem czegoś temu panu, co by dotarło, to kiedy będziesz udzielała rad wychowawczych, pan też będzie wiedział lepiej. Nie ryzykowałabym.
-
Ayame Nishijima, wiesz, ja Cię doskonale rozumiem i popieram w kwestii cierpliwości, spokoju i konsekwencji. Zanegowałam wyłącznie przez pryzmat doświadczeń zaczerpniętych z innych wątków na dogo, w sensie: jak początkujący psiarze postrzegają rzeczywistość i jak bardzo ten obraz i ich sposób pojmowania odbiega od realiów. I jak łatwo będąc początkującym coś pomieszać albo dobrą poradę spaprać na etapie wykonania, nie wiedząc i nie rozumiejąc wielu aspektów sprawy. Mało tego, jak poczatkujący widzi filmik, jak to pan "magicznie" okiełznał pieska, to go kusi, żeby zrobić to samo. Właśnie dlatego, że oczekuje szybkich efektów. I dlatego nie wierzę, że taki początkujący wyciągnie z filmików tylko to co poleciłaś, a nie pójdzie o 1 most za daleko. Tylko dlatego poleciłam sięgnięcie po inne źródła, z których również się dowie o cierpliwości, spokoju i konsekwencji, choćby wielokrotnie tu przytaczanego "Zwykłego Niezwykłego Przyjaciela", autorstwa Pani Zofii Mrzewińskiej.
-
No i bingo. Bo rzecz w tym, żeby likwidować problemy u źródła, a nie tylko "zaleczać" skutki, szukać rozwiązań systemowych, kompleksowych, z uwzględnieniem związków przyczynowo- skutkowych rzutujących na wiele dziedzin. Schroniskom - w ogólności i zgodnie z intencją Fifik - dałabym spokój, bo nie tędy droga. Minima egzystencjalne spełniają. Wiadome, że nie wszystkie, daleko nie szukać, choćby Wojtyszki, ale nie o to chodziło w tym wątku. To trochę tak, jakby zapytać czy państwo nie łamie praw człowieka, gwarantując płacę minimalną na poziomie 1750 zł brutto, tudzież pracodawca oferujący takie wynagrodzenie - to tak per analogia ;) Ale w tym wszystkim, bardzo fajne jest to, że są tacy ludzie, jak Fifik, którzy analizują otaczającą rzeczywistość i się nad nią głośno zastanawiają.
-
To raczej filmy o zaklinaczach psów wymagają umiejętności trzeźwej oceny i ostrego odsiewania, więc o ile doświadczony użytkownik to potrafi - początkujący raczej na bank polegnie. Więc może lepiej uczyć się ze sprawdzonych i cieszących się powszechnym zaufaniem i szacunkiem źródeł.
-
Z tymi wolontariuszami i ułatwianiem dostępu byłabym ostrożna, bo czasami mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Zwłaszcza jak dobre chęci przyćmiewają zdolności logicznego myślenia, w tym mierzenia sił na zamiary i trzeźwej oceny własnych umiejętności. Był nie tak dawno temu wątek na ten temat.
-
Osobiście, nie wyobrażam sobie, aby mi pies w chacie albo na spacerze chodził w takim pobudzeniu jak na treningu. Ani tego, żeby skuteczność przywołania miała być uwarunkowana faktem posiadania piłki w ręce. Psa spokojnie można nauczyć ignorowania przedmiotu typu zabawka w rękach właściciela, zarówno w trakcie treningu, kiedy z zasady jest wysokie pobudzenie, jak i w czasie spaceru. Można wypracować np. chodzenie na kontakcie, z jednoczesnym trzymaniem gryzaka w lewej ręce, gdzie pies jest skoncentrowany na przewodniku i ani nie wyprzedza, ani nie jest w tyle, ani się nie ogląda na rękę z gryzakiem. Gryzak zostaje zauważony i podjęty dopiero po komendzie zwalniającej. U popędliwego psa trudne, nie powiem, ale da się. Tak samo można psa zawarować, na jego oczach odrzucić zabawkę na bok, psa posadzić i przejść do dalszego ćwiczenia, utrzymując pełną koncentrację na sobie, a po komendzie zwalniającej wysłać psa po tę zabawkę. Na spacerze tak samo, można nieść w ręce piłkę, puller, whatever, ale na hasło "biegaj sama" pies nie zaprząta sobie głowy tym co przewodnik ma w ręce. Jak dostanie to coś do niesienia, to tak samo, "biegaj sama" oznacza tyle co trzymaj i rób swoje, bo zabawy teraz nie będzie. Tak samo jak to, że łóżko służy do leżenia :)
-
Wronka, no ba - wszystko jak leci. Bo 1 rasa = 1 artykuł, a każdy artykuł wrzucony na stronę i podlinkowany przez forum poprawia pozycję strony "Waścia" w wynikach wyszukiwania Google, pomijając potencjalny napływ dusz skuszonych bezpośrednim oddziaływaniem przez forum. A jaki przy tym przekaz podprogowy idzie: "no WOW, Waść to dopiero musi być gość, skoro się zna na mojej rasie!", a jak jeszcze do tego doda moje miasto, to już w ogóle super cool, niczym oferta szyta na miarę indywidualnych potrzeb klienta :D A jak wejdziesz na stronę i doczytasz, iż Waść przoduje w szkoleniu psów polityków i celebrytów, których personalia są rzecz jasna objęte klauzulą poufności, to dopiero ... masz szansę poczuć się jak ktoś wyjątkowy ;) Mieliśmy bekę przy grillu, nie powiem :D
-
Sjette, nie neguję informacji, które Ci ktoś przekazał, natomiast gdyby aktualnie w środowisku IPO-wców czyjś pies miał taki incydent i na dodatek trafił pod igłę, to już bym o tym wiedziała ;) Nawet jeśli się nie znamy osobiście, to ludzie wiedzą kto ma jakiego psa, a tym bardziej jeśli miał a już nie ma. A nawet jak nie wiedzą, to mają znajomych, którzy wiedzą. Znajomi, znajomych, a przy tym nie wszyscy ze sobą trzymają, więc taka gratka tym bardziej bankowo ujrzałaby światło dzienne, w ramach "tylko nikomu nie mów", albo "tylko nie mów że wiesz ode mnie" :D Btw., nawet o swoim własnym psie się opinii nasłuchałam, od osób, z którymi nigdy nie byłam na placu :D Mówię o IPO-wcach, a nie o "Pipścińskich", którzy sobie kupili pierwszego psa do sportu i ich przerósł, bo tu by było większe prawdopodobieństwo, że nie podołali i stąd problem, a nie że trening. Na całe środowisko, wiem o 1 przypadku 1 osoby, ok 3,5 roku temu, kiedy pies wydostał się z posesji, bo robotnik nie zamknął furtki. I to nie wina IPO, tylko ten pies był ostro zryty jeszcze zanim zaczął pracować. Znałam go. Wiem też o licznych przypadkach zrytych psów, które dzięki ciężkiej pracy właśnie IPO-wców, dzisiaj potrafią normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Też znam osobiście. Albo psy, które nigdy nie sprawiały problemów, ale to wyłącznie dzięki temu, że trafiły w ręce IPO-wców, które się nimi wprawnie zajęły. Co do jakości szkolenia w PL, sama wiesz, że to jest temat rzeka i dużo kreciej roboty zrobiły łapki-papki i tym podobne badziewia. Na "pies w miejscu publicznym" się szerzej wywnętrzyłam na ten temat. Jakoś w miarę niedawno. A wątki i problemy na dogo? (ok, nie wszystkie) Bo ludzie sobie kupują / biorą pieski, myśląc że to pluszowe misie, a zamiast sięgnąć po poleconą literaturę, szukają szczęścia na forum. W dobrej wierze polecisz im szkoleniowca, to się oburzą, że oni pier...lą taką poradę. Edit: co do pogryzień i pani Jadzi, to wyskoczył na nas ze 2 razy jakiś brytan z zagrody. Centralnie dał dyla przez płot i mi na Furieczkę szarżuje. Jak ją uwalił w ogon i nie zamierzał puszczać, to co miałam robić? Z dwojga złego wolę żeby to mój pies spuścił łomot niż dostał bęcki. Efekt całokształtu z uwzględnieniem IPO był taki, że mi pies zawrócił z pogoni na pierwsze wołanie i usiadł na wprost mnie z bananem na pysku <3 Tamtego nie pogryzła, tylko pogoniła po jego własnym podwórku z jeżem na karku i kłapiąc zębami.
-
Ooo, temat odżył i robi się ciekawie :) Słuchajcie, nie można generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka. Mój pies robi IPO i jakoś tego jadu nie wynosi poza plac, mało tego - tego samego człowieka, który pozoruje na obronie, w każdej innej sytuacji, zalizałaby z radości. Czy to na tym samym placu w posłuszeństwie, czy to na śladach, czy to w życiu codziennym. Pies doskonale wie gdzie i po co idzie. Ten sam człowiek, ten sam plac a minimalnie inny rytuał i pies rozróżnia czy będzie posłuszeństwo czy będzie obrona i w zależności od tego wchodzi na zupełnie inne pobudzenia. Pies kojarzy miejsca, sytuacje i towarzyszące mu w tych miejscach emocje i stany pobudzenia. A co do psów sportowców, które gryzą. Tu znowu nie można generalizować, bo ludzie są różni i ktoś tam faktycznie mógł zaniedbać coś tam, a ktoś inny zrobił wszystko zgodnie z zasadami sztuki, a ma takiego psa, co to gryzłby i wówczas, gdyby nigdy w życiu placu i pozoranta na oczy nie widział. Mało tego, gdyby taki pies trafił w ręce kogoś, kto nie ma nic wspólnego z obroną i generalnie - pracą w mega wysokim pobudzeniu (w sensie doświadczenia), to by dopiero była rzeź niewiniątek ;) Ot, mamusia genetyka. Na szczęście takie psy rzadko kiedy trafiają na kanapy niesportowych psiarzy. Te psy z założenia trafiają do ludzi nastawionych na wyczynowe treningi. No i warto dodać, że trening obrony treningowi nierówny, bo inaczej się pracuje z parą, która przyjeżdża na weekendową rekreację z rękawkiem w tle, inaczej z zawodnikiem, bierze się poprawkę na rasę, wiek, predyspozycje psa, itp., itd. Więc jak widzę "obrona jest zła i już", to mnie mierzi. Przy czym ja piszę o profesjonalnym treningu obrony sportowej, a nie o jakimś samozwańczym bałwanie, co to "szkoli" piesecka na stróża podwórza i obrońcę innego zakompleksionego idioty, który za to płaci. Poza tym mniemam, że dużo rzadziej zgłasza się i nagłaśnia incydenty z pogryzieniami przez wałęsające się burki niż przez rasowe psy posiadające właścicieli. No i po ostatnie, ja trenuję IPO, a Sjette pisze o PO, czyli albo coś co było w czasach jak ja na chleb mówiłam bep, a więc nie wiem, nie znam, za smarkata byłam, albo o samozwańcach, o których powyżej.
-
Jeśli któryś z użytkowników dalej byłby zainteresowany szkoleniem w okolicach Leszna, to działa tam szkoła APORT. Fajna, ambitna dziewczyna, z wiedzą, doświadczeniem, dobrym podejściem. Posiadaczka owczarka niemieckiego długowłosego i małego maliniaczka. Poszerza swoje umiejętności uczestnicząc w seminariach, na których mamy okazję się widywać. Ma na swoim koncie udane starty w zawodach z posłuszeństwa sportowego PT 1 i PT 2 oraz Obedience w klasach 0, 1 i 2. Szkoła ma nową stronę www, więc wcześniej wklejony adres już nie działa. http://www.aport.com.pl Na pewno ze wszystkich w/w jest to najlepsza opcja i fajne miejsce aby rozpocząć swoją przygodę z psem. PS Nie ma jak po raz kolejny odgrzebać przedpotopowy wątek z 2013, żeby samemu sobie namalować laurkę, pt. DARMOWA REKLAMA (przy okazji, słaba i mało wiarygodna). Cóż, zgodnie z regulaminem, forum służy wymianie informacji i doświadczeń między ludźmi, którzy robią to BEZINTERESOWNIE, a nie promowaniu. A już promowanie samego siebie... Mało tego, ludzie z innych forów też już się naśmiewają. W tzw. real life, rzecz jasna.
-
Bou, trzymaj się, dobrze będzie!! Te sposoby: parafina, siemię lniane i kapusta kiszona są jak najbardziej OK i sprawdzone przez znajomych. Gdyby coś Cię niepokoiło - jedź na rtg z kontrastem. Ja 3 razy miałam grubszy przypał. Za pierwszym razem Furia zaczęła wymiotować raz za razem, w odstępach ok godziny - najpierw karmą, potem nawet po wypiciu wody. Po czwartym razie - pies w samochód i do weta do Poznania. Diagnoza - prawdopodobnie zaczopowanie jelit i pytanie czy mogła coś zeżreć. Ano mogła, bo jest w tym mistrzynią. No to zażyczyłam sobie RTG z kontrastem. Wygląda to tak, że wlewają paskudztwo, potem robią 1 foto żołądka, a na następny dzień drugie foto - jelit, żeby kontrast miał czas się przemieścić. Żołądek czysty, noc u mamy, bo ja mam do Pozn. 70 km. W nocy obudził mnie ... smórd. Tak przykry, że nie pytaj. Podchodzę do klatki z Furią, a tam, oprócz psa, leży w kącie jakieś paskudztwo. Zbieram to ręcznikiem papierowym, oglądam, a to .... skarpetka, taka cienka z rajstopy, ale długa do kolana. Wyszła tyną częścią psa, wypchnięta kontrastem :D Drugi raz - przyuważyłam. Po fakcie, ale przyuważyłam: taki nasilony odruch przełykania, po tym jak pies wyszedł z łazienki. I od razu mnie natchnęło: kolanówki! Te grube, bawełniane. O fuck, no faktycznie, jedna jest, a były dwie. Pies w auto i weta - najbliższego, bo liczy się czas, po wodę utlenioną. Sama się boję podawać, żeby mi się nie zadławiła. Wyobraź sobie, że wet poległ, bo miał resztkę i to jeszcze jakiejś starej. Chciał ciąć. Wiadome, że się nie zgodziłam. Szczęście w nieszczęściu, umówił mi weta we Wrocławiu z endoskopem. W międzyczasie jazda ostatniej szansy do Poznania po wodę utlenioną. Dojechałam, podali, po chwili zwymiotowała, ku uciesze pełnej poczekalni, trzymającej za nią kciuki. Jeszcze nigdy mnie tak rzygi nie ucieszyły :D Trzeci raz - nieumiarkowanie w jedzeniu ... a zarazem cenna lekcja, że maliniak potrafi otwierać klatkę ;) Wyszła, otworzyła szafkę, opędzlowała 1 kg suchej karmy psa kumpeli (bo to było na obozie) , wyciągnęła kosz na śmieci, worek i jego zawartość rozwlekła po całym domku, kubeł ustawiła na kanapie, po czym poczęstowała się połówką pizzy i poprawiła wafelkami w czekoladzie, które były na środku stołu. Brzuch miała taki, że ledwo się na łapach trzymała. Całą noc nie spałam przez małą mendę, tylko pilnowałam i wyprowadzałam.
-
Moja malina ma coś takiego w sobie, że dużo psów się jej boi i reagują na nią właśnie "wrrrrrrrrrrrrrrr" , przy czym ona ani nie ma złych zamiarów ani się takim wystraszonym nie odgryza. Już na pewno nie mniejszym od siebie. Czi_czi ma rację - naucz swojego psa ignorowania innych psów i startowania do zabawy wyłącznie na Twoje pozwolenie. Poza tym pamiętaj, że mali / w typie mali to pies pracujący, pracujący z człowiekiem. I potrzebuje pracy codziennie, a nie od czasu do czasu. Od czasu do czasu, to może być polatanie z psami, ale nie robota, współpraca i zabawa z przewodnikiem. To jest klucz do serca maliniaka - bardzo pomocny w nauce ignorowania. Acha, jeżeli Cię kręci trenowanie innych i behawior. Odpuść sobie kursiki i egzaminiki - nie nauczysz się tego co jest potrzebne, bo to pic na wodę. Więcej na ten temat w dziale ogólne-wszystko o psach-szkoły i studia- wątki z recenzjami poszczególnych kursów. Lepiej poszukaj jakiś fajny klub, z dobrym trenerem i zdobywaj szlify w praktyce, na placu. Zdaj egzaminy, wystartujcie w jakichś zawodach. Regulaminy dyscyplin znajdziesz na stronie ZKwP. I daj sobie czas na poznanie również innych metod, bo na klikerze świat się nie kończy i wielu spraw z którymi zwrócą się do Ciebie przyszli klienci klikerem nie załatwisz. Przy malinie, czy psie w typie i z dobrym trenerem masz szansę naprawdę dużo się nauczyć. Skąd jesteś? Może Ci podpowiemy kogoś fajnego :) A co do lektur i poszerzania wiedzy - obowiązkowo "Zwykły niezwykły przyjaciel" Pani Zofii Mrzewińskiej oraz blogi i artykuły tej Autorki - tu masz spis z linkami: http://www.dogomania.com/forum/topic/147697-artyku%C5%82y/ Znajdziesz w nich dużo przydatnych wskazówek, włącznie z opisywaną przez Ciebie sytuacją.
-
Stowarzyszenia / fundacje pro-zwierzęce w okolicy lub fundacje zajmujące się bezdomniakami w typie danej rasy? Z prośbą o umieszczenie w domu tymczasowym. Byleby była pewność, że on na pewno jest bezpański, a nie wypuszczany na samodzielny spacer. Tu na dogo jest sporo osób, które siedzą w temacie. I jest osobny dział do takich spraw. Często fundacje grzecznościowo publikują też ogłoszenia nie swoich podopiecznych na własnych profilach na FB. Trochę ciężki temat, jeśli widujesz go raz na kilka tygodni / miesięcy. Masz możliwość przyuważyć gdzie ma schronienie? Zapewnić mu wodę, bo mają być upały? Zrobić fotkę? Albo wziąć do siebie właśnie na tzw. tymczas, żeby nie było że ktoś się zadeklaruje pomóc temu psu, a akurat wtedy psa ani widu ani słychu ;) Co do schronisk - sprawdź z jakim schronem Twoja gmina ma podpisaną umowę. Bo niepowiedziane że z najbliższym. Jak już to z najtańszym, co dobrze nie wróży. Moja gmina ma podpisane z wojtyszkami, więc wolałabym żeby pies dalej biegał wolno niż tam trafił. Dlatego u siebie na straż miejską na pewno bym nie zadzwoniła.
-
Tak, można chodzić po rynku. Ja nawet kilka razy przełaziłam z Furią przez sukiennice (czy wolno - tego nie wiem, ale łaziłam) i między straganikami, jak akurat były. I ani nas nie wyprosili, ani nawet nikt się krzywo nie patrzył. Pies, a zwłaszcza ogarnięty pies wzbudzał sympatię, a podchodzenie do mima i do dorożek - dużo zrozumienia. Możesz się natknąć na "głaskaczy". W kawiarnianym ogródku też bywałam. Raz w jakiejś sieciówce i raz w bocznej uliczce (gdzie dokładnie to Ci nie powiem, bo ja nie tamtejsza). Pies na smyczy, bez kagańca. Co do kwestii prawnych, o ile wiem, na Błoniach nie można puszczać luzem. Ale biegają i to nagminnie.Niektórzy bardzo kulturalni - widzą że idziemy zasmyczowane, to od razu odwołują, ale tacy z zerowym przywołaniem i rozbrajającą beztroską też są.