Cześć Dziewczyny!
Może i prościej byłoby się zdzwonić ... ale ... piszę, żeby Wam dodać otuchy w tym trudnym czasie. Rozumiem i popieram Waszą decyzję. Trudną i kontrowersyjną, ale moim zdaniem, w tym konkretnym przypadku - słuszną. Tak jak było tu już wczesniej pisane - odpowiedzialność, to także umiejętność podejmowania takich decyzji i myślenie o konsekwencjach i zapobieganie temu, co potencjalnie mogłoby się wydarzyć, a mieć tragiczne skutki.
Dużo osób tu "gdyba": co by było gdyby ... przenieść Parysa do innego hotelu, szkoleniowca, etc. To i ja pogdybam ... a co by było gdyby: Parys pogryzł dziecko? Moje dziecko, Wasze dziecko, siostrzyczkę, braciszka? Szkaradnie go okaleczył, zostawiając widoczne do końca życia blizny i pokutujący do końca życia uraz psychiczny? Jednocześnie wybiegł na ulicę, prosto pod koła nadjeżdżającego samochodu, który aby go nie potrącić robi unik i uderza prosto w ... nadjeżdżający z naprzeciwka? Albo z innej beczki: gdyby pogryzł Waszego psa, albo MOJEGO psa, który w efekcie traumy zaczyna atakować wszystko co się rusza? (a trenuje obronę sportową, więc mix byłby iście wybuchowy).
Kilka kompetentnych osób wydało dość jednoznaczną i co znamienne, zbieżną opinię. Osób, które na co dzień pracują z problematycznymi, w tym agresywnymi psami i osiągają na tym polu sukcesy. Każdy, kto choć liznął zagadnienie behawioryzmu wie (a przynajmniej powinien), że każdy pies jest jest inny, a agresja agresji nierówna. Stąd przytaczanie przykładów innych, podobnych przypadków, którym udało się pomóc jest moim skromnym zdaniem mało miarodajne. Dlaczego ? Patrz poprzednie zdanie. Czytając ten wątek, dziwię się jak łatwo jest, z perspektywy własnego fotela poddawać pod wątpliwość kompetencje szkoleniowca, którego: a) nigdy nie widziało się na oczy, więc nie ma się namacalnych dowodów na to jak pracuje, ile zaangażowania w tę pracę wkłada oraz jak szeroką ma w tej dziedzinie wiedzę, b) samemu (jak śmiem twierdzić) nie posiada się choćby połowy tej wiedzy i doświadczenia ...
Żeby było jasne: ja też śledziłam losy Parysa, kibicowałam mu, widziałam na własne oczy. Zarówno psa, pracę szkoleniowca i zaangażowanie, tak jego jak i dziewczyn. Mi też jest przykro i uważam, że to wielka szkoda, że nie dał sobie pomóc. Niestety, tak to już w życiu jest: nie zawsze jest takie, jak byśmy tego chcieli. Do tego dochodzi aspekt finansowy ... Łatwo jest mówić "przenieście, utrzymujcie do końca życia ...." O niebo trudniej jest fizycznie wygospodarować na to środki. Kto osobiście ich nie zbierał, kto nie stał przed trudnym wyborem, którą fakturę zapłacić, bo na wszystkie, mimo usilnych starań, pomysłów, projektów, imprez, bazarków i tym podobnych, nie starcza, temu może być trudno to zrozumieć. Fundacje, to tylko ludzie, ludzie którzy mimo usilnych starań i tak koniec końców są zależni od innych ludzi - darczyńców.
Jako sympatyk ŁAPY i innych stowarzyszeń ratujących pokrzywdzone psy, mogę powiedzieć: Dziewczyny, walczyłyście. I Wy i Karol daliście z siebie wszystko. Wspólnie pomogliście wielu, dziś szczęśliwym dzięki Wam psiakom i niejednemu jeszcze pomożecie. Niestety czasami zdarzają się i takie smutne momenty. I życzę Wam, żeby, mimo że bolą, nie podkopywały wiary, tak w słuszność całokształtu działań, jak i w słuszność pojedynczych decyzji.
Kierując się w stronę osób, które mogą (i mają swoje święte prawo) się ze mną nie zgodzić: nie chcę dolewać oliwy do ognia, a jedynie wyrazić swoje bardzo subiektywne zdanie (poparte osobistą znajomością sytuacji Parysa) oraz jeszcze raz nakreślić i tak wielokrotnie przytaczane argumenty, wierząc, że spotkają się ze zrozumieniem trudnej decyzji Dziewczyn. Przysłowiowe "rzucanie kamieniami" i dalsze "gdybanie" raczej im nie pomogą, a sądzę że i tak jest im wystarczająco trudno, zwłaszcza że znam ich zaangażowanie w los każdego psiaka.
...
Się rozpisałam ...
Pozdrawiam wszystkich,
Paulina & Furie de Alphaville Bohemia
PS Zaglądam na forum incydentalnie, stąd proszę nie odczytywać braku odpowiedzi na ew. posty pod moim adresem za dezercję ani brak kultury ;) Jestem dość zapracowaną osobą i rzadko mam czas ...