-
Posts
520 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Furie
-
Ukierunkować na zachowanie się w pożądany dla nas sposób :)
-
Ładny czy brzydki, agresywny czy spokojny, mały czy duży - nawyk powinien być nawykiem. Nie zostawiać psa pod sklepem. Nigdy nie wiesz, co się może wydarzyć. A psu się nic nie stanie jeżeli akurat w dniu zakupów będzie miał krótszy spacer. Chyba że są sklepy, do których można wchodzić z psem, a pies potrafi się dobrze zachowywać, tzn. nie będzie przeszkadzał i nie narobi szkód. Tylko że takich sklepów jest jak kot napłakał i najczęściej zoologiczne ;)
-
Przejdź sobie do tego wątku, o gryzącym szczeniaku. Tam Sowa dawała szereg porad jak wytłumaczyć psu, że gryzienie po rękach się nie opłaca, natomiast opłaca się np. wykonać siad lub podążać za ręką ze smaczkiem. Ona to bardzo fajnie opisała. Spróbuj zastosować te wskazówki kiedy pobudzenie psa wymyka Ci się spod kontroli i zaczyna uporczywie skakać.
-
To dobrze. Tak trzymaj :) Co do psa seniora i szczeniaka pod jednym dachem - nie ma reguły i tak naprawdę wszystko zależy od Ciebie. Jakie Ty zapewnisz warunki obu psom i jak Ty pokierujesz ich relacjami. No i oczywiście od samych psów. Moja przyjaciółka, do 2 amstafów, w tym jednego seniora wprowadziła szczeniora owczarka niemieckiego z linii pracującej. Wszystko jest OK. Można nawet powiedzieć, że "dziadzia" amstaf odżył przy dzieciaku. Oczywiście jest czas kiedy psy się bawią razem i jest czas kiedy są odizolowane (bo mała by chciała jeszcze, a te starsze już niekoniecznie). Tu jest właśnie rola świadomego przewodnika, który kontroluje sytuację i czuwa, aby żaden pies nie czuł się pomijany, zaniedbany i żeby każdy pies miał zapewnione prawo do niezakłóconego odpoczynku.
-
Właśnie dlatego, że z rachunku prawdopodobieństwa , przysłowiowy 1 na milion będzie miał na celu zobaczyć to o czym napisałaś, a pozostałe 999 999 - podać szczeniaka przez drzwi i aby tylko kupujący nie zadawał za wielu pytań, a już na pewno nie próbował oglądać warunków w jakich są trzymane psy. Niestety tacy również nazywają się hodowcami i nigdzie nie piszą że są pseudo. Ot, life is brutal, a jeśli coś jest ogólnie przyjętą praktyką hodowlaną, tzn. odbiór psa z hodowli to bezpieczniej się tego trzymać, zwłaszcza jeśli jest się laikiem i co naturalne w takiej sytuacji - trudniej samodzielnie oddzielić ziarno od plew i łatwiej dać się nabrać. Także ja podobnie jak założyciel wątku - wolę założyć że ludzie kłamią, niż że wioząc mi szczeniaka mają szczytne zamiary. Wyjątkiem mogłaby być sytuacja, że najpierw odbywa się wizyta w hodowli, gdzie przyszły właściciel akceptuje warunki , zachowanie szczeniąt, zachowanie suki (lub obojga rodziców), hodowca przeprowadza wywiad z zainteresowanym i go akceptuje, następnie dobór szczeniaka do właściciela, własciciel wyjeżdza bez psa i następnie, hodowca przywozi tego wybranego psa, żeby naocznie przekonać się jakie są warunki. Osobiście, wiem o 1 takim przypadku. Chlubnym. Szczeniak leciał z hodowczynią z Czech do Grecji :)
-
Uuu, a wiesz, co ? Ja jak ćwiczę posłuszeństwo, czyli komendy to właśnie na rozkręconym i pobudzonym psie. Jak mi "osiada", to go rozszczekuję, żeby się znowu pobudził - takie ćwiczenie z powerem daje dużo radośniejszy obraz pracy i samo przez się - jest dla psa dużo przyjemniejsze. W zabawie też jej się pozwalam rozkręcać. Dzięki temu, to co robimy razem, jest dla niej mega wciągające i atrakcyjne. Tylko fakt, nad pobudzeniem trzeba umieć panować, tzn. trzeba umieć okiełznać pobudzonego psa, co na początkowym etapie może nastręczać trudności. Jeśli chcesz mi się odwdzięczyć, to mam jeden pomysł: zapisz się na zajęcia do kogoś, kto jest dobry w Obedience lub w ratownictwie :) Po pierwsze dobrze rokujesz, bo chcesz się uczyć i chcesz się fajnie dogadywać z psem, starasz się - to widać. Po drugie - zrobisz coś, co z pewnością jest krótszą i lepszą drogą, bo ja, czy inne forumowiczki, które też dobrze radzą (np. Sowa, Evel, Cavecanem, Berek, Brezyl), choćbyśmy na rzęsach stanęły, to nie widzimy ani Ciebie ani psa. Po trzecie - sprawisz mi tym przyjemność i satysfakcję :) Sama błądziłam - z moim poprzednim psem. Dzisiaj ogarniam maliniaka i nie wyobrażam sobie innej rasy, a to są pieski - piranie z dynamitem w dupce ;) Życiowo uchodzą za jedne z najtrudniejszych. Ogarniam - bo trafiłam na właściwy plac, do właściwej osoby. Sama po sobie widzę ile tym wygrałam, dlatego bardzo się cieszę z każdej jednej osoby, którą uda mi się właściwe pokierować, czyli w ręce fachowca :) A Twoja psina, z tego co piszesz wydaje się bardzo fajna, wręcz idealna do fajnego życia i fajnego szkolenia.
-
W związku z tym, z założenia definitywnie odpuściłabym sobie wszelkie hodowle niezrzeszone w Związku Kynologicznym w Polsce (ZKwP). Tak jak pisze Wronka - związek jest daleki od ideału, ale mimo wszystko, śmiem twierdzić że jest mu bliższy aniżeli jakiekolwiek inne stowarzyszenie. Skąd się wzięły te stowarzyszenia - Wronka dobrze napisała. ZkwP pewnie nigdy by się nie zgodził a te mioty. Kiedyś widziałam taki rodowód psa koleżanki. Wydawało jej się, że ma rodowodowego owczarka niemieckiego. A w tym rodowodzie, w przodkach, co chwilę NN (tzn. nieznany). W ZKwP to jest niedopuszczalne. Poczytaj jakie badania się robi dogom, jakie wyniki są uznane za normę hodowlaną. Sprawdź rodowód pod tym kątem. Na pewno stawy biodrowe pod kątem dysplazji, pewnie łokcie. Nie wiem co jeszcze, nie znam się na dogach. W hodowlach - pytaj o charakter psów, a jak już jesteś na miejscu - obserwuj. Wystrzegaj się lękliwych i agresywnych - to zwiastuje poważne problemy. Wystrzegaj się hodowców, którzy nie pytając praktycznie o nic są gotowi sprzedać Ci psa, a uciekaj gdzie pieprz rosnie jeśli sami będą chcieli Ci go przywieźć. Każdy szanujący się hodowca, który się przykłada do swojej pracy dba o to, gdzie trafi szczeniak i jest gotów odmówić, o ile potencjalny właściciel nie spełnia jego oczekiwań (np. ma za mało czasu, jest porywczy, jego charakter nie pasuje do specyfiki rasy, niektórzy się nie godzą na trzymanie psa w kojcu). I pamiętaj - pies to charakter. Wspomniałeś, że chcesz większego psa. Ale czytałeś jaka jest natura doga? Rozumiem, że Ci to odpowiada. To zupełnie inny pies niż ON czy pies w typie ON.
-
Spike1975, Ty do Berek pijesz? Bo niezbyt rozumiem ... Przecież ma rację. Od siebie dodam, że bawiąc się z psem w sposób dla psa nudny, czy frustrujący pies na bank będzie sobie sobie szukał czegoś atrakcyjniejszego. Dla jednego psa będzie to gryzienie rąk i nóg właściciela, a dla innego ganianie motyli. Szczeniaka trzeba uczyć, że właściciel jest super i zabawa z właścicielem jest tym bardziej super. Weź sobie do serca porady Sowy. Anomolly, rozglądając się za szkoleniem / psim przedszkolem, spróbuj wybrać takie, gdzie prowadzący zajmuje się także szkoleniem sportowym na poziomie (nawet jeśli teraz wcale nie myślisz o trenowaniu psich sportów), np. Obedience, szkoli zawodników lub sam ma doświadczenie zawodnicze. Taki człowiek nauczy Cię jak NAPRAWDĘ działa pies, co jest dla niego atrakcyjne, jak budować więź, jak uczyć psa samokontroli, jak sobie radzić z pobudzeniem i popędami, żeby pies był radosny i ukierunkowany na Ciebie, jednocześnie żeby nie wchodził Ci na głowę. No i przede wszystkim, nauczy Cię jak nie wyprać psa z popędów, bo taki wyprany owczarek to nieszczęśliwy, by nie powiedzieć niepełnosprawny owczarek.
-
Znam ten ból - też tak miałam przy poprzednim psie. Mój poprzedni trener pytał co jest moim celem Ja mu na to: zdać egzamin PT1. Później pytał co planuję robić na treningu, bo moja koleżanka będzie robić słupek i podesty. A ja na to: to ja też chce :P (absurd sytuacji polegał na tym, że w PT 1 nie ma ani podestów ani słupka ;) ) Najważniejsze, że już chwytasz o co chodzi i tego się trzymaj :) Nigdy nie porównuj się do innych, ani swojego psa do innych psów. Każdy pies jest inny, każda para pies - przewodnik jest inna. Ustal sobie co chcesz wypracować, co jest dla Ciebie ważne i to rób. Szukaj filmików, które są o tym, czego akurat się uczycie, a nie pomysłów na nowe sztuczki. Na to przyjdzie czas :) Ale oglądaj, bo to Ci poszerza horyzonty - widzisz do czego można dojść. Nie odnoś wszystkiego co widzisz na filmikach wprost do siebie, bo może Ci być ciężko wyłapać, w jakim celu jest robione ćwiczenie z filmiku, czy ćwiczący pies jest na podobnym poziomie wyszkolenia co Twój (a w nauce jest ważne stopniowanie trudności), no i przede wszystkim, każdy pies jest inny, jeden chwyta w mig, drugi trochę trudniej, do innego psa trzeba dotrzeć innym sposobem. Dlatego obserwowanie psa jest takie ważne. Twoj pies Ci wszystko powie. Musisz się nauczyć go czytać i sama oceniać dlaczego nie zawsze robi to, co byś chciała. No i znajdować na niego właściwy patent :) Co do spaceru - u mnie zezwolenie na podejście do krzaczka nigdy nie jest nagrodą. Zezwolenie na wąchanie jest wyłącznie moją wolą jako pana i władcy ;) "a teraz pozwolę ci powąchać" / "a teraz koniec wąchania i idziemy dalej". Co do przywitania z innym psem / człowiekiem - nie pozwalam się jarać ani ciągnąć. Jak to robię, jak steruję psem i jak się z nim komunikuję, żeby wiedział kiedy idziemy, a kiedy wąchamy - z wiadomych przyczyn dostaniesz na PW ;) Tylko pamiętaj, że jest to mój patent, na mnie i mojego psa, z uwzględnieniem natury mojego psa (cholernie ruchliwy i pobudliwy) i tego co mi pasuje a co nie. Nie kopiuj wszystkiego, kierując się tym, że ja mam więcej praktyki, tylko wybieraj dla siebie te elementy, które są zgodne z Twoją wizją i pasują do Twojego psa. Poza tym w mojej wizji jest dużo elementów, na które ktoś inny w życiu by się nie zgodził (np. mój pies zawsze chodzi przodem, prawie nigdy przy nodze i zawsze na lekko napiętej smyczy; mój pies w zabawie może na mnie skakać i może mnie podgryzać, bywa że dosyć mocno. Nigdy go za to nie skoryguję i mam w tym swój cel. Pamiętaj, że wychowując psa wszystko jest po coś.
-
Nie doczytałam 2-giej części posta nr #5, bo go chyba edytowałaś w międzyczasie. Tak, pies mógł być zmęczony albo ilość rozproszeń mogła być zbyt duża. Nie wiem czy faktycznie tak było, ale jest to możliwe. Konsekwencja to podstawa. To Ty zaczynasz i kończysz zabawę, ćwiczenie, bieganie luzem. Nie ma że pies coś tam coś tam. Oczywiście psa trzeba obserwować i jeżeli wysyła Ci sygnały zmęczenia, znudzenia, to nie wolno go dalej zmuszać. Ale to Twoja rola, aby wybrać dobry moment i we właściwy sposób zakończyć daną sekwencję. Filmik fajny i wartościowy, ale myslę że się nim w tym momencie nie powinnaś sugerować. 1) to są psy wyćwiczone na wyższym poziomie; widać i słychać, że te psy najpierw zostały nauczone siad / waruj-zostań, potem siad/ waruj w marszu a dopiero później siad na odległość - jako ostatni etap 2) tam jest zupełnie inna idea nagradzania. Tam nagrodą nie jest wąchanie, tylko zeżarcie smaczka, wyrzuconego przez tę babkę. "toss the treat behind the dog" - wyrzuć smaczka za psa. Tego nie widać, ale ona to tłumaczy. Taki sposób nagradzania służy temu, aby pies załapał aby wykonać komendę tam gdzie ona pada, tzn. w oddaleniu, a nie przybiegać do przewodnika i siadać przy nim. Całość z filmiku służy nauczeniu psa zatrzymania awaryjnego, dokładnie w tym miejscu, w którym jest kiedy pada komenda. Widać, że te psy i babka mają perfekcyjną komunikację i więź. U Was rzecz jest w doszlifowaniu poprawnej komunikacji i wzmocnieniu więzi. Więc na takie bajery przyjdzie jeszcze czas ;) Z linków przeczytałam pierwszy i jest bardzo OK. Zerknęłam, że autorką jest Magda Łęczycka, więc co moge powiedzieć ... to BARDZO DOBRY trop !! Z resztą myślę, że widzisz pewne analogie, między Tym co Ci napisałam w PW, a tym co przeczytałaś u Magdy, przy czym Magda jest o niebo bardziej zaawansowana niż ja ;)
-
Zmienić miejsce na ćwiczenia jest jak schowanie głowy w piasek, udawanie że wszystko jest OK ;) Przy założeniu, że pies już coś wie / umie i to nowe m-ce jest tylko podniesieniem poprzeczki o 1 pułap wyżej, a nie wrzucaniem psa na zbyt na głęboką wodę, np. w m-ce gdzie skala rozproszeń jest zbyt wysoka. Po opisie mniemam, że tak nie jest, bo pies wcześniej wykonywał w tym m-cu komendy, tzn. że spokojnie możesz i powinnaś "doprowadzić sprawę do końca". Tak się tylko zastanawiam, czy Ty nie szukasz problemu tam gdzie go nie ma ;) A nie widząc tej konkretnej sekwencji zabawy nie stwierdzę, o co faktycznie chodziło. Bo jeśli po wykonaniu komendy zwolniłaś psa "OK", odpielaś ze smyczy i pozwoliłaś mu biegać samopas z zabawką w pysku, albo mu ją wyrzucilaś, on ją podjął, a potem z Twojej strony nie nastąpiło nic szczególnego, to zachowanie psa - porzucenie zabawki na rzecz węszenia jest dokładnie takie, jaki sygnał od Ciebie dostał "jesteś wolny, rób co chcesz". Jeśli natomiast bawiliście się razem, np. w przeciąganie i pies Cię olał na rzecz wąchania, albo wyrzuciłaś mu zabawkę z zamysłem żeby do Ciebie z nią wrócił, to znaczy że musisz popracować nad zwiększaniem swojej atrakcyjności w oczach psa i jednocześnie czytelnej komunikacji i dyscypliny: jak ćwiczymy, to ćwiczymy, jak się bawimy to się bawimy, jak idziemy naprzód to idziemy i się nie ociągamy, jak pozwalam ci biegać to biegaj, wąchaj, rób co chcesz. Tylko masz mi wrócić na komendę. Wyrzuciłabym jeszcze ze słownika "nagroda środowiskowa". U mnie nagrodą jest wszystko co płynie ode mnie i co docelowo, tj. w efekcie starań z mojej strony bije na głowę wszystko inne. U mnie odpięcie ze smyczy wraz z hasłem "biegaj sama", jest sygnałem "idź zajmij się sobą, nic od ciebie nie chcę i nic ode mnie nie dostaniesz". Traktuję to jako zwykły komunikat, a nie jako nagrodę za coś tam. W nagrodę np. za siad przy nodze pomimo odpiętej linki suka dostaje pochwałę słowną i smaczka albo tylko pochwałę. Co do tego, czego oczekuje pies - pies oczekuje tego, co mu się bardziej opłaca i co jest dla niego bardziej atrakcyjne. I tu robimy woltę do tego co napisałam mniej więcej do tego co napisałam okolo połowy drugiego akapitu. Jak zwiększać swoją atrakcyjność w oczach psa, jak sprawić, żeby chętniej przybiegał i chciał się z Tobą bawić, bazując na popędzie łupu, napiszę Ci na PW, bo nie mam ochoty edukować imbecyli samozwańczych treserów po kursikach korespondencyjnych :P Tylko czekać, jakby zaczęli stosować u siebie, a patrząc na ich filmiki mają z tym duuuży problem ;)
-
No to sama kreujesz sprzeczność: oczekujesz od psa FUNu z zabawy z Tobą wszędzie, a na polu, gdzie Wam to niezbyt wychodzi, zamiast to dopracować do skutku, odpuszczasz i oferujesz psu dokładnie to, co Ci przeszkadza w osiągnięciu celu, pt: FUN z zabawy z TOBĄ. Jeszcze w psie umacniasz poczucie, jaka to jest zajefajna i atrakcyjna nagroda to pole. Brak konsekwencji ;) Pies sam z siebie, z wdzięczności za zgodę na obwąchanie krzaczka nie przyjdzie się z Tobą pobawić. To Ty go musisz przekonać, że zabawa z Tobą jest ciekawsza od wąchania pola. Nowe pole? I co z tego? Nowe pole jest o tyle atrakcyjne, że to TY na nim stoisz. Masz do dyspozycji: siebie, swój głos, swoje ręce, nogi, emocje, psa, obrożę, długą linkę i zabawkę schowaną w kieszeni oraz parę oczu do obserwowania reakcji psa. W ramach ciekawostki: Furia po spuszczeniu ze smyczy pierwsze co robi to odwraca się od pola, łapie kontakt, lezie do tyłu i mnie prowokuje "no pobaw się ze mną" i dopiero jak coś tam porobimy to na "biegaj sama" odbiega, ale i tak się pilnuje. Jak widzę, że mi się za bardzo na coś jara, to ją przywołuję i zapinam na smycz. Spuszczenie ze smyczy jest poprzedzone siadem przy nodze i utrzymaniem kontaktu do momentu komendy zwalniającej, ale nigdy się nie zastanawiałam nad aspektami teoretycznymi i czy jest to nagroda socjalna, środowiskowa, czy jeszcze jakaś inna. Bardziej mi chodziło o praktyczność i względy bezpieczeństwa. Żeby pies mi się nie zrywał jak p#jeb i nie pruł w siną dal poza wszelką kontrolą. Jednocześnie żeby mógł załatwić swoje potrzeby "rozprostowania kopyt" i eksploracji terenu. Ale na zasadach, które i tak określam JA :D Jedna z nich mówi, że na wołanie należy przerwać wąchanie i zapieprzać do mnie ile fabryka dała. Nie, nie używałam do tego OE, a jedynie repertuar wymieniony w AD 2 wcześniejszego posta :)
-
Ad 1 - a co rozumiesz pod pojęciem "nagroda środowiskowa" ? Ad 2a - w pracy miks: ja+ żarcie, ja + zabawka (ja = ton głosu, emocje, a po komendzie zwalniającej suce wolno po mnie skakać) Ad 2b - na spacerze - analogicznie, przy czym z przewagą jedzenia nad zabawką i na niższym poziomie pobudzenia. Ad 3 - znowu mi się nasuwa co rozumiesz pod pojęciem "kształtowanie / rozwijania popędu łupu"? Chcesz nauczyć psa ciągu zachowań łowieckich, czy chcesz nauczyć psa, żeby miał FUN ze wspólnej zabawy z Tobą, bazującej na popędzie łupu? ;) Bo Twój pies, z tego co gdzieś mignęło w kontekście myszy, chyba nie ma problemu z samym popędem ;)
-
Dziękuję!! Już jesteśmy w kontakcie :)
-
Sorry, że tak ni z gruchy ni z pietruchy, ale czy mogę Cię Marta1624 prosić o podanie jakichś "namiarów" na tę obrożę, którą ma Twój pies? Firma, nazwa sklepu, etc.? Z góry dziękuję!
-
Olgalinda - bardzo dobre tropy! Też bym zaczęła od kontaktu z uczelnią i pozyskania programu studiów. Ze szczególnym uwzględnieniem zajęć praktycznych w rzeźni. Bo to że nie chcesz iść w tym kierunku to jedno, a to że będziesz musiała uczestniczyć w określonych zajęciach praktycznych, wytrzymać i je zaliczyć, to drugie. Kiedyś też rozmawiałam z wetem i mi opowiadał, jak to co słabsze jednostki wymiękały na zajęciach w ubojni. Nie wiem jaki jest program studiów, więc nie chcę fantazjować, wiem natomiast jak wygląda linia ubojowa i rozbiorowa trzody i drobiu oraz cały proces. Nie będę wymieniać na forum, bo domyślam się, że dla wielu osób to może być zbyt "hard". Czy jest to do przejścia? - uważam że tak, ale to kwestia osobniczej wrażliwości i odpowiedniego nastawienia psychicznego (to chyba klucz). Jeśli chcesz mieć próbkę na sucho, na YT znajdziesz filmiki zakładów mięsnych. Co do ilości nauki - lajtowo na pewno nie jest. No ale jakby nie było, iluś absolwentów co roku kończy. Pytanie, jak dobrze, jak szybko i jak łatwo Ci wchodzi materiał. Co do perspektyw - odwołując się do doświadczeń z branży stomatologicznej - wszystko zależy od człowieka. Znałam takich, co to nie umieli więcej i lepiej niż babranie na NFZ, znałam całą rzeszę średniaków, a znam takich, co to trzaskają najbardziej wypasione zabiegi np. z chirurgii periodontologicznej, implantologii i protetyki, a są sporo przed 40-stką. I mają się lepiej niż super. Tylko w ślad za wysoką ceną usług idzie nieprzeciętna jakość, na którą sobie ciężko zapracowali latami wyrzeczeń, jedzenia chleba z masłem, ciułania grosza na zagraniczne seminaria. Bo niestety, przynajmniej w branży stomatologicznej, studia + staż to dopiero początek bardzo długiej drogi poszerzania wiedzy i zdobywania doświadczenia. Wydaje mi się, choć głowy nie dam, że w wecie może być podobnie. Liczy się też samozaparcie, pewność siebie, przebojowość, łatwość komunikacji, bo przecież czymś tego pacjenta musisz do siebie przekonać, że jesteś fachowcem i że właśnie Tobie powinien zaufać i powierzyć zdrowie pupila. Zwłaszcza że gabinetów jest dużo na rynku. Zaplecze finansowe, choćby na otwarcie własnego i na utrzymanie się w okresie rozruchu - na wagę złota. Przy czym nie otwierałabym własnego gabinetu zaraz po studiach. Sądzę że lepiej się zahaczyć u kogoś na parę lat, żeby nabrać doświadczenia ;)
-
Ano tak, w tym kontekście faktycznie robi wrażenie ;) Domena WŁ... ehhh... No ale w przyrodzie, w skali makro musi być równowaga. Jeden ma braki w startach przy ogromie dyplomików, podczas gdy inny nie zalicza kwalifikacji, a pyszczy żeby KOB na FMBB wysłał, mimo że na poprzednich szału nie pokazał(a) i to nie są raczej błędy "bo nowy plac", tylko rzeczy co to można spokojnie w ojczyźnie wypracować ;) Tak więc ciekawy, ale jakże zawiły ten nasz kynologiczny świat ;) Koniarzy teoretyków też sobie nie przypominam :)
-
Mądrze wykonana korekta, we właściwy sposób, w odpowiednim czasie i sytuacji - wtedy kiedy jest to realnie wskazane - nie ma nic wspólnego z przemocą. To jest podstawowy błąd w założeniach. Wiesz, miałam kiedyś tymczasa, 8 -mies. DON, ze słabym socjalem, nigdy wcześniej nie szkolony i z potwornym lękiem separacyjnym. Na próby wskakiwania mi na plecy 4 łapami reagowałam bardzo stanowczo i pies szybko załapał żeby tego nie robić, jednocześnie w relacji nie popsuło się nic. Jednocześnie bardzo łagodnie i metodą mikroskopijnych kroków, z nagradzaniem każdego małego sukcesu uczyłam tego psa pozostawania w klatce. Oddawanie zabawki na komendę - uczyłam na żarcie. Chodzenia przy nodze, przychodzenia na zawołanie - też. Właściciel jak przyjechał go odebrać był w szoku - "jak pani go tego wszystkiego w tydzień nauczyła?" Gdzie mam jeszcze pracę, dojazd i maliniaka. Czyli fakt stosowania z głową korekty nie czyni z człowieka faszysty ;) Z tym ostrożnie! Upewnij się najpierw, że właściciele nie mają nic przeciwko temu i jeśli nie - zrób porządny wywiad nt psa oraz ustal z nimi zakres i go nie przekraczaj. Osobiście - nogi z d..y bym powyrywała, gdyby mi ktoś z hoteliku próbował cokolwiek ćwiczyć albo sprawdzać na moim psie. Jak bum cyk, że by mi całą moją ciężką pracę treningową spieprzył. Mój kumpel - sprawdzony hotel, mimo że jest szkoleniowcem i behawiorystą ma jasny prikaz: "totalny ZAKAZ robienia czegokolwiek poza wyprowadzeniem na smyczy na spacer ograniczający się do toalety oraz puszczenia luźno z innymi psami na czas zabawy (oczywiście zawsze pod kontrolą, no i psy sprawdzone). Po spacerze / zabawie pies ma siedziec w klatce (w domu, bo do kojca nie daję) a nie chodzić między domownikami. Zero zabaw pies - człowiek, zero aportowania, zero socjalizacji, zero korekty (od tego jestem tylko ja)". I to jest święte. I to się chwali :) Zgadzam się w pełnej rozciągłości. Doceniając Twoją pasję, próbujemy Ci tu tylko doradzić, że można dużo efektywniej spożytkować czas na naukę, tzn. spróbować zgłosić się gdzieś, gdzie Ci pewne sprawy uczciwie wytłumaczą, pokażą szerokie spektrum i "otworzą" Cię na piękny i przebogaty świat kynologii, podczas gdy ludzie pokroju COAPE raczej się zamykają w wąskim świecie, którzy sami na swoje potrzeby kreują. A że mówią bardzo przekonywująco - łatwo dać się zwieść, zwłaszcza jak się wcześniej nie spędziło iluś set godzin w przysłowiowym błotku na placu treningowym. Podobnie jak z tymi książkami - ktos kiedyś dawno temu mi powiedział, żeby nie wierzyć ślepo książkom, bo jest w nich dużo głupot. Akurat byłam na etapie zaczynania Fishera i jakiejś babki chyba z UK, co to zaczęłam ale nie skończyłam. To co wtedy czytałam wydawało mi się przekonywujące. Dzisiaj, czyli z perspektywy praktyki sięgam po książki, to widzę co jest bzdurą, a co jest faktem. Albo zwracam uwagę na istotne szczegóły, de facto decydujące o wszystkim, na które kiedyś nie zwróciłabym uwagi. Powodzenia Ci życzę, wytrwałości, trwania przy swoich zasadach moralnych, no i oczywiście polecam gruntowne szkolenie z OBI z którymś ze swoich psów. Ale u kogoś kto się naprawdę na tym zna. To będzie bardzo cenne doświadczenie.
-
Serio? Nie sądzisz, że gdybyś tak z ręką na sercu wypisała wszystkie semi i zjazdy weekendowe na których sama byłaś to by tego wyszło dużo więcej ? No i o ile ich wartość merytoryczna jest wyższa, od tych kursiko - wykładzików? To samo bębnię i to z całą stanowczością - nie da się być dobrym szkoleniowcem, dopóki się nie zacznie od siebie i swojego psa. OBI daje bardzo szerokie pole do popisu. Raz że jest co robić, dwa - jest dużo wartościowych semi w Polsce, trzy - jest najwięcej zawodów. Nie trzeba zaraz szkolić zawodników, zwłaszcza że w dziedzinie podstawowego posłuszeństwa jest co robić. Ale bez umiejętności wyszkolenia psa pod zawody, nie da się być dobrym szkoleniowcem nawet od elementarnych podstaw. Trochę czytałam wątek negatyw pozytywu pozytyw negatywu i zastraszające jest to, jak ludzie piszą, że sami, we własnym zakresie, obserwując swojego psa i używając szarych komórek, bez kursików nauczyli swojego psa więcej niż jak np. z kolejnym psem poszli na szkolenie (właśnie do osób po takich kursikach).
-
No właśnie. I tu jest pies pogrzebany. Zakładam, że konkretnie Pa-ttti zrobi tak jak pisze: skończy kurs i będzie dalej poszerzać wiedzę, zdobywać doświadczenie i weryfikować w praktyce, zanim zdecyduje się rozpocząć komercyjną działalność. Ale ilu jest takich, co to mając "dyplomik po kursiku" otwierają działalność pod szyldem "fachowca" / "specjalisty". Ciekawe ilu z nich powie otwartym tekstem, albo napisze na swojej www: "jestem początkującym po 1 kursie, tzn. po kilku zjazdach weekendowych. Jestem na etapie poszerzania wiedzy, zdobywania doświadczenia, weryfikowania w praktyce czy metody z kursiku działają oraz układania sobie w głowie swojej własnej ścieżki pracy... A teraz powierz mi swojego psa , bo jakby nie było mam dyplom ..." Co do metod i tego czy działają - wszystko zależy od konkretnego przypadku, a pod pojęciem konkretny przypadek mieści się szereg zmiennych i nie ma jednego, uniwersalnego patentu, ani gotowych instrukcji, typu, jak nie zadziała A to zrób B, jednocześnie cmokając albo klepiąc się po biodrze ;) Trzeba się nauczyć patrzeć tak żeby dostrzec oraz tak pytać (przewodnika danego psa), żeby się dowiedzieć. Często się zdarza że metody z kursiku nie działają, bo np. pies jest zbyt: .... (tu wstaw cokolwiek), lub kontekst sytuacyjny jest inny niż na kursiku, kiedy działało. Więc "kursik" daje bardzo zawężony obraz i nie ma nic wspólnego z tzw. the real life: całokształtem, mnogością, różnorodnością, wielowariantowością i ... (tu wstaw inne, niewymienione). Idąc dalej: na "wesołych i pozytywnych kursikach" nie pracuje się z trudnymi psami, a ja uważam tak: jeśli umiesz z trudnym, to z łatwym tym łatwiej sobie poradzisz. Póki nie umiesz z trudnym, to nie bierz się za łatwego, bo życie może ci spłatać figla i nawet łatwy cię przerośnie. Na "wesołych i pozytywnych kursikach" neguje się awersję, jednocześnie polecając awersyjne narzędzia i wymyślając im bardzo zawoalowane nazwy. Szczerze, nikt ze znanych mi użytkowników kolczatki i OE nigdy nie użył kantara. Przechodząc do: trening posłuszeństwa / budowanie więzi / nauka komend - niestety poziom wykonania ćwiczeń objetych programem pozostawia wiele do życzenia, dlatego jak już było wielokrotnie pisane - tego się najlepiej nauczyć na placu treningowym z prawdziwego zdarzenia. Niestety kursiki bardzo mocno wypaczają pogląd jak może i wręcz powinno wyglądać wykonanie danego ćwiczenia, nawet jeśli dana osoba nie ma ciągot do sportu i zawodów. Jasnym dowodem jest filmik z kursu instruktorskiego COAPE i filmiki szkoleniowców WŁ. Z perspektywy mojego własnego doświadczenia: w życiu nie przeczytałam ani jednej książki o psach od deski do deski. W życiu nie byłam na żadnym "wesołym, pozytywnym kursiku". Za to od około 2 lat, śr. 2 x w m-cu pojawiam się na weekendach szkoleniowych IPO, prowadzonych przez osobę, którą mega cenię i osobiście uważam za najlepszą w Polsce (tzn. o moim wyborze zadecydowała JAKOŚĆ, a nie odległość ani cena). Oczywiście on nie zajmuje się tylko sportem. Wychodzi na to, że PRZY OKAZJI, tj. płacąc wyłącznie za trening z własnym psem, nauczyłam się więcej niż można się nauczyć na tych wszystkich kursikach razem wziętych. Nie chodzi o to aby się licytować kto co umie, tylko dać do myślenia. Jak dla mnie mija się to z celem, iść na kurs żeby za jakiś czas odkryć Amerykę, że to była kropla w morzu, z bardzo mocno ograniczonym spektrum zastosowań i bardzo mocno wypaczonym poglądem na pewne sprawy. Jak ktoś ma nadmiar kasy - nie moja broszka, choć zawsze można dać na biednych / potrzebujących. No chyba, że komuś bardziej zależy na atmosferze niż na merytoryce. W kwestii atmosfery i "pierdu- pierdu" - to najchętniej biorę aparat i idę w kąt robić foty z zajęć :D
-
Ja to odebrałam raczej jak "ci z którymi rozmawiałam", co z góry wyklucza wszystkich jak jeden mąż i żona ;) Kasa to akurat ważny argument, u mnie już nawet nie tyle koszt samego semi, co bardziej dojazdu, noclegu, zwłaszcza przemnożona razy kilka weekendów w m-cu (mówię stricte o IPO, bo OBI ze Skandynawkami faktycznie jest drogie). Widzę po sobie - jak muszę oszczędzać na co dzień i z ilu rzeczy muszę rezygnować, żeby móc sobie pojeździć. A jak już sobie wymieniamy, to ja dorzucę jeszcze 1 powód. Ćwiczę wyłącznie z 1 osobą, "prowadzi" nas w A, B i C, mam 100% zaufania i uważam za najlepszego w PL. Wiedzę poszerzam, pies się rozwija, ale jakby nie było - na semi z Marko czy Martinem też nie bywam. A że treningi robi daleko ode mnie- stąd te moje kilometry ;)
-
OK, już rozumiem. Dzięki!
-
A wracając do tematu przewodniego tego wątku, taką oto dyskusję znalazłam. Qrcze, takiego tonu wypowiedzi to się po "ojcu dyrektorze" wesołego szkolenia nie spodziewałam :-o http://www.dogomania.com/forum/topic/88647-negatywy-pozytywu-pozytywy-tradycji-czyli-%E2%80%9Emam-psa-chcia%C5%82bym-go-szkoli%C4%87-co-wybra%C4%87/
-
Dobrze, że się pojawiłaś z tym wpisem. Fakt, wpadki zdarzają się każdemu. Mimo że sytuacja z którą się dzisiaj zapoznałam mi się nie podoba, to zamiast odsądzać od czci i wiary wolę napisać, że np. podoba mi się obraz pracy Aiaxa i Falco (bo mi się podoba) oraz że początkujący psiarz powinien odwiedzić kącik porad / artykułów na stronie internetowej szkoły. I że będąc świadomym "za" i "przeciw" po lekturze forum, zawsze może się udać na miejsce i zobaczyć jak dziś, po 3 latach od wpadki wyglądają zajęcia. Wpadki są po to, żeby z nich wyciągać wnioski. Nikt się ideałem nie urodził. Tylko Diabelkowa, nie wiem skąd masz wiedzę, że żaden z zawodników już nie jeździ, z naciskiem na: dlatego że już wszystko umie ;) Tylko PLZ, nie wytaczaj mi tu teraz armaty, dla jasności - nie szukam zwady :) Sama do startów mam jeszcze daleką drogę, więc jakby nie było zawodnikiem nie jestem, przygodę ze sportem zaczęłam dość niedawno i MUSZĘ jeździć, bo sama na podwórku psa do IPO nie przygotuję ;) W skali miesiąca, bywa że i 2000 km. Serio.