Jump to content
Dogomania

Furie

Members
  • Posts

    520
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Furie

  1. OK, super, cieszę się, zwłaszcza że jak widzę mamy wiele wspólnych spostrzeżeń :) Odpiszę zapewne dopiero wieczorem, w ciagu dnia co najwyżej odczytam w telefonie ;) W moim rozumieniu jest, zwłaszcza jeśli jest to robione z głową. Możliwe, że Jowita tak to ujęła, ponieważ z tego co mi wiadomo, psa ma od dość niedawna i dopiero poznaje te zagadnienia, a kierunek w jakim idzie ta dyskusja daje jej nowy, pełniejszy obraz.
  2. O, widzisz, czyli trafiłam: niewykluczone, że się zgadzamy i myślimy tak samo, tylko się nie do końca zrozumiałyśmy przez forum :) "Niekoniecznie świadomych" - chodzi Ci o presję na wynika za wszelka cenę, po trupach i kosztem psa? Czy jeszcze jakąś inną grupę? Ze zwykłej ciekawości i dla wymiany spostrzeżeń pytam.
  3. Bardzo mi się podoba takie podejście do tematu, że nie trzeba mieć psa z super hiper hodowli z super hiper użytkowych linii z super hiper popędami, aby móc go nazwać sportowym oraz coś z nim robić na całkiem fajnym poziomie i z obopólną radością. A ludzie z takimi super hiper popędliwymi, typu malina, albo "zapluty ON" wspaniale koegzystują na placu z właścicielami spokojniejszych psiaków. Nie do końca się zgodzę z tym, że żaden pies nie rodzi się takim, który potrzebuje dużo, więcej i bardziej - z perspektywy mojego osobistego porównania życia codziennego oraz IPO z hovkiem i IPO z maliną, choć niewykluczone, że się zgadzamy i myślimy tak samo, tylko się nie do końca zrozumiałyśmy przez forum ;) W ogóle bardzo bym chciała, aby psie sporty zyskały szersze grono zwolenników, przestały być postrzegane jako "cyrkowe sztuczki dla wybranych", a zaczęły być postrzegane jako droga do lepszego poznania i zrozumienia psa, umacniania więzi oraz spełnienia psich potrzeb.
  4. Świetne fotki i świetne psy!! Dobrze, że załączyłaś podpis pod postem, bo inaczej w życiu bym nie trafiła! Naprawdę miło się ogląda! Powodzenia i pozdrowienia :)
  5. Furiat też śpi w łóżku albo wyleguje się na kanapie obok mnie, ot choćby teraz :) Śpi na boku, z łapami wyciągniętymi przed siebie :) Coś długo nam zeszło na spacerze, mimo że trening posłuszeństwa też wcześniej był. Na spacer wylazłyśmy w połowie Faktów, a wróciłyśmy dosłownie na końcówkę "Na Wspólnej" ;) Była smycz, był i luz, trochę zmian kierunków bez przywołania (bo sama ma się pilnować), zabawa w bieganie między drzewami i kilka kontrolnych przywołań, jak zwietrzyła jakieś leśne zapaszki ;) I też jest strasznym pieszczochem - jak pies z artykułu.
  6. Klatka też bywa pomocna przy nauce czystości. Pies z reguły nie załatwia się w m-cu, w którym śpi. Kiedy przychodzi czas, że chcesz wypuścić psa z klatki, to zanim to zrobisz ubierasz buty, kurtkę, pod ręką masz obrożę i smycz. No i momentalnie po otwarciu drzwiczek klatki zabierasz psa na dwór. Innymi słowy - kontrolujesz sytuację i starasz się nie dopuścić do "incydentów". Zapobieganie, niedopuszczanie do załatwiania się w domu, połączone z chwaleniem za załatwienie się poza domem powinno pomóc. Tylko się nie spiesz! Jesli nie masz jeszcze za sobą treningu klatkowego, to spróbuj uzbroić się w cierpliwość - najpierw naucz klatki, a dopiero potem skorzystaj z tego co powyżej. Co jeszcze mogę Ci doradzić: obserwuj psa. Jak tylko widzisz, że zaczyna węszyć, szukać sobie m-ca - od razu na dwór. Czyli znowu zapobieganie, ale w nieco innym wydaniu. Pomysł z zabraniem maty jest OK. Ja mam jeszcze taki patent, że kiedy pies sika na dworze, powtarzam "siusiu, super!" A kiedy jestem na spacerze i chcę żeby pies się wysikał, wchodzę na trawnik, zatrzymuję się, albo idę za psem i mówię "siusiu, siusiu, idź zrób siusiu" . Acha, i nie wymawiaj tego słowa w chacie ;)
  7. Dziękuję za link - przeczytałam z zainteresowaniem :)
  8. Nie no, czuję się rozczarowana! Cavecanem, ja się obawiam, że ktoś może nie doczytać albo nie zrozumieć komentarza i jeszcze gotów wziąć to na serio ;)
  9. ad 1 Czasem ma dzień w dzień, np. kilka dni z rzędu ślady, czasem posłuszeństwo, czasem na zmianę, a czasem nic (jak nie mam siły, weny albo źle się czuję). No i dla odpoczynku psa. Nigdy nie robie tak, że trening dzień w dzień non stop przez bity tydzień. Nigdy. Kiedy są weekendy treningowe lub obozy, to częstotliwość i różnorodność wzrasta. Np. 1 x posłuszeństwo + 2 obrona / dzień lub 1 x ślady + 2 x obrona. A kiedy nie ma treningu, to jest dłuższy spacer. Co się robi na treningu - zależy od etapu szkolenia. Ale nigdy nie mam tak, że idę ćwiczyć wyłącznie 1 rzecz. Taka sesja byłaby mega krótka, albo pies padłby z nudów, albo nie wiedział o co mi chodzi, że skoro zrobił dobrze, po co dalej wałkuję to samo do znudzenia. Ale niuansów do ćwiczenia jest od groma i trochę. Pozycja, tempo, motywacja, kontakt przy zakrętach, ciasne obieganie na zwrotach, wydłużanie odcinków na kontakcie, zmiany tempa, prosty siad w dobrej pozycji (nie za bardzo do przodu, nie za bardzo w tyle). I tu faktycznie, nie wszystko na raz, wszystko musi być z głową, wprowadzane etapami - patrz pierwsze zdanie. Poza tym, to nie jest tak, że raz wyuczysz i zostaje raz na zawsze. Czasem jest tak, że coś co było dobrze, na następnym treningu nie wychodzi i trzeba się cofnąć. Ciągła praca i ciągłe pilnowanie detali. Sesja treningowa - maks kilkanaście minut, ale bardzo intensywnie i zawsze ciągiem. Zwolnienie - mega krótkie: na nagrodę socjalną (od przewodnika), podanie smaka, albo kilka przeciągnięć gryzakiem i zaraz z powrotem do roboty. Zero luźnego węszenia czy biegania. ad 2 Po pierwsze: ja nie mam czegoś takiego jak spacer na ćwiczenia. Albo spacer, albo trening. Na spacerze - owszem mam psa pod kontrolą, przychodzi na zawołanie, siada, czeka na zwolnienie po odpięciu smyczy, bawimy się. Ale ja tego nie traktuję jak trening, mimo że mechanizmy uczenia, wzmacniania są de facto takie same. Podstawowe posłuszeństwo ma być i jest, ale jakoś wielce się nad tym nie zastanawiam. I nigdy nie robię ćwiczeń z placu na spacerze. Na spacerze mam polskie komendy, na placu niemieckie. Co do długości spacerów to też różnie - zależy jak mi się chce, no i generalnie nie liczę czasu. Rano dobre 45 min, po powrocie z pracy spacer tylko na toaletę + trening + chwila przerwy i spacer - do godziny. Wieczorem - ok pół godziny do 45 min. Jak nie ma treningu - spacer po pracy minimum godzina - półtorej. W weekend - wszystko się jeszcze wydłuża. W czasie weekendów treningowy / obozów - spacer tylko na toaletę, krótką rozgrzewkę przed wejściem na plac i rozprężenie po zejściu z placu. ad 3 Powiedziałabym, że się dużo szybciej regenerują i znowu chcą coś robić :) Co do wyciszenia, to przewodnika w tym głowa, żeby pies z tym nie miał problemu. ad 4 Na każdym semi / weekendzie masz plan, np. po 3 wejścia na dzień, oddzielone przerwami na wypoczynek (w zacienionym m-cu typu auto, kennel). Wchodzimy indywidualnie, lub, w przypadku posłuszeństwa niekiedy w parach. Wszystko jest po coś. Jak często trzeba jeździć, to zależy tylko od Ciebie - co chcesz, na jakim poziomie jesteś jako przewodnik (na ile samodzielna i doświadczona, a na ile popełniasz błędy i wymagasz regularnego nadzoru). No i jeszcze na ile Ci kasa pozwala. Ja jestem od 1 do 4 weekendów w miesiącu. Ale nie zawsze tak było, bo rok wypadł mi zupełnie. Nowych rzeczy staram się nie wprowadzać sama. Mam 100% zaufania do mojego trenera, wiedzą i doświadczeniem do pięt mu nie dorastam, więc jakbym miała coś kombinować na własną rękę, to jest większe prawdopodobieństwo że spieprzę niż że zrobię dobrze. A dzięki względnej regularności moich przyjazdów, on może mieć nad nami kontrolę i to on ustala co/gdzie/jak, a ja to w domu doskonalę ( a i tak nie wszystko wychwycę, więc popełniam błędy). Jeśli jeździsz incydentalnie, to najczęściej bo chcesz się dowiedzieć jakichś nowinek, albo przepracować konkretny problem. Albo po prostu jesteś rekreacyjnym trenującym i jeździsz raz na ruski rok, ot just for fun i poniekąd towarzysko. Albo dlatego, że Ci kasa nie pozwala częściej. Co do stereotypów, o których wspominasz, to 1 jest taki, że psy do sportu to są jakieś nad-psy. A po pierwsze: dużo ludzi ma przeciętnego psa i pracuje po prostu z tym, którego ma, którego sobie wybrał "bo zawsze o takim marzył", albo np. zaadoptował bez żadnych wielkich planów, albo przyszedł na kurs podstawowego posłuszeństwa i się wkręcił. Psów typowo sportowych, z linii stricte użytkowych, moim zdaniem jest dużo mniej, przynajmniej u nas w Polsce. Po drugie: psy sportowe to nie są żadne nad-psy, tylko normalne psy, ale szybsze, bardziej pobudliwe, ruchliwe, niekiedy owszem, mają swoje "przypały". Przez to dla początkujących są zbyt trudne w prowadzeniu i dlatego niektóre rasy wręcz nie są polecane dla początkujących. Ach, i jeszcze 1 najgorszy stereotyp, poniekąd zasygnalizowany, ale może nie do końca jasno .... Że trening sportowy jest tylko dla sportowców z ambicjami zawodniczymi i posiadającymi wyłącznie typowe "użytki". Nic bardziej mylnego - a dobry trener widzi kogo ma na placu i wie jak pokierować treningiem, na pewno nie żyłując psa ponad jego możliwości. Nawet zwykły kurs podstawowego posłuszeństwa prowadzony przez trenera sportowego a taki w wykonaniu pozostałych (amatorów, bo inaczej nie można ich nazwać) to niebo a ziemia. Chodzi o efekty i obraz pracy. A przewodnik, na takim treningu uczy się "ogarnięcia", koordynacji ruchowej, motywowania, czytania psa i bycia czytelnym dla psa. I nagle życie codzienne z psem staje się łatwiejsze i przyjemniejsze :) Ludzie, którzy trafią na podstawowy kurs do takiego trenera, z reguły drugiego psa biorą stricte do sportu, albo tej samej rasy, ale z linii użytkowej.
  10. Sorry za mały off-top, ale nie mogłam się powstrzymać, bo się bardzo ucieszyłam ;) Wiedziałyście, że Szwedzi wypuścili instrukcję MH i kartę oceny po angielsku?! Bo ja dopiero dzisiaj odkryłam :D Przeoczyłam, czy wcześniej nie była podwieszona?
  11. Szpilka, masz pełną skrzynkę, a chciałam Ci podesłać na PW nazwisko osoby, ktora pracowała z takim psem. Co prawda w sporcie, ale pomyślałam, że jako posiadaczka, ktora z nim pracowała, może mogłaby wzbogacić Twoją wiedzę o rasie.
  12. To po co robisz przytyk, skoro nie masz ochoty więcej o nich czytać? Z resztą, czy ktoś tu wspomniał, że chce wyżła? 715 zakładek mi się nie chce czytać, a na ostatniej jakoś nie znalazłam ;) Z resztą życie nie kręci się tylko wokół forum. Mi się zdarzyło, że ktoś chciał malinę, Tobie się zdarzyło, że chciał wyżła więc nam to opisałaś. I fajnie. Czepia się ktoś Ciebie o to? Więc żyj sobie i daj żyć innym z łaski swojej. Proponuję wrócić do dyskusji o demonizowaniu, odradzaniu albo zachęcaniu, bo do pewnego czasu była fajna i wierzę, że Ty też będziesz miała jeszcze coś ciekawego do dodania, z własnych doświadczeń i obserwacji. Bo jak chcesz, to potrafisz i fajnie się to czyta :)
  13. No dokładnie. To było "modne" ileś lat swietlnych wstecz, co wcale nie znaczy że kiedykolwiek, jakkolwiek skutkowało, bo NIE. Tego nie wolno robić. Ignorowanie też nie jest metoda, bo pies nie uczy się w ten sposób nic. Odpychanie szczeniaka może go tylko zachęcić do kontynuowania . Psu należy w takiej sytuacji wskazać pożądane zachowanie, np. nauczyć siad, na początku naprowadzając ręką ze smaczkiem. Poczytaj polecone wątki, a Twojej szczególnej uwadze polecam bloga Pani Mrzewińskiej. Jest świetny!!
  14. No to spróbuj sprowokować sytuację, aby pies zechciał podejść do neutralnego mężczyzny, przygotowanego do swojej roli. Czyli ma stać i się nie napraszać psu. Niech pies ma możliwość podejść i powąchać, czyli sprawdzić i się przekonać, że to nic groźnego. Może to dziwnie wyglądać, ale podejdź, poklep go po ramieniu, albo zatrzymaj rękę na jego ramieniu i zacznijcie spokojnie rozmawiać. Kiedy pies się zblizy, mężczyzna może upuścić na podłogę smaczek, potem, drugi i kolejny, dalej nie patrząc i nie gadając do psa. Następnie, może spróbować trzymać smaka w ręce, żeby pies go sobie wyjadł. Dalej neutralnie i nic na siłę. Niech nie głaszcze psa, nie ma co się spieszyć. Po udanej sesji - zabierz psa na bezpieczną odległość i "zwolnij" faceta z roli. Chodzi o to, żeby pies sie nie wystraszył mężczyzny, który stoi tuż obok i nagle odchodzi. A poza tym nie wykonuj tych ćwiczeń mechanicznie, tylko obserwuj psa. Domyslam się, że już się coraz lepiej rozumiecie, więc dużo łatwiej Ci będzie "czytać" jego sygnały.
  15. A jak w trosce o Twoje dobre samopoczucie napiszę: normalny pies, tylko że szybszy - lepiej się poczujesz ? ;) Skąd Ty tego "nad-psa tylko do ratownictwa" wzięłaś to ja nie wiem. Co ja za to mogę, że w ratownictwie mali też pracują? Choć wcale nie twierdzę, ze wszystkie się do tego super nadają. Wręcz przeciwnie i zdaje się, że dlatego na wstępie są testy. Ale niewymienienie tej dyscypliny i ograniczenie się tylko do sportu byłoby pewnym nietaktem wobec osób, które się tym zajmują. A przesłanie całości było: mieć wyobrażenie i wstępną wiedzę o predyspozycjach i potrzebach psa, skoro chce się takiego posiadać. Nie rozumiem o co znowu robisz szum? Napisałam coś o wyżłach, co by było niezgodne z ich naturą?
  16. A_niusia, Ty napisałaś o swoim doświadczeniu i odczuciach, a ja o swoim. W przypadku chęci posiadania psa użytkowego, jak np. mali, niewiedza co to jest OBI czy IPO, tudzież brak zamiaru treningów z zakresu np. ratownictwa, moim zdaniem za dobrze nie rokuje. Bo moim zdaniem to nie jest pies do "przecierania szlaków", tylko do doskonalenia i rozwijania tego, na co nie pozwalają fizyczne możliwości / ograniczenia poprzedniego psa. Ja uważam, że pewne podstawowe pojęcia, związane z elementarnymi potrzebami psa danej rasy, powinno się poznać zanim się zdecyduje na wizytę w hodowli, żeby podczas tej wizyty tę wiedzę pogłębić i zweryfikować. Moim zdaniem to właśnie świadczy o otwartym umyśle i szacunku do hodowcy - wcześniejsza praca własna. Z kwarantanną oczywiście że nie ma co przesadzać, ale żeby totalnie nie wiedzieć co to jest, mając już wstępnie klepniętego szczeniaka?
  17. Odwrażliwianie "stracha" powinno prowadzić do tego, że pies docelowo przestaje zwracać na niego uwagę. Więc moim zdaniem wesoły głos i głaskanie niezbyt się do tego nadaje, by nie powiedzieć, że pogarsza sprawę, bo jest sygnałem "oj, dzieje się, ale się dzieje", podczas gdy Ty chcesz psu przekazać "NIC się nie dzieje". Takie moje zdanie. Na znajomych mężczyzn też tak reaguje, typu sąsiad, kolega, którzy Was odwiedzają, albo spotykasz ich na dworze i przystajesz aby zagadać, czy tylko na obcych, przypadkowo mijanych na spacerze? Masz możliwość wykorzystania jakiegoś "słupa", znaczy stacza? Chodzi o faceta - wcześniej przygotowanego do swej roli, który by sobie stał nieruchomo i nie zwracał uwagi ani na Ciebie ani na psa, tak aby pies miał możliwość podejść do niego i go obwąchać na spokojnie, bez pośpiechu, bez presji i bez stresu że "to coś" się zbliża i porusza. Albo to samo ale w wariancie z rozmową. Może właśnie konwersacje z facetami podczas spaceru, w bezpiecznej dla psa odległości, stopniowo zmniejszanej. I bez zwracania uwagi na psa. Moja metoda postępowania kiedy Furię coś zaskoczy, np. widzi coś po raz pierwszy i mi się na to coś jeży. U nas się sprawdza, ALE Furia NIE JEST psem lękowym i nigdy nie była. Ja daję dłuższą smycz (żeby pies miał luz i wybór). Nic do psa nie gadam (nawet "idziemy", po prostu zero słów). Obserwuję psa wyłącznie kątem oka (ze wzgl. bezpieczeństwa), ale zero utrzymywania kontaktu wzrokowego z psem. Zero skupiania uwagi na przewodniku. Pies jest "zluzowany". Podchodzę do obiektu i go dotykam, klepię. Nie mija sekunda jak Furia sama z siebie podchodzi, obwąchuje, wskakuje łapami, "jeż" z grzbietu znika. przy odejściu i ponownych "najściu" ledwie na niego spojrzy, a przy kolejnym - w ogóle ma zlew. To się dzieje samo, ja psa do niczego nie zachęcam, tylko swoją postawą, niewerbalnie daję psu odczuć, że nie dzieje się nic, co by wymagało specjalnej uwagi. Nie mam osobistych doświadczeń z psami lękowymi, ale wydaje mi się, że ludzie zbyt dosłownie biorą do siebie te wszystkie porady z książek "jak pracować z lekliwym psem" i dochodzi do przerostu formy nad treścią i mnożenia bytów, pt. jaka to metoda, w jakiej kolejności. Psu poświęca się nadmierną uwagę, na zasadzie "bo problem trzeba przepracować". Zamiast się zachowywać normalnie i swoją postawą utwierdzać psa, że nic się nie dzieje, ludzie "ciumkają", "ciećkają się", podkładają smaka pod nos, w nieodpowiednim momencie. W książce jest napisane: "nagradzać spokój", nam ludziom się wydaje że właśnie tak robimy, a w istocie utrwalamy "denerwuj się", bo nie wychwytujemy wszystkich sygnałów, które pies wysyła. Druga sprawa: w książce jest napisane o respektowaniu bezpiecznej odległości i o tym, że zbyt szybkie przekroczenie danej granicy i doprowadzenie do reakcji stresowej u psa powoduje zaprzepaszczenie tego co dotychczas wypracowaliśmy. No to ja się pytam, jak to REALNIE zrobić, kiedy nie mamy możliwości aby żyć w sterylnej rzeczywistości, wykreowanej specjalnie na potrzeby odwrażliwiania lękowego psa? Takie moje luźne dywagacje, w oparciu o subiektywne wnioski z lektury oraz własne obserwacje. Bardziej do wywołania dyskusji jak to w istocie jest niż do radzenia, bo jak wspomniałam nie mam i nie miałam lękliwego psa. Chyba nie muszę pisać na czyj udział w dyskusji liczę najbardziej :D
  18. Bo dużo ludzi lubi wyzwania, tzn. udowadnianie sobie i otoczeniu jacy to są cool i wielce ogarnięci, że niby kto jak nie oni. "Ty sobie poradziłaś, to ja sobie nie poradzę?!" A w rozmowie potrafi wyjść, że taki człek nie wie co to jest kwarantanna, do czego służy klatka, do czego jest zdolny niespełniony mali, który się nudzi, nie mówiąc już o tym co to jest Obedience albo IPO. I nie mówię o znajomości regulaminów, tylko o wiedzy że coś takiego istnieje i na czym polega - w największej ogólności. Przypał jest autentyczny i dotyczył osoby, która chciała maliniaka :) Szkoda że już nie ma tego "Zanim kupisz", bo właśnie zaczynam wchodzić w fazę czytania różnych rzeczy, a po tym co pisze Berek, wnoszę że by mi się bardzo podobało :)
  19. Furie

    Pies demolka

    Moim zdaniem - bardzo trafna uwaga :) Kolejny zestaw pytań, niekoniecznie do odpowiadania na forum, bardziej do własnej ale na maksa szczerej i rzetelnej analizy: 1) jak wyglądają relacje człowiek- pies w Waszym domu. Czy są jasno określone zasady i granice, które są konsekwentnie przestrzegane? Czy raczej "wkrada się" coś na kształt: "oj tam, oj tam, raz nie zawsze", pies raczej robi to co chce, np. wchodzi na łóżko mimo że mu nie wolno, zawsze przejmuje inicjatywę, np. w: inicjowaniu zabawy, wyjścia na dwór, głaskania, "wyłudzania" smaczków i dostaje to co chce ? 2) ile czasu poświęcacie psu w ciągu dnia i jak to wygląda? co robicie na spacerach Czy jest to bierne spacerowanie / bieganie, czy jest też czas na regularny trening komend z posłuszeństwa oraz wspólną zabawę psa i przewodnika ? 3) ad 2: jak to wyglądało wcześniej / w czasie tego wspomnianego wolnego / teraz - chodzi o wychwycenie różnic 4) ad 3: wszelkie różnice w Waszym zachowaniu względem tego co było wcześniej / podczas urlopu / jest teraz 5) ewentualne przykre / stresujące zdarzenia, które miały m-ce w ostatnim czasie Behawiorystą nie jestem, ani nie zamierzam, ale z tego co wiem, oni chyba jakoś tak gadają, jak robią wywiad środowiskowy, zanim doradzą co robić :) A "co robić", z reguły sprowadza się do: - zapewnić optymalną dawkę ruchu - wprowadzić jasno określone zasady i konsekwentnie ich przestrzegać - przy czym, moim zdaniem to trzeba zrobić rozsądnie, pamiętając że pies to nie poliglota ;) Tzn. nauczyć psa, pokazać mu czego się oczekuje, naprowadzić, nagrodzić (wzmocnić; pokazać psu że przestrzeganie zasad mu się opłaca), utrwalić. Tzn. nie wolno przewracać wszystkiego do góry nogami z dnia na dzień, w myśl "bo od teraz są zasady" i oczekiwać, że pies sam z siebie załapie o co chodzi. - wprowadzić regularne ćwiczenie posłuszeństwa To takie podstawy, co mają zastosowanie chyba do każdego problemu z psem. A co do zostawania samemu, to warto ćwiczyć metodą małych kroków, o czym już było. Klatka też jest pomocna, pod warunkiem że zostanie dobrze wprowadzona, w przeciwnym razie nie pomoże, a może zaszkodzić. I wychodząc z domu nie żegnamy się z psem, a powitanie - normalnie, bez wpadania w euforię i nadmierną ekscytację. Wszystko z umiarem i wyczuciem ;) Wątek jest trochę starszawy, ale może komuś innemu się przyda :)
  20. O tak, holistyczne podejście to jest to :) Lux, ćwiczenia z odwrażliwiania kur koniecznie na smyczy. Nie spiesz się z odpinaniem.
  21. Harley, Berek ma rację. Poza tym jest ryzyko, że taki trener wytłumaczy, a kursant "pójdzie do siebie" i źle wykona (to nie jest nic personalnego). Duże ryzyko, zwłaszcza jak taki trener Cię nie zna, jak nie pracujesz z nim regularnie. Stąd też może wynikać wzmożona ostrożność. Berek, a co to jest Mordor w tym kontekście, że się tak głupio spytam, bo serio nie wiem? ;)
  22. Wiadome, że na gonienie nie pomoże, ale gonienie nie jest jednym jedynym aspektem obcowania z psem ;) A że Akirka ma alergika, a więc kwestia nieco utrudniona, to jej podsunełyśmy kilka pomysłów, w ramach off-topu.
  23. Pracowała - jak pracuje teraz można sobie wygooglować, co by nie robić off-topu filmikiem ;) Powodzenia na zjeździe i w razie pytań - pytaj. Ja też jutro mam swój :)
  24. Dance_macabre, właśnie biorę i dlatego poleciłam tekst, który jest napisany przystępnym językiem oraz dotyczy bieżącego wątku tej dyskusji, aby nie rozpisywać się ponad miarę, a skorzystać z tego, co już zostało napisane. I wkleiłam go publicznie, nie na PW, żeby każdy uczestnik mógł go przeczytać i się do niego odnieść, np. zadając pytania lub odpowiadając na nie, związane z treścią, a nie osobą piszącego. Innymi słowy aby początkujący czytelnik nie był skazany na samodzielne odsiewanie. Bo masz rację, na początkowym etapie jest to trudne, by nie powiedzieć niemożliwe. Ma złą opinię - racja i tego nie neguję. Naprawdę uważasz, że tylko dlatego tekst należy "wyrzucić do kosza", zwłaszcza w kontekście tego, co napisałam w 2 linijce? Wiesz, często mi się zdarza podesłać komuś "Praca na cały etat, czyli czy można rozwiązać tylko jeden problem z psem", albo ten o lęku separacyjnym, bo uważam, że, abstrahując od opinii autorki, fajnie tłumaczą pewne kwestie. Co do autorki - podoba mi się jej aktualny obraz pracy z maliniakiem - na podstawie obejrzanych filmów i widzę w niej mocną konkurencję ;)
×
×
  • Create New...