Jump to content
Dogomania

Furie

Members
  • Posts

    520
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Furie

  1. POJĘCIA BLADEGO NIE MIAŁAM !!!
  2. Jak to nie wiesz, jak wiesz? ;) Najważniejsze, że już "jesteś w domu" :) Powodzenia z psiakami!! Cieszę się, że wspólnie z innymi mogłam pomóc naprowadzić :)
  3. Agnieszka Boczula - II vice mistrz świata FMBB Obedience 2010 z psem Frambos Barracuda z hodowli Tomka Wlizło (info pochodzi ze strony hodowli Tomka, czyli Frambos). Ludzie sobie bardzo chwalą prowadzone przez nią seminaria. Niestety nie mam namiarów ani nie znalazłam jej strony. ALe można poszukać przez facebooka seminariów i się zgłosić do organizatora z prośbą o podanie namiarów. A może ktoś z forumowiczów mógłby podesłać zainteresowanym na PW. Uważam że warto sobie zadać trochę zachodu żeby się skontaktować z Panią Agnieszką. To tak w ramach małego wstępu, jestem pewna że szkoleniowcy sami najlepiej opowiedzą zainteresowanym co i jak w kontakcie prywatnym, zwłaszcza że to watek łapki :D :P Ja polecam. Berek, wydaje mi się, że Tomek Wlizło dalej szkoli, ale nie znam szczegółów i nie wiem w jakim zakresie, tzn. czy w szerszym niż obrona. Na fanpage Klubu Owczarka Belgijskiego na FB, w wydarzeniu "wspieramy polską reprezentację na FMBB" (czy jakoś tak) oferuje trening z obrony :)
  4. Dobry trening sportowy u naprawdę dobrego trenera daje nieporównywalnie szersze horyzonty i większe kwalifikacje niż te wszystkie kursiki dla behawiorystów razem wzięte. To akurat piszę z autopsji. Zakładam: dobry trener to taki, który wyszkolił zawodników osiągających przyzwoite wyniki na zawodach (ranga ogólnopolska to minimum), pracuje z psami różnych ras o róznym temperamencie i różnych popędach (tzn. z wariatami malinami i z tymi które trzeba "rozkręcać" też), pracuje z psami trudnymi, agresywnymi, lękliwymi a praca przynosi widoczne efekty, pracuje nie tylko sportowo, a to co jest przerabiane na placu przekłada się na życie codzienne, a ludzie wiedzą co mają robić. Taki trener oprócz wiedzy i umiejętności nauczy także POKORY i umiejętności mierzenia sił na zamiary. Natomiast w tej mojej "układance" kursant to osoba która ćwiczy z własnym psem, a po skończonym treningu nie siedzi gdzieś po kątach (bo on już skończył), tylko na placu. Siedzi, słucha i patrzy jak pracują inne psy i jakie uwagi dostają. To naprawdę dużo wnosi. Więcej niż te kursy.
  5. No i tacy uczą innych ... Najbardziej szkoda psa. W następnej kolejności ludzi, którzy z zaufaniem idą na kurs do takiego nauczyciela, wychodzą z niczym (chyba że są na tyle ambitni i ogarnięci żeby odpracować we własnym zakresie, ale to już żadna zasługa szkółki) i co dalej? Chodzą i głoszą, że szkolenie psa w szkółce to wyrzucona kasa. Nooo, w takiej szkółce - faktycznie. Ja na innym wesoło-łapkowym widziałam pajaca w białych portkach, co to miał nauczyć labradora chodzenia na luźnej smyczy. Przez cały filmik miotał się, jakby sambę tańczył a pies miał na niego totalnie wywalone. Dobrze że są takie wątki. Ludzie się dowiedzą na co patrzeć i czego wymagać.
  6. Mnie jego timing powalił. No i WTF "dobry ... - klik " ??? A zauważyłyście, że za pierwszym razem nieświadomie wysłał psa na miejsce i go odwołał na kawałek przed posłaniem? Zabawa - masakra. Chyba się IPO-wcó albo Obedience'owców przez dziurkę od klucza naoglądał. Ale dziurka była bardzo mała, a do jednej dziurki długi ogonek "łapkowiczów" :D
  7. Jowita, jutro po pracy, wieczorem Ci napiszę jak z tym oddawaniem kości / zabawki, bo już zasypiam. Dzięki za miłe słowa. Nie mam żadnej strony z poradami i nie jestem ani szkoleniowcem ani behawiorystą. Ćwiczę wyłącznie z własnym psem, pod okiem mojego trenera, którego baaaardzo cenię i szanuję za wiedzę i podejście. A na forum piszę dlatego że sama kiedyś zaczynałam, więc wiem jak to jest. KapustaPusta, masz rację co do filmiku, Vero to nie jest żaden ciągnik, a "behawioralna smycz treningowa", czyli po polsku zacisk albo dławik jest zła. Ja przytoczyłam ten filmik po to, żeby pokazać popularny błąd przewodnika, który polega na tym że nie prowadzi psa, tylko podąża za psem. A przy okazji, że w takich szkółkach jak WŁ często robią z igły widły. Czasami łatwiej coś pokazać niż opisać - stąd ten filmik ;) A co ja osobiście sądzę o tym panu, to możesz zobaczyć w wątkach jemu poświęconych ;) Co do Twojego psa, to też przeczytam i pomyślę na spokojnie jutro, przy czym nic nie obiecuję, bo przez forum nie zawsze się da komuś dobrze doradzić, a klepać dla bicia piany to bez sensu i jeszcze można komuś namieszać, a tego bym bardzo nie chciała.
  8. Tak, w tych normalnych się wyciąga ogniwa i to żadna filozofia, tzn. łatwo się wyciąga i łatwo się dokłada. Mi chodziło o te ze sklepów zoologicznych, które na pierwszy rzut oka wyglądają tak, że jak już jakimś nieziemskim wysiłkiem ją rozdzielisz i 1 wyciągniesz, to potem za świat nie poskładasz do kupy. Tak mi się przynajmniej wydaje jak na nie patrzę. Nie wiedziałam o Dingo, ani że są, ani tym bardziej że są tańsze. Dzięki! Co do siły kolczatki - niefortunnie to napisałam i dzięki za sprostowanie. To co wisiało w sklepie miało drobne kolce, stosunkowo blisko i gęsto, ale kłujące, ostro zakończone.
  9. Ja bym wolała, żeby przede wszystkim przestali używać kantary i dławiki (pod nazwami własnymi tudzież pod hasłami "behawioralnych smyczy treningowych" - jeden pies) oraz te kolczatki, które wiszą w sklepach zoologicznych (tj. dużo za długie, wiszące naszyjniki, z zaciskiem, które faktycznie kłują, bo mają nieprofesjonalnie obrobione końcówki kolców). Z czystej złośliwości podchodzę czasem do półek, oglądam i komentuję na głos. Ostatnio się przeraziłam, bo taka mała kolczatka, na małego pieska była dużo bardziej dotkliwa (tzn. kłująca) w użyciu niż ta na dużego :-o Kolce im są mniejsze, drobniejsze tym bardziej dotkliwe dla psa! Czyli pozornie na odwrót niż by się mogło wydawać. Jak widzę takie kolczatki, to się nie dziwię oponentom, że patrzą na kolczatkę jak na narzędzie tortur, a na użytkowników jak na sadystów ;) Takiej kolczatki sama nigdy bym psu nie ubrała. Myślę że po części przez to dochodzi do nieporozumień na linii zwolennik VS przeciwnik kolczatki, bo każdy mówi o zupełnie innej obroży. PS Nie, nie handluję kolczatkami. Ani nikt w rodzinie ani spośród znajomych :D
  10. Co do części pierwszej - lepiej jest reagować zanim psiak "zrobi numer" niż jak już zrobi. Tzn. lepiej zapobiegać niż leczyć (tak samo niezżerania z blatów w kuchni uczysz tak, że po prostu nie zostawiasz na nich żarcia). Ale nie zawsze się da. Jak widzisz rowerzystę z naprzeciwka to przewidzisz, jak pies poczuje jakiś zapach - to raczej nie. Z tego co piszesz - wydaje mi się że dobrze robisz - zakładając że "hejhej" jest komendą (nie korektą) do zwolnienia i skoncentrowania się na Tobie, co dodatkowo możesz wzmocnić "SUPER" + smaczek , a "eeeeeej" jest właśnie korektą, która ma przywołać do porządku, co dodatkowo możesz wzmocnić impulsem smyczą - jeśli jest taka konieczność. Puść i zostaw w tym przypadku z folią - albo postanów to sama - tak żeby dla Ciebie było logicznie i Ci się nie myliło i konsekwentnie realizuj, albo obserwuj psa - sam Ci powie (mi mój powiedział że "FE" mogę sobie w tyłek wsadzić ;) ) . 1 warunek: najpierw naucz go dobrze "na sucho" i jednej i drugiej komendy. U mnie i u mojego psa "zostaw" jest i na niepodejmowanie i na puszczanie śmiecia. Generalnie - dotyczy wszystkiego co leży na ziemi i nie nadaje się do jedzenia / zabawy, niezależnie od tego czy pies już to podniósł, czy jeszcze nie. Przy czym u mnie "puść" jest najbardziej "świętą" komendą, świętszą od przywołania. Jest komendą treningową, dlatego w życiu codziennym nie używam jej do rzeczy, przy których potencjalnie mogłaby wyłamać. U Was wcale nie musi tak być.
  11. Lux, prosty wniosek że nie taki ten Twój partner zły, jak się jawił na początku (choć przyznam, że nie pamiętam wszystkich postów). Sądzę, że najwięcej osiągniecie, jak będzie słuchali siebie nawzajem, bo każdy z Was wnosi coś twórczego. Pies to pełnoprawny członek rodziny, którego trzeba kochać, dbać, pielęgnować ale jednocześnie trzeba pamiętać, że pies to nie człowiek. Człowiekowi za pomocą słów, argumentów, przykładów wytłumaczysz "dlaczego bycie niegrzecznym jest złe", bo się porozumiewacie w tym samym języku. Człowiek potrafi zrozumieć konstrukcję warunkową i następstwo czasów "będziesz mógł pograć na komputerze, jeżeli najpierw posprzątasz w pokoju". Pies nie. Pies działa dużo prościej "białe - czarne". I zapewniam Cię, że pies jest dużo szczęśliwszy jak rozumie reguły i zna granice. A nie da się zrozumieć czegoś, co się zmienia w zalezności od nastroju i innych okoliczności. Co do korekty 1: psa nie wolno bić ani w taki sposób żeby zadać mu fizyczny ból, bo można go uszkodzić, ani ścierką kuchenną, co to fizycznie nie zaboli, ale stanowi duże obciążenie psychiczne i pogłębia lęki - chodzi o ten "zamach", tzn. ruch ręką. Co do korekty 2: powiedzenie zdecydowanym głosem "FE", "ŹLE" JEST korektą. Korektą jest każdy bodziec, który ma prowadzić / prowadzi do zasygnalizowania / przerwania niepożądanego zachowania. Jednemu psu to wystarczy, a inny będzie potrzebował silniejszego bodźca, np. smyczą na miękkiej obroży, smyczą na kolczatce (przy czym mam na myśli profesjonalną kolczatkę, np. marki HST, do kupienia w necie; koszt ok 100 zł, a nie to co wisi w zoologicznych i co powinno być zabronione), itd. W moim odczuciu, istotą jest aby wykorzystać najsłabszy skuteczny bodziec, a nie startować z armatą do komara ;) W przypadku Twojego psa w danej sytuacji, którą opisałaś (że skulił uszy) - korekta głosowa wystarczyła. Ale hej, spójrz prawdzie w oczy: zastosowałaś korektę :) Co do wypowiadanych słów, to ja uważam, że im krócej, tym lepiej, tak więc "fe" wystarczy. Jak zaczynasz wygłaszać litanię "fe, niedobry pies, no co ty robisz", to pies dalej nie kuma związku między czynnością a korektą, tylko wykazuje reakcję na podniesiony ton głosu. Co do charakteru, to powinnaś się wzmocnić. Konsekwencja popłaca, chyba że godzisz się na rozbestwionego psa, w imię swojego dobrego samopoczucia. Przy czym zapewniam Cię, że rozbestwiony pies jest dużo mniej szczęśliwy niż dobrze ułożony, prowadzony konsekwentną ręką. A kochać psa tak naprawdę, to znaczy: rozumieć jego naturę i sposób pojmowania świata. Głowa do góry, dacie radę !! :)
  12. Lux, z tego powodu, o którym piszesz użyłam zwrotu: "osobiście uważam że" , co miało znaczyć "to moje subiektywne zdanie", a rozwijając: oparte na osobistych doświadczeniach z psami, które miałam w rękach i z psami, które widuję na zajęciach, w których regularnie uczestniczę. I nie jest to jeden plac i 1 grupa złożona z kilku psów, tylko są to 4 place w 4 miastach Polski. Nie przeczę, że Tobie, jak i wielu innym "drzewko" pomogło i zapewne niejednemu pomoże, czy to obiektywnie, czy to wyłącznie w jego mniemaniu ;) Często się zdarza, że nam się coś wydaje, jeden co patrzy z boku widzi to tak samo, a inny - zupełnie inaczej. I jeszcze każdy pies jest inny, najlepiej psa zobaczyć, ale było to już pisane tyle razy, że w każdym poście się nie da ;) Przy psach, z którymi ja miałam styczność metoda drzewka nie zadziała, a powiem więcej, zachęci do jeszcze większego ciągnięcia. Efekt odwrotny, pies się "podkręca" zamiast luzować (skoro na 2-gim końcu smyczy jest coś, co blokuje, to trzeba pociągnąć jeszcze mocniej żeby się tego pozbyć), albo w ogóle nie wie o co chodzi, bo brakuje czytelnego sygnału "ciągniesz - robisz źle, nie ciągniesz - robisz dobrze". Jest jeszcze 1 aspekt: metodę dobiera się i do psa i do przewodnika. Jeśli przewodnik "nie czuje się" z daną metodą, no to klops i trzeba poszukać czegoś innego. Wydaje mi się, że wielu przewodników na początkowym etapie nauki ma problem z tym aby prawidłowo trzymać smycz i prawidłowo przemieszczać się naprzód w kierunku wyznaczonym przez siebie. Popuszczają rękę, pozwalają psu wyciągać ją do przodu i dają się wlec. W tej sytuacji, drzewko, a więc zatrzymanie bardzie pomaga człowiekowi się "ogarnąć", bo nie umie się on ogarnąć w marszu. W przypadku psów, które są bardzo podatne i de facto wcale nie ciągną (musiałabyś zobaczyć mojego) - może zadziałać. włącz sobie filmik Wesołej Łapki pt "ciągnik marki vero". Zobacz jak właścicielka na początku filmiku prowadzi psa. To nie ona go prowadzi, tylko on ją. Dla mnie ten pies wcale nie jest ciągnikiem, tylko normalnym psem, z normalnym spektrum psich potrzeb, który wykorzystuje fakt, że ma początkującą właścicielkę, ktora nie umie wyegzekwować tego, co pisałam o czytelnej komunikacji i rozróznianiu różnych rodzajów chodzenia na smyczy. Metoda szkoleniowca z tego filmiku mnie osobiście się nie podoba i uważam że "behawioralna smycz treningowa" , to nazywając rzeczy po imieniu: linka która w przypadku ciągnięcia zaciska się na szyi psa (przyjrzyj się jak jest skonstruowana). Co do a, b i c a) wolę żeby spacer trwał 3 razy dłużej , po to żeby spożytkować go na: swobodne eksplorowanie terenu (1 z elementarnych psich potrzeb), bieganie bez smyczy w miejscu oddalonym od zabudowań, do którego trzeba kawałek dojść, wspólną zabawę - piłka, gryzak, bieganie, skakanie, pojedyncze ćwiczenia, czyli generalnie PSI FUN, a nie na przemieszczanie się z punktu A do punktu B b) w zakresie elementarnego wychowania psa - a mnie zależy, żeby osiągnąć efekt w możliwie krótkim czasie, bo 1) nie lubię się rozdrabniać nad pierdołami, 2) wolę spożytkować czas na porobienie z psem czegoś fajnego - patrz punkt a) i dodaj do tego psie sporty: ślad sportowy i posłuszeństwo sportowe c) jestem z okolic Poznania, we Wrocku bywam weekendowo - właśnie na treningach, podobnie jak w Trójmieście, rzadziej w Bielsku i Krakowie. A dla Ciebie Dolny Śląsk to właśnie Wrocław, czy jakieś inne miasto? Z resztą, w tej sprawie zgadajmy się lepiej na PW :)
  13. Tak, do niepodejmowania z ziemi "paskudztw" lepiej wybierz sobie taką, która będzie służyć wyłącznie do tego i nie będzie mieć nic wspólnego z oddawaniem zabawki, którą się po chwili bawicie, ani z inną, podobną czynnością, która jest związana z czymś co leży na ziemi, a po chwili się to podnosi . Ja mam na nie ruszanie paskudztw "zostaw" (nie umiem tego wytłumaczyć, ale "fe" nie działa) , a na oddawanie zabawki "puść" i to polega na tym, że Furia puszcza natychmiast, bez cienia zastanowienia i albo chowam zabawkę, albo "możesz" i bawimy się dalej. Cieszę się, że mogłam doradzić i nie musisz się w żaden sposób odwdzięczać!! To było w 100% bezinteresowne. Mam nadzieję, że chociaż trochę pomoże. Wierzę, że wszystko Ci się uda i trzymam za to kciuki !! :)
  14. Dla mnie "zostaw" to "zostaw" i to co leży na ziemi nie służy ani do jedzenia ani do nagradzania psa. Wzmocnienie (nagroda) za niepodjęcie z ziemi zawsze płynie bezpośrednio ode mnie (z kieszeni) i jest poprzedzona hasłem "super". Nie po to każę psu zostawić, żeby za chwilę to podnosić. Zwłaszcza że w praktyce, na spacerze ta komenda docelowo służy do niepodejmowania z ziemi różnych paskudztw, których nikt normalny nie wziąłby do ręki (ale pies chętnie by zjadł). "zostaw" i raz to zjada a raz nie - dla mnie nie ma sensu. Teraz ćwiczysz "na sucho" , na żarciu czy zabawce, które sama kładziesz, a docelowo będziesz ćwiczyć i egzekwować na spacerze, na gówienkach, śmieciach albo żarciu rozsypanym w parku, które może być zepsute albo z trutką. Lepiej jest od razu wprowadzić jeden schemat, jaki docelowo będzie obowiązywał. Wyuczyć tego schematu na sucho, a potem podnieść poprzeczkę i ćwiczyć to samo i tak samo ale w terenie. "zostaw" i "wymiana" to 2 komendy na tę samą czynność, która pies ma wykonać. Różni się tylko sposób nagrodzenia psa. A komenda ma mówić psu co ma zrobić, a nie zapowiadać jak zostanie nagrodzony. To co opisujesz mi wygląda mniej więcej tak: "psu nie wolno zjadać przedmiotu który leży na ziemi, to znaczy wolno mu go zjadać, ale pod pewnymi warunkami, które muszą nastąpić jeden po drugim. Otóż najpierw należy popatrzeć na pańcie, potem pańcia musi to podnieść no i wtedy można to zjeść". Celowo to przekoloryzowałam, no i oczywiście pies nie myśli tak jak człowiek, ale chciałam obrazowo. Dla psa musi być "białe-czarne", a nie "skala szarości" ;) Poza tym wyobraź sobie , że już idealnie wyuczyłaś psa schematu "zostaw" - "popatrz" - "wówczas podniosę i Ci dam do zjedzenia" i idziesz z psem na spacer i mówisz "zostaw" przy gówienku. Co sobie pomyśli pies ? ... - to tak półżartem ;) Można znaleźć w necie filmiki gdzie pies lekceważy smaczki rozrzucone po ziemi (albo zabawki) i podejmuje je dopiero na komendę. Ale to ćwiczenie służy czemuś zupełnie innemu i do załatwienia tej konkretnej sprawy z Waszego życia codziennego, ja osobiście zrobiłabym tak jak napisałam. Nie sądzę aby uczenie psa lekceważenia i podejmowania na komendę było Wam potrzebne tu i teraz. Za to potrzebne jest to żeby Wam się pies paskudztwa nie najadł.
  15. Jeśli są efekty - to najważniejsze! Wielkie gratulacje! To dobrze że bierzesz porady z forum z dystansem. Szukanie porozkładanych smaków nie jest złe samo w sobie i może znajdować szereg pozytywnych zastosowań, ale może pogłębić problem zżerania wszystkiego co leży na ziemi, czy murku, zwłaszcza jak się nie ma trenera który Wami pokieruje na miejscu. Więc jest łatwiej poszukać psu innego zajęcia, przynajmniej do czasu aż problem zżerania paskudztw nie zostanie rozwiązany (np. pies będzie ładnie reagował na "fe" albo "zostaw"). I łatwiej / bezpieczniej jest coś takiego zaproponować, mając do dyspozycji tylko forum. U mojego pierwszego psa faktycznie był problem z wycofywaniem nagród, a do tego jeszcze z brakiem komendy zwalniającej i ogólnym "nieogarnięciem" ;) Jak masz komendę zwalniającą i losowe nagradzanie to świetnie :) Z przywitaniem Ci nie poradzę, bo po pierwsze - ja pozwalam mojemu psu na mnie skakać, po drugie - w naszym sporcie nakręcanie się na mnie jest zjawiskiem pożądanym, więc je pochwalam, przy czym jednocześnie potrafię nad nim zapanować, po trzecie - tu już ewidentnie wkraczamy na pole: lepiej psa zobaczyć, żeby doradzić który wariant byłby dla Was lepszy. Co do szkoleniowców - patrzyłaś w innym dziale na forum? Jest jakiś wątek o adresach polecanych szkółek, ale jest piekielnie długi i trzeba czasu żeby się przebić ;) Powodzenia i wytrwałości Ci życzę!!
  16. No i to jest trafione w sedno! Tylko że na dłuższą metę, trudno mówić o skutecznym rozwiązaniu problemu, jak się go tylko powierzchownie "zaleczy" a się nie opanuje podstaw, bo ten brak podstaw z duzym prawdopodobieństwem za chwilę objawi się w innej odsłonie. A podstawy to nie jest "siad / waruj / podaj łapę", tylko właśnie to co opisałam w jakimś innym wątku: bycie czytelnym i atrakcyjnym dla psa, rozumienie jego potrzeb oraz kontakt i relacja. Dużo psów, które sprawiają problemy jest żywiołowa, popędliwa, więc człowiek, który nie rozumie tych popędów i nie umie ich odpowiednio kierunkować, często będzie mieć nawracające problemy. I jego pies może być sfrustrowany i znudzony. Harley - super że inaczej podchodzisz do tematu, super że znalazłaś to, co Wam sprawia frajdę i super że Twoja szkoleniowiec Ciebie ma, bo to na pewno dla niej duża motywacja i satysfakcja. Mam nadzieję, że takich ludzi będzie przybywać i tego typu dyskusje przestaną być potrzebne. A co do krzywego zadu - to niestety często wygląda tak: zaczyna się od "po co mi równe równanie czy szybki, prosty siad, jak ja chcę mieć tylko grzecznego psa". Tylko że to się później przekłada na całą resztę. Zaczyna się "wkradać" brak konsekwencji, robienie na pół gwizdka, a kończy się brakiem czytelności dla psa. Bo skoro wszystko można wykonać byle jak, skoro świat się nie zawali jak pies raz pociągnie, to potem z jeden raz robią się dwa razy, a za chwilę z dwóch razy robi się codziennie. I kółko się zamyka. Albo wałkuje się słuszne założenia (kształtowanie zachowań, pozytywne wzmocnienie) w złym wykonaniu (bo co do za sztuka podać smaczka ;) ) i się okazuje że niezbyt wychodzi, chodzi się na to szkolenie a efekty słabe, więc wszystkiemu jest winny pies albo metoda ;) Ja sama byłam w pozytywnym szoku, jak z przypadku miałam okazję poćwiczyć z obcymi psami (zaznaczam: NIEKOMERCYJNIE, bo nie jestem szkoleniowcem) i zobaczyłam efekty. Właśnie o to chodzi, że prosto, szybko i na pierwszą komendę nie jest jakąś wielką filozofią , a wyłącznie efektem prawidłowo zastosowanej metody / mechanizmu naprowadzania / uczenia psa. Myślę, że gdyby dostęp do zawodu treser psów był uregulowany prawnie, mocno utrudniony w porównaniu do tego co jest teraz, to takich osób jak Harley byłoby więcej, a takich dyskusji - zdecydowanie mniej. Dlatego "pociskam" Łapce i innym podobnym, bo wierzę głęboko, że się ockną i podniosą standardy. Zważywszy na wszechobecność w róznych miastach i silny marketing Łapki, to byłby siedmiomilowy krok naprzód.
  17. Z 8 - miesięcznym, obcym owczarkiem niemieckim długowłosym, którego miałam na DT (bo znalazłam na ulicy) , a który jak się później okazało nigdy nie był szkolony (znalazłam prawowitego właściciela i oddałam, stąd wiem) , pracowałam dokładnie tak samo jak na tych filmikach, tzn. bazując na tych samych zasadach i metodach. Z beaglem sąsiada, który poprosił "weź z nim coś porób, bo jest taki nieogarnięty, ma mnie w d... i tylko ciągnie i węszy" - też. Efekt był taki, że się okazało, że problem jest wyłącznie z właścicielem, a pies wszystko chętnie wykonuje, a podczas ćwiczeń potrafi być skoncentrowany i non stop merda ogonem. Kwestia poprowadzenia tego psa. Gdyby te psy, które widać na filmikach nie były SKUTECZNIE prowadzone, to też by z nimi były takie same problemy, jak mają założyciele wątków typu "proszę o pomoc". Diabeł tkwi w szczegółach, np. "just-in-time" - właściwa czynność we właściwym momencie + "ogarnięcie" siebie, np. własnej koordynacji ruchowej. Elementy szkolenia sportowego, np. OBI pozwalają zrozumieć jak "działa" pies i skoordynować swoją mowę, ruchy, aby były czytelne dla psa. Poza tym uczą podstaw, od których należy zacząć: budowanie kontaktu z psem, skupianie uwagi na sobie, stawanie się dla niego atrakcyjnym (w praktyce, a nie tylko w teorii). Bez tego nie ma mowy o posłusznym psie, no chyba że posłusznym ze strachu, ale mniemam, że nikomu o to nie chodzi, no i nie tędy droga. Taka była idea polecenia filmików: pokazać do czego można dojść i dodać, że to nie jest wiedza zarezerwowana wyłącznie dla sportowców z ambicjami na starty, tylko elementarne podstawy, które mogą posłużyć albo do tego żeby mieć grzecznego, ogarniętego psa, albo do tego żeby pójść dalej. To był raczej drogowskaz, jak może i powinna wyglądać praca i czego oczekiwać od szkoleniowców. Bo przez forum psa wyszkolić się nie da, więc nie ma co oczekiwać, że ktokolwiek tu wyłoży receptę na całe zło ;) Piszę z autopsji, bo sama tak zaczynałam, mój pierwszy pies kochał mnie tak długo, jak miałam żarcie, jak tylko je dostał - zrywał komendę, a jak skończył 8 miesięcy zaczął się rzucać na inne samce, mając w d...ie nawet żarcie. Trafiłam do odpowiedniego szkoleniowca , dzisiaj pracuję u niego z drugim psem - stricte do sportu, a tzw. wychowanie codzienne - samo przyszło, tak jakoś naturalnie, bo po prostu z wcześniejszych zajęć wyniosłam co i jak i nie było potrzeby aby się nad tym rozwodzić na placu szkoleniowym. Nie jestem jedyna - wielu osobom taki system pomógł.
  18. A wracając do filmików na youtube, z czystym sumieniem mogę Ci polecić : Silvia Trkman (namiar od innego forumowicza), Maria Brandel, Siv Svendsen, Magdalena Łęczycka, Joanna Hewelt. A jeśli masz konto na facebooku, to również : https://www.facebook.com/groups/410345642430814/?fref=ts (grupa na której są ogłaszane różne imprezy kynologiczne, głównie seminaria).
  19. To z tym obracaniem, powiedziałabym że to już od Ciebie zależy - jak Ci wygodniej, jakiego masz psa i co chcesz osiągnąć. Na pewno są sytuacje, które choćby ze względów bezpieczeństwa wymagają, aby pies szedł blisko, przy nodze i się nie kręcił, a Ty razem z nim. Ale osobiście, jestem daleka od twierdzeń, że każdy pies na spacerze, tzn. przez CAŁY spacer MUSI chodzić "od linijki". Każdy pies jest inny, ma inny temperament, próg pobudliwości, zapotrzebowanie na ruch, wiek psa oraz etap szkolenia też mają znaczenie. Jedno co jest ważne, to aby się zgrać z psem oraz mieć nad nim pełną kontrolę, tzn. nie doprowadzać do sytuacji że pies włazi na innych albo wyrywa Ci ręce. Na każdym spacerze powinien być czas na bezpieczne przemieszczanie się i na "psią wolność" - zapewnienie psu możliwości eksplorowania terenu, węszenia, itp. Ale to Ty decydujesz o tym, co kiedy. Taka praktyczna uwaga: jest kilka rodzajów chodzenia na smyczy, zależnie od okoliczności i pies powinien znać je wszystkie: 1) przy nodze, na krótkiej, luźnej smyczy, bez kontaktu wzrokowego - takie potulne "człapanie" przed siebie 2) na w miarę luźnej lub lekko napiętej smyczy długości około 1 - 2,5 m, pies może iść przodem, kręcić się , obracać, byleby nie spowalniał i nie zmieniał kierunku marszu 3) na długiej smyczy, pies robi co chce, może ciągnąć, bo to jest jego czas: na węszenie, załatwienienie się, itd. Przy czym - wszystko z umiarem i zdrowym rozsądkiem. 4) przy nodze, na kontakcie - pies de facto przyklejony do nogi, z głową w górze, trzyma kontakt wzrokowy z przewodnikiem i jest na nim na maxa skoncentrowany Najwazniejsze, żeby umieć psu czytelnie, tzn. w sposób zrozumiały dla psa "powiedzieć" jakiego rodzaju chodzenia oczekujesz w danym momencie i co równie ważne: najpierw tego psa nauczyć. Wydawanie komendy, której pies nie zna, nie rozumie i oczekiwanie że wykona - nie tędy droga. Najpierw pokaż, naprowadź, naucz, utrwal. Oczekiwane zachowanie nagradzaj "SUPER" + smaczek. Kolejna ważna rzecz to tzw. komenda zwalniająca. Pies musi wiedzieć kiedy jest początek i koniec. Co do drugiego pytania: moim zdaniem utrwali, bo jaka jest różnica między ziemią a murkiem? W jedynym i drugim przypadku nagroda, czyli smaczek pochodzi ze środowiska, a powinien pochodzić od Ciebie. Pies nie odróżnia, że to co Ty kładziesz na murku jest OK, a to co sobie sam znajdzie na ziemi jest fe. Jedno co pies może sobie utrwalić, to że warto wskakiwać na wszelkie murki, ławki, bo są "dostarczycielami" żarcia, itp. I za chwilę możesz mieć problem "jak oduczyć psa ciągnięcia do murków, ławek i wskakiwania na nie", a zżeranie z ziemi i tak nie zniknie. BTW, myślałaś o tym, żeby się zapisać na dobre szkolenie? To dużo lepsza droga, bo szkoleniowiec widzi Ciebie i psa i na bieżąco wychwytuje błędy oraz może Ci zademonstrować jak dane ćwiczenie / zachowanie powinno wyglądać. Forum tego nie da, bo po pierwsze radzący nie widzi czy prawidłowo stosujesz jego wskazówki, po drugie - w komunikacji pisanej łatwo o przekłamania, ja coś mogę niefortunnie ubrać w słowa, Ty możesz zrozumieć inaczej niż ja chciałam powiedzieć, no i przede wszystkim coś co się sprawdziło u mojego psa nie musi się sprawdzić u Ciebie. Kwestia doświadczenia przewodnika tez ma znaczenie. Często początkujący ma problem żeby wykonać coś, co bardziej doświadczonemu przychodzi odruchowo. To nie jest żadna ujma, każdy kiedyś tak miał, bo kazdy kiedyś zaczynał. Ja do teraz w treningu sportowym łapie się na tym że mi się wydaje że dobrze, a potem mój trener mówi że jednak nie do końca - dlatego jeżdżę do niego regularnie, pokazuję co wypracowałam, dostaję rady, a wszelkie nowe elementy wprowadzam wyłącznie pod jego okiem, żeby nie schrzanić i nie musieć "odkręcać" ;)
  20. Miło się czyta coś takiego. Pozostaje mieć nadzieję, że i u nas będzie się to zmieniać. Nie mam doświadczeń z przepisami i kulturą psiarzy w innych krajach, co najwyżej jakieś pojedyncze przypadki. Ostatnio z Czech. Byłyśmy u weterynarza. Poczekalnia dosyć mała, w środku pełna kultura. Różne psy, z różnymi ludźmi, w różnym wieku. Wszystkie grzeczne, każdy siedział gdzie mu właściciel wskazał, żaden się nie wyrywał, nie ciągnął żeby się przywitać z innymi, nie piszczał ani nie kulił ze strachu. Jednocześnie - mili, otwarci, ale nienachalni ludzie.
  21. No, tego też nie rozumiem. Na szczęście Furia nie uchodzi na mieście za zbyt urodziwą, ot taki rachityczny, niedorobiony wilczur :D Więc z łapami jest w miarę OK. Gorzej z "ciumkaniem". Na szczęście, póki co wytłumaczenie, że może wskoczyć na głowę wystarcza. Jak jeszcze mam ze sobą piłkę albo gryzak i zaczynamy się bawić w "bierz" to większości ochota na bliższą znajomość przechodzi :)
  22. Brezyl, dzięki za linki!! Super te filmiki z Sylwią!!! Mega pozytywna energia !!! A patent z miską sama wykorzystam. Oby jak najwięcej kursantów miało ochotę równać w górę i się wzorować. O kurcze, sama się przeraziłam ... objętością, tego mojego posta :D Wiadome, że są dużo gorsi niż Łapka. Jakiś czas temu byłam na "obcym" placu. Organizatorzy semi, na co dzień sami prowadzą szkolenia i wyprowadzają na prostą właśnie takie psy, które wcześniej trafiły do "rzeźników z lat 60-tych". Psy które się bały własnego cienia! Dla kontrastu, jakiś miesiąc temu byłam u weterynarza w Ostravie. Wszystkie psy w poczekalni - przegrzeczne. Każdy spokojny, siedzi we wskazanym m-cu, żaden nie "jojczy", żaden się nie boi, żaden się nie "sadzi". I nie ważne czy to terrier, toller, czy mastif. Czy przyszedł z babcią emerytką, z panem, panią, Normalnie, aż miło było popatrzeć. A jak mi starsza pani opowiadała, że jej piesek w domu siedzi w klatce, bo jest po zabiegu i to dla jego bezpieczeństwa, a poza tym on lubi klatkę - no normalnie miód, zupełnie inna świadomość.
  23. Jowita, a dlaczego miałabyś się obracać, bo pies Cię obchodzi? Tzn. co miałoby to mieć na celu? Skoro chciałaś iśc naprzód, to naprzód. To Ty decydujesz o tym , dokąd idziecie. Chyba że nie zrozumiałam sytuacji, to przepraszam. Co do przekładać smycz / blokować - to zależy co chcesz osiągnąć, tzn. jakie chcesz mieć to chodzenie. Czy ćwiczysz stricte przy nodze, czy mówimy o zwykłym przemieszczaniu się z psem w jakimś tam kierunku. Jeśli to pierwsze - to blokować, nie pozwalać. Bo przy nodze znaczy przy nodze, a nie na około. Nie zrozum mnie źle, ja Ci nie dogryzam, tylko pisze o konsekwencji. Brak konsekwencji, zdecydowania i egzekwowania tego co się chce to częsta przyczyna problemów typu "pies robi co che i ma mnie gdzieś". Wracając do meritum, jeśli po prostu przemieszczasz się z psem, to co Ci szkodzi, że sobie Ciebie okrąży, a Ty przełożysz smycz? Moim zdaniem nic. Ja właśnie tak chodzę z Furią: standardowo ma do dyspozycji 2,5 m smyczy (jak ktoś idzie z naprzeciwka to zwołuję do nogi i skracam). A tak, to może iść przodem, może kręcić kółka. Bylebyśmy się przemieszczały w tempie i kierunku wyznaczonym przeze mnie, a moja ręka za smyczą była cały czas w tym samym miejscu i nie była wyrywana ze stawu ;) Przy czym na początku trzeba w to włożyć trochę siły. Nie każdemu to może odpowiadać, Ja trochę inaczej wychowuję psa, niż większość, bo mam zupełnie innego psa, o innym temperamencie i kupionego w innym celu niż tylko do towarzystwa i komfortowych spacerów przy nodze na luźnej smyczy. Furia na spacerze prawie wcale nie chodzi przy nodze, tzn. tylko wtedy jak się mijamy z pojedynczymi osobami albo coś jedzie. Poza tymi sytuacjami - tak jak wyżej, a jak juz dojdziemy do łąki, pola, trawnika - łazi na flexi, tam gdzie chce i ma przyzwolenie na ciągnięcie albo luzem o ile nie ma ludzi :) Przy nodze na kontakcie chodzi tylko na treningu pod zawody. Co do metody drzewka nic Ci nie doradzę, bo osobiście uważam, że jest głupkowata i nie działa. Zamiast drzewka, pooglądaj sobie filmiki na youtube. Polecam wpisać "train dog healing" albo "how to train a dog to heel" . Nawet jeśli nie znasz angielskiego. Dużo cierpliwości - nie jest tak, że 1 filmik i od razu się wszystkiego dowiesz. 1 jest lepszy, inny jest gorszy. Im więcej zobaczysz, tym lepiej, bo szerszy pogląd. Filmiki 1 z polskich szkółek z łapą w logo bym sobie odpuściła.
  24. Katasza1 - trafione w sendo :) U nas się niestety utarło, że "pozytywny" = bez korekt. A z punktu widzenia psa, to nieprawda. Pies potrzebuje czytelnych sygnałów i jasno wytyczonych granic. Takich, które pies rozumie, a nie że nam się tylko wydaje że rozumie. Też przerobiłam ten etap - przy poprzednim psie. Też mi się wydawało, że do psa to tylko z nagródką ;) Aż nie zaczął dojrzewać, miotać mną na wszystkie strony (a ważyliśmy mniej więcej tyle samo) i się rzucać na inne samce. Trzeba szukać szkoleniowca, który sobie z tego zdaje sprawę, a omijać fanatyków, którzy tylko nagródki, albo tylko korekty. Co do korekt, to trzeba pamiętać, że siła / intensywność korekty musi być dobrana do psa i do określonej sytuacji. Ani za mocno, ani za słabo - ma być w sam raz :) I że nie stosuje się korekty w początkowym etapie nauczania jakiejś czynności, komendy. Kiedy pies nie wykona tego co chcemy, trzeba mu pomóc, naprowadzić, zmotywować. Ale nie można się "cackać" ze smaczkiem, jak pies np. "wydymia" do innego psa. Czasami, w życiu codziennym trudno odróżnić te sytuacje: kiedy pomóc, a kiedy skorygować. Ja dałam dość czytelne przykłady, ale w życiu jest dużo różnych sytuacji. Dlatego nie ma jak dobry szkoleniowiec!
  25. Jestem zwolenniczką zarówno smyczy, jak i biegania wolno, a więc zwolenniczką umiaru, zdrowej równowagi i dostosowania się do okoliczności. Pies ma swoje psie potrzeby, jedną z nich jest eksplorowanie otoczenia i należy mu na to pozwolić. Przy czym o ile miejsce jest uczęszczane przez innych, dlaczego nie użyć np. 5 m flexi, albo zwykłej długiej linki, zwłaszcza jeśli w pobliżu, w tym momencie faktycznie są inni ludzie, w tym dzieci, starsi, rowerzyści albo inne psy? Korona komuś z głowy spadnie jak będzie musiał pochodzić za psem po trawniku? Nie lepiej na to spożytkować energię, niż na potencjalną awanturę, choćby z "mamuśką" ?! Pobiegać luzem - też pies potrzebuje i to nie ulega kwestii. W kontekście miejsc publicznych, dyskusyjne jest tylko jak, gdzie, kiedy i co to za pies. Żeby psa w spokoju wybiegać, można przecież pojechać na łąki, pola, pod miasto, przy okazji ślady psu ułożyć, zwłaszcza jak "nic go tak nie interesuje jak wąchanie" ;) Można się jeszcze przeprowadzić na odludzie - zwłaszcza jak się jest pechowcem, co to na każdym spacerze spotyka samych kynofobów, a "KOMPROMIS" to dla niego sformułowanie ze słownika wyrazów obcych ;) Mi nie przeszkadza, jeśli ktoś grzecznego i odwoływalnego psa spuszcza ze smyczy w m-cu publicznym, kiedy luźno puszczone psy hasają po trawniku w parku i się ze sobą bawią, albo kiedy właściciel bawi się ze swoim psem, np. w aportowanie. Ale nie przeszkadza mi to wyłącznie do czasu, aż nie zaczynają wchodzić mi w drogę (w znaczeniu dosłownym). Kiedy mija mnie psiarz z flegmatycznym psem bez smyczy, który nawet w naszą stronę nie spojrzy - OK, nie widzę problemu. Ale jeśli jego pies w mojej czysto subiektywnej ocenie zachowuje się tak, że nie mam pewności, czy za chwilę nie podbiegnie - wolałabym aby jednak sam z siebie lub na moją prośbę tego psa zapiął. Bo skąd ja mam do choinki wiedzieć jak się zachowa pies, skoro widzę go pierwszy raz, a już sama dyskusja tutaj pokazała, że "zdrowy rozsądek" ma tyle definicji ilu piszących, więc niekoniecznie należy wierzyć w zapewnienia psiarzy. Natomiast co mnie wk...ia i to do n-tej potęgi, to psiarze, którzy roszczą sobie prawo do decydowania ZA MNIE o MOIM psie. Że np. mój pies potrzebuje się pobawić i socjalizować tu i teraz z jego psem i że jakaś nienormalna jestem bo nie pozwalam. Sorry, ale to taka osoba jest nienormalna i ma problem: a ) bo nie potrafi sama zorganizować swojemu psu czasu na spacerze, aby spacer był dla psa ciekawy, b ) bo nie potrafi sobie znaleźć znajomych z psami, którzy zechcieliby się z nią umawiać, więc jest skazana na okazjonalne zaczepianie obcych, c ) bo musi być strasznie sfrustrowana swoim nudnym życiem, że potrzebuje ingerować w cudze, włażeniem w drogę i mędrkowaniem od czapy.
×
×
  • Create New...