Jump to content
Dogomania

Furie

Members
  • Posts

    520
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Furie

  1. Furie

    Pies demolka

    Dokładnie! To co napisał michal-doberman, ze szczególnym uwzględnieniem: poszukaj trenera i niech zobaczy psa. Na forum można napisać co sprawdziło się u nas. Niepowiedziane, że to samo sprawdzi się u Ciebie. Gryf80 też ma rację - psia głowa musi się zmęczyć, ale o co w tym chodzi, to również może Ci wytłumaczyć i pokazać trener. Napisz skąd jesteś. Może ktoś z forumowiczów będzie w stanie polecić Ci kogoś dobrego. Michal-doberman też chyba szkoli, chyba we wrocku i sporym promieniu od wrocka, przy czym nie znam, nie wiem, nie oceniam.
  2. Mnie Wesoła Łapka nie przekonuje. Nie zgodzę się, że nie można oceniać na podstawie filmików. Tym bardziej, że nie mówimy o "lewych", kręconych zza krzaka i wyrwanych z kontekstu, tylko o oficjalnych filmikach pana Gałuszki, kręconych, montowanych i zamieszczanych na jego kanale w celach marketingowych. Naturalnym jest, że na tych filmikach nie znajdują się jakieś przypadkowe sceny, tylko wyłącznie to, co p. Gałuszka uważa za słuszne. Skoro decyduje się na ich zamieszczenie, to sam sobie wystawia świadectwo. Krytyczne uwagi "advanced members" wynikają z faktu, że wiedza owych ludzi wykracza duzo dalej niż kurs podstawowego posłuszeństwa. Więc jest im dużo łatwiej wychwycić nonsensy, niedokładności, chaos, czy jak tu ktoś trafnie napisał: kabaret. Laik patrzy na te filmiki i co widzi: np. że pies usiadł. A że krzywo usiadł, opieszale, za daleko od przewodnika, albo po n-tej komendzie .... Albo widzi laik stan "przed" i stan "po" (nie widząc i nie mając bladego pojęcia o tym, co się musiało wydarzyć pomiędzy). To ja sie pytam: a skąd laik miałby wiedzieć, że można inaczej i że to wcale nie jest wiedza tajemna zarezerwowana wyłącznie dla sportowców, skoro od początku mu się makron na uszy nawija? I dlatego laik parzy na filmik (albo uczestniczy w takim kursie) i mówi że super. Ja kiedy jestem laikiem w jakiejś dziedzinie, to dużo wyżej cenię sobie głosy właśnie "advanced members", aniżeli laików, ze względu na to co napisałam powyżej i w każdej dziedzinie staram się otaczać mądrzejszymi od siebie. Co do nieuczestniczenia i oceniania: czy trzeba skoczyć w ogień żeby wiedzieć że parzy? Toż to małe dziecko o tym wie. Już prościej się tego wyjaśnić nie da. Mnie na filmikach Łapki które widziałam poraża m.in.: chaos na zajęciach, np. z przedszkola w jakiejś szkole (w sensie w budynku szkoły). Każdy sobie rzepkę skrobie, wielokrotne wydawanie komend głosowych, psy je i tak ignorują, sa totalnie rozkojarzone, przewodnicy w ślad za nieskuteczną komendą głosową wydają nieczytelne komendy optyczne. Kolejny filmik: "ciągnik marki Vero" i co, zakładamy psu tzw. "smycz behawioralną", a lektor głosi: "to nie jest korekta, to jest tylko komunikacja" :D Przy czym pies przychodzi na szelkach, i na szelkach (połaczonych z ową smyczą behawioralną) filmik się kończy. A szelki jak wiemy służą do ciągnięcia (np. psy zaprzęgowe, psy na niektórych etapach treningu z obrony sportowej). Na filmiku było dużo informacji od prowadzącego, ale taka akurat nie padła. Filmik o chodzeniu przy nodze: półtorej minuty stania w miejscu i kręcenia się w kółko ;) Nota bene kontaktu się inaczej uczy. Na tym filmiku kontakt jest utrzymywany wyłącznie poprzez zwiększoną częstotliwość podawania żarcia. Zupełnie nie o to chodzi. Przykłady można by mnożyć i de facto o każdym filmiku coś takiego napisać. Kolejna rzecz, która woła o pomstę do nieba to sposób i forma kształcenia trenerów / behawiorystów. Wystarczy ukończyć kilku weekendowy kursik i już dostaje się dyplomik Wesołej Łapki i nowy zawód w ręku! :-o Żaden szanujący się psiarz nie idzie na taki kursik, bo wie, że aby naprawdę zostać trenerem, potrzeba LAT czynnej, aktywnej, praktyki. A ci co na taki kursik idą, najzwyczajniej nie mają zielonego pojęcia i dają sobie wciskać ciemnotę. Często gęsto po takim kursiku otwierają swoje szkółki, często pod szyldem albo "z rekomendacją" Wesołej Łapki. I zaczynają uczyć innych, samemu nie mając pojęcia. I stąd się najczęściej biorą takie sytuacje, że kogoś z agresywnym psem wyprasza się z kursu, albo w ogóle nie przyjmuje. O kompetencjach ludzi, którzy idą na te kursy mówi poziom pytań, choćby zadawanych na dogo, typu: "kurs na trenera wesołej łapki - czy warto?" Ktoś kto tego nie wie i zadaje takie pytanie już z góry pokazuje że się nie zna na szkoleniu psów i taki kursik niewiele mu pomoże. Choćby dlatego że za krótko trwa. Również dlatego że prowadzący nie ma na swoim koncie żadnych obiektywie mierzalnych osiągnięć (czyt. sukcesów na zawodach, bo czy się to komuś podoba czy nie - to jest jedyna obiektywna i mierzalna forma weryfikacji). Uważam, że ktoś kto jest światły, a do tego ciągle poszerza kwalifikacje, a więc sam widzi, jaki to jest ogrom wiedzy, nie powinien organizować takich kursów. W przeciwnym razie przeczy sam sobie. Propagując wyżej opisany sposób zdobywania zawodu i otwierania szkółek, hołduje bylejakości. Dlatego uważam, że Wesoła Łapka nie jest dobra nawet dla początkującego na początek, bo można trafić do takiego instruktora-absolwenta kilku weekendowego kursu. Case study pana Gałuszki, a więc od hurra-pozytywizmu w aurze nieomylności i monopolu na rację do awersji (smycz zaciskowa - pseudobehawioralna, kantarek, kolczatka, obroża elektryczna) - myślącemu człowiekowi wnioski powinny nasunąć się same. Moim zdaniem propagowanie OE wśród pospolitych zjadaczy chleba jest pomyłką, bo najzwyczajniej nie jest im ona potrzebna oraz OE bardzo łatwo wyrządzić psu krzywdę (jak się nieumiejętnie używa i nadużywa; a trudno oczekiwać, że pospolity "Kowalski", który nie umie trzymac smyczy nagle opanuje arkana posługiwania się OE). Stosowanie jej u takich ludzi jest pójściem na skróty i wyrazem własnej bezsilności. Moim zdaniem jest to szkoła nastawiona na przerób, ilość i komercję, o bardzo słabym obrazie pracy, za to bardzo mocnym marketingu, żerującym na ludzkiej niewiedzy.
  3. W zakresie profilaktyki oraz podstawowej opieki weterynaryjnej jeździmy do dr Andrzeja Baszczaka. Trafiłam stosunkowo niedawno, z polecenia. Ma swój gabinet w Poznaniu, przy ul. Lisa Witalisa, tj. osiedle Bajkowe, rejon lotniska Ławica. Wymagana rejestracja telefoniczna, komplet namiarów – łatwo dostępny przez Google. Płatność – tylko gotówką. Przyjmuje od pon. do pt. i w sob. – krócej. Duży nacisk na profilaktykę oraz wczesne wykrywanie dolegliwości, w przypadku jakiejś konkretnej dolegliwości – nacisk na eliminowanie przyczyn, a nie na powierzchowne zaleczanie skutków. Metodologicznie: praktyk w zakresie chińskiej medycyny naturalnej (w wydaniu weterynaryjnym, oczywiście), akupunktury i ziołolecznictwa. Na miejscu ma mikroskop oraz aparaturę do badania krwi. Nie ma RTG. Nie jest fanatykiem, w stylu „tylko chińska naturalna”, itd. Łączy weterynarię akademicką z tą chińską naturalną i jak jest wskazanie to odsyła na badania, których nie wykonuje u siebie, np. na RTG. Podaje uzasadnienie, dlaczego uważa tak, a nie inaczej albo dlaczego na daną dolegliwość (np. na podwyższony ALT, AST) poleca odpowiednio dobrane zioła a nie konwencjonalne leki. Nie jest zwolennikiem notorycznego pakowania w psa antybiotyków czy sterydów , na zasadzie zawsze i na wszystko. Przy tym daje wybór, tzn. proponuje, ale nie narzuca. Współpracuje z siecią laboratoriów IDEXX (sieć jest amerykańska, najbliższe jest w Niemczech). Tam wysyła próbki na bardziej zaawansowane badania, których nie wykonuje u siebie. Przykłada się do odrobaczania i do szczepień, nie bagatelizuje że podać zastrzyk to raz, dwa, tzn. podaje bardzo powoli. Na podstawie analizy wyników laboratoryjnych, Doktor dobrał nam karmę: pies ma błyszczącą sierść, przestał się drapać, nie ma łupieżu, ma idealnie czyste uszy, poprawiły się wyniki: cholesterol i tymol w normie, zniknęła warstwa lipidowa z surowicy, kał wygląda zdrowo. W okresie wzrostu i wymiany zębów – dobry, tzn. dobrze przyswajalny fosforan wapnia. Efekty były widoczne po kilku dniach podawania, dla odmiany na kupionym z braku laku Canvicie – pies miał „miękkie” łapy, jakby w ogóle się nie przyswajał. Słyszałam że wyciąga przypadki na których inni postawili krzyżyk, co do sterylek u suk – słyszałam że robi małym, bocznym cięciem, co uważam za pozytyw. Osobiście – nie „przerabiałam”, o czym lojalnie informuję. Polecam jako weterynarza pierwszego kontaktu, do podstawowej opieki i diagnostyki, również wszystkim którzy się błąkają od gabinetu do gabinetu i nigdzie nie potrafią postawić diagnozy, albo mają poczucie że pakują w psa leki ale bez efektów. Co do innych weterynarzy, którzy przewijali się przez forum to tak: dr Jędrzej Płucz z Klinwet na ul. Mieszka I – wystawiam pozytywną opinię. Uważam że jest uczciwy i zaangażowany w to co robi oraz potrafi mierzyć siły na zamiary. Trafiłam z poprzednim psem. Pies był wcześniej diagnozowany na miejscu, tj. małe miasteczko powiatowe, gdzie badania krwi wykonano dopiero na MOJE polecenie, diagnoza była: silne zatrucie (btw. pies nie miał kiedy ani czym się zatruć) oraz: „w zakresie białych krwinek aparat się chyba pomylił, bo to niemożliwe” :-o Doktor Płucz zdiagnozował podejrzenie białaczki. To było późno wieczorem, więc ich laboratorium już nie pracowało. Doktor miał do dyspozycji tylko jakieś podstawowe urządzenie. Więc poza badaniem tym aparatem osobiście oglądał rozmaz pod mikroskopem. Diagnozę przekazał w sposób bardzo profesjonalny i wyważony, tzn. że podejrzewa białaczkę, ale z uwagi na ograniczone możliwości diagnostyczne „tu i teraz” – nie przesądza. Wyjaśnił co jego zdaniem na to wskazuje, jakie są rodzaje białaczki oraz rokowania. Dodatkowo zaproponował wysłanie próbki do IDEXX-u, uprzedzając o kosztach. Gdy przy kolejnej wizycie poinformowałam go, że wybieram się do dr Wojciecha Hildebranda – cenionego onkologa, do Wrocławia, nie próbował za wszelką cenę zatrzymać mnie w klinice, tylko uczciwie potwierdził że to dobry fachowiec. Szacunek za takie podejście! Wiele tym u mnie zyskał. Dr Grzegorz Wąsiatycz – właściciel Klinwet – wystawiam pozytywną opinię za wykonaną diagnostykę RTG w kierunku dysplazji (biodra + łokcie w kilku projekcjach), baczne, wnikliwe oko przy ocenie, wyczerpujące informacje, fachowe, profesjonalne podejście do mnie i mojego psa, w tym zalecenie zachowania ostrożności, pomimo wyniku „A”. Z nazwisk które jeszcze nie padły, polecam dr Cezarego Kujawskiego. Gabinet w Luboniu pod Poznaniem. Przez kilka lat pracował jako weterynarz w Wielkiej Brytanii. Z tego co mi wiadomo, opieka weterynaryjna jest tam na wysokim poziomie, nadzór nad wetami , coś a'la Izba Weterynaryjna jest ścisły i restrykcyjny , ludzie bardzo dbają o zwierzęta, nie przychodzą do wet. tylko jak się dzieje coś złego, ale robią regularne badania krew/kał/mocz. Także zupełnie inne wymagania i kultura pracy wet. Z moich prywatnych doświadczeń "Angole"- są dość zasadniczy i roszczeniowi, więc nie wydaje mi się, żeby należeli do łatwych pacjentów. Wracając do Doktora: uważam że ma bardzo dużą wiedzę, dobre podejście i bardzo rozsądnie wszystko tłumaczy. Zwierzaki mojej Mamy są stałymi pacjentami, ja póki co byłam na konsultacji zapoznawczo - rozpoznawczej i badaniach laboratoryjnych :) I mogę powiedzieć, że jako wybitny upierdliwiec i krytykant, jestem na TAK. Doktor ma swoją stronę www, więc można poszukać i się zapoznać ze szczegółowym zakresem usług i zabiegów.
  4. Pa-ttti, masz rację, od wychowania i socjalizacji wiele zależy i nie wolno ich zaniedbywać. To fakt. Ale sądzę, że podstawa to geny. One stanowią fundament. Socjal, to jak cegiełki układane na tymże fundamencie. Sądzę, że dobry socjal przy "słabszych" genach da gorsze efekty niż "mocne" geny przy słabym socjalu. Z autopsji mogę powiedzieć, że mój pierwszy pies miał u mnie dużo lepszy socjal niż obecny, z tamtym pierwszym dużo więcej chodziłam na zewnątrz pomimo kwarantanny. Z tym drugim, z małymi odstępstwami, praktycznie do końca przestrzegałam kwarantanny, a mało tego, zastosowałam tzw. późny program szczepień, tj. ostatnie ok 16 tygodnia. Ale koniec końców, to ten drugi pies jest o niebo odważniejszy, pewniejszy siebie i mocniejszy psychicznie. 2 zupełnie inne rasy - też fakt. Takie moje doświadczenia. Przy czym odradzam forumowiczom takie długie czekanie z pełną socjalizacją. Opisałam własne doświadczenia, na dowód tezy o roli genów. Z założenia brałam bardzo mocną sukę z hodowli o bardzo długich tradycjach i dobrej renomie, znanej ze stabilnych psychicznie psów użytkowych. Proszę mieć to na uwadze. Nie chciałabym tym postem o własnych doświadczeniach narobić komuś szkody. Każdy pies jest inny i z socjalem - lepiej przedobrzyć (to szkody nie uczyni), aniżeli zaniedbać licząc na geny. Kwarantanny też nie wolno bagatelizować. Trzeba to rozsądnie wyważyć. A wracając do pytania autorki wątku: ja na jej miejscu wzięłabym psa wcześniej, tj. ok 7,5 tygodnia (chyba że specyfika rasy sugeruje coś innego), przy czym czas urlopu wykorzystałabym na przystosowanie psa do nowego miejsca, jak również do pozostawania w nim samemu.
  5. Gayko, po pierwsze: nie oceniaj cudzych pobudek, bo nie znasz, więc nie wiesz. Czasem na forum można znaleźć coś ciekawego, ot choćby w innym wątku inny forumowicz podsunął nazwisko zagranicznej behawiorystki. Informacja warta sprawdzenia i poczytania, z dużym prawdopodobieństwem, że wniesie coś rozwijającego. Tak samo i w tym przypadku - liczyłam że może akurat coś ciekawego, zwłaszcza że agresja jest interesującym tematem. Nota bene link, który wkleiłaś w 1 poście mi nie zadziałał. Po drugie: moim działem do krytykowania są "szkoły i kursy" - "kursy na behawiorystę/ trenera", czy coś w tym stylu. I tu faktycznie, realizuję swoją wewnętrzną misję niesienia kaganka oświaty i uświadamiania ludziom, że kilku weekendowe kursy, czasem z elementami e-learningu, polegające na "srutututu i pitupitu o pieskach" + przerobienie na własnym piesku elementów kursu z podstawowego posłuszeństwa, nie dadzą im zawodu i nie uczynią z nich tresera / behawiorysty. No sorry, cuda to ponoć były w Erze, póki nie została T-Mobile'm (czyt. widać nawet w Erze nie działały) ;) Jeśli Cię interesuje dlaczego, to poczytaj. Ludzie mają prawo tego nie wiedzieć i liczą że jest inaczej, zwłaszcza jak im się taką ciemnotę wciska, nota bene za niemałe pieniądze. Gdybyś była choć trochę dociekliwa, to byś doczytała, że po pierwsze nie biję piany dla samego faktu, tylko przytaczam konkretne argumenty, których celem jest podnoszenie świadomości społ. oraz poziomu szkoleń a po drugie, nawet w takim wątku jak "kursy na behawiorystę" , jak znajdę u kogoś jakieś plusy, to wyraźnie o tym piszę. Poza tym, jest to jedyny dział w którym krytykuję, spośród wielu w których piszę. Po trzecie: nie trudnię się nauczaniem innych, więc jeśli taki był podtekst, to strzał kulą w płot. Dlaczego? Choćby dlatego, że nie mam stosownych uprawnień Związku Kynologicznego, a więc m.in. nie wykazałam się KILKULETNIĄ pracą wolontariusza przy prowadzeniu kursów i organizacji imprez kynologicznych ZKwP i nie wyszkoliłam swojego psa do stopnia określonego w stosownych regulaminach tegoż związku. Całokształt wymagań jest na tyle wyśrubowany, że traktuję je jako punkt odniesienia, pomimo tego, że wielu związkowych instruktorów "starej daty" swoją postawą robi tej instytucji antyreklamę. Po czwarte: robię swoje. Kynologicznie - realizuję się w pracy z własnym psem. Zawodowo także, ale to nie m-ce na wynurzenia w tym temacie. Tak czy siak, w żadnej z tych dziedzin nie przewiduję zmian :D Forum to też swego rodzaju "robienie swojego". Fantastycznie pomaga mi zasnąć :) Po piąte: zważywszy na dużą ilość spamerów, wszelkiej innej szumowiny i ust. o ochronie danych osobowych, nie mam zamiaru publicznie epatować personaliami. Jednocześnie, jestem jedną z mniej anonimowych osób na forum, ale żeby to zweryfikować, należy się wykazać odrobiną wnikliwości i sprytu ;) Po szóste: o wartości uwag bardziej przesądza merytoryka argumentacji, aniżeli podpis autora. W Twoich wypowiedziach jej niestety brakuje. Po siódme: nie dziw się, że reklamując dany produkt / usługę w miejscu publicznym, z założenia nastawionym na dyskusję, wystawiasz się się na komentarze innych użytkowników. Jeśli Ci to nie odpowiada (Twoje prawo) - nie promuj. Zauważ, że inni forumowicze także wyrazili wątpliwości. Po ósme: wydawało mi się, że w podsumowaniu wyraziłam się wystarczająco jasno: kurs "pies obywatel miasta" , poza przypadkiem zastosowania kantarka wygląda fajnie, więc dlaczego zamiast wdawać się w dyskusję , nie spożytkujesz energii na rozwijanie tej szczytnej, przydatnej i pożytecznej inicjatywy? Nie oczekuję odpowiedzi - pytanie bardziej do własnych przemyśleń, albo założenia nowego wątku, poświęconego temu kursowi.
  6. Weszłam z ciekawości na stronkę bohatera niniejszego wątku. Ponieważ wątek kwalifikacji Ryss zreferował w stopniu w zupełności jednoznacznym i wystarczającym, od razu skierowałam się do: "czego nauczy się twój pies", "metody" i "galeria", bo fotki to jednak jakieś świadectwo obrazu pracy. Jasny gwint! Dawno nie zaznałam takiego pomieszania z poplątaniem! 1. Czego się nauczy twój pies - posłuszeństwo podstawowe na co dzień + podobieństwo do kilku ćwiczeń z regulaminu Obedience, przy czym totalnie nie potrzebnych w życiu codziennym oraz bez podstawowego, tj. chodzenia przy nodze na kontakcie. 2. Galeria, to w większości kurs z podstawowego posłuszeństwa w warunkach miejskich, który do rzeczonych ćwiczeń a'la OBI ma się nijak; kilka dosłownie fotek z placu, przy czym zamiast regulaminowych: kwadratu, przeszkody, koziołka - jakaś dziwna "hopka" i tunel a'la Agility. 3. Metody: txt o metodzie polegającej na komunikowaniu się z psem na wilczy sposób, opracowanej na podstawie obserwacji wilków wprawił mnie w stan głupawki. Szukając wspólnego mianownika z przytoczonym wyżej warunkowaniem instrumentalnym, oczami wyobraźni zobaczyłam wilczego samca alfa, komunikującego się ze swoim stadem za pomocą ... klikera ;) Dajmy tym biednym wilkom wieść spokojny żywot w lesie i skupmy się na psach ;) 4. Gdzieś tam info o pozytywizmie i metodach bez przemocy, a na kilku fotkach - labek w kantarku. Nota bene fascynuje mnie to, jak chętnie wyznawcy pozytywnych metod sięgają po kantar. (sama nie jestem "regulaminową pozytywistką", tj. działającą zgodnie z definicją "ZERO awersji", ale jak ktoś mnie pyta o moje metody to przynajmniej nie udaję wielbłąda; awersja choć znikomo - to jednak się pojawia, jako wyraz "czytelnej komunikacji" - tytułem wyjaśnienia, aby się offtop nie rozpętał, tudzież burza w szklance wody). 5. Do tego wszystkiego - zgodnie z tematem wątku - wykład o agresji. Ja się zastanawiam, skąd ten pan może mieć wiedzę (popartą praktyką, rzecz jasna) nt agresji. Szkolił czołowych zawodników IPO? Pozorował na WUSV albo FMBB i zapomniał się pochwalić ? ;) Bo sorry, ale to z czym przychodzi przeciętny zjadacz chleba do behawiorysty, to najczęściej jakaś kpina, ewentualnie namiastka, a nie agresja. 6. Na to wszystko, info o kursie "pies dobry mieszkaniec", do którego zapewne odwołuje się większość zdjęć z galerii. Podsumowując: proponuję się określić, a tym samym skoncentrować się na na pkt 6, bo szkolenie w tym zakresie, nie da się ukryć, jest potrzebne. Na fotkach wygląda nawet w miarę i nie sądzę aby miało komuś zrobić krzywdę (no może poza labkiem w kantarku). Do powyższego dodałabym jeszcze punkt "zabawa socjalna" z przewodnikiem, bo to ważne, a często pomijane. Jednocześnie sugeruję zrobić sobie porządek na www (czyt. skasować większość) oraz wyrzucić kantar. Sądzę, że takiemu labkowi czy też goldenowi wystarczy zdecydowane prowadzenie na smyczy, tj. tam gdzie człowiek chce, a nie tam gdzie pies ciągnie, ew. lekka korekta na miękkiej obroży.
  7. "Fe" dokładnie w momencie sikania, a nie post factum. Albo najlepiej w ogóle nie dopuścić do wysiknia się w domu. Przecież wiecie co zrobi zaraz po wejściu do domu. To dlaczego na to pozwalacie? Spróbujcie przypilnować zaraz po wejściu, iść za psem, jak tylko zacznie przykucać - zaraz na ręce i na dwór. Nie dopuszczanie i przeciwdziałanie jest sposobem. Ubolewanie nad "rozlanym mlekiem" jest jak musztarda po obiedzie.
  8. PS Pobudliwe psy są dużo fajniejsze do szkolenia niż "ciapciaki" ;)
  9. Ad 1: witam się od razu po przyjściu do domu. Wchodzę do pokoju, wypuszczam psa z klatki i pozwalam na siebie skakać, przytulam, głaszczę. Przy czym mi skakanie mojego psa po mnie nie przeszkadza. Uczę wyłącznie nie skakania po innych. Teraz, aktualnie Furia nie może skakać - kontuzja. Więc jak wypuszczam z klatki, hasło "nie skacz" i rękami uniemożliwiam jej skakanie. Tzn. tak ją głaszczę, jednocześnie przytrzymując żeby jej uniemożliwić skakanie i spowodować żeby krążyła przy nogach albo usiadła. Zdecydowanie, ale bez awersji. Żadnych korekt przy powitaniu! Kwestia wprawy. Musisz być konsekwentna. Raz ustalić granice na ile pozwalasz psu przy powitaniu i się tego bezwzględnie trzymać. Potem wszystko zależy właśnie od tego jakie są te Twoje granice. Te teorie żeby nie witać się z psem od razu albo nie przepuszczać w drzwiach to nonsens. Ostatnio jakieś opracowanie krążyło w necie z fajnymi argumentami. Niestety nie pamiętam gdzie. Generalnie dotyczyło obalenia teorii dominacji. Ad 2: mocno trzymać smyczy i nie pozwalać psu sobą miotać. Nie popuszczać, nie wyciągać ręki do przodu, nie dać się wlec (mimo że to trudne). To Ty decydujesz w którą stronę i w jakim tempie idziecie. Kiedy pies już Ci wyrywa do innego - nie wydawaj komendy siad, bo i tak Ci wyłamie. W ten sposób utrwalisz mu, że na "siad" można nie siadać. O ile w ogóle w swoim "amoku" te komendę usłyszy ;) W takiej sytuacji również nie można się "ciećkać" nad psem, np. zatrzymywać i wylewać potoku słów. Furia za takie wybryki dostaje korektę, zaraz potem: "Furia" i jak tylko na mnie spojrzy: "suuuuper!" i nagroda. Przy czym my mamy dość dobrze wyćwiczony kontakt wzrokowy na imię. Więc zwyczajowo działa. Jeśli pobudzenie jest zbyt silne i pies robi się głuchy, a bywa i tak (mali są nad wyraz reaktywne) - po prostu zbieram w sobie wszystkie siły i idę dalej jakby nigdy nic. Nie ma opcji wyrwania się do psa za płotem czy pogonienia kota. Na krótkiej smyczy dużo łatwiej kontrolować psa niż na długiej. Ale bez przesady. Furia na mega krótkiej , takiej zaraz przy nodze nakręca się dużo bardziej niż na takiej ok 60 cm. Docelowo chodzimy na 2,5 m taśmie albo na 5 m flexi - to tak, abyś miała skalę odniesienia, bo "długi- krótki" to dość względne pojęcia. Ad 3: Furia w ogóle nie potrzebuje czasu aby się wyciszyć i skoncentrować przy nauce nowych komend. Praca to praca, koncentracja jest od początku. Na tym polega tryb pracy, w który psa się świadomie wprowadza. Przy czym kontakt ćwiczyłyśmy od szczeniaka. Małymi kroczkami. Zawsze z nagrodą. Więc jak jest praca to siedzi , patrzy wyczekująco i czeka co teraz będzie. Bo wie, że co by to nie było, to będzie fajne. Na dobrym seminarium z obedience możesz się tego nauczyć. Tam kładą b.duzy nacisk na samokontrolę. Polecam tylko te prowadzone przez czołówkę polskich zawodniczek startujących w OBI 3.
  10. Nie wiem, czy znacie czy nie ... na tym fanpage jest cały przegląd wszelkich semi z różnych dziedzin: https://www.facebook.com/groups/410345642430814/?fref=ts
  11. Kolorowa, kto pyta nie błądzi :) Dobrze, że chcesz się zabrać za wychowanie psa i uniknąć problemów. Psie przedszkole - dobry pomysł. Klatka - również. Furia podczas mojej nieobecności przebywa w klatce i to bez posłania - względy bezpieczeństwa. W przeciwnym razie - już by pewnie nie żyła, najadłszy się np. kołdry, wyciągnietej z szuflady. Spacer, trening przed pracą nic tu nie zmieni, a rano łazimy, biegamy, bawimy się i ćwiczymy łącznie ok 40 minut. Taki temperament - użytki tak mają. Zje, zaśnie i po 2 godzinach nówka sztuka ;) Poszukaj w sieci porad jak nauczyć psa pozostawania w klatce. Zgłoś się do tego przedszkola i poproś o radę instruktora. Pamiętaj, że każdy pies jest inny, ma inną "wrażliwość", więc nie ma 1 uniwersalnej metody. Furię jak była szczeniakiem uczyłam zupełnie inaczej niż dorastającego ON-ka z silnym lękiem separacyjnym, którego miałam na DT. Gdybym do niego zastosowała metodę jak do Furii - zrobiłabym mu krzywdę - pogłębiłabym mu lęki. Gdybym z Furią "cackała się" tak jak z tym ON-kiem, to do dzisiaj miałabym rozpaskudzonego krzykacza - wymuszacza ;) Musisz być silna, konsekwentna i przede wszystkim cierpliwa. Szczenięctwo rządzi się swoimi prawami, pewne rzeczy przychodzą z wiekiem - to fakt, ale pewne rzeczy trzeba wymagać od początku. Trudno to opisać na forum, najlepiej jest radzić widząc psa, patrząc na jego reakcję. Dlatego polecam Ci skorzystać z porady fachowca, który od początku Wami pokieruje, zanim zabrniecie w jakąś "ślepą uliczkę". I obserwuj psa, obserwuj i jeszcze raz obserwuj. Każdy pies jest inny! Z książek, polecam Ci te autorstwa Pani Zofii Mrzewińskiej. To ogromny autorytet polskiej kynologii. Żadnych Milanów, Fisherów i Fennel! I generalnie - książki tylko jako dodatek. Możesz także poszukać czegoś o mowie ciała psów. Nic konkretnego Ci nie polecę niestety... w wielu książkach głupoty piszą. Albo w 1 m-cu coś mądrego a za chwilę coś głupiego. Łatwo się zamotać, zwłaszcza jak się jest poczatkującym. Ja nie czytam w ogóle, jestem praktykiem, mam to szczęście, że mogę się uczyć od ludzi którzy są w tym dobrzy :)
  12. Pa-ttti , niestety to znowu ja, czyli nie-absolwent ;) Widziałam filmik z kursu instruktorskiego na stronce COAPE. I wiesz co, u nas na placu kursanci, którzy ćwiczą dla siebie są bardziej ogarnięci niż tamci, którzy za chwilę mają być instruktorami. Bardzo słaba dokładność wykonywania ćwiczeń, słaby timing - czyli generalnie to co kuleje i w COAPE i w Łapce. W międzyczasie weszłam na silvia-lupus Marty Lichnerowicz i jej program wydaje mi się najbardziej sensowny (nie licząc wymagań Związku Kynologicznego, które są najbardziej wyśrubowane). Przede wszystkim każdy zjazd to inny moduł tematyczny. Daje Ci przekrojową wiedzę, począwszy od posłuszeństwa na co dzień, przez OBI aż po psy użytkowe. Wiadome, że po takim weekendzie nie zostaniesz specem w danej dziedzinie, ale przynajmniej Cię oświecą, że cos takiego istnieje. Więc na początkowym etapie nauki dostajesz wiedzę co i gdzie, a tylko od Ciebie zależy co z tym zrobisz dalej. Inni o tym nie wspominają. Szkoła współpracuje z Joanną Hewelt i Zofią Mrzewińską. Niezbyt kumam co w tym gronie robi Jacek G., ale nikt nie powiedział, że wszystko jest idealnie. Marta, z tego co wiem zna się na psiej fizjoterapii. Temat ciekawy np. pod kątem: jak przygotowac psa do ćwiczeń, jak poprowadzić rozgrzewkę. I w Silvia mają chyba najwięcej zjazdów i wymagają największej liczby godzin na wolontariacie w schronie. Ale i tak, mimo że kurs jest najbardziej obszerny, nie uważam, aby po jego skończeniu człowiek był gotowy aby otworzyć własną szkółkę. Do tego potrzeba lat praktyki.
  13. Bellis_perennis - zgadza się, masz dużo racji. Nie ma 1 uniwersalnej metody, trzeba się cały czas dokształcać, a przede wszystkim MYŚLEĆ przy robocie, umieć patrzeć i czytać psa, znać całe spektrum metod aby dobierać indywidualnie do psa. Mało tego, umieć dobrać siłę bodźca do konkretnego psa. Przykładowo: kolce i korekta. Używałam i u poprzedniego psa i u obecnego. Przy czym jakbym temu pierwszemu zapodała taką korektę, jaka na obecnym nie robi najmniejszego wrażenia - to by się zamknął w sobie i dostał lęków (nigdy mu tak nie zrobiłam, jakby ktoś miał watpliwości ;) ) Trzeba mieć duuuużo wyczucia. Inny przykład: nagradzanie. Bodziec o intensywności "A" jednego psa ledwie ruszy z miejsca, innego nakręci do granic, a jeszcze inny go oleje. Do tego właściwy timing. Temat rzeka. Zgodzę się z Tobą również w tym, że stawiany przeze mnie za wzór Związek Kynologiczny idealny nie jest. Jest dużo związkowych trenerów starej daty, co to się zatrzymali w rozwoju i efekty są takie jak opisałaś. Z 2 strony, jak jesteśmy w wątku o kursach na trenerów / behawiorystów, to celowo piszę o wymaganiach ZK, bo obiektywnie - są najbardziej wyśrubowane. I taka była moja idea - pokazać potencjalnie zainteresowanym jak ubogie są programy kursów, które się na tych wątkach przewijają. Że w ZK najpierw trzeba ileś lat zasuwać na wolontariacie, i patrzeć, pomagać, uczestniczyć , więc chcąc nie chcąc stykać się z ilomaś dziesiątkami przypadków. Potem wylegitymować się wyszkoleniem sportowym swojego psa, które wymaga o niebo większego doświadczenia niż nauczenie zwykłego posłuszeństwa na co dzień. A co z tym człowiek zrobi - to już zależy tylko od niego. Może myśleć i się rozwijać, jeździć po zagranicznych semi, praktykować, mieć pokorę, albo zdać / zapomnieć / zatrzymac się w rozwoju, albo nawet uwstecznić. ALe na pewno nikt mnie nie przekona, że można zostać dobrym trenerem po takim kilkuweekendowym kursiku i dlatego tak bardzo je odradzam. Btw., widziałam filmik z takiego kursu, chyba w COAPE. U nas na placu, tj. tam gdzie ćwiczę ze swoim psem, zwykli kursanci bez ambicji na stary w zawodach i uczenie kogokolwiek komercyjnie są bardziej ogarnięci i robią mniej blędów niż tamci przyszli instruktorzy.
  14. Byle tylko umieć realnie ocenić swoje możliwości, a tym samym odróżnić etap nauki i zdobywania doświadczeń od etapu wykonywania zawodu, a mówiąc wprost: nazywania się trenerem i brania za to pieniędzy. O co gorąco apeluję :)
  15. Furia w m-cach publicznych zawsze chodzi na smyczy. Nie jest agresywna ani wobec ludzi ani wobec psów, wręcz przeciwnie i generalnie b. ładnie się odwołuje ALE: rozumiem, że można się jej wystraszyć, że można nie mieć ochoty, albo 1500 innych powodów, dlatego nie narażam nikogo na kontakt z moim psem, wielu właścicielom wprost odradzam (bo sporo psów się boi Furii) i tego samego oczekuję od reszty. Są przypadki, że nie trzeba nic mówić i ludzie sami zapinają, czasem wystarczy poprosić, ale niestety w większości przypadków skutkuje dopiero kiedy ryknę, zwyzywam i zaklnę, a w jednym przypadku baba zapięła psa i odeszła dopiero jak usłyszała, że dostanie po mordzie - ona, nie pies (po dobroci - próbowałam i było jak walenie grochem o ścianę). Smutne! Jedyny wyjątek, to kiedy trenujemy w parku miejskim (bo chcę poćwiczyć w nowym miejscu i w rozproszeniach) - wtedy jest bez smyczy, ale po pierwsze: tak zafiksowana na pracę, że świata nie widzi, po drugie: jak tylko się ktoś pojawia na przysłowiowym horyzoncie to przechodzimy do ćwiczenia na smyczy - ostrożności nigdy za wiele. Nic tak nie wkurza jak w takiej sytuacji podbiega pies bez smyczy. Albo jakiś amator szkolenia, co to zaczyna zasypywać pytaniami, nie zważając że mam psa w trybie pracy ...
  16. Ja się obiema rękami i nogami podpisuję pod szkółkami prowadzonymi przez osoby z doświadczeniem i osiągnięciami w sporcie, czyli w tym przypadku: Magda Łęczycka. Nawet jeśli myślisz wyłącznie o przedszkolu i żadne egzaminy czy zawody nie są Ci w głowie, to weź pod uwagę, że sport jest dużo trudniejszy niż podstawowe posłuszeństwo czy socjal. Wymaga większej wiedzy, doświadczenia i wyczucia. Więc obrazowo: jak ktoś umie coś trudnego, to z łatwym tym łatwiej sobie poradzi :) To co pisze powyżej Psiemyślenia jest bardzo trafne. Takie podejście szkoleniowca procentuje w późniejszym życiu psa i jego właściciela.
  17. Zgadzam się się z Beatrx: Agnieszka Boczula lub Jamor.
  18. Sorry, nie zauważyłam że ten wątek jest z października :P Może innym się przyda ;)
  19. Socjalizacja - bardzo ważna! Ja i moi znajomi, z uwagi na kwarantannę praktykowaliśmy noszenie psa na rekach, w torbie, od pierwszych dni u nas (zwyczajowo 7/8 tydzień życia) byle tylko wyłaził z domu, widział, słuchał, oswajał się ze zgiełkiem ulicznym, klatką schodową, windą, sklepem, samochodami, ludźmi, itp. itd. Teoretycznie w okresie kwarantanny nie ma czegoś takiego jak "bezpieczne miejsca", ale nie należy popadać w skrajności i jakoś to wypośrodkować. Np. pozwolić psu łazić po terenach mniej uczęszczanych przez psy od ok 7 dni po 2-gim szczepieniu. Piszę "NP." bo każdy Cyryl ma swoje metody i nie roszczę sobie monopolu na rację ;) Socjalizacja z psami - po zakończeniu kwarantanny. Kontakt - wyłącznie ze znanymi Ci, zrównowazonymi psami. Jeśli nie znasz - najpierw podejdź i porozmawiaj z włascicielem, a dopiero potem pozwalaj się psom bawić. Jak diabeł święconej wody unikałabym debili, których psy latają bez smyczy poza wszelką kontrolą, a oni krzyczą z daleka "mój się chce tylko pobawić". Takie zachowanie jest nieodpowiedzialne i nie wróży nic dobrego. Co z tego że jego pies nie chce nic zrobić. Twój pies może się przestraszyć i to Ty bedziesz miała później problemy, np. agresji na wszystko co się rusza. Mimo wszystko, taka socjalizacja z psami jest b. wazna i nie możesz jej zaniedbać pod pretekstem że żaden pies z okolicy się nie nadaje. Wyprowadzanie psa na toaletę w czasie kwarantanny - osobiście polecam trawniki z tabliczką "zakaz wyprowadzania psów" - pod warunkiem że ów zakaz jest przestrzegany, takie trawniki nie są pryskane (osobiśćie boję się tych przy dużych stacjach benzynowych, ale być może to moja fobia) i masz ze sobą "sprzęt" do posprzątania po psie. Wleźć na "zakaz wyprowadznia" i nie posprzatać kupy - uważam za szczyt chamstwa. Gryzonie i małe dziecko - zasada jest prosta - nigdy nie zostawiasz sam na sam z psem. Dziecko uczysz zasad bezpieczeństwa i poszanowania psa (nie przeszkadzać gdy je i śpi, nie szarpać za uszy, ogon, nie wkładać palców do oczu, nie zabierać jedzenia ani zabawek, nie nachylać się nad psem, nie wymachiwać łapami i nie uciekać przed psem) Obroża VS szelki - obroża. Szelki służą do ciągnięcia. Są stworzone do pracy i mają taką budowę aby psu było w nich wygodnie ciągnąć (zaprzęgi, trening obrony). Porządne szelki, bo to co wisi w sklepach zoologicznych to jakaś farsa i nie nadaje się do niczego. Pchły / kleszcze / odrobaczanie / szczepienia - są konieczne, ale pamiętaj, że to wszystko są trucizny, a szczenię to mały, słaby organizm, który się dopiero rozwija Idź do dobrego weta, niech Ci ułozy sensowny program co / kiedy / w jakiej kolejności / w jakich dawkach i jakimi preparatami. Aby niczego nie zaniedbać ale z 2-giej strony - aby nie "przedobrzyć". Ze swojej strony polecam także profilaktyczne badania: krew, mocz, kał - 2 x w roku lub minimum raz. Karmienie i suplementacja - ważny temat, aż się dziwię że nie był poruszony. Proponuję zabrać worek karmy do weta albo wydrukować dokładny skład z netu. Spytaj czy karma którą wybrałaś jest OK i czy zawartość wapnia jest wystarczająca, czy należy suplementować, zwłaszcza w okresie wymiany zebów. Przy czym odradzam Canvit - tanie g... które się w ogóle nie przyswaja. Karmy - raczej z internetu. W zoologikach rzadko kiedy można znaleźć coś sensownego. W marketach - tym bardziej. Poczytaj sobie o karmach holistycznych. Z doświadczenia znajomych: Wolfsblut, Taste of the Wild. Także Happy Dog z tej najdroższej linii (ta w której jest np. Toscana). Również Trainer. Ludzie chwalą także Britt Care, Acanę, Nutra Gold. Przy czym - pamiętaj że potrzebujesz karmy dla szczeniaka. My karmimy Hillsem Z/D ale to z musu, a nie z wyboru. Skład totalnie nie powala. Pierwsza kąpiel - psa się kąpie kiedy jest brudny :) Ew. przed wystawą. Ja nie kąpałam nigdy. Nie licząc tego jak się "taplała" w jeziorze. Mój pies jest czysty, dostaje dobrą karmę, nie czuć od niego psem, wręcz ładnie pachnie. Nie widzę potrzeby kąpania dla idei. Chyba że jest ewidentnie brudny, co się niekiedy zdarza po przywiezieniu z hodowli. Jesli tak - pamiętaj aby dobrze wysechł, bo inaczej się przeziębi. Może lepiej wilgotna szmatka zamiast kąpieli. Chipowanie / adresówka - jedno i drugie. Chipowanie jest trwalsze (adresówka może się zerwać, jeśli ktoś ukradnie psa to pierwsze co zrobi to ja wyrzuci) , ale trzeba się wysilić aby odczytać chipa (jechać do wet. który ma czytnik). Adresówka jest konieczna dla szybkiego kontaktu z Tobą - dane są łatwo dostępne (nie każdemu będzie się chciało jechać do weta odczytać chip). Szkolenie - temat rzeka. W Częstochowie nie znam niestety nikogo. Najbliżej to Kraków: Hitt Dog i Bielko Biała: Kyno. Po przeczytaniu posta uważam że szkolenie będzie Ci niezbędne. Dobre szkolenie. O takie nie jest łatwo. Odpuściłabym sobie wszelkie "wesołe łapki" i tym podobne coape. Mam zastrzeżenia co do sposobu kształcenia przez nich instruktorów (za mało praktyki, wątpliwe kompetencje, żenujący obraz pracy na filmikach na youtube). Odpuściłabym sobie wszelkie zadeklarowane "szkoły bez kolców" a także szkoły które słyną z twardej ręki i nagminnego stosowania tychże. Przegięcie w żadną ze stron nie jest dobre (ani nadmiar "pozytywizmu" ani awersja jako podstawowa metoda nauczania). Poszukałabym szkoły, która ma w programie zajęcia z psich sportów (np. obedience, IPO) , a prowadzący mają osiagnięcia w tych dziedzinach. Są to ludzie którzy rozumieją psie popędy. Ty sama musisz być b. konsekwentna , a same zajęcia na placu nie załatwią za Ciebie tematu szkolenia. Na zajęcia chodzisz żeby się dowiedzieć jak samemu pracować z psem i pokazać co wypracowałaś od ostatnich zajęć. Szkolenie rozpocznij od tzw. psiego przedszkola.
  20. Nie da się zdiagnozować psa przez forum. Do tego trzeba go widzieć. Jego wraz z jego wachlarzem zachowań oraz Ciebie i Twoje reakcje na jego zachowania. W przeciwnym razie jest za duże ryzyko popełnienia błędu. Zwłaszcza że przyczyn może być mnóstwo (geny, braki w socjalizacji, błędy w wychowaniu, neurologiczne, itd.) Z tego co piszesz, jesteś bardzo zaangażowaną osobą i poświęcasz psu duzo czasu i miłości - to SUPER!, ale: ad 2 oraz wszystko co wyczytałaś na temat teorii dominacji - odpuść i nie stosuj. Teoria dominacji w tym "mądrości" Fishera już dawno zostały obalone. Pies to nie wilk. Pies nie tworzy z człowiekiem stada. W ogóle udomowiony pies nie tworzy struktur stadnych, analogicznych do wilków. Jeśli jakikolwiek behawiorysta przekonywał Cię do teorii dominacji, to się myli. Niestety nie pamietam konkretnych artykułów, ale na pewno uda Ci się wygooglować. W wychowaniu psa podstawa to czytelne sygnały: co jest OK, a czego nie akceptujesz. Przy czym nie mam na myśli ani bicia ani szarpania (tego się nie robi). Czy kiedykolwiek pokazałaś swojemu psu, że nie akceptujesz zachowania w postaci gryzienia? Jeśli tak to jak? Z jakiego miasta jesteś? Może udałoby się polecić Ci jakiegoś DOBREGO fachowca (niestety o to trudno w Polsce). Życzę wytrwałości i 3mam kciuki!
  21. Sowa, zwracam honor - jest dokładnie tak jak piszesz. Przemyślałam co napisałaś, poszukałam przykładów w swojej głowie (co prawda nie z zostawioną miską, tylko innych, ale mechanizm ten sam) i masz rację ! I wróciłam specjalnie żeby o tym napisać, bo to nieładnie nie umieć się przyznać do swoich błędów :)
  22. Smutne, bo dziedzina jest fascynująca i to bez dwóch zdań. Dużo ludzi naprawdę chce dobrze dla swoich psów i potem lądują u takich instruktorów / behawiorystów, no i klops. Ja miałam to szczęście, że mój pierwszy trener mi to bardzo dokładnie wytłumaczył. Aktualny jest praktykiem z 20-letnim stażem, a ja przyjeżdżam do niego ze 3 lata jak nie dłużej. Niedaleko domu mam kolegę - behawiorystę, którego osobiście uważam za dobrego. Sama nie zabieram się za szkolenie cudzych psów, bo oni, jak również różne przypadki psów, które przez ten czas widziałam, nauczyli mnie POKORY. Bellis_perennis - dziękuję za podrzucenie nazwiska dr Márta Gácsi. Z przyjemnością się zapoznam na użytek własny.
  23. Acha, a psie sporty to i dla psa i dla jego człowieka świetny FUN. Tylko to tez musiałoby byc prowadzone z głową.
  24. Gratuluję sukcesów! Małymi kroczkami i do przodu :) Ale profesjonalne szkolenie jednak bym polecała. W szkoleniu psa jest kupa niuansów, jak choćby właściwy timing, b. przydatne ćwiczenie kontaktu, warunkowanie, komenda zwalniająca, itp. itd. generalnie chodzi o czytelne sygnały. Mimo szczerych chęci - samemu łatwo się pogubić. Ty jesteś może z Wrocławia albo z Bielska Białej? Bo jak tak, to mogę polecić szkolenia. Sensowne i dobre dla psa i dla jego psychiki. Wesołą Łapkę odradzam ze wszechmiar. Na filmikach z YT prezentują fatalny obraz pracy (bałagan, słaba dokładność, fatalny timing, nikła czytelność dla psa, szkolą ludzie bez kwalifikacji (nie wchodząc w szczegóły) i tylko się ośmieszysz przed Narzeczonym bo nie będzie efektów, więc wyjdzie że to on miał rację. Z klatką spróbuj zrobic tak: przysmak w lewej dłoni, smycz w prawej. Jesteś w pewnej odległości od klatki. Ręka z żarciem przy psim nosie. Komenda "idziemy". Ruszasz pewnym krokiem. Żarciem naprowadzasz psa żeby trzymał pozycję przy Twojej nodze. Pies rusza - mówisz "super". Po kilku krokach stajesz. Jeszcze raz "super". Pies natychmiast po tym dostaje żarcie. Wyciągasz kolejne. powtarzasz sekwenecję. Zbliżasz się do klatki, aż w końcu do niej wchodzisz. Natychmiast po wejściu do klatki: "suuuuuperrr!!" i kilka kawałków żarcia jeden po drugim. Patent z miską czekającą w chacie - raczej niezbyt, bo "nagroda" jest za bardzo odroczona w czasie. Wzmocnienie musi przyjść natychmiast. tak działa pies :) Kilka praktycznych uwag: wierzysz w to że się uda i masz pozytywne nastawienie. Idziesz pewnym krokiem. Za hasłem "super" musi płynąć autentyczna radość (ale broń boże wybuch ekscytacji). Pies "czyta" emocje i wykorzystuje zawahanie. Mówisz do psa wyłącznie pojedyncze słowa - żadnego słowotoku. Co do neutralizowania lęku o który pytałaś bliżej początku wątku. Jest kilka patentów polegających na przekierowaniu uwagi psa, wykorzystaniu żarcia , przy czym dość trudno to opisac na forum, ja nie mam gwarancji że załapiesz i łatwo skopać, w ten sposób że niechcący wzmocnisz zachowanie lękowe. Naprawdę warto, żeby Wami doświadczony szkoleniowiec pokierował. Taki ktory będzie autorytetem dla Twojego Narzeczonego :)
  25. Nie ma reguły po jakim czasie - każdy pies jest inny. A czy przy zostawieniu psa samego w pokoju też wyje?
×
×
  • Create New...