-
Posts
520 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Furie
-
Tak, tak, Spike, reperuj dalej swoje ego czepiając się słówek, skrótów myślowych i formułując tezy, w oparciu o czytanie bez zrozumienia i własne nadinterpretacje :D Jak Ci lepiej, to się cieszę, tymczasem odmeldowuję się, życząc wszystkim dobrej nocy.
-
Jak widać na załączonym obrazku, rzeczony "pan Heniek z drugiego piętra" często- gęsto może się wykazać większym wyczuciem i zrozumieniem tematu. Nie sądzę czy znajdzie się jakikolwiek wyrok sądu (miarodajnej instancji), w temacie zaskarżenia mandatu za wyprowadzanie psa bez smyczy, bo sprawa jest tak prozaiczna, że człowiek który by się na to szarpnął, musiałby być idiotą z nadmiarem wolnego czasu i piekielnie nudnym życiem. Zwłaszcza że szanse wygrania, w obliczu istniejących przepisów są marne, a koszty procesu oraz ewentualnego zastępstwa procesowego (jeśli prawnicy np. SM wykażą się refleksem) obciążają stronę przegraną. No ale, ale, masz wolną niszę - możesz się wykazać :D Tak, nie ma jak z psa w m-cu publicznym oraz czytelnych, choć faktycznie upierdliwych przepisów przejść na fotoradary :D CV, referencji, w tym powiązań z prawem nie mam zamiaru przytaczać na publicznym forum, poświęconym psom, także MASZ RACJĘ (!), nie uznawaj mnie ani żadnego innego Dogomaniaka, który nie podziela Twoich poglądów za autorytet. Btw, piszę do szerokiego i bliżej nieznanego mi gremium, więc staram się używać sformułowań zrozumiałych przez ogół, z resztą pozycja poparta praktyką, w dzisiejszych czasach znaczy dużo więcej aniżeli milion kursików dla ekonomistów i gęba wypchana fachową nomenklaturą. Zajęcia, masz rację, opuszczałam regularnie, jako szczęśliwy posiadacz indywidualnego toku nauczania (a za darmo tego nie rozdają). Co do zatrudniania, a wiesz, że regularnie pytają nas o zdanie? W sprawach, potencjalnie dla nas interesujących, przez pryzmat prowadzonej działalności. Co, nie mówili na kursiku z prawa dla ekonomistów jak to działa w realu? ---- Akirka86, wg mnie, przepisy miejscowe właśnie doprecyzowują, mówiąc że smycz JEST narzędziem / sposobem sprawowania kontroli. A tym samym odwoływalność na komendę nie mieści się w tej definicji (co owszem, może być podyktowane brakami w wiedzy urzędników, ale również innymi czynnikami). Natomiast Ty, jako osoba której to dotyczy, poczytuje to za dodatkowy obowiązek. To normalne, zwłaszcza że jak czytam np. rozporządzenia KE, potem naszą krajową ustawę, a potem wydane w ślad za nią rozporządzenia, to moje subiektywne odczucia są takie same - im niższy akt, tym bardziej upierdliwy ;) Ukłon w stronę tych strażników miejskich, którzy podchodzą do tego na tyle liberalnie i zdroworozsądkowo, jak to opisała Emkacf. Tudzież urzędników, którzy być może w swojej gminie klepnęli mniej upierdliwą uchwałę.
-
Osobiście nie znam, więc na temat samej szkoły się nie wypowiem, jednak: - we Wrocławiu, z regularnych szkółek, dobre opinie ma Agility de Luks - na mnie, jako IPO-wcu szkolenie policyjne nie robi wrażenia - znajomi z Wrocka, a trochę ich mam, którzy są zainteresowani pracą z pozorantem (pod zawody i rekreacyjną), nie korzystają z żadnego miejscowego pozoranta - jak już przy innych szkółkach, to definitywnie nie polecam szkoły Doberman ani szkoły Michała Wierzby ani innych stricte pozytywistycznych szkółek.
-
Za to Pan, Panie kochany, uzbrój się z łaski swojej w pokorę, a ironię odwieś na haczyk, bo daleko Pan na niej jak widać nie zajedziesz. A pies, jako zwierzę udomowione, niech sobie szczeka, ale wyłącznie wtedy kiedy jest ku temu realny powód, a realny powód ma m-ce wtedy, kiedy przewodnik rzeczone szczekanie uznaje za stosowne. Szczekanie na telewizor, podczas gdy przewodnika to irytuje = zachowanie niepożądane i nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii, tzn. metodologia pracy nie odbiega od niwelowania każdego innego zachowania niepożądanego (o tym jest chyba połowa forum i do tego odwołuje się "praca u podstaw"). A że pies nie ma problemów z posłuszeństwem, a przewodnik zdaje się drwić z zamieszczanych sugestii, to ja tym bardziej nie wiem w czym problem. Pozostaje życzyć powodzenia i do dzieła :D Natomiast "praca u podstaw" , rozwijając ten enigmatyczny skrót myślowy, oznacza "wiedzę tajemną" z zakresu czytelnej komunikacji z psem, w tym choćby wzmacniania zachowań pożądanych i niwelowania przeciwnych. A prościej: jak mówić, aby pies zrozumiał człowieka nie znając polskiego oraz jak zrozumieć psa nie znając psiego. I sorka, ale w 1 poście trochę trudno to streścić. Książkę by można o tym napisać, niejedna z resztą powstała. Dlatego: "Zwykły Niezwykły Przyjaciel" autorstwa Pani Zofii Mrzewińskiej + choćby kilka lekcji indywidualnych w sensownej psiej szkółce (z naciskiem na "sensownej", bo chłamu szkoleniowego na pęczki w naszym pięknym kraju).
-
Od razu zaznaczam, że nie jestem z Kielc i nie znam osobiście tamtejszych szkoleniowców. 1 kojarzę, ale o tym zaraz. Wrzuciłam w google, przejrzałam kilka www. To nie będzie porada idź tam a tam i na pewno będzie super, tylko raczej parę wskazówek i moich subiektywnych uwag. Może okażą się pomocne, a może inne osoby podepną się pod temat i Ci lepiej doradzą. Więc tak: 1) definitywnie NIE polecam Ci Zaklinaczki Psów (jednocześnie ma hodowlę bulterierów). Totalny brak zrozumienia mowy ciała psa i wysyłanych sygnałów uspokajających, pranie psów z popędów i źle stosowana awersja (piszę to jako osoba używająca awersji, a nie żaden pozytywistyczny oszołom), karygodne błędy typu najście frontalne, z jednoczesnym pochyleniem się nad głową psa, tarmoszenie za fafle, nie używanie smakołyków w myśl jakiejś chorej teoryjki i generalnie ideologia przecząca współczesnym teoriom motywacji i uczenia się psa. Do tego psychologiczne pranie mózgu kursantów. Znam ją z perspektywy facebooka gdzie kiedyś ochoczo (ze znajomymi i nieznajomymi) komentowaliśmy (merytorycznie i na argumenty) zamieszczane przez nią filmiki i zdjęcia z zajęć. Do czasu aż wyłączyła opcję dodawania komentarzy i opinii przez osoby nie będące w gronie znajomych. 2) Idealny Pies - na plus jest to, że oferuje elementy zajęć sportowych (z drugiej strony Rally-O to pic na wodę) i wspomina że sama startuje w zawodach z posłuszeńśtwa, jednak nie ma ani wyników, ani fotek na których można cokolwiek ocenić. Jednocześnie dużym minusem jest to, że jej edukacja wymieniona z nazwy to kursy Alterii i Coape (pozytywistyczne kliku-kliku a efektu ni hu hu). Moim zdaniem - zbyt pozytywistycznie i osoba, która wkręciła się w ten nurt nie ma elementarnego rozumienia jak działa pies. Jak jest dobrze to jest dobrze, a jak się zaczynają schody, to mogą co najwyżej urosnąć. Ale podkreślam, że nie znam osoby, to mogę nie wiedzieć wszystkiego. 3) Mirela Nowak szkoleniepsow.dzs.pl - z 3 wymienionych wygląda najbardziej sensownie. Pracuje wykorzystując żarełko i zabawki, rozwija popęd łupu - to duży plus. Oferta obejmuje szkolenia pod regulaminy związkowe - to kolejny plus. Jest asystentem prób pracy psów towarzyszących - to może dobrze rokować. Nie wiem natomiast jak rozumieć "terminarz szkoleń - wstrzymane do odwołania". I nie wiem jak z efektami, zdawalnością egzaminów oraz rozwiązywaniem problemów życia codziennego. W końcu nie o to chodzi, żeby pies ładnie chodził wyłącznie podczas sesji szkoleniowej. Wiadome, że dużo zależy od przewodnika. Tak czy inaczej, oferta i kompetencje prowadzącej rokują najlepiej ze wszystkich wymienionych. I choćby po fotkach widać, że pracuje z owczarkami ;)
-
No cóż ... Sejmowa komisja i sztab ich prawników jako wyznacznik wiedzy i autorytetu - ja wysiadam ... Sorka, ale gdyby faktycznie tak było, nie byłoby tylu bubli prawnych. Takie powiedzonko mi się w tej kwestii nasuwa: "kto idzie do polityki? Ktoś kto się nie nadaje do biznesu." :D Choć wiadome, chlubne wyjątki się zdarzają. I te chlubne-inaczej, tj.aż za bystre, co to ciągną więcej srok za ogon, też. Osobiście, darowałabym sobie "wycieczki" typu "dogomaniackie grono ekspertów". Z tej prostej przyczyny, że znamy się wyłącznie przez pryzmat postów o psach, nie wiemy z kim tak naprawdę "tańczymy" (a czasem można by się nieźle zdziwić), więc moim skromnym zdaniem, takie oceny pod adresem obcych ludzi nie świadczą zbyt dobrze o oceniającym. Dla mnie przepisy nt wyprowadzania psów są czytelne, spójne i nigdzie nie widzę kolizji prawnej. Akt nadrzędny czyli ustawa określa obowiązek zachowania kontroli i oznakowania, nie precyzując definicji kontroli i tym samym pozostawiając to przepisom prawa miejscowego. Więc stworzenie definicji, np. w postaci smyczy można nazwać co najwyżej upierdliwym, ale nie niezgodnym. A psiarzom pozostaje decydować we własnym zakresie, czy prawa będą przestrzegać, czy też nie. Proste jak budowa cepa. Odwołanie do podstawy prawnej- ma rację bytu, ale wyłącznie w aktach niższego rzędu do aktów wyższego. Na odwrót się nie da, choćby z tej prostej przyczyny że akt wyższego rzędu powstaje wcześniej, PRZED aktem niższego rzędu. Co najwyżej akt wyższego rzędu może zawierać zapis typu "sprawy te i tamte powierza się do rozstrzygnięcia przez ..., w formie ... "
-
No dokładnie. Radiesteta, przed Tobą praca u podstaw. A tego się nie da streścić w 1 poście. Moja propozycja to zacząć od lektury, np. "Zwykły niezwykły przyjaciel" Pani Zofii Mrzewińskiej i udać się na kurs podstawowego posłuszeństwa, gdzie pokażą Ci podstawy komunikacji z psem oraz rzeczonego korygowania zachowań niepożądanych i wzmacniania tych prawidłowych.
-
Jaki pies dla osoby mieszkającej we Włoszech :)
Furie replied to fredi123's topic in Wszystko o psach
A czemu zaraz szpile? Ot, głos realistki (przychylam się z resztą). Ja osobiście lubię tego typu uwagi i biorę za dobrą monetę, bo motywują do dalszej, wytężonej pracy i uczą pokory. Co nie przekreśla prawa do cieszenia się z każdego, najmniejszego sukcesu. -
Ja bym do pytania o stabilną sytuację finansową dorzuciła jeszcze: ile jesteś w stanie miesiąc w miesiąc wydawać na psa oraz o ile więcej jesteś w stanie wydawać miesiąc w miesiąc, kiedy okaże się, że jest przewlekle chory. Tak, dokładnie: podaj kwotę jaka Ci zostaje po zapł. rachunków. Czy wiesz ile kosztuje karma, szczepienia, odrobaczanie, odkleszczanie, szkolenie (gdyby okazało się potrzebne) itp., itd. Czy będzie Cię stać? Można nie zarabiać kokosów, ale umieć racjonalnie gospodarować, zrezygnować z czegoś dla siebie żeby kupić psu. Tak samo jak można być bogatym, a skąpym i głupim. Także moim zdaniem pytania o konkrety (analogicznie w kwestii czasu jaki się może poświęcić psu oraz planów na wakacje) są OK, bo samego chętnego skłaniają do głębszej refleksji, czy aby na pewno podoła. Co do metrażu - ważniejsza jest ilość i jakość czasu poświęcicie psu / psom. A w obrębie mieszkania - czy na tych 34, czy nawet 15 m2 jesteście w stanie wygospodarować m-ce, gdzie pies będzie miał spokój, wygodę (w sensie m-ce na wyciągnięcie się) i będzie się czuł bezpiecznie. Jeśli tak - wara od metrażu. Jeśli nie - sorry, np. legowisko tuż pod telewizorem, grzejnikiem, wiecznie otwartym oknem, w przejściu, itp., itd. to nie jest najlepsza opcja. Idąc dalej tym tropem - czy zważywszy na mały metraż i zapewne mało pomieszczeń, macie możliwość odizolować psa / -y od przedmiotów domowego uzytku / kabli, środków czystości, drobnych przedmiotów, etc., jakby się okazało, że któryś niszczy i zjada? Macie na to jakiś plan, czy dopiero jak się pojawi problem to zaczniecie go szukać? Zaświadczenie właściciela o zgodzie na trzymanie psa / -ów - w przypadku adopcji, moim zdaniem uzasadnione. Podsumowując - tak, pytania ze strony schroniska są uzasadnione. Natomiast forma, w jakiej nam to przedstawiłaś (co nie uważam za jednoznaczne, że tak właśnie musiało być) - karygodna. Z 2 strony - ta recepcjonistka może to widzieć i oceniać zupełnie inaczej. Może wcale nie była złośliwą "prukwą", tylko raczej doświadczoną kobietą, której się w głowie czerwona lampka zapaliła. A to Ty masz problem, że nie widzisz gdzie i dlaczego i jeszcze wszystko bierzesz zbyt do siebie i emocjonalnie. Mnie szczerze mówiąc po przeczytaniu całego posta też się zapaliła taka lampka. Miłości i chęci do uratowania pieska Wam nie ujmuję, tylko raczej czy aby na pewno wszystko sobie dobrze przemyśleliście oraz czy jest to dobry czas i miejsce na taką decyzję. Oczywiście nie znam Was i mogę się mylić. Ale prosiłaś o opinię, to Ci szczerze piszę. Być może tej babce z recepcji tak jak mi coś nie przypasowało. A poza tym to może być test - na ile Wam zależy. Jeśli procedura adopcyjna albo nieoczekiwany zwrot akcji to dla Was ból i problem, to co to będzie, jak się zaczną prawdziwe problemy ...
-
1) Może być za wcześnie, tzn. pies mógł sobie jeszcze nie wykształcić skojarzenia że palec oznacza usiądź. Że dalej jest na etapie "naprowadzania". I nie rozumie czego Ty od niego chcesz. 2) Może być tak, jak sugeruje Monieq, że Ty nie wydajesz komendy optycznej, tylko właśnie - machasz rękami, a przy tym wykonujesz inne zbędne ruchy, które zachęcają psa do gryzienia. 3) Może być tak, że dla małego, ruchliwego szczeniaczka to co robicie jest najzwyczajniej nudne, bo na przykład za długo trwa, jest zbyt monotonnie, etc. Czy gest wykonywany ręką ze smakołykiem i bez smakołyka jest dokładnie identyczny? Tzn. czy jak trzymasz w ręku smakołyk, to też "pokazujesz komendę palcem"? Trudno powiedzieć, gdzie konkretnie robisz błąd, kiedy się Ciebie nie widzi. Można strzelać, a nie trafić ;) Spróbuj sobie poszukać jakieś sensowne filmiki z nauki szczeniaków. I dobrze by było, gdyby ktoś mógł Ci to pokazać na żywo. Jakiś sensowny psiarz z okolicy, a może jakaś lekcja w psiej szkółce?
-
Spoko, każdy pies to nowe wyzwanie ;) Polecam Ci jeszcze "Zwykłego niezwykłego przyjaciela" Pani Zofii Mrzewińskiej, jeśli jeszcze nie czytałaś. Świetny niezbędnik, bardzo przystępnie napisany i niedrogi. Dostępny w księgarniach internetowych.
-
Jeśli masz konto na facebooku, zerknij na grupę Seminaria& Zawody. I jak znajdziesz kogoś w okolicy, możesz wrzucić pytanie na Dogo czy ktoś zna i jakie opinie, bo nie zawsze i nie każdy kto się bierze za szkolenie jest OK.
-
Ja tak :) Hessa - wysłałam Ci PW, bo nie chciałam za mocno off-topować, ale że wątek idzie w stronę użytkowego, to OK. Też się podpinam pod pytanie Martuchny, przy czym Furiat zostaje przy sportowym. Użytkowe potrzebuję dla innej psicy, bo u niej to będzie najlepsza opcja. Górny - niezależnie czy średni czy OK - i tak chętnie bym przeczytała, jako jedną z kilku pozycji, dla szerszych horyzontów.
-
No to super!! Gratulacje!! :) Oby więcej takich!! Pilnuj, wyłapuj momenty, bądź sprytniejsza, szybsza, przewiduj, postaraj się za wszelką cenę nie dopuścić do "wpadek" w chacie, pamiętając o tym, co Ci wcześniej napisałam, że każda wpadka to krok w tył, bo psu się utrwala że robienie w chacie to norma. Acha, na spacerze nie spuszczałabym psów luzem aby się załatwiły, bo z tego co piszesz, wówczas mała ma w głowie zaczepianie Barko a nie skupienie się na tym, na czym powinna. Może byłoby Wam łatwiej, gdyby oba były na smyczy i każde z Was zaprowadziło każdego psa w swój ustronny kącik na trawce. A dopiero po tym zabawa. Ja moja nauczyłam tak, że dopóki się nei załatwi, nie ma zabawy. Zaczęłam od tego, że w czasie jej załatwiania się powtarzałam "kupa! super! kupa! super! kupa! super!". A zaraz jak skończyła wyciągałam zabawkę lub żarcie. Za każdym razem, do znudzenia. Teraz wystarczy że w porach w których się załatwia mówię "kupa!" Pokręci się może z minutę, dwie i robi :) Żarcie i spacery mamy o stałych porach. Czemu podwarkuje - tego przez neta nie dam rady stwierdzić, bo jej nie widzę. Być może ma taki styl zabawy, jednak mi się nie podobaja zabawy, w których 1 z psów jest stratny albo jakkolwiek poszkodowany.
-
Shit, nie zauważyłam że pod tym linkiem co wkleiłam "produkt niedostępny" :-/ Dzięki za czujność. Oj, to muszę zacząć szukać, zwłaszcza że "zaraz" będę potrzebować, a ja z tych co to jak potrzebuje to musi mieć ;) Tak więc gdyby ktoś, coś, np. chciał odsprzedać - proszę o info na PW i sorry za off-top.
-
Jeśli nie była karcona, nie boi się własnego cienia, nie przewieźliście jej z wioski do miasta w "tłum" zapachów, to może kwestia dłuższej fazy luz-po-zabawie (lub trochę krótszej zabawy, jeśli jesteś ograniczona czasem), kiedy to zaprowadzisz ją w takie m-ce gdzie może się załatwić, może Barko ostentacyjnie chwalcie i nagradzajcie za załatwianie się. Piszę "może" bo jakoś nie miałam takich problemów. Domyślam się, że nie masz możliwości zwiększenia częstotliwości spacerów i wyczajenia o której godzinie mniej więcej ona się załatwia (czy to jest zaraz po Waszym wyjściu, jakoś w połowie, czy blisko powrotu do domu), bo pewnie się wszyscy rozchodzicie do szkoły / pracy, itd.? A może miałabyś możliwość ją nagrać (np. tabletem, czy jakąś kamerką). Albo w weekend udałoby Ci się przyuważyć? Na pewno najlepiej jest zapobiegać / uniemożliwiać, a więc "wyczajać" te momenty kiedy zbliża się ten czas i wyprowadzać na dwór i tkwić tam do skutku, aby w ten sposób się nauczyła, że robi się na dworze a nie w domu. Im więcej razy pies powtarza daną czynność, tym mocniej mu się ona utrwala. W Waszym przypadku - im więcej razy narobi w domu, tym bardziej normalne to się dla niej staje i tym trudniej będzie oduczyć. Dom, tzn. te m-ca gdzie brudzi należy dokładnie sprzatać, najlepiej czymś co wywabia zapachy.
-
Do tropienia polecaną pozycją jest : Nowoczesne szkolenie psów tropiących B. Górny Jeszcze nie czytałam, ale zapewne niebawem sięgnę. Niezbędnikiem każdego psiarza jest: Zwykły Niezwykły Przyjaciel Z. Mrzewińska Czytałam i polecam. Warto przeczytać zanim zabierzesz się za szkolenie. A co do reanimacji trupa, a więc ostatniej części tej dyskusji to powiem tak: - jeśli borderek poszedł na kurs pt. nauka sztuczek i je opanował, to znaczy że pies bystry i trener jak najbardziej kompetentny, skoro nauczył psa a pies przyswoił to, co było przedmiotem kursu - jeśli borderek sika w chacie, wyje i jeszcze inne historie, to znaczy że przewodnik i reszta domowników zawalili wychowanie i socjal - jeśli miesza się naukę sztuczek z nauką czystości, to znaczy że się nie ma elementarnej wiedzy i zrozumienia tematu - jeśli się nic nie wyniosło z książki z poradami autorytetu, tzn. że się nie umie czytać ze zrozumieniem, wykonywać tego co się przeczytało, tudzież jedno i drugie - przytoczone gdzieś tu niedawno psy policyjne nie są dla mnie ani dla żadnego rozgarniętego IPO-wca żadnym wzorcem do naśladowania, by nie powiedzieć, są anty-przykładem - sędziowie i zawodnicy w tzw. kuluarach nie spoufalają się z nazwijmy to delikatnie gawiedzią, co to później chodzi i androny klepie - tzn. teraz, bo jak było 20 lat temu - nie wiem bo popierdzielałam z plecaczkiem do ogólniaka - po i w trakcie imprez kynologicznych tudzież treningów nie nadużywa się alkoholu, gdyż to źle wpływa na formę dnia następnego, a nie po to płacimy kasę, żeby niedomagać- tzn. teraz, bo jak było 20 lat temu - j.w. - posiadacze agresywnych psów szybciej się szczycą tym, że ćwiczyli socjal i ich pies się NIE ciska mimo że jest agresywny z urodzenia (geny); nikt normalny się nie przyzna, że ich pies kogoś pogryzł, bo sam by sobie strzelił w kolano, że jest nieogarem i go pies zaskoczył / przerósł - tzn. teraz, bo jak było 20 lat temu - j.w. + w kręgach w których się obracam, a za debili nic nie poradzę, ani ja, ani środowisko, a ci się zawsze gdzieś tam znajdą. Nadmienię, że moja agresywna, bo przecież trenowana do IPO suka w minioną sobotę zaliczyła spacer po mieście a tam 2 imprezy typu koncert, scena, jazgot i wuchta ludzi, w tym biegających i piszczących dzieci oraz luźno wałęsających się pieseczków. A w niedzielę byłyśmy z kumpelami na rybach na pomoście. A potem na wiejskich plotach na ławeczce. I nawet auta obok przejeżdżały. A tu duuuupa - ofiar brak :D
-
Oj, ciężko tak przez neta poradzić, nie widząc ani psa, ani Ciebie - jak z nim pracujesz, jakie błędy popełniasz (a nawet nie zdajesz sobie sprawy). W takiej pracy liczy się refleks i korzystanie z kilku metod w różnej kolejności, zależnie od konkretnej sytuacji i reakcji psa. Więc rozumiesz, czemu przez neta ciężko. Spróbuję. 1. Spraw sobie książkę Pani Zofii Mrzewińskiej "Zwykły Niezwykły Przyjaciel" - dostępna on-line za ok 15 zł. To nie jest porada na zbycie Cię, tylko za małe pieniądze dostaniesz porcję fachowej wiedzy, przystępnie podanej, łatwiej Ci będzie zrozumieć jak działa pies, a tym samym łatwiej Ci będzie działać i rozumieć w praktyce to co napisałam na początku i jak działa pies. W necie jest też trochę bezpłatnych artykułów, pewnie Jowita się tu zaraz zjawi i podlinkuje watek w którym je zebrała. To nie jest instrukcja od A do Z jak załatwić Twoje problemy, tylko raczej wiedza ogólna, fundament + wiele praktycznych porad, również w tematach, które Cię interesują. 2. Ciagnięcie na smyczy - to co robisz do niczego Was nie doprowadzi. Pies nawet jeśli się przestanie jarać, to wyłącznie na moment jak robi siad / waruj, a potem znowu to samo. Ja robię tak: za wleczenie zawsze jest korekta - krótkie, zdecydowane pociągnięcie. Smycz mocno w garści, ręka jakby wmurowana i idziemy. Tam gdzie ja chcę, a nie tam gdzie pies próbuje. Jak tylko zluzuje - zaraz "super!" i żarcie. Do tego ćwiczenia: 1) puszczam psa przodem (na smyczy), ułamek sekundy zanim zacznie smycz napinać - przywołuję, zachęcam głosem, za podejście chwalę i nagradzam żarciem. Jak nie chce podejść - pomagam sobie smyczą. Musi podejść, bo wołam, więc basta. Stosuję kontrasty: nie słuchasz - jest niefajnie, słuchasz - jest super. 2) Smycz do prawej (krótko ale luźno), żarcie do lewej. Pies blisko przy nodze. Naprowadzasz żarciem na właściwą pozycję przy nodze, nos psa w żarciu. Kilka kroków - "super!" - pies dostaje. Kolejny kawałek żarcia, kilka kroków - super - żarcie. Kilka powtórzeń + komenda zwalniająca typu "biegaj" (puszczasz psa do przodu, nie wymagasz; dalej na smyczy). 3) Zmieniasz kierunki marszu. Chwalisz, nagradzasz ładne podążanie za Tobą. 4) To samo co w punkt 2 tylko z wykończeniem siadem. Czyli idziesz kilka kroków - siad - naprowadzenie ręką z żarciem - super - żarcie. Właściwa kolejność - jak podałam - bardzo ważna. Pkt 4 będzie przydatny do nauki spokojnego podchodzenia do "obiektów" do których pies ciągnie. Za wyrywanie do przodu - korekta. 3. Socjal z ludźmi - ja to robię na żarcie, ludzie - pomocnicy mają żarcie i je dają psu, bez pochylania się nad nim, bez głaskania, piszczenia i machania łapami. To czy pomocnik podchodzi od razu (i staje w odległości 2 - 3 metry żeby to pies wykonał ten decydujący krok by dosięgnąć żarcie), czy stopniowo coraz bliżej i zatrzymanie aby pies oswoił się z sytuacją - tego Ci przez neta nie poradzę, bo to zalezy od reakcji psa. Widziałam i takiego i takiego. Ważne, żeby osoby - pomocnicy absolutnie nie bali się psa, nie zrobili np. mimowolnego kroku w tył. Dla bezpieczeńśtwa kaganiec. Żarcie pokrojone w wieksze kawałki, żeby było wygodnie podawać. Jeśli pies się zaczyna rzucać - korekta i nie zmniejszacie dystansu tylko zatrzymujecie się w takiej odległości jaką pies respektuje, dajesz mu czas aby wyluzował. Możesz mu kazać usiąść, wykonany siad nagrodzić. Sesję musisz zakończyć sukcesem, a więc pies nie dymi i jest rozluźniony. 4. Socjal z psami - stopniowe zmniejszanie odległości - aby pies nauczył się, że bycie kilkanaście, kilka metrów od innego psa nic nie zmienia, bo nic się nie dzieje. Spacery równoległe w bezpiecznej odległości (nauka ładnego chodzenia na smyczy bywa pomocna, a kontrola fizyczna - obligo). Koniecznie dobierać spokojne psy, najlepiej takie które olewają. Zaliczyc kilka, kilkanaście takich spotkań ale bez bezpośredniego kontaktu (obwąchiwanie). Niech się wzmocni, przekona, że nic się nie dzieje. Pod żadnym pozorem nie puszczać na żywioł. O krok dalej możesz iść jak Twój pies akceptuje spacer równoległy w odległości na wyciagnięcie ręki i jest rozluźniony. Kontakt bezpośredni zakońćzony wydymieniem cofa Cię w pracy ileś kroków wstecz. Wpleść w to wszystko możesz skupianie psa na Tobie gdy inny pies jest blisko. Przy kontakcie bezpośrednim - nigdy nie napinaj smyczy. Jeśli coś się dzieje i trzeba interweniować - krótkie, szybkie odciągniecie, przywołanie do siebie, skupienie na sobie - odwrócenie uwagi, odejście na bezpieczną odległość żeby nei doszło do eskalacji. Generalnie, to co napisałam wyżej, na początku - w takich syt. stosuję miks różnych narzędzi, w odpowiedniej kolejności. Jedno co jest pewne: za wydymienie zawsze jest korekta, za spokój albo tzw. czynność zastępczą jest nagroda. Do tego włączam: komunikację głosem (karcenie, pochwała, ostrzeżenie) i pracę na różnych odległościach względem obiektu. I przede wszystkim obserwuję reakcję psa tu i teraz. Nie ma gotowego algorytmu.
-
Innymi słowy przez 5 m-cy nie miał kto jej nauczyć, więc miała czas żeby to sobie utrwalić. Więc cierpliwość, konsekwencja, kilka pytań do analizy własnej i wskazówek (kolejność przypadkowa). Dla mnie grunt to znaleźć przyczynę, zrozumieć psa i stworzyć mu jak najlepsze warunki - w tym przypadku do załatwienia się na dworze. Nie znam psa, warunków w jakich mieszkacie, Ciebie więc strzelam co tam mi przyjdzie do głowy. 1. może zmiana pór karmienia - spróbuj jakkolwiek sprawdzić po jakim czasie od karmienia się załatwia i przestawić pore karmienia, żeby ten czas na qpę przypadał na czas spacerów 2. czy kiedykolwiek, ktokolwiek z domowników nakrzyczał, skarcił, przestraszył psa za to że narobił w domu? - psy w takich sytuacjach mogą unikać załatwiania się przy człowieku 3. czy ona na dworze jest niespokojna, lękliwa ? - może załatwia się w domu, bo tam czuje się bezpiecznie i kiedy Was nie ma, czyli ma totalny spokój 4. czy na spacerze ona ma czas i warunki żeby sobie w spokoju, na długiej luźnej smyczy połazić i poniuchać na trawce w jakimś spokojnym, ustronnym m-cu (gdybym moją zabrała na spacer wypełniony ćwiczeniami i zabawą bez chwili wytchnienia, to też by przyniosła do domu, bo po co tracić czas na załatwianie się, kiedy tyle fajnego się dzieje ;) Natomiast na trawnikach miejskich, gdzie wychodzi dużo innych psów - potrzebuje dużo więcej czasu na znalezienie sobie m-ca niż u nas na wsi / w lesie) 5. czy jej warunki w których żyje teraz mocno się różnią od tych, w których żyje teraz z Tobą (np. znaleziona na wsi, przewieziona do miasta) 6. czy przypadkiem te 2 krótsze spacery to nie jest ten moment, kiedy ona potrzebuje więcej czasu? 7. czy na spacerze ma szansę trochę pobiegać (choćby razem z Tobą na smyczy) - ruch pobudza perystaltykę jelit - zobacz że szczeniaka zawsze wyprowadza się zaraz po zabawie 8. czy masz możliwość aby w czasie spacerów z małą towarzyszył Ci ktoś inny z domowników z tym drugim pieskiem - Barko? Psy też uczą się przez naśladownictwo. 9. za każdą qpę na dworze pieska należy chwalić i nagradzać.
-
A ja zacznę od końca: nie, nie zaszkodzi. Moja aportuje kilka razy dziennie, a aport jest: a) ćwiczeniem regulaminowym - przynoszenie drewnianego koziołka z wykończeniem siadem przede mną (2-3 powtórzenia), :cool1: nagrodą za inne ćwiczenie - wyrzucenie piłki / gryzaka c) luźną zabawą, np. pullerami (trochę aportowania, trochę przeciągania). Z tym zaszkodzi - nie zaszkodzi chodzi o to, aby nie robić zbyt wielu powtórzeń w ramach 1 sesji treningowej. Jeśli traktujesz to jako ćwiczenie / zabawę i robisz sobie po kilka powtórzeń, a nie traktujesz jako sposobu na zamęczenie psa i nie rzucasz aż padnie, to wszystko jest OK, a dla psa jest to bardzo atrakcyjne i motywujące. Ta druga sytuacja, rzucanie aż ledwo zipie - faktycznie nie jest dobra. Gdzieś kiedyś czytałam, że prowadzi do syntezy kortyzolu. Dawno to było, nie pamiętam dokładnie, być może coś kręcę. Co do pobudzenia - ja trenuję na bardzo wysokim pobudzeniu - krótkie ale bardzo intensywne sesje. Przed sesją krótki spacer na toaletę i rozruszanie mięśni, po sesji - spacer na rozluźnienie, wyciszenie. Staram się pilnować równowagi. Jeśli "kręcę" na wysokie pobudzenie, to również poświęcam czas na naukę wyciszania. Działa: na placu treningowym chodzi jak struna, a w życiu codziennym - na ryby na pomost mogę zabrać, zalegnąć na ploty na ławce. I pies też zalega. To że aport jest szkodliwy - pokutuje w wielu pozytywnych szkółkach. Moja subiektywna teoria jest taka, że oni nie rozumieją natury psa, nie umieją pracować w pobudzeniu, nie umieją balansować pobudzenie-wyciszenie, więc się pobudzenia wystrzegają jak diabeł święconej wody ;) Ich wzór psa to jest pies wyprany z popędów, taki bierny, ospały, co to wszystko robi w zwolnionym tempie. A aport bazuje na jak najbardziej naturalnym popędzie łupu. Tu masz więcej na ten temat: http://www.lukrowi.pl/porady/?p=10&p2=2 Co do wypuszczania zabawki za daleko od Ciebie - tak jak pisze przedmówczyni. Zostawi za daleko - nie ma dalszej zabawy. Konsekwencja i wytrwałość. Możesz też spróbować odbiegnięcia. Pies się zbliża do tego m-ca w którym zwyczajowo wypuszcza - odbiegasz kawałek żwawym krokiem i dodatkowo zachęcasz psa głosem aby do Ciebie dobiegł. Drugi pomysł: masz psa blisko siebie, dajesz złapać zabawkę, chwilę się przeciągasz, puszczasz, odbiegasz tyłem kilka kroków (tak żeby widzieć psa), zachęcasz psa głosem, stajesz, znowu chwila przeciągania, puszczenie, odbiegnięcie, itd. Pies powinien skojarzyć, że opłaca mu się być z zabawką blisko Ciebie, bo wtedy jest fajnie :) To by było na tyle, co Ci mogę podpowiedzieć przez neta, nie widząc psa. No i moje sugestie są stricte do zabawy zabawką w aport, a nie do nauki regulaminowego aportu. PS zerknęłam jeszcze raz na poczatek Twojego posta. "jak zrobię minimalny ruch w jej stronę..." - no właśnie. Postaraj się wypracować to, żeby to pies chciał Ci wciskać zabawkę w ręce, a nie Ty musiała po nią sięgać.
-
Olać ciepłym moczem i dalej robić swoje. Jeszcze tego brakowało, żeby Dogo zaczęło robić za super nianie od mentalnie dalej dzieci, przeświadczonych o swojej nieomylności, co to własnym nosem strącają F16 ;) W zalewie plew znajdzie się jedno ziarenko. I dla tego jednego ziarenka warto.
-
A pewnie że trzymamy!! I to mocno, nie inaczej :) To super, że zdecydowałaś się na trenera. Powodzenia :)
-
No, ja się podpisuję pod spojrzeniem Berek. Paula - tu nie chodzi o to, żeby Ci "dosrywać", tylko z perspektywy doświadczenia i z uwzględnieniem wspomnianego "mierzyć siły na zamiary" dać Ci taką radę, która najkrótszą drogą doprowadzi Cię do celu, bez szkody, a wręcz z pożytkiem dla psa. Czi_czi - moim okiem: nie wszystko i nie z każdym psem da się załatwić więzią bez korekty. Choć dla mnie dobra więź wcale nie wyklucza korekty, a nawet przy braku więzi i umiejętnej korekcie wszystko będzie OK (bo trudno mówić o więzi, obcując z cudzym psem od godziny albo mniej). Piszę jako niegdysiejsza przeciwniczka korekt i od zawsze zwolenniczka budowania więzi :) Z własnego podwórka - w tym sensie, że znam agresję z perspektywy 2 własnych psów (w tym maliniak) i jak dotąd 2 cudzych (w tym maliniak). Oczywiście proces wychowawczy to nie tylko korekta. I dlatego Pauli poradziłam tak jak poradziłam. Bo samemu trudno ogarnąć co, jak, gdzie, kiedy, w jakiej kolejności i konfiguracji. I to ani wstyd ani przytyk. A co do tego czy psy / dobermany w PL mają nierówno pod sufitem. Pies jak pies - w dużej mierze kwestia tego jak jest prowadzony. Ten sam pies w różnych rękach będzie zupełnie inaczej "chodził". I bynajmniej nie chodzi o "psychologię strachu", tylko o to co wspomniała Berek - pies doskonale wie z kim "tańczy", na drugim końcu smyczy.
-
A moim zdaniem, tu nie o radę chodzi, tylko o jej wykonanie i tu jest pies pogrzebany. Grunt to wiedzieć co się robi, po co się to robi i umieć zaobserwować - trafnie zinterpretować zachowanie psa - jak to co robimy na niego wpływa. Umieć szybko reagować i wiedzieć jak. Gdyby w tym przypadku "danie psu luzu" zostało wykonane prawidłowo, to nie byłoby tu o czym pisać. W tym wątku padło mnóstwo fajnych propozycji i one wszystkie, w odpowiedniej kolejności i konfiguracji mają zastosowanie w przytoczonej sytuacji. Tylko że bez zrozumienia podstaw, co to znaczy być przewodnikiem-liderem, dać psu wsparcie i pomóc się zmierzyć z sytuacją, być dla psa czytelnym i konsekwentnym, itp. daleko się nie zajedzie. To będzie jak celowanie na ślepo. Żeby było jasne: zdecydowana korekta jak najbardziej wpisuje się w: być liderem, dać wsparcie, pomóc się zmierzyć i być czytelnym. Moim zdaniem problemy z agresją i brakiem fizycznej kontroli nad psem powinny być załatwiane najszybciej jak się da. W przeciwnym razie, będą się tylko pogłębiać, na pewno same się nie rozwiążą, a początkującemu psiarzowi będzie bardzo trudno samemu "poskładać wszystkie klocki w odpowiedniej konfiguracji". To normalne, żaden wstyd. Także ja bym autorce wątku radziła właśnie: zastanowić się nad sensownym szkoleniowcem, choćby był i 5 miejscowości dalej, zorganizować kogoś z krewnych, znajomych, poprosić o pomoc, nawet zapłacić, za czas i paliwo. Szkoleniowiec mógłby na chwilę przejąć psa i mu wytłumaczyć, że np. nie rzucamy się na inne pieski, następnie pokazać i wytłumaczyć jak to robić samemu, na co uważać, co obserwować, o czym pamiętać, itp., a następnie z tą wiedzą i doświadczeniem będziesz sobie działać sama. Problemu nie rozwiąże na amen, bo to potrwa, jest ryzyko że nie wszystko zapamiętasz, jest ryzyko że coś tam źle wykonasz, ale widząc na własne oczy, choćby jeden raz, na pewno będzie Ci łatwiej niż teraz, kiedy próbujesz sama to sobie poskładać, mając braki w podstawach.
-
Spike, pierwsze video na tej stronie: http://michaelellisschool.com/videos.htm Masz o czytelnej komunikacji, w tym komendzie zwalniającej, np. "OK", poddtrzymującej (czy jak ona się zwie) np. "SUPER", sygnale braku nagrody np. "NIE", nagradzaniu jedzeniem, zabawą, motywacji, zaangażowaniu, itp. itd. Więc mniemam, że nie zaliczysz tego pana do "zacofanych sprzed 30 lat". Ten sam pan, na tym samym filmiku, mówi w 1 momencie, że są sytuacje, w których w/w najzwyczajniej NIE zadziałają. Taką sytuacją, którą wymienia, jest np. pogoń, ze wzgl. na związane z nią silne pobudzenie i samonagradzający charakter czynności. Odnosząc to do naszego przypadku z wątku: pozytyw, czy sygnał braku nagrody NIE zadziałają jak się pies sadzi. "Drzewko" i przeczekanie też nie, a na serio nakręcony pies sam z siebie nie przestanie. Metodą unikania - też nie nauczysz psa jakiego zachowania oczekujesz a jakiego nie akceptujesz, a jedynie uciekasz od konfrontacji z sytuacją, w której miałbyś szansę to psu wskazać. Co nie oznacza, że tzw. metody pozytywne są złe, albo że my ich nie stosujemy, bo uznajemy tylko kolczatkę. Nie, nie uznajemy tylko kolczatki. Tak, stosujemy pozytyw - w zdecydowanej większości. Tylko że na wszystko jest czas, miejsce i okoliczności. Ty się zdajesz tego nie widzieć i obstajesz że tylko pozytyw. Nie, nie tylko. Widać, że chcesz dobrze i czasami dobrze gadasz, ale sorry, bez urazy, częściej piszesz takie głupoty, że szok. Choćby to, że w Twoich oczach Bart Bellon jest pozytywistą (na jakimś innym wątku mi mignęło) bo Ci się obraz pracy jego psa na 1 filmiku podobał. Każdy kto trochę siedzi w temacie wie czym "klika" Bellon i że bynajmniej nie jest to kliker :D Nie byłoby w tym nic złego, bo każdy kiedyś zaczynał, a bycie początkującym to nie jest powód do wyśmiania, ale jak zamiast słuchać, dopytać po to aby zrozumieć, Ty się puszysz, stawiasz i jeszcze zaczynasz cisnąć, to się nie dziw, że niekiedy niektórym kończyny opadają i nie pozostają dłużni ;)