-
Posts
2333 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Pani Profesor
-
ode mnie 4 godziny przy dobrych wiatrach :diabloti:
-
tamtą sucz też gość utrzymuje, ale chwilami musi się siłować,a wcale nie jest taka duża...może z 22kg max, raczej ubita, niż wysoka. ja się jej boję bo naprawdę agresor z kosmosu (chyba że dobrze udaje, ale lepiej niż Pat, a on potrafi naprawdę groźnie warczeć i szczekać, choć realnie krzywdy CHYBA nie zrobi) i czasem lata luźno po naszych terenach, ale gość ją zapina ekspresowo jeśli ktokolwiek się pojawia na horyzoncie. nie wiem tylko, dlaczego nie nosi kagańca, przy najbliższej okazji mu podpowiem lekko, bo jak kiedyś wyskoczy z krzaków na nas,to amen w pacierzu - dla mnie, albo dla psa :roll: a Jelenia Góra jest daleko od nas niestety :( w sumie nigdy tam nie byłam, ale popytaj na dogo, to niemożliwe, że nikogo nie macie w okolicy ;) daleko masz do Jeleniej? tam pewnie byłoby więcej psiarzy, jakieś spacerki, może akurat by się udało Rico wpuścić w towarzystwo ;)
-
dobry, Pani Agutko :cool3: tż właśnie wrócił ze spaceru, był z Patrykiem na Skałkach nad wodą - jest jedno względnie cywilizowane zejście do wody, tzn. trzeba balansować nad urwiskiem trzymając się krat :roll: z lękiem wysokości chyba się tam zesram, ale tż skiknął elegancko, a Pat się przecisnął przez bramę:) popływał, poaportował, podobno stanowił maskotkę plażowiczów i został wycmokany i wygłaskany, a potem wszystkich poprzeganiał jak ku uciesze tż-ta otrzepywał się na plaży z wody ;) to dzika plaża, w zasadzie nawet nie plaża tylko kamienisko, ale jest tak malowniczo, że się nie dziwię, że ludzie ryzykują życiem nad urwiskiem żeby się tam dostać...miasto pozamykało jedną część "bo wypadki i utopienia", drugą zamknął prywatny właściciel i moim zdaniem to hańba dla miasta sprzedawać takie tereny w prywatne ręce - koniec, kropka. "wypadki i utopienia" tak się skończyły, że teraz będzie jeszcze więcej wypadków przez to, że ludzie chcą się tam dostać pod/nad siatką, wokół bramki, a poza tym niszczą siatki nożycami do cięcia metalu w ciągu pierwszej doby od załatania - walka z wiatrakami, a kto ma się utopić i tak się utopi, niezależnie czy będzie siatka, czy nie... tak czy owak, Pat popływał zadowolony i wrócił niemalże suchy, tak grzeje słonko.. podobno już się mniej boi wypływać w cholerę, więc to dobry znak ;)
-
to może jakieś delikatne 'zapoznanie'? są tu ciotki, które pewnie wiedzą, jak takie akcje przeprowadzić, jeśli to nie jest skrajna nienawiść już z daleka, ale z drugiej strony, jeśli pies jest pewnie nieszczepiony, to chyba bym nie ryzykowała. co innego z czyimś psem, ale z dzikuskiem chyba ciężko będzie... u mnie jest na osiedlu jedna suka, prowadza ją taki potatuowany facet wyglądający na silnego i stanowczego, ale ledwo ją utrzymuje.. :shake: suka z taką wściekłością wyrywa i drze ryj, że Patryk nigdy nie dorówna takiemu stopniowi agresora, nie nakręcił się tak nigdy w życiu, a ta suczyna piłuje ryja jak nawiedzona, podobna jest do zmarłego Amora Majkowskiej - zawsze jak mijam tego gościa to mam dreszcze, że jej nie utrzyma, a widać, że suka się nie pierniczy, to jest ewidentnie agresja z mordem w oczach, więc współczuję, jeśli Ty mijasz takiego psa luzem :(
-
mam - taki, że nie jest moja :diabloti:
-
jeśli stwarza realne zagrożenie, to i tak lepiej go wywieźć do schronu, dla dobra jego i innych (psów i ludzi). ja mam takiego pinmina na osiedlu, myślałam, że już nie żyje bo go nie widziałam z 3 miechy, wczoraj się znowu pojawił - taki mikrusek wielkości cziłki, ale jadowity - zawsze za nami idzie i szczeka, Pat już się nauczył nie reagować, znudziło mu się odganianie go ;) choć maluch nigdy nie podchodzi za blisko, ale mimo to - lezie całą drogę. jak dochodzę do jezdni, to zawsze specjalnie idę ślimaczym krokiem, żeby maluch zdążył nas nadgonić bez potrącenia przez auto ;) i kierowcy muszą biedni sterczeć, aż łaskawie przelazę, no ale siła wyższa ;) pin lezie za nami pół spaceru i poszczekuje co jakiś czas, ale nie da do siebie podejść - rzucam mu zawsze jedzenie, jakieś chrupki i odchodzę, dopiero wtedy to zjada i zawraca. pies jest czyjś, widziałam wiele razy skąd wyłaził (ma 'dziurę w płocie', wybitą na wielkość psa, ewidentnie celowo), ale to szemrana okolica i widziałam tam niefajne persony w ogrodzie, więc nie mam ochoty tam iść i zwracać im uwagi, że pies któregoś dnia zginie pod kołami. też mam myśli, żeby go zawieźć do schronu,bo nie ma oznaczenia (ani obroży, ani nic, o czipie nawet nie myślę), ale z drugiej strony nie jest wychudzony, problemem jest tylko to, że samotnie wyłazi przez płot na spacery... też mam dylemat, zgłaszać, czy nie zgłaszać..
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Pani Profesor replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
[url]http://smaker.pl/przepis-schab-w-sosie-cebulowym,32146.html[/url] tu jest przepis na pieczoną wersję ze śmietaną, ta tż-ta jest 'uboższa', ale smakuje jak bitki w sosie więc serio polecam, mało składników i szybko się robi ;) -
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Pani Profesor replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
polecam patent na dziwaczne (trochę sztuczne) danie ze schabu, tż to serwuje i nigdy nie mówi w czym to jest, żeby się ludzie nie zrazili :eviltong: trzeba potłuc schab jak na kotlety, ale bardziej - niemal na przezroczysto i pokroić w mniejsze kawałki niż schaboszczak, następnie..posypać zupką typu "gorący kubek" (tak! najlepiej cebulową albo serową) i smażyć w dużym tłuszczu partiami, a na koniec wrzucić wszystkie naraz na patelnię, posypać resztą zupy (albo nową paczką), dolać odrobinkę wody i dusić - wychodzą takie płatki schabowe w sosie o smaku zupki, do tej pory nikt się nie pokapował, czym jest przyprawa ;) wychodzi pycha, no ale jednak chemiczne :eviltong: -
ale wiesz, chodzi mi o warunki, czy to nie są np. Radysy albo inna parszywa umieralnia..bo np. krakowskie schronisko jest ok, tzn. też mi się ciężko patrzy, ale widziałam karmienie, widziałam wybiegi, spacery - nie ma tragedii, poza osobistą tragedią każdego psiaka z osobna.. a odnośnie schronu, to właśnie dlatego Pat jest u mnie :eviltong: mieliśmy wziąć jego towarzysza, bardzo podobny do Rico! tylko bardziej w stronę mini-labka, ale też taki węgielek, tylko w ogóle nie był zainteresowany ludźmi, szarpał na smyczy w stronę trawy, nie reagował na miziaki, zero uwagi. jak pani wyciągała nam go z boksu, to wyleciał Patryk (który z nim siedział), wypierniczył na teren schronu i wolontariuszka ścigała go z moim tż-tem, a że szliśmy na spacer z węgielkiem, to Pat też się załapał, skoro już uciekł.. no i ja dostałam sznurek z nim na końcu, zobaczyłam, że się przylepia fajnie, chodził ładnie, DAŁ ŁAPKĘ :cool3:... no i w ten sposób, tą paniczną ucieczką kupił sobie drogę do domku ;) mieliśmy opory, bo miał okropną sierść (okazało się, że nie jest szorściakiem tylko taki pół na pół w miękkości), a chcieliśmy koniecznie krótkowłosego, był skołtuniony i myśleliśmy, że będzie obrastał jak PON, ale wróciłam do domu, pokminiliśmy, że poszukamy po fundacjach i tak poszukaliśmy, że następnego ranka byłam po Patryka :eviltong:
-
i ja się witam u kukły i wilka :loveu:
-
no to ewidentnie trzeba psa odłowić, z jakim schronem macie podpisaną umowę? straszne warunki, czy dałoby radę?
-
Ty mi powiedz lepiej, jak się wybieramy na wystawę :diabloti: masz jakiś transport, żeby mnie zgarnąć jak podejdę pod Twoją okolicę? czy jedziecie bez auta albo nie chcecie mnie zabrać? :diabloti: ja będę sama, tż wyjeżdża do rodziny na weekend :roll: no a Papisia nie wezmę,coby nie darł ryjca na wszystkie pieski wokół...
-
powtarzam Wam co słyszałam przez telefon, ciężko się dogadać bo wetka w wygwizdowie nie ma niemalże zasięgu i w większości sms-ujemy. ja też nie odpuszczam i zawsze jest wnik dokładny w badanie, po co, dlaczego i czym będziemy leczyć, dlatego ten cewnik z góry odrzuciłam póki nie poznam, co w ogóle w tym moczu siedzi. jutro zadzwonię i się dowiem, dlaczego jeszcze nie ma wyników i co się ogólnie dzieje. tak na marginesie dodam, że wetka już przyswoiła, że mi trzeba wszystko jasno wytłumaczyć, trochę się nieraz zapędza i o ile dużą część terminów rozumiem, tak czasem muszę jej powiedzieć HOLA HOLA ;) kiedy rzuci mi jakimś naprawdę fachowym terminem, np. jaki proces zachodzi w komórkach przy podaniu atropiny dożylnie :eviltong:, także o wnikliwość się nie martw, nie dam Patrykowi nic zrobić bez potrzeby. a jeśli chodzi o antybiotyk "ogólny", to czysty racjonalizm, skoro większość z psich działa na swoiste objawy zapalenia pęcherza, to objawy musiałyby być naprawdę dziwaczne/groźne, żeby podejrzewać coś nieswoistego, co wymaga bardziej precyzyjnego dobrania leków. na razie nie panikuję, podejrzewam, że nic w tym moczu nie wyjdzie ;)
-
Sara - powrót z koszmaru do nieba. Ma dom !!!
Pani Profesor replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
to mają po prostu potwornego pecha, skoro aż 3 zwierzaki w ten sposób zginęły :( tak czy inaczej, ja się strasznie cieszę z poprawy u Sary.. może ten lęk separacyjny jej minie, jeśli zobaczy, że ktoś jednak wraca i wraca i w efekcie już nie zostanie sama? -
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Pani Profesor replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
w mleku :diabloti: ja jestem sierotą i zapominam zawsze czegoś dokupić, więc patenty "zamiast" mam opracowane na wszystko ;) moczy się schab w mleku i w bułę, da radę zrobić z tego panierkę :) -
Sara - powrót z koszmaru do nieba. Ma dom !!!
Pani Profesor replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
a ja odnośnie rodziny z Łańcuta - jak to 3 koty zginęły pod kołami? wszystkie 3? naraz,pojedynczo? :roll: -
hahah,no właśnie chciałam powiedzieć, że w podrywie na bullka łatwo o dresiarza :diabloti:
-
ta akcja ze ściąganiem bluzy jest przesłodka :loveu:
-
racja, w sumie kupiłam sterylny pojemnik, ale uznałam, że nie ma szans do tego złapać, więc łapałam do lodów...no nic, zobaczymy, na razie nie ma wyników..
-
kochana, a co Ty mnie pytasz, czy ja wiem, jak to działa? :eviltong: wetka tak mi powiedziała, że w ten sposób trzeba będzie pobrać do antybiogramu, więc póki co odmówiłam i czekamy na posiew ogólny. inna sprawa, że w takim posiewie wyjdzie co ma wyjść, ale wg. mnie to jakaś okresówa była, jakieś chwilowe zaziębienie czy coś, bo dziś nie zostawia kropli i przestał się lizać. jestem raczej dobrej myśli ;) a przy okazji można zbadać, czy wszystko z tymi siuśkami w porządku, bo moczu nie miał nigdy badanego.
-
no i tak właśnie pobrałam na ogólny posiew, ale do antybiogramu (czyli dopasowania antybiotyku do konkretnego [I]gatunku[/I] bakterii, który wywołuje chorobę) trzeba cewnikować, musi to być mocz 'z wewnątrz'. nie ma szans, że go w to wplączę, na tyle wydaje mi się to niegroźne, że nie wymaga takich zabiegów.
-
jedzenie :loveu: tż właśnie robi lasagne :diabloti:
-
ona ma szelki, szerokie i porządne, takie z uchwytem (za ten uchwyt prowadzi właśnie labkę), ale nie jest na nich nic napisane chyba, jak ją spotkam, to zapytam czy może takie jej się nie przydadzą, choć nie widziałam jej dawno, wydaje mi się, że mogła już skończyć studia bo robiła jakoś eksternistycznie częściowo, to osoba po 30-tce grubo.
-
o matko, jak Ci współczuję! :crazyeye: też bym szalała ze stresu, ale nie panikuj, przecież węzły + leukocyty to znak, że organizm toczy z czymś walkę, więc mała może mieć jakiś stan zapalny, z którym mały organizm radzi sobie jak umie. to może być wszystko, nawet jakiś stan zapalny dziąsła czy czegoś, czego nie widać na pierwszy rzut oka - wetka mi o tym mówiła, że przy wynikach badań krwi groźnie potrafi wyglądać np. złamany ząb albo infekcja pęcherza, niby niegroźne, ale organizm z tym walczy na maxa, szczególnie, że to maluch. trzymam kciuki, to na bank nic groźnego! zachowuje się przecież normalnie :)