-
Posts
2333 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Pani Profesor
-
makabra z tą szczęką :crazyeye: ja raz też się najadłam strachu, Pat żarł mięsną płaską kość cielęcą i...zblokowała mu się w ryju :roll:, mamlał, mamlał, pomagał sobie łapami, no a przecież on za bardzo nie da sobie wyjąć takiej zdobyczy z ryja bez wojny... początkowo warknął, więc myślę sobie - wal się, durniu, sam się męcz :diabloti: ale jednak po chwili widziałam, że mocno z tym walczy i trzeba mu pomóc, zrozumiał, że jestem jego ostatnią nadzieją:D no i wygrzebaliśmy wspólnymi siłami, wlazła mu kość między zęby i chyba sam by sobie nie poradził :eviltong:
-
ewaal, musiałam zgooglować "ingardeny", wnioskuję, że chodzi o weta, nie mam najmniejszego doświadczenia i od Ciebie słyszę pierwszy raz ;) a agutka, może i to był głupi jaś, wiem, że była atropina i coś jeszcze. nie do końca znam różnicę między narkozą a głupim jasiem, myślałam, że na głupim pies jest tylko taki otępiały i spokojny, a narkoza usypia całkiem (Pat zasnął, miał otwarte oczy).
-
terminator - miazga! :grin: jak ulał na Ledzinę!
-
aha, muszę napisać coś jeszcze, choć ten wątek to chyba rekordzista w pitoleniu :cool3: to o czym piszesz, Majkowska, tj. o pozwoleniu Patrykowi zapoznać się z innymi psami, stosujemy w różnych sytuacjach na luzaku, np. na nieszczęsnych Błoniach. kiedy wpuści się Patryka w stado psów to jest ZAWSZE w porządku, ewentualnie dochodzi do mikro-spin kiedy Pat próbuje zgwałcić jakiegoś psa, albo odwrotnie, ale to marginalne sytuacje. w większości wypadków w duże sfory puszczam go na luzaku i nic złego się nie dzieje - u nas koszmarne problemy są w sytuacjach mniejszych, 1:1 albo 1:2..
-
aleście mi napisały! :) to teraz odpowiem na wszystko po kolei, a przy okazji powiem, co wyszło wczoraj. [quote name='Majkowska']Wiesz co, no może i fakt, że ja go nie znam z takiej strony demona nie do opanowania, a może ja zwyczajnie (nauczona też trochę Amorem, schroniskiem i innymi delikwentami) [B]nie widzę aż takiego poziomu morderczej furii .Wg mnie wszelkie próby zapoznania powinniście przeprowadzać NIE W OGRODZIE i nie na terenie jednego psa (bez względu na to czy to był jego ogród czy tylko w nim bywał -był tam pierwszy) włażąc z drugim który się rzuci.[/B] Jak widzisz ze wkurzającym Waldkiem spacery rozładowywujące dużo dały, bo psy wreszcie się zaakceptowały.Zawsze dobrze jest iśc na spacer i najlepiej zapoznać się na neutralnym gruncie, najpierw z daleka, potem przybliżać się.Przywiązaniem go do płotu przed dwoma bawiącymi się psami wyeskalowałaś jego frustrację chyba do granic. Tego nie wytrzymałby nawet spokojny pies.TRochę do dupy że wszyscy w koło go ustawiają, a Ty nie ogarniasz przejścia obok psów. Gadki o laniu psa jako metodzie wychowania nie skomentuję, chyba że faktycznie weź sobie jakiegoś pręta na spacer i obij go dokładnie żeby się wychował jak to takie słuszne, tylko czemu przejęłaś metodę gnojenia, a ona nie działa? Jak daleko chcesz się w tym posuwać, skoro robisz dobrze,ostro i konkretnie a nie skutkuje wcale żadnym dlugotrwałym efektem?Choć dla mnie to milanowanie to i tak jakaś postawa, której u Ciebie nie widzę. RZucić psem o ziemię bo trzeba czy szarpnąć, nie jest trudno,ale trzeba mieć też emocje, a jak ostatnio patrzałam jak go "gnoisz" to było takie o, przerzucenie na bok, łaps za skórę według scenariusza , przypchnięcie do ziemi, jakaś komenda spokój... [B]Ale nie widać po Tobie jakiejś nie wiem, determinacji, złosci na niego, pewności że bijesz bo nie chcesz żeby sie tak zachowywał sory, ale wydaje mi się że to nie Twoja bajka, sama z tym nie podołasz, bo jeśli gnoisz to i musisz chwalić kiedy jest dobrze, a nie tylko wyznawać zasadę agresji , bo sama mówisz że Pat jest psem miękkim, zgłoś się do tego szkoleniowca, myślę że wam pomoże, nawet jeśli klikając[/B].[/QUOTE] kochana, jak zobaczyłam, że wchodzi labka, to od razu dałam sygnał WYNOCHA SZYBKO,złapałam Patryka i wyszliśmy przed dom, przed bramę - to był teren niczyj, Patryk był w tym domu raz czy dwa, a sunia to półroczna buba bez cienia agresji. nie było zapoznania w ogrodzie, pierwszy kontakt był poza! a co do drugiego pogrubionego - absolutnie się nie zgadzam! przecież pies odbiera furię, agresję, histerię jako SŁABOŚĆ. ja się staram to robić stanowczo, ale w pełni uspokojona, tj. żeby się nie denerwować (choć dostaję pier*lca, bo Pat się wije i szarpie - widziałaś), przecież pies nigdy w życiu nie zacznie szanować furiata, trzeba to robić spokojnie! masz rację, że może robię to zbyt spokojnie, ale staram się na maxa opanować, stąd brak krzyku/agresji werbalnej itd., bo jego to bardziej rozsierdza, niż uspokaja. [quote name='agutka']Profesorka, już pisałam ... ty nie jesteś miękka tylko nie wiesz jak zabrać się do Pata ;) (mam to samo) nasze psy to histerycy z trudną przeszłością być może nie nauczone manier (moja a 100 % żyła sama dla siebie) a my złym prowadzeniem utrwaliłyśmy to zachowanie. To jest moje zdanie :) na100 takich przypadków 98 wyszłoby przy konkretnym prowadzeniu na psy idealne, wiadomo pies psu nie równy[/QUOTE] [quote name='ewaal1982'][B]PP, jakby mnie ktoś przywiazał do płotu i miałabym patrzeć , jak się bawi jakaś flądra, której oczy miałam ochotę wydrapać. To bym przy tym płocie obmyślała plan, jak zamordować flądrę. [/B]Wiem ,że sytuacja była do dupy, tu ludzie przyleźli na grilla czas miło spędzic, Twój pies drze mordę i niefajna sytuacja. Jedyne czego się chce w takiej chwili to uciszyć bestię. teraz jestem mądrala, bo nie wiem, co bym sama zrobiła. Jednak po czasie byłabym mądrala:D Ja po raz kolejny powtórzę DZWOŃ BABO DO PANA J. Obierzcie jakiś kierunek działań i zobaczysz , co i i jak.[/QUOTE] to było kochana po paru próbach biegania, spacerów równoległych i zostało zastosowane jako doraźny środek do zamknięcia mordy Patrykowi, bo autentycznie byśmy oszaleli. nie popieram izolowania psa (to tak jak niektórzy izolują małe dzieci "na wszelki wypadek", co daje odwrotny efekt), ale to było awaryjne wyjście, żeby wszyscy mogli słyszeć własne myśli. [quote name='Majkowska']a mi się wydaje że on jest lekko skołowany i chyba sam nie wie po co atakuje.Jak się na niego patrzy od boku to taki fajny piesek. Nie jest zły, pieniacz taki o, szczerze to go podejrzewam o to [B]że jakby mu tak faktycznie się pozwolić zapoznać (nie na zasadzie nakręcenia go na psa i odpięcia smyczy,a zwykłym kontakcie bez ingerencji) z tymi psami to byłoby dużo momentów że by wymiękł i odpuścił ujadanie. [/B]Zawsze namawiałam PP na spacery z innymi psami, chodziłyśmy i nie było jeszcze pogryzień smiertelnych w roli PAta, czyli - da się ;) Właśnie, w temacie - PP, błonia dzisiaj? ;)[/QUOTE] absolutnie nie - przecież próbowałam setki razy! mnóstwo razy słyszałam "zostaw, same się ustawią" - czasami FAKTYCZNIE się ustawiały (jak na spacerze z Twoimi koleżankami i ich suczami, sucze pięknie go zgnębiły, szczególnie ta ruda postawiła szybciutko granicę), ale to się zdarza raz na 100 razy, że faktycznie odpuszcza. nie zaryzykuję pogryzień i stresu dla drugiego psa każdorazowo, bo widziałam go w akcji nieraz. [quote name='Rinuś']ja bym mu przywaliła , nie że masz go skatować,nie wiem dlaczego Ty się z nim cackasz...pies musi mieć konkretny sygnał, że tego nie akceptujemy, w stadzie w sforze dostałby wpi*****l od samca alfa gdyby fikał nie tak jak należy, w stadzie ludzkim to Ty musiz mu pokazać, że nie akceptujesz takich wyskoków do innych psów. A jak Ty stoisz i czekasz aż piesek sam się uspokoi to wiesz co się dzieje? Samonagradzanie... załóż mu kolce za uszami, jak fika to porządne szarpnięcie, do tego komenda jakaś nie wolno i tyle. zbyt długo nad nim ciumkasz...aż mówię, że stanie się coś nieprzyjemnego jak np innego psa boleśnie pogryzie... Brutus też mi kiedyś potrafił na smyczy fiknąć do psów, dostał w łeb raz drugi trzeci i przestał, teraz dogada się z większością samców , którzy są normalnie nastawieni...[/QUOTE] tylko widzisz, mnie chyba brakuje konkretnej granicy, co to znaczy "przywal w łeb". nie wyobrażam sobie uderzyć psa (tak jak pisałam wyżej) w kontekście "przywalenia", akceptuję klapsa (dostał nieraz, nic sobie z tego nie zrobił, może na chwilę się wybił z transu), a kolczatka to wspaniały pomysł i prawdopodobnie ją nabędę. wiem, jak używać, bo korekty smyczą robię już w dobrych momentach, widzę to po psie, bo jednak pół na pół mijanych psów obchodzimy ze spokojem. dziś, na przykład, minęliśmy 4 psy, 2 bardzo blisko i udało mi się skorygować, szarpnęłam w momencie stawiania uszu i ogona i pomogło. kolczatka chyba wesprze ten sygnał. [quote name='maartaa_89']Ja jestem przeciwniczką wywalania psa na glebę, tarmoszenia się z nim w celu wymuszenia "poddania się", szarpania nim na smyczy itd. Uważam, że o wiele lepiej działa ciasno zapięta za uszami obroża, łańcuszek czy kolczatka i jedno/dwa ostre szarpnięcia z morderczym, ale opanowanym tonem głosu. Nie wiem jak PP to wszystko robi i czy nie ma w tym przypadkiem większej histerii niż rzeczywistej nagany. Tu trzeba mieć stalowe nerwy, zareagować błyskawicznie, błyskawicznie przestać, gdy pies ustąpi i przejść nad tym do porządku dziennego bez dalszego roztrząsania całej sytuacji. Oczywiście wszystko łatwo się pisze przez internet, my tego psa nie widzimy, nie widzimy reakcji PP i ciężko stwierdzić co jest źle, ale ja po prostu nie wierzę, że Pat to jakiś niesamowicie skomplikowany psi przypadek, do którego nic nie trafia- za dużo problemowych psów widziałam. Bardzo możliwe, że PP się spina sama w sobie (znam to, bo przy jednym z moich porąbanych psów też się strasznie denerwowałam mimo, że starałam się być spokojna), co pies świetnie wyczuwa i czasami -tak jak piszesz- niepotrzebnie ingeruje zamiast odpuścić i pozwolić psom na pokazanie co któremu nie pasuje.[/QUOTE] no i widzisz, to stoi całkiem w opozycji z tym, co pisze Majkowska (która widzi to na żywo) - ona uważa, że robię to ZA spokojnie, a Ty z kolei implikujesz, że histeryzuję. ja jestem zdania, że robię to stanowczo, ale zbyt flegmatycznie, jak już Pat dostanie pier*lca. korektę robię wzorowo w 8/10 przypadków (bo odpuszcza), ale jeśli już wybuchnie, to wtedy nie jestem w stanie go uspokoić. to jest właśnie problem. no i oczywiście mijanie jak mijanie, gorzej z zapoznawaniem się... [quote name='Fauka']Marta, masz całkowitą rację! Sygnał ma być bez emocji, krótki i skuteczny. Przewracanie psa na glebę czy próby "dominacji" są nie dość, że trudne do wykonania to często mało skuteczne i naruszają zaufanie psa. PP powinna również unikać sytuacji, w których Patryk wybucha agresją bo to zachowanie samonagradzające się i trzeba tego unikać by się nie wzmacniało.[/QUOTE] i to jest problem - korekta NIE, korektę UMIEM zrobić, gorzej jak są te momenty, że Patryk po korekcie się znowu nakręci, a ja go nieumiejętnie skoryguję ponownie - wtedy mamy wybuch, no a wybuchu nie umiem przerwać. i wtedy robię to, co pisze Majkowska - na luzaku staram się go przewrócić, myślałam, że to dobrze, że robię to "ślamazarnie", tj. kładę go na ziemi, że to daje mu sygnał "nie nie nie,kolego", a nie że się z nim szarpię i miotam go z furią. przecież go to nakręci jeszcze bardziej :roll: dobra, to teraz dzień wczorajszy - pisałam, że jechaliśmy do kolegi, który ma psa (i kota, kot został wykluczony z ćwiczeń z uwagi na jego bezpieczeństwo :eviltong:). Borek - samiec - to duży kundel w typie ONka użytkowego, fajny misiek, taki kontaktowy i piszczy z radości identycznie jak Waldemarek :loveu: kolega wyprowadził go na smyczy za płot, to było na wsi, więc poszliśmy na wielkie pole. wypuściłam Patryka z auta w kagańcu i na smyczy, koło Borka stanął tż, żeby w razie czego 'zmilanować' :cool3: Patryka (tj. dać sygnał "odwal się, Borek jest moim kolegą i nie pozwolę go oszczekać"). stało się coś pięknego :cool3: - mój furiat, który dzień wcześniej wywalał oczy z orbit od szczekania cały dzień na inne pieski, podszedł do Borka i dał się pierwszy powąchać (to się raczej nie zdarza). Borek jest dominujący i dość pewny siebie, ale nie agresywny - raczej na zasadzie lustra, zachowuje się tak, jak pies wobec niego. Pat był niepewny, więc Borek też. obserwowałam bardzo szczegółowo, Pat podchodził od przodu, a Borek wysyłał CSy, widać było, że chce Patryka uspokoić i nie podoba mu się stopień nakręcenia mojego psa. powąchały się, Patryk debil warknął pod nosem, na co Borek zareagował w ułamku sekundy - wyszczerzył zęby i ostrzegawczo kłapnął w powietrzu. Patryk położył się na glebie i rozluźnił, otworzył pysk, położył płasko uszy. psy były dogadane. poszliśmy na spacer na pole, Borka nie puściliśmy,bo kolega nie miał dla niego kagańca, a mimo wszystko baliśmy się,bo Borek lubi zareagować bardzo karcąco, kiedy coś mu się nie spodoba - po Patryku można się spodziewać wszystkiego (lubi podgryzać w dupsko, nie agresywnie, raczej chamsko), więc uznaliśmy, że nie będziemy go wyciągać Borkowi z pyska. ogólnie przeszło nieźle, spacer fajny, Pat latał luzem, podchodził do Borka i wystawiał dupkę do zabawy, ale kiedy Borek reagował gwałtownie (co prawda w zabawie), to Pat odskakiwał z wyszczerzonymi zębami i dochodziło do mini-spięć, bo wówczas Borek odbierał go jako psychola-furiata. widać było, że dłuższa znajomość i zostaliby kumplami, no ale niestety - nie było drugiego kubła. wieczór spędziły oddzielnie, tj. Borek na zewnątrz w ogrodzie, a Pat w przedsionku w domu. nie ryzykowaliśmy puszczania ich luzem w ogrodzie,bo to teren Borka (typowy wiejski stróż), a poza tym latał kot, którego Borek broni na śmierć i życie i z Patryka zostałaby mokra plama. i tak byłam bardzo dumna i zadowolona, bo udało się zapoznać bez większych spin, a na dodatek iść na spacer, na którym w pewnym momencie psy szły obok siebie przytulając się do siebie bokami, bez cienia agresji. tak to wygląda, jak widzicie - loteria. trafiliśmy na dużego, pewnego siebie samca i z Patrysia nagle zeszło ciśnienie, ale i tak był w trybie gotowości bo reagował strachem na gwałtowne ruchy Borka (jest trochę taki niezgrabny w ruchach, macha łapami na oślep i Patryka to chwilami straszyło).
-
[quote name='katasza1']No ja Ci powiem tyle, ze jak wzielam Froda to szukalam sposobu zeby jak najbardziej pozytywnie itd bo mi za cholere nie ufal, ale to nie dawalo takich efektow jakbym chciala. Wkoncu nie wytrzymalam i przy kolejnej probie gonienia kota czy warczenia jak kaze mu zejsc z lozka dostal w leb. I sie skonczylo... Dalej staram sie pozytywnie, ale przestalam wierzyc ze na kazdego psa to dziala. Wydaje mi sie ze nasze psy maja i cos z terriera i ze sznupa, w dodatku byly zle prowadzone albo wogole za szczeniaka i niestety czasami sa sytuacje ze nie mialam wyjscia i jedyna droga bylo mu walnac w leb.[/QUOTE] ja jestem pewna, że każdy inny pies po takiej ilości pracy byłby aniołkiem wyćwiczonym do perfekcji. widzę to po innych psach z którymi okresowo coś robię, np. z Neską czy tż-towym labkiem. Patryk to twardziel, ale nie w kwestii dominacji, tylko w kwestii zakucia łba. [quote name='BBeta']Może właśnie każesz go zbyt często i dlatego Twój ochrzan nie robi na nim żadnego wrażenia? ;) A próbowałaś ignorować te jego wyskoki do psów? Obcy pies na horyzoncie = szybka korekta, zdecydowane "nie wolno" i ominięcie psa bez zatrzymywania się? ;)[/QUOTE] tak właśnie moja droga czasem jest, jak najbardziej - mijanie wychodzi, jak mówię, w 50%, to loteria. jeśli już minie,to właśnie w ten sposób jak piszesz, to mam opracowane w miarę, mi bardziej chodzi o sytuacje typu zapoznawanie (nie musi lubić, ma TOLEROWAĆ i koniec! wiem, że potrafi, bo to udowodnił!) i nie nakręcanie się jak idiota... ...a dzisiaj, uwaga, nowe wyzwanie - jedziemy do kolegi, który ma psa. muszę zabrać Patryka koniecznie, bo zostajemy pewnie na noc, więc musi jechać, a kolega ma tam psa, którego w ostateczności może zamknąć w kojcu, jeśli będzie boruta. to duży, pewny siebie (ale nie agresywny) samiec, spróbujemy.
-
aha, coś jeszcze - uprzedzę komentarz, że jestem "za miękka" - ja NAPRAWDĘ twardo go prowadzę, nie popuszczam na żadnej płaszczyźnie, stosuję wszystko, co powinnam - zero żarcia bez sztuczki, nic za darmo, miska nie istnieje póki nie padnie "proszę", nie włazi na kanapę, zero zabawy bez chwili komend i musztry, żadnego popuszczania na co dzień. każdy wyskok jest karany, każde warknięcie = ochrzan, jak warczy przy kongu, to mu zabieram, ochrzan jest non stop i naprawdę nie jestem "dobrą mamusią" która rozpuszcza pieska. naprawdę ustawiam go kiedy trzeba i wyznaczonych granic przestrzegam, a mimo to - nie ma tego respektu, który uzyskał obcy chłop w 10 sekund... aha, dodam jeszcze, że tylko mężczyźni go są w stanie tak ustawić, moja Izka (którą kocha najbardziej na ziemi) też nie może nic wyegzekwować "postawą", mimo że za nią Patryk skoczyłby w ogień i ewidentnie ją szanuje... inne dziewczyny z imprezy też nie były w stanie nic zrobić, a próbowały (pozwoliłam eksperymentować, bo miałam go jawnie dość - koleżanka podchodziła z nim na smyczy do szczylka, a góóóówno, nic z tego) - dopiero kolega z brutalnym podejściem coś zdziałał, a i tak go NIE dotknął, to nie była przemoc fizyczna, to była prezentacja siły... ja tą siłę w sobie czuję i nie boję się psa, nie jest mi go już szkoda (bo wiem, że to dla dobra psa i reszty psów z tego świata), a i tak Patryk ode mnie tego nie czuje. mam wrażenie, że w tej materii już się nic nie zmieni, ile można pracować bez efektów!!
-
Majkowska, uwierz, że na co dzień to jest koszmar, kiedy nie można przejść obok, a te witanie to również loteria z resztą duuuużo razy uznawałam, że panikuję, niech się sobie przywita - czy napnę tą smycz czy nie - i tak się rzuci, tyle że przy skróconej minimalizuję ryzyko zrobienia krzywdy drugiemu psu... ...opowiem Wam wczorajszy dzień :roll: bo mam już wrażenie, że to jakiś pierd*lony Monty Python... pojechałam z Patem do znajomych, gdzie miała być Neska - koleżanka wie, że Pat jest uciążliwy i agresywny, ale zapewniła że spoko, niech przyjedzie, będą sami ludzie no i Neska, którą kocha. jedziemy, pukamy..otwiera nam shar-pei :roll: szwagra kolegi... matko jedyna, Patryk piana na mordzie (przypomnę, że wczoraj się pienił cały dzień, miał potworny nastrój i syndrom tykającej bomby, ledwo się wyluzował, a tu shar-peika...), ta suka to samo, bo jest typowym shar-peiem który nie ma zamiaru odpuścić. w kagańcu zrobiliśmy próbę zapoznania w ogrodzie - nic z tego, suka z zębami jeszcze gorzej niż Patryk, w efekcie szwagier musiał jechać do domu ją odwieźć... oczywiście się WŚCIEKŁAM, że nikt mnie nie poinformował że planują psiarski spęd w większej ilości.. nawet Neska nie załagodziła sytuacji, Patryk nie przejmuje nastroju od innego psa niestety. szwagier pojechał z tą suką w cholerę, wrócił bez niej, gadaliśmy o psach... nie lubię tego człowieka ogólnie :cool3: bo jest zarozumiały i zbyt pewny siebie, ale to nieważne - w każdym razie paplał mi o milanowaniu (jest zakochany w zaklinaczu) i że jego suka tylko dzięki tym metodom może funkcjonować w społeczeństwie, bo ma trochę nasrane w głowie. ja oczywiście zła i wściekła, Patryk został wymęczony przez wszystkich znajdujących się imprezowiczów ;) i został idolem publiczności, ganiał, nosił piłkę, robił sztuczki, co się nażarł z grilla, to jego :diabloti: kiedy już napięcie opadło, Patryk znowu wrócił do formy i radośnie sobie skakał z Neską, rozległo się pukanie do drzwi... i weszli znajomi z półroczną labradorką:placz::placz::placz: ja już autentycznie byłam u kresu wytrzymałości, pojechać do domu nie pojadę,bo byłam uzależniona od koleżanki-kierowcy, Pat oczywiście z ryjcem, najmniejszych szans na zapoznanie nie było... próbowaliśmy WSZYSTKIEGO, włącznie z "puść, niech się ustawią" - skończyło się tak że labka uciekała ze skowytem przerażona a Patryk ją gonił i darł ryja, tak się ustawiły :roll: (miał chopo, 100% zabezpieczony, zapięty ciasno, ryzyko żadne). trwało to z godzinę, w końcu uznałam, że przywiążę Patryka do płotu,bo nie idzie wytrzymać, ludzie się denerwują na te wrzaski i darcie ryja, tak więc piesek skończył uwiązany u płotu z kagańcem na mordzie, a obok bawiła się w najlepsze labka z Neską.. myślałam że może mu przejdzie po jakimś czasie (tak jak np. gnojenie Waldka mu się znudziło), ale bez szans - labka co jakiś czas podlatywała z nadzieją na zapoznanie i dostawała atakiem od Patryka - ZERO szans na zawieszenie broni. ...i nagle do akcji wkroczył szwagier kolegi - ten zarozumiały, od shar-peiki :cool3: uznałam, że pal licho, mam już Patryka w dupie, gorzej nie będzie i dziś już nic mnie bardziej nie zdołuje... odpiął go od tego płotu, puścił... Pat z automatu poleciał gnoić sukę, a co zrobił ten gość? ZMILANOWAŁ GO :cool3:, samą postawą i szybkim krokiem sprawił, że Patryk się wywalił na plecy...pokazał brzuch... zrobił dokładnie to, co przy szkoleniowcu. i uwaga - wierzcie, albo nie - nie zapięliśmy go już ani razu do tego płotu... a ten szwagier nawet go nie dotknął... dźgnął tylko raz w żebra, jak Patryk się odgryzał za sterczenie nad nim, ale to wszystko - mój kochany pieseczek skapitulował i ignorował labradorkę, a później - uwaga - NAWET SIĘ Z NIĄ POGONIŁ! biegał w zasadzie z Neską, a szczylka albo ignorował, albo ewentualnie warknięciem odpędzał kiedy mała na niego właziła, bronił swojej przestrzeni osobistej, ale odpieprzył się i przestał ją gnoić i na nią polować... popełniliśmy tylko jeden błąd, kiedy zdjęłam kaganiec żeby mogły się pobawić szarpakiem, bo mała ładnie ciągnęła i było w porządku, tylko że ta zabawa nakręciła Patryka za mocno no i niestety się rzucił, ale ten znajomy znowu wkroczył do akcji, Pat się znowu wyłożył ulegle i wszystko wróciło do normy... miał chopo już do końca imprezy na wszelki wypadek, a małą tylko pogonił kiedy natarczywie podchodziła, to nie była agresja, to było 'upomnienie starszego wujka'... ciotki, co Wy na to? ten gość bez ogródek mówi, że leje swoją shar-peikę kiedy cwaniakuje, ma małe dziecko (roczną córeczkę) i shar-peika RAZ na nią warknęła.. mówi że dostała w łeb i więcej nie spróbowała. ten pies jest naprawdę twardzielem, to dominująca i bezkompromisowa sucz i znajomy mówi, że nie zaryzykuje klikania i titania, skoro ma roczne dziecko a sucz próbuje przejąć władzę kiedy tylko się jej odpuści. ja, niestety, miałam naoczny dowód po raz kolejny, że te 'gnojenie' (podkreślam, że kolega Patryka NIE DOTKNĄŁ) dało efekt, postawił mu granicę, ochrzanił dobitnie i to tak, że Patryk WIEDZIAŁ za co dostał zjebkę... wychodzi na to, że jestem nieudolna i mój całkowity brak respektu u psa się nie zmieni. moje spojrzenie tylko coś daje kiedy Patryk żebra, kiedy włazi na fotel po cichaczu, kiedy jest złapany na gorącym uczynku na czymś oczywistym - z psami NIE MA opcji, że go uspokoję, mogę sobie podejść, nawet go szarpać - NIC, zero efektu. tutaj mi obcy facet - z doświadczeniem z oglądania telewizji :roll: - ustawił Patryka w sekundę tak, że można było go puścić... szczeniaka nikt mu nie kazał kochać, miał się po prostu odwalić, no i się odwalił.. nie potrafię z własnego psa spuścić ciśnienia, a robi to przypadkowa osoba kierując się instynktem (i programem milana :roll:) nie mam już sił powoli na niego :-( dziś rano wyszłam na spacer z twardym nastawieniem, że się nie pierdzielę, jak wyskoczy, to go gnoję doszczętnie, pal licho co pomyślą ludzie wokół, no i się skończyło tak, że pierwszy zakręt, mijamy staffika, atak darcia ryja i szarpania na smyczy takiego, że nie mogłam nic zrobić... przez te sytuacje mamy teraz dwa tygodnie darcia mordy, dopóki mu nie przejdzie nakręcenie....................
-
tylko kuźwa, ja wiem, że z Patrykiem można cudownie spędzać czas, że sobie fajnie leży i odpoczywa, bawi się - tak będzie zaraz na grillu, na który jadę.. no ale sąsiedzi przez płot mają psa, takiego w typie norfolk terriera, taki sam charakterek i jak się spikną z Patem co jakiś czas,to drą na siebie ryje przez siatkę po 10-20 sekund i spokój na godzinę... i znowu drą mordy, a następnie spokój. sąsiad - właściciel - się tak samo puka w łeb jak ja, więc chociaż tyle :D
-
makabra, najgorsze jest to, że ja jestem typem człowieka, który chętnie brałby psa gdzie popadnie, a powoli zaczynają odpadać normalne, codzienne sytuacje takie jak grill w krzakach na ogromnym, dzikim terenie - jest sezon, mnóstwo ludzi, no i co - mam trzymać Patryka do 23 w domu, aż się przeludni? nie wiem co mu odbiło, ale jest krytycznie, tak mnie zdenerwował koszmarnie, że szkoda gadać.. macie jakiś sposób na uspokojenie psa? dodam, że to autentyczna furia i agresor z rzucaniem się na smyczy, szarpanie (bardzo mocno) nic nie dało, przewracanie też, bo wstawał i dalej swoje. odejść nie było gdzie, bo za mną wielka skalna półka, a przed nami beagle..
-
kupiłaś tego terminatora? :grin: wiesz, że też na tę obróżkę patrzyłam? :grin: ale nie nasz rozmiar niestety! zajebista jest:D
-
no ten drugi będzie przyjemny, bo pod Krakowem, w super ogródku a na dodatek będzie chyba Neska :) ale Pat dziś mnie rekordowo zawiódł, chodzi pobudzony i tylko patrzy, gdzie się na coś rzucić, nawet teraz wygląda najeżony przez balkon...
-
Majkowska, być może - nie widziałam płci, młodziak, taki może 8-9 miesięcy, obróżka może i faktycznie czerwona.. jeszcze ta ekipa stała jak kołki i rozważała, czy aby na pewno nie mogą ustawić grilla obok moich znajomych, a Patryk w tym czasie wykrztuszał sobie płuca od darcia mordy...
-
ahaaa, żeby nie było - do mnie jest dalej cudny, przytula się, mizia w domu, macha ogonkiem - wydawało mi się, że skoro złapał ze mną kontakt kiedy nie ma tż-ta i jestem jego jedynym człowiekiem :diabloti:, to będzie nam się też lepiej pracowało na zewnątrz. NIC z tego, a przecież się uspokoił, noszę go na rękach od paru dni, jest potulny i fajny dla mnie... no kuźwa :angryy:
-
aha, i dodam że dziś to nie było szczekanie na zasadzie "odejdź, mój teren" - to była furia, jakby wyleciał,to zrobiłby mu krzywdę, stąd ten kagan na ryjcu pro forma. to był atak prawdziwej furii, z pianą na gębie, próbami kąsania mnie (chopo...) w zamian za uniemożliwianie, po prostu HORROR. oczywiście jak beagle odszedł, to musztra, wszystkie komendy, piesek potulny i machamy ogonkiem. wiecie, że zaczynam się zastanawiać, czy on nie ma nic z głową? :roll: to jest NIEMOŻLIWE,ja go NAPRAWDĘ konsekwentnie i twardo prowadzę, a dziś po prostu z psami jest tragedia... wstyd mi z nim iść po ulicy, każdego dziś oszczekał i na każdego wyskoczył, naprawdę NIE WIEM już co robić... na smaczki się czasem uda minąć, ale to jednego, max dwa - w sytuacji takiej jak dziś (czyli pies się zbliża) - zero reakcji, ZERO. podkreślam, że go wyszarpałam za skórę mocno, nie byłam w stanie go wybić z tego transu, pierwszy raz dostał takiego pierd*lca, a ja mogłam tylko patrzeć...
-
[quote name='kalyna']Szczerze to Ci się dziwię, ze tak późno zareagowałaś :roll: Ja jak widzę, że pies leci z zębami na mojego to już wołam właścicieli. Albo sprzedałabym mu kopa i swojego psa zagrodziła sobą. Wzięła na ręce, biegłabym w drugą stronę. No na pewno nie czekałabym aż piesek sobie podziamdzia mojego.... No ja jestem na tym punkcie uczulona :roll: Raz jak wyleciała na nas Cziłała to Ciapka na ręce brałam. Jak na Sonię poszła to odwróciłam się i zachęciłam Sonię do biegu w tym samym kierunku co ja. Bo S. nie czeka na właścicieli, tylko sama takie rzeczy chce rozwiązać :diabloti: Gandzika od razu też odwołuję, mimo, ze rzucającego Yorka zachęcał do zabawy :p Dobrej zabawy i smacznego ;) my też dzisiaj mamy grilla :)[/QUOTE] późno, bo zazwyczaj jak biegnie młody piesek 'w paszczę lwa', to wystarczy moje tupnięcie i głośne NIE, piesek się płoszy i odchodzi. tak czy siak, jestem wk*wiona jak osa :angryy: i mam ochotę tego durnego psa udusić. poszłam na grilla nr 1 na skałki, dosłownie na godzinkę zjeść kiełbachę, bo zaraz jadę na głównego. wzięłam Patryka, niech sobie posiedzi - odludzie totalne, pojawiło się parę osób ale nic specjalnego. Pata miałam na smyczy, bo widziałam niedaleko w krzakach kota i wolałam nie puszczać...i co? chwila nieuwagi i Patryk wyrwał mi smycz z rąk, tak pociągnął, wyleciał jak opętany na małego pieska idącego z właścicielem, ale piesek był luzem. pognałam jak nienormalna za nim, zero reakcji, tryb polowania - dopadł tego pieska, ale mały się dzielnie bronił, nie doszło do starcia, było tylko WRR WRR i leciały groźby. jego właściciel przydeptał smycz i złapał Patryka, ja oczywiście przeprosiłam :oops: ale małemu się nic nie stało, nawet go nie dziabnął, może tylko za pióra na ogonie. Patryk dostał w łeb na otrzeźwienie, przywiązałam go do drzewa i tak sobie siedział...aż tu nagle nadchodzi młodzież z młodym beaglem :roll: oczywiście awantura, ale tym razem w kagańcu + trzymałam go mocno, nie wyrwał się. miał jednak TAKI napad, że myślałam, że go zabiję i tych kretynów którzy stali z beaglem zamiast odejść też :angryy: no po prostu dramat, gotuję się i mam dość tego durnego psa, mam dość wychowywania go, kiedy w ciągu jednego dnia wszystko idzie się j*bać. wszystko - miał taki napad plucia się, agresora i darcia ryja że NIC nie pomagało, dopiero jak wydarłam się na młodziaków żeby do cholery odeszli z tym psem (ja byłam w wąwozie, nie miałam dokąd odejść) to się [I]powoli [/I]uspokoił. miałam napad szału, darcia ryja, wierzgania - przewróciłam go na ziemię i trzymałam, uspokajałam, nawet wymachiwałam cholerną kiełbasą przed nosem - NIC, tak się morderczo nakręcił, że jawnie było mi wstyd... a tamci stoją w 10 osób z tym beaglem na luźnej smyczy i się gapią na spektakl :angryy::angryy::angryy::angryy::angryy: wszystkiego mi się odechciało... NIE WIEM już co robić, eskalacja wyszła sama z siebie - zobaczył psa, zaczął szczekać. koniec. nie mam nic do gadania, nie jestem w stanie go uspokoić, ani prośbą, ani groźbą, ani szarpaniem, ani głaskaniem, NIC. uwierzcie, mocowałam się z nim jak z 50-cio kilowym bydlakiem.
-
dobra, spacerek :angryy: idzie przed nami para z mopsem, mopsik jak mopsik, skacze bez smyczy, ot taki wesołek. Patryk wydarł mordę bo rozmawiałam przez telefon jak idiotka, zamiast pilnować czy nic nie idzie.. no i mi się wije na smyczy, wije - mopsik do nas podbiega, myślałam że to taki samobójca na zasadzie "o, piesek, kij że szczeka, idę kochać" - a tu zdziwko - mopsik Z ZĘBAMI do Patryka! :crazyeye: i go gryzie w dupsko! tak bezczelnie :D (Majkowska - gorzej, niż Pat denerwował Waldka, o wiele gorzej), Patryk wrzeszczy w furii, ja okręcam psa wokół siebie żeby nie zabił mopsa ze złości, a mops swoje - WR WRR i za dupsko :crazyeye: głupek! właściciele wołają, ale tacy na luzie totalnie, chyba nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji i że gdybym poluzowała smycz,to byłoby pewnie po mopsie. dopiero po [I]delikatnej [/I]uwadze zabrali, mops całą drogę harczał i burczał, bardzo agresywny, pierwszy raz w życiu widziałam takiego mopsa :roll: wracając spotkaliśmy ich znowu..mops znowu bez smyczy więc myślę sobie kij, popamiętacie - idę twardo, Patryka uspokoiłam w miarę, tzn. szedł najeżony ale bez wyskoku, na co mopsik ZNOWU zaczyna do nas lecieć :loveu: krzyknęłam, że nie będę miała oporów przed sprzedaniem mu kopa albo puszczę psa, to nagle okazało się, że właściciele umieją biegać. zabrali, ale co mi zepsuli Patryka, to moje... od dziś nie lubimy więc również mopsów i na wszelki wypadek obszczekamy wszystkie na zapas :roll: w nagrodę idę na dwa grille :diabloti: ahoj, cioteczki, zapewne do jutra!
-
[quote name='dog193']:lol: :lol: :lol: Wyjśc nosem z pola (gdzie pies rzeczywiście pracuje sam z siebie), trochę poczytać o sportach kynologicznych (wszystkie opierają się na wzmocnieniach, nagrodzie najczęściej łupowej) i się wsio wyjaśni. To tak jakby zapytać, że skoro pies ma mega frajdę z flyballu, to dlaczego go po przebiegu nagradzać, może to jednak zmuszanie :lol:[/QUOTE] wg. mnie frajda jest wtedy, kiedy pies chce coś robić. skoro robi i nie reaguje strachem na kolejne próby, to sprawia mu to przyjemność. ja taką logiką kieruję się, kiedy wprowadzam psu coś nowego - gania za dyskiem, czyli się podoba. gania za piłką i chce więcej - pasuje. tak samo z nauką i klikerem, być może pies chce tego smaczka, a nie godzinę wymyślania sztuczek i kombinowania (nieraz się irytuje, kiedy nie rozumie o co mi chodzi), ale efekt końcowy jest taki, że smaka dostaje, więc to też nie jest jakieś wybitnie "przeciwko psu". Majkowska, można tak samo powiedzieć, że męczeniem psa jest kazanie mu tańczyć na dwóch łapach w zamian za chrupka. ja nie widzę w WP nic złego, o ile te ciężary są dobierane z głową, a przecież jakakolwiek aktywność jest dla psa większą frajdą, niż jej brak. to, że na zabawkę,to chyba tylko motywacja, w końcu to pies - ja też mogłabym Patrykowi po prostu dać smaczka, ale dla własnej fanaberii wolę kazać mu najpierw potańczyć - wszyscy zadowoleni, pies ma co chciał, mam i ja. dodatkowo widzę szereg plusów w klikerze, np. to, że Pat się uczy, rozwija umysłowo i przede wszystkim męczy psychicznie - WP męczy psa fizycznie, co w przypadku nakręcającego się staffika jest znamienne.
-
ja też zazdroszczę :placz: a co do mini bullków, to (nawet mówiłam Majkowskiej) moje serduszko na wystawie się bardzo ku nim zwróciło ;) kto wie, może kiedyś dorwę taką plamistą suczynę :loveu: a odnośnie tego sportu, gops - słyszałaś o jakichś kontuzjach poważnych u ttb podczas zawodów? że ktoś, nie wiem, nałożył za duży ciężar i psa połamało? bo wg. mnie to tylko tak groźnie wygląda,że pies ciągnie tonę, ale czyżby zwierzak, który autentycznie nie daje rady, ciągnąłby na chama za zabawką tonę kamieni?!
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
ja w zasadzie nie mogę powiedzieć, że Patryk nie ciągnie na smyczy, ale u niego to okresowe (bardzo coś zapachnie, bardzo się nakręcił, "spieszy się" i jest podniecony), ale gdyby zastosować takie porządne szarpnięcie z ochrzanem,to będzie lazł przy nodze. albo jeśli wie, że mam piłkę ze sobą :diabloti: wtedy drepcze ocierając się o łydkę i patrzy w oczy co jakiś czas na zasadzie "widzisz? równam! no rzuć mi już coś" :D -
niby tak, ale zwracać te mięso będzie ze szkodą dla sprzedawcy, przecież ono się do niczego nie nadaje.. nie ryzykowałabym, bo kto wie, może pójdzie do zamrożenia ponownie :roll: chyba towar można oddać, jeśli to jest bez szkody dla towaru,a roztopienie mięsa to jak otwarcie opakowania wg. mnie.
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
ja równać Patryka nauczyłam klikerem, jak ciągnie na smyczy, to go szarpnę i daję "równaj", no i albo wyrówna, albo nie. nie mamy tego wyćwiczonego w 100%,bo w pobudzeniu (np. idzie na długi spacer, dawno nie wychodził,itd.) ciągnie jak opętany i muszę go korygować, po korekcie minutę idzie ładnie i znowu ciągnie. najlepiej idzie jak już się wysika, wyzwiedza, nawącha - tak po 10 minutach spaceru już jest ok. luzem szybciej,bo wie, że coś za coś, albo idzie ładnie, albo smycz. no a pieski...pieski mijamy ze skutecznością 50:50... -
ja muszę sobie dokładnie poobliczać i wywalić zamrażarę, po czym upchać ją butelkami z wodą i zobaczyć ile wlezie realnie :eviltong: a co do wysyłki, to mnie się coś wydaje że oni mi pisali mail, że wysyłają w konkretne dni, widocznie wtedy do nich przyjeżdża kurier, może mają podpisaną jakąś tygodniową umowę.. no i pisali mi, że mięso dociera w 90% zamrożone na kamień, Robo pokazywała, to część niestety puściła. jak mi puszczą 3kg to sobie wsadzę w dupę :shake: bo Patryk taką ilość ma na tydzień...
-
na komary olejek z kocimiętki!! trudno dorwać, ale 10x lepiej odgania niż DEET (silna substancja realnie odstraszająca te potwory, w sklepach dostępna w stężeniu max 15% w różnych OFFach, ale w sklepach wędkarskich można kupić taką z 90%, choć polecam bezpieczne 40-50% - nic nie siada, godzinami w krzakach można sterczeć). olejek z kocimiętki działa jeszcze lepiej :) i jest bezpieczny, ale trudno dorwać niestety. taka "kocia" wersja też coś daje, a najlepiej kocimiętkę zasadzić w ogródku/na balkonie (chyba że ma się kota ;) )
-
ok, takie argumenty już do mnie przemawiają ;) pytam,bo czasem ludzie tną bo tną, a wcale sytuacja tego nie wymaga (pies jest spokojny, itd.), ale skoro piszesz, że masz taki zapis w umowie + Kosmo fiksuje,to jak najbardziej trzeba ;)