Jump to content
Dogomania

Dioranne

Members
  • Posts

    1390
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Dioranne

  1. Może ja akurat na taki egzemplarz trafiłam. Mój zapewne kociokwiku, by przy cieczkującej suczce dostał... Na całe szczęście od jutra powoli staną się mu obojętne, więc aż tak pewnie nie będę "narzekać". ;)
  2. Najpierw miałam suczkę, teraz mam psa. I chyba następny pies to będzie suczka. Denerwujące jest to, że najpierw piesek romantyk liże sucze siki, a później okazuje swą wielką miłość do pańci liżąc ją po twarzy. :loveu: Cieczki da się przetrwać, nie są co tydzień. Natomiast pies ma ochotę na panienki non stop. Chociaż w mojej okolicy nie latają obecnie tabuny psów, które przez 15 minutowy spacerek zleciałyby się i zaczęły mi sukę molestować.
  3. Też bym się nie przejmowała, gdyby nie było takiej, a nie innej sytuacji. Także nie martw się, nie jesteś wyrodna. Możliwe, że ja po tym wszystkim jestem po prostu przewrażliwiona. Ciężko ocenić. Generalnie w naszej lecznicy jest tak, że lekarz prowadzący psa "na co dzień" podaje tylko narkozę, operuje inny lekarz. Akurat w przypadku Mai zawinił ten, który podawał narkozę, nie chirurg, który operował. Już tamten pan styczności z naszymi zwierzętami nie ma. Prawdopodobnie samą operację przeprowadzi ten sam chirurg co operował Maję, więc jestem dobrej myśli - mama miała okazję tegoż chirurga poznać jak odbierała ciałko Mai i była na prawdę pod wrażeniem. Przepraszał kilkanaście razy, kilka razy powtarzał co się działo na stole, pokazał macicę. Natomiast wet, który podawał jej narkozę do dziś się do nas nie odzywa, omija nas szerokim łukiem... :roll: Po odejściu Mai już nie miało być psa w domu. Ale długo nie wytrzymałam, potrzebowałam jakiegoś psa w domu i tyle. Jeśli teraz Młodemu stałoby się coś na maxa poważnego to podejrzewam, że nie pozbierałabym się tak szybko. Z Mają byłam mniej związana, ona wolała ciocię i mamę, na mnie potrafiła warknąć i ogólnie rzecz biorąc miała mnie głęboko w d.pie. Z Nico mam dużo większą więź, pomimo tego co się dzieje i jak krótko ze mną jest... [B]Daria&Iga [/B]strasznie mi facet zmężniał. Dzisiaj przeglądałam sobie jego zdjęcia jeszcze z hodowli i prawie się popłakałam. :lol: [B]motyleqq [/B]może moje podejście jest takie, a nie inne, bo tylko takie koty spotkałam na swojej drodze. Każdy prędzej czy później chwycił mnie zębami czy przejechał pazurem, a ja go po prostu głaskałam. Liczę na to, że kiedyś trafię na jakiegoś miłego pana kocisława, który pazura na mnie nie podniesie. :evil_lol:
  4. Dziękuję. Też na mini-mini patrzyłam, ale wolę jeszcze Młodego wymierzyć coby za małych dla "pakera" nie kupić. :lol:
  5. W takim razie na tropiki zostawiamy sobie norwegi, a jak będzie bardziej chłodnawo to wówczas będziemy używać Julków. [B]Daria&Iga[/B], a jaki masz rozmiar dla swojej suni? :-)
  6. [B]motyleqq [/B]fajnie, że chociaż rozgryzłam to iż mają zawiłą psychę. Za kilka lat sama myślę o kocie, ale o jakimś takim miziastym. Ale jak nie ogarnę kociej psychiki to raczej sobie daruję. Te długie, ostre ząbki i pazurki, które pojawiają się bez żadnej "zapowiedzi", brr... :lol: [B]klaki [/B]mam nadzieję, że pech nas chociaż częściowo opuścił. Jak kastracja pójdzie, a (tfu, tfu) wyskoczy jakiś guz to chyba rezygnuję z psów i jakichkolwiek zwierząt do końca życia. Za dużo "przebojów". Z myszoskoczkiem też problemy, bo ząbki się jej nie ścierają i musimy co jakiś czas jeździć na ich ścinanie, dodatkowo często musimy podawać jej gerberki, albo kaszkę dla dzieci, bo twardego nie może rozgryźć. Pierwszy myszoskoczek w wieku 2,5 lat odszedł na nowotwór, drugi nagle w wieku 2 lat i 2 tygodni odeszła na zawał... :-( [B]Amber [/B]teraz mają niby sprzęt do monitorowania pracy serca, ale strach jest. Bo narkoza to jednak narkoza i jakoś nie bardzo mnie w tym momencie przekonuje fakt, że kastracja jest mniej inwazyjna. Bo Mai serduszko stanęło właśnie przez narkozę, a nie przez większą ingerencję w organizm. Nadal to we mnie gdzieś siedzi. I potwierdzam - pinczery to największe cholery na całym świecie, ale jednocześnie potrafią tak mocno kochać jak żaden inny pies. Chyba wiedzą jak bardzo nadwyrężają psychę swoich właścicieli. :evil_lol:
  7. Już nie raz sobie mówiłam - Młody łamie wszelkie teorie. Był Sylwester i on zamiast wariować, świrować i w ogóle armagedon leżał sobie na kanapie. I wszystko miał głęboko w d.pie. Jak zaczęło się największe strzelanie to ja tradycyjnie podeszłam do okna i podziwiam. Nagle czuję, że coś mnie łapami po nodze szmera. Odwracam się, a tam pieseczek z uśmiechem na mordzie i prosi, żeby go wziąć na rączki, bo też chce popatrzeć. Później go położyłam na parapecie, chwilę sobie popatrzył przez okno, a potem sobie na tymże parapecie zasnął. :eviltong:
  8. Ja swojego pina ubieram - ma Adidoga, kamizelkę na deszcz i kombinezon jeśli byłyby "wielkie śniegi". Jednak we wszystkim mu wygodnie, a przynajmniej nie trzęsie się jak osika. Jest mu w tym wygodnie i w dupcię ciepło. Przeciwnikiem sensownego ubierania psów nie jestem. Ale jak widzę coś w stylu [I]jak przebrać psa na halloween[/I] to się w głowę pukam. :roll:
  9. [B]agutka [/B]witamy u (nie)świętego Pana Pinczera! :hand: Małe dobermany potrafią dać w kość, ale to jedne z najcudowniejszych psów na świecie (cóż poradzić, wrodzona miłość do bokserów i nabyta do ONów nadal się trzyma). Przykładowo - Młody jak widzi, że ja albo mama płaczemy to zaraz przybiega i liże po twarzy. Nawet jak udajemy - robi to samo. [B]Amber [/B]ja i mama staramy się być wobec niego konsekwentne (czasami mu popuszczamy - maminsynek ;)), ciocia od początku pozwalała mu na za dużo. I teraz sytuacja jest taka, że momentami ciocia się go boi, bo on dla fanu ją chwyci. Na całe szczęście znaleźliśmy świetną panią behawiorystkę, która wiele sytuacji nam wyjaśniła, uświadamia nas co robimy źle i ogólnie mówiąc - strasznie nam pomaga. Powoli odkręcamy to co spartaczyliśmy plus uczymy się własnego psa. Tylko najgorzej jest przekonać ciocię, że ma np. iść pewnym krokiem. Ja zaczynam podchodzić do pewnych sytuacji tak jak pani behawiorystka - najwyżej mnie chwyci, co z tego? Chwila przerwy i pracujemy dalej. Jestem mega szczęśliwa, że są tak cudowni ludzie jak nasza pani behawiorystka! :loveu: [B]motyleqq [/B]mi głównie chodziło o to, że ja kocich podstaw nie ogarnę. Psa pod tym kontem jest łatwiej rozgryźć - widać kiedy mu się coś nie podoba. U kota nigdy niczego takiego nie zauważyłam. Kociego przywiązania do właściciela nie będę "omawiać", bo sama nigdy kota nie miałam, więc nie mam za bardzo czego oceniać. Poznałam kilkanaście psów i kilkanaście kotów - do tej pory wysnułam wniosek, że kocia psychika jest znacznie bardziej zawiła, psy są prostsze. Może kiedyś to się zmieni. Ciocia na starość jak już będzie na stałe w Poznaniu i nie będzie musiała do wnuków jeździć chce sobie kota sprawić, więc "się zobaczy". :-) [B]klaki [/B]dziękujemy bardzo! Majka w momencie operacji miała 6 lat, w tej samej klinice sterylkę miała ponad 10 letnia suczka i wszystko było z nią w porządku. Jednak z tego co wiem cała macica była w ropie (została pokazana mamie), więc prędzej czy później ta sterylka musiałaby być. Jak babcia się dowiedziała, że Maja odeszła podczas operacji to stwierdziła, że zawieźliśmy ją zabić. :placz: Przez pół roku nam tak mówiła - i mi i mamie. Wie, że jutro Młody będzie na stole i znowu mi to powiedziała. Tłumaczyłam jej, że tak czy siak wylądowałaby na stole, albo umarłaby w bólu i cierpieniu. Babcia skwitowała to tylko "a tam" i zajęła się patrolowaniem okolicy przez okno... Kocham ją, gdyby nie ona nie miałabym dziś myszoskoczków, ma już ponad 90 lat, ale chwilami po prostu nie chciałabym z nią mieszkać...
  10. Moja kuzynka znalazła 6-tygodniowego kocurka rudego i przygarnęła. Wszyscy zachwalali jaki to misiu, jak lubi być miziany i w ogóle. Pojechałam. Usiadłam się na krześle, kocur już +/- roczny, ale nadal (podobno) kochaniutki. Wskoczył mi na kolana, miziam go, wszystko pięknie, a tu nagle cap. Jakoś mocno mnie nie chwycił pazurkami, ale sam ich dotyk na mojej skórze... Dziękuję bardzo. Jak tylko czuję, że kot mi pazurami haczy o ubranie to mam ciarki. :diabloti: [B]Amber [/B]nasza behawiorystka zna przypadek psa, który zachowywał się nieodpowiednio (miał momenty, że bez powodu atakował właścicieli). Przeszedł badania i okazało się, że miał guza mózgu. Także chcemy Młodego przebadać czy czasem nic tam nie ma, bo czasami sobie z ciocią nieładnie pogrywa.
  11. U nas lało... dawno temu. Młody na burze jakoś mega źle nie reaguje - trochę się potrzęsie i nic więcej. Nie szaleje, nie fiksuje tylko sobie leży. :lol:
  12. Obu zapewne. :evil_lol:
  13. Lubię burzę o ile nie wali za mocno. Jak kiedyś mi mocno trzasło obok domu to prawie na zawał zeszłam. :evil_lol: Kiedyś nad morzem za późno zaczęliśmy zbierać się z plaży, jak zaczęło walić. Biegłam w stroju kąpielowym, klapkach i z kółkiem do pływania na brzuchu przez lasek i do domku. Chyba nigdy w życiu tak szybko nie pędziłam. I jeszcze jedna historia z burzą związana... Mieszkaliśmy w domkach, w lesie. Nagle w środku nocy jakiś huk mnie obudził (żeby mnie obudzić trzeba się mooocno postarać). Otwieram oczy, moje koleżanki też nie śpią... Wyglądamy przez okno, a tam wichura, grzmoty, pioruny i drzewa powyginane do połowy. Także ciekawe, burzowe przygody przeżyłam. Tego maratonu w klapkach do końca życia nie zapomnę. :lol:
  14. Chwilę temu przeglądałam sobie sklep Furkidza i też krówek nie widziałam. :placz: A byłam bliższa zamawiania (tj. namawiania mamy) na krówki, bo miały fajniejszy kolor "tła", owieczki mają taki zwykły błękitny. Ale podoba mi się jeszcze kilka innych wzorów, więc raczej na coś namawiać będę.
  15. U nas też gorąco, tropiki to jeszcze nie są, ale po pół godzinie aportowania i jako-takiej pracy umysłowej pies padnięty. Nie lubię jak jest za gorąco, ale są pozytywy - terrorysta szybciej się męczy. :loveu:
  16. [B]lucky [/B]właśnie coś Was dawno u nas nie było, nieładnie. :mad: Dziękujemy za trzymanie kciuków. Jak pomyślę, że jutro będzie na stole operacyjnym to cała się trzęsę. Do tego dochodzi fakt, że będzie miał główkę badaną... Mamy pecha jeśli o psy chodzi (pierwszy pies rodziców nagle dostał raka, mój pierwszy pies odszedł na stole...), więc pewnie jutro będę musiała sobie jakąś uspokajającą tabletkę łyknąć. Na całe szczęście mam rekolekcje i mogę Młodego zawieźć, potrzymać za łapkę jak będzie usypiał, a później odebrać pół śpiącego. [B]Pani Profesor [/B]siemanko. :cool3: Tak sobie teraz oglądam [I]Kot z piekła rodem[/I] i coraz bardziej przekonuję się, że nie ogarniam tych stworzeń. Najpierw to się mizia, a potem nagle pach z pazura. Wczoraj byłam u koleżanki, która ma dwa koty. I niby takie milusie, ale bałam się to to wziąć na ręce. Widziałam jak gryzą moją koleżankę i nie chciałabym podobnie obrywać. Po tych diabłach nijak nie widać, że chcą użreć, a jeszcze odgadnąć jaka jest przyczyna... Pies jest jednak łatwiejszy w obsłudze - nawet w tak terrorystycznym wydaniem jak Młody. :evil_lol:
  17. [B]Niewyspana [/B]Furkidz chyba zaczyna tworzyć "farmę" - najpierw krówki, teraz owieczki. Ale obie obróżki cudne. :loveu: Kuszą, kuszą... [B]aganela [/B]na moro nie wpadłam... Też fajna opcja. Jak są tropiki to my na ogromne wyprawy spacerowe również nie ruszamy, więc raczej Julki się u nas sprawdzą. Dziękuję bardzo! :loveu:
  18. My sobie wąteczek podglądamy od dłuższego czasu i w końcu stwierdziliśmy, że się ujawnimy. Mój jak był jeszcze małym gnojkiem to sobie piwo ze szklanki wypił. Został na chwilę sam w pokoju, piwko stało sobie na stole, dość blisko fotela, więc się skusił. Chyba mu nie posmakowało, bo od tamtej pory zapędów alkoholowych nie ma. :evil_lol: To miłego piłeczkowania, my dzisiaj piłkę mamy zaplanowaną na popołudnie.
  19. Pokazałaś mu aż za bardzo, że jesteś alfą i teraz woli jakichś meneli. Zmniejsz barek. :diabloti:
  20. Z wszystkożernym to trudniejsza jazda. :lol:
  21. Pewnie pytanie było już tysiąc zadawane. Zadam je po raz tysiąc pierwszy. :evil_lol: Jak Julki sprawdzają się latem? Chodzi mi głównie oto czy jakoś dodatkowo nie grzeją psa. Wiem, że pytanie z rzędu tych "głupich", ale szelek pokroju Julków nigdy nie mogłam sobie "obmacać", więc bladego pojęcia nie mam jaki to jest materiał. Jaki kolor proponujecie dla tego oto pana:[CENTER][IMG]http://i60.tinypic.com/2nlqyo9.jpg[/IMG][/CENTER] Osobiście myślałam nad akwamaryną lub neonową zielenią, ale chętnie rozważę jeszcze inne kolory. Więc jeśli jeszcze jakiś kolor do Pana Pinczera według Was pasuje - pisać. ;)
  22. Może Pat wie, że chrupki niedobre i cieszy się, że Ty je jesz? :diabloti:
  23. Pewnie to pekińczyk królewski, albo cesarski. Prawda, [B]Lotty[/B]? :diabloti:
  24. [quote name='Berek']Te wszystkie "york days" w ohydnych centrach handlowych... [/QUOTE] Niedługo rozpoczyna się [I]Festiwal Yorków [/I]organizowany przez Royal Canin. Odnośnie owczarków - są hodowle użytków, ale najczęściej te psy lądują na ostatnich lokatach. Ostatnimi czasy rzadziej przeglądam hodowle, ale jeszcze półtora roku temu nie natknęłam się na żadnego championa wśród użytków. Może teraz coś się w tej kwestii zmieniło, nie wiem. Kilka razy czytałam o sytuacji, że ON użytek zdobył hodowlankę i później na wystawach pojawiał się sporadycznie, albo wcale.
  25. [B]leónowa[/B] nie zauważyłam Twojego postu, bardzo przepraszam. :oops: Z linki korzystam głównie, dlatego że spacerujemy niemal wyłącznie z suczkami, a na ten moment Młodemu tylko TO w głowie. W takich sytuacjach nie zawsze da się odwołać, więc lepiej dla wszystkich jest, gdy Młody jest na lince. Ale linka ma 25 metrów, więc wariat może szaleć do woli. Poza tym w tamtej okolicy można spotkać różne dzikie futrzaki, a dla Młodego wszystko co ucieka - jest fajne. I też nie zawsze reaguje na "Nico chodź!". Także ewentualnym niemiłym sytuacjom wolimy zapobiegać. Pojutrze mamy kastrację, nadal się boję. Oprócz kastracji Młody zostanie przebadany pod kątem neurologicznym. Później biedaka czekają dwa tygodnie w kołnierzu. Dom rozniesie. :evil_lol: Ostatni njus - mamy nowy bannerek!
×
×
  • Create New...