-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
-
-
Dla Cioci elik Misia raz jeszcze :)
-
Bardzo możliwe, bo sunia kocha jedzonko, a Państwo nieba by jej przychylili. Ale wierzę, ze jednak Misiaczka nie utuczą , bo jej dobro bedzie na pierwszym miejscu.
-
Na razie jest nadal Misia. Ale nie wiem, czy to się nie zmieni, bo Państwo na pierwszym spotkaniu zastanawiali się nad nowym i padło nawet imię Zuzia... Co do podobieństwa Koli do Oskarka (lub odwrotnie), to masz rację, to ta sama rodzinka Słodkich Choler...:) , cholerek raczej, z uwagi na ich rozmiar... Tylko Oskar wydaje mi sie znacznie szczuplejszy (kostki wszędzie wystają) i wyższy. Ma bardzo długie, cienkie łapki, chodzi jak na szczudelkach. Charakter b. podobny. Wszystkich kocha, wita, chce sie bawić. Taki nieutemperowany, rozbrykany, słodki ale trochę draniowaty szczeniak. Właśnie rozgryza i mamle róg poduszki, bo jest bardzo sfrustrowany, gdyż nie pozwoliłam mu wsadzić pysia do kubka z kawą. Jak on się na coś uprze, to nie ma siły, jest niezmordowany. Ale czasem ta nierówną walkę wygrywam. Wtedy bierze w obroty właśnie poduszkę lub kapcia, bo zemsta musi byc... :)
-
Misia dziś została zaszczepiona na "wirusowki". Za miesiąc znowu się zobaczymy, bo Pani Kasia i Pan Wojtek przyjadą do doktora wyczyścić jej ząbki z kamienia. Panienka wazyla dzisiaj 7,2 kg. Przytyła równe 2 kg!!! Oskarek, choć dużo mniejszy od Misi, też waży podobnie, bo 7,1
-
-
Muszę odszukać wątek Koli, bo ciekawam bardzo tego podobieństwa.
-
-
-
Ponieważ udało mi się wkleić zdjęcia Oskarka, to jeszcze wrzucę Misiunie, ze swojego cudnego domku.
-
Też tak mi sie wydaje. Oby w czwartek juz doktor zrobił mu rachu-ciachu... I oby dobrze to zniósł. Ja też...
-
Nie wie, to prawda, Basiu! Nawet chyba ma do mnie wielki żal. Od jakiegoś czasu nie chce wracać po spacerze do domu. Zapiera się wszystkimi łapkami i ani go ruszyć. Stoję przed gankiem z tym uparciuchem i co się naproszę, to moje. Jeszcze niedawno choć niechętnie, z przerwami, ale maszerowal po schodach do góry. Ostatnio już go muszę wnosić... A tak sie cieszyłam, ze w koncu mam psa, który będzie wprost smigal po schodach, bez konieczności noszenia, bo mlodziutki, zdrowy... Lubi w zabawie mnie podgryzać, rękę traktuje jak swoją kość. Myślę, ze to z zemsty za to uwięzienie. Tylko by spacerowal, węszyl, szukał towarzystwa.
-
Na szczęście Elu, Oskarzatko sporo śpi w ciągu dnia. Na szczęście - bo jak nie śpi, to tak rozrabia, szaleje, ze powiedziałabym, ze to szczeniak z adhd... Słodki jest przy tym, przytulasny i rozkoszny. Nie da się go nie lubić.
-
Trzy fotki zmęczonego lobuziaka. Moja ulubiona owieczka wytarmoszona, straciła oko. Oskarek namiętnie kradnie kapcie, buty i zanosi na tapczan, co widać na zdjęciu. A paragon dotyczy leków uspokajajacych dla malucha, bym mogła wyjść z domu. Czy się sprawdzi - okaże się jutro.
-
Elik, jeszcze raz dziękuję serdecznie!
-
Basiu, nic nie trzeba dopłacać. Przecież po Misi zostało 140 zl - o ile mogę te pieniądze przeznaczyć na Oskarka. Na kastrację jesteśmy wstępnie umowieni na ten czwartek. Ale doktor będzie jeszcze dzwonił, by termin potwierdzić. Ten srodek uspokajajacy zadziałał dość dobrze. Piesek rzeczywiście przespał koło 8 godzin, ale juz przed 5 rano zrobil mi pobudke, radosnie wskakujac na glowe... Jutro rano dostanie kolejna porcje i po 30 minutach będę próbowała wyjść z domu.
-
Dodam jeszcze, ze wciąż nie dostałam od doktora ostatniej faktury za badania krwi Misi (z lipca), na 110 zl. Za dzisiejszy lek , który ma wyciszyć Oskarka zapłaciłam 15 zl. To są 3 strzykawki, przed chwilą dostał pierwszą. Doktor Oskarka przy okazji obejrzał, zbadał i powiedział ze, cyt: "ma powiekszone jajka". Też tak mi sie wydawało, ze są jakies nienaturalnie duże... Jeszc ze jedną sprawa o której wciąż zapominam. Z pieniedzy zebranych od Darczyncow, kupilam dla Misi Kreon. Brała go przez kilka dni i potem badania pokazały, ze jest już całkiem zdrowa. Co zrobimy z tym lekiem? Szkoda, by u mnie leżał. Decydujcie Ciocie, bo to Wasze pieniądze. Na pewno jest sporo piesków, którym lek by sie przydał.
-
Elik kochana...zatkalo mnie tak, ze nie wiem, co napisać. Bo, przeciwnie, mam wielkie wyrzuty sumienia. Zrobiłam nadzieję...A potem stchorzylam i się wycofalam. Moze troche tlumaczy mnie fakt, ze jestem sama i jeszcze coś tam...ale i tak jest mi z tym źle. Pocieszam sie jednak, ze jeszcze może kiedyś się przydam, pomogę i niejako zrehabilituje. Dziękuję za dobre słowa!
-
Biedna Nadziejka i Wy też... Oby sie w końcu udało ja złapać. Właśnie wróciłam z Oskarkiem od weta. Ogromnie się cieszę, bo kastrację zrobimy u Niego. Powiedziałam też, ze piesek ma lęk separacyjny i spytalam, czy może coś na to poradzić, bo jestem sama a wychodzić muszę. Dostałam jakiś srodek na wyciszenie. Mam mu dac dziś na noc zawartość strzykawki, a jutro rano powiedzieć, jak zareagował. A będę jutro rano jechać tam razem z Misia i jej Opiekunami!!! Pani Kasia i Pan Wojtek chcą spytac o szczepienia, przy okazji poprosza o obciecie jej pazurkow i zagladniecie do pysia, bo Misia ma na ząbkach kamień i chcieliby go usunąć.
-
Noc w miarę spokojna. Maluszek trochę biegał, popiskiwał (jak zgasilam swiatlo), ale w końcu zasnął i to nie na mojej głowie, waląc we mnie co chwilę łapkami - jak wczoraj... Na spacerach biega jak szalony z nosem przy ziemi, lize trawę. ..w domu nadal uparcie szuka wyjścia, drapie w drzwi. Nasluchuje dobiegajacych dźwięków, jak tylko uslyszy szczekanie, skomli, wyje i tez szczeka. Nadal nie moge oddalic sie od drzwi, bo albo za moment albo od razu rozpaczliwie ujada. Próbuje co jakis czas go zostawiać i zaraz wracam, by nauczył się spokojnie czekać, ale rzadko kiedy udaje mi sie zdarzyć wejść, zanim się nie rozszczeka i pochwalić go, ze był grzeczny... Niestety w końcu będę musiała wyjść i zostanie sam . Oby tylko nie szczekal i nie wył przez ten cały czas... Do weta idziemy na 16.