Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. To wspaniale, ze Misiunia nie zostałaby bez pomocy. Myślałam, ze wszystkie Ciocie już obdzwonione i odmówiły (bo zapsione), dlatego nawet sie nie zastanawiałam, zwłaszcza ze planowany wyjazd chyba nie dojdzie do skutku, przez skrecona noge. Przynajmniej do poniedziałku, kiedy to idę na wizytę do chirurga.
  2. Mam pytanie do ewu. Czy Misia byla odrobaczana w tym schronisku? W ksiazeczce nie ma zadnej o tym zadnej informacji, a wet przypuszcza, ze ona moze byc mocno zarobaczona.
  3. Sunia przebadana na wszystkie strony. Nie ma temperatury, brzuszek miękki, serduszko bez zastrzeżeń. Dostała kroplowke i tabletkę na pobudzenie apetytu, która mam podać wieczorem. Powinna zacząć jeść, ale jak na razie nawet się nie napila, także nie siusia, itp. Do weta nioslysmy ja z córką na zmianę, bo nie chciała iść, natomiast z powrotem dreptala już powolutku większą część drogi. Wyraźnie nabrala sil po tej kroplowce. Teraz śpi.
  4. Misiunia już u mnie. Przywitała mnie i corcie machaniem ogonka. Pani miała problem z opanowaniem łez. Nie oceniam Jej źle. To dobry człowiek, tylko ktoś Ja zawiódł lub źle oceniła sytuację. Było widać, ze rozstanie z Misia jest dla Niej b. trudne. Misiaczek po odjezdzie Pani Eli stał jak wryty w ziemię i nie chciał zrobić kroczku w żadną stronę. Przerywam, będę kontynuować, biegniemy teraz do weta
  5. Ewu,nie martw się. Przyjmę Malutką. Już rozmawiałam z Anusia. Jeden warunek: zadnych podziękowań, bo mnie to bardzo krepuje. Mam poczucie, ze jestem zbyt wygodnicka i pomagam za mało , właściwie to tyle, co nic :(
  6. Strasznie żałuję, ale nie mogłam w tym czasie pomóc. Bić Pokerku nikogo nie zamierzam, wręcz przeciwnie to, ze pomyslas o mnie, traktuje jako dowód zaufania, wrecz wyróżnienie i jest mi bardzo miło... :) Jeden wyjazd już za nami, ale planujemy z córką kolejny, dlatego suni nie moglam zabrać.
  7. Pilnie kupię przewodnik po Gruzji. Najlepiej od kogoś z Wrocławia, bo czasu mało. ..
  8. Jak cudownie! Przeogromnie się cieszę! A Puszek wygląda coraz młodziej... Zdrowia, Piesiu!!! Żebyś długo cieszył się SWOIM domkiem!
  9. Smutna jest bezsilność. .. Mogę tylko trzymać kciuki za odmianę losu sunieczki.
  10. Także zagladam z kciukami i ciesze sie, ze pomoc dla suniek nadchodzi.
  11. Jestem juz u siebie. Siedze cichutko, bo na razie nie mogę wziąć do siebie żadnego pieska. W czerwcu przelatuje do mnie córka i czekają nas wyjazdy. W połowie lipca będę już na pewno w domu, ale brać psiaka na kilka m-cy, to raczej bez sensu. Bo jesienią znowu wyjade. W tym roku nie dam rady być dt, chyba ze awaryjnie, na dwa, trzy miesiące.
  12. Cudeńko przekochane! :)
  13. Bede trzymac kciuki za Malutka - tylko tyle moge...
  14. Ogladnelam filmik z biegajacym Puszkiem i jestem pod wielkim wrazeniem. Nie sadzilam, ze Dziadzius tak potrafi biegac, U mnie jedynie krecil sie w kolko. Toz to biegacz znakomity...Tak mysle, ze bardzo Mu u mnie brakowalo ruchu, bo nigdy nie spuszczalam go ze smyczy a w mieszkaniu raczej pobiegac nie mogl ze wzgledu na nieduzy metraz. Bardzo sie ciesze, ze kolejna renowacja tak Go odmlodzila. Przede wszystkim zas z tego, ze jak sie wydaje, jesli cos Mu jeszcze dokuczalo (zeby, brzuszek) to teraz wreszcie jest naprawde lepiej. Widac to po piesku. Trzymam kciuki za DS, taki skrojony na Puszka miare, pelen ciepla i zrozumienia.
  15. Wciaz mam wrazenie, ze Lonia odeszla za szybko. Choc w sumie, kto wie, ile miala lat. Jednak mogla jeszcze nacieszyc sie tym Swoim cudownym domkiem. Szkoda.
  16. Wszystko to prawda, jednak wazna jest rownowaga. Gorzej, gdy te negatywne uczucia przewazaja. A Jurek walczy teraz o Napoleona, bo jamniorek ma guza przy gardziolku a wada serca wyklucza operacje. Do tego prostata.
  17. Taksunia zbudzila sie z zimowego snu???? Czyli wiosna idzie!!! :) Alez to slodkie stworzonko. Nic tylko glaskac, miziac, tulic i rozpieszczac. Pozdrowienia i serdecznosci dla Was, cudowne Dziewczyny :)
  18. Aniu, Ewus, dziekuje Wam, ze przyszlyscie pozegnac Lonie. Dzis wlasnie mija miesiac jak odeszla. Mnie smutno i ciezko, ale Jurek wciaz nie moze dojsc do Siebie. Nawet mysle, ze to wszystko nie ma sensu, tak cierpiec przez to, ze sie okazalo serce. Jakby jakas kara za to. Lepiej zyc bez zwierzaka, nie przywiazywac sie i nie przezywac tak dramatycznie, gdy odejdzie. Wkleje Jego dzisiejszy list o Loni. Bo moze myslicie, ze przesadzam... Dzisiaj o 10,10 minie miesiąc jak Maluni nie ma ze mną- zdjęć nie pochowam pomimo Twojej rady ponieważ wokoło mam powieszone zdjęcia wszystkich ogonków ,które były z Nami w domu i odeszły przez te ponad 30 lat .Wczoraj dwóch niezależnych lekarzy weterynarii w Klinice wydało swoją opinię na temat przypuszczalnej przyczyny śmierci Maluni / nie wyraziłem zgody na sekcję/- wszystko odbyło się w główce - musiał tam stworzyć się jakiś stan zapalny, który poraził układ nerwowy/stąd ta gwałtowna padaczka / a reszty dopełnił najprawdopodobniej tam zakrzep-nawet gdyby Niunia przeżyła to by została tylko Roślinką bez kontaktu ze światem. To jedynie mnie w tym wszystkim uspakaja i przekonuje , że byłaby to dla Niej męczarnia , kto wie czy nie bolesna bez możliwości wyleczenia i powrotu do normalnej świadomości i życia. Niech więc Malunia trochę poczeka na mnie i na pewno będziemy razem. Wczoraj w klinice miałem też odebrać leki dla Napka na prostatę ale okazało się ,że nie doszły- dzisiaj mnie zawiadomią telefonicznie jak przyjadą, bo tą kurację można rozpocząć w każdej chwili. Niepokoi mnie tylko coraz częstszy kaszel u Napusia spowodowany tym guzem no ale muszę mieć Nadzieję ,że to wszystko się dobrze skończy bo bym zwariował gdyby Mu się coś stało. I wczesniejsze: A na półeczce stoi cudowna fotka mojej śpiącej Maluni- mam tak Ją postawioną ,że zasypiam wpatrzony w Jej jęzorek. Jest teraz przy mnie - tak blisko i jest mi lżej chociaż serce mam rozerwane Dobrze, że potrafię żyć wspomnieniami i tymi dalszymi a także niedawnymi ,kiedy tuliłem do serca Moją Malunię. Pokochałem Ją od pierwszego wejrzenia jak była u Ciebie na rękach przed Leclerkiem i już wiedziałem ,że pozostanie na zawsze w moim sercu i pamięci. Wszystko co robię w czasie bieżącego dnia kojarzy mi się cały czas z Nią i łapię się na tym ,że nie tylko Ją wołam ale w kuchni się rozglądam gdzie siedzi mój Ukochany Jęzorek by dostać coś do bużki. Dokładnie za tydzień minie miesiąc jak już nie ma Maluni a ja czuję jak przytulona śpi na moich rękach. Mój ukochany Jęzorek. Z pokoju ,nawet bez otwierania drzwi balkonowych widzę jak pali się u Niej czerwony znicz- i wtedy jestem tak blisko przy Niej. Okazuje się ,że każdy człowiek ma swój słaby "guzik " ,który jak zostanie przyciśnięty przez los , to najwięksi twardziele "pękają". Takim "guziczkiem " była właśnie jak się okazało Moja Malunia. Wczoraj oprawiłem w antyramy Jej zdjęcia i teraz gdzie nie spojrzę to jest przy mnie. Nawet na fotelu dentystycznym też jest ze mną i na górze przy łóżku także !
  19. Dziekuje Anulko, Basiu ze tak pieknie Ja zegnacie. Wiem, ze tutaj, na Dogo, nie musze wstydzic sie lez i straszliwego zalu, choc dla wiekszosci ludzi jest to nienormalne. Dla mnie Lonia byla czyms wiecej, niz tylko mala suczka, czyli zwierzatkiem - Wy to rozumiecie, bo myslicie i czujecie tak samo.
  20. Tak Myszko, czas a takze liczne, stale obowiazki, mi.in. dwa psiaki, ktorymi Jurek sie zajmuje. Te pierwsze dni sa najgorsze, bo Jej brak jest tak widoczny i dotkliwy.
  21. I jeszcze wpis Jurka - !Wiem ,że Ci ciężko tak samo jaki mnie - ja pomimo, że mam przecież ukochanego Napka i Milusię to Loniusia zajęła w moim życiu szczególne miejsce, chyba dlatego , że z wzajemnością też nie widziała nikogo poza mną. Ukochane maleństwo, które na zawsze będzie żyło w moim sercu. lekarze domniemają, że taka gwałtowna padaczka miała charakter nowotworowy i co godzinne ataki spowodowały, że zostały zaatakowane płuca/miała obrzęk po nocy/następnie i głównie takie obciążenie serduszka, że nie wytrzymało. Pojechaliśmy wcześnie rano ,od razu została podłączona Nunia na moich kolanach pod kroplówkę, dostała zastrzyki ,pobrali Jej krew by zrobić natychmiast badania. Cały czas była do mnie przytulona i całowana. Ok. 10-tej wyjechaliśmy i mieliśmy jeszcze przyjechać o15,30 na następną kroplówkę i miały być już wyniki krwi. Po przyjeżdzie o 10,10 przytulona do mnie na rękach zmarła. Póżniej po wynikach okazało się ,że praktycznie była nikła przyswajalność organizmu, zła praca szczególnie narządów wewnętrznych-jak wyjeżdżaliśmy od weta to miała temperaturę 35 stopni!
  22. Tak chcialam byscie Ciocie pozegnaly mego Krasnalka, ale teraz znowu rycze... Dziekuje Sybil!!!
  23. Dziekuje Pokerku! Jakies takie to dla mnie wazne, by Ciocie Lonie pozegnaly, wiec cieszy kazdy wpis, szczegolnie Osob, ktore Ja znaly.
×
×
  • Create New...