-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Kolejny spacer i tylko siusiu. Ale Misia tak już potrafi się rozpędzić (zwłaszcza, gdy wracamy do domu), ze musiałam prawie biec, by za nią nadążyć. Po spacerach sygnalizuje, ze jest głodna. Zjadła już trzy razy spore (jak na nią ) porcje kurczaka. To pierwszy raz, kiedy je tak ładnie. Wcześniej zdarzyło się to raz, kiedy dostała tabletkę na apetyt. Ogólnie też jest weselsza. Przed chwila pobiegla do drzwi, bo ktoś chodził po klatce. Nie szczekala, ale była czujna , w pelnej gotowosci bojowej. To wszystko sprawia, ze uwazam, ze spokojnie mozemy juz doczekac do jutrzejszego ranka i wtedy pobrać krew. Zresztą i tak nie mogłabym tego zrobić, bo ok. 8 dostała śniadanie. Wczoraj wet podał jej antybiotyk i kroplowke, dlatego pobranie krwi trzeba bylo odłożyć. Wierzę, ze najgorsze za nią. Natomiast straszliwie martwię się tym, ze Misia nie jest zaszczepione przeciw chorobom zakaznym. Przynajmniej w jej ksiazeczce nie ma żadnego wpisu. Chyba, ze kiedyś miała normalny dom i była zaszczepiona. Jak pomyślę, ze teraz jest tak osłabiona i bezbronna...przecież - nie, nawet nie chce o tym pisać.
-
Z Misiaczka jeszcze nic nie wyszło. Zaczynam się martwić. Czekam z nadzieja na te robale, widząc w nich przyczynę jej osłabienia, wychudzenia, itp. a jesli się nie pojawią, to chyba się załamię, bo będzie to oznaczało, ze trzeba szukać dalej, a przyczyna może być znacznie powazniejsza.
-
Misia nie ma gorączki. Przy badaniu w sobotę, miała 38 stopni. Acha, będą szwy do ściągnięcia, ale za jakiś czas. Dobrze, ze spytałem, bo o tym ze niedawno miała sterylke już się zapomina...Sterylizacja byla 5 lipca, czyli jutro będzie tydzień. 5 dni wczesniej, 30 czerwca szczepili ja p/wściekliźnie...biedna malutka, nie dziw, ze nie może dojść do Siebie...
-
Misia nic jeszcze nie zrobila. Tylko siku. Chodzilysmy dosc dlugo i nic. Czuje sie lepiej, nawet troszkę zjadła. Pytałam weta o usg, ale powiedział coś w rodzaju najpierw zrobimy wyniki krwi. Jak chodzi o wizytę PA, to wiem już, ze Państwu pasuje sobota, cały dzień. Jeśli piątek, to dobrze po południu, bo Pani Kasia jedzie poza Wrocław, w delegację. Natomiast w przyszłym tygodniu w delegacji poza Wrocławiem będzie Pan Wojtek i to chyba przez 2 tygodnie. Tak wstępnie chciałam wiedzieć, jak to wyglada z Ich strony. Basiu, dostałam maila od Fundacji, ale przypomnij mi proszę, co mam teraz zrobić...zupełnie zapomniałam...wstyd mi... Trudno mi odczytać nazwę środka na pasozyty. Domyślam się, ze to Dehinel Plus.
-
Przepraszam ewu, odpowiem nieco później, bo teraz muszę wyjść. Właśnie wrocilysmy ze spotkania z Państwem.
-
Drogie Ciocie, bardzo się spiesze, bo lada moment przyjada Panstwo do Misi. Jesli nagle przerwe pisaniem znaczy, ze przyjechali. Ile napiszę, to napiszę i będę potem kontynuować, Wet słysząc, ze Misia nadal ma kłopoty z jedzeniem, dziś znowu tylko śniadanie zjadła w miarę dobrze, poem juz nic, od razu wladował jej do pysia tabletkę na robale. Mam teraz obserwować kupki i jeśli zobaczę coś a la makaron, mam natychmiast przyjść. Nie wiem tylko, jak wypatrzec to po ciemku, chyba muszę wziąć latarkę... Z uwagi na brzydkie, rzadkie kupki dostała antybiotyk, który miała podany wcześniej, po sterylce. Na badanie krwi jestem umowiona z wetem na czwartek rano. Przyjedzie specjalnie po to by krew jej pobrac i zawiezc do laboratorium. Bo rano juz nie przyjmuje. Misia dostala glukoze w kroplowce i jakis bolesny zastrzyk. Gruczoly sprawdzone, nie byly zapchane, wiec doktor (jak powiedzialam, ze saneczkuje), rzekl: "musza byc robale". Biedna Misia, naplakala sie, bo była kluta wiele razy z każdej strony, gdyż igła stale wypadala - nie miała jak się utrzymać bo Misia to dosłownie skóra i kości. Waga pokazala 5.400 - 5.500. Ona ma gęste i długie futerko a i tak wszystkie kostki wystają... Za obie wizyty, wet wziął 40 zł. Badanie krwi ma kosztować ok. 100zł. Pytał, czy robimy podstawowe, za 65 zl, czy rozszerzone i pozwoliłam sobie zadecydować to rozszerzone. Tak więc w czwartek rano biegniemy pobrać krew, lub jutro, jeśli wyjdą robale. Teraz Misia poczuła się gorzej, bo chodzi z kąta w kąt , nie może sobie znaleźć miejsca, czy to może być reakcja na ta tabletkę na robaki? Jeszcze prośba do Poker o podanie dogodnego terminu wizyty PA. Bo już możnaby to uzgodnić. Chyba napisałam wszystko. Jeszcze taki "drobiazg", ale dający nadzieję. Idąc do weta, Misia w którymś momencie zaczęła iść szybkim kroczkiem, jakby biegła. Zdarzylo sie to raz pierwszy,bo zawsze idzie powoli, bardzo powoli, kroczek za kroczkiem. Mówię to wetow o On na to: "to dobry znak, ona wyjdzie z tego"...
-
Bardzo się cieszę i dziękuję Cioci Poker!!! Nie wiem tylko, kto i na jakiej podstawie wybierze ten najlepszy domek... Dziś spotykam się z Panią Kasia i panem Wojtkiem, czyli młodymi ludźmi, którzy do mnie zgłosili się, jako pierwsi. I mówiąc szczerze, oddalabym Im Misie bez zastrzeżeń. Poza Nimi, rozmawiałam jeszcze tylko z Pania "przed 70tka" i choc odnioslam bardzo pozytywne wrazenie, to jednak wg mnie Misia bardziej pasuje do tych Dwojga młodych ludzi.
-
Perelko, nie karmię jej chlebem. Kiedy odmawiala jedzenia kurczaka, karmy z puszki, pasztetu, itp, a wpatrywala się w córkę, która jadła chleb z maslem, to dostawala kawałeczek by sprawdzić, czy choć to zje. I w pierwszych dniach kilka razy takie małe kawałeczki zjadła. Cieszylysmy się, ze je choćby i tyle, bo przecież nie jadła od trzech dni! Na szczęście już zamiast chleba je mięso lub karmę z puszki, wiec bądź spokojna, nie zrobimy jej krzywdy. Tyle świadomości mam, by wiedzieć, ze chleb to nie jest odpowiedni pokarm dla psów. Poza tym, tak się składa, ze od 2 dni, nie mamy w domu pieczywa. Nam też pieczywo szkodzi,staram się jeść w to miejsce kasze. Chleb był akurat w domu, bo córka po dość długiej nieobecnosci w kraju, przyjechała spragniona polskiego chleba i daliśmy sobie na ten czas rozgrzeszenie... Na tej samej zasadzie Misia dostała ugniecionego ziemniaka i też wolała go od mięsa. Myślę, ze jest to świadectwo tego,czym była zywiona. A jest to dla weta cenna informacja, tak myślę.
-
Aniu, dziękuję, ze tak odpowiedzialnie podchodzisz do sprawy (co zresztą, znając Cię, zupełnie mnie nie dziwi). Zostawmy już temat tych "dwóch dni", bo z wyjazdu z córką zrezygnowalyśmy, i nie tylko przez Misie. Więc nie ma o czym mówić. Natomiast fakt, ze Misia jest w tak złym stanie, wymaga diagnostyki, wielu wizyt u być może niejednego weta, to juz wydawało mi sie (w mojej sytuacji) trudne do udzwigniecia. Wiadomo, co innego piesek, któremu wystarczy zapewnić jedzonko, spacery, poczucie bezpieczeństwa, by doszedł do siebie i jedną, czy dwie rutynowe wizyty u weta. Pisze o tym tylko w odpowiedzi na wpis Ani, bo wydaje mi sie, ze powinnam się do Niego odnieść. Dodam jeszcze, ze choć napisałam powyższe, to nie ma mowy o żalu czy pretensji do kogokolwiek. O pomoc poprosily mnie Osoby, które kocham (tak, to właściwe słowo!) I szanuję za to, co dla zwierząt czynią. Cieszę się, ze mogłam pomóc (oby tak było!). Tak wspanialym Osobom nie godzi sie robic zadnej przykrosci, najmniejszych wyrzutow - zreszta nic takiego jak dotad nie powstalo w mej głowie. Pisząc o tym, chce niejako usprawiedliwić moje rozpaczliwe wpisy, kiedy okazało się, ze sunia jest w tak złym stanie. Mamy jednak drogie Ciocie, dosyć innych problemów, prawdziwych trosk i walki z klodami rzucanymi pod nogi, by robić problem z takiego drobiazgu. I na tym sprawę chciałabym zakończyć. Też, jak Anusia uważam, ze pora pomyśleć o wizycie PA. Więc dołączam do pytania (i prosby), czy któraś Ciocia mogłaby ją zrobić. Ciociu Elik, zgoda, niech ewentualne pieniądze wpływają na moje konto. Dziękuję!
-
W zasadzie wiesci podobne do wcześniejszych. Pierwszy spacer i kupol nadal brzydki, ale już nie jest to jak woda. Jednak b. rzadki, niesposób np. zebrać go z trawy. Po powrocie wyraźnie pokazuje, ze chce jesc - no i zjadła ugotowane mięsko kurczaka plus pół Taninalu. Żeby urozmaicić jedzonko, na obiad dostanie jagniecine z ryżem, kupiłam, bo niedawno czytałam gdzieś na Dogo, ze jest to delikatna karma i psy ja lubią. Córcia przyniosła worek suchej karmy, tej z tzw. "najwyższej półki", od przyjaciółki, która ma 6 miesięcznego labradorka i mopsa i dogadza im aż do przesady. Ale nasza Niunia nie chce tego jeść ani też jakichś przewspanialych smaczków, za którymi tamte psy się wrecz zabijają .I dobrze, bo nie jestem zwolenniczką suchej karmy, a Misia, dokąd nie wyzdrowieje, nie powinna jeść jej wcale. Chciałam tylko zobaczyć, jak na tą karmę zareaguje, bo wtedy najlepiej widać, czym pies byl karmiony. Misia, jak chce jesc, to prędzej weźmie kawałek chleba z masłem, lub ziemniaki puree, niż sucha karmę. Do weta idziemy na 16, bo niestety przyjmuje już tylko po południu. Wczoraj wieczorem dzwoniła Pani Kasia, pytając, czy mogą przyjechać zobaczyć Misie. Chcą też w ten sposób, przyzwyczajać ja do Siebie. Wieczorem zdam relację z całego dnia.
-
Mało, ze zjadła obiadek, to także wsunęła kolację. Przychodzi do nas, przytula się, daje łapkę. ..chciała wskoczyć mi na kolana... Teraz leży obok mnie na tapczanie, bo podłoga już jej nie pasuje i pakuje się na tapczan albo do mnie albo do córki i jeszcze rozkłada się jak na swoim... Badania są konieczne, macie oczywiście Ciocie racje. Jeszcze rano kupol byl bardzo brzydki. Daje jej ten Taninal na wstrzymanie. Gdyby nie to, meczylaby sie nadal. Wiec cos jest nie tak i trzeba znalezc przyczyne. Oby to byly "tylko" robale,nic gorszego... Dzwonili przyszli Opiekunowie Misi (bo chyba nimi zostaną), rano Pan Wojtek, wieczorem Pani Kasia. Pytali o jej zdrowie i z wielką radością przekazałem te lepsze wieści. O zdrowie Misi pytała też Pani Ela - byla Opiekunka. No i zglosil sie nowy domek , pani w wieku "przed 70-tka" z mezem, domkiem i ogrodkiem. Bardzo mila Pani, 3 miesiace temu pozegnali Psiego Przyjaciela i już pieska miało w domu nie być , ale właśnie Misia wpadła Pani w oczy, no i przekonała do tego męża. Przekazuje tylko treść rozmowy, dodam tylko, ze Pani mi sie podobała.
-
Do weta pójdę jutro. Wypytam o odrobaczanie, jak On to widzi. Oczywiście zrobimy wszystkie badania, jakie zleci. Jutro też się okaze, czy ta poprawa to sprawa lekarstwa, czy nadal będzie normalnie jadła.
-
Przepraszam, ze tak późno, ale miałam dziś trudny dzień. Nie byłam u weta, nie dałam rady czasowo. Ale poswiecilabym nawet swoja wizytę u lekarza, gdyby to było konieczne. Tymczasem Misia zaczęła jeść i w ogóle jakby odzyła. Co prawda po sniadaniu, około południa znowu było z tym gorzej, podałam jej wiec tabletkę, która wet dał na poprawę apetytu. I kiedy Misia wstała po drzemce, zaczęła wykazywać normalne zainteresowanie jedzeniem, no i jeść. Jaka to ulga i szczęście, nie muszę pisać...
-
Misia dostała wczoraj pół tabletki Taninalu i od tego czasu jest spokoj z biegunka. Niebawem, jak się zbudzi, dam jej znowu połówkę. Też zawsze przy biegunce podawałam pieskom Nifuroksazyd, ale tym razem polecono mi Taninal, ze jest b. skuteczny, no i jak widac to prawda. Ewu, Misia jest bardzo spokojnym, łagodnym pieskiem. Może dlatego, ze nie jest zdrowa i w pełni sił, może taki ma charakter, nie wiem. Kiedy budzi się, przychodzi do nas, zagląda i cieszy się ogonkiem. Macha nim przepięknie i jedynie w ten sposób okazuje radość. Wystarczy na nią skierować wzrok, już ogonek wywija. Na spacerze porusza się wolniutko, noga za nogą, tak delikatnie, jak baletnica. Nie ma żadnego ciągnięcia, biegania, czy zabawy w domu. Nic jej nie interesuje. Bardzo pilnuje by być obok człowieka. Na każdym spacerze, a trochę ich już było, załatwia wszystkie sprawy i dochodzi do pewnego miejsca (tuż obok domu) i dalej ani rusz. Zapiera się i nie chce iść. Za to chętnie wraca i od pierwszego wyjścia poznaje, gdzie mieszka. Chciałam minąć swoją bramę i iść dalej w przeciwnym kierunku ale znowu się zaparła - ciagnela na schody, do domu. Tak, jakby sie bala, ze jesli zbytnio sie oddalimy, to domek zniknie... Nie okazuje radości podskakiwaniem, szczekaniem itp, ale po oczkach i rozmachanym pięknie ogonku widać, ze sie cieszy, ze ufa. To jej zaufanie i pełne oddanie, ogromnie mnie i córkę wzrusza. Wczoraj po południu, gdy nie wzięła do pysia niczego, niewiele piła i tylko leżała patrząc na nas (ogonkiem pomachiwala na lezaco) wpadłam niemal w panikę. Mysl,ze zjadają ja pasożyty, a odrobaczanie jest ryzykowne ze względu na jej wychodzenie i wycienczenie, była potworna. Przed chwila zjadła 1 kawałeczek mieska i Taninal, pomachala ogonkiem i dalej śpi.
-
Na spacerze o 6 rano było tylko siku. Malutka prosi o jedzenie...zjadla kilka kaskow mieska, napila sie wody. Teraz spi. Moze nie bede biegla do weta na kroplowke. Może będzie już dobrze... żeby tylko chciała jeść...
-
-
Napisałam ciemna wodą, bo konsystencja kału jest płynna i ma ciemnobrazowe zabarwienie. Mam nadzieję, ze to jednak "tylko" robale...Gorączki wczoraj U weta nie miała, wszystko było w normie.
-
A dr Szczypka? Jest sens jutro tam dzwonić? Młodzi już pytali, czy potrzebne mi pieniądze. Ale nie wzięłam nic. Przecież nie wiadomo, jak to się potoczy. Oni nie mają pewności, ze Misia będzie ich. Ja też, bo to wizyta pa zadecyduje. Mam wrażenie, ze jeśli Misie trafi w ich ręce, to choć część kosztów leczenia zwrócą. Dziękuję za odpowiedź. Szkoda, ze tę kliniki tak daleko. Tam trzeba zdaje się rejestrować z wyprzedzeniem, czy może można przyjechać i przyjmą?
-
Ewu, w tej chwili finanse to sprawa drugorzedna. Najbardziej potrzebny jest dobry, mądry wet i chyba interwencja sił wyższych, by podjął właściwą decyzję co do leczenia Misi. Byłam z nia przed chwilą na spacerze i poza siku, nie robiła nic. To juz dobrze, ze choć biegunka zatrzymana (oby!). Dostała wcześniej pół Taninalu (z trudem wpakowanego do pysia ). Mialam nadzieje, ze zje teraz choc odrobinke, niestety, odwraca pyszczek, odchodzi. Tylko pije, ale też nie za wiele. Jedyna jej aktywność, to machanie ogonkiem. Wystarczy na nią spojrzeć, już ogonek w ruchu. Przeslodka jest i taka biedniusia....
-
A ja mam niezbyt dobre wieści, ale dobre też. Misia po chwilowym polepszeniu, kiedy zjadła parę kesów, znowu nie chce jesc. Nic nie pomaga, masło też. Rano o 7 załatwiła się ciemna woda i po południu także. Głównie leży, przysypia. Zaczynam się bać, bo widzę, ze ona słabnie. Chwilami krztusi się, jakby miała coś w gardle, od razu mam wizję, ze to robaki jej podchodzą do gardla. I teraz dylemat, czy można odrobaczac ja w takim stanie. A jeśli trzeba ja najpierw wzmocnić, to jak to zrobić, skoro nie chce jesc??? Jutro rano pędze do weta na kroplowke, po południu pewnie znowu, ale czy to jest rozwiązanie? Zaczynam się o Nią bać,bo sądziłam, ze jest tylko osłabiona po sterylce i przejściach. A wygląda na to, ze ona wymaga intensywnego leczenia i powinna być pod obserwacja. Chciałabym by obejrzał ją jeszcze (i wypowiedział sie), jakiś dobry wet, najlepiej dr Szczypka. Jednak wiem, jak trudno do Niego się dostać. Bede jutro dzwonić, może akurat się uda. Jak nie, to bede szukać dalej, jednak z chorą nogą i bez samochodu jest mi dosc trudno, zwłaszcza w upal, no i Misia nie chce chodzić , trzeba ja nosić... Ciociu Poker , napisz proszę, czy dr Szczypka nie jest przypadkiem na urlopie i czy jest szansa, ze nas przyjmie. Dobra zas wiadomosc jest taka, ze miałam dziś spotkanie z Państwem,którzy starają się o Misie i wg mnie, lepszego domku Ona nie znajdzie. Wrażliwi, wyrozumiali, juz zakochani w Misi, młodzi ludzie. Co nie znaczy, ze wizyta PA zrobiona przez doświadczone Osoby, nie jest konieczna. Panstwo zapewniaja, ze beda czekac, aż Misia wyzdrowieje, będą ze mna w kontakcie. To ja teraz zaapeluje do wrocławskich dogomanek: poradzić proszę, gdzie udać się z Misia do jakiego weta, który po badaniu, podejmie decyzję, co robic z tym szkielecikiem w sytuacji, gdy jest podejrzenie o pasożyty a sunia tak slabiutka. Przyznam, ze boję się odpowiedzialności, jaką na mnie spadła, nie chce nawet myśleć o konsekwencjach jakiegoś złego kroku.
-
Gabrysiu, nie zakladałam jeszcze nigdy wątku, więc niech Ewu decyduje. Wydaje też mi sie, ze wątek bylby króciutki, bo ta slicznota migiem znajdzie ds. Oby tylko była zdrowa!
-
W poniedzialek podejde do weta i spytam jak widzi sprawę odrobaczania. Zasugeruje też czyszczenie gruczołów. Sunia od rana zagladala za jedzonkiem. Ponieważ nadal ma biegunkę, dziś to już jest tylko brunatna woda, ugotowałam świeżą porcję ryżu i dodałam do kurczaka z marchewką. Miskę pod nos a ona powachala i nie je. Wzięłam odrobinę do ręki i wtedy zjadła. A za chwile już i z ręki nie chciała. Przypomniałam sobie o maśle i owszem, to działa. Odrobiną masła sprawia, ze sunia zjada podawane porcyjki. Jednak na pewno nie jest to dobre rozwiązanie, z uwagi na wątrobę. Cieszę się jednak, ze zaczęła jeść. Maleńki porcyjki, ale często. Dałam jej też probiotyk, może zatrzyma ta biegunkę.
-
Gabi kochana, NIE!
-
Ciocie drogie, tez uwazam, ze trzeba Misiunie odrobaczyc. Tylko, czy to straszliwe wychudzenie nie jest przeciwskazaniem? Nie dość, ze to szkielecik obleczony futerkiem, to jeszcze nie je. U Pani Eli nie jadła nic przez 3 dni!!! Tylko piła. Kupki też nie było 3 dni. Ale jest nadzieja, bo ok. 19 tej, zjadła kilka kawaleczkow chleba z maslem. Podeszla do córki, gdy ta jadła i machala pięknie ogonkiem. Córka dała więc kawałeczek, na nic nie licząc. A Misia zjadła i prosiła o jeszcze !!! Zaraz więc dostała do miseczki kurczaka z ryżem i marchewka, kawałek pasztetu - niestety tego już nie ruszyła. Ale wpadłam na pomysł, by na podawany kąsek dawać kawałeczek masła, i wtedy sunia juz zjada. Mam nadzieje, ze jutro bedzie z tym jeszcze lepiej. Najważniejsze, ze zaczęła jeść. Na spacerze nadal kupka minimalne ilości, bardzo się napina i długo to trwa, nim wyleci odrobina rzadzizny. I tak co kilka kroków po 5,6 razy. Jak będę u weta, poproszę o oczyszczenie gruczołów, bo znowu saneczkowala. Siusiu robiła na trawie i podniosła się, gdy prawie wszystko wsiaklo w ziemie , nie widziałam wiec koloru.Może jutro się uda. Dziękuję wszystkim Ciociom za rady i zainteresowanie :) To wielka pomoc :)
-
Misiunia na spacerku zrobiła na raty 5 maleńkich kupek (wielkosc od ziarnka grochu, po orzech wloski) i wreszcie sie wysiusiala. Nie bardzo chciala dalej spacerowac, (myslalam, ze pojdziemy nad Odre) i prowadziła mnie z powrotem. Zatrzymała się przy mojej bramie (byłam pewna, ze nie pozna miejsca i pójdzie dalej...). Wyraźnie chciała do domu. Cały czas śpi. Nadal nie je, ale po spacerze napila się wody. Jaka ulga, ze choć pije! Po schodach wchodzi i schodzi bez problemów, choć wcześniej wniosłam ja i znioslam, bo wygladalo tak, jakby sie ich bała. Acha, na spacerze tarla pupka o chodnik.