-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
LALA ZOSTAJE NA STAŁE U NESIOWATEJ!!
Figunia replied to Alaskan malamutte's topic in Już w nowym domu
Cudna sunieczka! I tak szybko przestawila sie z wczesniejszego podłego zycia, aż nie do wiary... Mądrusia jest i bardzo dzielna! -
Malutka Istotko, tyle dobrych serc Cię wspiera! Wracaj do zycia i pełni sil!!!!!
-
To jest coś potwornego, wprost nie do przyjęcia, gdy takie psie dziecko jest wyzute z radości, ufności, beztroskiego szczeniectwa. Taka kruszyna, a już wie, ze życie to cierpienie, a czlowiek bywa nieobliczalny. Oby te złe doświadczenie jak najszybciej poszły w zapomnienie. Tak zreszta na pewno bedzie. Te złe zostaną przykryte dobrymi, normalnymi, ale czasu trochę musi upłynąć.
-
Biedny dzieciaczku, coś Ty przeżył. ...
-
LALA ZOSTAJE NA STAŁE U NESIOWATEJ!!
Figunia replied to Alaskan malamutte's topic in Już w nowym domu
Jak biedna miała wykarmic dzieci, skoro sama zagłodzona... Jak dobrze, ze wszystkie juz bezpieczne. -
LALA ZOSTAJE NA STAŁE U NESIOWATEJ!!
Figunia replied to Alaskan malamutte's topic in Już w nowym domu
Trudno powiedzieć o nich "kluchy"...to raczej szkieleciki. Płakać się chce. Ale już będzie tylko dobrze. -
Ukłony dla Ciebie Zosiu za to, co robisz dla Ramzesa (i nie tylko). Mało kto już pamięta o piesku, deklaracje "się wykruszyly". Przykro mi, ze nie bardzo mogę pomóc, choć kiedyś też wplacalam na niego... Ale może Ramzes mógłby otrzymać wsparcie od jakiejś staruszkowej fundacji? Przecież on dobiega chyba 20 lat - czy to możliwe? Na pewno jakiś grosz, by mu się przydał. Szkoda, ze nie moge o to wystąpić, ale może zrobi to jakaś dobra dusza, proszę!
-
Ogłoszeń chyba nigdy za wiele...więc prosimy o jeszcze :) I bardzo dziękujemy za te dzisiejsze. Trzymamy kciuki za psiaczka!
-
Fox - Kiedyś porzucony i niechciany , teraz już szczęśliwy w DS!!!
Figunia replied to Gabi79's topic in Już w nowym domu
Psiak ma same atuty: śliczny i młody - Oby trafił nie tylko w kochające, ale i mądre ręce! -
No wlasnie! Już martwię się, jak to będzie. .. To musi być naprawdę najlepszy domek. I kochający i wyrozumiały. Żeby go trochę wymęczyć zabawą, spacerami, ale też przytulac, pieścić, bo on to uwielbia. Przytulak - musi być blisko człowieka, najlepiej na kolanach, potrafi tez znienacka "rzucić się w ramiona" gdy stoję - jak ma na to ochotę. ..
-
Oczywiście, zgadzam się, Basiu. Oskarek jest NAPRAWDE przeslodki i kochany. Ale to tez łobuz i chuligan - rozrabia, broi tak, ze bardziej wygląda mi na podrosnietego szczeniaka, niz na poltorarocznego mlodzika. Kradnie kapcie i rozgryza, poduszki też - ale to wtedy, gdy jest na mnie zły, bo czegoś mu zabraniam, np. lizania rany po kastracji. Gazetą też nie pogardzi... Zachowuje czystość! Kocha wszystkich ludzi, pieski też. Z kazdym chciałby się bawić, nie ważne, czy to york, amstaff, czy labrador. Bardzo wesoły, pozytywnie nastawiony do życia Psiaczek.
-
Tak czasem, (a właściwie to dość często) myślę, zastanawiam się, czy Basia ma jakieś życie prywatne. Czy ma czas na jedzenie, spanie, itp.i taki tylko dla Siebie...
-
Trochę było to Elu nieprzyjemne... Zwłaszcza, w pierwszej chwili, gdy zobaczyłam, ze on jest spuszczony i groźnie do nas szczeka, a jego pani wyglada na spanikowana. Potem już myślałam tylko o tym, jak najlepiej wyjść z opresji, jak się zachować, by psa nie rozdraznic. Ale też czulam, ze to nie jest pies-morderca, ze nas nie rozszarpie.... Będę teraz musiała uważać, by znowu się z nimi nie spotkać, bo tych spacerów nad Odrą raczej nie zaniecham. Szkoda by było, bo to idealne do tego miejsce. Dziękuję kochana za dobre słowa. Żeby te 5 dni szybko leciały i żeby Oskarek rozumiał, ze tak być musi...a potem już będzie tylko coraz lepiej...
-
Niestety, właśnie się poddałam i założyłam mu kołnierz, bo za wszelką cenę chce się dostać do rany i łapie sterczaca nitkę. Czytam, ze rana goi się ok. 10 dni. Zatem, jeszcze "tylko" 5 dni przed nami...biedny maluch...
-
Anil kochana, napisze zaraz pw. Celik/Oskarek leży obok mnie, brzusiem do góry, odpoczywa po ponad godzinnym spacerze nad Odrą. Była nieciekawa sytuacja, gdyż Oskar (raczej jego darcie mordki), nie spodobało się wielkiemu psu husky. On tak sie wydziera, jak zobaczy jakiegoś psa, ze cos strasznego. Ale to z rozpaczy, ze nie może podbiec, bo przecież nie zawsze dochodzi do spotkania. Pani szła z tym wielkim wilkiem przed nami, wiec żeby Oskar sie nie wydzieral, usiadlam i odczekalam, aż znikną nam z oczu. Jednak potem znowu odległość się zmniejszyła. Nie zwróciłam uwagi na to, ze pani psa spuscila ze smyczy. A mój maluch szedł już spokojnie, tyle ze szybko. Nagle slysze krzyk tej pani, pies idzie do nas i nie myśli jej słuchać. Ona krzyczy, wola go a ten stanął ale zaczął do nas szczekac - tak groźnie, basem. Nie wyglądało to dobrze. Wzięłam malucha na ręce i już polecalam Bogu (choć czułam, ze pies co najwyżej podejdzie, obwachaja się i tyle, bo Oskar jest bardzo przyjazny, od razu by sie do Niego cieszyl), ale w końcu nigdy nie wiadomo... Pies co chwilę, postępował ku nam, kompletnie głuchy na Pani rozpaczliwe odwoływanie, a ja z Oskarem na rękach, powoli, spokojnie odchodzilam w bok, w gore, po skarpie, aby zejsc temu psu z oczu. Na szczęście Oskar nie szczekal, siedział na rękach cichutko, jak trusia, może dlatego tamten nie zdecydował się, by do nas podbiec. I całe szczęście, bo naprawdę nie wiem, jak by sie to skończyło. To juz 5 dzień od kastracji. Pilnuje go w dzień i w nocy, choć oczywiście usiłuje się wylizywac. Apetyt ma ogromny, ale nadal jest chudziutki, kostki starcza. Basiu, czy on był odrobaczany?, szczepiony? Czy nikt w jego sprawie nie dzwoni, czy może nie jest jeszcze ogłaszany? Szkoda, żeby się u mnie zasiedział, przywiazywal... On sie u mnie męczy, bo energia go rozpiera, a tu spacery na smyczy, w domu też się nie wyszaleje, bo nie ma jak i z kim. Szkoda go, bo to mlodziutki piesio a wiedzie życie staruszka. Trochę się pobawi, gdy mi włazi na glowe, szarpie, gryzie i poniewiera, ale to wszystko za malo. Oby los mu zesłał dobry, kochający domek, bo to przekonane stworzonko. Mądry, przytulasny, wesoły.
-
Jest jakby lepiej! Spał obok mnie, w tym kloszu (chyba dlatego męczyły mnie koszmary...). Na porannym spacerze klosz zdjelam, bo chyba nic by nie zrobił. Na szczęście, biegał jakby nigdy nic i nie interesował się raną. Apetyt mu dopisuje - w koncu musi nadrobić wczorajszą przykrosc- brak kolacji. Od rana jest wiec bez abażura, pilnowany, a teraz śpi koło mnie, jednak będę chciała wyjść na zakupy, wiec znowu nad biednym psem będę się pastwic... Mam nadzieję, ze wytrzyma i nie będzie też szczekal. Będę się starała wrócić jak najszybciej, ale wiadomo, jak to bywa...A każde 5 minut, to niepokój, wręcz wielki strach, czy nic zlego sobie nie zrobił. Mogłabym oczywiscie wziąć go ze sobą i uwiazać przed sklepem...czego oczywiście nie zrobię.
-
Basiu, zapłaciłam równe 150zl. Dałam doktorowi dane do faktury, ale bez imienia, bo chce się upewnić, czy ma być na Celika?
-
Biedny jest, zmęczony, zszokowany, bo nie wie, co się stało. Ten wesoły, niezmordowany w dokazywaniu psiaczek patrzy teraz na mnie z takim smutkiem. I spać raczej nie zamierza.
-
Oskarek już po kastracji! Niedawno wróciliśmy do domu, u weta było dziś wyjątkowo dużo ludzi a musialam czekać, aż wszyscy wyjdą. Czekaliśmy 3 bite godziny. Wszystko dobrze, tylko maluch szaleje. Prawie od razu po wybudzeniu, po pierwszych kilku kroczkach, zaczął się interesować raną. W drodze do domu co chwilę stawał i chcial wylizywać. Musiałam więc go nieść, a w domu od razu założyłam kołnierz. Teraz w nim szaleje, walczy z nim, nie moze sobie znalezc miejsca. Już raz udalo mu sie go ściągnąć. Zapowiada się ciężka noc.
-
Pozdrawiamy Ciocię Nesiowatą, której Misia najwyraźniej też skradła serce... :)