Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Anusiu, Ty mój Aniołku kochany. Zawsze mnie wspierasz a teraz jeszcze wychwalasz (tak naprawdę, to nie wiem, za co...) :) I Ewunia też mnie rozumie i życzy jak najlepiej, wiem. :) Zresztą, wszystkie Ciocie mnie wspierają i chciałyby pomóc. Czuję tą wielką sympatię, jest to wzruszające i niezwykle cenne. Tak sobie jeszcze trochę pochlipię, pożalę się, pomarudzę. Proszę na to nie zwracać uwagi :)
  2. Czytam ze ściśniętym gardłem. Tyle wokół cierpienia ... a tych pieniędzy wciąż za mało, by pomagać..
  3. Ciocie, uwierzcie mi proszę, że nie jest to takie proste. Nie o wszystkim jednak chcialabym tu pisać, bo to dla mnie krępujące sprawy, zwłaszcza, jak chodzi o wersję, że zostaję na zimę w kraju. Jednak to nie byłoby dobry pomysł... Natomiast jak chodzi o wyjazd do Szwecji, to zabierając psa, mogłabym tam być jedynie przez 3 miesiące, a nie 5, jak to zazwyczaj ma miejsce. Czyli i tak nie uciekłabym przed tym, przed czym stąd uciekam. Że o corocznych kosztach takiej wyprawy już nie wspomnę. Wspomnę za to o przerażających (nie tylko dla mnie) kosztach leczenia psa w Szwecji. A Lonia, wiadomo, to starszy psiaczek i trudno liczyć na to, że przez kilka miesięcy nie zachoruje...Jeszcze, gdyby córka miala pracę, ale pracuje tylko zięć. I jedna ważna sprawa - dzieci mam naprawdę kochane. Jeśli powiedziałabym, że przylecę, ale z pieskiem, to będą się tylko cieszyć. Oboje lubią psy i nie mają nic "naprzeciw", Od razu było mówione "mamusia, przylatuj z Lonią"...jak wtedy, gdy kilka lat temu miałam zabrać wałbrzyskiego pieska Frania z Fundacji, gdzie zachorował...już wtedy wolali, że mam przylecieć z Franiem, że nie ma problemu... Tak jak piszesz Aniu, dajmy szansę temu domkowi. Czy raczej Loni...Jeśli stałoby się coś takiego, że ona poczuje się tam bezpieczna i szczęśliwa, to przecież będzie mi łatwiej. A właściwie, to będę bardzo szczęśliwa. Nie powinnam już mieć psa. Powiedzialam sobie to już kilka lat temu. Jestem samotnie żyjącą emerytką. Bywają choroby, nawet niegroźne, ale uciążliwe...np. grypa, zapalenie korzonków...grypa żołądkowa itp. Sama konieczność wychodzenie wówczas na spacer z psem jest koszmerem. O żadnym wygrzaniu się, wypoceniu nie ma mowy, a przy korzonkach, koszmarem jest zmiana pozycji, położenie się czy wstanie...Wiem, bo wszystko to już przechodziłam. Ale była wtedy ze mną jeszcze córka (korzonki). Grypę jelitową przechodziłam mając stareńką Figunię, która nie trzymała już niczego. Ale wyjść z nią i tak musiałam, bo prosiła. Szłam więc niosąc ją na rękach (jamnik) i słaniałam się, kucałam co chwilę, bo robiło mi się czarno przed oczami...ponad dwa piętra i tak kilka dni... Nie mogę liczyć na niczyją pomoc. Dlatego psa już mieć nie mogę. Mogę jedynie pomagać tak, jak to robię, dając bdt. Proszę więc, nie zwracajcie uwagi Ciocie na moje biadolenie. To taka niekonsekwencja...Wiem, że mieć jej nie powinnam, nie mam na to po prostu warunków, więc nie powinnam w ogóle o tym myśleć. Piszę czasem to, co mam w sercu, bo to prawda, że gdybym tylko mogla, miała po temu warunki, to ani chwili bym się nie wahała i Lonia byłaby moja. Przepraszam za to robienie zamętu...
  4. Właśnie tak Anulko Dużo też zależy od Pani Kasi. Bo suczki w końcu ustalą hierarchię, potem może być zgoda a nawet może się polubią, kto wie... Jakoś tak zaraz płakać mi się chce nad Loniuchną, bo to pewnie ona będzie musiała się poddać...w nowym domu, nowy człowiek, jakiś pies... porzucona... Czemu to wszystko takie trudne i przykre :( Tak nie chcę jej oddawać, tak ją kocham.
  5. No taaak, z takim przyjaznym pieskiem, jak Mikuś, czy Pokerek (w domu :)) to można wiele zdziałać. Ale co z małą zołzą, babą-jędzą, która nawet kaukazce skakała do gardła. Ostatnio suczce husky a wcześniej młodemu (ale sporemu) cane corso...amstafa też chciała rozszarpać... Oczywiście zazwyczaj jest tak, że widząc zbliżające się psy, odchodzę z nią na bok, albo trzymam na rękach. Ludzie zazwyczaj wołają: "proszę się nie bać. on-ona nic nie zrobi". Odpowiadam, że właśnie o ich psa się boję, bo moja to agresor...Robi się wesoło, rozmawiamy, ale Loni nie puszczam, wszak nigdy nie wiemy, jak zachowa się atakowany, obszczekiwany pies. Czy właśnie akurat się nie wkurzy...Wolę nie ryzykować. Tylko raz jeden, w ub. roku, w parku, znienacka zjawiła się kaukazka, za późno chwyciłam Lonię, wyrwała mi się, pognała z jazgotem i szaleńczo doskakiwała tej olbrzymce do gardła. Jeszcze teraz ciarki mam na plecach...pisalam o tym w ub. roku... Ma szczęście do super łagodnych, wyrozumiałych i szkolonych psów, bo te jej wściekłe ataki ignorują i odchodzą.
  6. Pewniejsza jest niewątpliwie w domu, u siebie. Ktokolwiek przyjdzie, zaraz robi jazgot, denerwuje się i nie ma temu końca...chce przepędzić intruza po prostu. Smaczki owszem, nawet stanie slupka i będzie prosić łapkami, dostanie, połknie i już znowu warczy...a jak kto chce pogłaskać, bo mu się wydaje, że potwór już ułagodzony, to szybko rękę wycofuje. Zołza szczerzy ostatnie dwa zęby, marszczy nosek, słowem "bez kija, nie przystąp". Z nią "w gościach" natomiast byłam chyba tylko u Ciebie Aniu, więc wiesz, jak się zachowuje, no i jeszcze w Długołęce, na zapoznaniu się. Była grzeczna, choć dość niepewna i trochę zdenerwowana. Pewnie tak właśnie będzie u Pani Kasi w domu. A poznanie z Jej suczką to wielka niewiadoma, choć stawiam na to, że Lonia miła nie będzie... Dobrze byłoby to tak zainscenizować, by suńki poznały się będąc w oddaleniu od nas, ludzi. Jak do Loni podchodzi jakiś czworonóg, a nie jestem blisko przy niej, to już nie jest tak pewna siebie...wręcz traci rezon i zachowuje się normalnie. Jak tylko znajdzie się bliżej, potrafi zaatakować wściekle. Tylko nie wiem, jak to zrobić, by zostały same, bo ona raczej mocno trzyma się moich nóg. Ale coś wymyślimy, mam nadzieję...choć, w sumie, co to da, skoro następne spotkanie może wyglądać już zgoła inaczej...
  7. Dziękuję Poker i za Twoje sugestie. Już nie chciałam tu pisać i nudzić (bo mam wrażenie, że stale o tym piszę), że mam obawy co do tego, jak Lonia "podejdzie" do suni Pani Kasi. Po tym, co widzę na spacerach, trudno być dobrej myśli, choć czasem jest normalnie, czyli dość przyjaźnie obwąchuje się z nowo poznanym psem/suczką (to bez różnicy) i zaraz potem zajmuje się swoją zabawą i więcej nie zwraca nań uwagi. Ale to tylko czasem... Najlepiej będzie, tak jak piszesz, zapytać jeszcze Pani Kasi, no i coś wtedy postanowimy. Oby mądrze i słusznie...:)
  8. Ale fajnie na tym wątku Mimisi walczącej ze smyczkami...:)
  9. Przyznam Anulko, że jeszcze tego nie wiem, ale coś mi się wydaje, że Pani Kasia miała na myśli swój domek. Masz rację, suczki powinny poznać się na neutralnym terenie, więc przy najbliższej okazji Pani Kasi to zasugeruję. Dziękuję więc, bo to zapewne jedna z podstawowych, ważnych zasad, a mogłam o tym nie pomyśleć.
  10. i jeszcze przed snem zaglądam. To już chyba z ... przyzwyczajenia.... :)
  11. Ja też. Ten zapach... Jaka szkoda, że są tak krótko...
  12. No przecież...że też zerkam :) z nadzieją.:) Dobrze, że to nie jesień, zima...bo byłby tu płacz wielki...
  13. Też Jej tego życzyłam :) Kciukujemy mocno...bo to wielka szansa dla Loni...:)
  14. Jednym słowem, trzymamy kciuki za wspaniały domek czarnulka :)
  15. Nasze spotkanie z suniami odłożone o kilka dni, bo Pani Kasia się rozchorowała po podróży...
  16. Mnie też urzekło to psiątko. :) Oby długo nie czekał na swoje szczęście !
  17. Właśnie na taki "cud" Aniu, liczę. A też na wyrozumiałość, cierpliwość i determinację Pani Kasi. Bo bez tego, ani rusz...
  18. Aniu, dziękuję za wieści! :) Ciocie drogie, kciuki będą bardzo potrzebne, bo jak już nie raz pisałam, Lonia do innych psów to taka mała zołza jest. A nawet kawał cholernicy - nie owijając w bawełnę...Ale, może akurat pokaże się z lepszej strony (czasem tak robi) i zrobi nam niespodziankę.
  19. Oby tak było Ewuś, bo już czas najwyższy, by ten krasnalek powędrował do SWOJEGO domku!!!
  20. Jak miło!!!! My też serdecznie pozdrawiamy Panią Kasię wraz z Rodziną!:)
  21. Aniu, gdybym mogła jakoś pomóc, to daj znać...
  22. Loniusia wymiziana - dziękuję :) Tobie Ciociu, także życzę zdrowia. Za zdrowie Alesia kciuki nieustanne. W ogóle to wszyscy dobrzy ludzie powinni być zdrowi i szczęśliwi. I zwierzaki, oczywiście też! Wiem, to takie nieco infantylne, ale gdyby na naszej planecie istniała sprawiedliwość, to tak by było. Musiałoby tak być, po prostu.
  23. Dołączam do powyższych życzeń :)
×
×
  • Create New...