Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Ewuś - dziękuję! i Cioci b-b także dziękuję - za to, że Jesteście u Loni, wspieracie mnie i za wszelkie rady. To ogromnie ważne, czuć że ktoś tak idealnie wszystko rozumie. :) :) :)
  2. Ciociu droga, przecież wiemy, jak dobre przyświecały Ci intencje :) Tak, jak już pisałam, powiem Pani Kasi o tym, jak Lonia zareagowala na wędlinę, bo poza tym, że psy nie powinny jeść takich rzeczy (a sądzę, że Pani Kasia o tym wie i tego zwykle nie robi), miałaby jeszcze kłopot z jej sikaniem. Od czasu, kiedy dr Kanzawa kategorycznie zabronił dawać Figuni potrawy z solą i z naciskiem podkreślał : ZERO, NIC, ANI ODROBINY! - niczego słonego nie daję psom, o soleniu jedzenia już nie mówiąc. Bo kiedyś gotując, dawałam dla smaku szczyptę soli. Więc zaniechałam i tego. Sama zresztą coraz mniej używam soli i wszystko wyśmienicie mi smakuje, nawet ziemniaczki... Słodycze, cukier - wystarczyło mi, że kiedyś przeczytałam (czy usłyszałam, bo już nie pamiętam) żę psy dostające słodkości, w starszym wieku ślepną, odechciało mi się częstować je słodyczami. Uważam, że lepiej by pies "miał krzywdę" i "cierpiał" z powodu że nie dostanie ciasteczka, niż stracił wzrok o innych chorobach, nie mówiąc. Oczywiście, jakiś mały okruszek, raz na jakiś czas jest dozwolony...byle naprawdę z umiarem.
  3. Pani Kasia jest niesamowita. Naprawdę! Nie wiedziałam, że są tacy ludzie. Jak pomyślę, że Lonia mogłaby "robić cyrki", czuć się źle u Pani Kasi, czy Pani Wilmy to zwyczajnie ogarnia mnie jakaś niechęć...żeby nie powiedzieć złość na tego szkraba...Tak, jeśli miałoby nie wyjść nic z tej adopcji, bo nie daj Boziu, znowu zacznie sikać, chudnąć i nie wiadomo, co jeszcze, to chyba będę na nią zła... Pewnie nie powinnam tego pisać, ja, taka wyrozumiała dogomanka...super dom tymczasowy...ale przecież lepszego domu jej nie znajdę. Jednak Lonia może mieć w nosie to, że będzie kochana i zadbana, że będzie miała swój pokój (TAK!!!, byłam, widzialam, sunia Pani Kasi ma swój własny pokoik), wielki taras, ogródek - no, jak temu łepkowi wytłumaczyć, że wygrała główny los na Loterii? Chyba spiorę jej tyłeczek. Tak się to skończy. Aniu - dziękuję!!!! Buziaki!
  4. Będzie nam wszystkim ogromnie miło :) Tylko czemu "niema czytaczka"? Liczymy na coś więcej...:)
  5. Nie napisałam tego wczoraj, ale muszę wyjaśnić, że tak, jak pisze Poker, Pani Kasia nie miała czasu, by kupić coś odpowiedniego dla Loni i częstowała ją tym, co miała w lodówce. Myślę, że jest świadoma tego, że wędliny, słone i pełne przypraw to nie jest odpowiednia karma dla psów, ale na pewno przy kolejnym spotkaniu powiem, jak Lonia zareagowała na te smakołyki, aby mieć pewność, że nie bedzie tego dostawać nawet w formie smaczków czy nagród. Ciocie, proszę o wyrozumiałość. Zwaliło mi się na głowę parę przykrych spraw i jestem w gorszym nastroju, właściwie podłamana... Piszę więc to, co muszę ale myślami jestem gdzie indziej. Stąd te moje odpowiedzi takie zdawkowe raczej i nie do każdej z Cioć z osobna...Przepraszam za to.
  6. Rozumiem w pełni Pani decyzję. Miło było Panią poznać, choć tylko przez telefon. Również życzę serdecznie spełnienia marzeń, jak chodzi o znalezienia czworonożnego przyjaciela. Wierzę, że tak będzie. :)
  7. Coś za często ostatnio zdarzają się te awarie na Dogo... A Lonia niestety taka jest...nieprzyjazna dla innych zwierząt. Rzadko, bardzo rzadko zdarza się, by zupełnie normalnie podeszła do psa (czy suczki, bo to bez róznicy), bez ataku, warkotu, pokazywania zębów. Sunia Pani Kasi to taka poczciwa ciapa. Nastawia się tylko do głasków i macha ogonkiem. Coś mi się wydaje, że jak przyjdzie do ustalania hierarchii w stadzie, to Lonia, choć starsza i maleńka, ją sobie podporządkuje. Pani Wilmo, na pewno przeczytała Pani już sporo (a może cały wątek) o Loni. Pisalam także o tym, jak wyglądały jej relacje z kotem. Ale to było małe kociątko, a Pani ma dorosłe kotki... Jednak nikt tak naprawdę nie wie, jak Lonia mogłaby się wobec nich zachować, I jak one... A nawet jeśli na początku byłoby niefajnie, to przecież nie wykluczone, że np. po miesiącu, byłoby już całkiem dobrze...inaczej...Kto to wie... Powiedziałam Pani Kasi o Pani. Nie po to, by wywrzeć jakąś presję, tylko by wiedziała, że jesli np. w tej swojej niefajnej sytuacji, pomyślała o tym, że jednak to nie był dobry pomysł i chciala wycofać z dania domku Loni (a było jej niezręcznie, bo przecież zaklepała już sobie Lonię), to może to zrobić, bo jest na Lonię ktoś chętny, ktoś równie godny Loni - że tak się wyrażę... Pani Kasia podziękowała mi za szczerość, i powiedziała, że nadal chce wziąć Lonię, nie zamierza się wycofać, choć oczywiście nie można przewidzieć tego, że jednak coś takiego się wydarzy, że stanie się to niemożliwe. Ale Lonią jest oczarowana i cały czas jest mowa o tym, że ma już dom... W poniedzialek ma zadzwonić i umawiamy kolejną wizytę. Przekazuję Pani równie uczciwie jak się sprawy mają. Bardzo serdecznie z wielką sympatią Panią pozdrawiam :)
  8. Wreszcie Dogo działa... Jak było? Dokładnie tak, jak tego się spodziewałam...czyli wszystko było fajnie, do czasu, kiedy Pani Kasia wypuściła swoje suczki. Oprócz swojej, ma bowiem u siebie, na czas jakiś, suczkę teściów. Lonia niestety, zachowała się nieładnie...startowała do tych przemiłych, grzecznych, przyjacielskich dziewczynek z zębami i jazgotem... Jedna z nich (teściów) Loni się postawiła, zaś sunia Pani Kasi, wycofywała się i wyglądała na zdziwioną taką napaścią. Co ważne, Pani Kasia jest dobrej myśli, zatem planujemy kolejne spotkanie, o ile nic niespodziewanego nie stanie na przeszkodzie. Wcześniej, przed zapoznaniem suczek, Pani Kasia szczodrze karmiła Lonię smakołykami, Lonia ochoczo podążała za nią i stawała słupka, dałą się pogłaskać, słowem, przekupstwo zrobiło swoje...tylko potem miałam "mały problem", Lonia, nakarmiona wędlinami (których ja jej w ogóle nie daję) w domu piła jak smok i pod wieczór nie wytrzymała i nałała na podłogę...po raz drugi, odkąd do mnie wróciła. Szkoda jednak, że brakuje mi fachowej wiedzy, jak postępować w sytuacji, kiedy pies tak się zachowuje. Bo Lonia przypuszczała atak a potem zaraz chowała się za mną...karciłam ją, obie z córką wołałyśmy "nie wolno" ale pewnie można było zrobić coś więcej, może inaczej. No ale jak na pierwsze spotkanie, wszystkie uznałyśmy, że nie było źle i mamy nadzieję, że będzie coraz lepiej. Aniu, lekarstwo już mam. Przerwy w braniu Lonia nie ma, bo starego wystarczy jeszcze na kilka dni. Dziękuję Ci za chęć pomocy!
  9. Duszku - wszystkiego najlepsiejszego!!!!! :)
  10. Witamy pięknie Ciocię po dłuuuugiej przerwie...:) Lonia już odrobaczona (Pratel) tylko mamy kłopoty z lekiem na serduszko, bo mialam go dziś odebrać a okazało się, że jest w hurtowniach niedostępny.
  11. Ależ serce się raduje takim CUDEM...:)
  12. Okolice Jeleniej Góry. Nie daję głowy, bo akurat miałam silne trzaski w słuchawce telefonu, ale wydaje mi się, że padła nazwa Wleń. Jakbym zmyślała, to na pewno zostanie to zaraz skorygowane...:) W domku są dwa koty. I to jest podobny problem, jak u Pani Kasi, bo najlepiej by Lonia była jedynaczką.
  13. A jednak Aniu - zdziwię się...choć oczywiście wierzę Ci...W takim razie współczuję... Uwaga Ciocie i ewent. Wujkowie! Rozmawiałam niedawno z Panią Kasią i jesteśmy umówione na spotkanie u Niej w domku, na piątek, godz. 16. O ile nic nie stanie na przeszkodzie oczywiście. Sytuacja z chorą teściową nadal b. poważna, niestety. Zatem, proszę o mocne kciuki, by Lonia nie chciala zjeść drugiej suni (i vice versa), no i żeby coś się wreszcie z tego wykluło. Albo w te, albo wewte... Przy okazji pozdrawiam serdecznie Panią Wilmę :)
  14. Figunia

    Metamorfozy

    Tą duszę Gusiaczku widać w każdym wpisie...:)
  15. Bo takie Duszki zasługują na Cuda. To przecież najzwyklejsza oczywistość...:) Strasznie się cieszę!!!!
  16. Potworne...co za okropieństwo z tymi choler...mi kłosami. Moja Figa też kiedyś miała to pioruństwo w łapce. Ileż było dłubania (u weta) by to wyciągnąć...bo na szczęście wetka od razu podejrzewała, że gula jest od tego właśnie... Jak dobrze, że sprawa "pogryzień" u Karmelka się wyjaśniła. Na to wygląda.
  17. Ale się biedulek nacierpi...oby to już ostatnia gula, ostatnie zabiegi, antybiotyki itp.,poza oczywiście kastracją, kiedy już będzie możliwa... Niech lepiej z kotą nie zadziera, bo jak kota się wkurzy, to...strach pomyśleć, znowu będzie policzek bolał...tfu, tfu, odpukuję...
  18. I ja zaglądam do słodkiego Łatusia...:)
  19. Oj, to trzymam z całych (marnych dziś) sił!!!!!!!!!!!
  20. Ewuś :), my Ciebie też pozdrawiamy serdecznie i trzymamy kciuki za Twoje sprawy te duże i małe...
  21. Witaj Anecik :) Też sobie nie zazdroszczę... :) ale może Lonia zrobi nam niespodziankę i wcale nie będzie tak, jak się tego obawiam. Oby! Właśnie wróciłyśmy z Lonią z ponad godzinnego spaceru nad Odrą i uświadomiłam sobie, że z porannych zakupów na targu nie przyniosłam do domu jednej reklamówki. Myślałam, że zgubiłam jedną rzecz, czy raczej zostawiłam tam, gdzie robiłam ostatnie zakupy, więc po jedną rzecz nie chciało mi się wracać. Dopiero teraz dotarło, że przecież nie przyniosłam ani pomidorów ani ogórków...tylko truskawki, czosnek i chleb. Wszystko zostawiłam (chyba) przy ostatnim straganie... Tak właśnie mam, gdy nie śpię. Głowa zupełnie nie pracuje. Już nawet ani się nie dziwię, ani nie wkurzam, tak po prostu jest. O niczym nie pamiętam, choć usilnie się staram. I robię głupoty, jedna po drugiej.
  22. Dobre wieści, choć mogłyby być lepsze. I tego nieustannie życzymy :)
  23. Aniu, dziękuję za zdjęcia i wieści od Pani Kasi. Za zrozumienie także... My wszystkie trze czujemy się już u Ciebie tak, jak u siebie...może nawet lepiej. Bo Jesteś przemiłą, ciepłą, mądrą Kobietką...:) Także miałam wrażenie, że Lonia poznała miejsce i biegała sobie znanymi ścieżkami... Zmęczona była...jasne...prawie całą drogę przebyła na moich rękach...:) Aniu, czekam niecierpliwie na tel. od Pani Kasi i spotkanie. Może coś ruszy do przodu i nie chodzi mi o oddanie Loni, tylko o jasną sytuację, bo Wilma zapewne także czeka i chciałaby wiedzieć jak to z Lonią będzie...
×
×
  • Create New...