-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Chyba nie będę dzisiaj nic pisać, bo po tej wiadomości mam w głowie istny młyn. No i czuję tak wielki żal, że aż mi głupio... Dobra, nic nie piszę, bo jak to jutro przeczytam, to będzie mi jeszcze bardziej głupio... Po prostu - nie wyszło. Tak bywa. Aniu, dziękuję za Twoje pośrednictwo i pomoc. Wiem, że przeżywasz to równie mocno, a przecież nie musiałabyś aż tak się angażować. Mogłabyś tylko z daleka obserwować sprawę i od czasu do czasu napisać bardziej lub mniej śmieszny komentarz...
-
Takie Maluchy - a radość z ich powodu Przeogromna :) Nie mogły lepiej trafić, po prostu niemożliwe...
-
Czekamy z nadzieją na dobre a niebawem najlepsze wieści. Oby było dobrze i szczęsliwie...
-
Romek, zwany Foką - dziadek na ostatniej prostej już za TM[*]
Figunia replied to sunia2000's topic in Już w nowym domu
Foczku :( Trochę za krótko dane było cieszyć ci się najlepszym życiem... -
Kochana Maleńka! Oby tak dalej...ze zdrówkiem, czyli coraz lepiej ma być! Anulko, jeśli dziś obchodzisz Imieniny, to przesyłam moc serdecznych życzeń wraz z uściskami :)
-
Dziadeczki na ostatniej prostej - schronisko Wrocław
Figunia replied to sunia2000's topic in Już w nowym domu
Cudowna wiadomość!!! Jak Wy Dziewczyny to robicie????Chwała Wam i szacunek wielki!!!! -
Taksa - chwila jamniczej radości :D - jak dobrze że jesteś :)
Figunia replied to anica's topic in Już w nowym domu
Aniu kochana, z racji Imienin, życzę Ci zdrowia i życia obfitującego w same pomyślne zdarzenia. A tych kilka najważniejszych marzeń z wierzchołka listy - niech się spełni nareszcie!!!! Buziaki ode mnie i Doroty :) -
Wspaniałe wieści. Zdrowiej Sawanko, jedz i szczekaj. No i biegaj sama po schodach, bo przecie kilkunastokilogramową dziewuszkę dźwigać, to nie byle co...
-
Pieseczku, trzymam za Twoje Szczęście!!!!
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
Figunia replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Dołączam do Gratulacji dla calutkiej tak pięknie powiększonej Rodziny!!!!:) -
I ja zaglądam i cieszę się, że jest lepiej. Kciuki za Twoje zdrówko, Sawanko!
-
No właśnie. Gdyby tak (nie daj Boziu) stało się tak, że z powodu kolejnych jakichś zawirowań (odpukać) Lonia do Pani Kasi jednak iść nie może, to zawsze byłaby dalej nadzieja, bo jest oglaszana. Może to takie niefajne asekuranctwo, ale chyba nikomu krzywdy tym nie robię, zwlaszcza, że Pani Kasia jest pierwsza w kolejce (której już nie ma...)
-
Aniu, w takim razie źle Twoją wiadomość zrozumiałam. Odebralam ją tak, jakbyś i Ty martwiła się, że Pani Kasia zaczyna mieć wątpliwości i zaczyna sie wycofywać. Rzeczywiście nadal aktywowałam stare ogłoszenia Loni, może to błąd, teraz nie wiem...Robilam tak, by nie kusić losu, by potem nie wyrzucać sobie, że za bardzo się z tym pośpieszyłam. Zamierzałam to zrobić wtedy, gdy już Lonia będzie NA PEWNO w swoim Domku... I gdyby ktoś zadzwonił i pytał o Lonię, powiedziałabym o jej sytuacji tak, jak powiedziałam Pani Wilmie. To, że są ogłoszenia niczego nie zmienia, bo Lonia wciąż jest "zarezerwowana" i tylko czeka na dogodny czas Pani Kasi i Jej decyzję. Obiecałam Jej to więc nie może być inaczej. Jakoś tak smutno mi się zrobiło... A urlopu nieudanego, współczuję bardzo.
-
Ze spaceru z Lonią wróciłam z ćmą...Leżało toto na ziemi, łapkami do góry, myślałam, że to zeschły listek...Uprzątałam Loni miejsce z patyków, liści, większych kamieni, by mogła swobodnie się bawić i ten "listek" też chciałam odrzucić na bok. Patrzę, a to ma skrzydła, piękne...i wielki jest i grubaśny. Ale prawie się nie rusza, jedynie po tym, że jedną łapką (odnóżem pewnie jest prawidłowo) złapał mnie i trzymał no i ociupinkę się poruszył, poznać, że jeszcze dycha... Mogłam oczywiście zostawić go tam, pod drzewem, ale jak pomyślałam, że wkrótce mrówki, pająki czy inne gady go dopadną i zaczną zjadać żywcem, zabrałam do domu. Siedzi sobie w kartoniku na listkach, trawach, narwanych kwiatach. Ma obok pysia kropelkę wody, trochę miodu i nitkę mięska z kurczaka (na wypadek,gdyby był mięsożerca). Myślałam, że to motyl. Piękny, w dodatku nigdy podobnego nie widzialam. Ale poczytałam o tym, czym róznią się motyle od ciem i już wiem, że to ćma. Nazywa się Niedźwiedziówka kaja. Chcialam tu wkleić zdjęcie, ale przecież nie takie to łatwe...nie mam uprawnień... Gdyby ktoś wiedział, jak można pomóc takiemu stworzonku...to będę wdzięczna. Do weta raczej z nim nie pójdę...Liczę na to, że trafi sięakurat ktoś obeznany z owadami i coś podpowie. Bo może niepotrzebnie jednak go zabrałam albo źle karmię... I jeszcze dodam, że kasy na wsparcie (choć to jakby nie było Niedźwiedziówka jest) jeszcze nie zbieram... :)
-
Zdublowało mi się, więc na tym dubelku odpowiem Tobie, Ewuniu... Może to faktycznie tylko jakiś gorszy dzień, zobaczymy, co będzie, bo gdybać to sobie można... Wycałuję małego drania, wycałuję. Loni nic upały nie przeszkadzają, apetycik taki, jakby dna nie miała, na dworzu wystarczy kamyczek i już zabawa na całego, kopanie, bieganie, skakanie...oczywiście unikamy wychodzenia w najgorszym czasie i tylko w cieniu... W rewanżu Ewuniu, ściskam Cię i życzę samego dobra a Swoją Pumcię też wyściskaj od ciotki z Wrocka i wycałuj ile się da! :)
-
Mam wreszcie rachunek za Prilium300 od weta. Oczywiście najpierw musiałam kupić druki i doktorowi podrzucić... Jeszcze raz dzięki wielkie Pokerku, za namiary na ten sklep! :) Napisałam też wreszcie do Isadory7 z pytaniem, czy moge liczyć na zwrot pieniędzy za leczenie i ten lek Loni, teraz czekam na odpowiedź.
-
Witaj Aniu, mam nadzieję, że urlop był udany i solidnie wypoczęłaś/ wypoczęliście od pracy, Wrocławia i tej zwykłej codzienności. Na pewno był za krótki, to wiadoma sprawa, niestety...i te powroty wcale nie cieszą. Co do Pani Kasi, to rzeczywiście brzmi to niepokojąco, wszak zupełnie inaczej wypowiadała się jeszcze przed wyjazdem, stale zapewniała, że Lonia będzie u Niej...Przecież gdyby zdecydowala się wcześniej, Lonia mogłaby trafić już do Pani Wilmy. Choć tam są koty, to wierzę, że Lonia po kilku dniach, a może nawet już pierwszego, zrozumiałaby, że nie ma co do nich podskakiwać. Wczoraj np. ruszyła do kota, który sobie siedział na trawniku. Kot się nie przestraszył wcale wręcz przeciwnie wstał, pokazal jaki jest okazały (bo rzeczywiście był wielgaśny), ja oczywiście rozdarłam sie na nią "stój", "nie rusz" i takie tam...i za moment oboje zgodnie do mnie podeszli na głaski. Niestety, w tym momencie koło Szpitala zaczęła się wariacka kanonada - petardy, wybuchy jak w Nowy Rok...natychmiast złapałam Lonię a kot gdzies uciekł. Widziałam całe gromady przerażonych ptaków, lecących gdzies prawie na oślep - to było ok. 21.30 więc już ciemnawo...na pewno już spały... Naprawdę, można mieć czasem dość tego świata i ludzi... A Pani Kasia - jesli teraz się wycofa, zrezygnuje, to Ją....nie nie napiszę, jak miałam zamiar - uduszę...bo może to przeczyta...to Ją postaram się zrozumieć. Ale byłoby to przykre, bo może powtórzyć sie historia sprzed roku, że nie będę miała co z Lonia zrobić. O jakimś tymczasowym domku raczej już nie myślę, niechby to już był ds, ona już nie powinna tak być przerzucana...
-
Oby powolutku szło już ku dobremu. To nie jest w końcu staruszeczka...mogłaby jeszcze pożyć sobie w dobrobycie i miłości.
-
Zaglądnęłam a tu takie niedobre wieści. Biedna Maleńka... Trzymam kciuki, by wszystko wróciło do normy, tej z kwietnia, kiedy nic złego się nie działo.
-
Trzymam kciuki za dalsze szczęśliwe (tylko i wyłącznie), życie Pimpula.