katarzyna.m2
Members-
Posts
205 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by katarzyna.m2
-
Też jestem zdruzgotana i wstrząśnięta historią Cygusia. Jestem przekonana, że ten piękny, tak okrutnie skrzywdzony pies znajdzie swój dom. Bardzo bym chciała, żeby jego oprawców spotkała zasłużona (surowa!) kara. Historia koteczka równie poruszająca. Zgroza!
-
Witam :). Bardzo dziekuję za wszystkie miłe słowa, które kierujecie pod moim adresem (i pod adresem Farutka oczywiście :)). U nas wreszcie wszystko wraca do normy. Farelek już prawie wrócił do poprzedniej formy. Jest coraz silniejszy. Pięknie i dumnie wygląda, gdy sobie leży na materacu i z wysoko uniesioną głową i postawionymi uszami rozgląda się wokół. Jeszcze tylko z apetytem trochę gorzej - najchętniej by wsuwał ryż z kurczakiem (kuciakiem, jak fajnie mówicie :)), ale po ostatnich sensacjach boję się z tym przesadzać. Próbowałam dzisiaj podać mu makaron, ale olał.Może dlatego, że makaron był suchy, bez niczego? Zaraz polecę do sklepu i dodam mu do niego trochę kaszanki, może będzie mu smakowało. Może ktoś z Was ma pomysł, jak mu trochę urozmaicić jadłospis, pamiętając o jego ograniczeniach? Będę wdzięczna za radę :). Najbardziej cieszy mnie, że podchodząc do okna, pod którym leży Farelino, znów mogę się zastanawiać:leży chłopaczek, czy powędrował na obchód swojego ogródka? Chociaż właściwie powinnam napisać:miejsca na ogródek, bo jeszcze bardzo dużo jest do zrobienia, żeby to wszystko wyglądało tak, jak powinno. Mariusz zrobił dzisiaj Farutkowi kilka zdjęć- moja Paulinka wstawi je wieczorkiem, gdy mąż Jej je prześle. Farutek uroczo wygląda z ryżem na nosie :). Pozdrawiamy serdecznie
-
Witam :). Nie będę się rozpisywać, jak dzisiaj wcześniej,bo nie chcę się wkurzać, gdy i ten wpis szlag trafi. Tak, jak pisała Rudzia, Farelino odzyskuje siły. Dzisiaj przeszliśmy parę kroków na "Psie pole", juterko może uda się kilka kroków dalej. Jeśli chodzi o jedzenie, to nadal przebojem sezonu pozostaje ryż z kurczakiem. Po konsultacji z Rudzią Paulą uznałyśmy, że warto chłopakowi żarełko trochę urozmaicić - może trochę makaronu, niewielka ilość kaszanki? On aż się trzęsie i ewidentnie ożywia się, gdy wyczuwa zapachy tego, co od czasu do czasu dostają Alf i Pusia. Juterko próba generalna - mam nadzieję, że nie skończy się to biegunką. Na wszelki wypadek podam mu to w dzień, żeby w razie czego mógł zostać na dworze (przy założeniu, że będzie ładna pogoda). Pozdrawiam i z duszą na ramieniu zamieszczam tę informację, licząc na to, że tym razem się uda :).
-
Wiem, Rudziu :). Cieszę się, że już czujesz się lepiej. Z nifuroksazydem poleciałam już rano. Chłopak już suchy i wyczesany - bardzo przystojny z niego pan :). Chrupki nadal lekceważy - poczekam jeszcze trochę i spróbuję ponownie albo zastosuję chrupki pomazane pasztetem, chociaż boję się jego ponownej biegunki. Teraz idę wziąć swoje leki i lecimy do psiutów z gospodarstwa. Pozdrawiam serdecznie :) -i przypuszczam, że Farutek też.
-
Witam :). Rudziu, wielkie dzięki za karmę :). W Farutkowie dzisiaj co najmniej słabo. Wczoraj wieczorem miałam temperaturę, jestem chora, co może tłumaczyć moje zniechęcenie (przejściowe na pewno). Wczoraj i przedwczoraj Farelino nie chciał jesc chrupek, więc lecieliśmy na ryżu z kurczakiem.Nie wiem, z czym przesadziłam: z ilością kurczaka, wielkością porcji czy częstotliwością podawania. Coś pewnie zrobiłam nie tak, bo schodząc rano na dół myślałam, że padnę:że smród mnie zabije. Okazało się, że Farutek miał fest biegunkę, czego efektem było zabrudzone legowisko, podłoga no i oczywiście on sam. Uwierzcie mi:wynoszenie po 5.00 rano pobrudzonego psa na dwór, pranie legowiska i mycie podłóg to średnia przyjemność. Pranie Farutka zostawiłam sobie na po pracy (przyjemności należy sobie dozować). Dobrze, że była ładna pogoda, więc mógł sobie spokojnie leżeć na dworze i śmierdzieć. Zaraz po pracy weszłam z nim pod prysznic i go wykąpałam. Teraz leży sobie w ogródku i wysycha. Rano dałam mu trochę ryżu (ze śladową ilością kurczaka), od tej pory nic jeszcze nie chciał jeść. Na chrupki patrzy z pogardą. Na rano w razie czego już mu przygotowałam porcję ryżu, na kolację spróbuję dać mu chrupki. Przecież musi być głodny? A może to taki strajk głodowy? Ciekawe tylko, co chłopak chce w ten sposób osiągnąć? ;) Z chodzeniem nadal słabo:próbuje i stara się ale nadal nim szmyrga. Jednak wokół rozgląda się z zaciekawieniem, reaguje na dźwięki z otoczenia.Teraz liże swoje mokre futerko. Bardzo się ożywił, gdy poczuł kaszankę, którą dawałam Pusi i Alfowi. Oczywiście nie załapał się na nią, chociaż najwyraźniej miał na nią wielką ochotę. Wolf122, jestem wstrząśnięta historią Cygusia. Te łajzy, jego pożal się Boże "opiekunowie" powinni teraz ponieść wszystkie koszty związane z leczeniem i utrzymaniem psa, którego doprowadzili do takiego stanu. Wspaniale, że znaleźli się ludzie, którzy go stamtąd zabrali (podobnie zresztą, jak Farelka, Rudziu :)).Mam nadzieję, że tamtego psiaka uda się uratować. Teraz lecę do mojego śmierdzioszka, spróbuję go poczęstować chrupkami i wyczesać, bo już pewnie jest suchy. Pozdrawiam serdecznie a Tobie, Rudziu, życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia :).
-
Witam :). Dziewczyny, miałyście rację - u Farelka jest poprawa. Jest już wyraźnie silniejszy, sam bierze się za łazikowanie. Co prawda na razie plącze się tylko w pobliżu materaca, o spacerze na ''Psie pole"jeszcze nie ma mowy, ale jest lepiej. Jesli chodzi o jedzenie, lecimy na ryżu z kurczakiem. Na kolację spróbuję mu zaserwować chrupki - ciekawe, z jakim skutkiem? Co do psiaków z gospodarstwa, to jeszcze tam są. Codziennie jeździmy tam z Mariuszem nakarmić je i dać świeżą wodę. Schroniskowe auto nadal nie nadaje się do użytku , więc nie mogą po nie przyjechać. Jestem w kontakcie z p. Olą, da mi znać, kiedy po nie przyjadą, żebym dzień przed już ich nie karmiła. Gorzej, że Mariusz wyjeżdża w poniedziałek nad ranem - urwą się moje dojazdy do psiaków. Mam nadzieję, że do tej pory uda się je złapać. Zaraz do nich jedziemy, potem muszę się przygotować do pracy na juterko. Pozdrawiam serdecznie :).
-
Macie rację, dziewczyny i dziękuję, że jesteście z nami. Ja nie rezygnuję i nie macham na Farutka ręką. Tylko czasem ogarnia mnie zniechęcenie i zwątpienie, czy to się uda , czy też zawsze już będzie taka emocjonalna huśtawka i strach , czy znów znienacka coś pieprznie. Najgorsze jest to, że nie wiem, kiedy i z jakiego powodu nastąpi kryzys. Za chwilę spróbuję go postawić do pionu, może zrobi siusiu i przytargam go do domu. Już nawet nie myślę o tym, żeby sam pokonywał schody (mogę go dalej nosić), żeby tylko chodził tak, jak przedtem. To pogorszenie nastąpiło w czwartek wieczorem, nasiliło się w piątek, więc może już najwyższa pora na poprawę. Może juterko? Spokojnej nocy, pozdrawiam serdecznie (Farelek na pewno też).
-
Witam :). Z Farelkiem dzisiaj nie jest najlepiej. Wczoraj kupiłam sylimarol, ponieważ heparegen jest tylko na receptę. Rano już nie miał apetytu, zjadł dosłownie kilka chrupek z ręki. Podałam mu sylimarol. Dzwoniłam później z pracy do Mariusza, spytać, jak się czuje Farelino.Okazało się, że zwymiotował (podejrzewam, że to reakcja na lek, bo nie jadł nic nowego). Poszłam do apteki po heparegen (receptę dostarczę później) i od razu mu podałam.Na obiad ugotowałam mu ryż z kurczakiem (zjadł sporo). Teraz gotuję drugą porcję. Jeśli na kolację nie będzie chciał swoich chrupek, dostanie ryż (podobnie z jutrzejszym śniadaniem). Teraz śpi w ogródku. Żal mi go bardzo. Tak bym chciała, żeby poczuł się dobrze, żeby już nie było tych okropnych, nagłych pogorszeń, które trwają tak długo. Psychicznie to wykańcza jak diabli. Co wieczór kładę się spać z nadzieją, że w nocy nastąpi jakiś przełom i Farutek odzyska poprzednią formę, a rano - piorun w bombki strzelił, choinki nie będzie. Idę teraz zrobić podejście z kolacją,pozdrawiam :). Nawet pisać mi się nie chce - przepraszam.
-
kika-krk i basiunia131 - dziękuję za bardzo miłe wpisy i serdeczności dla Farelka :). Chłopak próbuje chodzić, chociaż kulawo mu to wychodzi. Z apetytem też raczej słabo (może ucho wędzone by pomogło?- z pewnością na jego widok by się ożywił jak diabli, od razu nowy duch by w niego wstąpił ;)).Póki co, bierzemy na wstrzymanie i karmię go z ręki, ale szału nie ma. Dzisiaj w nocy trochę rozrabiał - tłukł się po domu jak Marek po piekle, czyli jest lepiej. Zbieram anioły i świątki (przeważnie drewniane). Farutek szczególnie polubił leżenie na chodniczku w rogu pokoju, obok stojących na podłodze aniołów. Dwa z nich są niewielkie (około 30 cm), ale trzeci jest słusznego wzrostu ( 90 cm). W środku nocy obudził mnie hałas. Ponieważ nie towarzyszył temu żaden odgłos bólu, domyśliłam się, że to Farutek znów sprowadził anioły do parteru. To się często przytrafiało, ale aż do dzisiaj nie dotyczyło to dużego anioła. Dzisiejszej nocy i jemu się dostało.Byłam tak padnięta, że pomyślałam sobie - trudno, sprawdzę rano, co się stało, zwłaszcza, że usłyszałam farelkowe przyspieszone człapanie. Znaczy: anioł go nie zabił ;). Faktycznie: rano nasz łoś leżał sobie spokojnie na swoim legowisku i tylko poprzewracane anioły świadczyły o tym, że mi się to nie przyśniło. Ciekawe, czy dzisiaj też tam poczłapie, czy po nocnym zamachu zrezygnuje z tego miejsca? Teraz lecę do apteki, bo skończyły się jego leki na wątrobę. Tak, jak pisaŁam, z chodzeniem i apetytem jeszcze słabo, ale próbuje. Od wczoraj kładzie się na trawie, co mnie cieszy. Do tej pory kładł się tylko na materacu. Gdy go nie było, stał ze smutno zwieszoną głową i pewnie sobie myślał:a to pioruny! Znów mi łóżko schowali! Teraz to nie jest problem:nie ma materaca, kładzie się na trawie i tyle. To mnie cieszy, bo podczas upałów będzie mu chłodniej i będzie się mógł położyć tam, gdzie sam zechce, a nie tam, gdzie mu materac położą :). Znów się rozpisałam - trzeba kończyć i lecieć do apteki. Pozdrawiam serdecznie :) Kasia
-
bela51 - mam nadzieję, że tych obaw z czasem będzie coraz mniej, że jego kondycja się poprawi i stan ustabilizuje. margoth137 wielkie dzięki za dobre słowo :). A teraz miła niespodzianka:zawołaliśmy z Mariuszem burki( Pusię i Alfa), żeby pójść z nimi na "Psie pole", a kto pierwszy ruszył chwiejnym krokiem, na szeroko rozstawionych nogach? Nasz łoś kochany!:). Szybko jednak się zorientował, że to zamiar nie na jego siły (jeszcze!) i zrobił w tył zwrot, ale próbował. Dzielny chłopak :). Lecę zmienić mu opatrunek i spróbuję nakarmić trochę z ręki. Pozdrawiam serdecznie - również w imieniu Farelka i reszty psiaków :).
-
Witam ponownie :). Ponieważ chwilowo nie pada i nawet wyjrzało słońce, wytargałam Farelka na dwór, na wieszorne sikanie i kolację. Jeść nie chciał, ale napił się i siknął. Co do jedzenia, to nic dziwnego - od czwartku, odkąd źle się poczuł, je tylko z ręki, niewielkie ilosci karmy. Nie wiem, jak to będzie juterko, gdy pójdę do pracy (może zje trochę sam, bo karmienie tylko z ręki długo trwa). Teraz leży na materacu. Zaraz do niego pójdę, spróbuję go nakłonić do zrobienia kilku kroków. Uda mi się to, bo po prostu obejmuję go rękoma pod klatką piersiową i prowadzę (właściwie popycham) do przodu. Zresztą, sam robi chwiejnie kilka kroków, stoi na szeroko rozstawionych nogach, jak łoś. Idę z Pusią i Alfem na "Psie pole" (ciekawe, kiedy będę mogła tak znów napisać o Farutku?), potem zrobię kolejne kolacyjne podejście i powrót do domu, spać. Ostatnio (od tego gwałtownego spadku formy), dużo śpi, co mam nadzieję, pomaga mu odzyskać siły. Życzę wszystkim spokojnego, miłego wieczoru :).
-
Witam serdecznie i już w dużo lepszym nastroju, bo z Farutkiem jest już lepiej. Widać wyraźnie poprawę:sam stoi i robi kilka kroków (nadal niezbyt pewnie), wykazuje zainteresowanie tym, co się dzieje dookoła. Dzisiaj u nas kiepska pogoda, całą noc lał deszcz i teraz też pada.To nam trochę komplikuje sytuację, bo Farulek nie będzie mógł cały czas być na dworze. To wiąże się z częstszym targaniem go po schodach na sikanie i spacer po trawie. Dobrze, że jest Mariusz, więc często mnie w tym wyręcza. Farelek jest po śniadaniu(zjadł niezbyt dużo, wziął leki (pasztet niezastąpiony :)), zrobił siusiu i kupę i teraz leży w domu. Mimo, że nie trzyma się jeszcze pewnie na nogach, chciał biedak iść na "Psie pole". Zrobiliśmy kilka kroków za furtkę, ale musieliśmy się ewakuować, bo deszcz się nasilił. Muszę zdobyć się na większy dystans do Farelka (nie:mniej kochać!), bo każdy jego atak czy spadek formy bardzo przeżywam. Nic nie mogę robić, nic mi się nie klei, myślę tylko o tym, czy i kiedy nastąpi poprawa. To chyba i jemu wyjdzie na zdrowie, bo Mariusz twierdzi, że Farelino nie bez powodu próbuje zwiewać na mój widok ;). Oczywiście nie zawsze, ale faktycznie tak bywa. To mi oczywiście nie przeszkadza - i tak go dogonię, poza tym chłopak tak czy siak jest skazany na mnie, czy tego chce, czy nie. Ja po prostu się o niego martwię i wolę go mieć na oku, bo boję się, że coś mu się stanie. Chociaż być może nieco z tą troską przesadzam. Anju - masz wielkie serce dla zwierząt i chciałabyś pomóc wszystkim biedom, ale to nie może być kosztem Twojego życia osobistego. Bardzo bym chciała, żeby znalazł się dom dla śleputka. Ja już chyba nie znam nikogo, kto mógłby go przygarnąć. Wszyscy, których znam i którzy mogliby to zrobić, mają już po kilka psów. Gdy tylko Mariusz wstanie, pojedziemy do psiutków z gospodarstwa. Ponieważ auto schroniskowe się rozwaliło, p.Ola nie mogła po nie przyjechać. Bureczki już się z nami oswoiły. Już nie uciekają na nasz widok, podchodzą bardzo blisko (tylko szczeniuś zachowuje dystans). Wcinają od razu przy nas, nie uciekają na pole i nie wracają jeść dopiero, gdy odjeżdżamy, tak, jak to było do tej pory. To wspaniałe, przyjazne psy, ale bezskutecznie próbuję znaleźć dla nich dom.W tej sytuacji Starogard będzie optymalnym rozwiązaniem. Sporo psów stamtąd jest adoptowanych do Niemiec, zwłaszcza te, które u nas nie mają praktycznie szans na adopcję (jedna z suczek złapanych wcześniej w tym gospodarstwie pojechała waśnie do Niemiec, do znajomej p.Oli). Życzę wszystkim miłego dnia i pogody lepszej, niż dzisiaj u nas. Pozdrowienia i podziękowania troskę i pozytywne myśli od Farelka :).
-
Boję się zapeszyć,ale może juterko będzie lepiej i Farelek zacznie pomału nadrabiać straty.Mam taką nadzieję,bo przed chwilą sam wstał na legowisku i odwrócił się w stronę przeciwną do tej,do której ja go położyłam (przesunąl się pyszczkiem w moją stronę - może na wszelki wypadek woli mnie mieć na oku ;). Dzisiaj jeszcze było słabo.Nie chciał jeść, samodzielnie nie był w stanie chodzić. Przez cały dzień robiłam podchody do niego i co jakiś czas stawiałam go na nogi i po prostu zmuszałam do zrobienia kilku kroków. Efekt był taki, że późnym wieczorem stał już samodzielnie (co prawda na ugiętych nogach), ale na mój widok próbował uciekać. Kulawo bardzo mu to szło, ale kilka chwiejnych kroków zrobił - jego zamiar ucieczki ode mnie był jednoznaczny). Nie wiem, może powinnam chłopakowi trochę odpuścić, ale chciałam, żeby zrobił siusiu (nie pod siebie) i żeby jego mięśnie pracowały. Jakieś pół godziny temu zjadł z ręki trochę chrupek. Nie za wiele, ale dobre i to. Szkoda, że już w poniedziałek idę do pracy i nie będę mogła mu poświęcać tyle czasu, co teraz. Anju, przykro mi, że znów martwisz się kolejną psią biedą. Ma śleputek wielkie szczęście, że trafił do Ciebie. Mam nadzieję, że i jemu uda się pomóc. Farutka nie przepraszaj - on jest bardzo wyrozumiały, poza tym zna to z autopsji. Gdyby mógł, sam by pomógł temu biedakowi. Farelek teraz śpi i mam nadzieję, że jutro będziemy mieli dla Was lepsze wieści. Pozdrawiamy ciepło i dzięki za wszystkie życzliwe słowa - to naprawdę jest bardzo ważne i ogromnie pomaga :) Spokojnej nocy Wam wszystkim i bardzo się cieszę, że śleputek jest teraz (przynajmniej na razie) bezpieczny.
-
Marycha35 - polecenie odnośnie Farelka wykonałam ;). Na razie trochę słabo to wszystko widzę - przed chwilą zsikał się pod siebie na materacu. Nie chce jeść ani wstawać - próbowałam go "przespacerować" kilka kroków,ale nie udało się. Dzięki Bogu u nas nie pada, więc spokojnie może być na dworze.Przeczekam do 17.00 - 18.00 i spróbuję z kolacją, może pójdzie lepiej. Zazwyczaj o tej porze robił drugą kupę, szliśmy na spacer na 'Psie pole"i po kolacji szedł spać. Jest mi smutno i przykro, że tak się dzieje. Jakby miał mało tragicznych przeżyć, jeszcze i przez to musi przechodzić. Idę do chłopaka, niech przynajmniej wie, że nie jest sam.
-
Witam serdecznie :) i dziekuję, że pytacie o Farelkowe samopoczucie. Na razie jest średnio, ale stara się chłopak odzyskać formę. Jeszcze wczoraj około 22.00 wytargałam go na dwór, żeby się załatwił i ewentualnie spróbował chodzić, ale nic z tego. Dzisiaj od rana jest na dworze - z samego rana na słońcu, teraz w cieniu. Załatwił się, ale chrupek jeść nie chciał, więc ugotowałam mu ryż z piersią drobiową - zjadł. Próbuje wstawać i chodzić, ale jest osłabiony i łapki nadal trochę mu się plączą. Dzisiaj rano próbowaliśmy trochę pospacerować (podtrzymywałam go), potem położyłam go na materacu i dość długo wyczesywałam. Alfi też się podstawiał pod szczotkę, więc czesalam obu na zmianę, a chłopaki obserwowali, czy sprawiedliwie dzielę czas między nich obu ;). Pusia szczotkowania nie lubi, więc ją łapałam z doskoku. Teraz Farutek śpi i (mam nadzieję!) regeneruje siły. Jak myślicie, jak długo to może potrwać, zanim odzyska poprzednią formę? I czym spowodowane są te nawroty? Aktualnie prowadzi spokojny, unormowany tryb życia. Mam nadzieję, że już się z nami oswoił i mniej więcej wie, czego się może po nas wszystkich spodziewać więc dlaczego tak się dzieje? Pewnie spora częśc z Was, odwiedzających tu Farelka, ma zwierzaki z problemami zdrowotnymi więc sami wiecie, jak to jest. Najgorszy jest widok, gdy Farulek próbuje chodzić, ale szmyrga nim na wszystkie strony, kręci się w kółko i przewraca. I do tego ta podwijająca się łapka, o której wyrzucaniu przed siebie wtedy nie pamięta. Pozdrawiam i dziękuję za zainteresowanie Farelkiem :).
-
Co do powtórki zastrzyków, to nie wiem - weterynarz nic o powtórce nie wspominał. Rozmawiałam z Anją - powiedziała, że byłoby dobrze powtórzyć po 3 dniach, chyba,że będzie dobrze. Zobaczymy, jak szybko odzyska siły.Mam nadzieję, że juterko już będzie lepiej. Życzę wszystkim spokojnej, dobrej nocy i dziękuję za zainteresowanie i wsparcie - również w imieniu Farelka:).
-
Farulek już chyba trochę lepiej, bo przed chwilą zjadł z ręki trochę chrupek pomazanych pasztetem. Jeszcze nie wstaje - chyba się boi, że znów się przewróci. To jest okropne, że tak się męczy. Cholera, a już było tak dobrze i miałam nadzieję, że do podobnych sytuacji nie będzie dochodziło. Trzy tygodnie temu tamten atak, teraz znów uaktywnił się zespół przedsionkowy - jak nie urok, to przemarsz wojsk! Szkoda, że biedak tak się męczy.
-
Witam. Z Farelkiem słabo. Sam nie jest w stanie chodzić, plączą i uginają się pod nim łapki, przewraca się. Ma poważne kłopoty z utrzymaniem równowagi, nawet nad ruchami głowy nie bardzo panuje.Podnosi głowę i rozgląda się, ale nie może prosto jej utrzymać . Od wczorajszego wieczoru nie chciał jeść karmy, którą tak polubił. Dzisiaj rano ugotowałam mu ryż z kurczakiem - zjadł, potem podałam mu leki. Bardzo się o niego martwię.Podtrzymywany próbuje stać, puszczony zaczyna kręcić się w kółko i przewraca się. Ciężko na to patrzeć.
-
bela51- dzięki za pomoc i zainteresowanie. Obawiam się, że te, które znalazłaś, nie bardzo zdadzą egzamin. Butki dla niego muszą być porządnie usztywnione, żeby mu się łapka nie podwijała. Rudzia znalazła sklep internetowy z takimi butkami i przed chwilą je zamówiłyśmy z moją Paulą - dwie pary w dwóch rozmiarach, bo nie wiem, jaki rozmiar będzie dla niego dobry (XL czy XXL).
-
Na stałe (raz dziennie) przyjmuje Nootropil i Heparegen (na wątrobę i wspomagające pracę mózgu - przy zespole przedsionkowym).W krytycznych sytuacjach (tak jak w przypadku tego niedzielnego ataku) - Furosemidum. do tej pory było bardzo fajnie - robił ogromne postępy, dużo i chętnie chodził, apetyt mu dopisywał. Spadek formy nastąpił około południa. Teraz wyraźnie się ochłodziło, mam nadzieję, że juterko będzie lepiej.
-
Oby było tak, jak piszesz, Iljova. Jak tylko coś z Farulkiem zaczyna coś być nie tak, od razu staje mi przed oczami jego stan w dniu przyjazdu i tej fatalnej niedzieli, kiedy miał atak. Jak ognia boję się powtórki z rozrywki. Tak bym chciała, żeby jego stan się unormował, chociaż jak mówi moja prywatna Paulisia, powinniśmy się przygotować na to, że będzie miał także gorsze dni. Żeby tylko tych ostatnich było jak najmniej.
-
Niestety, dzisiaj Farelino ma zdecydowanie gorszy dzień. Mam nadzieję, że jest to spowodowane zmianą pogody. Zanosiło się na burzę, było bardzo parno, w rezultacie jednak tylko trochę pokropiło. Był osłabiony, nie bardzo chciał chodzić, plątały mu się nogi i się przewracał. Być może poprzez swoje problemy z sercem tak właśnie zareagował na zmianę pogody- tak to sobie przynajmniej tłumaczę. Był osłabiony do tego stopnia, że robiąc kupę przewrócił się.Teraz śpi w domu. Mam nadzieję, że po drzemce będzie lepiej. Kurcze, zastanawiam się, czy już zawsze będzie taka huśtawka i mój niepokój, czy też po jakimś czasie sytuacja się ustabilizuje. Już było tak dobrze, a dzisiaj pogorszyło się. Mam nadzieję, że to chwilowy spadek formy. Chyba dzisiejszą kolację i wieczorne siusianie trochę przesuniemy w czasie. Pozdrawiam, Kasia.