katarzyna.m2
Members-
Posts
205 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by katarzyna.m2
-
Witam serdecznie po dłuższej przerwie :). Teraz w szkole mamy urwanie głowy- zakończenie semestru, czyli wystawianie ocen, rady pedagogiczne oraz wywiadówki. Do tego wszystkiego tony papierów do wypełnienia- z tego połowa to zupełne bzdury, nikomu do niczego się nie przydadzą ale rozliczyć się z tego dziadostwa trzeba. Jeszcze 3 dni temu napisałabym, że u nas wszystko w najlepszym porządku (taktownie pomijając milczeniem farelkowe "wpadunki" z kupą ;)). Teraz jednak sama nie wiem, bo nastąpił spadek formy Farelina. Jeszcze do niedawna śmigał z nami po całym psim polu i ze mną (bez towarzystwa pozostałych burków, bo wszystkie 3 na jednym dłuższym spacerze, bez smyczy to nadmiar szczęścia)), na dość dalekie jak na niego spacery ale od 3 mniej więcej dni to się urwało. Farelek chce i dzielnie próbuje, ale tylne łapki odmawiają posłuszeństwa i współpracy. Dochodzi nawet do tego, że Farelek siada lub kładzie się na zaśnieżonej, zmarzniętej ziemi, czego do tej pory nie robił. To występuje zwłaszcza wieczorkiem. Nie wiem, czy to jest to pogorszenie kondycji, które cyklicznie co jakiś czas występuje i którego tak bardzo się z Rudzią obawiamy, czy też to zwykły spadek formy (każdy może mieć gorsze dni), spowodowany np. mroźną, wietrzną pogodą. Mam nadzieję, że to ta druga opcja. Zrobiłam mu sporo zdjęć: zarówno w domu, po którym porusza się w miarę swobodnie, jak i w plenerze, podczas naszych spacerów. Niestety, nie mogę ich wysłać, bo występuje jakiś błąd w ustawieniach. Będę musiała poprosić jakiegoś magika o pomoc w usunięciu tej przeszkody. Farelino pięknie się prezentuje na tych zdjęciach :)- niestety, na razie musicie mi uwierzyć na słowo. Karma dotarła- bardzo dziękuję. Ciasteczka do niej dołączone mają piękny, bardzo apetyczny waniliowy aromat- już kiedyś wspominałam, że pachną tak pięknie, że sama mam ochotę je spróbować. Na razie oparłam się pokusie, ale nie wiem, na jak długo starczy mi silnej woli ;). Wszystkie 3 burki powinnam potraktować szczotką- ich sierść (chociaż lśniąca i zadbana), domaga się już szczotkowania. Teraz wszystkie 3 smacznie śpią. Ponieważ legowisko Farelina leży na płytkach, pod którymi jest ogrzewanie podłogowe, chłopak śpi sobie jak na elektrycznej poduszce :). Lubię się do niego przytulać, gdy tam leży, bo jest ciepły jak kaloryferek. Żałuję tylko, że na razie nie ma mowy o naszych dłuższych spacerach. Szkoda, bo jak wspominałam Rudzi przez telefon, Farelino już próbował biegać. Była to specyficzna forma ruchu, połączenie truchtu z podskakiwaniem i czymś na kształt podrygiwania, ale z całą pewnością miało to na celu przyspieszenie sposobu poruszania się. Mam nadzieję, że Farutek jeszcze wróci do tego oryginalnego sposobu przemieszczania się. Pozdrawiam wszystkich ciepło i wracam do swoich papierzysk, których część musi być gotowa na juterko. Kasia z burkami :).
-
Witam serdecznie po dłuższej przerwie :). Przerwa ta spowodowana była najpierw Świętami a teraz moją chorobą. Ponieważ w Święta miałam cały dom gości, byłam bardzo zajęta. Rudziu, w odpowiedzi na Twoje pytanie: jestem tam, gdzie Ci mówiłam podczas naszej ostatniej rozmowy telefonicznej, czyli w łóżku (niestety!). W związku z tym, że kiepsko się czuję, na wywiad-rzekę raczej nie ma szans ;). Boli mnie wszystko, nawet klawiatura, na której piszę ;). Święta minęły nam bardzo dobrze, Farelino sprawował się bez zarzutu. Ponieważ był (i jest nadal :)) bardzo grzecznym chłopcem, dostał od Gwiazdora (u nas na Gwiazdkę chodzi Gwiazdor, w odróżnieniu od wcześniejszego Mikołaja) sporo prezentów. Oprócz sporej ilości psich smakołyków, nowego pokrowca na materac podwórkowy załapał się także na piękną, wysadzaną cyrkoniami obrożę. Co prawda ja bym mu takiej nie kupiła, ale muszę przyznać, że wygląda w niej pięknie. W związku z tym nie zdjęłam mu jej zaraz po Świętach. tylko nadal w niej chodzi, uwodzicielsko połyskując cyrkoniami i błyskiem w oku :). Rudziu, jak już Ci wspominałam przez telefon, w Farelku obudził się także instynkt łowcy. Cichaczem upolował sobie zgrabne zawiniątko z pieczoną szynką, zrazami i kotletami mielonymi, przygotowane do zabrania przez teściową (swoją drogą- wiedział, czyj pakunek podprowadzić :)). Na jego nieszczęście, w porę odebrałam mu jego trofeum. Każda zmiana w jego jadłospisie (zwłaszcza tak radykalna!) powoduje u Farelina sensacje żołądkowe, więc o takich ekscesach kulinarnych absolutnie nie może być mowy. Musiał się chłopak zadowolić psimi ciasteczkami, które mu dałam w nagrodę za udane polowanie :). Począwszy od drugiego dnia Świąt Farelino zaczął bardzo dużo łazikować po domu (i tak już mu zostało :)). Nie wiem, co go tak zmotywowało: czy bardzo atrakcyjny dla niego zapach mięsa, wędlin i innych tego rodzaju smakowitości, rzadko u nas obecny ze względu na to, że obie z Paulą jesteśmy wegetariankami ( Mariusz nie, ale On w domu rzadko bywa), czy nie mniej atrakcyjna Kropka, suczka mojej Mamy. Pewnie wszystkiego po trosze, ale efekt jest wspaniały- Farelek zasuwa po całym dole (wiadomo, na górę po schodach nie wejdzie), aż miło. Szkoda tylko, że na początek tego swojego łazikowania wybrał czas, gdy na dworze było błoto jak diabli, ale trudno- ważne, że swobodnie porusza się po domu, od czasu do czasu jedynie wpadając w drobny (kontrolowany ;)) poślizg na płytkach lub panelach. Wydaje mi się, że aktualnie Farelek jest w szczytowej formie- jeszcze nigdy dotąd nie był w tak dobrej kondycji. Trochę boję się o tym pisać, żeby nie zapeszyć, ale wiem, że Was to cieszy pewnie tak samo, jak mnie. Ostatnio już nawet nie posikuje, więc jeśli taki stan rzeczy utrzyma się jeszcze przez kilka dni, będę wreszcie mogła zrezygnować z podkładów. Jak zauważyłyśmy z Rudzią, do tej pory mniej więcej co 3 miesiące następował u Farelina jakiś atak, kryzys. Teraz ten czas już minął, a Farelino jest w doskonałej (jak na swoje możliwości oczywiście) formie. Oby tak już zostało! Pozdrawiam bardzo serdecznie i wszystkiego dobrego w Nowym Roku- Wam i Waszym zwierzaczkom także :) Kasia z burkami A miałam się nie rozpisywać!
-
Witam serdecznie po dłuższej przerwie. Byłam ostatnio bardzo zajęta, stąd moje milczenie. Zresztą, wkrótce Święta i pewnie większość z nas ma więcej zajęć. U nas wszystko w porządku. Farelino przeszedł na 2 posiłki dziennie-po 5.00 rano karma mokra, około 16.00 sucha. Mam nadzieję, że przyspieszona kolacja wpłynie korzystnie na jego "harmonogram" wypróżnień. Z pewnością piękna, śnieżna zima panująca u nas działa na niego pozytywnie. Znacząco wydłużył się czas trwania i trasa naszych spacerów. Już nie ograniczamy się do "Psiego pola". Zapuszczamy się dalej i dochodzimy do pobliskiego lasu. Bardzo lubię te nasze spacery. Farelino chyba trochę mniej, bo ostatnio, gdy widzi smycz w moich dłoniach, robi w tył zwrot i próbuje przede mną śmignąć. Bezskutecznie rzecz jasna ;). To właściwie nie jest jeden dłuższy spacer, tylko kilka krótszych, połączonych w jedno wyjście. Po każdej takiej części składowej naszego spaceru Farelek próbuje przeforsować powrót do domu. Wracamy jednak dopiero wtedy, gdy zrobi, co trzeba albo gdy widzę, że jeszcze do tej produkcji nie dojrzał. W każdym razie jego kondycja znacząco się poprawia. Dużo chętniej i lepiej spaceruje po miękkim, puszystym śniegu niż po twardej, zmarzniętej ziemi lub co gorsza, po błocie. Z górki, prowadzącej do naszego domu zbiega już truchcikiem. Jest to truchcik nieco chybotliwy, ale jest :). Częściej także spaceruje po domu. Nadal jest to ostrożne, powolne człapanie, jednak coraz częściej podejmuje próby. Dzisiaj ponownie 2 razy szczeknął na listonosza (w geście solidarności z Alfim ;). W niedzielę zrobiłam mu fajne zdjęcia, gdy tęsknym wzrokiem spoglądał na słoninę, którą zimą zawieszam na naszej sosence dla ptaków. Dreptał pod tym drzewem w tę i z powrotem, próbując się do niej dobrać. Pewnie sobie przy tym myślał: i gdzie tu sprawiedliwość? Dla mnie suche żarełko, a dla tych ptaszorów takie pachnące pyszności! ("Ptaszory" to określenie mojej Paulinki- tak wściekła określa ptaki, które wiosną i latem budzą ją u nas bladym świtem). Tak sobie myślę, że chyba Farelino po raz pierwszy w życiu dostanie prezent pod choinkę :). Ciekawa jestem, jak zareaguje na widok dużej, oświetlonej mnóstwem lampek choinki. Alfi zawsze na początku się jej boi- gdy widzi ją taką rozjarzoną po raz pierwszy, od razu na wszelki wypadek bierze nogi za pas. Ostrożny chłopak: w końcu nigdy nie wiadomo, czego się po takim czymś można spodziewać;). Rudziu, cieszę się z tych szelek. Oby tylko zdały egzamin. To by pewnie chociaż trochę odciążyło mój kręgosłup. Jak nie piszę, to nie piszę, ale jak już zacznę, to rozpisuję się bez umiaru. Kocham Farelka i mogłabym o nim pisać i mówić godzinami, ale oprócz Farelina mam także inne sprawy na głowie. Pozdrawiam serdecznie i zaraz lecę z Pusią, Alfim i Farelkiem na wieczorne sikanie Kasia z burkami.
-
Witam serdecznie w mglisty, niedzielny poranek :). Dzień zaczął się nam wspaniale: pospaliśmy sobie do 7.00, jak rzadko! Poranny spacer odbyliśmy też jak należy, "po jasnemu, za widu",a nie jak to zwykle bywa- w egipskich ciemnościach. Burki po spacerze i śniadaniu zostały jeszcze na dworze. Ja wzięłam się za ogarnięcie domu, dopóki nikt mi się pod nogami nie plącze. Marycha35- witaj po przerwie :). Miło, że jesteś i dziękuję. Pozdrawiam i życzę miłej, spokojnej niedzieli a sama lecę dalej sprzątać. Kasia z burkami :)
-
Rudziu i Ingo- bardzo trafne uwagi o wątku wojennym i piaskownicy (niestety!). Dziękuję za wsparcie i zrozumienie. To żenujące, że my, dorosłe kobiety, zachowujemy się w ten sposób. Ja czuję się zniesmaczona i mam moralniaka, że wdałam się w przepychanki na poziomie magla. Felu, dziękuję za Twoje światłe rady- zachowaj je dla kogoś innego. Farela nadal będę prowadziła tak, jak prowadziłam do tej pory. Ten sposób postępowania zdaje egzamin. Pies jest w bardzo dobrej (jak na swoje możliwości rzecz jasna) formie fizycznej i psychicznej. Rozejrzyj się wokół: jest wiele psich bied, potrzebujących pomocy, więc nas i naszego już "zaopiekowanego" psa zostaw w spokoju. Dobitniej tego wyrażać nie chcę. Od tej pory wszelkie komentarze wichrzycieli będę traktowała tak, jak na to zasługują: będę je konsekwentnie ignorowała. Na absurdalne zarzuty nie zamierzam odpowiadać. A teraz garść informacji dla tych, którzy są zainteresowani informacjami na temat Farelina a nie najświeższymi doniesieniami z linii frontu ;). Migawka z porannego spaceru: O tej porze roku poranny i wieczorny spacer odbywa się po ciemku. W takich warunkach Farel bezpieczniej czuje się na krótkiej smyczy. Od czasu zachorowania na nużycę ma 2 obroże: Prewentic oraz zwykłą, do której przypinam smycz. Obróżka ta jest z materiału, czerwona w jakieś wzorki- niezwykle mu w niej "do twarzy". Jest bardzo luźno założona, więc wtedy, gdy Farelino człapie za mną bez większego entuzjazmu (myśląc sobie pewnie: "dokąd i po co ona mnie o tej porze ciągnie"?), bywa, że zsuwa mu się na łepetynę. Tak było i dzisiaj rano. Chyba nie bardzo miał ochotę na spacer w ciemności i mżawce, bo smętnie dreptał za mną. W pewnym momencie w świetle latarni zauważyłam, że jego czerwona, wzorzysta obroża zsunęła mu się na połowę głowy. Wyglądał jak Indianin, brakowało mu tylko orlego pióra (może ktoś ma takowe na zbyciu?;)). Bardzo mnie ten widok rozbawił, żałowałam, że nie miałam przy sobie aparatu. Poza tym Farelino znów dał dzisiaj głos. Szczekał już na listonosza, na śmieciarzy i na moją przyjaciółkę. Dzisiaj szczekał ewidentnie dla towarzystwa. Alfi zaczął szczekać na kota . Kot uciekł i wtedy do akcji wkroczył Farelek. Bardzo lubię, gdy szczeka, bo (tak jak już to kiedyś opisywałam), robi to całym sobą. Pomachuje ogonem i ugina łapy, wysoko unosząc głowę. Ma niezbyt głośny, ale niski, nieco zachrypnięty i gardłowy szczek. Poza tym od niedawna zaczął się mościć na swoim legowisku. Jeszcze do niedawna, gdy go stawiałam na posłaniu, kładł się (rzadko siedzi), ewentualnie zakręcił się raz i drugi, i tyle. Teraz często kokosi się tak, że kotłuje przy tym swoją "pościel" do żywego podkładu. Bardzo mnie cieszą te przejawy normalnego, psiego zachowania :). Jeszcze jedno: teraz już bardzo rzadko wydaje z siebie te chrapliwe, dziwne dźwięki, które początkowo były tak częste. Cieszę się, że rezygnuje z nich- oby na rzecz szczekania :). Cieszę się, gdy mogę przekazywać te dobre wieści na temat Farelka. To wspaniały, dobry i kochany pies :) Pozdrawiam serdecznie :) Kasia z burkami.
-
Witam serdecznie :). Mam nadzieję, że w odróżnieniu od kilku ostatnich dni, dzień dzisiejszy i kolejne przyniosą same dobre rzeczy- nam wszystkim i naszym zwierzakom. Moje burki są już po śniadaniu i porannym spacerze, gotowe zacząć nowy dzień :). Farelino wczoraj i dzisiaj próbował podnosić nogę przy siusianiu, ale w porę się zorientował, że to chyba przerasta jego możliwości i wrócił do starego, sprawdzonego sposobu załatwiania potrzeb fizjologicznych. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Kasia z burkami :). Rudziu, pamiętasz to wzniesienie, prowadzące od mojego domu do drogi? Farelino dzisiaj ranko (na krótkiej smyczy) pokonał je w obie strony niemal truchcikiem (chociaż w zasadzie z powrotem, z górki , był to ruch jednostajnie przyspieszony- na szczęście w pełni kontrolowany ;)).
-
Zgodnie z tym, co powiedziałam wczesniej, z mojej strony koniec grzebania w przeszłości i rozpamiętywania jej. To i tak niczego nie zmieni, więc szkoda na to energii i czasu. Zamierzam się koncentrować na teraźniejszości i przyszłości Farela (i pozostałych moich burków również :)). Teraźniejszość wygląda całkiem fajnie: Farelino przed chwilą próbował zbiec z górki, co mu się do pewnego stopnia udało ;). Teraz jeszcze burki zostały na dworze, ale zaraz po nie pójdę. Cieszę się, że Farelino odzyskuje zdrowie i siły, chociaz jeszcze dzisiaj nie obszczekał listonosza. Może juterko? Ewa Gałązka- (o ile jeszcze stąd nie uciekłaś z krzykiem)- dzięki za leki :). Majki33krakow- dzięki za miłe słowa i wsparcie. Obeszło się bez Smecty, Nifuroksazyd pomógł. Lecę teraz po burki, bo pomyślą, że o nich zapomniałam. Zresztą, pora już na ich spanie. Sama pewnie wkrótce pójdę w ich ślady, bo juterko czeka mnie ciężki dzień w szkole. Spokojnego wieczoru i dobrej nocy :) Kasia z burkami.
-
No proszę, jak wartko rozwija się wątek. Dałam się ponieść emocjom- szkoda. Napisałam jednak to, co wówczas czułam- i wtedy w lipcu, i teraz. Mam nadzieję, że limit tego typu sytuacji, które psują krew wszystkim i wzbudzają niekorzystne emocje został już na tym wątku wyczerpany. W każdym razie ja bardzo tego bym chciała i ze swej strony dołożę wszelkich starań, żeby tak było. Felu, gwoli spokojnego wyjaśnienia: od samego początku zaznaczałam, ze nie mogę ofiarować Farelowi domu stałego, z prozaicznej przyczyny. Nie mogę tego zrobić, gdyż nie jestem w stanie ponosić w pełni kosztów jego utrzymania i leczenia. Z tej też przyczyny odpowiedziałam negatywnie na Twoje pytanie dotyczące ewentualnego udziału w programie "Psie adopcje" (z którego zresztą o istnieniu Farela się dowiedziałam). Występują tam ludzie, którzy psy adoptują- ja tego nie mogłam zrobić. Co do rozliczeń i faktur- stroną finansową Farela zajmuje się Rudzia, ja mam na głowie inne zajęcia związane z Farelinem. To tyle tytułem wyjaśnień, a teraz parę słów na temat spraw najważniejszych, czyli związanych z Farelem. Chłopak czuje się lepiej, dzięki Bogu nie jest świadomy burzy, która znów się nad jego biedną łepetyną rozpętała (mam nadzieję, że to już ostatnia :)). Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę spokojnego wieczoru- wyciszmy negatywne emocje, które do niczego dobrego nie doprowadzą. Przynajmniej ja ze swoimi próbuję to zrobić- mam nadzieję, że z dobrym skutkiem ;). Katarzyna
-
Anju, bardzo mi przykro, że po raz kolejny mijasz sie z prawdą. Po raz pierwszy zrobiłaś to, gdy wprowadziłaś mnie w błąd co do osoby, będącej prawną opiekunką Farela i co do faktycznego stanu jego zdrowia (m.in. nie wspominając o jego skrajnym wychudzeniu w momencie, gdy do mnie przyjechał). Ponownie robisz to teraz, posądzając mnie o to, że obrzuciłam Cię błotem, gdy byłaś tu u mnie. Co za wierutna bzdura! Ucieszyłam się z Twojego przyjazdu, bo miałam nadzieję, że wyjaśnimy sobie kilka kwestii i zakończymy nieporozumienia. Byłam zresztą przekonana, że tak właśnie się stało. Wystarczy przeczytać tych kilka zdań, które napisałam po Twojej wizycie. Gdyby atmosfera naszego spotkania była burzliwa, jak to teraz sugerujesz, z pewnością nic takiego bym nie pisała. Ciężka atmosfera na wątku Farela pojawiła się właśnie wówczas, gdy wyszła na jaw kwestia, którą teraz poruszyła Inga- opieki fundacji nad Farelem. Skoro wtedy (na dogo, jak piszesz na przełomie lipca i sierpnia) poczułaś się obrzucona błotem i sponiewierana, po kiego grzyba pchałaś się tutaj do mnie? Wizyta przedadopcyjna przeprowadzona przez panią zoopsycholog odbyła dużo wcześniej, przyjazd Rudzi również, więc żadnych obaw o to, że pies trafił w nieodpowiednie ręce być nie mogło. Anju, życzę Ci wszystkiego dobrego i nie będę więcej wchodziła w tego typu chore relacje. Zresztą, przy odrobinie szczęścia może nie będziemy musiały mieć z sobą więcej do czynienia. Pozdrawiam Katarzyna
-
Anju, przestań bruździć, unosić się urażoną ambicją i wyciągać trupy z szafy. Nie rozumiem też, dlaczego próbujesz w to wciągać inne osoby (Ingę, która i tak ma od groma swoich spraw i problemów). Nie próbuj podważać opinii weterynarzy, bo nie jesteś w tej kwestii fachowcem. Kwestię nużycy i kto kogo zaraził, rozstrzygnęli właśnie oni. Byłaś u mnie latem. Ponieważ nie zająknęłaś się o tej wizycie nawet słówkiem, przypuszczam, że miała ona na celu sprawdzenie, czy faktycznie (tak, jak pisałam) psy są chore, a nie, jak aktualnie czuje się i wygląda Farel, czy jego stan uległ poprawie i w jakich warunkach żyje. Pokazałam Ci leki zaordynowane przez lekarza, które przyjmowały oba psy i przedstawiłam opinię weterynarza. Alfi jest u mnie od prawie 3 lat, przedtem był w schronisku, więc Twoja opinia na temat jego kondycji może nie być miarodajna. Poza tym jest mało prawdopodobne, że oba psy nużycą zaraziły się ode mnie. Pozdrawiam i więcej nie zamierzam wracać do tego tematu Katarzyna
-
Witam serdecznie. Nie odzywałam się przez ostatnich kilka dni, ponieważ miałam poważne zawirowania z Farelkiem. Biegunka się powtarzała, był bardzo osłabiony, nie chciał jeść ani pić. Gdy niedawno po moim powrocie ze szkoły nie podszedł, żeby się przywitać, tylko leżał na swoim materacu, skontaktowałam się z p. doktor Moniką. Ponieważ nie dałam mu Nifuroksazydu przez bitych 7 dni, kurację trzeba było powtórzyć. Dostaje 3 razy po 2 Nifuroksazydy, Linex forte (uzupełnienie flory bakteryjnej), Glukozę i elektrolity (Salhydron). Efektem ubocznym jest wzmożone posikiwanie, w związku z czym na jego posłaniu umieściłam kilka grubych, "śmieciowych" 260l. worów, na których rozkładam po 3 duże, prostokątne podkłady. Oprócz tego zestawu leków dostaje swój Heparegen, Glukozaminę plus i witaminy, które Rudziu wczoraj dotarły. Mam nadzieję, że wreszcie kuracja przyniesie skutek i ta nieszczęsna biegunka i wymioty wreszcie ustąpią. W razie potrzeby p. doktor Monika przyjedzie w przyszłym tygodniu pobrać mu krew i wziąć mocz do zbadania. Anju, nie wiem, na jakiej podstawie wysnułaś wniosek, że Farel "ma trafić gdziekolwiek, a już w szczególności do budy". Takiej opcji (nawet w trybie przypuszczającym) nie ma. Jest to wniosek pochopny i krzywdzący. Doceniam, że proponujesz pomoc, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Po pierwsze: zbyt duża odległość (pamiętam, w jakim stanie dojechał Farel do mnie i jak długo potem jeszcze w nim pozostawał). Fakt, że teraz jest w o niebo lepszej kondycji , ale mimo wszystko odległość jest zbyt duża. Poza tym u Ciebie są schorowane psy- Farelino już raz złapał tam nużycę (którą zresztą później zaraził Alfa). Nie ma żadnej gwarancji, że znów czegoś nie podłapie. Tak więc nie sądzę, żeby to było dla niego dobre rozwiązanie. Zresztą, ja nie powiedziałam, że chcę oddać Farela. Owszem, bywają chwile, kiedy mam już tego wszystkiego dość (ostatnie przejścia z biegunką i wymiotami), ale to nie znaczy, że mam zamiar pozbyć się Farelina. Inga podsunęła pomysł przeniesienia Farelka do innego domu. Umotywowała to trafnie- Jej argumenty są słuszne (zarówno te dotyczące mnie, jak i Farela). Zrobiła to w trosce o nas- i o Farela, i o mnie. Inga faktycznie jest na bieżąco z tym, co się u nas dzieje. Często działa jak katalizator :)-również dlatego, że podobne sprawy zna z autopsji. Nie wiem, jak będzie później z targaniem Farelina po schodach (mój kręgosłup), ale na razie o przeprowadzce nie ma mowy. I to tyle. Pozdrawiam Kasia z burkami.
-
Witam serdecznie. Niestety, sytuacja jeszcze nie jest opanowana. Dzisiaj o 4.30 rano nastąpiła powtórka z rozrywki. Tym razem to, co Farelino zaczął na legowisku, dokończył w pokoju na podłodze. Jest teraz na dworze, a ja znów piorę jego posłanie i dywaniki. Ile można? Farel nie chce dzisiaj jeść, tylko trochę pije. Zaczynam mieć dość i żal mi go.
-
Witam. Mój dzień zaczął się o 2.oo, czyli 3 godz. wcześniej niż zwykle. Farel znów miał kłopoty trawienne. Zrobił kupę (jeszcze luźną) na legowisko, pod siebiE. Umyłam go, wytargałam na dwór i wzięłam się za mycie podłóg. Ślady były na całym dole- robota Farela i Alfiego. Teraz piorę Farela legowisko, w kolejce czekają chodniczki i Alfa ponton oraz moje ciuchy- koszula i szlafrok. Chyba już nie warto mi się kłaść- o 5.00 pobudka, a pewnie i tak nie zasnę. Heparegen , Glukosamina i karma dotarły wczoraj. Farela na razie karmię z ręki, bo sam nie bardzo chce jeść, słabo także z piciem. Pewnie znów potrwa to kilka dni, zanim wszystko się ustabilizuje. Miłego dnia.
-
Przed chwilą wróciłam ze spaceru z Pusią i Alfim. W tym czasie Farelino potraktował biegunką całego siebie i podwórkowy materac. Poszewkę od razu wypieprzyłam do pojemnika na śmieci- dość mam na dzisiaj babrania się w odchodach. Z reszty (czyli z psa i materaca) sprałam tyle, ile się dało. Farelowi dałam kolejną dawkę Nifuroksazydu. Nie chce jeść ani pić. Nawet się boję myśleć o nadchodzącym wieczorze i nocy. Na razie Farelek siedzi na dworze- i niech tak zostanie.
-
Witam serdecznie, chociaż w kiepskim nastroju. Rzeczywiście, mamy z Farelinem problem. Od kilku dni nie dostaje witamin i Heparegenu, ponieważ się skończyły. Podobnie z Joserą- ponieważ została jej resztka, zmuszona byłam domieszać do niej Chappi. Reakcja łatwa do przewidzenia, chociaż miałam nadzieję, ze przy stopniowym dosypywaniu Chappi nie będzie aż tak gwałtowna. Myliłam się- jest. Wczoraj dokładnie posprzątałam dom, z myciem podłóg, okien i praniem psich posłań włącznie. Jak się okazało- niepotrzebnie, bo wieczorkiem podłoga, legowisko, kawałek ścieny i dupsko Farela ponownie były do prania. Dzisiaj jestem na nogach już od 3.00 nad ranem. Obudził mnie stukot psich łap. Farel znów miał biegunkę. To, czego nie uświnił Farel, rozniósł na swoich łapach Alfi. Beznadziejny początek dnia. Farel już miał podobne przejścia pod koniec roku szkolnego, w czerwcu. Dużo trudu, czasu i pieniędzy kosztowało ustawienie jego diety i leków. Choćby się waliło i paliło, trzeba tego dość rygorystycznie przestrzegać, bo jego organizm nie toleruje zmian. Jest przyzwyczajony do Josery, lubi ją i dobrze mu służy. Podobnie Heparegen i witaminy- wspomagają funkcjonowanie jego organizmu, który mimo wszystko nie jest w najlepszej formie. Szlag by to trafił.
-
Witam :). W kwestii budy ruszyło się, jednak nie za sprawą Farelina, niestety. Farela stosunek do budy nadal jest lekceważący. Za to dzisiaj, dosłownie przed chwilą, omal nie padłam na zawał, gdy wyszłam na dwór po Alfa. Pusia i Farelek już od dłuższej chwili są w domu i śpią, tylko Alfi miał inne plany i został jeszcze na podwórku. Przed chwilą jednak uznałam, że już i na niego pora i chciałam go shaltować. Zawołałam go kilka razy i kątem oka zauważyłam jakiś ruch od strony budy i usłyszałam szelest. W pierwszej chwili mało się nie skichałam ze strachu, dopiero po chwili dotarło do mnie, że to Alfi gramoli się z budy, szeleszcząc słomą :). Nie jestem pewna, czy to dobrze. Trochę się obawiam, że Alfiś będzie próbował zaanektować budę dla siebie. Z drugiej jednak strony może to i dobrze: może jak Farelino zobaczy, że jego "willa" jest atrakcyjna dla Alfa (w którego jest wpatrzony), może sam przekona się do niej? Na dwoje babka wróżyła, czas pokaże. Wolf, tak naprawdę to Farelek nie ma okazji do tego, żeby mu dupina zmarzła, bo jak tylko robi się zimno, karuję się z nim do domu. Ranko wynoszę go na sik, później (przed wyjściem do pracy) targam go z powrotem do domu. Zaraz po powrocie z pracy znów go wynoszę na dwór i potem w zależności od pogody: albo zostaje tam do wieczora, albo znów do targam do domu. W tym ostatnim wypadku czeka nas później jeszcze jedna runda na wieczorne sikanie. Latam po tych schodach wte i wewte jak wściekła, ale boję się, że jak za bardzo zmarznie, znów pojawią się kłopoty z drogami moczowymi (co skutkuje m.in. posikiwaniem). Zobaczymy, jak Farelino zareaguje na "dzikiego lokatora" w swoim lokum. Może rozwinie się w nim poczucie własności? ;) Bardzo bym chciała. Wolf, co do byków: czasami każdemu się trafiają takie, że aż głowa boli. Mnie również, zwłaszcza, gdy sprawdzam piętnasty z kolei zeszyt. To naprawdę trudno sobie wyobrazić, jaką inwencję w tej kwestii mają drugoklasiści :). W końcu sama głupieję i zaczynam się zastanawiać: może faktycznie d... pisze się przez "rz"? To są błędy tego typu właśnie :). Pozdrawiam wszystkich serdecznie Kasia z burkami :).
-
katarzyna.m2 Witam serdecznie :smile:. U nas wszystko w najlepszym porządku. Farelino w bardzo dobrej formie (obym nie zapeszyła!), apetyt mu dopisuje, chętnie łazikuje. Ma piękną, lśniącą sierść :smile:. Teraz śpi sobie po obiedzie na swoim ogródkowym materacu. Poczekam jeszcze trochę i wezmę go domu, bo już robi się zimno. Dzisiaj była u nas piękna, słoneczna pogoda, więc chłopaki cały dzień były na dworze. Szkoda tylko, że Farelek piorun nie chce korzystać z budy. Może, jak mu siedzenie zmarznie, przełamie się i wejdzie do niej? Może robię błąd, targając go do domu, gdy robi się zimno? Boję się jednak, żeby nie przeziębił sobie pęcherza i znów nie zaczął ostro sikać na swoje legowisko, tak jak przedtem. Wspominałam już, że Farelek solidaryzuje się z Alfem. Gdy Alfi szczeka, Farelek kilka razy mu towarzyszył, a zawsze podchodzi wtedy do niego. Dzisiaj zrobił coś, co odebrałam jako symbol solidarności również w stosunku do mnie: podczas porannego spaceru (o zgrozo, o 6.00 rano) walnął kupsko pod płotem sąsiadów, których nie lubię. I dobrze im tak, bo są wyjątkowo upierdliwi. Zuch Farelek! Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :smile:.
-
Witam serdecznie :). U nas wszystko w najlepszym porządku. Farelino w bardzo dobrej formie (obym nie zapeszyła!), apetyt mu dopisuje, chętnie łazikuje. Ma piękną, lśniącą sierść :). Teraz śpi sobie po obiedzie na swoim ogródkowym materacu. Poczekam jeszcze trochę i wezmę go domu, bo już robi się zimno. Dzisiaj była u nas piękna, słoneczna pogoda, więc chłopaki cały dzień były na dworze. Szkoda tylko, że Farelek piorun nie chce korzystać z budy. Może, jak mu siedzenie zmarznie, przełamie się i wejdzie do niej? Może robię błąd, targając go do domu, gdy robi się zimno? Boję się jednak, żeby nie przeziębił sobie pęcherza i znów nie zaczął ostro sikać na swoje legowisko, tak jak przedtem. Wspominałam już, że Farelek solidaryzuje się z Alfem. Gdy Alfi szczeka, Farelek kilka razy mu towarzyszył, a zawsze podchodzi wtedy do niego. Dzisiaj zrobił coś, co odebrałam jako symbol solidarności również w stosunku do mnie: podczas porannego spaceru (o zgrozo, o 6.00 rano) walnął kupsko pod płotem sąsiadów, których nie lubię. I dobrze im tak, bo są wyjątkowo upierdliwi. Zuch Farelek! Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :).
-
Witam serdecznie :) Faktycznie, jest tak, jak napisała Rudzia- Farelino po raz kolejny dał głos. Tym razem obszczekał moją przyjaciółkę, która do nas przyszła. I tym razem nie było to agresywne szczekanie, tylko towarzyszące Alfowi. Solidaryzują się chłopaki ;). Stosunek Farelka do budy jest raczej obojętny. Wchodzi do niej tylko wtedy, gdy wrzucę do niej jakieś smakołyki i natychmiast po ich zjedzeniu wycofuje się. Nawet nie próbuje tam usiąść, o pozostaniu na dłużej nie wspominając. Nie tracę nadziei, że może jednak się przekona, bo jest coraz zimniej i nie może cały dzień pozostawać na dworze. Targam go po 3-4 razy dziennie do domu i na podwórko, ale tak nie może być w nieskończoność. To jest kawał psa- ostatnio, gdy go ważyłam, ważył 33 kg i na pewno nie schudł. Targać go do domu muszę, ponieważ jest coraz zimniej a ja boję się, żeby znów nie zaczął sikać pod siebie. Teraz mu się to przytrafia, ale sporadycznie (trochę częściej na materacu na dworze). Dzisiaj próbowałam go trochę przetrzymać, ale chyba to nie był dobry pomysł. Ponieważ nie padał deszcz i nie było mrozu, chciałam sobie oszczędzić jednej rundy po schodach. Nie wiem, czy to przypadek, czy kwestia zimna, ale zrobił kupę na materacu na dworze. NIie wiem już, jak go przekonać do korzystania z budy- przynajmniej w ciągu dnia. Co do zbiórki pieniędzy na kastrację Farelka, to nie ma takiej opcji, ponieważ on już jest po. Już przyjechał do mnie wykastrowany, więc jest po zawodach. Pozdrawiam serdecznie :) Kasia z burkami (teraz smacznie śpiącymi).
-
Witam serdecznie w mroźny poranek :). U nas jest piękna pogoda- świeci słońce i są -3 stopnie. Zmiana czasu zmianą czasu, ale do moich burków chyba ta informacja jeszcze nie dotarła albo nie do końca ją zrozumiały ;)- wstały po staremu, prawie w środku nocy. Farelino pewnie by jeszcze sobie pospał, ale Alfi ze swoim ulubionym węzełkiem w pysku łazi mu po głowie i spać spokojnie nie daje. No cóż, taki urok życia w stadzie. Niedziela niedzielą, a my już przed 5.00 na obrotach- bureczki "nafutrowane", wysikane i nie tylko, po spacerze na ''Psim polu". Teraz Farelino i Pusia śpią w domu razem na farelkowym legowisku, tylko Alfi szaleje z patykami w ogródku. Jak tylko podeschną mi trochę włosy, polecę do sklepu po kiełbaski i spróbuję znów pooswajać trochę Farelina z budą :). Dopóki pióra mam jeszcze mokre, postaram się namierzyć moje szaliki i rękawiczki- chyba już niedługo będą potrzebne. Majku33krakow- witaj u nas :). Ingo- dziękuję :). Życzę wszystkim miłego, udanego dnia Kasia z burkami.
-
Ingo, mnie tez było miło :). Rudziu, mam nadzieję, że koleżanka Twojej córki się odnajdzie. Może dziewczyna gdzieś zabałaganiła i teraz się boi reakcji swojej rodziny? Nie zamartwiaj się, na pewno dziewczyna się znajdzie. Na dzisiaj mam już dość, padam na dziób, chociaż miałam wspaniały dzień :)- Paulinko, dziękuję! Idę w ślady moich bureczków, czego i Wam życzę ;). Dobrej nocy :)
-
Witam serdecznie :). Buda dotarła przedwczoraj.Wszystkie 3 burki obwąchały ją z zaciekawieniem i na tym się skończyło. Ponieważ była przybita do palety, było to zbyt wysoko, żeby Farelino mógł się do niej wgramolić. Wczoraj znajomy potraktował paletę łomem, mnie udało się załatwić worek słomy i mogłam zacząć akcję oswajania Farelka z budą. Szału entuzjazmu nie było, ale tragedii także nie. Farelek wykazywał zainteresowanie budą, dopóki dochodził z niej zapach parówek. Wsuwał do niej łepetynę i część tułowia, likwidował źródło zapachu i z godnością się wycofywał. Po zjedzeniu kilku parówek przez Farelka akcja dobiegła końca :). Tylko raz wszedł cały do budy, ale nie wpadł na to, żeby w niej się obrócić głowa w kierunku wyjścia. Jak do niej wszedł, tak klapnął pupą w "drzwiach" i potem miał kłopot z wyjściem. Ponieważ dzisiaj byłam cały dzień poza domem, nie wiem, jak sprawa z budą się przedstawiała. Gdy wróciłam wieczorkiem, Farelino leżał na swoim zwykłym miejscu- na materacu przed garażem. Gdy wyjeżdżałam o 7.00 rano, był u nas przymrozek (-4 stopnie), w ciągu dnia mrozu nie było. Przed wyjazdem dostały jak zwykle ciepłe śniadanie (codziennie rano daję im płatki z wątróbką i kiełbaską). Potem nasypałam im suchej karmy do misek i to musiało im starczyć do wieczora. Buda faktycznie dotarła trochę uszkodzona. Wczoraj przyjechał kurier i spisał protokół. Sądzę, że reklamacja zostanie pozytywnie rozpatrzona i firma kurierska zwróci jakiś grosz. Uszkodzeniu uległy listwy przy dachu- zostały połamane. Teraz wszystkie bureczki śpią i chrapią na trzy głosy :). Rudziu, cieszę się, że przejęłaś prowadzenie wątku Farelina. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i przypominam o zmianie czasu (lubię tę zmianę :)) Kasia z Pusią, Alfim i Farelkiem.
-
Witam serdecznie :). Iljova, zwlokłam się (to jest właściwe określenie ;)) z łóżka po wycisku, jaki sobie sama dałam- ale cieszę się, że udało mi się wtedy tyle zrobić:). Dzisiaj Rudzia zawiadomiła mnie, że nowe, alternatywne lokum dla Farelina będzie około wtorku. Bardzo się cieszę, że w razie mojej nieobecności będzie miał bezpieczne schronienie. Nie jestem pewna, czy radość Farelka dorówna mojej (trochę w to wątpię, ale obym się myliła). Trzeba go będzie przekonać, że ta kawalerka należy do niego i żeby się tam czuł jak u siebie. Mam nadzieję, że psie przysmaki w tym pomogą :). Ingo, dziękuję, że orientowałaś się w kwestii bazarków. Szkoda, że tak to wygląda. Rudziu, nie współczuj mi, bo i tak większość wydatków Ty finansujesz- fakt, są spore. Mam nadzieję, że choroby bureczków są już za nami (też pochłonęły sporo pieniędzy), z leków pozostają farelkowe witaminy, leki na stawy i Heparegen. Chłopak jest w dobrej kondycji i wygląda naprawdę imponująco- dopóki nie widać, jak chodzi, wygląda jak okaz zdrowia. Teraz już wszystkie burki śpią smacznie i ja tez mam ochotę pójść w ich ślady, bo juterko czeka mnie ciężki dzień w szkole. Pozdrawiam serdecznie Kasia z Pusią, Alfim i Farutkiem(chrapiącym w tej chwili jak stary niedźwiedź :)).
-
Rudziu, bardzo się cieszę z tej budy. Mam nadzieję, że Farelino zareaguje na nią pozytywnie i w razie wojny zechce z niej korzystać. W końcu psem domowym jest od pół roku, przedtem mieszkał w budach, więc mam nadzieję, ze w razie konieczności nie będzie miał oporów przed korzystaniem z niej. Żeby tylko Alfiś mu się tam nie karował- na farelkowy materac często się pcha. Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy "orząc w polu", czyli robiąc jesienne porządki wokół domu. Burki dzielnie mi towarzyszyły- Farelino chodził za mną krok w krok, Alfiś bawił się pustymi doniczkami i wszystkim, co mu w łapy i zęby wpadło, tylko Pusia zachowywała się, jak na stateczną damę przystało, wygrzewając się w promieniach słońca. Skończyliśmy, gdy już się ściemniało. Teraz wszystkie bureczki śpią smacznie, a mnie już teraz tak wszystkie gnaty bolą, że juterko chyba nie wstanę. Miłego wieczoru i dobrej nocy Kasia z burkami :)
-
Tak, Rudziu, ciasteczka-gratisy doszły, ale już nie tak aromatyczne, jak tamte ;). Cieszę się, że ruszyła kwestia budy, bo targanie chłopaka po 2-3 razy dziennie na dłuższą metę nie wchodzi w rachubę. Ciężki jest piorun jak diabli! Przed chwilą znów go wytargałam na dwór, bo przestało padać i wyjrzało słońce, więc niech chłopak korzysta z ostatnich już pewnie cieplejszych dni. Ja zaraz lecę do ogródka (o ile pogoda się nie zmieni). Uściski Kasia z burkami :) Ingo, jeżeli możesz, odezwij się proszę, bo zmieniłam telefon i straciłam większość numerów, w tym Twój.