Jump to content
Dogomania

katarzyna.m2

Members
  • Posts

    205
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by katarzyna.m2

  1. Witam serdecznie:). Cantadorra, leki doszły już dzisiaj-dziękuję :). U nas wszystko w porządku. Farelino już odzyskał formę, ponownie pcha się z nami na "Psie pole". Dzisiaj Alfi omal go nie zabił kijem. Alfik ma zwyczaj targania do do nas ze spacerów różnego rodzaju patyków, kijów. Bardzo lubi się nimi bawić-wcale nie trzeba mu ich rzucać (i tak ich nie oddaje), jest w tym zakresie samowystarczalny:sam je podrzuca, łapie, gryzie. Ma około 8 lat a często zachowuje się jak szczeniuś. Dzisiaj też przywlókł kawał gałęzi ze spaceru i niechcący (tak sądzę) machnął Farelina. Ten ostatni wydał swój charakterystyczny chrapliwy dźwięk, otrząsnął się i pomaszerował dalej. Oczywiście kijaszek szmyrgnęłam daleko w krzaczory. Muszę kontrolować wielkość trofeów znoszonych przez Alfika do naszego ogródka. Teraz bureczki są na podwórku a ja zasmradzam dom gotowaniem wątróbki. U nas dzisiaj co chwilę pada deszcz, więc Farel sporo czasu spędza pod tarasem. Zaraz lecę z Alfem i Pusią do lasu (po nowy zapas patyków ;)), przedtem pójdę z Farelinem na ''Psie pole". Chcę wykorzystać krótką przerwę w opadach. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia :) Kasia i burkami
  2. Witam serdecznie :). U nas pomału wszystko wraca do normy (ciekawe, na jak długo?). Tym razem Farelino szybciej odzyskuje formę. Nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że inny był przebieg i charakter tego zawirowania, czy też dlatego, że jego kondycja jest teraz dużo lepsza. Tak czy siak, jest lepiej :). Od dzisiaj lecimy na nowej karmie. Skończyła się Josera Optiness, wróciliśmy do Josery Festival. Festival wcinały moje bureczki, zanim trafił do nas Farel. Ponieważ Farelino jadł wtedy (a raczej powinien jeść, bo robił to bardzo niechętnie) swój Hepatic, Joserę Alfa i Pusi traktował jak przysmak. Dostawał ją wtedy jako nagrodę. Teraz rano dostają gotowane żarełko, później chrupki. Poprzednie chrupki musiałam smarować im pasztetem, bo inaczej nie chciały jeść (Optiness, o obniżonej zawartości białka). Od dzisiaj zmiana - ranko nadal (dopóki Farelino nie zacznie ważyć tyle, ile powinien i dopóki Alfi bierze antybiotyk o dość sporych ewentualnych skutkach ubocznych) jedzenie gotowane. Po południu (około 16.00) "gołe"chrupki (bez pasztetu :)), od czasu do czasu namoczone w wodzie. Myślę, że Farelino już spokojnie może jeść 2 posiłki dziennie, zamiast dotychczasowych 3 (z czego połowę z ręki). Ponieważ śniadanie zjadają około 5.30 - 6.00, myślę, że ostatni posiłek około 16.00 będzie w porządku. Mam nadzieję, że zdąrzą "przerobić" go do ostatniego wieczornego wyjścia. Teraz są wakacje, więc bureczki do 20.30 są na podwórku, ale jesienią się to zmieni. Pomału będę musiała je zacząć przestawiać na szkolny tryb życia :)-niestety! Lecę kończyć koszenie trawy, bo chyba zdążyła już podeschnąć po ostatnim deszczu. Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :).
  3. Witam ponownie. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa pod moim adresem :). Niestety, nie mam zbyt dobrych wieści. Obawiam się, że moja poranna radość z poprawy stanu zdrowia Farelina była nieco przedwczesna. To znaczy rano faktycznie było nieźle, jednak po południu już nie. Nie chciał jeść, łazikować także nie. Odniosłam wrażenie, że bolała go jedna z tylnych łapek. Przytargałam go do domu, ponieważ zaczęła się burza.Złożyłam to na karb pogody, ale nie wiem, czy słusznie. Pomyślałam, że może po drugiej dawce zastrzyków nastąpi poprawa. Dzisiaj kolej na druga dawkę. Zastrzyki dostał jakieś 3-4 godziny temu. Jak na razie poprawy brak. Nadal nie ma apetytu, tylko leży i posikuje. Wyniosłam go na dwór (już po burzy) i wyprałam wierzchnią warstwę jego legowiska. Juterko prania ciąg dalszy- powłoczki z materaca i jego legowiska z nocy, jeśli tak dalej będzie. Moje przypuszczenia co do łapki są chyba słuszne, bo wydaje te swoje charakterystyczne, chrapliwe dźwięki, gdy go próbuję przesunąć. Jednak nadal będę go przesuwać, bo nie chcę, żeby leżał w plamach moczu. Niedawno go kąpałam i tak szybko nie chciałabym robić tego ponownie. No nic, zobaczymy, jak będzie później- na razie nie wygląda to specjalnie dobrze. Idę rozwiesić pranie, może jeszcze dzisiaj wyschnie. Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami
  4. Witam serdecznie :). Zdaje się, że wszystko wraca do normy - znów pobudka o 4.00. Jezu, czy to mu już tak zostanie? Połaził trochę po domu (od chodniczka do chodniczka) i wrócił na swoje posłanie. Ja jednak (nauczona przykrym doświadczeniem) postanowiłam nie ryzykować niepotrzebnie i poleciałam z chłopakiem na dwór. Już o 5.00 całe moje wojsko było po śniadaniu, po spacerze na "Psim polu" (niektórzy w okrojonej wersji) i po lekach (z wyjątkiem Pusi oczywiście). W normalnych warunkach wróciłabym do łóżka, dzisiaj jednak muszę śmigać do Kościerzyny, więc już mi nie warto. Chłopaki oczywiście już śpią: Farelino pod tarasem, Alfi na tarasie. Chyba najgorsze miejsce na całym podwórku wybrała sobie Pusia: kolo pojemników na śmieci. Są co prawda zabudowane, ale to i tak nie zmienia faktu, że mam ''śmieciowego" psa. Nie mam pojęcia, co jej tam tak wyjątkowo pasuje (zapach?), ale już pewnie tego nie zmienię. Szkoda, bo tak jakoś biednie wygląda, leżąc tam. Trudno, jej wybór :). Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia Kasia z burkami :)
  5. Witam serdecznie :). Wolf122, chyba spełniają się Twoje życzenia: Farelino w miarę bezboleśnie dochodzi do siebie. Mógłbyś tak częściej?;) Znów urządził mi pobudkę o 4.00, próbując dreptać po domu. Oczywiście bezzwłocznie wytargałam go na dwór. Śniadanie zjadł z apetytem i pije dużo wody. Na "Psie pole" rano nie chciał z nami pójść, jeszcze za bardzo nim szmyrga. Leży teraz w cieniu na materacu i dyszy (umiarkowanie). Zapowiada się upalny dzień. Mój termometr o tej porze jest w słońcu i już wskazuje 28 stopni. Mam nadzieję, że Farelutek szybko odzyska siły. Zastanawia mnie tylko, że ten atak inaczej wyglądał i miał inny przebieg niż poprzednie. Wtedy miał kłopoty z oddychaniem i "odjeżdżał", teraz zostały porażone tylne łapki. Były bezwładne, kompletnie nad nimi nie panował. Jak myślicie: to inny objaw tej choroby czy też może coś się przyplątało z zupełnie innej bajki?
  6. Nie wiem,Iljova. Przedtem pogoda była bardziej męcząca niż jest u nas dzisiaj i nic złego się nie działo. Zaraz, gdy to się zaczęło, zadzwoniłam do p.doktor Moniki i do lecznicy, ale nie odbierali. Skontaktowałam się więc ze Zbyszkiem. Odechciewa się wszystkiego. Poprzedni atak miał miejsce 17 maja.
  7. No i mamy problem. Chyba już za długo było dobrze i zaczęłam to traktować jak stan normalny. Błąd. Przed chwilą pojechał weterynarz, p. Zbyszek. Farel miał atak, tym razem o trochę innym przebiegu. Teraz nie leżał jak martwy, tylko ciężko dyszał i nie miał władzy w tylnych łapach. Przerażony przemieszczał się po ogródku opierając się na przednich łapach, tylne ciągnąc za sobą i przewracając się co chwilę. Podobnie czasem przemieszczają się małe dzieci, które jeszcze nie umieją chodzić - na pupie, podpierając się rączkami. Zbyszek podał mu to, co poprzednio (Szotapen i Dexafort). W poniedziałek przyjedzie ponownie z kolejną dawką zastrzyku. A już było tak dobrze. I znów (tak jak poprzednio), nie wydarzyło się nic, co by taki atak mogło spowodować. Spał spokojnie po obiedzie pod tarasem. Szlag by to trafił!
  8. Witam serdecznie :). Rudziu, dzięki za opatrunki i "Pimafucort"- listonosz zostawił w skrzynce i zorientowałam się dopiero wieczorkiem. U nas wszystko w porządku. Farelino lata od samego ranka po ogródku z dużym entuzjazmem. Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale aż miło popatrzeć, jak chłopak zasuwa :). Poza tym apetyt mu dopisuje. Po zjedzeniu swojej porcji (z pewnością wystarczającej :)), zawsze jeszcze sprawdza, czy Pusia i Alfi wszystko zjedli. Jeżeli zostawili chociaż trochę, wymiata po nich do czysta. Zresztą, widać efekty jego dobrego apetytu :). Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego dnia Kasia z burkami.
  9. Witam serdecznie :). Rano znów miałam pobudkę o 3.40.Tym razem obyło się bez sprzątania :), ale postanowiłam nie kusić losu i wytargałam go na dwór. Sama oczywiście wróciłam do łóżka i wstałam o 7.00, jak Pan Bóg przykazał. Psiaki teraz śpią po śniadaniu i po spacerze. U nas zapowiada się piękny, upalny dzień. Mam nadzieję, że będzie udany , czego i Wam życzę :).
  10. Rudziu i Iljova, Wy też witajcie :). Wskoczyłyście, zanim zamieściłam swój post :). Spokojnej nocy :).
  11. Witaj, Ingo :). Tu już nie tyle chodzi o przyzwyczajanie do domu, tylko o fakt, żeby w każdej chwili mógł samodzielnie wyjść i załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. Teraz są wakacje, jestem w domu, więc jest łatwiej. Co jednak będzie jesienią lub zimą, gdy nie zdąży załatwić się przed moim wyjściem do pracy? Zimą, gdy będzie silny mróz, nie będzie mógł sterczeć Bóg wie jak długo na dworze. Ja z kolei nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy nie załatwi się na podwórku przed moim wyjściem i zrobi to w domu (co mu się niestety zdarza). Farel jest dużym psem i wszystkie jego "produkcje" również są słusznych rozmiarów. Wolałabym tych jego wytworów nie sprzątać po kilkugodzinnej nieobecności w domu. Poza tym otwarty pozostaje problem jego dalszego wnoszenia po schodach. Nie wiem, kiedy Anja wraca z urlopu (do mnie wstąpili w drodze na niego) i czy w ogóle nosidło (nawet po modyfikacji) się sprawdzi. Lubię, gdy Farelino jest w domu, lubię się do niego przytulać i lubię jego głośne chrapanie. Ale to, co lubię, jest w tym wypadku mniej istotne. Zresztą, znam siebie i wiem, że w przypadku wyjątkowo kiepskiej pogody albo dużych mrozów i tak będę go pewnie targała do domu. Chodzi jednak o to, żeby miał większa swobodę poruszania się. Dzisiaj wyjątkowo dużo chodził, był z nami na całym porannym spacerze na "Psim polu". Potem zasuwał po całym ogródku z preparowanym uchem w dziobie. Dałam mu je, a sama siedziałam obok niego na materacu z nożyczkami w ręce. Farelino z zapałem obrabiał ucho, a co nadgryzł je na tyle, że istniało niebezpieczeństwo połknięcia, odcinałam ten kawałek, zabierałam go i Farelek zaczynał całą akcję od początku :). Dużo miał z tym radochy (pewnie z wyjątkiem momentu, kiedy mu zabierałam z takim trudem odgryziony kawałek ;)). Jeszcze jedna nowa, fajna rzecz: zaczął kłapać dziobem na latające w jego pobliżu muchy. Do tej pory zachowywał w tej kwestii doskonałą obojętność. Dzisiaj w ogóle sprawił mi dużo radości. Gdy tylko pojawiałam się w polu jego widzenia, natychmiast ppodchodził do mnie i cały czas za mną dreptał. To było oczywiście bardzo miłe :). Po raz pierwszy tak wyraźnie dążył do kontaktu - nie tylko biernie przyjmował, ale i sam go inicjował. Zobaczymy juterko, czy to było raczej incydentalne, czy też będzie się powtarzało (oby mu nie przeszło!). To był bardzo miły dzień (pomijając poranek) :). Dobrej nocy Kasia z Pusią i chłopakami
  12. Witam serdecznie :). Ingo, uważam, że Twój pomysł dotyczący prowadzenia wątku jest świetny. Nawet urlop nie może powstrzymać Cię od udzielania się na dogo? ;). Mam nadzieję, że wypoczywasz :). Dzisiejszy dzień znów zmuszona byłam zacząć od sprzątania farelowego kupska i prania. Obudził mnie o 5.30. Miałam nadzieję, że o tej porze to spokojnie zdążę go wytargać, żeby w ogródku zrobił, co trzeba. Nie zdążyłam. Już było po zawodach. Rudziu, zaczynam się poważnie zastanawiać nad Twoim pomysłem dotyczącym budy dla Farela. Farelino jest u nas od 6 kwietnia. Do tej pory był psem domowym, ale nie wiem, czy przekwalifikowanie go na psa podwórkowego ("nadwornego" :)) nie jest lepszym rozwiązaniem-także dla niego. Mógłby samodzielnie korzystać z dobrodziejstwa wychodzenia ze swojego domu (teraz naszego wspólnego, potem może własnej kawalerki?) wtedy, kiedy chce, a nie wtedy, kiedy go wytargają. Mnie odpadłoby wstawanie nawet w dni wolne około 5.00 - 5.30, co jest średnią przyjemnością. Poza tym chłopak cały czas rośnie w siłę i przybiera na wadze. Szczerze mówiąc przeraża mnie wizja targania go jesienią czy zimą po śliskich, oblodzonych schodach. Nigdy żaden mój burek nie był w budzie, więc mam trochę oporów przed tym, ale nie wiem, czy słusznie. W końcu Farelino całe swoje dotychczasowe życie spędził w budzie. Dopiero u mnie od 4 miesięcy jest psem domowym i może to wcale nie jest dla niego jakieś wielkie szczęście? Nie chcę codziennie z niepokojem schodzić na dół i zastanawiać się:czysto czy niekoniecznie? Wytrzymał czy nie? Przypominam, że te pytania stawiam sobie około 5.30 rano, nie około 9.00-10.00. Dlatego poważnie zastanawiam się, czy jakaś twarzowa, do tego dobrze ocieplona buda nie jest lepszym rozwiązaniem. Co prawda trudno mi w tej chwili sobie wyobrazić sytuację, w której my z Pusią i Alfem idziemy do domu, a on zostaje na podwórku, zwłaszcza jesienią i zimą. Trzeba by było tę budę obstalować w miarę szybko, dopóki jest lato, żeby chłopak zdążył przywyknąć do swojego nowego lokum. Co o tym myślicie? Pozdrawiam serdecznie :). Kasia z burkami
  13. Rudziu, dzięki za karmę-dzisiaj dotarła. Ponieważ jest to inna Josera, spróbuję tę podawać bez smarowania pasztetem. Mam nadzieję, ze pójdzie gładko :). Spokojnej nocy :) Kasia z bureczkami
  14. DONnka, dziękuję za słowa uznania. Ja też mam nadzieję, że nosidło po przeróbce sprawdzi się. Bardzo bym chciała, bo niemal codziennie wieczorem mój kręgosłup stanowczym głosem domaga się zmiany jeśli nie całego człowieka, to przynajmniej sposobu jego traktowania (kręgosłupa, naturalnie) ;). Dzisiaj Farelino przeszedł samego siebie. Obudził mnie o 3.30 nad ranem. Zeszłam na dół i zobaczyłam go rozkraczonego jak żaba na panelach w pokoju. Doszłam do wniosku, że może chce siusiu (albo nie tylko) i dlatego wstał. Zazwyczaj o tej porze śpi, bo jest jeszcze ciemno.Trudno - wytargałam go na dwór, szmyrgnęłam mu na ziemię materac i spokojnie wróciłam do łóżka. Przynajmniej Alfi miał towarzystwo na tym swoim wygnaniu. Chociaż nie sądzę, żeby o tej porze specjalnie mu na tym zależało. Rano, gdy wynosiłam do wietrzenia legowisko Farela, okazało się, że jednak trzeba je wyprać. Wczoraj cały wieczór puszczał bąki (co chwila ostre wietrzenie), widocznie w nocy też, bo te śmierdzące kleksy na posłaniu skądś się wzięły. Dzięki Bogu Farelina nie trzeba było prać. Rudziu, Alfi drapie się już zdecydowanie mniej, ale nadal intensywnie. Łyse placki na głowie bardzo ładnie porastają włosami, również na uchu pojawiają się, o czym już wspomniałam. Najgorzej sprawa wygląda z okularami - nadal się utrzymują, chociaż chyba są trochę mniejsze. Zostały jeszcze tylko 2 tubki "Atecortinu", oby to wystarczyło. Biorę się za sprzątanie. Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :). Zapomniałabym o jednym: Farelek ostatnio za każdym razem pcha się za nami na "Psie pole". To jest naprawdę rozczulające, gdy próbuje swoim chwiejnym krokiem za nami nadążyć. Oczywiście nie mam sumienia zatrzasnąć mu furtki przed nosem. Czekamy więc, aż się do nas dotelepie, zrobi swoją rundkę do krzaczora i z powrotem, przeczyta informacje zostawione przez inne psy i ewentualnie dopisze coś od siebie. Dopiero wtedy wpuszczam go na podwórko, zamykam furtkę i mogę lecieć z Alfem i Pusią. Trwa to oczywiście znacznie dłużej, ale trudno. Cieszę się, że czuje się członkiem stada :).
  15. Witam :). Margoth 137 -przeczuwam duże kłopoty w związku z ewentualnym przejściem bureczków na vege:to się może nie udać ;). Rudziu, dziękuję za "Nizoral", dzisiaj dotarł. Pani Monika prosiła, żeby do Jej przyjazdu nie kąpać psiaków-chce zobaczyć, jak te zmiany wyglądają teraz, w trakcie kuracji. Wypiorę je (zwłaszcza Alfa) zaraz po Jej wizycie. Farel coraz częściej próbuje łazikować po domu, chociaż nadal łapy mu się rozjeżdżają. Życzę miłego dnia (bez gwałtownych burz!) Kasia z burkami :).
  16. Witam serdecznie :). Piescofajnyjest- Ty też czy zaliczasz się do tej części "prawie"? ;) W nocy przeszła u nas gwałtowna burza. "Przeszła" to raczej nieadekwatne określenie. Trwała prawie pół nocy. Pusia bardzo się boi burzy, chłopaki umiarkowanie. Zaraz po burzy Farel urządził sobie spacer po domu, także dzisiejszą noc mam w plecy. Nie ma bata,żeby nie słyszeć stukotu jego pazurków po podłodze i klapnięcia całego ciała na podłogę w wyniku rozjeżdżania się łap. Bywa i tak :). Teraz burki są już załatwione i śpią, więc chyba i ja pójdę w ich ślady i położę się na godzinę. Dobranoc :).
  17. To Ty też vege, Marycha? Super! :). Ja też bardzo się cieszę, że alfikowe okulary się zmniejszają. Zapomniałam dopisać, że Anja oprócz kilku dobrych rad przywiozła także wymierną, konkretną pomoc w postaci podkładów, "Heparegenu" i płynu bakterio-grzybobójczego "Hexoderm". U nas w tej chwili jest 29 stopni w cieniu. Lecę powiesić pranie, pewnie migiem wyschnie:).
  18. Niedawno odjechała Anja i Jej TZ. Oboje bardzo sympatyczni i cieszę się, że Ich poznałam. Anja udzieliła mi kilku rad dotyczących Farela, które chyba rzeczywiście należy zastosować (preparat wzmacniający stawy, badanie moczu - nerki, posikiwanie). Farelino ładnie na Nią zareagował -wydaje się, że Ją poznał. Przytulił do Niej łepetynę i tak stał bez ruchu dłuższą chwilę. Widać było, że ten kontakt sprawia mu przyjemność. Niestety, nosidełko w takiej formie nie sprawdza się, ale TZ Anji ma pomysł, jak ten prototyp udoskonalić. Oby się udało,po przeróbce wyślą go pocztą. U nas gorąco jak diabli. Chłopaki tradycyjnie leżą w piachu pod tarasem. Upał upałem, jest dla burków trochę dokuczliwy, ale apetytu Farelowi nie odbiera (w przeciwieństwie do małej Pusi i Alfika). Farelek wcina, jakby mu ktoś za to płacił :).Cieszę się, bo już niewiele brakuje, żeby kości czaszki i środkowej części kręgosłupa nie wystawały. Miłego dnia :).
  19. Rudziu, faktycznie na psie przysmaki nie reflektuję ;). Na inne zresztą też nie-i tak dobrze wyglądam :). Wolf, cieszę się, że u Was też bardzo ciepło. W końcu jest lato i po tylu deszczowo-burzowych dniach to miła odmiana. Zresztą nie wiadomo, jak długo taka pogoda się utrzyma. Faktem jest, że bureczkom ciepło, jak diabli. Ja jestem z takiej pogody zadowolona, bo psy są cały dzień w ogródku. Lecę po Farrelina, bo już pora na niego. Miał dzisiaj ciężki dzień:wizyta weterynarza, zastrzyk i przegoniłam go trochę po "Psim polu"(doping w garści: przysmak- psia szczoteczka do zębów, przepada za tym :)). Pewnie znów będzie głośno chrapał. Życzę miłego wieczoru i spokojnej nocy :). Anju, czekamy na Ciebie juterko :).
  20. Witam :). Margoth - cieszę się, że też jesteś vege :). Kora- dzięki za propozycję pomocy, ale podjazd, podest,platforma, rampa czy inne tego typu ustrojstwo nie wchodzą w grę. Tak jak wspominałam, schody są dość strome i wąskie. Nie chcę całej ich długości i szerokości zasłaniać czymś takim. Po prostu trzeba wykombinować coś innego. Juterko wybiera się do nas Anja. Duże nadzieje pokładam w nosidełku, o którym wspominała. Cieszę się, że będę miała okazję poznać Ją osobiście i ciekawa jestem, jakie wrażenie zrobi teraz na Niej Farelino. Przed chwilą był nasz weterynarz. Zrobił chłopakom po drugim zastrzyku i stwierdził, że jest spora poprawa :). Ponieważ u nas jest upał, oba prawie owczary zgodnie leżą w piachu pod tarasem. Biorę książkę i idę na materac pod sosenkę, bo jest zbyt gorąco, żeby robić cokolwiek innego. Pozdrawiam serdecznie :) Kasia z burkami
  21. Jesteśmy po kolejnej próbie wejścia po schodach. Polegliśmy. Nawet kiełbaska nie pomogła. Próbował dzielnie, niestety skończyło się upadkiem. Nic mu się nie stało, ponieważ postawił tylko przednie łapy na drugim stopniu, ale to wystarczyło do utraty równowagi. Farelek po prostu nie jest w stanie utrzymać ciężaru ciała na tylnych łapach. Nawet po płaskim, prostym podłożu chodzi na przykurczonych tylnych łapkach, schody są dla niego przeszkodą nie do pokonania. Zobaczymy juterko rano, jak będzie ze schodzeniem. Czy powtórzy dzisiejszy wyczyn, czy był to jednorazowy przebłysk. Mam nadzieję, że nie. Dzwoniła p. Monika (z wyjaśnieniem i przeprosinami). Przyjedzie w przyszłym tygodniu. Bada mięso w rzeźni (cieszę się, że jesteśmy z Paulą wegetariankami). Wstaje o 4.00, o 5.00 musi być na miejscu, wraca około 21.00. I tak przez cały tydzień. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu uda się Jej przyjechać. Przykro mi, że wchodzenie po schodach przerasta możliwości Farelina, chociaż tak bardzo się starał. Teraz śpi, zmęczony. Spokojnej nocy :) Kasia z psiutami.
  22. Witam :). Najpierw kilka słów na temat leczenia chłopaków.Dzwoniłam dzisiaj rano do p.Moniki - bezskutecznie. Z nerwem zadzwoniłam więc do lecznicy i tam poprosiłam o wyjaśnienie i ewentualne wskazówki, co mam robić dalej. Czy machnęli na nas ręką i mam szukać pomocy gdzieś indziej, czy też jest jakieś logiczne wyjaśnienie tej nieprzyjemnej sytuacji. Pan doktor stwierdził, że p. Monika przez cały tydzień pracuje w terenie, wraca późno i tam, gdzie jest, nie ma zasięgu.. Obiecał, że się z Nią skontaktuje i poprosi, żeby do mnie się odezwała. Oczywiście w rozmowie z Nim nie omieszkałam wspomnieć, że nasza współpraca od początku obfitowała w niespodzianki (zaginięcie materiału do badań a w konsekwencji wydłużenie czasu leczenia, wykluczenie robali, potem stwierdzenie nużycy itp.). Wyraziłam dobitnie swoje niezadowolenie i rozczarowanie faktem przerwania kuracji i brakiem jakichkolwiek informacji. Po krótkim czasie dostałam sms od p. Moniki z przeprosinami (nawał pracy, brak zasięgu) i z informacją, że zadzwoni dzisiaj wieczorkiem. Poprosiła także, żeby mój weterynarz (którego zresztą zna) zrobił zastrzyk. Jestem z Nim już umówiona na juterko. Podobno 1-2 dni poślizgu nic nie szkodzą. No nie wiem, ale nie mam wyjścia. Wykąpałam dzisiaj Alfa już po raz drugi w Nizoralu. Dobra wiadomość:łyse placki na głowie są już mniejsze i ucho zaczyna porastać pojedynczymi włoskami. Od dzisiaj przestaję polewać mu łepetynę Clotrimazolem - myślę, że jutrzejszy zastrzyk i przede wszystkim antybiotyk powinny załatwić sprawę. "Okulary" także trochę się zmniejszają (smaruję je 2-3 razy dziennie Atecortinem). Dobre wieści także odnośnie Farelka. Dzisiaj oprzed 6.00 obudziło mnie stukanie jego pazurków. Powędrował do pokoju, na dywanik koło aniołów (tych, które kiedyś chciały go zabić, przewracając się na niego ;)). Idąc za ciosem postanowiłam go nie targać, tylko podjąć kolejną próbę asekurowania, nie targania po schodach. Próba ta tym razem była prawie udana :). Przytrzymywałam go za brzuch (a jest już za co!) i za obrożę i ruchem jednostajnie przyspieszonym znaleźliśmy się na dole. Sama do końca nie wiem, jak to się stało, ale żadne z nas nie spadło - po prostu jakimś ślizgiem (Farelino nie do końca kontroluje ruchy tylnych łap) osiągnęliśmy cel, czyli podnóże schodów. Górą nasi! Wieczorkiem spróbujemy w drugą stronę, czyli na górę. Przewiduję większe trudności, dlatego poproszę o pomoc moją Paulę. Chciałabym, żeby stanęła o 2-3 stopnie nad nami z kiełbaską w dłoni. Kiełbaska oczywiście ma wzmocnić motywację Farelina i zachęcić go do wysiłku. Mam nadzieję, że taki doping zadziała :). Idę dać burkom kolację i potem krótki spacer. Miłego wieczoru Kasia z burkami :).
  23. Rudziu, dziękuję bardzo :). Na razie wieści od p.doktor brak, więc pewnie juterko pójdę w łachę do doktora Zbyszka. Mam nadzieję, że mnie nie popędzi ;). Spokojnej nocy
  24. Witam ponownie :). Marycha35 - ucałowania Alfiemu przekazałam, myslę, że się ucieszył (przynajmniej tak wyglądał ;)). Iljova i margoth 137-witamy. Miło, że o nas pamiętacie :). Rudziu, z Tobą mam kontakt telefoniczny, wiesz o wszystkich istotnych sprawach na bieżąco.Pani doktor Moniki jeszcze nie było i pewnie już dzisiaj nie dotrze. Dzwoniłam do Niej wczoraj wieczorkiem, ale Jej komórka była wyłączona. Przed chwilą dzwoniłam do lecznicy i tam mi powiedziano, że jest w terenie. Prywatnego telefonu nie odbiera - przed chwilą również dzwoniłam. Może faktycznie jest jeszcze w pracy. Mam nadzieję, że się ze mną jeszcze dzisiaj, najpóźniej juterko skontaktuje:Alfi i Farel powinni dzisiaj dostać po drugim zastrzyku. Jeśli nie przedzwoni, poproszę mojego weterynarza, żeby to zrobił, chociaż mi trochę głupio. Ponieważ u nas jest gorąco, chłopaki prawie cały dzień spędzają pod tarasem. Tylko Pusia, jak na damę przystało, gardzi brudnym piachem i leży na trawie w cieniu sosny. Ja zresztą również, z tą tylko różnicą, że nie na trawie a na materacu (swoim, nie farelkowym :)). Pozdrawiamy serdecznie i życzymy miłego wieczoru. Odezwę się,gdy zaginiona w akcji doktor Monika da znak życia :).
  25. Witam serdecznie :). U nas bez zmian, czekamy na jutrzejszą wizytę p. doktor Moniki. Nie wiem jeszcze, o której będzie. Dziewczyny, dzięki za troskę, ale ani podnośnik, ani żadna rampa nie wchodzą w grę. Schody są strome i jest ich osiem. Ponieważ są dość wąskie, żadne dechy ani nic w tym rodzaju również nie wchodzą w grę. Nie będę targała dech zamiast psa ("Zamienił stryjek siekierkę na kijek"). Montaż czegoś takiego na stałe odpada - zajęłoby to całą szerokość schodów. Tak więc bardzo dziękuję za troskę, ale taki wariant odpada. Farel chodzi różnie - raz szmyrga nim trochę bardziej, raz trochę mniej, ale chodzi chętnie. Gdy trochę się z chodzeniem opieprza, wystarczy zmotywować go jakimś przysmakiem a śmiga aż miło :). Apetyt mu dopisuje mimo upałów, jakie u nas panują od 2 dni. Mam nadzieję, że u Was również jest ładnie. Łokieć Farela (ranka na nim) ładnie się goi. Smaruję ją 2 razy dziennie Atecortinem. Gorzej z Alfim. Jego ucho nadal jest łyse, również utrzymują się łyse placki na głowie i "okulary". Juterko obaj powinni dostać po drugim zastrzyku. Alfi stracił na wadze, ma znacznie mniejszy apetyt. Może to wpływ silnych leków, które dostaje? Biedak nadal jest na wygnaniu, a bardzo już się garnie do domu. Jutro znów będę go musiała wykąpać w "Nizoralu", ale chciałabym to zrobić dopiero po wizycie p. doktor - żeby mogła zobaczyć, w jakim stanie są te zmiany. Spróbuję przejść się teraz trochę z Farelem, żeby miał nieco ruchu przed snem, ale najpierw muszę mu zmienić opatrunek. Miłego wieczoru :) Kasia z burkami
×
×
  • Create New...