katarzyna.m2
Members-
Posts
205 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by katarzyna.m2
-
Witam serdecznie :). Takie miałam ambitne plany na dzisiaj (jesienne porządki w ogrodzie, mycie okien), a tu nic z tego- leje jak z cebra. Ledwo zdążyłam wtargać Farelina, zaczęło padać. Latam z nim teraz po 2-3 razy dziennie, bo pogoda jest u nas już typowo jesienna. Chyba będę dzisiaj skazana na błogie lenistwo ;). Kilka dni temu Farelino znów dał głos. Od razu na gorąco chciałam o tym napisać, ale nie miałam internetu (uroki wsi). Jak tylko wieją silniejsze wiatry albo jest ulewa pada internet. Wracając do szczekania: przyjechał listonosz. Pusia i Alfi zachowały się jak zwykle, czyli obszczekały go głośno i gorliwie. Obszczekany listonosz odjechał i wtedy do akcji wkroczył Farutek. Stanął na szeroko rozstawionych łapach i zaczął szczekać. Szczekał całym sobą: uginając łapy, jakby podskakiwał w miejscu i machając ogonem. Poszczekiwał raczej leniwie, lekko zachrypniętym ale donośnym glosem. Wyglądał, jakby to szczekanie jemu samemu sprawiało przyjemnosć :). Zastanawiałam się, czy to farelkowe szczekanie już po fakcie (po odjeździe listonosza) było wynikiem opóźnionego zapłonu Farelka czy żalu z powodu odjazdu listonosza. Za pierwszym razem Farelino obszczekał śmieciarza, teraz ten zaszczyt spotkał listonosza. Czyżby jakieś preferencje zawodowe Farutka?;). Poza tym apetyt mu dopisuje, wcina sporo. Rano wszystkie burki dostają płatki z watróbką i parówką dla smaku i zapachu, potem 2 razy suchą karmę. Rudziu, "Josera" dotarła wczoraj- dziękuję. Przedtem jeszcze doszły leki z ciasteczkami, które tak apetycznie, waniliowo pachną, że sama mam na nie ochotę :). Powinnam wszystkie bureczki wyczesać, bo zaczynają linieć (dzika radość!), ale muszę poczekać na ładniejszą pogodę- wolałabym tego nie robić w domu. Jeszcze jedno- Farelek już nie potrzebuje zachęty w postaci parówy w mojej garści- sam śmiga na "Psie pole", aż miło! Jak zwykle, jak się nie odzywam, to się nie odzywam, ale jak już się dorwę do pisania, to piszę bez umiaru :). Kończę już, bo muszę lecieć do sklepu, dopóki deszcz pada trochę słabiej. Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :).
-
Myślę, że dają na nią jakąś gwarancję- nie może rozsypać się po roku. Poza tym jaka jest grubość desek, z których ją wykonano? Wiesz może, Rudziu? Wolf, może te dechy tylko tak lichutko wyglądają na zdjęciu? Ja nie mam możliwości zamówienia budy tutaj, na miejscu. Jeżeli parametry tej nie będą wystarczające, trzeba będzie szukać dalej- trudno.
-
Witam serdecznie :). U nas wszystko w porządku, Farelino w świetnej formie :). Wczoraj praktycznie cały dzień spędził w domu, podobnie jak dzisiejsze przedpołudnie, bo cały czas padał deszcz. On to jest jednak taki osiołek: pada deszcz, pies stoi i moknie ale nie schowa się na materac pod drzwiami garażowymi. Targałam go na dwór na 3 sikania dziennie, poza tym cały czas spał, gromko chrapiąc. Dzisiaj byliśmy razem na maślakach (na "Psim Polu" oczywiście). Farel znalazł 2 grzyby :). Tyle tylko, ze po tym jego znalezieniu do niczego się już nie nadawały: klapnął na nie z całym impetem swego 33 kilogramowego cielska, gdy nim szmyrgnęło. To jednak nie zmienia faktu, ze je znalazł :). Świetny z niego grzybiarz. Dzisiaj chyba nadrabia zaległości w chodzeniu z wczorajszego dnia: zasuwa, jakby miał motorek. Co do budy- Rudziu, to jest buda z okapem (dachem dwuspadowym, nieco wysuniętym), nie wiatrołapem (chyba, że jest jeszcze wersja z wiatrołapem, której nie ma na zdjęciu). Wiatrołap to dodatkowa (z boków) ochrona przed wiatrem. Buda musi być solidna, nie jakieś byle co, którego jedyną zaletą jest to, że jest tanie. Jak już wspominałam, zimą u nas są naprawdę niskie temperatury (takie, jak w Suwałkach- biegunie zimna), a ja nie wiem, jak długo jeszcze będę mogła go targać. Nie chcę rozwijać tego tematu, ale buda musi być solidna: taka, żeby w razie potrzeby zapewniała Farelowi należytą ochronę zarówno przed deszczem, jak i wiatrem i mrozem. Nie wiem, czy już o tym wspominałam, ale Farelino ma już cieple łapki. Chodzi mi o to, że gdy do mnie przyjechał, jego dwie łapki:tylna i przednia były zazwyczaj zimne. Teraz już tego problemu nie ma, może to kwestia poprawy krążenia? To bardzo kochany chłopak i bardzo się cieszę, że jest teraz w takiej dobrej formie. Dzisiaj, gdy wróciłam z Pusią i Alfem z długiego spaceru (pierwszego od kilku dni z powodu kiepskiej pogody) znów pomachał ogonem na nasz widok :). Nie było to tak zamaszyste machanie, jak poprzednio (może był lekko obrażony, że poszliśmy bez niego?), ale bez wątpienia było to machanie. Muszę dać teraz burkom kolację, żeby jeszcze ewentualnie zdążyły się jej pozbyć (kolacji ;)) przed przyjściem do domu. Pozdrawiam Kasia z burkami :).
-
Witam serdecznie :). U nas wszystko bardzo w porządku. Farelino od 3 dni nie siknął na posłanie w nocy. Rano jego legowisko jest suche. Może tak już zostanie? Poza tym dłużej śpi. W tygodniu muszę budzić go o 5.00, ale w soboty i niedziele możemy spokojnie pospać do 7.00 (dłużej nie wytrzyma, bo około 19.30 targam go już na noc do domu- robi się ciemno). Ponadto robi spore postępy w chodzeniu. Porusza się coraz prędzej i coraz częściej chodzi.Nie odpuszcza nam już żadnego wyjścia na "Psie pole"- za każdym razem karuje się z nami. Już tylko sporadycznie podwija łapkę- zabawnie wyrzuca ją do przodu, jak żołnierz na defiladzie :). Mam nadzieję, że taki stan się utrzyma, chociaż jak ognia boję się ewentualnego kolejnego ataku, po którym znów wszystko szlag trafi i trzeba będzie zaczynać wszystko niemal od początku. Może to jednak tylko takie moje czarnowidztwo, które nie znajdzie odbicia w rzeczywistości. Póki co, Farelek jest w świetnej formie i oby tak już zostało :). Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie Kasia z burkami :). Jeszcze jedno:Moja Paula próbowała wstawić zdjęcia i filmik na "Chomika"- bezskutecznie. Wczoraj miałyśmy problem z internetem, dzisiaj przeprowadza się do Trójmiasta. Może wieczorkiem spróbuje ponownie.
-
Witam serdecznie :). Proszę państwa, rewelacja! Farel dzisiaj po raz pierwszy szczekał :). Po raz pierwszy słyszałyśmy z Paulą jego głos :). Głos Farelina jest niski, nieco przytłumiony i jakby lekko zachrypnięty, ale dla mnie rewelacyjny! To było tak: przyjechali panowie śmieciarze. Alfi zawsze bardzo zdecydowanie reaguje na ich widok:głośno szczeka i skacze wzdłuż furtki, za którą wystawiam pojemnik ze śmieciami. Tak było i tym razem. Paula poszła odwolać Alfa, żeby tak nie darł dzioba. Zamknęła go w domu i w tym momencie usłyszała niskie, basowe szczekanie dobiegające z podwórka. Zgłupiała, bo Alfi był przy Niej w domu, a Pusia tak niskich dźwięków ze swojego drobnego ciałka nie wydobywa. Wychodzi na dwór- a to Farelino stoi przy furtce, pomachuje ogonem i szczeka :). Nie było to jakieś agresywne szczekanie, tylko raczej kontynuacja tego, co brutalnie przerwano Alfowi (jak to trafnie określiła Paula). Cieszy mnie to nie tylko dlatego, ze to kolejny postęp Farela, ale i dlatego, że ewidentnie czuje się członkiem stada i wzoruje na Alfim. Chociaż akurat to wzorowanie się na Alfie nie zawsze byłoby wskazane ;). Szkoda, że nie widzieliście zaskoczonej miny śmieciarza, gdy obie z Paulinką wyszłyśmy do szczekającego Farelka i zaczęłyśmy się rozpływać z zachwytu. Pewnie chłopina pomyślał:całkiem walnięte! Pies szczeka, a te głupie się cieszą, jak nie wiem co! Paula zwróciła uwagę, jak niesprawiedliwie potraktowany musiał się poczuć Alfi. Jego za szczekanie haltują do domu, a Farelina chwalą, głaszczą i przytulają. No i gdzie tu sprawiedliwość? Ciekawa jestem, kiedy Farelek powtórzy swój wyczyn? Bardzo się obie cieszymy! Życzę wszystkim miłego dnia i żeby Was też spotkało coś, co Was ucieszy w takim samym stopniu :). Kasia z Paulą i trzema bureczkami
-
Witam serdecznie :). U nas wszystko mniej więcej gra. Farelino dzisiaj prawie cały dzień spędził w domu, ponieważ padał deszcz. W przypadku takiego deszczu drzwi garażowe nie zapewniają dostatecznej ochrony. Przed chwilą moja Paula była z burkami na "Psim polu" i po raz pierwszy widziała, jak Farelek próbuje biegać. Od czasu do czasu tak robi, ale Ona tego jeszcze nie widziała. Wygląda to trochę pociesznie: przemieszcza się dość szybko, zabawnie podskakując na tej tylnej łapce, którą już coraz rzadziej podwija. Trudno to opisać, może juterko Pauli uda się to nagrać. To wspaniały, kochany pies. Za każdym razem gdy mnie widzi, wstaje z materaca i od razu do mnie podchodzi. Ostatnio częściej niż zazwyczaj wstaje z legowiska i przechodzi na chodniczek do pokoju. Najbardziej jednak lubię wieczory, gdy moje prawie owczary leżą na swoich legowiskach wyciągnięte na całą długośc i głośno chrapią na dwa głosy. Bardzo się cieszę, że Farelek jest u nas i żałuję tylko, że trafił do nas tak późno. Żałuję, że nie był u nas, gdy mógł sprawniej się poruszać (zwłaszcza po tych nieszczęsnych schodach), że nie znałam go, gdy był w trochę lepszej formie. Machaniem ogonem na mój widok nie rozpieszcza mnie- jest bardzo oszczędny w wyrażaniu uczuć. Poproszę juterko Paulę, żeby nagrała, gdy mówię do Farelina magiczne słowa:Idziemy do domu. Zaczyna wtedy podskakiwać po swojemu i ewidentnie przede mną ucieka. Odskakuje kilka kroków i zatrzymuje się. Ja do niego podchodzę, a on wtedy znów zmyka. Taka zabawa w kotka i myszkę :). Mogłabym o nim długo pisać, ale juterko jak co dzień wstaję o 5.00, a mam jeszcze dużo sprawdzianów do sprawdzenia. Jeszcze tylko jedno: Farelek teraz za każdym razem, gdy wychodzę poza furtkę pcha się za mną. Może kojarzy to sobie z naszymi spacerami z parówą w garści? Parówę biorę tylko wtedy, gdy idę sama z Farelem. Gdy wychodzę z całym wojskiem, nie ma takiej potrzeby, bo Farelino próbuje pomykać za Alfem i Pusią. No, chyba, że się zagapi i zawiesi, co też mu się zdarza... Miłego wieczoru, a ja biorę się do pracy. Pozdrawiam serdecznie :)
-
Witam serdecznie :). Może i ja wypowiem się w kwestii budy. Ma ona spełnić 2 funkcje: a) dać Farelowi możliwość,schronienia się na dworze, b) odciążyć mój kręgosłup, chociaż w jakimś stopniu. ad.a Z Pusią i Alfem nie ma problemu w kwestii załatwiania potrzeb fizjologicznych. Wychodzimy na "Psie pole" albo na dłuższy spacer, robią co trzeba i po zawodach. Zupełnie inaczej sprawa wygląda z Farelinem. Rano sik załatwia bez problemu, gorzej z resztą. Wstaję o 5.00, do szkoły wychodzę parę minut po 7.00, bo o 7.25 zaczynam zajęcia. W przypadku wietrznej, deszczowej pogody nie chcę go zostawiać na dworze bez zapewnienia mu możliwości schronienia się. Nie mogę sterczeć w nieskończoność i obserwować go: zrobił już czy nie. Jeśli nie zrobi, nie mogę go w czasie kiepskiej pogody zostawić na kilka godzin na podwórku. Do domu też go nie wtargam, bo już wiem, czym to pachnie (dosłownie i w przenośni). Już bywało (wiosną, gdy na dworze było jeszcze zimno), że wracałam zmęczona po pracy do domu i już od progu smród zwalał mnie z nóg. Nie wiedziałam, od czego zaczynać: od kąpieli Farela, prania jego posłania czy może mycia podłóg, żeby jak najszybciej zlikwidować smród. Podobnie zresztą bywało rano- wtedy te dylematy spotykały mnie rano. Teraz jeszcze Farutkowi codziennie rano kładę w otwartych drzwiach materac, opuszczam do połowy bramę garażową i tam może sobie leżeć, osłonięty od wiatru i deszczu (chociaż od deszczu całkowitej ochrony to nie daje). Robi się już jednak coraz zimniej i niedługo nie będzie mowy o otwartych cały dzień drzwiach garażowych. Nie zamierzam wyziębiać sobie domu. Poza tym już i tak wszędzie poza zasięguiem burków porozkładałam trutki na myszy, które skwapliwie korzystają z zaproszenia w postaci otwartych drzwi. Średnio fajnie. Poza tym zdaję sobie sprawę, że to jest przejaw skrajnej głupoty, wychodzić do pracy i zostawiać otwarte na ościerz drzwi. W przypadku, gdy trafia mi się jakieś zastępstwo, jest to kwestia 8 godzin. Porządna, dobrze ocieplona buda ten problem rozwiązuje. Jeśli Farel załatwi się, mogę wtargać go do domu, jeśli nie- zostaje na podwórku z możliwością schronienia się w razie potrzeby. ad.b Farela przywieziono do nas 6 kwietnia. Niedługo minie pół roku. To jest także pół roku dużego obciążenia dla mojego kręgosłupa: znoszenie go i wnoszenie przynajmniej dwa razy dziennie po ośmiu stopniach. W przypadku kiepskiej pogody (bardzo zimno, silny wiatr, deszcz lub burze)- częściej. Teraz Farel waży 33 kilogramy. Przy moich 52 kg (w porywach do 53 kg) to ogromne obciążenie. Poza tym dochodzi kwestia śniegu. Już i tak wstaję o 5.00, żeby ogarnąc przed pracą całe to psie towarzystwo. Nie zamierzam wstawać jeszcze wcześniej, żeby odśnieżać schody, zanim po nich zniosę Farela. Bez przesady, nie dajmy się zwariować. Farel jest dla mnie bardzo ważny i kocham go, ale wszystko ma swoje granice. Nie wiem, jak będzie z noszeniem go po mokrych albo zaśnieżonych schodach, ale nie chciałabym razem z Farelem spaść z nich. Zresztą zainstalowanie budy wcale nie oznacza, że Farelino wyląduje tam na amen. Dla mnie on jest takim samym domowym psem, jak pozostałe. Chcę mu tylko zapewnić jakieś porządne schronienie na dworze. Alfi ma dodatkowe legowisko na zadaszonym tarasie, ale Farel przecież tam nie wejdzie (schody). To tyle tytułem wyjaśnień. Nie jestem bez serca ani znużona czy znudzona Farelem. Nie zamierzam starszego, schorowanego psa na zimę wyrzucać z domu do byle jakiej, najtańszej budy. Nie zamierzam go w ogóle wyrzucać z domu. Po prostu muszę mieć wyjście awaryjne i świadomość, że gdy Farel zostaje na dworze, ma się gdzie schować. Co do szelek: wiem, że chcecie pomóc i dziękuję za troskę. Ale szelki takie czy siakie i tak nie załatwiają problemu. Te, które przysłała Rudzia, nie zdały egzaminu, podobnie jak nie zdadzą żadne inne, bo i tak cały ciężar Farela podczas wnoszenia go po schodach spoczywa na mnie. Nie zarzucę go sobie jak torby na ramię ani jak plecaka na plecy w żadnym nosidle ani szelkach. Wtedy, kiedy jestem zmuszona targać go kilka razy dziennie, wieczorem nie mogę się przewrócić na drugi bok, tak boli mnie kręgosłup. Oczywiście staram się cały ciężar brać na nogi, ale i tak odczuwam to boleśnie. Już zrobiło się ciemno, więc lecę wtargać Farela. Miłego wieczoru Kasia z burkami
-
Witam serdecznie :). Dzisiaj spotkało mnie coś bardzo miłego ze strony Farelina: po raz pierwszy pomachał ogonem na mój widok :). Nie było to byle jakie machnięcie na odczepnego, tylko regularne, zamaszyste machanie. Bardzo mnie to ucieszyło i mam nadzieję, ze nie był to jednorazowy wyskok ze strony Farelka. Może wreszcie udało mi się zdobyć jego zaufanie i sympatię? Oby! Farelek miał dzisiaj wyjątkowo dobry dzień. Sporo chodził po ogródku, łazikował także po całym "Psim polu" a nie szedł swoimi utartymi ścieżkami, jak zazwyczaj. A jeszcze wczoraj martwiłam się, czy przypadkiem nie zbliża się kolejny atak. Nie bardzo chcialo mu się wczoraj chodzić, byl jakiś taki ospały. Oczywiście spaceru po "Psim polu" mu nie odpuściłam: wzięłam w garść kawałek parówy i poszedł jak po sznurku ;). Dzisiaj włączyłam mu lek na stawy od Rudzi- Glukozaminę plus (1xdziennie). Mam nadzieję, że łatwiej będzie mu się chodziło. A może to merdanie ogonem to z tego powodu? Może sobie pomyślał: No wreszcie się doczekałem! Chce, żebym łaził jak najwięcej, ale jakoś mi tego nie ułatwia! Rudziu, dzięki za lek i za obróżki Preventic :). Dzisiaj pogoda u nas zdecydowanie się popsuła. W tej chwili pada deszcz a wszystkie 3 bureczki smacznie sobie śpią w domu i posapują przez sen lub głośno chrapią (każdy inaczej). Oczywiście posapywanie to dźwięki wydawane przez Pusię, chłopaki chrapią aż gwiżdże. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru Kasia z burkami :).
-
Dzięki, Marycha35. Alfi i Pusia w porządku :). Alfi już jakiś czas temu wrócił z wakacji (przymusowego biwakowania na podwórku) do domu. Jest już zbyt chłodno, żeby spał na dworze, poza tym już się nie drapie. Antybiotyk będzie brał jeszcze jakieś 2 tygodnie (dwa razy w tygodniu). U Pusi wszystko dobrze, tylko chłopaki czasem ją wkurzają, bo jest mala i musi uważać, żeby jej nie rozdeptali :). Piescofajnyjest- jeśli to miała być kara dla mnie, to była dotkliwa. Mam nadzieję, że Alfi już więcej nie będzie miał powodu, żeby mnie tak boleśnie przywoływać do porządku ;). Lecę teraz wysikać wszystkie 3 bureczki, potem jeszcze muszę wykonać kilometrówkę z Pusią i Alfim, a później padnę. Miłego wieczoru :).
-
Jest duża szansa, że przynajmniej dzisiejszej nocy będzie już bez powtórzeń- przed chwilą walnął kupsko w ogródku. Mam nadzieję, że już do jutrzejszego ranka (ranka, nie środka nocy) nie zdąży niczego wyprodukować. Co do ładnych panienek w okolicy- jest ich trochę, ale sądziłam, że tego typu sprawy są już poza zasięgiem jego zainteresowań. Jak widać, myliłam się :). W każdym razie Farelek jest bardzo żywotny i oby taki stan utrzymał się jak najdłużej :).
-
Witam serdecznie :). Przepraszam, że tak nieregularnie się odzywam, ale zaczął się rok szkolny i jeszcze wszystkiego nie ogarniam. Jak nie rada pedagogiczna, to spotkanie organizacyjne z rodzicami albo dokonanie i opracowanie wyników diagnozy dzieci u progu II klasy. W wolnym od szkoły czasie koszenie trawy i jeszcze praktykantka na dokładkę. Naprawdę nie wiem, w co najpierw ręcę włożyć i wieczorem padam na dziób. Następnego dnia znów od 5.00 rano polka galopka. Farelino rośnie w siłę i ma się całkiem dobrze. Wczoraj po raz pierwszy nam uciekł ;). Poszliśmy jak zwykle na "Psie pole". Spieszyłam się bardzo, żeby po szkole zdążyć wysikać i nakarmić burki, bo musiałam jechać do Kościerzyny. W pewnym momencie straciłam Farela z oczu. Sądziłam, że jak to często się zdarza, miał już dość spaceru i wrócił na swój materac. A tu niespodzianka :). Farelino wybrał się na spacer w przeciwnym kierunku. Może uznał, że czas na urozmaicenie trasy? Dobrze, że Alfi go namierzył, bo byłby problem. Poza tym Farelek często ma zamiar wybrać się z nami na nasze z Pusią i Alfim dłuższe spacery. Z żalem torpeduję te jego plany i z przykrością zamykam mu furtkę przed nosem. To dla niego stanowczo zbyt daleko. Nadal chłopakiem szmyrga i bywa, że traci równowagę, przewracając się. Co do posikiwania, to chwilowo jest lepiej, chociaż podejrzewam, (tak, jak zazwyczaj to bywa), że ledwo o tym wspomnę, sytuacja ulegnie zmianie. Dzisiaj, po raz pierwszy od dawna, znów przytrafił mu się wypadek z kupą w domu. O 4.30 rano obudził mnie stukaniem po podłodze. Zeszłam na dół i dzień zaczął mi się od sprzątania. Średnio fajnie. Pozdrawiam serdecznie :) Kasia z burkami
-
Witam serdecznie :). Przepraszam, że przez dłuższy czas się nie odzywałam. Do wczoraj był w domu Mariusz (Paula jeszcze nadal jest :)), więc staraliśmy się spędzać jak najwięcej czasu razem. Do tego doszła szkoła- początek roku, czyli urwanie głowy. Juterko mamy radę szkoleniową, pojutrze spotkanie organizacyjne z rodzicami mojej klasy, z trudem to wszystko ogarniam. Poza tym u nas wszystko gra. Musiałam wejść na wyższe obroty, żeby ranko ze wszystkim się wyrabiać. Wstaję znów o piątej, z tą tylko różnicą, że po załatwieniu bureczków już nie mogę spokojnie wracać do łóżka. Farelino 2 dni temu skończył brać antybiotyk, Alfi swój jeszcze będzie brał przez miesiąc 2 razy w tygodniu. Farelek na razie nie posikuje (od kilku dni), ale jeszcze boję się cieszyć, bo już takie przebłyski bywały przedtem. Może tym razem się udało? Dzisiaj był ze mną na "Psim polu" na maślakach. Wzięłam w charakterze dopingu kawałek kiełbasy i chlopak śmigał, aż milo :). To nasze ''Psie pole" załatwia nam wszystko: i psie sikanie, i krótkie spacery i jeszcze żarełko :). Oby jak najdłużej nikt go nie kupił. Poza tym Farelino pięknie zareagował na suczkę znajomej. Moja koleżanka przyszła do nas ze swoją sznaucerką i bałam się, że Farelowi ogon odpadnie, tak nim ochoczo wywijał na jej widok. Poczułam lekkie uczucie zazdrości, że to nie ja jestem obiektem takiej jego radości ;). No cóż- chyba każdemu według zasług :). Trzeba przyznać, że chlopak ma bardzo dobry gust- Lala (sznaucerka) jest rzeczywiście piękna. Ingo, książkami jestem żywo zainteresowana- mam nadzieję, że w weekend będzie to nadal aktualne? Teraz muszę lecieć z bureczkami na wieczorny sik, potem przygotować się do jutrzejszych lekcji i na radę o raz na piątkową wywiadówkę. Dziękuję, że mimo tego, iż nie odzywałam się przez jakiś czas, nadal o nas pamiętacie. Rudziu, karma doszła dzisiaj- dzięki :). Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :)
-
Witam serdecznie :). Przepraszam, że ostatnio odzywam się dość rzadko, ale chcemy z Mariuszem w pełni wykorzystać końcówkę wakacji i Jego przyjazd :). Aż do dzisiaj była piękna pogoda ale jak wczoraj wieczorkiem zaczął padać deszcz, tak pada do tej pory. U nas wszystko w porządku. Ponieważ pada, wzięłam Farelina do domu. Teraz smacznie śpi i chrapie, aż miło :). Zrobił się z niego piękny, zadbany starszy pan. Zawsze był piękny, ale teraz przytył, ma ładną, lśniącą sierść i jest w dobrej formie. Od kilku dni nie posikuje w domu (zdarza mu się popuścić kilka kropli, gdy leży na piachu pod tarasem) i nie robi już niestosownych numerów z kupskiem ;). Mam nadzieję, że pisząc to, nie wywołam wilka z lasu. Już tak bywało, ze z czegoś (jakiegoś postępu u Farelka) cieszyłam się, pisałam Wam o tym i nagle następowała drastyczna zmiana (na gorsze, rzecz jasna). Zarówno Farel, jak i Alfi są jeszcze na antybiotyku i będą na nim (oczywiście każdy na swoim) jeszcze trochę. Wspominałam Wam o wrogu publicznym nr 1 Alfiego - owczarku Barrym. Do tej pory Farelek był biernym obserwatorem akcji prowadzonych przez Alfa przeciwko Barremu. Od kilku dni to uległo zmianie. Podczas gdy Alfi głośno szczekając biega wzdłuż ogrodzenia, za którym jest Barry, Farelek dzielnie sekunduje Alfiemu. Zaczyna również szybko chodzić wzdłuż siatki, podskakując i wykonując dość niezborne ruchy. Oczywiście robi to bezgłośnie, ale z ogromnym ożywieniem i zapałem. Cieszę się z tej jego aktywności, chociaż mam niejakie zastrzeżenia co do jego (i Alfiego!) intencji. Ponadto Farelek od kilku dni zmienił trasę swoich spacerów poza naszym ogródkiem. Ja z Pusią i Alfim idziemy na ''Psie pole", a Farelino od razu wali drogą prowadzącą do wsi. Szuka odmiany? :). Co do wsi- Olga 132, uważam Twój pomysł za bardzo dobry. Sama mieszkam na wsi i wiem, jak wyglądają niektóre, pożal się Boże, "budy". Ja uczę klasy I-III (w tym roku mam klasę drugą) i co roku jesienią robimy akcję ocieplania i naprawiania bud. Rozmawiamy o tym, dzieciaki angażują swoich rodziców, rodzeństwo i przygotowują budy na zimę. Systematycznie zdają relacje z postępu prac (kto może, robi zdjęcia) i dostają pochwały (również na wywiadówkach) i dobre oceny z edukacji przyrodniczej i społecznej. Dla nich jest to wystarczająca nagroda i doping :). Muszę teraz lecieć do szkoły. Wczoraj mieliśmy radę pedagogiczną i teraz idę przygotować klasę na przyjęcie dzieci. Żal, że dobre czasy się kończą, ale grzechem byłoby marudzić, mając za sobą 2 miesiące wolnego. Ciężko pewnie będzie na początku ogarnąć to wszystko, zwłaszcza, że chłopaki są jeszcze w trakcie leczenia. No, ale zobaczymy- jakoś to będzie :). Pozdrawiamy serdecznie Kasia z Mariuszem i bureczkami :) Mój internet strasznie wolno chodzi, zdjęcia ładują się koszmarnie długo i nie wiem, czy Mariusz będzie miał tyle cierpliwości, ale w niedzielę wieczorkiem przyjeżdża moja Paulinka- poproszę Ją o wstawienie kilku aktualnych zdjęć Farelina.
-
Witam serdecznie :). Wczoraj była p. Monika- niesłusznie w Nią zwątpiłam ;). Skasowała mnie na 85 zł za poprzednie badania (może dlatego przyjechała?), których wynik podała mi telefonicznie (nużyca, grzybica). Stwierdziła, że oba bureczki są w znakomitej formie i że nie spodziewała się, że będzie aż tak dobrze. Alfi ma brać to opakowanie antybiotyku do końca, Farelino od wczoraj dostaje Amotaks Dis (antybiotyk). Lek Farelka jest na posikiwanie- być może uda się to wyeliminować. P. Monika stwierdziła jakiś stan zapalny dróg moczowych (w oparciu o badania lekarza z Kościerzyny). Zobaczymy- może pomoże. Ewentualna poprawa powinna nastąpić po 3-4 dniach. Stwierdziła także, że kolejna dawka Advocate (drugą dostały parę dni temu) nie jest już konieczna,chociaż można jeszcze jedną podać na wypadek wojny. Podobnie z kąpielą w "Nizoralu". Farel powinien także przyjmować jakiś lek (może być ludzki) na stawy- chodzi na sztywnych łapkach. Potwierdziła także moje obawy co do tego, że szanse na to, aby wchodził po schodach są w zasadzie zerowe. Ponieważ Anja od wizyty u mnie się nie odezwała, podejrzewam, ze sprawa tego nosidła umarła śmiercią naturalną. Trzeba będzie coś wymyśleć, może poszukać jakiegoś gotowca w specjalistycznym sklepie. Z Farelinem już nie muszę lecieć na masę- wygląda bardzo dobrze i p. Monika powiedziała, że już nie musi przybierać na wadze. Będę gotowała bureczkom tylko do zakończenia leczenia, potem chyba polecę na suchej karmie. Na razie jest ważne, żeby leków nie przyjmowały na pusty żołądek, a mam gwarancję, że gotowane żarełko wpałaszują od razu. Marycha35- dzisiaj i wczoraj kupsko było tam gdzie trzeba, czyli na trawie, nie na materacu. Oby tak dalej! Doktor Monika jest zdania, że jeżeli to będzie się powtarzało, to być może dzieje się tak, że robi to mimowolnie, nie kontrolując tego. Mam jednak nadzieję, że takie ekscesy już się nie będą powtarzały. Piszę o tym wszystkim dopiero teraz, bo wczoraj także przyjechał Mariusz (mój mąż), więc po prostu nie miałam czasu. Przepraszam. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę wspaniałego weekendu :). Kasia z Mariuszem i burkami :).
-
Witam serdecznie :). Cantadorra, ja jeszcze Helicidu nie zaczęłam podawać- czekam na decyzję p. Moniki. Nie chcę Farelina zbytnio obciążać- raz w miesiącu dostaje "Advocate", codziennie Heparegen i Wita-Vet od Ingi. ImmunoDol od margoth137 już się skończył. Może z kolejnymi lekami warto poczekać na zakończenie leczenia. Zobaczymy, co powie p. Monika (o ile dojedzie :)). Farelino coraz częściej zaczyna przejawiać zainteresowania "normalnego", zdrowego psa. Dzisiaj zaliczył z nami cały spacer po "Psim polu" (nie w okrojonej wersji, jak zwykle). Co prawda sporą część pobytu przestał, ale zawsze. Ucieszyło mnie jego wczorajsze zainteresowanie zabawkami Alfa. Przed chwilą zauważyłam, jak niefrasobliwie wcina trawę, co mu się do tej nie zdarzało. Mam nadzieję, że nie będzie po tym żadnych sensacji :). Zapowiada się piękny, słoneczny dzień po nocnych opadach i burzy. Dzisiaj to ja obudziłam Farelina przed 6.00 - on jeszcze sobie smacznie spał, wyciągnięty na swoją całą psią długość, a tu pobudka! Wio na dwór, na poranne sikanie :). Pozdrawiamy wszystkich Kasia, Pusia, Alfi i Farelek :).
-
Witam serdecznie :). Marycha35- miło, że znów jesteś :). Cantadorra-w takim układzie nic dziwnego, że tracisz rachubę, co i komu wysłałaś:). Margoth137- piękny widoczek :). U nas też jest jezioro. Szkoda tylko, że Farelino tam się nie dotelepie. W czwartek wraca na trochę mój Mariusz (mąż). Szkoda tylko, że nie autem, a samolotem (taniej). Gdybyśmy mieli auto, moglibyśmy wtargać bureczki i pojechać nad jezioro, tak, jak to często robiliśmy. Oczywiście w innym psim składzie, bo Farelek jeszcze z nami nie mieszkał. Wczoraj późnym wieczorem zadzwoniła p. doktor Monika. Szczerze mówiąc wątpiłam, że się odezwie - na szczęście myliłam się. Przyjedzie do nas w czwartek o 11.00 - przynajmniej tak się umówiłyśmy. Na razie telefonicznie poinstruowała mnie na temat dalszego leczenia chłopaków. Upewniła mnie, że Alfi ma brać kolejną dawkę antybiotyku ("Orungal") dwa razy w tygodniu po dwie tabletki plus wszystkie osłonowe, jak do tej pory. Zaczęłam mu już to podawać w ubiegłym tygodniu, jednak nie byłam pewna, czy dobrze zapamiętałam. W końcu plan leczenia przedstawiała już bardzo dawno, a potem przez długi czas nie mogłam się z nią skontaktować. Obu chłopakom zastosowałam drugą dawkę "Advokate" (Rudziu, dzięki - dzisiaj te krople do nas dotarły). Gdy przyjedzie, chcę Jej pokazać wyniki badania moczu Farelina i zasięgnąć opinii w kolejnej sprawie. Jest nowy problem. Wczoraj i dzisiaj Farel walnął kupsko leżąc na swoim materacu na podwórku. Takie sytuacje bywały już wcześniej, ale wtedy, gdy był po ataku lub w domu. Tym razem miało to miejsce na dworze, gdzie w dowolnym momencie mógł wstać i załatwić swoje potrzeby, jak Pan Bóg przykazał. Jestem tym poważnie zaniepokojona. Nietrzymanie moczu, targanie po schodach i jeszcze robienie pod siebie kupy to stanowczo zbyt wiele. Poza tym apetyt mu dopisuje, rośnie w siłę :). Gdy tylko pojawim się w polu jego widzenia, podchodzi do mnie, często nawet bez przywoływania. Poza tym gdy tylko widzi, że wybieramy się z Alfem i Pusią na "Psie pole", natychmiast karuje się z nami. Dzisiaj po raz pierwszy wykazał duże zainteresowanie Alfa zabawkami- gumową kością i patykami, które Alfi nadal namiętnie targa z każdego spaceru. Ma piękną, lśniącą i przyjemną w dotyku sierść - "Nizoral"mu służy ;). Zobaczymy, co na temat jego problemów z kontrolowaniem oddawania moczu i kału powie p. Monika ( o ile rzecz jasna znowu nas nie wystawi).Może zresztą te incydenty z kupskiem już się nie powtórzą, czego bardzo bym chciała. Ja już zaraz się kładę, bo w nocy była burza i Alfi z Farelinem co chwilę mnie budzili. W rezultacie już przed 4.00 rano wywaliłam obu na dwór (było jeszcze ciemno), ale długo nie mogłam zasnąć, więc jestem padnięta. Dobranoc :) Kasia z burkami.
-
Witam serdecznie :). Cantadorra- Helicid od Ciebie otrzymałam już dawno i od razu podziękowałam, chyba przeoczyłaś :). Byłam dzisiaj w Kościerzynie, ale weterynarza nie załatwiłam. Wzięłam dokumentację medyczną Farelina, ale po załatwieniu swojego lekarza musiałam migiem wracać bo zadzwoniła sąsiadka, że zanosi się na burzę, a ja zostawiłam pootwierane okna dachowe. Nie mogłam czekać trzech godzin na następny autobus. Może juterko uda mi się pojechać ponownie. Dzwoniłam również do p. doktor Moniki w sprawie dalszego leczenia chłopaków. Znów bada mięso w rzeźni, gdzie nie ma zasięgu. Weterynarz z lecznicy powiedział, ze oddzwoni do mnie wieczorkiem. No nie wiem, oby. Wczoraj wykorzystałam upalną pogodę i wykąpałam wszystkie burki - Alfiego i Farelina w "Nizoralu". Wszystkie mają piękną, lśniącą sierść. To była ostatnia butelka "Nizoralu"- mam nadzieję, że już więcej nie trzeba będzie go kupować. Pozdrawiam Kasia z burkami :).
-
Witam serdecznie :). Piescofajnyjest- u nas deszczu ani widu, ani słychu :). Byłoby dobrze, gdyby tak zostało przynajmniej do końca wakacji. U nas mniej więcej w porządku. Dzisiaj dzień zaczęłam niestety od prania. Farelino obudził mnie przed 6.00, ale już było po zawodach - kupsko jak smok. Sąsiadka poprosiła mnie dzisiaj, żebym pojechała z nią i z Jej psem do weterynarza. Skorzystałam z okazji i zabrałam do badania mocz Farelina. Nie było tego zbyt dużo, bo gdy się zorientował, że podstawiłam słoik, przestał sikać. Jednak styknęło tego, co złapałam. Weterynarz stwierdził, że może być coś z nerkami albo z wątrobą. Stwierdził jakieś nieprawidłowości w moczu, ale dokładnie wyjaśni mi w poniedziałek- dzisiaj miał umówiony zabieg i pies sąsiadki był bardzo niespokojny. Chodziło mi głównie o to, że Farel nie trzyma moczu. Pojadę do niego jeszcze w poniedziałek z całą dokumentacją Farela. Jednak Jego prognozy na temat nietrzymania moczu przez Farela nie są dobre. Obawia się, że ponieważ to już jest od tak dawna (odkąd do mnie przyjechał, czyli od 6 kwietnia), to może już tak będzie. Mam nadzieję, ze się myli i że coś jednak da się coś z tym zrobić. W każdym razie trzeba próbować, bo słabo to widzę jesienią czy zimą. Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :)
-
Witam serdecznie :). Kto ma długi weekend, temu życzę miłego długiego weekendu. Kto ma wolne tylko dzisiaj, życzę udanej środy :) - zawsze to miły przerywnik w ciągu pracującego tygodnia. U nas wszystko w porządku. Chłopaki pomału wracają do zdrowia. Alfi już nie ma okularów, łysego ucha i łysych placków na głowie, jednak przed nim jeszcze miesiąc kuracji antybiotykiem (Advocatem dwa). Farelkowi od dwóch dni przestałam smarować łokieć- może już teraz samo dojdzie do siebie. Nadal psikuje (mniej lub bardziej) i to jest problem. Ponieważ w ciągo nocy zmienia pozycję, nie zawsze trafia na podkład, mimo iż na posłanie kładę mu dwa obok siebie. Dzisiaj od rana u nas pada, więc Farelino zaparkował pod tarasem i tam sobie śpi. Od czasu do czasu wyłania się stamtąd na moment i po stwierdzeniu, że nadal pada wycofuje się z powrotem. Wcale mu się nie dziwię, zwłaszcza, że ja nie kwapię się, żeby go targać do domu. Mam nadzieję, że cały dzień nie będzie padał deszcz, bo chciałabym, żeby wyschło jego posłanie. Trudno- święto nie święto, ale prać zasikane legowisko trzeba. Pozdrawiamy wszystkich serdecznie :) Kasia z burkami. Rudziu, miłego urlopu! :)
-
Iljova, po ostatnich przykrych doświadczeniach z weterynarzem ( zastrzyki) Farelino spieprza, aż się kurzy, gdy przed naszą furtką zatrzymuje się auto. Wczoraj przyjechał magik do kosiarki (chcę wymienić kosę spalinową, której nie lubię i nie umiem obsługiwać na kosiarkę elektryczną). Jak tylko zaparkował przed domem, Farelino od razu śmignął (śmignął- pojęcie względne ;)) pod taras. Podobnie było w ich przypadku. Gdy tylko przyjechali, ewakuował się pod taras. Potem już nie zwracał na nich większej uwagi. O przejawach radości na czyjś widok nie ma mowy. Szaleństwa z machaniem ogonem pozostają w sferze marzeń. Co prawda gdy mnie widzi, bardzo często wstaje i podchodzi do mnie, ale być może robi to dlatego, że liczy na jakiś smakołyk (i z reguły jego oczekiwania zostają spełnione :)).
-
Witam serdecznie :). Dziękujemy za odwiedziny :). U nas wszystko w porządku. Miałam gości i stąd chwilowa cisza. W ogóle nie włączałam komputera, po prostu nie miałam czasu. Farelino już odzyskał poprzednią formę i nie odpuszcza żadnego wyjścia poza furtkę (oczywiście na stosowną dla siebie odległość). Rudziu, dzięki za środek na kleszcze :). O pchły się nie martwię, bo nie mają kontaktu z innymi burkami, ale kleszcze to zupełnie inna bajka. Wczoraj rano (dla niektórych pewnie był to środek nocy) Farelino zrobił mi niespodziankę. Obudziło mnie jak zwykle jego stukanie pazurkami. Wstałam, patrzę: Farelek stoi sobie spokojnie przy drzwiach wyjściowych. Wyglądał, jakby szykował się do wyjścia :). To, co u Alfika i Pusi jest normą, u niego jest miłą niespodzianką. Ciekawe, czy to przypadek, czy rzeczywiście tak jasno zasygnalizował swoją potrzebę wyjścia. Dzisiaj to już się nie powtórzyło-stał sobie spokojnie przy legowisku. Teraz sobie leniwie łazikuje po ogródku. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę bardzo udanej niedzieli (Pusia i chłopaki dołączają się do życzeń :)). Zapomniałam napisać, że alfisiowe ucho już nie jest łyse i jego "okulary" prawie zniknęły. Cóż, pomału kończy się lato i widać uznał, że okulary przeciwsłoneczne już mu nie są potrzebne :).