Witam. Piszę z duszą na ramieniu, bo nie mam pewności, czy ta wiadomość dotrze do Was, czy znów zniknie w jakiś magiczny sposób. Nie będę się więc rozpisywać, bo będę miała mniejszego nerwa, gdy krótszy post szlag trafi. Swoją drogą szkoda - tyle dobrego tu robicie, tylu wspaniałych ludzi się wokół tego forum się skupia, a takie utrudnienia. No, ale trudno - chyba nie na wszystko mamy wpływ.
Wracając do Farelka:już odzyskał formę sprzed ataku.To wspaniały psiutek i robi wszystko, żeby w pełni wykorzystać ten niewielki zasób sił, którym dysponuje.Całkiem sprawnie porusza się po domu, zarówno po płytkach, jak i po panelach. Mówię oczywiście o parterze, bo schody są na razie dla niego nie do pokonania (na dwór też cały czas muszę go wynosić).Dzisiaj postawiłam przy drzwiach torbę z zakupami a Farutek podszedł do niej i wyjął sobie worek z wędzonymi uszami (kupuję je dla Pusi i Alfa). Spryciarz usiłował je wyciągnąć, ale bezlitośnie mu to uniemożliwiłam. W ramach rekompensaty dostał trochę innej karmy, niż ta, którą zazwyczaj jada - musial się tym zadowolić.
Łapka ładnie mu się goi - jest to zarówno zasługa maści (Tribiotic), jak i bucika od Rudzi Pauli (proszę:serdecznie podziękujcie Oliwii, która je uszyła :)).
Teraz Farulek człapie sobie po ogródku. Około 18.00 podam mu kolację, potem jeszcze trochę połazikuje, zrobi, co trzeba i do domu - spać i regenerować siły :).Po rozmowie z Felą zamiast przemywać mu oczy rumiankiem zakraplam je świetlikiem - bardzo spokojnie to znosi.Jestem dumna z niego, że robi tak duże postępy :).
Co do przyczyny tego ataku - nie mam pojęcia, dlaczego nastąpił.Nie wydarzyło się nic, co by to tłumaczyło. Weterynarz był bardzo zmartwiony jego stanem.Wziął jego dokumentację medyczną, żeby się z nią dokładnie zapoznać.Teraz z wielkim niepokojem spróbuję tę wiadomość wysłać i nie wiem, co zrobię, jeśli mi się znów nie uda!Pozdrawiam :)