-
Posts
392 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by N&N
-
W moim mieście psy mogą być bez smyczy i kagańca, jeżeli znajdują się pod kontrolą właściciela. Sprawdź przepisy obowiązujące w twojej okolicy. P.S. To faktycznie działa. Natknęłam się na Policję w momencie, gdy moje psy biegały luzem. Zawołałam je. Nie dostałam mandatu, ani upomnienia. Jeden z panów uśmiechnął się i stwierdził, że "grzeczne psy".
-
Jak można mieć "specjalne życzenie" to ja poproszę zdjęcie Cleo w "statyce". Podpowiadam jak. Potrzebne są: pies, smycz, obroża, druga osoba, smaczki i aparat. Dobrze jest zapiąć psa na smycz, przywiązać smycz do czegoś, jedna osoba wabi psa smaczkiem, druga z boku robi zdjęcie. :-) Bardzo ciekawa jestem jak wyrosła Cleo. Tym bardziej, że ma unikatowy, ciekawy rodowód. :-)
-
magdabroy, dziwi mnie zachowanie właściciela małego agresora. Nie puszcza się agresywnego psa do kogoś idącego z małym dzieckiem (!). Nie powinno się puszczać luzem do nikogo, ale do malucha? :roll: Straszne. No i trzeba chyba nie lubić swojego psa, żeby pozwalać mu atakować innego (inny może się w końcu zdenerwować). :siara: Ja absolutnie nie pozwalam podchodzić moim psom do dzieci. Mogą je niechcący wystraszyć. Właściwie to przywołuję psy za każdym razem, jak kogoś mijam. Z psem czy bez. Moje nie atakują/oszczekują nikogo, ale przed kontaktem z innym psiakiem pytam o pozwolenie właściciela. Nie każdy musi chcieć. Do ludzi bez psa nie pozwalam podchodzić wcale (no chyba, że ktoś bardzo chce i się upiera). Z zaprzyjaźnionymi psami moje kontaktują się swobodnie. Znam właścicieli i wiem, że nie mają nic przeciwko temu. Nawet lubią wspólnie spacerować. :smile:
-
Dokładnie. Na świecie dzieje się bardzo wiele złych rzeczy. Ale jak to się ma do tego, jakim kto jest człowiekiem? Tu i teraz. Przepraszam. Trochę offtopik się zrobił.
-
Myślałam, że pani pisze o polskiej hodowli. Dlatego zapytałam.
-
Człowiek wyhodował tyle ras, tak diametralnie od siebie różnych, że niestety, nie zawsze bezkolizyjna koegzystencja jest możliwa. Mając dużego psa nie do końca to rozumiałam. Domyślam się, że włascicielom sporych psiaków (10 kg + ) może być trudno to sobie wyobrazić. Bo zwyczajnie nie muszą aż tak bardzo uważać na swoje psy jak właściciele miniaturek. Mały pies oczywiście da radę bawić się z dużym (a nawet gigantycznym, typu "koleżanka" moich suk, 72 cm i 45-50 kg wagi kontra 28 cm i 4 kg mój szczeniak), ale nie każdy wielkopies będzie ostrożny i uważny (jak ktoś tu napisał, nie będzie chodził na pazurkach :-D ). Przy ryzyku poważnego uszkodzenia ciała własnego psa inaczej się na to patrzy. Radosne, niekontrolowane, dzikie susy dużego mogą zupełnie przypadkowo uszkodzić kręgosłup czy rzepki malutkiego. :-( Dlatego bez obaw pozwalam się bawić moim psom z kolegami 2-3 razy większymi. Przy 5 razy większym, 20 kg psiaku uważam. Kontroluję początki znajomości. Niestety, przy miniaturach trzeba nieco zmienić sposób myślenia. Lub (jak się nie zmieni)...... psa. :grins: Dzisiaj byliśmy na spacerze z większym psem (20 kg, 57 cm) młodziutkim i rozbrykanym. Dzięki rozsądkowi właścicielki (i dobrym wyszkoleniu młodej suczki) spacer był bardzo przyjemny, a nie był katorgą. Da się, ale trzeba umieć. I chcieć.
-
To, że ktoś zabija szczenię, to nie znaczy, że hodowcy tacy są. To znaczy, że ten ktoś taki jest (bo hodowcą na pewno nazwać go nie można). Skoro pani wie o takich praktykach, to dlaczego nie zgłosiła pani tego na Policję, do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz do zarządu Związku do którego należała hodowla? Proszę o podanie nazwy hodowli. Od niedawna obracam się w środowisku hodowców. Spotkała mnie z ich strony jedynie życzliwość i bezinteresowna chęć pomocy. :smile: Ludzie Ci uwielbiają psy, a poza tym naprawdę lubią ludzi. Nie ma w nich nienawiści do innych (bo ja kocham tylko swojego pieska, a wszyscy inni są źli). Zawsze służyli mi radą w razie jakichkolwiek wątpliwości i pomocą. W przypadku problemów zdecydowanie ratowali swoje suczki (matki) i szczeniaki. Za wszelką cenę. Tu nie było jak w pseudohodowli, gdzie szczenięta umierają z zimna, głodu, chorób czy robaków. Racja w pseudo nikt nie przejmie się drobną wadą u szczeniaka. Byle tylko go sprzedać. Nie ważne gdzie, komu i po co. Ważne za ile. :lookarou: Swego czasu sąsiedzi na wsi u mojej babci zabijali szczeniaki łopatą, topili, zakopywali żywcem. To wcale nie znaczy, że "ludzie ze wsi" są źli. To konkretni ludzie byli okrutni i bez serca.
-
Duży pies jest w stanie skrzywdzić małego reagując zbyt żywiołowo i radośnie. Z powodu zbyt dużej masy i różnicy w wielkości. Nie można wymagać, aby każdy duży pies był megaspokojny i mega ułożony. :-) Dziś spotkałam przemiłą kobietę. :-) Na mój widok ściągnęła psa na smyczy, odsuneła się robiąc przejście. Oczywiście ściągnęłam swoje i obeszłam po łuku. Pani zauważyła że suczki i zapytała, czy mogą się przywitać. :-) Pierwszy raz ktoś zapytał. :-) Pani ok. 30 -40 lat starsza ode mnie. Chwilę porozmawiałyśmy, bo dziewczyny były zachwycone starszym pieskiem. Pani przygarneła małego (taki niemal ratlerek) po śmierci swojej znajomej. Szkoda jej było oddawać psinę do schroniska, a rodzina go nie chciała. Naprawdę przemiła osoba. Na koniec pożegnała się i życzyła miłego spaceru.
-
:smile: Poprosimy nowe zdjęcia z okazji pół roku. Co do cieczki, chyba jeszcze poczekacie. Pinczery dostają ją troszkę później. Średnia to ok. 8 m-cy (znamy i taką co miała skończone 11 ;-) ). Abbi zaraz będzie miała 9 m-cy i na razie nic. :smile: Czekamy.
-
:-) Nico wygląda bardzo ładnie w nowej obróżce.
-
Monique72, to, co pani pisze to oszczerstwo. W tym roku dobrze znana mi hodowczyni całe tygodnie spędziła w kojcu karmiąc i troskliwie pielęgnując szczeniaczka dużo mniejszego niż reszta rodzeństwa. Wydała go za śmieszne pieniądze do troskliwego domu. Z zastrzeżeniem, że nie jest do rozmnażania. Inna kobieta jeździła bardzo daleko i przez długi czas do najlepszych (i nie najtańszych) specjalistów byle tylko uratować zdrowie swojego szczeniaczka. Hodowca, który kocha swoje psy, stara się zapewnić im wszystko co najlepsze. Od mozolnego wyboru reproduktora, poprzez badania swojej suni, prowadzenia ciąży u najlepszego specjalisty (pierwsze usg to niesamowite uczucie), aż do odbierania porodu i spędzania ze szczeniaczkami mnóstwa czasu. Każdej wolnej chwili. Hodowca powinien dbać o maluchy już przed poczęciem. W razie jakichkolwiek komplikacji nerwy o zdrowie psiaczków są porównywalne z chorobą najbliższych osób. Myśli pani, że dobry hodowca zabija, morduje swoje kochane, wychuchane szczeniątko bo ma łatkę nie tak? Krzywy ogonek? Zapewniam panią, że nie! Jedyny znany mi przypadek uśpienia szczeniaka, to ciężka, nieuleczalna choroba potwierdzona wieloma badaniami. Maluszek nie miał szans. Skrócono tylko jego cierpienie. Jakby był kundelkiem, tak bardzo chorym, bez szans na wyleczenie również podjęto by decyzję o eutanazji. Proszę nie wypowiadać się tak kategorycznie w temacie, o którym tak mało pani wie.
-
Monique72. :smile: Tak to właśnie wygląda. W bardzo wielu stowarzyszeniach hodowców/miłośników psów ludzie drukują sobie rodowody. Niemalże na "domowych" drukarkach. Na podstawie danych jakie im prześlesz. I zdjęcia psa. Nie musi to być koniecznie zdjęcie twojego psa (bo kto pojedzie sprawdzać). Nie musisz wiedzieć skąd psiak pochodzi. Wystarczy zapisać się, wnieść składkę i już... masz psa "rasowego" i " rodowodowego". Możesz adoptować psiaczka ze schroniska i w stowarzyszeniach przyjmą Cię bez problemu. Z radością. Kiedyś z ciekawości zadzwoniłam. Nawet nie wymagano zdjęcia. Zapytano tylko o rasę, gotowość do płacenia składki i już. Mam "rasowego psa" i "prawdziwą hodowlę". Tylko czy o to właśnie chodzi?
-
Ratler, Ratlerek, to potoczna nazwa pewnego typu małych psów (najczęściej czarnych podpalanych i gładkich). Bywają brązowe, czekoladowe, z białymi znaczeniami, marmurkowe, zależy od fantazji rozmnażacza. To psy tak niepodobne do pinczerów miniaturowych (od których się wywodzą, mnożone bez kontroli i zasad, no może poza tym, że im mniejszy tym lepszy), że celowo określane są inną nazwą. Bo pinczerami miniaturowymi z całą pewnością już dawno nie są. Tak nazwać ich nie można. Analogiczna sytuacja. Nazwa "wilczur". Tak określa się psy za mało podobne do owczarka niemieckiego. Kundelki? Mieszańce? Niemożliwe! Więc wymyśla się określenia i potem dorabia do nich teorię. Tak jakby mieszaniec/kundelek był gorszym rodzajem psa. Każdy pies jest wspaniałym towarzyszem człowieka. O każdego trzeba dbać. Każdego kochać. Nieważne czy ma rodowód, czy nie. :-) Przykro patrzeć, co (nieświadomi) ludzie zrobili z tak wspaniałą rasą jaką jest Pinczer Miniaturowy. Jak bardzo skrzywdzili te cudowne, mądre i piękne psy (cechy karłowatości, choroby, fatalna psychika).
-
Dzisiejszy wieczór. Idę z dziećmi i psami. Szarżuje na nas sznaucer. Pan blisko. Grzecznie pytam "Czy może Pan zabrać psa"? :smile: Pan bez słowa podchodzi, wali pięścią w psi kark, łapie pupila (?) za fraki i odchodzi. :shock: :shake: Pies niby próbował się odgryźć, ale się nie odważył. Cios mocny. :-( Okropna sytuacja. Ciemno, druga część miasta, ja sama z dziećmi... Zanim znalazłam telefon, pana już nie było. :-( Tak się zastanawiam, czy warto się czasem odzywać. Z drugiej strony dzieci się przestraszyły. Tylko, że to nie ja potem będę miała kłopot. Odbije się na psie. Ech. I to właśny Pan potrafi tak potraktować psa. Już lepiej ostatecznie samemu się bronić. Jak szła bym sama, wyszłoby inaczej. Na pewno byłoby to z korzyścią dla psa. Ode mnie by nie oberwał. :-(
-
Evel, może to jest jakiś sposób. Tylko czy Straży wystarczyłoby patroli do wyjazdów na zgłoszenia. :-D :smile: Fajna analogia. Tak się zastanawiam, czy nie da zrelaksować się spacerem mając psa na smyczy? I spuścić w miejscu mało uczęszczanym. Dla mnie to nie problem. Naprawdę milej spaceruje się wykłócając się z ludźmi na których wpada nasz radosny pieseczek? :icon_roc: Nie każdy ma obowiązek kochać psy .... każdego napotknego psa. Warto byłoby to uszanować. Nie wpadamy każdej napotkanej osobie w ramiona. Przynajmniej ja nie wpadam. :grins:
-
Evel, niestety w moim (naszym) mieście można prowadzić psa na smyczy lub .... bez smyczy. Nie ma obowiązku bezwzględnego smyczowania. Pies może iść bez smyczy pod warunkiem, że znajduje się "pod kontrolą" właściciela. Tu kobieta możew spierać się, że jej pies był "pod kontrolą". Przecież nie przyzna się, że nie dopilnowała. ;-) Tak jak niedawno pewna pani usiłowała wmówić mi, że ma psa wyszkolonego.... tylko się jej nie słucha. :-D Ty to i tak masz szczęście. Masz spore psy (przynajmniej jednego). Na pewno większe od myszy. Rav da radę obronić się w razie W. Ja mam małe suczki. :( Mikre wręcz. Nie raz zdarzyło się, że wielkie, wesołe, nadpobudliwe pieseczki wpadały na mnie i na moje psiaki. Tratując je przy tym radośnie. Albo wgniatając w glebę, bo "pieski się muszą ustawić". Taaaak, takie same szanse w starciu ma 2-2,5 kg szczeniak co 30-40 kg dorosły pies. :roll: Teraz jak młoda dobiła do 4 kg to szanse się wyrównują. :grins: Bo co to znaczy 10 razy większa masa? Oczywiście właściciel gdzieś z tyłu, najczęściej zupełnie niezainteresowany tym co robi pupilek. Bo on taki radosny. Przy atakowaniu jest o tyle lepiej, że własciciel przynajmniej próbuje złapać swojego. Czasem duże próbują upolować małe. Nie zawsze w formie zabawy. Radzenie sobie "kulturalnie" nie działa (no poza obelgami). Pozostaje wykazać się chamstwem albo odpuścić i czekać co będzie. A potem to pewnie tylko kwestia czasu jak i z moich psów zrobiłyby się małe, rozhisteryzowane piranie rzucające się na duże psy. Oczywiście rzucać się będą na smyczy. :painting:
-
Mam dwa gładkowłose psy. Bez podszerstka. Małe. W okresie najintensywniejszego linienia, po całym dniu, z całego mieszkania nie wiem czy uzbieram ...... łyżeczkę do herbaty sierści! :-D Psy gubią włos w ilościach iście aptekarskich. :-D Po ONku to sterylna czystość. Miałam przyjemność jechać samochodem z Japan Chinem i shih tzu. Oba w kontenerku. Teoretycznie rasy mało liniejące/nie liniejące. Maluchy dały radę obkłaczyć mi tylne siedzenie. Labrador, Onek, mimo, że krótkowłose linieją dość intensywnie. Jack, corgi (które poznałam) - również. A psy krótkowłose. Tyle, że na zupełnie innym poziomie "kłaczenia". Moje "gładkie" nie zostawiają kłaków na ubraniu. W mieszkaniu też włosa nie widać. Jedyne co, to czasami ....... w łóżku. ;-) Na jasnej pościeli. Na ciemniej ciężko dostrzec. :evil_lol:
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Gryf80, całkiem niedawno, przy szczepieniu moich suczek, wet w swoim zeszyciku zapisał - ratlerek :-D Padłam. :-D Nawet nie zapytał co to za rasa. Po co? Pan wie lepiej. ;-) Dawno temu nazwa "ratler" funkcjonowała zamiennie w stosunku do rasy pinczer miniaturowy. Dziesiątki lat niekontrolowanej hodowli (psów bez rodowodu) doprowadziły do "wyhodowania" ratlerka. Różni się on od pinczera miniaturowego znacznie. Charakteryzuje się niższym wzrostem (20-25 cm), wagą ok. 2-3 kg. (im mniejszy tym bardziej słitaśny czyli lepszy), jabłkowatą główką, wypukłymi oczkami, rachitycznymi, cieniutkimi łapkami i charakterystycznym drżeniem ciała. Charakter dosyć niestabilny. Popularnie na te małe pieski mówi się ratlerki, sarenki. :smile: Pinczer miniaturowy ma 25-30 cm, 4-6 kg, harmonijne, mocne ciało, bez cech karłowatości. Powinien wyglądać jak pomniejszona wersja pinczera średniego. :smile:
-
Sky ubiegła mnie z linkiem. ;-) Proszę zwrócić uwagę na wykazy krajów z Rozporządzenia. Z niektórych dodatkowo potrzebne jest zaświadczenie lekarza weterynarii o stanie zdrowia psiaka (akurat przy wwozie psa z Norwegii do Polski nie). Co do zasadności odrobaczania, tego nie kwestionuję. Pytanie było o wymogi formalne. Odrobaczenie nie jest wymagane w przepisach. Mimo to, szczeniaka powinno się odrobaczyć. :-)
-
Szczenię musi mieć ukończone 3 m-ce, żeby podróżować. Poza tym musi: być oznaczone chipem/tatuażem. Właściciel ma mieć aktualne świadectwo szczepienia przeciwko wściekliźnie (szczepienie nabywa ważność po 21 dniach). Wymagany jest paszport. O odrobaczeniach nic nie ma (wwożąc psa do Norwegii wymagają odrobaczenia). Czyli można podróżować z psiakiem niemal 4 m-cznym.
-
Uuuu, widzę, że aktualnie jest "sezon na łapki". ;-) Abbi uszkodziła sobie przednią łapkę w zabawie z drugą sunią (nie moją, Wendy nie zniża się do poziomu gimnazjum :-D gardzi takimi rozrywkami). Woli Pańcię. Mała kocha cały świat. Niestety, dwa tygodnie dochodziła do siebie. Weterynarz nie widział problemu, wszystko POWINNO ;-) być ok. Z badań tak wynikało. A nie było. Pomogła rada pani Ani B. (hodowczyni). Jestem jej za to bardzo wdzięczna. Abbi oszczędza nóżkę, ale przynajmniej chodzi. Chwila szaleństw, a 2 tyg. kłopotów. :-( Pozdrawiamy i cieszę się, że dla Niko ta przygoda tak dobrze się skończyła (tylko czerwona kropka). :smile:
-
Dioranne, świetne zdjęcia. :smile: Daria&Iga, Gratulacje! Pochwal się zdjęciami jak odbierzesz kluska. :smile:
-
Akurat sprzątanie po psie to obowiązek właściciela. Bardzo dobry obowiązek. :-) Wcześniej sprzątałam po jednym, teraz po dwóch psach. Moje są malutkie. Mimo to, zakładając przynajmniej 1 kupę dziennie (a częściej jest tego więcej), to po roku z dwóch tylko psów, mamy min. 730 kup. Sporo. A w mieście jest nieco więcej niż dwa psy i dosyć ograniczona powierzchnia trawników. Wbrew pozorom, kupy nie rozkładają się tak szybko. Ich "znikanie" to zasługa pań sprzątających bloki i tereny przylegające. Po co dokładać im pracy? Nasz pies, to nasza odpowiedzialność.
-
U nas niestety to samo. Młoda wynajduje i zjada wszystko. Fuksem jej nie szkodzi. Oczywiście oduczam ją. Są postępy, ale nie zawsze jestem szybsza. ;-) Całkiem niedawno mieliśmy sytuację z zatruciem starszej suczki. Musiała złapać coś wieczorem. Nie zauważyliśmy. Było z nią naprawdę kiepsko. Pierwsze dwa dni ratowaliśmy intensywnie. Nie wiedzieliśmy, czy przeżyje. :-( Leczenie trwało 5 dni. Wątroba do teraz słaba.
-
https://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/10649866_696147740468199_7371823692595713891_n.jpg?oh=9ac1d5095417a95038d89866e3dec305&oe=54841481 Świetne zdjęcie. :smile: Moje ulubione. :loveu: