Jump to content
Dogomania

jaguska

Members
  • Posts

    2645
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    8

Everything posted by jaguska

  1. Jeszcze mam kilka ostatnich dni pracowego szaleństwa, muszę wszystko wyprowadzić na tip top przed urlopem, a jeszcze jutro nawiedza nas sanepid, więc brak czasu na oddech, ale już jestem na finiszu :). Nesiu
  2. Mimisia suche je takie jak i moje, był Bosh, Fitmin, Wolf of Wilderness, Mimisia nie jest wybredna, je wszystko. Puszki to generalnie Animonda. Lubi sobie surowiznę chrupnąć, zielone żwacze mrożone, wcale nie takie śmierdzące są te mrożonki z zooplusa. Jajo lubi :), serek biały jako rarytasik, Mimi zjada wszystko co na drzewo nie ucieka. Swoje i nie swoje, boję się jakiejś psiej bójki właśnie o jedzenie. Do mnie nic nie kupujcie, na razie nie ma takiej potrzeby. Mimisia papu wciąga rano około 9 i po południu około 17, w ciągu dnia wiadomo coś tam zawsze skapnie, jakiś gryzak, ucho, czy inny kapeć. Tysiu, myślałam że to bliżej gdzieś ten hotel i pomogę z transportem, ale to ode mnie prawie 200, w te i we wte 400, a ja zaraz na drugi dzień wyjeżdżam i znowu kilkaset km mam przed sobą, nie dam rady fizycznie. Bardzo mi przykro. Gdyby transport był Anecik, to mogę Mimi dowieźć za Strzelce Op. tam gdzie się z Anecikami spotykałam poprzednio, tyle dam radę. Z powrotem też mogłabym ją tam odebrać, zawsze to będzie taniej.
  3. Hej hej, ciepełka nadal nie widać i nie czuć, pewnie jak już przyjdzie to taki upał że do zdechnięcia. Eliku, fakt, trochę się martwię, ale nie spaniem w kennelu tylko psychiką Mimisi, a również tym żeby się nie naraziła jakiemuś agresywnemu psiakowi. Wczoraj pierwszy raz, sama wepchała mi się na kolana i spała odprężona, obok, przytulona do nogi to tak, ale na kolanach jeszcze nigdy, zawsze po chwili schodziła. Kupką strachu była, jest i będzie, to już się nigdy nie zmieni. Jak się czegoś wystraszy to potrafi się przewrócić, chce szybciej uciekać niż nogi potrafią. Na wirażach też wywija orły. A dzisiaj koty, Maja z Ursusem :) Dobrego dnia.
  4. ...się trzymamy... Przymrozku nie było, dzisiaj. Wczoraj wtachałam wszystkie donice do spiżarki i do domu, pelaśki, fuksje i inne, zapomniałam tylko nakryć wiaderkiem karczocha, dzisiaj nie zapomnę i wieczorem dostanie kapelusz z wiadra. U nas centralne ustawione na 21st, więc zimno nie jest, ale może dzisiaj wrzucimy kilka polan do kominka. Wszyscy się lenimy i odpoczywamy, Połówek i wszystkie zwierzory po spacerku śpią, tylko Mimi zrobiła sajgon w chałupie i dopiero padła, a mnie czeka sprzątanie jak skończę kawę. Cóż, pogoda paskudna, ale przecież ruda musi gdzieś upuścić energii bo inaczej pęknie od nadmiaru jak balon. Udanej ciepłej niedzieli, choćby pod kocykiem. ...bendziem sie lać...
  5. To życzę Ci Nesiu tego deszczu, bo wiem jak bardzo jest potrzebny. U nas trochę popadało trzy dni temu. Zapowiadają deszcze na dzisiaj, zobaczymy. Dziewczyny kochane, dziękuję za dobre słowa, ale wiecie, dwa choróbska w te czy we wte to już mi nie robi różnicy ;), tym bardziej że to są choroby do zaleczenia/wyleczenia. Wróciłam po dwóch latach jak córka marnotrawna na vitalię, jednak pełnowartościowe posiłki powinni układać dietetycy, człowiek zawsze sięgnie po to co lubi, a wartości odżywczych nie liczy, przynajmniej ja, tym bardziej że nie jem mięsa. A przy okazji coś tam zawsze w dół poleci A teraz wróćmy do podstawowego tematu tego wątku. Szalona koza wczoraj przyprawiła mnie o prawiezawałserca. Rano zobaczyłam że coś ma koło ucha. Przyglądam się co to za farfocel jej wisi, patrzę i patrzę.....kleszcz! Nosi obróżkę, po adwokacie minęło chyba z półtora miesiąca. ...ale ale...u Mimi to nie może być tak normalnie, bo kleszcz "se" wisiał rozorany jak łańcuch na choince, sama sobie zrobiła operację na kleszczu. Usunęłam to co zostało w skórze i padł na mnie blady strach. Szczęściem moja wetka nie wyjechała na długi weekend, więc z paniką w oczach i Mimiśką pod pachą popędziłam do niej. I znowu dostałam od niej "puk" w głowę, obrzęku nie ma, stanu zapalnego również, ranka zaopatrzona. Obserwować zachowanie, w razie zmian interweniować. Akurat przy szalonej Mimi obserwacja zmiany zachowania nie jest czymś trudnym. Przy okazji zrobiony został manicure, zrobiony to nie adekwatny wyraz do wykonanych czynności, manicure został wywalczony, dwie na jedną, a i tak wielkiej przewagi naszej widać nie było. Nastała też faza wzmożonego obszczywania czego popadnie, wiosna? czy raczej musiało coś zajść między dziewczynami kiedy moje oko było skierowane w inną stronę, bo znowu jest walka podjazdowa o tereny w domu. -Ten schodek jest mój-, -a właśnie że mój- i tak z każdym kątem. Za chwilę będą chodzić w majtkach, jak bum cyk cyk. Dlatego po raz trylionowy podkreślam że ewentualny dom bez suczek. W domu z dziećmi też nie widzę jej absolutnie. I zachowanie standard, panicznie strachliwy zadzior. To pies jednego i tylko jednego człowieka, toleruje i wykorzystuje innych (oczywiście tylko tych, których dobrze pozna), ale to nie są jej ludzie. Próbujemy tak, Idziemy z Połówkiem pod rękę, Mimi na smyczy, po chwili oddalamy się od siebie o krok lub więcej (wszystko zależy od uwagi Mimi), jak tylko Mimi się zorientuje że to nie ja trzymam smycz, to wpada w panikę, ani w prawo, ani w lewo, tylko jak najdalej od trzymacza smyczy. A Połówka zna już przeszło rok, leży, śpi, między nami, podskubuje go po łydkach, skacze po nim w łóżku, daje się głaskać, Połówek nie może stuknąć garnkiem w kuchni bo Mimi porzuca mnie wtedy i pędzi do niego uprawiać żebractwo i wtedy jest cicho, ale bez jedzenia chodzi za nim i szczeka, ma siedzieć i się nie ruszać, wyjątek - droga do kuchni. Chyba by musiał chodzić po domu ze smaczkiem w ręku, to wtedy by nie darła japy ;) Tysiu, może zmiana otoczenia i warunków dobrze Mimi zrobi. Wiem że przez dwa tygodnie niewiele można zaobserwować przy takim psiaku jak Mimi, ale może, skoro ta pani jest szkoleniowcem, będzie Ci mogła pomóc dając wskazówki jakiego człowieka i domu szukać dla Mimi. Moim niezmiennym koszmarem jest to, że ktoś nieodpowiedzialny (o umiejętności wybitnego maskowania się ludzi, wiemy na dogo dużo) bierze Mimi a ona zwiewa, będzie nie do znalezienia i nie do złapania. Świętujcie dziewczyny i jedyny chłopaku, odpoczywajcie, leniuchujcie bo to bardzo przyjemny stan, życie jest jedno :)
  6. Meldujemy że żyjemy. Ostatni czas musiałam poświęcić sobie/zdrowiu, cóż oprócz wora chorób który już posiadam, dołączyło zapalenie tarczycy i dna, ale się nie poddaję. Rozdarta Mimisia ma się dobrze strach i panika - obecna szczekliwość - obecna apetyt - obecny pomysłowość - obecna niechęć do suczek obowiązkowo obecna. Świat się kręci.
  7. Zdrówko baaardzo pożądane, do tego wyładowały mi się baterie, w poniedziałek wizyta u kardiologa, może coś pomoże, a poza tym wszystko ok, Mimi grzeczna na miarę swoich możliwości. Pozdrawiamy wszystkich po-świątecznie. Niestety ja, jako wybryk natury świąt nie lubię. Dobrego dnia.
  8. Wcale sobie nie radzę :), ale czy wypucowane mieszkanie ma jakieś znaczenie w ogólnym rozrachunku życia? Żadnego. Gości przyjmuję w lecie na tarasie ;), a bliscy się już przyzwyczaili i nawet nie pisną ze strach....eeeee...z szacunku ;) Nesiu Ty niezłomna i wytrwała
  9. Mimiśkowy stalowy przewód pokarmowy nawet nie zareagował na półlitrowy kefir, nooo... całego nie zdążyła wypić, co na drzewo nie ucieka to ląduje w Mimiśkowych głębinach trzewi, a ona nic sobie z tego nie robi, a właściwie robi...ale całkiem normalnie ;))) Nesiu, nie szalejemy, wcale, przy takiej ilości zwierzaków, świąteczne sprzątanie mija się z celem, jako takie utrzymywanie stałego porządku to jest wszystko co można osiągnąć ;) Dobrego dnia.
  10. Dziękujemy, dziękujemy za pamięć niezawodnej cioci Nesi Och, od wielu wielu lat moje podejście do świąt uległo totalnej metamorfozie, nie wywracam chałupy do góry nogami. Zakupy ciut bardziej urozmaicone jak na normalny weekend, to dla Połówka, bo mi by wystarczyły same jajca, żurek, trochę warzyw i owoców, mojej córce też. Moje związki z kościelnymi obrządkami są dość luźne, poprzez zaszłości jeszcze z czasów dzieciństwa, a Boga widzę w każdym stworzeniu i każdej formie natury. Tak więc święta nie spędzają mi snu z powiek i nie przyprawiają o rozdrażnienie że z czymś nie zdążę ;) Totalny slow life ;) A co u Mimisi? Wczoraj zjadła cały serek wiejski z Piątnicy, no bo skąd? Popiła kefirem. Nie żeby specjalnie, tylko tak niechcący. Spadła nagle manna z nieba za sprawą kotów i Mimisia skwapliwie skorzystała z nadarzającej się okazji. Nie powiem żebym nie bała się rewolucji żołądkowych, ale na razie spokój. Obżartus śpi zadowolony z siebie :)
  11. O, razem pisałyśmy :) Tak, Mimi absolutnie nie nadaje się do puszczenia luzem w stado, ani do wspólnego jedzenia, bo może dojść do walki, z suczkami jej absolutnie nie po drodze, potrzebuje dużo uwagi i jest absorbującym psiakiem. Dwa tygodnie to nawet na obserwację niewiele czasu. Jak byłam mała to co roku jeździłam na kolonie i dawałam radę to i Mimi też da ;)
  12. To oczywista oczywistość że miska była winna. Dzisiaj rymsła z koszyka na krzesło i z krzesła na podłogę, wredny koszyk i krzesło, tak się biedna śpieszyła że się jej nóżki poplątały. I ja tak myślę. Tysia załatwia kolonijną miejscówkę dla Mimi, jak zajrzy to może napiszę coś już konkretnie. Mam u siebie na kilka dni mamę, Mimi jakby mniej na nią szczekała :), kiedy jej się podoba to szczeka, tak se, a co.... A kiedy rozumek coś innego podpowiada to.....(niestety moja mama i mój Połówek są niereformowalni, to u nich standard i NIC z tym nie mogę zrobić)...
  13. Na dobranoc Mimisia wskoczyła do miski z wodą, nie żeby specjalnie, tylko tak niechcący, przez roztargnienie..., czekamy aż przeschnie zanim dostąpi łóżkowania.
  14. Oby, choć w dwa tygodnie nie sądzę że uda się okiełznać jej strachy i ułożyć do życia...no właśnie gdzie? Mimo że mi "ufa", przytula się, śpi przytulona, daje buziaki, noski i nawet trochę słucha ;), to i tak strach ma pod skórą że w każdej chwili mogę jej zrobić coś złego. Boi się wyciąganych w jej stronę rąk, bo dale nie wierzy czy przypnę smycz czy może zdzielę przez grzbiet. No i te klatki, jak ona tak bardzo kocha łóżeczko, przytulaski i skakanie jak pchła po kołdrze. Będzie mi serce krwawić, ale jak to dla jej dobra to trudno, tak musi być. Niedziela zapowiada się pięknie i nawet piję kawę, pierwszą od iluś tam dni. Diamencikami nigdy nie byłyśmy, a już brylantami to w ogóle, do szlifowania nigdy się nie nadawałam i już nigdy nadawać nie będę, Mimisia tysz. Ja to mogę być nieszlifowanym ametystem lub górskim kryształem a Mimi...hmmm....żywe srebro...czyli...? Dobrej niedzieli.
  15. Żyjemy to za duże słowo, bardziej odżywamy, to znaczy ja odżywam, bo ruda zdrowa jak rydz. Hotelik na kolonie Mimisiowe brzmi dobrze, a nawet bardzo dobrze, jednego się tylko boję, że nawet jak ją tam oszlifują jak brylant to u mnie się momentalnie odszlifuje do formy otoczaka rzecznego. To mam nadzieję wiecie. Jeśli byłby brany pod uwagę dłuższy pobyt Mimi w tym szkoleniowym hoteliku, to ja zwiększę swoją deklarację na 100zł miesięcznie, bo chcę dla niej jak najlepiej, bo na to zasługuje, bo jest kochanym, radosnym psiakiem z niewielkimi mankamentami. Może wieczorkiem skrobnę coś więcej.
  16. Dokładnie tak robię z Mimi. Kiedy zaczyna mnie podgryzać i staje się to natarczywe i niezbyt delikatne, widzę że zaczyna się nakręcać, pociągam ją za szelki przytrzymyję/unieruchamiam chwilę, Mimi się uspokaja/wycisza i zajmuje czym innym. Tyle że Mimi ma niecałe siedem kilogramów a Toffik chyba ponad dychę.
  17. Puc, Bursztyn.. to pierwsza samodzielna lektura mojej córki, chyba w drugiej klasie, uwielbiałam ją obserwować kiedy czytała tą książkę i zaśmiewała się do łez. A moją ulubioną książeczką z dzieciństwa były "Przygody Filonka bezogogonka" :), zaś horrorem dzieciństwa był "Antek", koszmar Rozalki prześladował mnie chyba całą podstawówkę.
  18. A płakałaś nad jego losem? Mnie strasznie serce bolało i chętnie bym mu pomogła ciągać te wagoniki ;)))
  19. Jesteśmy już w domciu, Mimiśka oczywiście nie zjadła ani pół smaczka, ani kropelki wody nie wypiła, wszystko wmłóciła jak już wjechałyśmy z powrotem na podwórko i zaciągnęła się swojskim powietrzem;). Po dłuższej nieobecności, kiedy wrócimy do domu i odepnę smycz, Mimi biega po domu i warczy, niech mi mądrzejsi powiedzą o co kaman. Zjadła napiła się i padła, stres odpuścił. Biedny rudzielec, po przejażdżce złachany jak Łysek z pokładu Idy ;)
  20. To niech na straszeniu się skończy ;) Wczoraj trzy godziny Mimi gankowała w odosobnieniu, jak wróciłam Mimi powitała mnie jazgotem, a po wejściu cieszyła się jak każdy psiak. A dzisiaj, po zapodaniu odpowiedniej dawki kofeiny w żyłę, jedziemy brum brum na kilka godzin, a co tam, pojeździmy sobie, co będziemy w domu siedzieć. Dobrego dnia wszystkim.
  21. tak, to jest bardzo trafny opis Mimi bardzo długo na to pracowałam, przyszły domek musi mieć tego świadomość, choć pewnie teraz szybciej jej przyjdzie zaufać człowiekowi, ale warto, bo to wyjątkowy psiak. Nie wiem czy zrozumiecie to co napiszę, ale dopiero od niedługiego czasu, kiedy tłumaczę/karcę (słownie oczywiście) Mimi ,ona jest po mojej stronie rzeczywistości, choć nie za każdym razem. Mimi ma swój własny świat w którym się chowa gdy coś jest dla niej za trudne emocjonalnie do ogarnięcia i możecie sobie do niej mówić jak do.....wiaderka, pustego. To też Elu, plus wredne choróbska które ryją we mnie tunele jak krety w ogrodzie i w każdej chwili mogą mnie wykluczyć na długi czas lub na stałe z normalnego życia. Dlatego moje podejście do rzeczy materialnych jest takie jakie jest, są nic nie warte, miło i przyjemnie jest jeśli są ;), ale jak ich nie ma to świat się nie zawali, będzie trwać a my w nim, byle życie i zdrowie było. Ja Tysi też współczuję szukania domu dla Mimi, bo człowiek odpowiedni dla Mimi nie może być prosty jak budowa cepa, musi mieć jakieś głębsze uczucia, empatię, zrozumienie dla ułomności, cierpliwość itd. itd. itp. A czytając wątki na dogo i FB, to ludziska już dawno prześcignęli kameleony w kamuflowaniu swojej prawdziwej twarzy. W kilka dni potrafią się zmienić z anioła w potwora. A niektórzy gębę potwora noszą przez całe życie jak sztandar.
×
×
  • Create New...