Jump to content
Dogomania

ajeczka

Members
  • Posts

    604
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ajeczka

  1. Akurat mieszkamy w takim miejscu, że spacery są w lesie. Rudy jest psem ciągle uczącym się posłuszeństwa (odwoływalny w 99%). Ma też silny instynkt tropienia i chcę z nim to szkolić (szukamy zaginionych w lesie psów). Nigdy nie puszczam go luzem, w lesie jesteśmy gośćmi, mieszka tam dużo dzikich zwierząt i mój nie ma prawa ich straszyć. Chodzimy na 20 m lince i jesteśmy w mniejszości. Reszta, czyli goldeny, labradory, sznaucery i mieszańce biegają luzem. Ostatnio dowiedziałam się, że dwie suki zagryzły małego dzika! Szlag mnie trafił, bo potem wszyscy psiarze to psychopaci. Kolczatki też używam tak jak radzi nam trenerka. Rudy jest bardzo silnym psem z chorą tchawicą, wszystkie zaciskowe obroże zakazane, zwykła też. Szelki zakładamy do treningów (ciągnie rower, sanki, ciężary). Nie zdarza mi się odciągać go od innych psów, grzecznie idzie przy nodze, jak inny psiarz pozwoli to psy się witają. Kilka razy zdarzył nam się atak sfrustrowanego podbiegacza i bez kolczatki nie utrzymałabym mojego psa. Nie chcę żeby zaczął walczyć, czy przypadkiem mocno uszkodził innego psa. To mix amstaffa i chcę żeby został przyjacielem nie mordercą. Luzem biega po psiej łące z innymi psami i to jest nagroda. Jakoś obywa się bez konfliktów.
  2. W najbliższej okolicy jest kilka onków. Osobiście znam sukę i jej syna, świetne psy, dobrze ułożone, poza posesją chodzą na smyczy. Inne też są ok, tylko te dwa z wymienionej posesji są niewychowywane. Latają luzem bez jakiejkolwiek kontroli. Mamy już kilka filmów na komórce i chyba pofatyguję się z tym do SM. Sama mam psa w typie ttb i bardzo się staram go dobrze wychować. Nie atakuje, ale potrafi się bronić. Na osiedlu są jeszcze 2 suki ttb, obie kochane i zabawowe. Biegają z innymi psami bez konfliktów. Agresywny jest labrador, rzuca się nie tylko na mojego psa, ale też na mnie i mojego M.
  3. Po dzisiejszym spacerze też zaczynamy rozważać kupno gazu. Chodzenie po wsi to duże ryzyko. Przechodzimy obok posesji gdzie zawsze brama jest otwarta i wybiegają z niej dwa onki. Jak były małe dopadły naszego rudzielca (na smyczy), jednego przewrócił na grzbiet, drugi uciekł. Teraz są już prawie dorosłe i atakują każdego przechodzącego psa. Z jednym jeszcze byśmy sobie poradzili, ale z dwoma może być problem. Posesja to jakiś zakład i przeważnie nikt tam się nie kręci. Zawiadomimy SM jak tak dalej pójdzie.
  4. Miałam dalmatyńczyka mixa od szczeniaka. Popełniłam błędy wychowawcze i efekt był w postaci agresywnego dominującego psa. Potrzebował dużo ruchu i miał silnie rozwinięty instynkt psa myśliwskiego. Teraz mam mixa amstaffa ze schroniska - wychowywany odpowiedzialnie (miał ok roku jak do nas przyszedł). Cudowne psisko. Mogę polecić adopcję, z DT wiadomo jakiego psa się bierze.
  5. My chodziliśmy do niej na szkolenie. Godzina 70 zł.
  6. Mi się zdarza znajdować psy w lesie i na naszej wsi. Czasem jestem z Rino i to on znajduje, a czasem sama. Szłam do kosmetyczki zobaczyłam biegającego onka. Znam go z widzenia, bo zawsze szczeka na mojego psa przez płot. Zawsze mam w kieszeni smaczki i przywołałam go do siebie, złapałam za obrożę. Niechętnie ale poszedł ze mną. Zadzwoniłam do furtki i pytam czy nie zaginął im pies. Pani otworzyła drzwi i była niezmiernie zdziwiona, że piesio uciekł. W rogu ogrodu wielka pryzma worków z ziemią prawie do wysokości płotu. Ludzie się go boją, bo zachowuje się jak pan na włościach. Drugi raz, w lesie wybiegł na nas biszkoptowy labek. Też go znam i mój Rino też. Rudy i ja odprowadziliśmy go do domu. Okazało się, że uciekł za suczką w cieczce, biegał od 5 rano do 10. Pewnie będą śliczne mixy labków biegać po okolicy :-(
  7. Pani Agnieszka świetnie pomogła nam w opanowaniu ekscytacji naszego psa. Jest specyficzną osobą, ale ma fantastyczne podejście do psów.
  8. [quote name='zaginiona sara'] Ja też się czasem nie dziwię, że psiarze mają taką a nie inną opinię, znajoma z osiedla puszczała sukę, mimo, że atakowała rowerzystów, motory. Suka non stop prawie chodziła luzem, szkoda, że ktoś się nie zabił na motorze bo głupawy pies i właściciel uznają, że świat należy do nich.[/QUOTE] Na Podlasiu mieliśmy znajomych z psem, który po mieście zawsze chodził luzem i też skakał na motocyklistów. Któregoś razu przewrócił harleya davidsona i skończyło się to sprawą w sądzie - odszkodowanie w wysokości kilkudziesięciu tysięcy. Od tego czasu piesek chodzi na smyczy, a rodziny spłaca długi....
  9. W kwestii kagańca. Dawno temu, jak miałam jeszcze swojego pierwszego psa, mixa dalmatyńczyka i budowaliśmy dom, pies biegał luzem w kagańcu. Drogą szedł znajomy i Dżek do niego podbiegł. Facet się wystraszył, mama go uspokajała, a on stwierdził " ja się boję tego psa, bo ma pysk zadrutowany". Jak nie nosił kagańca to nie był groźny i facet się go nie bał ;-)
  10. ajeczka

    Barf

    Rino jest na barfie od jakiegoś czasu. Obgryza kości i czasem jakaś resztka dostaje się pod kanapę. Zwykle udaje mi się je zlokalizować i wyrzucić. Wczoraj był u nas z wizytą alano espanol - 4 miesiące. Wyniuchał pod kanapą ogryzek kości i zabrał się za jego rozpracowanie. Potem dałam mu lekko zaśmierdłą kość zostawioną dla Rino. Schrupał chętnie... Mam nadzieję, że nic mu po tym nie było, bo on na suchej karmie ;-) Może to będzie kolejny barfujący psiak ;-)
  11. [quote name='cienkun']To zdaje się jest choroba psychiczna. Nawet jakos tam się nazywa. Jak mam być szczery, to śmieszą mnie ludzie, którzy mówią, kocham mojego pieska więc go wykastruję. Czemu nie wykastrują swojego męża, a samej nie dadzą sobie usunąć macicy? :D[/QUOTE] znam ludzi, którzy z różnych względów nie chcieli przekazywać swoich genów i podali się sterylizacji. Inni stosują metody chemiczne. Człowiek nie ma ochoty rozmnażać się co owulacja, hormony nie uderzają do głowy tak, że nie da się normalnie funkcjonować. Oprócz tego domy dziecka są dla mnie dowodem, że ludzie też nie są idealni. To moja absolutnie subiektywna opinia.
  12. Rino jest moim pierwszym wykastrowanym psem. Wcześniej miałam w domu rodziców 4 niekastrowane samce. Każdy chodził na smyczy. Mieliśmy dobermana z rodowodem, wystawowego. Na szczęście nie przekazał swoich genów. Co z tego, że piękny, skoro jego psychika była popaprana. Teraz o Rino. Jajek pozbawili go w schronisku. Nie wiem czy mocno to na niego wpłynęło, bo jest szczupły, żywiołowy i nie da sobie w kaszę dmuchać. Może spacerować i bawić się z suczkami jak mają cieczkę i nie dostaje amoku. Tylko właściciele tych suczek źle na niego wpłynęli w dobrej wierze. Odganiali inne samce, tylko rudy mógł biegać luzem. Uznał, że wszystkie suczki są jego i już. To stado, ewentualnie mogą do niego dołączyć psy małych ras i bardzo uległe duże.
  13. Jakby był taki ośrodek to chętnie byśmy tam pojechali. Słabo widzę zostawienie psa z najlepszą obsługą, bo jest od nas uzależniony ;-) Inne psy pewnie chętnie zostają z dużą ilością atrakcji.
  14. Mam kundla TTB ze schroniska. Świetnie się nadaje do argility - skoczny i chętny do współpracy. W lesie szukamy zaginionych psów (na razie mamy dwa na koncie). Potrafi wytropić, a potem odprowadzić do właścicieli (jeden nie chciał go opuścić, chyba stwierdził, że znalazł obrońcę). Jak pojechałam do schroniska szukałam psa lub suki nie malutkie, niezbyt stare. Nie miałam pojęcia o TTB, a teraz świetnie się dogadujemy. Odpowiada mi energią (dużo się ruszam), zapewniamy mu odpowiednią ilość atrakcji.
  15. To ciekawe co by powiedziała na zabawy naszego prawie ttb ;-) Bawimy się z nim gryzakiem, on się wczepia zębami, a ja, dopóki mam siłę robię karuzelę. Jest przy tym warczenie i pokazywanie zębów. Wystarczy krótkie "dość, moje" i pies puszcza gryzaka, siada i czeka co dalej. Bawimy się też tak, że kładę patyk wysoko na drzewie, a on po niego wskakuje i chodzi po drzewie jak wiewiórka ;-)
  16. Klatki nie mamy, ale mamy duży transporter, gdzie mój mix amstaffa może się położyć "kołami do góry" jak lubi najbardziej. Mam go od kiedy skończył rok i jest z nami od 30 maja zeszłego roku. Tak przyjacielskiego wobec ludzi psa jeszcze nie miałam, dzieci kocha obłędnie. Socjalizowałam go z psami z 80% skutecznością. Mam na osiedlu dwa psy z którymi mój się nie lubi, oba atakowały pierwsze, jeden ze strachu, drugi z chęci zjedzenia mojej kruszynki. Z resztą psów, nawet tych maleńkich może się bawić bez obaw. Mieliśmy konflikt z sąsiadem, ale po bliższym poznaniu naszego nynusia został pokojowo zakończony. W sobotę będziemy mieć gości z psem, duży szczeniakiem molosa. Już się zastanawiam co mam pochować, bo dwa bawiące się nie małe psy mogą mi szkód narobić ;-)
  17. Jeśli chodzi o psich behawiorystów mamy złe doświadczenia. Zaprosiliśmy panią do siebie, bo rudy miał problemy przy psach za ogrodzeniami (totalny amok, frustracja, wymioty i.in atrakcje). Pani przyjechała, ale nie chciało jej się wyjść z nami przed blok i przejść jakieś 200 m żeby zobaczyć zachowanie psa. Rudy w domu jest aniołkiem, pani nic mądrego nie powiedziała, wzięła 170 zł. Z amokiem poradziliśmy sobie trenując grzeczność (chodzenie przy nodze) i rozpraszanie zabawkami. Małymi kroczkami doszłam do tego, ze rudy zaprzyjaźnił się z niektórymi pieskami i na spacerach witają się przez kratę, a już do łez doprowadziła mnie akcja, jak rudy chciał pyskiem podnieść siatkę żeby jego kumpel z nim poszedł ;-) Jeśli chodzi o adopcje to przerobiłam osobiście tę ze schroniska. Skontaktowaliśmy się z opiekunką Rino, potem zabraliśmy go na kilka spacerów (nie mogliśmy go od razu zabrać do domu). Po miesiącu takiego poznawania się pojechaliśmy razem do nas. Ciągle jesteśmy w kontakcie z opiekunką, wysyłamy zdjęcia, odwiedzamy schronisko. Teraz towarzyszę przyjaciółce w adopcji suczki z DT. Była wizyta przedadopcyjna, teraz jeździmy do DT i jest na prawdę fajnie. Już się nie mogę doczekać kiedy młoda będzie z nami.
  18. Nie wiem jak to jest, ale gdzieś mi się po pamięci obija, że ona stwarza zagrożenie epidemiologiczne. Przecież one nie muszą zostać w jej mieszkaniu, a sąsiedzi nie będą szczęśliwi z takiego towarzystwa.
  19. Sybel, przeczytałam wątek o szczurach. Lubię te zwierzęta, kiedyś ratowałam dzikie, które wpadały do wanny wkopanej w ogrodzie. Jestem mocno zdegustowana nieodpowiedzialnością tej pani. Chyba nawet dziecko wie, że jak jest samiec i samiczka to będą dzieci? Nie chciałabym takiej sąsiadki.
  20. To nie sklep ale las. Dzisiaj poszliśmy, jak zwykle z rudym na spacer. Po kilkuset metrach wybiega na nas biszkoptowy labrador. Rino pokazał, że go zna. Brudny, mokry i lekko wystraszony. Zawołałam go po imieniu i do nas podbiegł więc miałam 90% pewności, że to pies sąsiadów. W tył zwrot i na osiedle odprowadzić labka. Po drodze kilka telefonów do znajomych psiarzy czy to na pewno ten pies. Odprowadziliśmy i oddaliśmy właścicielce. Ucieszyła się, mówiła, że uciekł o 5 rano. To piękny pies, bardzo ufny i grzeczny. Nie chcę nawet myśleć co mogło mu się stać i to nie ze strony dzików, które mieszkają w lesie. Jak zwiał rudy to siedziałam w miejscu gdzie widzieliśmy się ostatni raz i prawie zalewałam się łzami. Wrócił po 20 minutach, ale ja zdążyłam już odtworzyć w głowie najgorsze scenariusze. Już mi się nie chce powtarzać, że smycz nie boli.
  21. W czasie wakacji byliśmy w różnych miejscach i widzę potrzebę ogrodzonego terenu gdzie można puścić psa luzem (jednym miejscu zamykaliśmy wieczorem bramę wjazdową i psy ganiały). Może nawet jakieś psie atrakcje (przeszkody, woda do taplania się). Obsługę tolerancyjną, wydzielenie miejsca w restauracji gdzie można przyjść z psem (są takie, byliśmy) i to nie w ogródku na zewnątrz. Przydadzą się miski na wodę. I tu już moja własna prywata - lodówka gdzie można trzymać jedzenie dla psów, bo nie wszystkie jedzą suchą karmę.
  22. No właśnie rudy nie wszczyna awantur. U nas są sami znajomi psiarze i to jest wspólna zabawa w rzucanie patyka lub piłeczki. Zwykle większość biega i ten który dopadnie pierwszy przynosi. Labradorka, która wychowuje mojego psa po psiemu nauczyła go, że nie zabiera się zabawek innym. Jedynie goldenka ma fizia na punkcie patyków i jest gotowa przegonić nawet szczeniaka, albo zabrać mu jego patyka. Swoją drogą fajnie to wygląda jak za jedną piłeczką biegnie labrador, pit bull, mix amstaffa, mała kundelka i jeszcze dwa lub trzy inne psy. Nie kłócą się i nie walczą, gonią do upadłego. Przeważnie na końcu zostaje mój rudy i pit bullka.
  23. Mój pies bawi się patykiem, przynosi do rzucania. To samo z piłeczką. Wtedy inne psy nie istnieją. Ale inne psy, a szczególnie ta goldenka po prostu zabiera patyk czy zabawkę i jej broni jak gniazda - nie umie się bawić :-( Na szczęście jest wolniejsza od mojego kundla i normalnie to on pierwszy dopada aportu.
  24. Mamy psa w typie ast. Uwielbia dzieci, ale ja mam hopla i nie spuszczam wzroku z nich jak się bawią. Pies to pies, one karcą się chwytając za pyski, a mały człowiek jest na to zbyt delikatny. Mojego M ugryzł golden, dość mocno w ramię. Minęło pół roku, a on nadal ma bliznę. Ale jakby to brzmiało, że gooldenek kogoś ugryzł.
  25. Sytuacja z wczoraj wieczorem z naszego wybiegu. Spotkały się znajome psy: goldenka, duży szczeniak alano, mała sunia (też szczeniak) w typie jamnika i mój rudy. Młody alno, sunia i rudy ganiały, a goldenka, jak zwykle gryzła znaleziony patyk. Rudy znalazł swój patyk więc godlenka chciała mu go zabrać. Normalnie mój pies oddaje damom patyki, ale tym razem blondi przegięła. Trzeba je było rozdzielić. Rudy ma dziurę pod okiem, pół cm i byłoby po oku. On się nie przejął, a ja owszem. Bawił się w "walkę" z pit bullką i zmiksowaną amstaffką bez przykrych konsekwencji (dziura w karku, takie dość głębokie zadrapanie), ale goldenka robiła to na poważnie. Nadal będziemy się spotykać, ale nie pozwolę na gryzienie mojej kruszynki.
×
×
  • Create New...