-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
No tak...ponoć są takie łobuzy wśród tego gatunku. Jaszko, ja w domu też mam takiego kota Krecika, który musi być zamykany na noc w osobnym pokoju, ewentualnie z kotami, które lubi, bo uwziął się na Miśka /Misiek trafił do nas jako ostatni, tuż po Luśce/ i go dręczy... Misiek tak panicznie boi się Kreta Faszysty, że ze strachu potrafi się zesikać, a przy akcjach ucieczkowych koty potrafią nas nieźle poharatać. Co prawda, mój pies ma jakieś urazy z przeszłości i jak się go za bardzo czochra to warczy i straszy zębami. Można psa głaskać jedynie delikatnie i po określonych częściach ciała. Jednak słyszałam o kotach, które potrafią zaatakować człowieka, podobnie zresztą jak i psy. Trzeba uważać... Mnie dwa lata temu ugryzł pies sąsiadów, a jak byłam dzieckiem mały psiak wgryzł mi się pod kolano i do tej pory mam bliznę. Koty z kolei jak się boją, to mogą strasznie podrapać - tego też się obawiam. Mimo to wywijam ścierami jak nunczakiem i miotam kapciami jak jestem w afekcie :) A od czasu doczasu bywam w afekcie, jak mnie debile doprowadzą do ostateczności i przykładowo obsikają co drugie drzwiczki w meblościance...diobły wcielone...
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
joanka40 replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Dzięki za tytuły filmów :) Mam nadzieję, że Pan Ślimak nie zamienił się w mrożonkę i jakoś biedak przebieduje do wiosny. -
Jaszko, kota strasz bez oporów. Kot i tak ma to gdzieś :)
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
joanka40 replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Jaszko, zdjęcia robisz takie, że dech zapiera z wrażenia. Te dwa zdjęcia z morzem śniegu są po prostu re-we-la-cyj-ne :) No, ja je sobie skopiuję do mojej galerii i będę się napawać, nasycać i medytować. Zaś Misia w tych śnieżnych zabawach to afirmacja radosnego i szczęśliwego życia. Co za wspaniały psiak ! Jaszko, o czym jest ten film o Charlim, bo ja jestem kinomaniaczką /a kiedyś byłam szaloną kinomaniaczką i wtedy wiedziałam co w trawie piszczy, a teraz to wielbię filmy dorywczo/. Ciekawa jestem, czy ślimak siedzi w kopczyku z liści, czy też gdzieś się przemieścił ? Pan ślimak...na śniegu...tego nigdy nie widziałam...obudził się za wcześnie ? Może uda Ci się zrobić mu zdjęcie - byłoby super. -
Z wąsami to jest prawda :) Jaszko, jeśli chodzi o zakładanie Luśce pampersa to jest w porządku :) Luśka zanim do mnie trafiła prawdopodobnie pędziła bezkompromisowe życie dzikiego, wiejskiego kota i pewne cechy tej dzikości, jak również wrednego charakteru sprawiają, że od półtorej roku zakładanie pieluchy wygląda tak samo / z tym, że teraz robię to bardziej skutecznie i pielucha rzadko spada/. No więc Luśka nie stoi i nie czeka aż założę jej pampersa. Luśka nie może stać, bo Luśka od razu ucieka. Tak więc przy zakładaniu pieluchy, Luśka leży na mojej lewej ręce i unosi się w powietrzu, a prawą ręką zakładam jej pampersa. Luśka od półtorej roku przy tej czynności wyje, charczy i straszy, że mnie ugryzie /ugryzła mnie chyba zaledwie dwa, trzy razy, tak leciutko, ale straszyć lubi/. Z tego co pamiętam na filmie, kot - aktor pozwala się jako tako umyć, jak również stoi przy zakładaniu majtów. Być może ma odpowiednio wysoką gażę, zaspokajającą jego ambicje. Luśka na razie zakłada majty za friko, ale kto wie, jak zaproponuję jej rolę w filmie, to może da radę zachować się przyzwoicie, a nie jak opętana z Egzorcysty.
-
Mała akrobatka :) Rzeczywiście nożyny wywijają się jej na różne sposoby. Dawniej potrafiła nieźle wywijać -skoki z parapetu, ucieczki z domu, w tym jedna udana, a reszta skończyła się na próbach. Teraz się bardzo uspokoiła, jest bardzo grzeczna i stara się, żebym była z niej zadowolona /ja to dosłownie tak odbieram/. Nogi coś nie za bardzo teraz działają, bardzo umęczyły ją zaparcia, potem biegunki. Jeśli coś w Luśce zostało z baletnicy - akrobatki, to na pewno charakter :) i piękny pychol :)
-
Próbowałam wstawić filmik, ale nie dało rady. Kiepskie coś mi te zdjęcia wychodzą, takie bez ostrości. Ale pampersa widać dobrze.
-
Dziś przeglądałam zdjęcia i takie zdjęcia z lata, z Luśką znalazłam:
-
Mnie to pasuje :)
-
Hahaha...dobry tekst :)
-
No to ja poszukam jakiejś terapii odwykowej od kotów :) Będziemy sobie leżeć i jeść czekoladki /jeśli lubisz oczywiście/, a jak nie lubisz, to możemy zjadać śledzie i pić wino :) Zresztą możemy jeść cokolwiek, ja jem wszystko co jest :)
-
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
Najpierw taki nygus jeden z drugim biegają po śmietnikach /tam też śpią/, a potem jak dobry człowiek weźmie takiego pasożyta, to na wyjściowym paltociku będzie spał i jeszcze będzie go zrzucał z wieszaka. Szybko te koty z nędzarzy stają się arystokratami. We łbach im się przewraca. Ja im czasami rozum przywracam wywijając ścierami jak Mistrz Karate / ścierka to nunczako w moich rękach /, albo miotając kapciami dość celnie zresztą. A i tak grają mi na nosie. Ale takie gierki ze mną to igranie z ogniem, bo ja też im umiem zagrać na systemie nerwowym :) hehe... -
Rytka, mam nadzieję, że Lu jest już całkowicie zdrowa. Co do pasożytów to wiesz, że u mnie jest podobnie. Generalnie mam 6 dużych pasożytów /pies i 5 durnych kotów/, a one z kolei mają swoje pasożyty, lub jak kto woli - bogate życie wewnętrzne. Przerobiliśmy tasiemca /czyli makaron spod ogona/, glisty też bywają od czasu do czasu. Odrobaczyłam towarzystwo, ale czy skutecznie to sama nie wiem... Pytałam się lekarza jak szybko można stwierdzić obecność pasożytów u człowieka, no więc Pani doktor zapisała mi na kartce dwa punkty: 1/ kocia toxoplazmoza - wiadomo, ale to chyba mamy przechorowane i nas to nie dotyczy oraz 2/ podwyższone eozynofile w rozmazie krwi /najlepiej ręcznym/. No bo łażą nie wiadomo gdzie, żują jakieś odpady, albo mysie zwłoki no i przynoszą robale... My teraz mieliśmy na zimowaniu dwa jeże - jeden niestety nie żyje, a drugi jest w dobrej formie. U jeży braliśmy kupę do słoika, zalewaliśmy wodą i robale się wypłukiwały...brrr... Ten jeżyk, który jest dalej na zimowaniu jest zdrowy, badanie kału u weterynarza nie wykazało już pasożytów.
-
I ponownie się zacytowałam :) Idę spać, bo już mi się myli wszystko.
-
No i zacytowałam siebie samą.
-
Na blacie w kuchni koty też potrafią zachowywać się po chamsku. No niestety ten gatunek tak ma. Wstyd się przyznać, ale Skrzat kilka miesięcy temu wskoczył na blat, nad blatem jest okno i on na to okno nasiurał, i na żaluzję też, i na pomidorki... myślałam, że się załamię, dosłownie mnie Skrzat znokautował tym chamskim znaczeniem terenu, sięgnął dna ten kot moim zdaniem... A Misiek przed kastracją, nasikał mi do umytego garnka,stojącego na kuchence, a jak kuweta jego zdaniem była brudna, to właził do zlewu, odsuwał siteczko i sik... Jak miałam trzy koty, to takie sytuacje nie miały miejsca, odkąd jest ich pięć, niestety zdarzają się takie wpadki. Koty są chyba bardziej zestresowane, pojawiły się antypatie, część debili się jawnie nienawidzi...no i znaczą teren... Teraz uwzięły się na choineczkę w doniczce, i na nią leją, a nie mogę jej jeszcze wystawić na dwór, bo mi przemarznie... Fajne są te koty, ale charaktery to one mają różne i zmienne...i czasami potrafią doprowadzić do rozpaczy. Banda i mafia jednym słowem.
-
Ja też się zastanawiam, czemu kot zdrowy wymiotuje na łóżko, a kot niepełnosprawny jakoś doleci do kuwety. Może kot jest w stanie kontrolować tylko jeden otwór ? I jak tył kota działa, to paszcza nie działa. A jak dp*a kota nie działa, to wtedy ryj działa ? A ja się pytam: a gdzie w tym czasie jest mózg kota ? I gdzie w tym czasie jest ta przereklamowana niby kocia higiena osobista ? Dochodzę do wniosku, że: dziś prawdziwych kociastych już nie ma.../tak to leciało w piosence Maryli/ PS.: Luśce zresztą też się zdarza nie dobiec na czas :)
-
Czyli w każdym obzwierzęconym domu to się zdarza :)
-
Jaszko, moje też tak mają. U mnie jeszcze jest od czasu do czasu rzyg z parapetu do kaloryfera. A potem odbywa się parowanie i inhalacja gotowa. Te koty mnie czasami przerażają. Tylko Luśka leci rzygać do kuwety :) ale ona z kolei leje pod siebie i nie tylko. Ale rzyga w kuwecie :)
-
Danusiu, no i jak znalazłaś jakąś maseczkę ? Obłęd pasożytniczy mam w rozkwicie :) A na sali będziemy leżały razem, w maseczkach, to nam się nie będzie nudziło.
-
Rytka, no jak zwykle się uśmiałam :) Fragment "chyba za mało pacze im w dp*e a za dużo w oczy jest THE BEST :) Ja im chyba za dużo z kolei paczę w dp*ę :) i muszę to zmienić, bo kota chyba jednak trza oglądać od przodu i tak jak mówisz patrzeć mu w oczy świdrowate. Buzię trzymam zamkniętą, wszyscy w domu zadowoleni, bo mniej gadam. Otrzepywać odzieży z sierści nie pozwalam, bo ubzdurałam sobie, że na takim włosie może siedzieć pchła i jak się ten włos strzepnie, to mi przykładowo wleci do talerza, a ja zjem pchłę razem z włosem i nawet nie zauważę, bo ja jem szybko. Czas chyba przerzucić się na pluszaki albo zacząć brać odpowiednie leki, no :)
-
Przeczytałam wszyściutko :) wieczorem poodpisuję :) Pozdrawiam bardzo serdecznie.
-
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
A...no muszę dodać, że niektóre kobiety i niektórzy mężczyźni też tak mają - na bank. No może taki facet nie nasika do kapcia, ale może udawać, że człowieka nie zna, mimo, że zna, albo marudzi, że zupa denna, a jak kobita się chce żenić, to taki gość nawieje nie wiadomo gdzie... No kobity też są różne - huśtawki nastrojów to nasza specjalność przecież. Podrapać niektóre kobitki też potrafią i ponoć nie tylko skórę, ale i męską duszę, a nawet EGO mężczyzny też. No jak nic wychodzi mi, że my bardziej niż do małp, to do kotów jesteśmy podobni :) A psy mamy po to, żeby uczyć się innych zachowań -chociaż znam takie różne, dziwne psy o zachwianej psychice, że już sama nie wiem co o tych wszystkich zwierzach myśleć :) -
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
Tak, tak, koty mają to do siebie, że działają na abarot, udają, że człowieka nie znają, mimo, że śpią z nim razem w łóżku. Na dworze, czy na schodach taki cep jeden z drugim będą uciekać...no wnerwiają mnie te koty czasami bardzo... Potem jednak, jak już człowieka doprowadzą do szału, nagle stają się miłe, ugniatają, robią czółka i takie tam i człowiek mięknie - do następnego razu oczywiście. No więc koty narażają nas na wiele stresów, ośmieszają nas przed sąsiadami, wybrzydzają przy jedzeniu, nie chcą przyjmować leków, od czasu do czasu nas podrapią, nasikają nam na ręcznik, albo do kapcia...a potem nagle następuje pstryk - zmiana osobowości i kotek nagle robi się najlepszym przyjacielem człowieka. To się chyba w psychologii nazywa osobowość borderline, czy jakoś tam :) A co poniektóre koty mają osobowość narcystyczną, albo nawet wszystkie :) tą osobowość mają. No, zaburzony gatunek to jest i tyle :) -
Super :) Fajnie, że Pan będzie mógł odwiedzać przyjaciela.