Jump to content
Dogomania

joanka40

Members
  • Posts

    6893
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by joanka40

  1. Agusiu, serdecznie dziękuję za odwiedziny na wątku Wampirowskiego. Tak, bardzo prosimy o pomoc dla kotowskiego. I rzeczywiście weterynarze bardzo lubią Wampirka, chcą go uratować i liczą naprawdę za leczenie bardzo ulgowo. Same testy na FIP I FIV, oraz dwie morfologie i biochemia, to już jest ogromny koszt, nie mówiąc o leczeniu.W innej lecznicy policzyliby dwa razy tyle. Same wiecie, jak jest. Wampirek pozwala weterynarzom robić przy sobie wszystko, golić łapkę pod wenflon, robić zastrzyki, czyścić uszy. Przy tych zabiegach zachowuje się wręcz wzorowo. No cóż, widać bardzo chce wyzdrowieć :)
  2. Rozliczenie za leczenie Wampirka: Do dnia 29 czerwca 2016 r. na leczenie wydałam 370 zł i jeszcze jedna wizyta to było 10 zł /sprawdzę datę kiedy to było/ Czyli leczenie wyniosło 380 zł. Koszty związane z karmieniem potwora, jak również transportowaniem kota do lecznicy biorę na siebie. I tak: - 100 zł to pożyczka od Znajomej :) - bardzo dziękujemy :) - 50 zł wpłata od Anuli - serdecznie dziękujemy :) - 50 zł wpłata od Bogusik - ogromnie dziękujemy :) - 50 zł wpłata od Terra - ogromnie dziękujemy :) - 50 zł wpłata od Anuli - ogromnie dziękujemy :) - 85 zł wpłata od Danusi i Soni z bazarku na dogomanii - ogromnie dziękujemy :) ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Razem: 385 zł Wampirek na dzień 1.08.2016 r. jest na plusie 5 zł. Wpłaty po 1.08.2016 r. - 30 zł wpłata od Anuli :) - ogromnie dziękujemy :) - 180 zł wpłata od Anuli i Bogusik z bazarku dla Wampirka - ogromnie dziękujemy :) Wydatki po 1.08.2016 r. - 30 zł Feliway - 10 zł wizyta przed kastracją - kapsułki Veto Mune - 80 zł kastracja w dniu 9.08.2016 r. - 15 zł wizyta kontrolna 10.08.2016 r. ---------------------------------------------------------------------------------------------- 180 zł + 30 zł + 5 zł = 215 zł - Wpłaty po 1.08.2016 r. 30 zł + 10 zł + 80 zł + 15 zł = 135 z- wydatki po 1.08.2016 r. ---------------------------------------------------------------- 215 zł - 135 zł = 80 zł Na dzień 13.08.2016 r. na koncie Wampirka jest na plusie kwota 80 zł Wydatki: 50 zł - Rtg klatki piersiowej i głowy Wpłaty: 190 zł - bazarek Danusi i Soni na Wampirka, przeprowadzony na FB - ogromnie dziękujemy :) Na dzień 26.08.2016 r. na koncie Wampirka mamy 190 zł + 30 zł = 220 zł Bazarek Martiki i Yolanovi - 128 zł - ogromnie dziękujemy :) 220 zł + 128 zł = 348 zł Szczepionka na odporność Zylexis - 2 razy po 50 zł = 100 zł Operacja przepukliny - 100 zł Zostaje 148 zł na dzień 25.02.2017 r.
  3. Tak się złożyło, że kot poprosił nas o pomoc. To się chyba nazywa synchronizacja zdarzeń w psychologii, czyli, że musieliśmy na siebie trafić. Umówiłam się z AgusiąP. na dosłownie trzy minutki koło mojego domu i te trzy minutki dość skutecznie zostały wykorzystane przez zsynchrnizowanego z nami kota. No cóż było robić, darł się, więc nie mogłyśmy udawać, że go tam nie ma. No więć potwór został złapany to budki - torby, zresztą, czy on został złapany...on dał się wsadzić bez problemu do torby. To wiekopomne wydarzenie miało miejsce 13 czerwca i zmieniło moje życie na co najmniej do dzisiaj. Kot oczywiście okazał się wrakiem kota. Od 13 czerwca do nie wiadomo kiedy, codziennie jestem w lecznicy i spędzam tam średnio 1,5 godziny plus dojazd, czyli średnio około 2,5 godziny. Co kotu dolegało: zaawansowany koci katar, prawdopodobieństwo zapalenia płuc - nie dało się go dokładnie osłuchać, bo mruczał... Ponadto znaczne wyniszczenie organizmu, kot ważył około 2,3 kg, a zaznaczam, że jest to kot dorosły. Ma ogromną głowę, a ciało kociaka 4 - miesięcznego. W uszach jest świerzb i w jednym uchu nadżerka. Ponadto na brzuchu jest guz wielkości małej śliwki, ale na razie go nie ruszamy, bo kot jest za bardzo wyniszczony. Po tygodniu pobytu u mnie przytył do 2,5 kg, a w poniedziałek zważę go ponownie. Wątek jestem zmuszona założyć, bo koszty leczenia są duże. Do tej pory zapłaciłam dokładnie 300 zł za leczenie - jeszcze dokładnie sprawdzę. Dostałam od znajomej 100 zł wsparcia finansowego na leczenie Wampirka - w formie pożyczki. W cenie leczenia są: - 16 kroplówek, - codziennie zastrzyki, - odrobaczenie zewnętrzne i wewnętrzne, - dwie morfologie, - biochemia - tak to się chyba zwie, - test na FIP i FIV. Ponieważ lecznica do której jeżdżę funkcjonuje podobnie jak w filmie: "Ostry dyżur" i zawsze są tam tłumy, więc nikt tam się nie bawi w paragony. Zresztą Dziewczyny z Dąbrowy mogą potwierdzić. Wampirek jest bardzo grzecznym kotem, na pewno oswojonym przez człowieka. Nie lubi jednak gdy bierze się go na ręce i na kolanach też nie chce siedzieć. Daje się jednak głaskać w nieskończoność, pokazuje brzuszysko, ugniata kocyki i wali barany, i takie tam ocierania też ma w repertuarze. Jest problem z korzystanie z kuwety. Na chwilę obecną ma dwie i z nich nie korzysta. Żwirek próbował jeść, no więc kupiliśmy mu w OBI piasek, też mu nie pasuje. Wydaje mi się, że problemem jest sama kuweta. Kot odczuwa paniczny lęk przed wsadzeniem do pudełka. Wobec tego dotał niską brytfankę na ciasto i niskie pudełeczko, ale też boi się do nich wchodzić. Załatwia się w jednym miejscu na podłogę, na gazety. Wkładanie gazet do kuwet też nie skutkuje, podobnie, jak wkładanie odchodów do kuwet. On i tak nie wejdzie do swojego kibelka. Sygnalizuje potrzeby fizjologiczne głośnym miaukiem, ale załatwia się tylko na podłogę. Jak ktoś ma jakiś pomysł, jak go nauczyć korzystania z kuwety, to będę wdzięczna. W kocimiętce dodanej do kuwety będzie się tarzał, a nie załatwiał - przetestowane też. Bardzo proszę w imieniu Wampirka o jednorazowe wsparcie finansowe, bądź też dołączenie go do jakiegoś bazarku. W przyszłym tygodniu, chcę kupić preparat na świerzb, a jego koszt to około 60 zł. Kot docelowo do adopcji. W przyszłym tygodniu chcę skontaktować się z jedną fundacją, bo gdyby nie dało się nauczyć kota korzystania z kuwety, to mam nadzieję, że mógłby zostać tamtejszym rezydentem i załatwiać się na dworze. Kot nie ma białaczki, ani FIV. Na chwilę obecną ma lekką anemię, oraz podwyższone leukocyty - 27 czegoś tam :) Nerki w porządku, a parametry wątrobowe nieco podwyższone, bo bierze sterydy. Będę wdzięczna za każdą pomoc :) Zdjęcia będą oczywiście, kiepskie bo kiepskie, ale będą :) Wampirek, przesypia większość doby. Jego aktywność to około 20 minut na dobę. Dworem nie interesuje się zupełnie, tylko by jadł i spał. No i jak idę z psem na spacer, to psa się nie boi, a wczoraj obwąchiwał go zupełnie bez stresu. Zakładamy z Panią Weterynarz, że aktywność kota powinna się zwiększać. Ale z tym bywa różnie, od wczoraj widać lekkie zainteresowanie otoczeniem, co dobrze wróży na przyszłość. Ja to myślę, że to jest kot z jakiś działek, który był dokarmiany przez ludzi i, który po prostu pewnego dnia, już nie miał siły by na te działki wrócić. Być może też ktoś go wyrzucił z samochodu do ogródka mojego sąsiada, bo od kota śmierdziało ropą i nie tylko, a i wyglądał niezbyt estetycznie. Ja go w każdym razie wcześniej nie widywałam, a raczej kojarzę okoliczne koty. No, generalnie kot by pewnie już się dawno udusił i padł, bo był w tak kiepskim stanie. Ale, że uratował go przypadek, to ja mam teraz kolejnego kota na głowie.
  4. Tak, coś w tym jest, że te zmiany i aktualizacje nie przysparzają dogomanii zwolenników, a starych bywalców zrażają. Ja uwielbiałam dogo w formie sprzed dwóch lat. Danusiu, no to czekam na ciąg dalszy perypetii Palikoty i Miśka :)
  5. Danusiu, to dobrze, że te reputacje klikam dobrze. Co do wątków, też nie rozgryzłam jak je ustawić w kolejności przychodzenia nowych postów. Relacja w wersji skróconej, od początku wątku - bardzo mi się podoba. Zdjęcia superowe :) Tyle kociastych uratowanych, że szok :)
  6. Piękna fotorelacja, piękne koty :) Czy ja dobre te strzałki reputacyjne klikam ? Tzn. klikam te zielone, to chyba dobrze ? Wcześniej było chyba lubię to, a ta reputacja w głowie mi miesza.
  7. Rany, chciałam polubić Twój post, a tu jakaś reputacja mi wyskakuje. Mam nadzieję, że dobrze nacisnęłam - zielona strzałka do góry ?
  8. Danusiu, dziękuję za odpowiedź :) Na FB sądzę, że taka akcja spotkałaby się z licznymi atakami i hejtem. Wiesz, nasłuchałabym się, że ten Pan to taki i owaki, i sam jest sobie winien. Nie mam nerwów do takich sytuacji. Koleżanka organizowała na FB pomoc dla starszej Pani, to widziałam, co wypisywali do Niej ludzie...masakra. Będę pisać po prostu na PW do osób z Facebooka, które biorą się za bary z takimi problemami. Pozdrawiam serdecznie :)
  9. Wkleję też taki obrazek :) W naszym kraju żyje się ciężko, to wie każdy, pracę można stracić z dnia na dzień, dzieci z domów dziecka nie mają nic, tylko traumę i same deficyty. A mimo to, społeczeństwo traktuje źle ludzi bez domu, nikt nie wnika w przyczyny bezdomności. Owszem są noclegownie, ale tam nie można iść z psem...
  10. Dawno nie byłam na dogo. Dziś piszę, bo mam sprawę, a im więcej osób będzie o tej sprawie wiedziało, to może uda nam się ją jakoś załatwić. Około trzy lata temu, na terenie jednej ze wspólnot mieszkaniowych w Dąbrowie Górniczej, koło rozległych łąk i mniej rozległych lasów, zamieszkał Pan z psem. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w końcu wspólnoty są od zamieszkiwania, gdyby nie to, że Pan jest bezdomny. Na czas wiosny, lata i jesieni, buduje sobie szałas, lub rozstawia /w tym roku/ namiot i tak mieszka razem ze swoim psem. Zimy wyglądają różnie, w tym roku, był to domek na działce, w ubiegłym garaż. Ludzie z osiedla pomagają mu ale wiadomo, z bezdomności trudno jest się podźwignąć. Pan ma ponad 50 lat, choruje na żołądek. Przez kilkanaście lat pracował jako górnik, potem za granicą, a od trzech lat jest tak jak jest. I nie mówmy, że sam zgotował sobie taki los, bo to nie jest prawda...Pan do 18 r.ż. przybywał w domu dziecka, więc na starcie w dorosłe życie, nie miał dosłownie nic. Zresztą co tu dużo mówić...ciężko się żyje w naszym kraju wielu ludziom, ale Ci z placówek opiekuńczych, mają po prostu tragicznie. Po co piszę ten post ? Ano po to, że bardzo bym Was prosiła, o uwagę w kwestii przyczepek. Gdybyście usłyszały, że ktoś chce oddać, bo mu niszczeje na podwórku taką przyczepkę i jeszcze ten ktoś mógłby przekazać taką przyczepkę temu Panu to byłoby super. Koszt małej przyczepy to około 2 tys. zł, więc bardzo dużo. Pan jest człowiekiem bardzo sympatycznym, dba o swojego psa, raz w tygodniu chodzi się kąpać do jednej z instytucji - pracownicy się zgodzili. Dodam jeszcze, że ostatnio dowiedziałam się, że mój znajomy sprzed 20 lat - Jacek Pikuła, przez 9 lat był osobą bezdomną. Jacek - legenda Katowic, pomagał bezdomnym i dzieciom z ubogich rodzin, sam dotknął bezdomności. Wklejam link do Jego opowieści o tym strasznym okresie na FB: https://www.facebook.com/Jacek-Piku%C5%82a-1567824283544373/?fref=ts oraz artykuł sprzed lat, jak do tego doszło: http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35063,3198427.html Jacek wydał książkę z zapiskami z 9 lat bezdomności, jak i płytę. W ten sposób próbuje na nowo stanąć na nogi. Jacek...Człowiek prze duże C. Pan z psem to też dobry człowiek, na starcie w dorosłe życie był zupełnie sam i zupełnie bez niczego. A i tak pracował na kopalni, jakoś dawał radę. Teraz nie ma nic. Gdyby ktoś chciał się pozbyć przyczepki, byłoby super. Życzę miłego dnia :)
  11. Dziękuję Dorotko :) Myślę, że Lusia podobnie jak Twój rezydent też często miała mnie dosyć. Nie lubiła mycia, czyszczenia futra, przycinania brudnych kłaczków, zakładania pieluchy...wielu rzeczy Lusia nie tolerowała, a codziennie musiała się im poddawać. Nie można było uniknąć codziennego mycia, czasami nawet kilkukrotnego i zmiany pieluchy. Taki nasz los - opiekunów schorowanych zwierząt, że często działamy wbrew ich woli. Ale inaczej się nie da. Dorotko, mnie też nie pozostaje nic innego jak tylko podziękować Ci za opiekę nad psami z pseudohodowli, po które sama pojechałaś - chyba do Warszawy, tak ? za opiekę nad schorowanymi kotami. No i za wieloletnie ratowanie jeży, czym bezdyskusyjnie przyczyniłaś się do wzrostu ich populacji. Te zwierzaki z pseudohodowli to często z tego co czytam pozostają wrakami zarówno psychicznymi, jak i fizycznymi. Wystarczy ponoć szczeniaka potrzymać trochę w klatce, w sklepie zoologicznym, a już może to negatywnie wpłynąć na jego psychikę. W przypadku sklepów /to trzymania psów i kotów w klatkach jest już chyba zabronione/, takie "klatkowanie" trwa krótko, ale w przypadku pseudohodowli, trwa czasami latami i dewastuje psychikę psa całkowicie. Więc również dziękuję Tobie i Twojej Rodzinie za opiekę nad tak dużą ilością pokrzywdzonych zwierząt :)
  12. Po konsultacji korespondencyjnej z Danusia i Sonia, ustalilysmy, ze pozostale po Lusi pieluchy, zakupione z pieniedzy przeslanych mi przez Dziewczyny i Anonimowego Darczynce moge przekazac Fundacji SOS z Chorzowa. Pozostale 100 zl, wliczylabym w koszta, ktore ponioslam w sierpniu na hotelowanie Lusi. Lusia przebywala w hoteliku od 13 do 31 sierpnia. Czyli 18 dni po 8 zl. To wyszlo 144 zl. Lusia zostala w hoteliku 3 dni dluzej niz planowalam, bo rozchorowalam sie, a Pani zgodzila sie Lusie jeszcze przytrzymac u siebie. Chyba napisalam wszystko.
  13. Dziekuje Wszystkim za to, ze pamietacie o Lusi i za to, ze pomoglyscie mi przy Niej. Martika zorganizowala pierwsze wizyty u lekarzy i robila bazarki, Ada z Miaukotow zalatwila mi wspaniala wizyte u dr Jarzebowskiego, podczas ktorej.Lusia zostala wysterylizowana i dokladnie zbadana. Ewa robila bazarki na pieluchy, jedzenie, mokre chusteczk. Majowa zrobila bazarek na potrzeby Luskota i tak pieknie go nazwala. Agat ciagle i nieprzerwanie trzmala kciuki za Lusie, zawsze gotowa pomoc, przyslala Lusi wspaniala paczke, mialysmy robic kolejny bazarek na Lusie... Maruda i Sonia, ktore podarowaly mi skrzydla do dalszej opieki nad Lusia, bo nigdy o Lusi nie zapomnialy. Tylko Lusia nam uciekla...a nie tak mialo byc... No i nieocenione wsparcie i.uwaga osob regularnie zagladajacych na watek - pomoc fachowa Dorobelli. Dorotko, to dzieki Tobie Lusia tylko raz byla cewnikowana. Masz Dorotko ogromna wiedze. Dziekuje za nieustajace wsparcie Rozy, Beli, Iwonce, Jagusi. Ogromnie dziekuje. Oczywiscie - ogromnie dziekuje Myszy za pozyczenie klatki i Agusi za przywiezienie mi tej klatki. Mam nadzieje, ze nikogo nie pominelam, a nawet jesli to na pewno sobie przypomne i dopisze podziekowania.
  14. Przepraszam, ze odpisuje z opoznieniem kilkudniowym. Nadziejko, rowniez mam ogromna nadzieje, ze Lusia dumnie biega i jest calkiem zdrowa. To juz ponad miesiac jak Lusi nie ma. Te dwa lata z nia tak szybko minely, ze wydaje mi sie to takie nierealne, ze ja mialam
  15. Jagusiu, dziekuje, ze.zajrzalas, tu na watek Lusi. Trzymam kciuki za to, zeby Twoje zwierzaki szybciutko wrocily do zdrowia. Jutro wejde na Twoj watek i doczytam co to sie podzialo z Pako.
  16. Agatko, Lusia nie sni mi się ostatnio. Ciezko mi.sie wspomina Lusie i Misia. Jak zaczynam myslec o nich zbyt intensywnie,to.dopada mnie rozpacz. Wiec odganiam te mysli, staram sie je zablokowac. Agatko, Twoja Kitka tez odeszla nagle. Misio i Lusia tez wymkneli sie nagle. Obie mialysmy pewnie jakies mini plany wobec naszych zwierzat, moze jakies niespodzianki w zanadrzu, a tu nagle okazuje sie, ze zostaja nam tylko sny. Na tesknote nie ma chyba innego i lepszego, lekarstwa od uplywajacego.czasu. Pozdrawiam Cie serdecznie.
  17. Agatko, mam tylko nadzieje, ze Lusia choc troche zaznala szczescia w swoim zyciu. A te blahostki to dla mnie nie byly nigdy blahostki, a potężne kopy energii, mobilizujace mnie do.działania.
  18. Lusia bardzo kochała swój domek, była bardzo przyzwyczajona do miejsca, gdzie mieszkamy. Pamiętam, że w 2014 r., w wakacje pojechała ze mną na jedną noc do innego mieszkania. I mimo, że była ze mną, nie pasowało jej to. Nie spała całą noc...latała po pokoju, głośno się buntowała. Rano Bogdan przyjechał po nas na cito i zabrał mnie i Lusię do domu. Dopiero jak weszła do siebie i ja poczułam jej ulgę. Odespała całą noc na fotelu. Tak bardzo kochała miejsce gdzie przyszło jej mieszkać.
  19. Agatko, dziękuję Ci za piękne słowa. Mam nadzieję, że Lusia wreszcie biega po zielonych łąkach, tak jak to robiła we śnie - jak spała, przebierała łapkami, jakby biegała. Tak sobie myślę, że Lusia zanim doznała urazu, była wiejskim, dzikim kotem, który większość dnia spędzał brykając po łąkach i ogródkach, wdrapując się po drzewach. I nagle ktoś w jednym momencie zabrał jej tą całą wolność, całą jej radość... U mnie Lusia była ponad dwa lata - policzyłam dokładnie dwa lata i trzy i pół miesiąca. To na pewno nie było to, o czym marzyła. Ale miała jedzenie, ciepło i swój fotel. Bardzo się starała żebym była z Niej zadowolona...podziwiałam Ją za to. To był piękny i mądry kot. Agatko, bardzo Ci dziękuję za to, że przez cały ten czas trzymałaś za Luśkę kciuki, że zawsze byłaś gotowa mi pomóc. Dziękuję Ci za karmę dla Lusi :) Bardzo mi pomogłaś przez ten cały czas. Lusia śniła mi się dwa razy. Dalej jednak poruszała się jak foczka, w pampersie, nawet w moim śnie. Bardzo chciałabym, żeby kiedyś przyśniła mi się, biegająca na czterech łapkach.
  20. Wszystkiego dobrego w Nowym 2016 Roku :) Dużo radości i zdrowia :)
  21. Życze Wam wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2016 roku :)
  22. Życze zdrowych i spokojnych Świat.
  23. Życze zdrowych i spokojnych Świat :)
  24. Życze Wszystkim zdrowych i spokojnych Świat.
  25. Weszłam na miau i losowo wybrałam do przeczytania dwa wątki kotów z podobnymi urazami jak Lusia. Oba kotki odeszły tak samo szybko i niespodziewanie. Jedna kicia się nie obudziła, a druga zsunęła z posłania, coś jeszcze próbowała zrobić i widać było, że odchodzi. Opiekunowie również nie zdążyli do weterynarza. Te wylewy, u tak chorych kotów muszą mieć bardzo silny przebieg. Lusia z przerażeniem patrzyła na inne moje koty, jak podeszły do Niej to krzyczała, nie poznawała ich. Cieszę się, że mnie poznawała, że się nie bała...odeszła szybciutko. Teraz jest tak cicho w domu, że nie mogę się przyzwyczaić. Lusia reagowała zawsze bardzo spontanicznie, jak słyszała, że szykuję jedzenie, albo jak miała gdzieś jechać, albo jak stwierdziła, że czas już wyjąć Ją z klatki. I człowiek musiał zrealizować Jej plan, bo inaczej się nie dało... Zresztą jak pojawiła się te dwa lata temu na działce, we wrześniu, to słyszałam jak się wydziera przez telefon. Do końca pozostała taka rozmowna. Nic nie wskazywało, że coś jest nie tak. Około 24, otwierałam jeszcze surowe mięso dla kotów, to skakała koło mnie na czterech łapkach. Pomyślałam sobie, że porządnie się wyspała, to teraz bryka...a nad ranem już nie żyła...
×
×
  • Create New...