To, że zwierzaki tak dobrze się dogadały, to jest rzecz niesamowita. Jak wzięłam od Klaudus Skrzacika, to moja kotka /baaardzo mądra zresztą/, obraziła się na mnie na bardzo długo. Trwało to ponad rok, te tzw.fochy. Widać uznała, że Jej synek i pies, którego zresztą też traktuje jak swoje dziecko, to wystarczająca ilość zwierząt. To obrażenie się na mnie polegało na tym, że stała się na powrót dzikim kotem, nawet nie dała się pogłaskać. Przeszło jej po roku czasu, jak Skrzat zachorował na panleukopenię /mimo szczepienia/ i był w stanie tragicznym. To był przełom... znowu mogę ją głaskać...