Jump to content
Dogomania

Soko

Members
  • Posts

    2984
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Soko

  1. Ależ ona to usłyszała od hodowcy, gdy spotkali się na jakiejś wystawie.
  2. Moja była sąsiadka pozwalała ONkowi ciągnąć na smyczy, podbiegać do ludzi i maltretować inne psy, a jak już nie mogła go utrzymać - kolczatka i po sprawie. No ale nie za często, bo, cytuję "on będzie na wystawach, a tam owczarki mają ciągnąć żeby dobrze się pokazać". Więc pies jest niewychowany i niezrównoważony, bo inaczej, jak będzie grzecznie chodził itp., to ucierpi na tym jego ocena. :evil_lol:
  3. Powiem tak.. miałam sąsiadów, których wnuczka jest po operacji mózgu. Sprawili sobie labradorkę, ale za nic nie dali się przekonać, że psa, który miałby pomagać ich wnuczce, też należy oduczyć gryzienia, sikania w domu, ciągnięcia na smyczy, puszczania i zostawiania przedmiotów, przychodzenia na zawołanie itp. itd. Myślę, że dużo kwestii może spaść na Twoich rodziców bo najspokojniejszy szczeniak z miotu może mieć okresy, kiedy będzie diabłem wcielonym. Może najpierw zorientuj się, czy jest w Twojej okolicy ktoś, kto bez obciążania Was dużymi kosztami, mógłby Wam pomóc od razu rozwiązywać te problemy, a także spotkać się jeszcze ZANIM weźmiecie psa i przedstawić Wam zasady, jakie musieliby wprowadzić, żeby to dało efekt. Szczenięce ząbki są jak szpilki i nie wiem, ile Twoi rodzice są w stanie znieść. Jest dość sporo artykułów w necie o tym, jak ludzie na wózkach, ludzie niewidomi itp. tak czy siak muszą szkolić już przygotowane do pracy z nimi psy, bo to jest praca na całe życie. Zajrzyj sobie na fanpage na Facebooku "Koka i ja", obejrzyj filmiki, zobacz, czy nie tylko Ciebie ale i towarzyszących Ci rodziców będzie stać na taki wkład w wychowanie psa nie tyle na profesjonalnego psa asystującego, ale na nieuciążliwego w życiu codziennym towarzysza. Takiego, który nie zje tego, co spadnie w kuchni, nie pogryzie się z innym psem, nie będzie warczeć na gości, nie będzie bronić kapci. A przede wszystkim chodzenie na luźnej smyczy, żeby pies ani Ciebie, ani dorosłego nie przewrócił. Sama mam cocker spanielkę i potrafiła pociągnąć tak, że moja mama wylądowała twarzą w ziemi. Biorąc szczeniaka wiele rzeczy będziecie musieli schować, zablokować dostęp do kabli itp. i pytaniem jest, czy Twoi rodzice się będą na to chcieli pisać. Może rozmowa z fajnym, komunikatywnym specjalistą rozwiałaby ich wątpliwości. Ja wzięłam Happy bo mnie polizała po twarzy, a potem odkręcałam wszystkie swoje błędy. Także taka decyzja z powodu ładnych oczu jest dość ryzykowna.
  4. No właśnie. Pamiętam jak szkoliłam Akitę, szukaliśmy, szukaliśmy tej nagrody no i troochę podziałał indyk. Inna sprawa, że właściciel za nic nie chciał żarcia dawać za pracę, z przerażeniem w oczach uparcie mi wmawiając, że pies nie będzie umiał jeść z miski i do końca życia będzie musiał mu dawać z ręki ;) tak czy siak wzięłam swoją Werę, no i zasada była prosta: nie posłuchasz właściciela, Wera odchodzi i mamy Cię gdzieś. A że psy dogadywały się bajecznie + Wera była jedynym psem który znosił brutalne zabawy Akity, to tym samym motywacja była niemała. No i potem się to przeniosło na spacery niepsie, co w efekcie dało fajne przywołanie i ogólne posłuszeństwo. Czy to kontynuują to nie wiem, bo kontakt się urwał.
  5. Miałam fazę na owczarki australijskie, ale wraz z Lirą w schronisku mi przeszło. Poznałam najcudowniejsze, dorosłe psy na świecie. Happy poznała tutaj pierwszego psa, na widok którego autentycznie się cieszyła. Gdyby nie babcia, byłby nasz. Był absolutnie zjawiskowy jeśli chodzi o charakter i predyspozycje. Zaczął przygodę z agility i po prostu leciał hen daleko nad przeszkodami, w przerwach sam powtarzał ćwiczone sekwencje bo tak mu się podobało (długie ciągi po kilka przeszkód), a jego ulubionym zajęciem było przychodzenie na zawołanie - im większe rozproszenie, tym lepsza zabawa w przybieganie w jak najszybszym tempie :) Także następny mój pies to pies ze schroniska, samiec i w dodatku były osiedlowy burek. Nie mówię o niezrównoważonych szczekaczach, po prostu mam takie doświadczenie też z psiakami z mojego osiedla, latającymi za cieczkami itp. Im mniej miały wspólnego z ludźmi tym lepiej szło się z nimi dogadać :P Ponieważ na zawodach byłam i nie zapałałam miłością, to branie psa rasowego u mnie się nie sprawdzi. Także ja na razie obstawiam schronisko, z tym, że psa wezmę po długim czasie spacerowania z nim, zapoznania z Happy itp. żeby mieć pewność, że to jest to. Ja też mam już dosyć życia z psem, na którego od dwóch lat mogę popatrzeć i nie bać się o swoje zdrowie. Też marzy mi się psiak z prostymi problemami jak zwykły brak skupienia, który nie równa się temu, że pies w emocjach ugryzie mnie lub obcego. Marzę o tym, by uczyć psa po prostu spokojnego witania psów, a nie nieagresywnego mijania ich. Kilka lat temu miałam okropne zdanie o psach ze schroniska, teraz mi się to zmieniło. Ale ponieważ wiem, że pies w boksie może być bardzo różny od psa poza nim, dlatego stawiam na dłuższe zapoznanie się. Mam czas, mam chęci i chcę podarować jakiemuś psu nowe życie, ale nie za cenę własnego ;)
  6. W Toruniu jest niezasrany wybieg z fajnymi przeszkodami, ale po prostu wstęp jest w określonych godzinach z nadzorem trenera.
  7. spróbuj dogadać się z Asią Ciarkowską z Dogfield
  8. Niepiszczące to my już mamy, musi musi musi mieć piszczałkę ;)
  9. Ja tak samo się podpinam, piszcząca niezniszczalna piłka. Na już :P:P:P
  10. Potrzebuję piszczącej piłki dla psa o stalowych zębach, w typie ON. Koniecznie piszczącej :P
  11. Dlatego ja chodzę na psie parki w zimę gdy jest ciemno. Nie utrudniam ludziom życia w niedziele o 12 ;) wszystko da się tak zaplanować, żeby wyszło wszystkim na dobre.
  12. Jeszcze raz, wyobraźmy sobie sytuację. Pies sika, ast podbiega, dostaje wpieprz i się gryzą. No i co? ON mógł tak zareagować nie dlatego, że jest agresywny, ale dlatego, że będąc zajęty czymś innym został z tego brutalnie wyrwany (sikanie/ćwiczenie/zabawa/leżenie/cokolwiek). Tak jak np. nam się spieszy i ktoś nam koniecznie chce wcisnąć ulotkę, albo odbieramy po raz 50ty telefon z super ofertą, na pewno nieraz zdarzyło się wielu z Was po prostu odłożyć słuchawkę, albo nawrzucać takiej konsultantce. Jeśli macie myśli zajęte czymś innym to też czasami warkniecie "no nie teraz kuźwa". I tyle.
  13. No właśnie. Zanim poszłam na psi park pół roku szlifowałam przywołanie bo wiedziałam, że może wejść taki ON, może wejść pies, który z Werą się nie polubi i MUSZĘ mieć nad nią kontrolę - także tą bezsmyczową. Oh, zła ja, że psi park wykorzystywałam jako niepowtarzalną sytuację szkoleniową utwierdzającą Werę w przekonaniu, że JA jestem najlepsza mimo latających psów, zamiast uczenia jej, że jestem najnudniejsza. I zaznaczam znowu, że robię to na uboczu, przerywam, jak ktoś się zbliża ale zanim doszłam do takiego etapu ogarniania psiego parku to trwało to trochę więcej niż godzinę. Dlatego uważam, że właściciel ONka też prędzej czy później pewnie dojdzie do tego, jak bezpiecznie i bezkonfliktowo móc wykorzystywać psie parki do szkolenia.
  14. Myślę, że tez powinni je kontrolować. Jest ON na lince na psim parku - zapala się czerwona lampka, że wyrwany z pracy może bezmyślnie się rzucić (moja Wera też kocha wszystkie psy, ale jeszcze bardziej kocha mnie i zapomina o świecie podczas pracy, więc jak nagle czuje coś w tyłku, to nawet nie orientuje się, że to fajny pies, tylko robi bach i tyle). Więc albo pytamy się właściciela jak to jest,albo pilnujemy swojego. Oba psy nie są idealne, bo kłapnięcie zębami ONka podejrzewam zakończyłoby całą dyskusję z astem, gdyby ten nie odpowiedział, to nie było zagrożenie życia, żeby pies musiał komuś dupę ratować.
  15. omry, to trochę inna sytuacja ;) ja np. wtedy po prostu pilnowałabym Wery, żeby nie podbiegała do malamuta i jeśli tamten byłby pod kontrolą babki, to spokojnie byśmy sobie poradzili. Inna sprawa, że kobieta na taką, co psa chce kontrolować nie wygląda :P
  16. Tylko że abstrahując od tego "agresywnego" ONka, wystartowaćz zębami mógł sikający pies. I co wtedy z nim też won, bo się przez to też mogły pogryźć? Powiem tak: mnie też z Werą pewnie chciałybyście wywalić na pierwszych kilku psich parkach, ale potem naprawdę się wszystko uregulowało. Więc ja dałabym facetowi szansę ;) A może na ścieżce ktoś MUSIAŁ stanąć, bo ma strachliwego, nerwowego psa który nie chce iść dalej? No i jasne - ładujmy się,bo to TAKI PROBLEM, pójść kilka kroków poza ścieżką.
  17. Można liczyć na przyzwoitość ludzi, niekoniecznie na ich psy :) tylko że z tego co czytam, to prawdopodobieństwo rzucenia się przez ONka ograniczało się do wlatującego na niego psa, bo te latające dookoła go nie ruszały. Natomiast prawdopodobieństwo, że jakiś pies burknie na ASTa było spore, bo bardzo często psy tak między sobą się komunikują (jasne, może akurat na tym psim parku żaden pies do niego się tak nie odezwał), więc mógł też odpowiedzieć. Z tego więc wynika, że potencjalnie większym zagrożeniem był AST, jako pies o niewiadomej reakcji na psa, który komunikuje mu "odwal się". Dlatego nie uważam, żeby miejsce ONka na psim parku powinno być mu zabronione :)
  18. ale wiadomo, że będą mieli coś przeciwko, bo 99% z nich ma niewychowane psy. Jakby tak się pytać, to z Werą nigdy bym na psi park nie weszła. A jednak da się bezkonfliktowo ćwiczyć z psem, tylko tego też trzeba się nauczyć, a nie wejść i od razu umieć na wszystko reagować. To jest przynajmniej kilka wejść, a potem jest z górki. Tą samą logiką można iść i powiedzieć, że właściciel ASTa nie mial pewności, jak jego pies zareaguje na burknięcie innego psa i nie powinien przychodzić, bo naraża właścicieli na stres. A burknąć nie musiał ćwiczący ONek, mogły burknąć dwa psy bawiące się akurat ze sobą, pies chcący chwilę odpocząć, pies sikający, pies stojący przy swoim właścicielu, blablabla. omry, jak widać, pies TOLERUJE inne psy, bo ćwiczył w skupieniu przed i po ataku. Więc może problemem jest wlatujący w niego w tempie rakiety inny pies, a tego nie musi tolerować żaden pies? Tego nie wiemy.
  19. Dardamell miała na myśli, że to, że był astem nie każe nam myśleć, że był łagodny (tak jak autorka postu opisującego to zdarzenie). Ast też MÓGŁ mieć problem z rzucającymi się na niego psami. Nigdzie nie napisała, że odpowiedział na zaczepkę BO jest astem.
  20. A kto sobie zawłaszcza,ja się pytam? Przyszedł facet z płotkiem i go postawił wokół siebie? Nie - dał niemą prośbę, żeby mu nie przeszkadzać. I ja bym tej prośby posłuchała, nawet jakby to była wąska ścieżka i usunęła się w krzaki. Bo to jest w porządku wobec drugiej osoby i jednej z niewielu, które chcą wychowywać swoje psy. Dla mnie to postawa godna szacunku.
  21. Kwestia pracy tez ma tutaj wpływ na sytuację. O ile jak ktoś Werę po prostu zaskoczy,to wydaje z siebie takie zdziwione burknięcie, ale jak ktoś nam przerwie ćwiczenie, to leci z japą. Dlatego nauczyłam się przerywać ćwiczenie szybko, gdy tylko widziałam, że ktoś się zbliża, ale mi też takie wpadki się zdarzyły. Być może właściciel ONka musi też się tego nauczyć. I powiem szczerze, że umiejętność obserwacji z otoczenia na psich parkach niesamowicie pomaga teraz normalnie na spacerach, bo jak na razie zauważam wszystko, zanim Wera to zobaczy :D Widuję też ludzi, którzy chcą coś porobić z psami, ale ktoś do nich non stop podbiega. Ja wtedy Wery nie puszczam (bo mam wychowanego psa, a nie debila bez rozumu), z szacunku i nie robię z tego problemu pod tytułem "bo ja przecież mam prawo i nikt mi nie zabroni". Oni nie wymuszają z szyldem "nie podchodzić" przestrzeni, nie robią cyrku, podobnie jak pan od ONka i szkoda mi tego, że wszyscy pozostali właściciele to olewają i wykorzystują. No fakt, nikt mi nie zabroni jej tam puścić, ale to mi się kłóci z moim poczuciem tego, co jest w porządku, a co już nie. Czasami warto odpuścić sobie robienie tego, do czego "ma się prawo", serio.
  22. No cóż, mi nieraz bite 3 tygodnie psy siedziały pod domem. W dni płodne zmienia się tylko tyle, że wtedy Happy się bardzo wdzięczy, a w pozostałe normalnie opiernicza, jak podchodzą za blisko. Ale tabuny na spacerach się za nami ciągną przez całą cieczkę. I tak samo z Werą, Rutą i wieloma innymi psami, jakie znam.
  23. ja też chodzę na psie parki i jeśli daję Werze nagrody, albo ćwiczę to zawsze z oczami dookoła głowy. Z tym, że jeśli widzę, że ktoś ćwiczy, to absolutnie nie pozwalam jej tam podbiegać bo sama rozumiem chęć wykorzystania super sytuacji szkoleniowej na pracę w rozproszeniach większych niż psy na smyczy mijane w parkach. Dzięki temu mamy z Werą świetne przywołanie od wszystkiego. Także uważam, że nazywając się "psiarzami" powinniśmy się szanować, tak jak np. niektórzy pchaja swojego psa do tunelu czy na kładkę mimo, że jeden już tam jest i 2 nieproszone.. to jest dla mnie nie do pomyślenia. Jeśli ktoś ćwiczy przeszkody a wiem, że Werę to bierze, to mam ją na smyczy lub zajmuję sobą. I nie jest to dla mnie problem bo traktuję to jako pracę w rozproszeniach. Jeśli ktoś przychodzi po to, żeby puscić swojego psa żeby ten bawił się z kim popadnie, to tego nie lubię. Zasada "o widzę psa, witam się" nie powinna być wprowadzona przez żadnego psa w życie. No chyba, że jest się nieuświadomionym psiarzem, ale wtedy też nie rozumiem, dlaczego przez wlasną ignorancję psuć czyjeś ćwiczenie (które u mnie trwa zazwyczaj max. minutę bo też nie chcę stanowić problemu, albo nie chcę żeby psy wyczaiły nagrody).
  24. Soko

    Negra vel Kekła

    Z samej Bliskiej :D:D
  25. Soko

    Negra vel Kekła

    A mieszkacie na podgórzu? Bo ja tak :)
×
×
  • Create New...