-
Posts
2984 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Soko
-
Nie każdy pies potrafi też jeszcze np. siedzieć w miejscu, gdy właściciel interweniuje, a wtedy chwycenie dziecka za rękę jest równoznaczne ze zbliżeniem się prawie bezpośrednim do psa, który może i ma prawo nie być na to gotowy. I wtedy krzyk jest idealny.
-
No przepraszam. Ja w jednej ręce trzymam smycz, w drugiej smaczki, no niech mi trzecia wyrośnie do zatrzymania dziecka. Jak to kikopup na swojej płycie rzecze: "you have to be an asshole". Na spacerze z psem, który się boi/może zacząć się bać, tylko on się liczy, a nie to, czy komuś się podoba moje krzyczenie, czy nie. W takich sytuacjach cel uświęca środki właśnie takie jak krzyknięcie :)
-
Ale ja wychodząc na spacer nie mam ochoty bawić się w przedszkolankę. Mogę coś krótko wyjaśnić, jak dziecko fajne i chce mnie słuchać, ale nie będę starać się wbijać opornemu dzieciakowi do głowy oczywistych oczywistości. Na takich wolę ryknąć i mieć problem z głowy. Nie zgłaszałam się nigdzie jako wolontariuszka do edukacji tej mniej myślącej części społeczeństwa. Ja jako dziecko wiele "odstawiałam", w wieeeelu sytuacjach, ale nigdy w takich, w których występowałby jeszcze pies jako potencjalne zagrożenie.
-
Ale w tym przypadku mi się akurat wydaje, że Golson zna swojego psa i wie, czy ryknięcie będzie dla niego traumą, czy też nie - to takie typowe dla dogo, nie znać psa i mówić właścicielowi, że "oj nie rób tak bo go przestraszysz" ;) i ma prawo nie chcieć edukować społeczeństwa i sprawę rozwiązać szybko i dobitnie i mieć z głowy.
-
No z moim się niestety stało - myślę, że to zależy od siły ścisku. Wera ma bardzo mocny, no ale sorry, piłki Trixie wytrzymywały dłużej jej maltretowanie, więc nie wiem o co chodzi. A miałam mega nadzieję na coś piszczącego, bo twarde bezgłośne już mam. ------ wycofuję ogólne oskarżenie piłek, dostałam odpowiedź ze sklepu: [FONT=Arial][FONT=Times New Roman]Dzień dobry,[/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Times New Roman][SIZE=3]wysyłam tę reklamację do importera, bo to już trzecia w ciągu ostatniego miesiąca dotycząca tego produktu, najwyraźniej to jakaś “felerna” partia, bo mamy tę linię w sprzedaży już od kilku lat i wcześniej żadne reklamacje się nie zdarzały. Na razie przyjmę tę reklamację bez odsyłania produktu, być może nie będzie to konieczne. Gdyby jednak importer tego zażądał wówczas Panią zawiadomię. Przepraszamy za tę sytuację.[/SIZE][/FONT][/FONT]
-
Kong Squeezz Ball M - katastrofa jak dla mnie. Pies miał piłkę w pysku łącznie przez kilkanaście sekund (czas dwóch aportów, bez żucia, memłania, gryzienia) i piszczałka padła na amen. Piłka nie została przegryziona w żadnym miejscu przez psa. Więc..nie polecam. Chyba, że im większy rozmiar, tym trwalszy materiał, to może jeszcze zaryzykuję.
-
Biorąc to na logikę: kundlem może być labrador z owczarkiem i jamnik z yorkiem - jak chcesz to uznać za jedną rasę?
-
Przypomina mi Happy ktora ma spokojnie czekać aż pozwolę jej wejść na orzeszka. Chociaż te przednie łapki tam przemyci :D
-
A skąd jesteś?
-
To już nie odnośnie spike'a, ale odnośnie tych, którzy puszczają swoje małe mordki do ONków, rottków i innych sto tysięcy razy większych od nich psów, a potem mają pretensje.. ot, mój pomysł w związku z ostatnim spacerem: [COLOR=#333333][FONT=lucida grande]Ponieważ doszłam z Werą do etapu, na którym mogę ją spuścić na widok obcego psa i bez problemu odwołać, stwierdziłam, że nauczę ją niereagowania na jakieś zmyślone imię. Wówczas, gdy właściciel drugiego pieska nic sobie nie będzie robić z moich próśb o zapięcie go na smycz, pogrożę, że spuszczę psa, zrobię to naprawdę i zacznę iść w swoją stronę. A jak Wera uzna, że się pobiegnie przywitać, to zacznę krzyczeć "Foksik! Foksik!", nie będzie reagować, a właściciel dostanie motorka w tyłku. [/FONT][/COLOR][COLOR=#333333][FONT=lucida grande]Ewentualnie na "Foksik" po prostu nauczę ją biegu do przodu.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#333333][FONT=lucida grande]A na koniec spokojne "Wera" i pójdziemy ku zachodzącemu słońcu, zostawiając zziajanego właściciela z jego pupilkiem. [/FONT][/COLOR]:loveu:
-
Ja dyskusję opuściłam po wyznaniu spike'a że bezpieczeństwo to sprawa podrzędna i warto podejmować ryzyko w kontaktach z innymi psami. Nie da się trafić do kogoś, kto żywe, podlegające mu zwierzę naraża być może na śmierć przez pogryzienie, albo kalectwo przez poturbowanie. Nie obchodzi go prawdopodobieństwo, że może ponieść bardzo bolesną stratę, to nie będzie go obchodzić, co czuje nieszczęśnik, który nawinął się jemu psu. Z mojej strony koniec dyskusji, jeśli chcecie rozmawiać z człowiekiem, który kolców psu nie założy (inny wątek), natomiast da swojego psa pogryźć, bo ryzyko trzeba ponosić, to Wasza sprawa. Biorę popcorn i sobie poczytam :loveu:
-
Nie chce mi się Ciebie cytować, ale niedawno zapewniałeś, że Twój pies by nie wiadomo jak pomógł mojemu, bo pomógł temu i tamtemu lękliwemu :)
-
No więc wierz mi, że tak powalonego psa jak Happy, z agresjami i lękami na wszystko, jeszcze nie poznałam. Za to wszystkie spece albo obwiniały mnie, metodę, albo kazali psa usypiać - tak, tak samo obstawiali przy swoim, jak Ty. I wyszło na moje. Więc przyjmij do wiadomości, że to, co tutaj piszemy o nie puszczaniu psów do siebie, nie jest głupie i czasami nie rozwiąze problemu, tylko go pogłębi. Spike, psy wielu z nas chodza bez smyczy, węszą, nie ujadają i się czasami pobawią, ALE NIE PODLATUJĄ BEZ POZWOLENIA SIĘ BAWIĆ. To jest ta jedyna różnica.
-
Tak samo pewien treser, COAPE i stratatate, koniecznie chciał udowodnić, że agresja Happy to wina tego, że się "denerwuję" - chociaż ja naprawdę nie robię halo z jej agresji, staram się unikać takich sytuacji jakt mogę, ale jak się mleko rozleje, to nie dostaję histerii. Wziął ją na smycz, idzie na luzie, mija ich pies i jak z mordą nie wyskoczyła, o mu prawie rękę urwała. To było ze 3 lata temu, teraz nie ma takiej opcji. Nie zawsze spokój ma coś do rzeczy. Są psy tak przerażone, nie widzącego w człowieku ŻADNEGO oparcia (równie dobrze gumową lalkę na drugim końcu smyczy można by im przypiąć), przekonane, że muszą same wszystko załatwiać, że w nosie mają spokój czy niepokój przewodnika. A myślisz, że ile agresorów właśnie wzięło się z takiego spokojnego, niehisterycznego puszczania ich jako szczeniaków? Cóż - bardzo, bardzo, bardzo dużo.
-
No tak! Nikt z nas nie szkoli lepiej od Ciebie, wiesz jak postępujemy z psami, blablabla, powiedz mi jeszcze jaką miałam średnią i co tam wiesz :evil_lol:
-
Chyba czegoś nie doczytaliście odnośnie mojego ćwiczenia BAT: [COLOR=#000000]"No i żeby było jasne. Ja nie robię BATa przy każdym psie, bo też uważam, że jeśli drugiego psa to za bardzo rajcuje, to się męczy i nie będę go wykorzystywać. Jeśli widzę, że mu to zwisa, albo [B]nas nawet nie widzi[/B], to nie uważam, aby to był problem." Serio, zazwyczaj czekam, aż pies nas minie i wtedy dopiero zaczynam ćwiczyć. Nie czytajcie wybiórczo. Dardamell, kiedyś pracowałam z takim idealnym schroniskowcem. Wariat do potęgi n-tej, radosny, czteroletni szczeniak :) ale z Happy po prostu zachował się książkowo, pierwszy raz w życiu coś takiego widziałam - stał, patrząc się na mnie, a ona w tym czasie obwąchiwała mu tyłek. To był pierwszy pies od 7 lat, który dał Happy się ze sobą zapoznać, nie wymagając od niej tego samego. Po prostu poezja, omal się nie popłakałam ze wzruszenia :) najśmieszniejsze były akcje, kiedy leciał na nią i w ostatniej chwili sobie przypominał, że "oj, to nie ten pies do takich zabaw". Właśnie z takimi psami jak Twoja suka Happy jest szczęśliwa i nie ma potrzeby pokazywać kłów.[/COLOR]
-
Beatrx, u Happy to niestety nie poszukiwanie przyjemności a odzyskana nadzieja, że da się z psem dogadać z zachowaniem pewnych granic jak odległość - w ramach wspólnych ćwiczeń, zabawy, albo szukania smaków ;) niestety jak już przychodzi do rzucenia się, to przyjemności w tym nie ma, tylko desperacja. Ale to jest dokładnie ten sam schemat, co u psa Twojej znajomej. Drogi Cały Świecie, przepraszam, że mój pies zaczyna wierzyć, że możesz być bezpieczny i fajny. Spike, w żadnym zdaniu nie dałam do zrozumienia, że znam Twojego psa lepiej niż Ty, natomiast Ty mi wmawiasz, że Twój by mi tak pomógł, że hej ho :) Aha, i pewnie jakbym próbowała odwrócić uwagę mojego psa od Twojego, żeby się nie rzucił, zabawą, to też bym szczuła? No tak - teraz szczucie to ćwiczenie i odwracanie uwagi, natomiast bezpośredni atak to luz :evil_lol: No i swoją drogą - BAT to nie jest jakiś tam wymysł szalonych ludzi. Warto się zastanowić, czy ludzie nie mają większych problemów do przepracowania z psem. Skoro masz wychowanego psa, to jedno słowo i jest przy Tobie - co to za problem? I nie mów mi, że nic Ci do tego. Mogę ja Ciebie nie obchodzić, ale komfort ćwiczącego psa mógłbyś wziąć pod uwagę. No i żeby było jasne. Ja nie robię BATa przy każdym psie, bo też uważam, że jeśli drugiego psa to za bardzo rajcuje, to się męczy i nie będę go wykorzystywać. Jeśli widzę, że mu to zwisa, albo nas nawet nie widzi, to nie uważam, aby to był problem. Ale skoro dla Ciebie nie jest problemem, że Twój pies narusza czyjąś przestrzeń osobistą (no tak - bo Cię nie uprzedził, że sobie nie życzy), to dlaczego tak się wkurzasz, gdy piszę o ćwiczeniu na Twoim psie?
-
Po pierwsze, nie znasz mojego psa lepiej niż ja. Po drugie, powtórzę się: [COLOR=#000000]Jeszcze tylko mi powiedz, jak np. ktoś by ćwiczył BAT, czyli: pies stoi, wpatruje się w dany obiekt (Twój pies) i właściciel czeka na jego decyzję o powrocie, pies to wykonuje, powtarzają to kilka razy. Cóż, to jest ewidentne zainteresowanie czyjegoś psa Twoim, ale [/COLOR][B]nie jest równoznaczne z chęcią na bliski kontakt. Czyja to wina? Psa, że stara się kontrolować swoje reakcje? Właściciela, że chce go wyprowadzić na prostą, bo rozumie, że się męczy? A może Grishy Stewart, że wymyśliła taką metodę dającą innemu psu mylne sygnały?[/B]
-
Tak samo uwielbiam, jak mam smutną/wesołą minę i przypadkowa pani z autobusu pyta się mnie, o co chodzi.. no i masz - a co jej do tego? I co Twojemu psu do tego, że mój się cieszy? Wiesz, po 4 latach Happy zaczyna lubić świat. Miała zostać uśpiona, ale udało się do tego nie doprowadzić. A takie psy jak Twój tylko jej przypominają, że lepiej jest jednak za bardzo nikomu nie ufać i reagować agresywnie zawczasu. I nie chcę, żeby Happy musiała kogokolwiek atakować.Fakt - lepiej było 4 lata temu, jak darła mordę na wszystko z odległości 100 metrów. Żyła w stresie, w kagańcu i była perspektywa uśpienia, ale lepsze to, niż radość na widok psa która może się obrócić przeciwko niej, prawda? Jeszcze tylko mi powiedz, jak np. ktoś by ćwiczył BAT, czyli: pies stoi, wpatruje się w dany obiekt (Twój pies) i właściciel czeka na jego decyzję o powrocie, pies to wykonuje, powtarzają to kilka razy. Cóż, to jest ewidentne zainteresowanie czyjegoś psa Twoim, ale [B]nie jest równoznaczne z chęcią na bliski kontakt. [/B]Czyja to wina? Psa, że stara się kontrolować swoje reakcje? Właściciela, że chce go wyprowadzić na prostą, bo rozumie, że się męczy? A może Grishy Stewart, że wymyśliła taką metodę dającą innemu psu mylne sygnały?
-
Moja Happy cieszy się na psy i lubi na nie patrzeć. Więc, jak pisałam, wysyła 100% pozytywnych sygnałów. Kończy się to w ułamku sekundy, nie wcześniej, gdy pies to wykorzysta i jest przy nas. I co? To moja wina, że wyprowadziłam na taki etap agresywnego psa i mam za to płacić? NIE - bo tak samo jak dziecko ma prawo przypatrywać się temu fajnemu, sztuczkującemu psu, tak samo mój pies ma prawo oglądać innego pieska. I nie uważam, że zainteresowanie dziecka należy zrównać od razu z tym, że chce się witać z pieskiem, bo zazwyczaj nie chce. Ja jak widzę, że ktoś woła swojego psa od zabawy z moim, to wołam mojego albo usadzam. Czyli ułatwiam tamtemu rezygnację z zabawy i powrót do właściciela. To jest tylko jedna komenda, żadne wielkie wyrzeczenie. Strach się bać, jak to nazwałeś, "wyrazić zainteresowanie" w takim razie, skoro dla Ciebie jest to równoznaczne z chęcią na nie wiadomo jakie spoufalanie się.
-
Idę sobie spokojnie ulicą, pies na luźnej smyczy, zmierzamy sobie żwawym krokiem do przodu, i jestem księżniczką bo nie chcę odciągać psa kiedy Twój podbiega? Sorry, ale nie mam obowiązku informowania facetów mijających mnie na ulicy, czy mam ochotę się całować, czy nie. Podobnie jest z Tobą i Twoim psem. To już co, pies idący na luźnej smyczy i właściciel wierzący w ideę przestrzeni osobistej nie ma u Ciebie prawa bytu i jest księciem? Dlaczego mam narażać mojego psa na dyskomfort napinając smycz i odciągając go z Twojego powodu?
-
spike, odpowiesz co uważasz na temat DINOS? ja nie mam ochoty odciągać psa i dopiero tym dać Ci sygnał, że coś jest nie halo.. a moja Happy, co pisałam wcześniej, po 4 latach pracy CIESZY się na psa, merda ogonkiem i się wdzięczy, co NIE OZNACZA, że chce się witać bezpośrednio pysk w pysk. I to Twój pies mógłby mylnie odczytać, Ty zresztą też.
-
A może.. treibball? :D
-
Ale tutaj chyba trochę o agresję chodzi. Gdyby w ramach ćwiczenia przed nagrodą-śladem można było przepracować jakąś samokontrolę i inne przydatne rzeczy, to wtedy może i agresja stałaby się do opanowania. Inaczej nie sądzę, by Maron się tak zastanawiała nad tym, jak psa skusić do ćwiczenia, tylko faktycznie rozwinęłaby go w tropieniu a w reszcie zachowań akceptowała ;) czego z agresją niestety nie zrobisz.
-
Jeszcze tylko bym chciała, żeby wypowiedział się o DINOS :)