Jump to content
Dogomania

klaki91

Members
  • Posts

    1621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by klaki91

  1. [quote name='betty_labrador']Nie no, ja nie uważam że tylko żywienie ma wpływ na wszystko co sie dzieje z psem. Tez znam historie gdzie na chappi psy były długowieczne. Ale to wyjątki. oczywiscie środowisko w którym sie zwierzak obraca ma duży wpływ na rozwój-wolna przestrzeń, pola, łąki lub chodzenie po betonie na smyczy w dużej mierze (chociażby na powstanie lub nie-dysplazji) , ruch czy brak ruchu itd Co do psów na wsi, ktore dlugo żyły na syfie może to prawda, że niektore dają radę, ale to też żyją właśnie w otoczeniu wolnym od spalin, hałasów , betonu itd. Jednak nie maja odpowiedniej opieki wszystkie, i podsumowując- ile psów na wsi tak traktowanych przezyje 15-20lat? nieliczne, jednostki. U mnie jak obserwuje, psy na łańcuchach czy w kojach ciagle sie wymieniaja, co kilka lat są inne. Wcale długo nie żyją. Tylko na niektorytch podworkach psy są latami, mimo że pewnie jedza resztki ze stołu to nie są na uwiezi, maja jakis komfort psychofizyczny. I to jest ta różnica. Ja to przynajmniej tak widze. No i nie mówie że dobra sucha karma jest be przy rozwoju psa ale musi byc naprawde lepsza. No i geny to duża podstawa. Moja Tosca była od szczeniaka na royalu, pozniej bento cronen-wtedy nie wiedzialam o Barfie, nie mialam pojecia o dobrym zywieniu psow i jak Ty Luzia bałam sie żeby czegos jej nie brakowalo. Wyrosła na tym, teraz na Barfie i trzyma sie na tym bardzo ok.[/QUOTE] Ale już nawet niekoniecznie chodzi o psy na wsi :) dużo psów mieszkających w blokach nie jada dobrej jakościowo karmy a żyje i to długie lata. Ile jest starszych osób, które chodzą sobie na spacery ze swoimi wiekowymi kundelkami (często spotykam takie które mają 15, 16, a nawet 18 lat) karmionymi na prawdę syfem bo resztkami z obiadu czy własnie typowymi marketowymi karmami :) zanim do Polski nie dotarły odpowiednie karmy, wiedza dotycząca żywienia, masa psów była karmiona syfem, szczeniakom podawano mleko z rozmoczonym chlebem, dorosłe jadły kaszę z resztami z obiadu, czasami im gotowano żarcie ale bez dodawania jakichś witamin czy innych suplementów. I te psy żyły na prawdę długo. Ja raczej sie obracam w kregu osób, które mają zerowe pojęcie o żywieniu psów, na mnie się patrzą jak na wariatkę jak usłyszą, że mój pies żre drogą karmę (która swoją drogą nie ma super składu), a psy tych osób żyją sobie bezproblemowo, długo, jedząc karmę typu Pedigree. Więc dla mnie te zwierzaki nie stanowią wyjątków ;) Choć rzeczywiście szybciej coś się działo zawsze psom rasowym karmionym w taki sposób. Ale nie wiem na ile to kwestia żywienia :)
  2. U mnie suka też wymiotowała, na początku zwłaszcza z nerwów i nic nie pomagało. Ani cerenia, ani lokomotiv, aviomarin i cocculine czy jak to się tam pisze- wręcz jeszcze szybciej rzygała jak cokolwiek dostawała. Jeździłam z nią autobusami, samochodami i udało się stres ogarnąć na tyle że wytrzymuje te 40 minut jazdy bez rzygania a potem sie niestety zaczyna. Nauczyłam się chwytać rzygi w locie, wyłapywać momenty kiedy się zacznie jazda z psim żołądkiem i teraz podróż samochodem 4 h znosi całkiem nieźle, może 2 razy sobie rzygnie a później spi :eviltong: Druga suka rzygała tylko za szczeniaka, ale później się jej polepszyło, pewnie właśnie ze względu na cotygodniowe dłuższe wypady samochodowe- po prostu pozytywne skojarzenie. Mało jest raczej psów u których choroba lokomocyjna to rzeczywiście typowa choroba lokomocyjna, u większości to kwestia stresu Na pewno psom z chorobą lokomocyjna lepiej się jeździ pociągami bo ruch jest jednostajny. U mnie suka w pociągu nigdy się nie zrzygała a na początku też się mocno jazdą stresowała.
  3. [quote name='Ania :)']Dokładnie. [B]klaki91 [/B]spróbuj karmić syfem jakiegoś duzego molosa, chociażby doga niemieckiego. Gwarantuję, że po kilku miesiącach w fazie wzrostu będzie miał pokrzywione łapy właśnie przez niedobór odpowiednich witamin i karmy. Poza tym witam się i chciałam napisać, że młoda jest bardzo fajna :) Z ostatniego zdania wnioskuję, że chcesz by młodej uszy stały ?[/QUOTE] Pseudo dog mojej sąsiadki żarł od dzieciństwa chappi i nie dość że nie miał rozjechanych pokrzywionych łap to jeszcze dożył 13 lat a to się rzadko zdarza nawet wśród rasowców, więc sorry :cool3: nie uważam po prostu że tylko karma ma wpływ na zdrowie psów w kontekście długości życia, tu się zbiega kilka(naście) róznych czynników no i mowa była raczej o długości życia (przynajmniej ja to tak zrozumiałam), a nie o kwestii budowy ciała, zębów, skóry czy sierści, bo to oczywiste jest akurat
  4. [quote name='Pani Profesor']O cholera, dziewczyny,to on mi oszaleje - jest domatorem, na spacerach zajmuje się wszystkim, tylko nie zabawą (no, piłeczką, ale nie zawsze jest go gdzie spuścić) - jak mu skasuję skarpetę, to będzie się walał osowiały z kąta w kąt, zupełnie, jak teraz :shake: bo nie biorę od niego zabawki od rana i nie ma co robić. Nie wyobrażam sobie żadnego 'zachowania zastępczego', bo co ma robić w domu? Caaaały dzień, poza czasem spacerowym, przespać? :confused: (a nieraz zdarzy się dzień pt."3x siku wokół bloku i chwila z piłką"). Wczoraj go przymierzałam do niby-konga, z którego wypadają smaki w trakcie turlania - trochę ogarnął, więcej, niż zazwyczaj przy zabawach logicznych :D ale nie wiem, czy to może być jako zajęcie w domu zamiast skarpety.[/QUOTE] Masz trochę błędne przekonanie jeśli chodzi o kwestie organizowania psu czasu :) pies w domu ma spać. Ma mieć swoje miejsce do spania (najlepiej klatka), ma umieć się wyciszać. Poczytaj o crate games. Nie rozumiem czemu tego skarpetowatego szarpaka nie możesz brać na spacer zamiast piłki. Skoro pies jest na niego mega zakręcony to czemu nie pobawić się w szarpanie na spacerze? A w domu szarpak do szafy i tylko raz na jakiś czas wyciągać, 3 minuty się podrażnić i schować z powrotem tak żeby nie widział. Rób wszystko żebyś wydawała mu się najfajniejszą "rzeczą" na spacerze. I spacery staraj się urozmaicać. Rozumiem brak czasu i wychodzenie przez kilka dni na dosłownie kilkanaście minut dziennie, ale postaraj się raczej chodzić na 2 spacery typowe dla wysikania psa (tak 15-20 minut) i jeden porządny, długi (godzina-dwie-trzy jesli masz czas) połączony z ćwiczeniem komend, ogólną musztrą, zabawą. Nie pozwalaj mu na zajmowanie się czym chce, postaraj się najpierw wyrobić sobie z nim jakąś więź- dopiero potem wprowadź zupełnie lajtowe spacery na których będzie mógł sobie polatac i pocudować a Ty go tylko będziesz obserwować spacerując ;) W domu się śpi, odpoczywa, je i żuje kości ;) możesz mu pokupować gryzaki i dawać do memłania, to psy zajmuje na dość długo i pozwala też się wyłączyć na jakiś czas. Jeśli pies lata po mieszkaniu i ciągle zachęca Cię do zabawy albo sam dostaje fizia to niedobrze.
  5. [quote name='Yuki_']Wróciłam z Pobierowa z wakacji. I teraz tak: Jedni mówią na widok naszych trzech psów "Uważaj, bo cię pies ugryzie"-do dziecka "Trzymaj go bo idą agresywne/groźne psy"-jak ktoś idzie z rodziną i ma małego pieska (najczęściej był to york) A drudzy się zachwycali, [B]nawet przyjezdni niemcy :)[/B] Międzyzdroje jest w miarę fajne, bo co chwilę fontanna i psy mogą się napić, ale plaża od centrum dla psów znajduje się dopiero jakieś 4 km od centrum. Świnoujście też spoko, była jedna wielka fontanna i psy mogły się napić. Ale psy przeraziły się promu. Szczecin taki sobie. W Kołobrzegu była Figa, było nieźle. Ale w Pobierowie można było spokojnie iść brzegiem na plaży do miasta z psami. Dodatkowo na mieście były poustawiane miski z wodą dla psów. Co druga restauracja miała miskę.:) I wiecie co? Na naszych psach mogliśmy spokojnie zarobić ok. 200 złotych. Wszyscy przystawali, robili zdjęcia, głaskali. Na pewno zarobiłyby szybciej niż ta kapela która stała na chodniku i grała:mdrmed: Zszokowało mnie: w Szczecinie i w Dziwnowie spotkałam buldożki francuskie na wielkich kolczatkach.:shake:[/QUOTE] Niemieccy emeryci są super! U mnie (w K-g) jak idziesz z jakimkolwiek psem, choćby był najbrzydszy na świecie to zaraz się uśmiechają, zagadują, cmokną, powiedzą jakieś "słodziak" i są mega sympatyczni w tym wszystkim :cool1:
  6. [quote name='a_niusia']ja tam faworyzuje moja najstarsza suke. przyznaje sie do tego.[/QUOTE] u mnie to się skończyło bójkami, młodsza próbowała ze wszystkich sił zdegradować starszą przeszło dopiero jak zaczęłam je traktować jak bliźniaki
  7. [quote name='Pani Profesor']Prędzej piłka na sznurku, bo to zawsze piłka ;) a szarpak to ma w domu i to jest wspomniana skarpeta do mordowania. Nawet teraz mi wciska w nogi, żeby się z nim pobawić :D O barowaniu wczoraj czytałam ile wlezie, już rozumiem, próbujemy :) dziś nie spotkaliśmy jeszcze żadnego psiura, ale sprawdzę tę metodę na pewno.[/QUOTE] Ja bym na Twoim miejscu dom traktowała jako miejsce odpoczynku. Pies w domu śpi, a nie się nakręca bez sensu. Zabawy, szaleństwo- wszystko na dworze.
  8. [quote name='betty_labrador']a nie sądzisz że Acana lepsza w składzie? I do tego co mówisz czyli że nic sie nie stanie jak przez rok poje suchą karmę-może nie, ale... przecież to co jemy(i zwierzęta) nie jest bez znaczenia bo kumuluje sie w organizmie powoli, powoli... To tak jak masa ludzi karmi koty , psy byle jaka karmą bo myślą że nie warto wydawać dużo na karme, skoro ją lubia i jedza, i nic sie nie dzieje, a jednak... nagle koty, psy(z przewagą na koty z tego co obserwuje) po wielu latach zaczynaja poważnie chorować-koty na nerki, guzy, psy na nowotwory i inne. Koty w szczególnosci są podatne na odwodnienie a jak na złość karmi sie je suchymi karmami, a później jak zachorują karmami suchymi weterynaryjnymi ... i koło sie zamyka stajkąc sie coraz bardziej ciasne i zawiłe. Ludziom oczywiscie sie tego nie przetłumaczy bo wiedzą swoje no i weterynarz wie lepiej niż jakas pani ze sklepu zoologicznego. Ja nie mówie że Twojej suni sie coś stanie, bo nie zawsze tak sie dzieje, ale może jesli sucha narazie to coś o lepszym składzie? Acana, Orijen etc ? tzn mówie o karmach bezzbożowych ;) Bedziesz na P.M w sobote? :)[/QUOTE] takie tam gadanie moja druga suka od urodzenia żre gotowane żarcie bez żadnych suplementów, czasami dostanie suchych chrupków wątpliwej jakości i leci jej 14 rok życia, ma się dobrze, w życiu na nic nie chorowała. A jej rodzeństwo w większości już po drugiej stronie W rodzinie mam jeszcze kilka innych takich przypadków, ironia losu że najszybciej zmarła suka ONa karmiona dobrze zbilansowaną karmą ściąganą specjalnie zza granicy. Jeśli psy karmione dobrymi karmami dożywają takiego wieku jak psy karmione "syfem" to chyba jednak nie jest to jedynie kwestia żywienia ;) wiadomo, że odgrywa dużą rolę, ale moim zdaniem bardziej w sensie jakości kłaków, skóry, zębów, może przyczyniać się do zachorowania ale niekoniecznie je powodować
  9. [quote name='a_niusia']ja mam stado 3 suk i zadna nie jest wysterylizowana. jest to bardzo dziwne stado, bo [B]demokratyczne-nie ma szefa. ja jestem szefem[/B] (a moj chlopak mowi, ze on):))) ale funkcjonujemy super. nie ma zadnych nerwowych sytuacji. kady wie za co, od kogo moze oberwac.[/QUOTE] u mnie to samo! nie jestem w stanie ocenić czy któraś jest "wyżej" czy "niżej", one po prostu szanują siebie nawzajem, czasami jedna drugą opieprzy za coś ale nie ma czegoś takiego, że jedna czy dwie są dominujące, a pozostała część uległa i stłamszona jedzą równocześnie, smakołyki dostają też równo, nie faworyzuje żadnej, nie pozwalam na jakąkolwiek zazdrość (a ruda ma takie zapędy) nie wiem gdzie ta hierarchia tak niby typowa dla psiego stada, u mnie nie ma żadnej alfy albo ja tego nie widzę :roll:
  10. [quote name='Fauka']Bosz, baby są walnięte. Może jednak wezmę jakiegoś kawalera :diabloti: choć nie wiem czy Lary by go pokochał.[/QUOTE] Baby są super :loveu: ja tylko suki będę mieć, może i mają swoje humory ale jak trzymasz zgraję silną ręką to masz miziaste, kompletnie bezproblemowe stadko :loveu: tyle że u mnie 2 są po sterylce, a trzecia która przyłącza się w okresie wakacji nie....i ona ma największe humory z całej gromadki :roll:
  11. [quote name='Fauka']Suki tak mają :roll: Mnie zawsze łatwiej ocenić innego psa niż sukę i nigdy nie puściłam Larego do obcej suki "bo przecież to suka, będą się lubić". Wczoraj na nas wyskoczyła mała sucz, byłam pewna że to szczekaczka do momentu aż złapała Larego za fafle... Właściciel na szczęście złapał ją za ogon zanim nie skończyło się to gorzej.[/QUOTE] Wśród ludzi dalej króluje dziwne przekonanie że suka sie z psem dogada a z inną suką niekoniecznie. Pamietam wielkie oczy rodziców mojego faceta jak uslyszeli ze 3 suki mam w domu i normalnie funkcjonują razem- przecież powinny sie żreć non stop :roll: Ja mam wrażenie, że moja sucz jest les, bo ją psi faceci na prawdę wpieniają.
  12. Alise a co robisz żeby nie miała zacieków? Czy to może kwestia osobnicza?
  13. A ja jedną moją sukę hamuje gdy zaczyna się "bronić". Ale to wynika z tego że u niej jest bardzo cienka granica między obroną a gnojeniem. Długi czas zamiast stosować inne sygnały po prostu bez ceregieli sie rzucała na innego psa próbując go poszarpać. Albo na zwykłe, zupełnie nienachalne podejście reagowała od razu silną agresją lękową powodując u innego psa WTF na ryju. Dużo czasu zajęło mi uświadomienie jej że jest jeszcze masa innych możliwych zachowań między "nic nie robieniem" a "rzuceniem się i trzymaniem psa za kark". Najbardziej mnie bawi jak na spacerze napyszczy histerycznie na jakiegoś nachalnego "kawalera" a własciciel przerażony od razu "ojej, to też pies, tak?". I ta zdziwiona mina gdy odpowiadam "nie, suka" :roll:
  14. [quote name='IZMADO'] A barowanie też stosujemy, żałuję, że już nie tak często - muszę to zmienić. Łaziłam z Janką na przystanek autobusowy i kiedy widziałam zbliżający się autobus, dawałam jej pasztet we flaku, ona go ciamkała, przyssawała się, więc autobus nie robił na niej wrażenia. To samo było przy ulicy z jeżdżącymi tirami. Jak tylko widziałam, że coś głośnego nadjeżdża - dawałam jej pasztet do ryjka. Jest lepiej, ale nie idealnie, bo nadal potrafi odskoczyć lub skulić się kiedy usłyszy hałas.[/QUOTE] Robiłam to samo :cool1: siadałam na przystanku autobusowym, podjeżdżał autobus- od razu żarcie do mordy- odjeżdżał-koniec żarcia. Do tego jak już nauczyła się sama wskakiwać do autobusu zaczęłam z nią jeździć na dłuższe dalekie spacery i po mojego faceta na dworzec jak wpadał- od razu jej się to pozytywnie skojarzyło i teraz jak jesteśmy na dworcu mega się cieszy do każdego mijającego nas człowieka i jest cała podekscytowana że zaraz zobaczy "pana" :cool1: podróże pociągiem kojarzą jej się też z wizytami w moim rodzinnym domu, więc jak tylko widzi że się pakuję i zabieram tez jej kocyk i żarcie to cała skacze z radości, w pociągu ładnie się kładzie i śpi a potem po przyjeździe odprawia szaleństwo z drugą suką w ogródku ;) jedynie sam moment wjazdu pociągu ją stresuje, aleto kwestia dźwięku- dla mnie też jest ciężki do zniesienia a co dopiero dla psa Alise- ja moją suczkę mam już prawie 3 lata, a dopiero teraz mogę stwierdzić, że jestem zadowolona z jej zachowania :) więc sporo czasu minęło zanim załapałam jak ją ogarnąć. Próbowałam barowania, ciągnięcia na chama (tak jak Ty), korekt, dużej ilości pochwał, smakołyków, zabawek, psich feromonów- i wszystko razem połączone bardzo pomogło :) co prawda nie mam psa z nastawieniem pro-psim ale juz się przyzwyczaiłam że się ruda bawić będzie tylko ze mną i z moją drugą suką a inne psy mogą nie istnieć :cool1:
  15. [quote name='Fauka']Niedawno miałam taką sytuację. Staliśmy sobie dużą grupą i doszedł facet z małym labkiem, dosłownie wszystkie psy na nim się uwiesiły, warczały, wgniatały go w ziemię łącznie z moim psem. Niestety byłam jedyną osobą która odwołała swojego psa, Lary dosyć mocno chciał młodym wytrzeć podłogę ale na szczęście wystarczyło jedno słowo by dał sobie spokój. Psy lubią podbudować sobie ego na słabszych, taka natura.[/QUOTE] moja młodsza też miała tendencję do gnojenia słabszych psów, w okresie gdy była bardzo niepewna siebie. Jest psem dominującym ale kompletnie pozbawionym pewności siebie. zresztą ja jej nie pozwalam nawet zbyt mocno obwąchiwać innego psa gdy widzę że ten drugi czuje się niekomfortowo a sytuacji w której psy się docierają w nawet znanym mi stadzie nie toleruję i nie mam zamiaru tolerować. Psy się nie muszą żreć żeby ustalić sobie hierarchię, nie muszą drugim wycierać podłogi, gwałcić najsłabsze ogniwo- choć ja moje zdanie opieram na sukach a nie na samcach. U mnie stadko złożone z 3 suk miało wieczne spięcia gdy zostały puszczone same sobie żeby "ustalić hierarchię". Tak sobie tą hierarchie ustaliły że zapanowała ostra nienawiść między dwiema a trzecia obrywała "przy okazji". Może z samcami byłoby inaczej
  16. [quote name='Alise']No niestety są ciężkie w prowadzeniu, bardzo. Każdy spacer to dla mnie jakiś tam stres niestety. I to ciągłe pokonywanie barier. Nie ma nic gorszego, niż ten strach w oczach, z błahego, nielogicznego powodu. I z jednej strony chcesz, żeby ten pies był w końcu normalny, a z drugiej widzisz te przerażenie to serce się kraja. Ale są postępy, a to motywuje. O, to życze sobie, żeby mój kolejny pies był tak zrównoważony jak Twój drugi. Bo na logike, przecież normalny pies nie musi widzieć codziennie gwaru, by nie reagować na niego strachem. Zrównoważony pies adaptuje się do każdej sytuacji i ma wszystko w nosie.[/QUOTE] Drugi pies jest po na prawdę fajnej matce (w życiu nie spotkałam fajniejszego psiska), ojciec pewnie też był spoko :cool1: no i miał dobry socjal jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, psami. Co prawda zupełnie nieświadomy ale wyszło jej to na dobre. U drugiej suczki taki socjal by nie przeszedł...no chyba że bym ją wzięła prosto od matki i rodzeństwa- a tak to już pół roku coś się w jej życiu działo i sporo napsuło :) więc widać że spore znaczenie odgrywają też geny i ogólny charakter konkretnego osobnika Ale rudzielec po przepracowaniu jej lęków jest na prawdę świetnym psem, tyle że wymaga większej uwagi z mojej strony. Normalnie mi towarzyszy w nawet najbardziej tłocznych miejscach, sama wskakuje do pociągu, tramwaju, samochodu więc to wszystko jest do osiągnięcia :) czasami jej coś odwali, jak na przykład dzisiaj na wieczornym spacerze wystraszyła się żula który się na nas zatoczył i odskoczyła na całą długość smyczy drąc ryja. Ale wiem już jak do niej dotrzeć, jak Ty się dowiesz jak dotrzeć do swojej to na pewno spacery staną się samą przyjemnością :) Mi sporo czasu zajęło wyluzowanie się na spacerach. Każdy mijający nas pies powodował u mnie stres, było mi mega głupio jak znowu coś odstawiała, zaczynała się drzeć itd.
  17. klaki91

    Aston

    stwierdzam że mogłabym zrobić miejsce w mojej liście wymarzonych ras dla bearded collie :loveu:
  18. [quote name='Alise']Jestem zawzięta, ale co mogę zrobić więcej niż chodzenie z nią w te straszne dla niej miejsca?[/QUOTE] Nic ponad to :) to po prostu kwestia przyzwyczajenia psa. Z tym że to chodzenie musi być regularne niestety, jeśli nie masz takiej możliwości to nic nie poradzisz ;) Moja się panicznie bała przejść podziemnych, ludzie sie ze mnie smiali bo szłam a pies taki capnięty do ziemi się czołgał jak najszybciej potrafił, z obłędem w oczach i piszczeniem :roll: Lękliwe psy są ciężkie w prowadzeniu. Dla porównania- druga suka jest typowo wiejskim psem, przez całe życie do miasta jeździła tylko do weterynarza który w dodatku znajdował się na przedmieściach. Jako szczeniak nie miała żadnej styczności z prawdziwym ruchem ulicznym, jedynie samochody przejeżdżające przez moją wieś. Pamiętam jak po 5 latach wzięłam ją na spacer w same centrum miasta...i co? i nic, normalnie sobie łaziła i obwąchiwała chodniki, zero stresu.... :roll: ostatnio to samo....a też od ostatniej przechadzki po centrum minęło koło 3 lat Z kolei ruda mi cyrk odstawiała jak po 2miesiącach wakacji na wsi trafiła z powrotem do miasta.... trzeba było znowu ją przestawiać na nowe tory, bo znowu obłęd w oczach bo koło niej przejechała koparka..
  19. [quote name='Floriska'][B]Klaki91 [/B]piesek na filmiku jest świetny, jak lisek! ^^ i ta biała końcówka ogonka :loveu: [B]Motylek1007[/B]wydaje mi się, że dużą rolę ma godzina ostatniego spaceru. U Ciebie to 20:30 jakby była tak.. 23 pewnie pospałabyś dłużej ;) Co do spania to mój Papiś również śpi do tej co ja. Ostatnio tak do 9. Generalnie jestem strasznym śpiochem, chociaż spacery na początku o 5-6 na szybkie siku też coś w sobie miały :) Mi było zimno i jemu :loveu: szybko wracaliśmy do domu i do 10 dalsze spanko :lol: Zobaczymy co z niego wyrośnie, czy też będzie śpioszkiem bo [B]Alise[/B] i [B]Klaki91[/B] zazdroszczę ![/QUOTE] łe tam, zwykły rudy kundel :evil_lol: w życiu bym nie pomyślała że sobie takiego szczura wezmę pod dach, miałam brać innego szczeniaka z boksu ale mi go zwineli sprzed nosa :roll:
  20. [quote name='Sybel']Tak tak, bo pieski mają baaardzo wyraźne zasady savior vivru, mhm :) I bardzo wyraźne poczucie cudzego chamstwa... Jeśli pies kozaczy agresywnie, jak mój, co wynika z jego trudnej przeszłości, nie mam oporów, by inny, znany mi i odwoływalny pies wytarł nim glebę. Mój pies ma wiedzieć, na co moze sobie pozwolić, a na co nie, bo kiedyś wystartuje na kogoś, kogo nie będę znała i zamiast wsmarować go w grunt, pies przerobi go na tatara. Odrobina uległości na stare lata mu nie zaszkodzi.[/QUOTE] A ja nie szukam terapeutów w postaci innych psów tylko sama sie biorę za uświadomienie mojego psa że się nie kozaczy. I uwaga!- jest to wykonalne [quote name='Pani Profesor']I właśnie z taką cichutką nadzieją puszczałam Patryka do laba TŻ-ta... że może w labie odezwie się honor i nie pozwoli na te kopulowanie, warczenie, przeganianie...niestety, marzenia [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_rolleyes.gif[/IMG] a mój pieseczek dalej nie dostał od nikogo sugestywnej 'uwagi', że powinien trochę zejść z tonu. Oczywiście nie jestem chora psychicznie i nie puszczę go na obcego agresora, wiedziałam, że lab to pipka, ale nadzieja, że go lekko sprowadzi na ziemię jako starszy pies na swoim terytorium była... była [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_biggrin.gif[/IMG][/QUOTE] miałam taki epizod w wychowywaniu mojej suki i przyniosło więcej szkód niż pożytku ;)
  21. [quote name='Alise']Poza domem tak. I zgodzę się tu z większością - nie ma nic gorszego niż lękliwy pies. Jest duża poprawa, odkąd ostatnio o tym pisałam. Minęły 2 miesiące, wtedy pies bał się wychodzić na ogród. Teraz na ogrodzie jest pewna siebie, sama chodzi, poszczekuje sobie. Nie chce wracać do domu, ciągle by tam przesiadywała. Przedtem będąc na ogrodzie, kiedy usłyszała choćby w oddali kosiarkę, jakieś pukanie narzędziami, samochód ciężarowy - biegiem do domu, przerażona. O spacerze nie było mowy. Wzięłam sobie do siebie rady od was z forum i nie ustępowałam jej. Teraz stukanie, pukanie i inne odgłosy ją nie przerażają, nieraz trochę nasłuchuje, ale przeważnie traktuje je jako tło. Spacer jest możliwy jedną trasą - polną drogą, za moim domem, przy domkach jednorodzinnych, tam ma swoich psich kolegów, którzy ją uwielbiają. Tam chodzi pewnie, bo to jest z dala od ruchliwej ulicy. Kiedy wychodzimy na drogę obok - pies wyłącza się, zapiera, chce biegiem do domu. Na mieście jakoś idzie, ale przestraszona. Generalnie 1/3 spacery ciągnę ją za soba. Poza tym wychodzeniem do ludzi, to jest najnormalniejszym psem na świecie. W domu nie wykazuje lęków. Nie boi się ludzi, kocha wszystkie psy i koty. Ma już pół roku, więc pewnie jej tak zostanie. A szkoda, bo mam rewelacyjne tereny spacerowe (jezior i stawów od wyboru do koloru, lasy, łąki), wolny czas i byłoby pięknie. Najgorsze jest to, że nawet tutaj ludzie zarzucali mi, że to moja wina. Mój pies miał pełen socjal, nie mogę sobie nic zarzucić. Była zabierana wszędzie, na każdy, nawet krótki wypad na miasto, nad jezioro całe lato, była nad morzem, widziała duże psy, małe, każdy rodzaj pojazdów, zabierałam ją do większych miast i długo by tak wymieniać.[/QUOTE] Bardzo możliwe, że mała jest lękliwa "z natury". Ale nawet lękliwy pies może nauczyć się życia w mieście. Uciekanie przed samochodami, lęk przed ruchem ulicznym- to nie jest kwestia samej lękliwości ale złej socjalizacji. I jak najbardziej jest do przepracowania ;) Gorsze problemy ludzie z psami mają, trudniejsze do odkręcenia ;) Socjalizacja lękliwego psa jest też o wiele trudniejsza od socjalu pewnego siebie szczeniaka. Wymaga dużego wyczucia, zachowywania odpowiedniego dystansu żeby nie pogłębić lęku, odpowiedniego w czasie pozytywnego wzmocnienia ;) Mówiąc prościej- zwykłemu, pewnemu siebie szczeniakowi "wystarczy" samo zabieranie go wszędzie ze sobą, umożliwienie mu poznania różnych miejsc, ludzi, psów. Z kolei szczeniak wrażliwy, lękliwy, niepewny siebie wymaga bardzo rozważnej socjalizacji, przeprowadzenie jej w taki sam sposób jak u wyżej opisanego psiaka może skończyć się tylko pogłębieniem lęku. Też mam strachulca i były niesamowite problemy z nią na początku bo oprócz lęku przed ruchem ulicznym (i to była panika, pies się cały motał na smyczy żeby wyrwać łeb z obroży), dochodził lęk przed wystrzałami (wystarczyły odgłosy budowy), przed ludźmi (atakowanie i oszczekiwanie) no i przed psami (agresja lękowa). Do tego panicznie bała się autobusów i pociągów.....a ja samochodu w Poznaniu nie mam....w dodatku jak się ją władowało na siłę do autobusu to rzygała po kilku minutach podróży.... wymarzony pies do miasta mi się trafił :evil_lol: była wtedy w tym samym wieku co Twoja suczka. i wszystko udało się przepracować, było ciężko, ale na pewno nie jest prawdą stwierdzenie, że "pewnie tak zostanie" :) jak się zaweźmiesz to się uda, serio, musisz tylko w to uwierzyć i nie zrażać się opinią innych osób :)
  22. [quote name='motylek1007']ja bym nikomu nic nie obcinała ;P[/QUOTE] ja tylko ogony pinczerom średnim i bokserom, reszta podoba mi się w wersji bio :cool1:
  23. [quote name='Alise'] To możemy sobie przybić piątkę, u nas tak samo, Tila śpi tyle co ja, lub dłużej :) A jakiego ty masz psa w ogóle?[/QUOTE] Zwykłego rudego kundla ze schroniska w Poznaniu :cool1: o takiego: [URL]http://www.youtube.com/watch?v=bn7JnhEoEAY&feature=youtu.be[/URL] a druga suka (mieszaniec sznaucera olbrzyma) jest w moim avatarze, razem ze mną ;) ja wierzę, że masz taki ładny trawnik bo u mnie w ogrodzie też jest podobny :) ale Twój jednak bardziej zadbany, u mnie czasu nie mają tyle :)
  24. [quote name='Alise']Oo, wątek dla mnie niestety.. :shake:[/QUOTE] z małej dalej strachulec?
×
×
  • Create New...