Jump to content
Dogomania

Madie

Members
  • Posts

    2372
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Madie

  1. Gryf, dziękuję. Najciężej jest chyba mojemu Bratu. Odkąd wyjechałam na studia ( Tula miała trochę ponad rok) był dla niej wyrocznią, kochała wszystkich ale tak naprawdę należała tylko do niego. Teraz uświadomiłam sobie, że mamy bardzo mało zdjęć Tuli. Nawet nieżyjący już Atos miał więcej fotek niż ona. Z tylu lat wygrzebała od szczeniaka zaledwie 7. :(((( A teraz było by to niewłaściwie, żeby ja uwieczniać, jakoś takie niegodne. Tula, jako szczeniak zabrany ze schroniska bała się własnego cienia [IMG]http://i62.tinypic.com/33vyq0y.jpg[/IMG] Ale potem było tylko lepiej: [IMG]http://i61.tinypic.com/aww1oz.jpg[/IMG] Ostatnie zdjęcia sprzed 2 lat: [IMG]http://i57.tinypic.com/30k4l7b.jpg[/IMG]
  2. [quote name='aganela']Może załóż im obroże z kolcami? Wtedy im się odechce...mam foresto dla DONki...chyba działa i ma mocne zapięcie..druga psina ma sabunol,ale chyba muszę w kropelki zainwestować dla niej... w tamtym roku miałam advantix i działał dobrze.[/QUOTE] Aganela, nie chciałabym kupować obroży z kolcami dla szczeniorów 4 i 5 miesięcy...:roll: Są oduczane szarpania się i jest coraz lepiej, ale póki nie będę miała pewności że nie będę się żarły w taki sposób jak teraz, to wolałabym żeby nie miały możliwości wylizania takiej obroży.
  3. Ja też mam kłopot, bo pewnie zdecydowałabym się na Foresto ( nie używałam nigdy ale opis zachęca), ALE moje dwa szczyle nieustannie bawią się w "zabijanie". Tarmoszą się za obroże, gryzą, ślinią w obrębie szyji itd:roll: Jak je czymś posmaruje to te dwa dni bez tarzania się w kałużach i gryzienia dopilnuje, ale tak to boję się, że się potrują...
  4. Poza tym niepokoi mnie opis rodziców pieska...Matka wielka, a co jeśli ojciec lilipuci?:( Takie szczeniury często mają różne kłopoty np. z sercem etc.
  5. Cóż, wypowiem się tylko na temat RC Gastro Intestinal. Mój Harley, najprawdopodobniej genetycznie, został obciążony zewnątrzwydzielniczą niewydolnością trzustki. Męczyliśmy się sporo zanim została postawiona właściwa diagnoza, a wychodzenia z psem po 4 razy w ciągu nocy na tłuste śmierdzące kupy, widzenia jak sie meczy i chudnie, nikomu nie życzę. Na początku stosowaliśmy gastro i kreon do każdego posiłku. Już po 2 dniach było lepiej. Po roku, odstawilismy kreon i Harley będąc nawet teraz tylko na RC Gastro trzyma się idealnie. Dodam, że próba przeprowadzona przez babcie drugie właściciela Harleya, polegająca na podawaniu mu ludzkiego żarcia zamiast karmy, skończyła się nawrotem choroby w ciągu tygodnia. :angryy:
  6. Hej, szukając wózka dla swojej Tuli natrafiłam na ofertę Pana, który sam takie wykonuje pod konkretny rozmiar psa. Razem z dostawą wynosi to 340 zł, nie wiem czy to dużo, czy mało. Nie znam się. Wózki podobno są wykonywane z aluminium. Pan sam ma dużego psa, który jest niepełnosprawny ruchowo. Razem z przesyłką wynosi to 340 zł. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to tutaj jest link do aukcji: [url]http://allegro.pl/wozek-inwalidzki-dla-psa-i4048336501.html[/url] Ja zamierzam zadzwonić wieczorem w sprawie szczegółów.
  7. Hej, Hope szyszunia do mnie pisała o tym PW... Rozmawiałam z Bratem, wczoraj byli na kontroli u weterynarza. Dr Fabisz, sprowadził swoje wspólnika neurologa i wspólnie obejrzeli Tulę. Wieści są tragiczne. Drugi Pan doktor zbadał jeszcze Tulę odnośnie "czucia głębokiego". Do 1/4 kręgosłupa od tylnych łap nie ma go wcale. Macali ją szczypcami, nakłuwali łapy, kręgosłup, ogon. Mieli tez wyniki badań krwi - wewnętrznie wszystko w porządku, ale w porówaniu z wynikami sprzed miesiąca pogorszyły sie znacznie profile nerkowe. Dr powiedział , że to nic dziwnego, i że będzie coraz gorze (?), bo pies nie odczuwa parcia na pęcherz i się zatruwa. Fakt, teraz Tula sika tylko wtedy jak jest przekładana, podnoszona albo macana...:(((( A teraz dla mnie najgorsze. Mama dziś rano płakała jak ze mną rozmawiała. Otóż weterynarz powiedział, że nie ma sensu jeżdżenia więcej do niego na konsultacje bo on nic nie pomoże. Powiedział też, że nie licząc jeszcze dokończenia tych dożylnych sterydów należy przerwać wszystkie inne podawane leki i do nich nie wracać bo są bezsensowne i psu nie pomagają. Co więcej, i co mnie dziwi niezmiernie, zalecił przerwanie prowadzonej od samego początku rehabilitacji , bo cyt " tutaj nic nie pomoże, a koszta są ogromne". Oczywiście wprost nie zasugerował uśpienia Tuli, ale powiedział że leczył kilka takich psów i zazwyczaj kończyło się śmiercią w męczarniach z powodów nerkowych głównie. Powiedział też że cewnikowanie suki jest koszmarem i nikomu tego nie życzy. Natomiast decyzje pozostawia nam (im) i oczywiście wtedy trzeba często kontrolować krew, nie dopuszczać do odparzeń, odleżyn i dbać o sprawność przednich łap. Natomiast wg niego Tula już nigdy nie będzie chodzić, a jak patrzy na jej postępujący stan to daje jej nie więcej niż pół roku. W cuda nie wierzy. Jeśli chodzi o moją rodzinę to mimo zdruzgotania się zawzięli. Jutro odbierają wózek od rehebilitantki i zaczynają uczyć Tulkę się na nim poruszać. Natomiast przez lekarza myślą o rezygnacji z rehabilitacji, bo nie widać efektów. Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo to że nie widać efektów nie oznacza, że rehabilitacja nie hamuje rozwoju choroby, ale wg lekarza nie...:shake: Słyszę jak bardzo są zmęczeni fizycznie i psychicznie tym co się dzieje. Tula od szczeniaka była u weterynarza, poza rutynowymi szczepieniami, 2 razy. Raz z rozciętą łapą, a drugi podczas sterylizacji. Była idealnie zdrowa, 10 lat z białymi zębami bez ściagania kamienia, wszystkie wyniki badań krwi (robione od 6 roku życia) w normie. Mieliśmy nadzieję, że będzie żyć więcej niż nasz pierwszy, czternastoletni pies który już w jej wieku niedomagał. A ona ma tylko 10 lat :((((( Rodzina mówi, że to ostatnie zwierze w domu jeśli jej sie coś stanie. Że nikt jej nie zastapi, nie chcą nikogo innego i to tak cholernie niesprawiedliwe, że na psa się chucha i dmucha i dba a załatwia ich genetyka. Nikt sobie nie wyobraża domu bez niej...:(
  8. Klatkę mamy trochę ponad tydzień. Sprawdza się u nas znakomicie: dziewczyny albo obgryzają wspólnie smakołyki w klatce, albo biją się w niej, o te smakołyki, albo wykorzystują jako miejsce do spania. Panda wchodzi do klatki jak nie chce się bawić z Sadzą, obraca się dupą do wejścia i ogryza kość/piłkę/sznur. Także wyjątkowo smaczne kąski są przez nią od razu przynoszone do klatki i tam zjadane. Kiedy chcemy rozdzielić dziewczęta, w klatce ląduje Sadza. Dlaczego? Otóż Sadza to pies święty i spokojny. Można ją bez kłopotu zaprosić do klatki, zamknąć drzwiczki i bez protestów zostaje jak długo trzeba. Żeby jej tę klatkę osłodzić dajemy do środka coś wyjątkowo smacznego, np. suszone żwacze. Panda niestety ze względu na swoją siłę i gabaryty potrafi prawie wyjść z drzwiami:roll: Może to kwestia słabych zamków, więc nie chcą jej zniechęcać powoli kontynuujemy naukę z zamiarem nauczenia jej nie walenia w drzwiczki w formie zabawy. Za to Sadza upodobała sobie klateczkę w jeszcze jednym celu:)))):loveu: [IMG]http://i62.tinypic.com/2lvy6mu.jpg[/IMG] Tak wyglądała przed naszym dzisiejszym wyjście do pracy. Za to Panda woli kafelki w kuchni: [IMG]http://i58.tinypic.com/2z8ud78.jpg[/IMG]
  9. Hej, dzięki. Tak też słyszeliśmy, w sensie że działanie może być nieco opóźnione. Tula od samego początku jeździ codziennie na rehabilitacje. Trenuje w wodzie, na piłce, ma masaże, rozciąganie. Myślę, że teraz Pani Fizjoterapeutka zmieni zestawy ćwiczeń na inne jeśli będzie to konieczne. Niestety...Ostatnio przestała kontrolować mocz i kał, co jeszcze miało miejsce na początku choroby. Pieluchy zazwyczaj nie zdają egzaminu, bo ona robi na raz w takiej ilości że wszystko przemięka przez pieluchę. Oczywiście Tula już w ogóle się nie rusza, ogonem także nie. Czasami w nocy piszczy i pojękuje, ale przednie łapy też ją bolą, więc to rodzina przekłada ją często z boku na bok itd. Na szczęście ma apetyt i cierpliwie znosi wszystkie zabiegi. Wiem, że jest im bardzo ciężko, bo ona była żywym srebrem. Jeszcze rok temu jak miała 9 lat, latała, skakała, cieszyła się, goniła za piłeczką, zachęcała do zabawy. Zawsze aktywna, żywa. A teraz smutnieje z dnia na dzień.
  10. Madie

    Panda

    Oto nasz najnowszy członek rodziny -łaciaty "kucyk" w ciele psa. Panda. Nieznośna, krnąbrna, piekielnie silna - ale nasza. Mieszanka bernardyna z "?". Trwa proces przyśpieszonej socjalizacji jędzy. W tej chwili Panda ma około 4 miesięcy, waży około 23 kilo i ma paszczę pełną igieł. [IMG]http://i57.tinypic.com/1sim9s.jpg[/IMG] [IMG]http://i57.tinypic.com/120s8pv.jpg[/IMG] Tutaj z koleżanką: [IMG]http://i58.tinypic.com/2qntsb8.jpg[/IMG] [IMG]http://i59.tinypic.com/2whds42.jpg[/IMG] i zmęczenie po całym dniu: [IMG]http://i59.tinypic.com/25hn6tz.jpg[/IMG] Pozdrawiamy:)
  11. Jeśli chodzi o sterylizację to byłam w dwóch klinikach: na Białobrzeskiej i w Multivecie. Zaczęłam od Białobrzeskiej, wszystko było w porządku, ceny przystępne. Co prawda nie podobało mi się, że zostawiłam zwierzaka samego przed uśpieniem, ale tak kazali. Przy odbiorze dostałam wybudzonego zwierzaka, listę leków, kołnierz etc. Bez komplikacji. Potem postanowiłam za radą siostry spróbować w Multivecie. Tam bywa skandalicznie drogo, ale w przypadku sterylizacji starszej suki bardzo mi się opłaciło. Na początku zrobili jej badania krwi kompleksowe, porozmawiano ze mną o zabiegu. Następna wizyta to była już operacja. Pies został w pomieszczeniu, trzymany u mnie na kolanach uśpiony, dopiero jak zasnął doktor poprosił mnie o wyjście i podał dokładną godzinę kiedy powinnam się pojawić, żeby " piesek się niepotrzebnie nie denerwował". Tak kazał tak zrobiłam. Poczekałam sobie pół godzinki aż się sucz wybudzi do końca, dostałam wypis, leki ( kupiłam kaftanik). Wszystko było bardzo schludne, szybkie, profesjonalne. Podsumowując: oba psy zniosły dobrze zabiegi. Wydaje mi się, że po Multivecie skóra była mnie zaczerwieniona, swędząca i mniej kłopotów ze zwierzem było, ale tak naprawdę może to zależeć od wrażliwości zwierzaka. Cenowo o wiele bardziej opłaca się iść na Białobrzeską i jest dobrze. Natomiast mimo, że tam leczę zwierzaki zazwyczaj i że naprawdę ufam tej lecznicy, jak będę sterylizować teraz swoje dwie duże suczki, wybiorę dopłacenie i multivet. Nie pamiętam nazwiska lekarza na Białobrzeskiej, ale w Multivecie zabieg wykonywał dr Marek Turos.
  12. Wczoraj Tula była na konsulatacji. Wieści nie są dobre. Lekarz po obejrzeniu starych wyników i zrobieniu nowych badań stwierdził "zanik rdzenia kręgowego". Tula dostała jakieś mocne sterydy, które trzeba jej podawać przez najbliższe 3 dni dożylnie 3x dziennie. Lekarz zawyrokował, że jeśli to ją nie postawi na nogi, to już nic:/ I oczywiście choroba będzie postępować, podobno może objąć także przedni kończyny, bo lekarz już zauważył wyraźną bolesność i drżenie.:(((( Ktoś się spotkał z takim przypadkiem?
  13. [B]Panda:[/B] H[I]auuuuuuuu[/I]. Zabierzcie mnie stąd! Proszę! Tu jest okropnie...Drogi człowieku, zlituj się nad moim ciężkim losem i zabierz mnie z powrotem do domu. [I]Pi pi pi[/I]. Oto moja straszna historia: Zabrali mnie od mamy i rodzeństwa szybko. Trafiłam do jakiegoś miejsca gdzie było mnóstwo ludzi, hałasów, krzyków. Byłam wtedy malutka, ważyłam ze 3 kg. Potem wszyscy mówili, że trzeba mnie oddać do „schroniska” cokolwiek to jest, ale chyba nic miłego. Zlitowała się nade mną fundacja Mikropsy, bo wtedy jeszcze byłam mikro. Trafiłam do cudownego miejsca. Był wieeeeelki dom, ludzie których mogłam non-stop podgryzać, ludzki braciszek do zabawy, i 3 wielgachne psy, które były podobne do mojej mamy. Było nam dobrze, nikt mi nie dokuczał, wychodziłam na dwór kiedy chciałam na zabawę i szczekanie, siusiałam w domu wszędzie i zaraz potem mogłam iść spać. Gryzłam co mi wpadło pod żeby a wszyscy mnie za to chwalili. Zaczęłam rosnąć, chociaż starsze psy odganiały mnie często od misek, więcej rzeczy mnie zaczęło interesować, miałam wszystkie gryzaki tego świata: meble, ściany, podłogę, maskotki – nadal byłam ulubienicą wszystkich. A potem pojawili się ONI:angryy:. Przyszli mnie odwiedzić, a ja głupia i naiwna szłam się przytulać, trochę pomemłać paszczą żeby zobaczyć kto to, na szczęście sobie poszli. Potem moja ukochana pańcia, która jak sama mówi rozpuściła mnie na dziadowski bicz ( czy to coś do jedzenia??) zabrała mnie do samochodu i zawiozła do NICH. Na początku myślałam, że jak obszczekam nową, czarną koleżankę to mnie zabierze z powrotem. Nic z tego. Długo też szczekać nie mogłam więc zaczęłam się bawić i jakoś tak weszłam do nowego domu. Były tam inne śmieszne psy z pazurami, które na mnie naprychały, ale czarna koleżanka szybko mnie zainteresowała. Gdzieś w międzyczasie zniknęła moja ukochana pańcia. Gzie ona sobie poszła?:-( Szukałam jej potem na spacerach, ale nikogo nie było...I drogi człowieku od tamtej pory jest tylko gorzej. Wysłuchaj, [I]hauuuuuu[/I], mojej skargi, bo może zgłosisz to gdzieś dalej. [B]NIC MI NIE WOLNO!!! NIC!!![/B] Chcę gryźć – nie wolno. Chcę gonić te dziwne psy? Nie wolno. Ścian i mebli też nie wolno gryźć, ale dlaczego?! Wynoszą mnie na dwór jak mi się nie chce iść, bo lubię w domu siedzieć. Każą siadać jak ja nie chce, i czekają aż to zrobię. W moim starym domu siadałam jak chciałam!. Zabawki trzymają w ręku, nie mogę sobie sama, ot tak, zabierać. Nie wolno mi warczeć, bo zabawek potem nie ma! A one są M O J E!. Kamieni jeść nie wolno, kup jeść nie wolno. To co wolno?:mad: Wymyśliłam więc sposób. Na spacerach zaczynam się kłaść i gryźć. Niech mają! Jestem duża i silna, nie mogą mnie przecież ciągnąć prawda? Ale to działało tylko raz. Potem musiałam tak leżeć dopóki sama nie wstałam, bo inaczej spędziłabym całe życie w tym miejscu. Jeśli nie kładzenie się to szarpanie za smycz. To jest superzabawa. Oni się tak śmiesznie denerwowali na początku, ale teraz nic z tego:-( Nie wolno mi już szarpać ani łapać zębami za ubranie. Jak tak robię to czekają aż przestanę więc tego tez nie wolno mi robić. Na dodatek ciągle mi mówią, że robię coś źle albo dobrze. Obie rzeczy mam pod ogonem...Nie interesuje mnie ich zdanie.:shake: Ale lubię jeść i gryźć...A jak robię coś dobrze to zawsze dostanę coś na ząb, albo coś na chwile do pogryzienia. Tak naprawdę wcale tego nie chce, ale czasami to silniejsze ode mnie. [I]Mniam mniam mniam[/I]. Dziś na spacerze miałam ogon z krowy... Ale nadal jestem biedna. Uwierzycie, że te potwory zostawiają nas same w domu? I że nic sobie nie robią z moich pisków? Nie opłaca się już piszczeć, a tak fajnie można było tym włączać ludziom różne funkcje. Więc teraz całe dnie śpimy – nuuuuuda. Aha! Szczekać na ludzi też nie wolno, na żadnych. Oni są głupi, każdy pies wie, że obcych trzeba odstraszać, starsi koledzy mnie tego bardzo dobrze nauczyli. Ale tutaj nie można...:crazyeye: Tęsknię bardzo za starym domem. Próbuje im pokazać, że mogę robić to co chcę, ale rzadko się udaje. Plus jest taki, że jak ktoś chce do mnie wyciągać rękę to nie muszę już często szczekać, bo nowi coś mówią do tych wszystkich ludzi i tamci odchodzą. Dla nich jestem ładna, ale ja do nich nie podbiegam i nie gryzę ( bo nie mogę...) a oni do mnie cały czas łapy pchają...Cóż za brak wychowania! Na szczęście, jak wspominałam, Ci nowi nie pozwalają się tamtych zbliżać, chyba, że sama kogoś chcę poznać. Poza tym zawsze mam swoją miskę, nikt mi z niej nie wyjada. Ja też nie mogę jeść z miski tej czarnej drugiej. To trochę niesprawiedliwie, ale mogę to znieść skoro ja mam spokój. Tak czy inaczej, dziwnie się tu czuje. W starym domu wszystko było łatwiejsze. Więc jeśli czyta to ktoś, kto może mnie stąd tam zabrać to proszę o ratunek. A teraz, [I]zieeeeew[/I], idę się położyć na kocyku spać. Położyć się tylko, bo gryźć też mi go nie wolno:angryy: Cóż za los...
  14. U nas dziś jakby trochę lepiej. Może wiatr mniejszy. Ale specjalnie chodziłyśmy pod wiatr i pandziocha kręciła mordą, wywijała kółka ale szła (podejrzewam, ze wybitnie w tym pomógł byczy ogon do gryzienia). Do domu też nie ciągnęła w panice, ale widać że bardzo niespokojna była.
  15. Hej, dziękuję za odwiedziny. Tula nadal nie chodzi i robi pod siebie. Codziennie jeździ do katowic na rehabilitacje, ćwiczenia na piłce, rozciąganie. Co do wizyty, na miejscu okazało się, że owszem, termin był na piątek, ale na samą wizytę. O tomografie można pomarzyć...:/ We wtorek konsultacja w Chorzowie prawdopodobnie połączona własnie z tk. Został polecony jeszcze kręgarz z żywca... Szyszunia, piszę na PW.
  16. Hej, od tygodnia jesteśmy właścicielami około 4 miesięcznej bernardynki (mix?) Zanim ja przygarnęliśmy dokładnie zapoznaliśmy się z opisem rasy, żywienia, przypadłościami jakie mogą nas czekać itd itd. To nasz pierwszy tak duży pies i chcieliśmy być przygotowani. Teraz nurtują mnie dwa pytania, bo znalazłam sprzeczne wypowiedzi przeszukując internet: 1. Jak powinno się czesać właściwie Benka? Podobno najpierw wyczesywać podszerstek pod włos a potem dopiero z włosem. Ale znalazłam też opinie, że nie wolno czesać w ten sposób i bądź tu człowieku mądry...:roll: 2. Jak suplementowaliście wapń swojemu psu? Teoretycznie mam preparat z DT o nazwie dolfos, podaje się go 1 tabletkę (300mg) na 5 kg. Młoda waży teraz około 20. Ale na opakowaniu jest napisane, że szczeniętom można podawać dwa razy większe dawki. Weterynarze też nie są zgodni. Jedni mówią, że jeśli je dobra karmę dla psów dużych ( a je) to nie trzeba podawać dodatkowo. Inni, że jest to konieczne, skoro pies liże i wygryza ściany (opowieści z dt) Panda i my będziemy wdzięczni za rady.
  17. Hej, mam taki nietypowy kłopot, oczywiście pracuję już nad nim sama, ale może ktoś zna podobny problem. Nasza 2 suka ( 4 mieś mix bernardyna) jest u nas tydzień. W tym czasie oduczyła się bać schodów, ciemności, wąskich przejść itd itd. Dziś mamy nowy kłopot. Dziś pogoda jaka jest każdy widzi (przynajmniej Ci z mazowieckiego). Wszystko było ok mimo, że zbierało się na burze, ale w czasie powrotu do domu zaczął wiać bardzo mocny wiatr. I jak zawiało to się sucz przestraszyła (tańce na smyczy, piski). Postałyśmy trochę żeby zobaczyła, że to nic strasznego, ale przy kolejnym mocnym powiewie prawie wyrywając mi rękę ze stawu pociągnęła do domu. Ponieważ dziś musimy wyjść jeszcze ze 2 razy, a na jutro pogoda zapowiadana taka sama, może ktoś ma pomysł jak szczyla oswoić z wiatrem?:roll: smakołyki jak się zdenerwuje nie zdają egzaminu.
  18. A mnie krew zalewa. Na Rembertowie prawie nikt nie sprząta. Mniejsza już, że ludzie patrzą się na mnie jak na pomyloną jak zbieram po swoich, ale nagminne jest, że moje psy bawią się z innymi i właściciele tych innych pozwalają srać psom na środek chodnika. I co? G%^*()o. Dosłownie. Niestety brak mi tupetu żeby zwracać uwagę x razy starszej ode mnie osobie, że może posprzątać...Raz zaproponowałam Panu swój woreczek, odmówił twierdząc, że "nikt tu nie sprząta". Ostatnio coraz więcej się nad tym zastanawiam, bo moje dwie kobyły się tarzają po ziemi i o ile butelek/szkła nie ma, to kup od zatrzęsienia...:shake:
  19. Długo nas nie było, powodów masa, a czasu do opisywanie brak:) W dużym skrócie: 1.Sadza jest coraz grzeczniejsza, waży już ponad 16 kilo, jest naszą pociechą i szczęściem 2. Sadza ma nową koleżankę w domu od tygodnia ( stad tez powód bardzo małej ilości czasu na internet) i bardzo nam pomaga ją cywilizować. 3. Sadza wytrzymała naszą 12 dniową nieobecność i została totalnie rozpuszczona przez kolegę który się nią zajmował 4. Zaliczyliśmy w międzyczasie wizytę szkoleniowca i Sadza oducza się ciągnięcia ( to w sumie nasz jedyny kłopot z nią) 5. Kupilismy klatkę i dzeiwczyny spędzają tam razem coraz więcej czasu Z pozdrowieniami:) [IMG]http://i57.tinypic.com/2wea0z4.jpg[/IMG] [IMG]http://i60.tinypic.com/2nulk43.jpg[/IMG]
  20. ja się chyba na to zdecyduje dla swoich psów, ale najpierw dam do przeczytania komuś mądrzejszemu z rodziny
  21. Zgadzam się z Beatrx w 100%. Niezależnie od tego jak bardzo chcesz przyjąć "pokrzywdzoną bidę" najpierw zasady, żelazna konsekwencja kiedy już je wprowadzasz, uwaga ( ale w formie obserwowania a nie niańczenia psa) i dopiero potem czułość/miłość. Znałam wiele psów, które na nowym dt/ds były aniołkami w psie skórze. Nieśmiałe, grzeczne, posłuszne. Właściciele/opiekunowie brali to za brak pewności siebie (i pewnie słusznie) ale zamiast to wykorzystać, sami się omotali i próbowali "wyciągać" psa z tego stanu. Najczęściej konsekwencjami był szybki powrót starych nawyków albo jeszcze gorzej...:roll:
  22. Hej, ja dziś wróciłam z zagranicy, i co widzę na skrzynce?:angryy: Pytanie od sprzedawcy, "to co robimy z karmą". Jakbym mu nie napisała, że ma wysyłać ponownie na adres przytuliska... Dziś już się tym nie zajmę, ale zrobię to jutro z samego rana i dam znać co z tym urinary. Wstyd mi strasznie, bo Pani Jola do mnie dzwoniła jak była za granica, ale nie mogłam odebrać wtedy...
  23. Niestety...Było lepiej, Tula choć chwiejnie, ale chodziła po trawie, sama się załatwiała. Rodzina oczywiście ją z kanapy ściągała, wkładała, znosiła po schodach itd itd. I z dnia na dzień pogorszenie. Pies leży i robi pod siebie, przeraźliwie piszczy, ponoć mało je i nie cieszy się już na widok bliskich tak jak dawniej. pewnie cierpi biedulka:((((( Próbowali jej zakładać pieluchy, ale niestety, ściąga je sobie i rozszarpuje. Cały dom ponoć śmierdzi wydzielinami, ale co poradzić... Wizyta u dr. Wrzoska we Wrocławiu 16 marca. Najwcześniejszy termin. Do tego czasu Tula od tygodnia co dwa dni dostaje zastrzyki i codziennie jeździ do katowic na 1,5h rehabilitację. Póki co efektów niestety nie widać:(((
  24. Racja, Hope. a tak btw, proszę usuń wiadomości ze skrzynki bo nie mogę PW wysłać
  25. To ja się dopytam: mogę poprosić na PW np. ile jeszcze długu zostało do spłacenia? 2. Mogę od czasu do czasu robić wizyty przedadopcyjne w Warszawie i okolicach. 3. Mam pozwolenie zrobienia bazarku dla Was dzielonego z Stowrzyszeniem Słońca dla Zwierząt?:) pozdrawiam
×
×
  • Create New...