Jump to content
Dogomania

Madie

Members
  • Posts

    2372
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Madie

  1. Przerpaszam, za tę Beatę. Jakoś tak mi sie przeczytało. Wstyd. Forum sobie wygoogluje jak tylko wyjasni sie co jest z psem. Znów nam sie biegunka wlaczyła + wymioty zolcia i brak apetytu. Wet powiedzial ze to wina gryzaków-kazal wywalic albo kawałka połknietej listwy od sciany...Stawia na to pierwsze wiec mamy jutro przyjechac na usg, ale podobno powinno przejsc. Mam nadzieje ze bedzie w porzadku bo młody znów sie leje przez rece i nie ma na nic siły. Zdjecia wrzuce jutro, ja sie tylo troche z psiula ogarne. Jak na zlosc mam na 6 rano do pracy i pies od 8 ( jak wychodzi wspolokator) do po 16 bedzie siedzial sam:(
  2. Beato, serdeczne dzięki za komentarz. Oczywiście dziś albo jutro w wolnej chwili przeczytam cały wątek Michasia. Wczoraj bylo nawet niezle biorąc pod uwage cały wczesniejszy dzien. Pies był rano diealnie grzecznym i obudzil mi łapaniem za reke ale juz nie gryzieniem! Tak samo tak teraz macha ogonem i chce go poglaskac to nie chwyta juz mnie zebami z calej sily albo lize. Dostałam dziś tez kilka mlasków w buzie i to tez bez uzycia zebów. Bylismy tez w sklepie zoologicznym i tam Harley zaprezentował kilka wspaniałych "siadów" i obzarł sie ciastkami wtykanymi mu przez obsługe... Koty zaczal traktowac tez jakby lepiej, co rpawda nadal w 50% je goni ale druga polowa jest taka ze nawet wczoraj oblizał Dantego po pysku i dał mu spokój. Dlugi wieczorny spacer wyeliminowal takze nocne harce do poziomu dopuszczalnego. Niestety...W nocy dziecie zjadło 3 listwy ze sciany...Mam nadzieje ze znalazlam wszystkie kawałki bo młody rano zygał i odmowil zjedzenia sniadania. Dzis tez ładnie mnie przywital, przyszedł sie przytulic, itd, a teraz spi. Mam nadzieje ze wszystko bedzie ok, bo jedziemy na szczepienie wieczorem. ps. zamierzam sprawdzic ten oljej cytryowy na te listwy. po prostu je nim posmaruje i zobaczymy czy to cos da. W ogole, mam takie dwa strach wielkie. Po pierwsze wiem, że to głupie ale mam wrazenie ze Harley mnie nie lubi...Tzn niby sie cieszy jak przychodze, na pewno bardziej mnie slucha niz wspollokatora itd, ale mimo wszystko przy nim jest jakis bardziej radosny i rozbrykany. Wiem, ze nie powinnam byc zazdrosna, ale w sumie to ja wiekszosc rzeczy przy nim robie, tzn karmie, czesze, wychodze, jazdze do weternarza itd, a Michał sie z nim tylko bawi. Moze to dlatego, a moze po prostu mi sie zdaje. Po drugie boje sie ze "zepsuje psa". Podczytywalam to forum mnoostwo razy i kurcze wszyscy mowia jakie to owczarki (owczarkowate) sa latwe w oblsludze. Ze prosto je szkolic, ze to takak niewymagajca robota, itd. otoz ja tak wcale nie uwzam, caly czas sie boje ze cos zepsuje i spacze psa... ech i jeszcze jeden new, wczoraj harleyowi do polowy stanelo 1 ucho:)
  3. Wczorajszy dzień zaczął się i rozpoczął zupełną klęską. Zaczęło sie od tego, że postanowiłam zostać w domu z psem i 2, 3 dni go przyuczyć. Rano jak robiłam kurczaka młody roztargał kapę na łóżko, potem pogryzł kota prawie do krwi a nastepnie rozpoczał polowanie na moja stope. Kapę olałam, bo nie było mnie przy tym. Za koty zaczełam delikatnie ptrzytryzmywac za kark w probie gonienia, za nim, polownie zakonczyłam mowiac, puść i podajac w zamian zabawke. Potem poszliśmy na sapcer, pysznosci w psotaci napluycia w windzie zostaly dokładnie wylizane zanimz dazylam zareagowac, na szczescie lezaca obok chusteczka higieniczna była łatwiejsza do wyłapania. I na koniec zgubilismy w sniegu ( pooteeezna zaspa) aport. Potem była godzina meczenia kotów i odpowiednie "karanie". Przyzywczajalam go tez do niegryzienia mojej reki. Podawalam smakolyki jak byl grzeczny, takie maciupenkie zeby sam musial je wyluskiwac, tak samo zrobilam z twarza. Polozylam sobie kilka kawalkow mieska na twarzy i zawolalam go zeby zjadl. Byl bardzo delikatny i tylko mnie potem oblizał. Nie wiem jaka bedzie wychowawcza wartosc tego...Mam nadzieje ze jakas bedzie. Na spacerze było niezle, spotkalismy Pana z suka nowofunlada, zapytałam czy Harley moze sie z nia pobawic. Pan wyrazil zgodę i pies został puszczony. Czego on nie wyprawiał, rzucał się szczekał, pogryzał itd. Suka znosiła to ze soickim spokojem. Ale PAn ją puścił. Wtedy Harley chyba czesciowo zrozumiał ze nie tedy droga w bawieniu sie na sile z psem. Gapa- bo tak miała na imie, ustawiła go w przeciagu 5 minut. Po prostu za kazde niemile widziane zachwanie dla siebie delikatnie łapa przewracała go na ziemie, i nie pozwalała mu sie podniesc. Nastepnie poczula chyba instynkt macierzynski bo przywalila mlodego prawie na nim siadajac, i zaczela go wylizywac. Po 25 minutach takiej zabawy, gdzie z jednej strony Harley wariowal a z drugiej probował uciekac ( widzialam ze nie dzieje musie krzywda wiec nie reagowalam) postanowilismy spacer zakonczyc. Na koniec uslyszałam od Pana od Gapy kilka dobry rad. " Niech Pani zrobi tak. Jak pies robi coś co się Pani nie podoba to gazeta przez łeb delikatnie i NIE WOLNO! Gapa sie tak błyskawicznie nauczyła". Potem ejszcze wysluchalam ze jestem dziwna bo sprzatam po psie ( przeciez jest snieg wiec i tak nikt nie wdepnie) i poszlismy do domu. Młody przespał prawie 3, 5 h. Był wykonczony. Potem uczylismy sie komendy "siad"....Jak to wyszlo to szkoda slow, Raz sie udawalo, raz pies sie kladl, raz nawet na zarcie nie raczył spojrzec. Nie obiecywalam sobie za wiele po tym. Ale staralismy sie. Potem poszlam do pracy, młodyt został na 3 h sam w domu. Wrocil wspolokator i zadzwonił ze wszystko w porzadku. Dom w stanie idealnym, nic nie zniszczone etc. Wracam- pies znow goni koty, probuje zzerac listwe od sciany, i wsadza jezyk do kontaktu !!! Bede dzis musiała kupic ograniczniki na kontakt. Wiec znow troszke treningu i spacer. I potem moj wspolaktor zrobił błąd, zaczal sie draznic z psem, rozochocil go i koniec koncow skonczyl z zakrawionym nosem...Bede musiała dac mu jednak do rpzeczytania kilka artykułów bo widze ze mnie nie slucha. Potem szybki spacer na siku i spac. Ale tylko w naszym zamysle. Harley ani myślał....Od polnocy do 2 rano jakby szatan w niego wstapil, wariowal, gryzl wszystko, miauczal, szczekal, gonil, kradl cos sie etc. Stowierdzialm ze wiecej tego nie zniose i ze nawet jak na jego energie to przesada. i Co sie okazalo? Jak powiedzialam " na dwór" to pies nagle skonczyl wyglupy, i był przy drzwiach. Wyszlismy na 20 minut, od razy zrobil kupe, potem siku, i zadowolony poataz sie w zaspach. Jak wrocilismy po zgaszeniu swiatla poszedł spac. Podsumowanie: - to chyba regua ze jak mlody zaczyna bardzo wariowac, ale tak wrecz skandalicznie to znaczy ze chce mu sie kupe. -musimy ze wspolokatorem koniecznie razme ustalic zasady jakiegos WSPOLNEGO postepowania! -szkolenie latwe nie jest, albo ja chce za duzo na raz -dzien okazał sie totalną klapą
  4. LOL:D hehehe
  5. Dzieki, teraz po prostu bede bardziej uwazac. Miny na sniegu mimo wszystko powinny byc bardziej widoczne niz na ciemnej ciemi. Teraz kurtka sie pierze, a szkoda bo to moja jedyna "zimowa" i musze sie zadowolic jesiennym plaszczem.
  6. Ponieważ Harley jest już naprawdę zdrowy i w pełni sił, oraz wykazuje wręcz ogromną chęć do różnych zabaw, postanowiłam, że wcale nie jest za wcześnie zacząć go szkolić i oduczać różnych zachowań, które mi się nie podobają. Mam zamiar wzorować się na blogu podanym już na tym forum, w którymś z wątków. [URL]http://www.owczarek.pl/zofia/journal/default.asp?PagePosition=12[/URL] Przeczytałam go dwa razy do deski do deski i myślę, że jestem już gotowa. Harley na pewno. Wiem, że będzie to wymagało zarówno ode mnie, jak i od niego mnóstwa pracy i konsekwencji ale licze że się oplaci. Zamierzam nigdy nie uderzyć psa, nie karcić w brutalny sposób, tylko starać się robić tak jak opisywała autorka powyższego bloga oraz korzystać rzecz jasna z rad forumowych w podobnym stylu. Harley ma teraz około 10-12 tygodni, wg. weterynarza wyglada jak owczarek niemiecki dlugowlosy. Uwielbiam wychodzic na dwór, tarzac sie w zaspach ( dzisiejsza obserwacja) i pewnie przyczyni się do powstawania siwych wlosów na mojej głowie. Co jest dobre: - Pies mimo młodego wieku, nie wyje, nie piszczy i nie szczeka gdy zostaje sam w domu. Dzieje sie tak nawet wtedy gdy widzi, że wychodze i probuje isc za mna. Jak stoje pod drzwiami i nasluchuje to wyraznie slysze jak po minucie odchodzi do innego pomieszczenia. Pytani najblizsi sasiedzi takze nie "słyszą " psa w domu mimo, że czasami nie ma nas po 8-9 h. Wiem, że tutaj akurat odpadl nam bardzo duzy klopot z przyuczaniem i mam nadzieje ze pozostanie taki stan jak jest obecnie nadal. - Młody nie chce sie zalatwic w domu. Nawet w nocy potrafi mnie obudzic i domagac sie wyjscia na spacer. Odkad mieszka z nami ( to juz 2 tygodnie) zalatwil sie w domu 3 razy poza wyznaczone miejsce. Poniewaz jak pisałam wyzej czasami dlugo nasnie ma, Harley ma polozony w kuchni recznik i czasami ( choc rzadko) sika na niego. O robieniu w domu kupy nie ma mowy. - Poza jedna samotnie oderwana listwa od sciany, nic nie jest zniszczone. Drzwi nieodrapane, buty co rpawda na poslaniu ale sluzace do spania na nich, a nie gryzienia. Czasami sprzety sa poprzestawiane, ale tez zadnych uszkodzen. Ładne chodzenie na smyczy i przybieganie do mnie na spacerze na zawolanie, nawet jesli np. zainteresowały go ptaki. A teraz wieksze rzeczy do nauczenia: 1.gryyzieeenieeeeeeee. AUA, czuje sie jakbym zamieniala się w chodzaca poduszke na szpilki. Caly czas mlody probuje mnie memlać. A to za noge, a to za skarpetke, a to po rekach, od rana do nocy jesli siedzimy razem. Zazwyczaj odwracam jego uwage albo piszcze. Jest ciut lepiej,chociaz od mojej glowy nie odciaga go nic. 2.Proba brania oblesnych rzecz na sapcerze do pyska. Nie wazne czy patyk, kupa, kamien, pet czy guma do zucia. Wszystko jest pyszne. 3. Gonienie kotów i zrobienie sobie z nich zabawek. Dochodzi do tego ze Harley przewraca Dantego kladzie sie na nim i zaczyna np. jesc jego ucho. Kot oczywiscie piszczy, ale jest zbyt *******owaty zeby sie bronic, poza tym czuje ze to szczeniak, bo jak czasami mlody spi to kot go lize po psyku. - od dzisiaj jak tylko harley biegnie do ktoregokolwiek z kotów z zamiarem "zabawy" wydje z siebie pisk czym zwracam jego uwage a potem go wolam i sie z nim bawie. Tylko to wpadlo mi do glowy, ale moze jeszcze cos wymysle. 4. Reagownie prawdilowo na swoje imie. Chyba zrobilam duzy blad i w okresach najwiejszej konsternacji zaczelam uzywac jego imienia jako wezwania do zaprzestania czynnosci. Innymi slowy zamiast mowic, NIE, NIE WOLNO< FE itd to z oburzeniem glosno mowilam Harley. Efekt jest taki ze misiek czesto nie reaguje na swoje imie, nawet nie podnosi glowy. Bede to musiala skorygowac, pwnie sie jeszcze da. Na pewno znajdzie się tutaj jeszcze wiele innych problemów które bede systematycznie dokladac. Oraz mam nadzieje spraw, które problemami juz nie beda. Oprcz wszystkiego ww chciałabym nauczyc Harleya podstawowych komend i posluszenstwa sama, bo w odpowiednim wieku isc z nim na kurs. A podstawy dobrze mu zrobią. Postaram sie wpisywac w miare regularnie, mam nadzieje, ze od czasu do czasu zaciekawimy kogos, albo bedziemy mogli prosic o rade. A skoro juz postanowione, to ide przygotowac smakolyki w postaci pokrojonej w drobna kosteczke piersi z kurczaka na wieczorny spacer:)
  7. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!! Szlag mnie trafi:/ Wczoraj w jedno wdepnelam glanem! Czyscilam go chyba 15 minut bo podeszwa głęboka, dzis rano Harley próbował zjeść drugie, swiezo zrobione, ale wisienką na torcie ejst dzien dzisiejszy!!!!!! Poslizgnelam sie i upadłam kurtką w gówno! :((((((((((( Nie wiem juz co mam robic. Myslicie ze zwracanie wuagi niesprzatajacnym po psie sasiadom to dobre wyjscie????? Bo spodziewam sie raczej po tym chamskich komentarzy:/
  8. Lady Swallow dzieki:) Hmm przepłukline ma na srodku brzuszka jakies 5 cm od siusiaka.
  9. Zdrowy! zdrowy! Zdrowy! :)))) Pani Doktor powiedziała, że Harley jest zdrowy, przytył prawie kilogram od ostatniej wizytyy ( nic dziwnego skoro zre 5 razy dziennie i duzo wiecej niz ja ) wyniki krwi dobre ( chociaz ponoc jeszcze trombocytów mało, ale ma sie unormowac). Mamy się pokazać na 2 szczepieniu za tydzień. Niestety, gula na brzuszku młodego to przepluklina, trzeba obserwowac czy sie nie powieksza podczas jedzenia,. Jesli nie, to moze ponoc poczekac do kastracji. Raz kastrowałam psa ale miał ponad 10 lat, wiec nie wiem w jakim wieku ma się to odbywac u młodszych psów. Zobaczymy. Bardzo sie ciesze ze juz po wszystkim. Teraz bedziemu chuchac i dmuchac i pilnowac, i wychowywac i pies rzecz jasna zostaje. Co prawda kwestie formalne z wlascicielem mieszkania trzeba zalatwic ale mysle ze nie bedzie problemu bo to prawie wzór cnót ( i pies, i włascicielka:) ) Chciałabym też zachipowac młodego, ale pomyślę o tym przy szczepieniu. DZIEKUJĘ wszystkim serdecznie jak sie tylko da, za wszystkie porady, ciepłe słowa, myśli, trzymane kciuki itd. Pomogliście bardzo. My z Harleyem rzecz jasna będziemy regularnie odwiedzac forum.
  10. Nom...Młody nie ejst wielkim fanem suchej karmy ale chociaz juz ja je. Na razie w proporcjach dziennych 1/4, ale to zawsze cos. Powoli zaczne go przestawiac na 3/4. Jutro ostatnia wizyta u weterynarza i badania krwi. Poza tym dzis zauwazylam ze ma taka dziwna gule na brzuszku i ze go to boli. Mam nadzieje ze to nie przepluklina, wiec sie ciesze ze idziemy do weterynarza, bo sie juz jutro wyjasni. Kupy poki co piekne, zachowanie tez nie najgorsze choc mamy kilka problemow. Kocia kuweta to centrum przysmaków:) Musialam ja sutawic tak ze koty ledwo co wlaza ale przynajmniej on nie mzoe siegac. Co do kotów...Ech poluje calyn cza sna Dantego:( A biedaczek nie chce mu robic krzywdy i sie daje gryzc choc piszczy po uszach karku, itd, mlody po prostu przywala go łapa do ziemi i gryzie:/ Juz sie dzis wkurzylam i złapałam go za kark az pisnal bo nie chcial kota puscic. Cos bede musiała z tym zrobic. Jak ja jestem book to ejst spokoj, jak siedze blisko ale wystarczy tylko ze kot odejdzie od mojej reki to pies go "przegania" i wraca. Poza tym byvzek ma silne poczucie wlasnej własnosci. Znosi na swoje poslanie doslownie wszystko. Miske jak mu sie zarcie skonczy, drpapak kotów (!) , wszystko zabawki, nawet buta jak dorwie. w koncu tego ejst tu tyle ze prawie nie mozna sie polozyc...A dzis udalo mu sie wyrwac telefon stacjonarny ze sciany z kablem i jak weszlam do domu tez go obgryzal na poslaniu... Na szczescie nadal nie zalatwia sie w domu, nie placze i nie niszczy mebli, wec czesc problemow nam odpada. Ładie nam tez przytyl i duzo chce jesc. Zaczął tez szczekac, co ciekawa ma bardzo basowy szcze jak na szczeniaka. Napisze co i jak jutro po wecie. Na szczescie nadal nie zalatwia sie w domu, nie placze i nie niszczy mebli, wec czesc problemow nam odpada. Ładie nam tez przytyl i duzo chce jesc. Zaczął tez szczekac, co ciekawa ma bardzo basowy szcze jak na szczeniaka.
  11. Sushine, rozmne rzeczy sie dzialy ale nie zwiazane z tym dokladnie chyba. Choc potem najblizsze dwa lata, albo cos kolo tego zarowno moj brat jak i ja ogladalismy sie za siebie ze tak powiem jak wracaliśmy sami do domu. Oprocz tego mam jeszcze dwie autentyczne na ile to mozliwe przy ludzkim postrzeganiu historie. Po pierwsze od dawien dawna mam swojego „przyjaciela”. Kiedys jakoś 13 latka wracałam sama z domu po 21 pozna jesienia. Byłam na ulicy sama az uslyszalam kroki za sobą , nie oglądajac się widzialam cien 2 osoby w takim dluugim plaszczu wyzszej na pewno ode mnie, nawet wydawalo mi się ze katem oka ja dostrzeglam. Był to mezczyzna. Nie zastanawiajac się dluzej przystanelam bo ulicza była waska a ja szlam powoli i czekam az mnie gosc wyprzedzi. I cisza. Obracam się a tu pusto...Nie mogl skrecic gdzie inadziej bo „ulica” malo uczesczana i jednokierunkowa ze tak powiem.... Sytuacja powtarzala się kilka razy tylko na tym odcinku. W koncu przyzwyczailam się do mojego nocnego towarzystwa, i nawet je nazwalam. Czułam ze mialo dobre zamiary, tzn nie czulam się niebezpiecznie. Gosc czasami się pojawial ¾ razy w tygodniu, a czasami znikal na rok./dwa. Kiedy jako 18 latka wyprowadzilam się z domu i wyjechalam do innego miasta to zniknal. Tzn nie poszedl za mna. Ale jak czasami wracam do domu nadal zdaje mi się towarzyszyc. Po drugie i to jest bardzie przerazajace, wlasciwie to najbardziej przerazajaca historia jaka mnie spotkala gdy byłam sama. Jako 17 latka lubilam spac w sweitle ksiezyca ( romantyzm i takie tam...) I pewnej letniej nocy była pełnia, wiec otworłam okno na osciez, i odslonilam zaslozny. W jakiejs czesci nocy ksiezyc zawsze padał na moje lozko. Zasnelam i cos mnie obudzilo. Ujrzałam przy sobie postac, stojajaca nade mna, w takich białych szatach z jakimis wzrokami, z twarza koloru ciemnego rzemienia, wlosami zaplecionymi w warkocz ( taka pseudoindianska) która patrzyla się we mnie z taka nienawiscia ze czulam to niemalze namacalnie. W dodatku w dlozni mezczyzna ( sredni wiek) trzymal jakiejs ostrze, nie wiem co to było i wpatrywal się we mnie intesywnie. Ledwo moglam oddychac, ani nie mogla krzycec, ani się ruszyc, czulam ( nie wiem jakos to wiedzialam) ze jeśli cokolwiek powiem , drgne albo cos takiego to umre. Wiem glupie, ale naprawde wtedy po prostu to wiedzialam. Co jakis czas tylko zamykalam oczy i w myslach się modlilam. Potem zasnelam czuajacjego wzrok na mnie a rno cozywiscie nic już nie było.... Daruje sobie tez gadanie ( np. do dzis denerwuje to moja matke która widziala sama jako dziecko i nie tylko rozne rzeczy, przezyla nawet smierc kliniczna...) bardzo szczegolowe, ale w domu w ktorym teraz mieszka moja rodzina a wczesniej ja, tzn w tym lokalu zmarla Pani, tuz przed tym jak sie wprowadizlismy. Umarla w kuchni, bo przypiecu miala tam najcieplej. Ponoc cale zycie od wybudowania budynku (1904 rok) tam mieszkala i dozyla prawie 100 lat. Ploty chodzily ( ale to ploty) ze ona tez widziala rozne dziwne rzeczy, ze miala jakas w sobie wrazliwosc psotrzegania tego czego normalnie ludzie nie widza. W kazdym razie nam sie nie zdarzylo niczego w domu widziec i chwala Bogu, ale nasze dwa psy Atos ktory juz doszedł(*) i Tula która wtedy była jeszcze mała a dzis ma prawie 8 lat, czesto stawały na prgu [przedpokoju i kuchni zimą i szczekały w nocy (tylko w nocy) w pusta przestrzen. Jak sie we 3 budzilismy z mama i bratem to probowalismy je wolac, bo po kamienicy glos sie roznosi piorunem, ale nic to nie dawlao, tylko sie obracały i machaly ogonami i znow szczekały na cos niewodocznego. na razie tyle, reszta to jakies lighty:)
  12. 3 historie rpzezylam ze swoim bratem i andal wlasciwie nie rozmawiamy o tym z nikim innym bo ciezko nam uwierzyc. Wracalismy skads tramwajem, pozny wieczór. Ja lat 16, on 13. Gadmay, smiejemy, się i na przystanku naprzeciw widzimy jakiegos mezczyzne, a ze było w nim cos zabawnego to zaczelismy komentowac do siebie ( ale grzecznie). W tem ow jegomosc popatrzyl prosto na nas, usmiechnal się i...okazalo się ze ma spilowane wszystkie żęby. Tak jakby miał kly na kazdym miejscu. Po czym upewniwszy się ze patrzymy na niego nadal skinal do nas glowa. Tramwaj odjechal w tej chwili i odetchnelismy ale ze mieszkalismy w nieciekawej i dosc ciemnej okolicy bieglismy cala droge do domu. Było dobrze po 22 kiedy musielismy wyjsc jeszcze z psem. Zazwyczaj dzielilismy się tak, ze ja wcyhodze rano przed szkola, rodzice popoludniu., a brat wieczorem. Ale po spotkaniu z ów dziwnym jegomosciem miał stracha wiec postanowilismy wyjsc razem. Pies jak zwykle się cieszl na spacer, już miał problemu z lapamie wiec nie mogl biegac, trzeba go było nosic na schodach itd. Stoi wiec przed kamienica, rozmawimy a pies 20 metrow dalej się zalatwia itd. Nasz budynek jest jakby zbudowany w takim ksztalcie __________ I I I --------------- Innymi slowy jest otoczony z 4 stron, zawiera mnostwo kamieniczkowych klatek i jest polaczony dachami. Żeby przejsc do wewnetrznego dziedzińca można przejsc takim lukiem z brama albo z góry rysunku albo tam gdzie my mieszlamy u dołu.Nie ma innego wejscia. Wiec stoimy kolo klatki na dole ( tam gdzie ta przerywana linia) a pies jest mniejnwiecej po srodku rysunku. Wszedzie pala się takie latarnie zamontowane na kamienicy. Wtem ta nad namiz aczyna mrugac stopniowo, nie gasnac ale mrugac. W tym samym momnecie z 2 strony diedzica przez brame wchodzi gosc, jakis koles z neseserem w reku. Jest skryty w cieniu. Pies przestaje wachac i patrzy na niego po czym nienaturalnie szybko rusza w nasza strone. My z bratem nadal rozmawiamy ale dziwimy się czemu pies wraca bo zazwyczaj maksymalnie przedluza bycie na dworze. Wtem gosc przyspiesza jakby zaczal biec? , nasz chory Atas puszcza się pedem w nasza strone, oboje już zaniepokojeni patrzymy o co chodzi, i wtedy to człowiek ( to cos?) staje w swietle srodkowej latarni. Nie wiem czy to ejst do uwierzenia ale nie miał twarzy...Po prostu czarna plama, jak noc. Nie mogla to być ani kominiarka ani nie był murzynem...Pies dobiega do nas, ten czlowiek nadal sunie ( biegnie szybko tez w naszym kierunku) pies rzuca się na drzwi klatki, ja oprzytomnialam i otwoeriam drzwi wejsciowej brat w porywie intelektu bierze psa na rece i w ostatniej chwili wpadamy do klatki. Latarnia gasnie, swiatla w klatce nie da się zapalic(to akurat u nas dziwne nie jest). Zatrzaskujemy drzwi i pedem na slepo biegniemy na 4 pietro ( kamienica bez windy) na pierwszym polpietrze slyszymy takie Łupppp w drzwi wejsciowe, ale się nie ogladamy i prosto do domu. Matka jak nas zobaczyla bala się pytac. Dodoam ze oboje bvylismy trzezwi i wolni od wszelkich uzywek. Potem przez dwa tgdonie wychodzilismy o akzdej porze z bratem z psem wspolnie, a sam pies wieczorem zapieral se lapamie przez kilka dni żeby wyjsc z klatki i trzeba go było wynosic na sile. Minelo wiele lat od tego zjawiska, brat konczy 22 lata niedlugo, i nadal jak o tym wspominamy sobie to łzy nam staja w oczach. Tego wieczora jak wrocilismy, po raz pierwszy od kilku lat spalismy razem w lozku, przy zapalonym swietle i szczelnie zasloniety zaslonach. Z psem rzecz jasna. Mialam napisac wiecej ale przypominanie sobie tej hisotir mnie strasznie zdenerwowalo. Wiec może cos lzejszego innym razem...
  13. Nie wie czy ktos jest z Ochoty ( z Warszawy), jak chodzę teraz z Harleyem na skwer naprzeciwko Szpitala Lindleya.Nie wiem czy ludzie tam sprzątają po psach regularnie, bo troche tego bylo, ale w kupe udalo nam sie jeszcze nie wejsc mimo maszerowania po trawie i lisciach. Po młodym sprzatam, nawet jak rzadkie. Po prostu mam jeszcze paczke chusteczek i nawyzej pakuje do woreczka razem z tym. A potem do kosza. Ale na inny temat miałam napisac. Sasiadka mi z rok temu mowila, ze ona po swoim psie nie sprzata bo kupa jest naturalna i ekologiczna wiec sie rozlozy, a gorzej dla srodowiska robią te wszystkie woreczki foliowe w ktore sie te kupe pakuje...
  14. Edit: obcielo mi pol posta:/ Ja chciałam tylko napisac ze dzieki temu watkowi wiele sie nauczyłam. Np kilka lat temu, ba nawet kilka dni temu zanim pojawilam sie na forum to nie uwazalam ze to cos zlego ze szczeniak biegnie do spa czy suki, raczej za urocze. Ale czytajac kilka, kilkanascie, potem kilkadziesiat stron otworzyly mi sie oczy w wielu sprawach. Nie tylko tego ze wlasciciel sobie moze zwyczajnie nie zyczyc kontaktu psa z innym , nawet szczeciorem, ale ze to takze niebezpieczne dla psa. Dlatego np dzis z mlodym na spacerze jak był luzem puszczony, a zobaczylismy pana ze sznaucerem to go od razu zapielam, ominelismy sie kulturalnie chociaz Harley ciagnal do suki. Potem zamienilismy kilka zdan, psy sie obwachały, i uslyszlalam np. ze teraz to mam szczescie bo suka ma urojona ciaze wiec lubi wszystko co małe, ale normalnie nie przepada za szczeniakami ani innymi psami:) Tak samo jak wracalismy do domu, jaka starsza Pani odciagnela swojego pieknego burka na szelkach bo chcial zezrac mlodego wrecz. Po prostu stanela na chodniku i dała nam przejsc:) Mam nadzieje, ze nikomu nigdy nie damy z Harleyem powodu zeby sie tutaj znalezc:)
  15. "kotek nie lubi" dla nas to hasło jak znalazł...:)
  16. Wczoraj byliśmy u weta. Młody dostał metronidazol juz w tabletce i po raz pierwszy od tygodnia obyło sie bez kroplowki. Koleja wizyta w piatek na badania krwi i jak wszystko bedzie w porzadku to potem za 2 tyg szczepienie. Duzo zjadł, zrobil piekna kupe, i dostalismy dyspense na wychodzenie na dwór (byle by ograniczac kontakt z psami) Młody nie był specjanie zachwycony dworem, ale wysikał sie i pociagnal do klatki. Potem bylysmy jeszcze raz i znow zrobil siusiu. Niestety, zapewniamy mu chyba za mało rozrywek bo od godziny 23-2 w nocy szczekał szalal, warczał podgryzał i prbowal wszystkich do zabawy wciagac. Dodam ze wszyscy byli juz w lozkach wiec trzeba było wstac do psinca. Staralismy sie go wymeczyc przed snem, bawienie sie pilka, przeciaganie starej stakreptki, polowanie na kosc itd, ale to bylo chyba za bardzo nieudlne. Gorzej ze mlody jeszcze nie ma umiaru i jak sie pochylilam nad nim zeby mu powiedziec nie wolno ( zaczal sie do kabla dobierac) to podskocyzl szczeknal i z radoscia upierdzielil mnie w nos... Bolało jak diabli az lzy stanely w oczach ale ok, mysle sobie. nic z tego. Scieram łzy bo tak troche glupio a tu krew, moje malenstwo rozwalilo mi pol nosa tymi swoimi kiełkami:P Było jzu za pozno zeby go jakos skarcic bo sie zajal czym innym i epwnie nie wiedzilaby o co chodzi, ale tak na przyszlosc, ja mu ograniczac podgryzanie takie znienackowe włascicieli?? Potem psozlismy spac, i nad ranem czuje ze pies ładuje sie na lozku, ja go odpycham on sie laduje. W koncu wskoczyl iz aczal mnie gryzc po rece i skomplec. Wstałam- pies ruszyl do drzwi i piszczy dalej. Wiec tylko dres na siebie, smycz i na dwor. Chodzilismy prawie pol godziny, ale owocem tego bylo natychmiastowe siku i wielka kup a( rzadsza niz wczoraj ale wet powiedzial ze tak mzoe byc przy zmienie karmy). W sumie o 4 30 polozylam sie po raz drugie i poki co mały spi. Boje sie tylko ze poneiwaz nie ma nas w domu takie zachowanie bedzie sie non stop powtarzac, tzn zeon bedzie przesypial caly dzien, a w nocy bedzie wariowal. Mam nadzieje ze pomoze porzadny spacer moze z jakas zabawą, kolo 22-moze polnocy. Rano przed wyjsciem zawsze tez staralismy sie go zabawiac zeby potem nie było munudno wiec teraz zastapia to spacery. Ponadt zrobilismy mnostwo zdjec babla wiec moze cos wrzucimy... jest dobrze:) teraz tylko trzeba szkarba wychowac
  17. Myslalam o dobrej suchej bo wydaje mi sie ze jest bardziej zbilansowana niz to co moge ja sama mu ugotowac ( ile mozna jesc ryz z miesem bez ubytku na zdrowiu??) a na pewno tansza od puszkowej. Wiec tak sobie umyslilam ze mlody bedzie dostawał sucha pozniej, a raz na dzien na jeden posilek, a jak bedzie starszy to np ra zna dwa dni naprzemiennie zarcie domowe ( ryz+ kura, indyk jagniecina) do karmy. Poza tym miesne puszki za krórymi rpzepada wrecz ( dobre sa bo sama probowałam...) beda w ramach jakiejs nagrody za cos, nie wiem weterynarza, szkolenia czy cos takiego... Poki co dzieciak nie jest zainteresowany zadnymi smakolykami. Tzn ciasteczkami dla psow, dropsami itd itd, na wszystko patrzy obojetnie. I nie chce dostac nawet w ramach nagrody. Moze to lepiej poki zoladek ma delikatny. A co do wspolokatora jakby sie nie zgadzal to kaze mu konto zalozyc i na pewno znajda sie osoby ktore przelumacza mu epwne rzeczy lepiej niz ja. dzieki wszystkim za odpowiedzi
  18. Hej:) On je łapczywie ale gryzie. Tzn tak mniej wiecej przynajmnij cos tam memła. Niestety, bestia jest zdolna i wybredna i np. gdy mieszam mu intestinal ze zwykla karma z puszki to zjada te miesna a intestinal zostawia...Moze to kwestia zapachu. Niemniej jednak zrobie jutro jak mowisz. Co do ejdzenia to fakt, on ja dł by ciagle ale ja go karmie 3 razy dziennie po trochu. Rano dostał pół puszki, teraz 4 czubate lyzki ryzu z miesiem- tyle samo zostaje mu na kolacje. To danie to cala paczka ryzy i 1 udko z kurczaka [odzielone wlasnie na 2 posilki. Młody na szczescie juz wiecej pije, szczegolnie po jedzeniu. Tak sie zastanawiam, mam nadzieje ze nie bedzie przesada jak powiem wspolokatorowi ze np ludzkie jedzenie szkodzi psom?? Troche czytała i chyba nie powinny go jesc, wiec moze wtedy odpanie problem karmienia przy stole, które w tym momencie jest bardziej problemem wspolokatora niz samego psa.
  19. To sie sie pochwale choć srednio jest czymmm:) Dwa dni temu w lecznicy Harley wytrzymal na moich kolanach równo 2,5h. Siedzac zawiniety w recznik i spiac mi na kolanach itd. W pewnym momencie sie przebudził, ziewnal i zaczal popiskiwac i sei wiercic. Na co ja: " No juz dobrze, sliczny kotek, taki madry , niesamowity, cudowny itd.Moja kiciaaa..." Na co takis tarszy Pan siedzacy obok z zona i kotem w kontenerze: "Boże...Przysiągłbym, ze to pies..."
  20. :D:D:D:D własnie wrociłam do domu, troche wczesniej niz sie spodziewałam bo byłam ciekawa jak tam. Wiec siku było wzorowo w kuchni, zmienilam gazete i od razu trafila tam kupa (STAAAŁa i twaarda!!!) Misie moje wszystkie sa wlasnie po jedzeniu, wszystko dostalo ryz z kurczakiem. Młody się bał troche ryzu bo sie rozgotowal i przylepial mu sie do podniebienia ale tez zjadł. W ogole to straszny głodomór...Nie wiem, dzis bede musiała zapytac jak go karmic bo on by tylko jadł. Niestety...:( Tylko miesne puszki i miesko ogotwae za to nie chce nawet tknac ani jednej z suchych karm a ma ich 3 rodzaje... Bedzie duzy wiec woalabym go przyzwyczajac do karmu suchej juz teraz bo po prostu to taniej wychodzi...Jakis sposób bedzie trzeba znalezc. W ogoloe zanim weszlam do domu rozmawialam z dzieciata sasiadka, ktora cale dnie z nimi siedzi, i okazalo sie ze nie miala pojecia ze prawie od tygodnia pies ejst w domu. Nie slychac po naszym wyjsciu ani wycia, ani nic nie ejst zniszczone jak przychodzimy. To z duzych plusow, teraz minusy. Dzieciak jest nachalny co do kotów i o ile Dante naprawde spokojnie znosi jego ataki łacznie ze wskakiwaniem na siebie 0_0' i albo ucieka albo miauczy o tyle Radek po jednej z takich akcji zaczyna na psa po prostu polowac. Tylko czeka jakby go tu łapa pacnac. Widze ze jest ewidentnie zazdrosny ale na razie poza obcinanime paznokci i strofowaniem slownym jednego i drugiego nie ingeruje. Mam nadzieje ze sie jakos przyzwyczaja Wszystko stowory sa glaskane po rowno i nawet zaluje ze nie mam 3 reki bo podchodza jednoczesnie. Cieszy mnie tez to ze potrafia zjesc z jeden miski, tzn koty bez problemu dopuszczaja Harleya do swojej a on nie ma nic tez przeciw jak one zjedza z jego. Chociaz wtedy robi sie lapczywy i polyka wszystko jak najszybciej. Po pochowaniu kabli w miare mozliwosci, i butow oraz zafundowaniu kilku gryzakow uspokoilo sie tez gryzienie wszystkiego. Co by tu jeszcze... Mam mały problem ze wspolokatorem...Tzn bede musiala z nim powaznie pogadac bo mamy inne zdanie na temat wychowywania psa i to bedzie rodzilo problemy to dzieciak zwariuje.Ja bym chciala zeby on nie dostawał nic z reki tzn nie jadl jedzenia dla ludzi ani nie zebral przy stole. Z drugiej strony moj kolega uwaza ze nie ma w tym nic zlego wiec mowi ze bedzie sie z nim dzielił zarciem. Boje sie ze sprzeczne infomacje sprawia ze młody nie ebdzie wiedzial gdzie ejst granica. To samo sie tyczy spania w lozku. Juz pierwszego wieczoru nie pozwolilam psu spac ze soba. Nie to zebym miala cos przeciw ale po prostu on bedzie duzy, i boje sie ze to ja wyladuje na podlodze. U mnie to respektuje i spi na swoim kocyku pod biurkiem, ale np Michał na sile go wciaga na lozku i probuje z nim spac....Itd itd, takie drobne s[rawy ale na dluzsza mete beda iritujace. Na razie sie ciesze ze wszystko wyglada na ok, i dzis jeszcze jedziemy do lecznicy,Jak dobrze pojdzie to pewnie jutro na ostatni antybiotyk i badanie krwi i koniec...Oby wszystko poszlo dobrze.
  21. mam nadzieje ze teraz bedzie juz z górki choc nadal bardzo uwazamy.Natomiast Harley przed 5 minutami walnął wielką, STAŁĄ dość twarda kupę. Teraz czeka go samotnosc do 17 ale musi jakos wytrzymac...
  22. Mam chwilę wolnego, już piszę. Wczoraj pojechaliśmy do lekarza jak mówiłam na Białobrzeską. Do doktor Ady czekaliśmy 2,5 h w kolejce ale się opłacało. Zbadała Harleya, jako pierwsza osłuchała go dokładnie i wymacała. Potem przeczytała hisotire choroby no i mina jej zrzedła. Zapytała co u niego itd, zmierzyła gorączkę- brak. Zapytałam ją o transfuzję i powiedziała, że nie zaszkodzi więc przygotowała psa do zabiegu, przyniosła krew itd. Juz w trakcie wpuszczania powiedziała, że jej ta parwowiroza wydaje sie dziwna zwazywszy na brak pozniejszych wymiotów i brak goraczki. Powiedziała tez ze test moze byc fałszywie dodatni z powodu ostatniego szczepienia. Jak skonczyla mu wpuszczac te krew to znow z uporem maniaka wymacala mu brzuch, i Harley z wielkim piskiem chciał uciekać. Kazała mi i technikowi go przytrzymac, zalozyla rekawiczke i wlozyła mu reke (palce) w tyłek, dosc głeboko. Po czym ku naszemu niebywałem zdziwieniu wyjela kawałek patyka i taka ostrą ogrodkową kore. Nie minelo 5 minut jak pies prawie oszlała na stole rzadjaac natychmiastowe zdjecia na podloge, po czym za przeproszeniem :zasrał" cały gabinet. Trwało to długo ilosc kupy jaka w nim siedziala była ponadprzcietna, co wiecej kupa była naprawde ładna w porownaniu do tej wczesniejszej wody. Dostał oczyiwscie antybiotyk, lek na odrobaczania i parafine, metronidazol, ranigast etc. i kroplowki. Po przyjciu do domu poprawa była diametralna. Młody przede wszystkim rzucil sie na wode, zjadl pol puszki intestinala od razu i jeszcze był głodny. W nocy probował rozniesc dom na strzepy. Dzis w lecznicy powtorka z rozrywki, to samo kombo lekow, ale 3 dzisiejsze kupy sa ładne ( stałe choc miekkie) , je duzo (chc w małych ilosciach) pije powiedzmy poprawnie. Jutro tez do weta, ale widac poprawe znaczaco choc cały czas uwazamy. Natomiast ma taka energie ze wkurza koty i roznosi mieszkanie. Co wiecej pochwale sie. Dzis zostal sam w domu od 14-22 30 i nie było zniszczone nic, (chociaz pochowalam buty) siku było wzrowo na gazete w kuchni a kupa obok, ale mysle ze mozna to wybaczyc. Musze sie jutro podpytac sasiadkow czu nie wył przez ten czas dziekuje wszystkim za kciuki i cieple slowa porad
  23. Uf wczoraj sie duzo dzialo, jest lepiej znacznie. Opisze wszystko jak tylko dotre do rpacy wieczorem bo teraz to urwanie glowy i jeszcze klopoty z netem...
  24. jesli mam byc szczera to była tak zmeczona ze nie wylaczylam komputera, dopiero pozniej sobie o tym przypomniałam. Słodziak ok, cała noc przespał do 7 na sikanie. Kupy nie było wcale. Dzis od rana gryzie wszystko co mu podpadnie pod zeby, buty meble etc. Podkladam mu gryzaka bo nic innego nie mam, bede musiała do Arkadii podjechac. Poza tym jest zywy, musztruje koty itd. Niestety:( Nadal nie chce nic pić ani jesc. Nie jest po prostu zainteresowany, ale moze po takiej ilosci kroplowke nie musi. Weterynarz koło 14, mam andzieje ze dotrzyma. nie wiem jak reszta, ale ja nie przywyklam podawac zwierzetom leku bez konsultacji z weterynarzem. Widocznie metronidazol jest lepszy od np. nifuroksazytu chocby dlatego ze moze byc podawany dozylnie. Prosimy o kciuki.
  25. Ok skonczylismy podawac 2 kroplowke, nie do konca niestety, bo po 300ml Młodego zaczeło rzucac i chciał wymiotowac. Moze za duzo plynow jak na krotki czas. Potem sie zsikal i mu przeszło. Teraz zawine mu wenflon i moze uda mi sie reztke mu rano puscic i tyle... Kupy od poludnia nie było, moze to i dobrze. Teraz dziecko probuje zjesc moje buty i kabel do ładowarki. dobranoc wszystkim i dziekuje
×
×
  • Create New...