Jump to content
Dogomania

bunia2010

Members
  • Posts

    223
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bunia2010

  1. Murem za Skałowem · Od ponad trzech lat nasze schronisko jest celem brutalnej nagonki. Nie wystarczyłoby miejsca, by opisać wszystkie jej etapy. Czy jesteśmy zmęczeni? Oczywiście, że tak! Ale czy się poddamy? Nigdy!!! Bo nasza walka nie jest dla wygody czy uznania, ale dla tych, którzy nie mają głosu – naszych podopiecznych. Hejt, plotki, oszczerstwa – to wszystko spada na nas każdego dnia. Ktokolwiek z nas staje w obronie schroniska, jest natychmiast atakowany, obrzucany błotem i oskarżany o rzeczy, które nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Ale my nie zamierzamy się cofnąć. Prawda nie obroni się sama – my ją obronimy! Nie działamy dla polityków, organizacji czy opinii publicznej. Działamy dla Igiego, który trafił do nas skatowany, a teraz ma swój wymarzony dom. Dla Foresta i Franka, którzy nie widzą oczami, ale ich serca są pełne miłości. Dla Miśka, który czeka na kogoś, kto rzuci mu piłeczkę do końca jego dni. Dla Fado, z którym walczymy o przezwyciężenie jego lęków. Dla Kubusia, który mimo padaczki zasługuje na miłość i ciepło prawdziwego domu. To dla nich jesteśmy tu każdego dnia – i dla tych, którzy jeszcze do nas trafią. Marzymy o dniu, w którym nasze schronisko będzie puste, bo każdy zwierzak znajdzie swój dom. Ale wiemy, że ten dzień jeszcze nie nadszedł. Dlatego walczymy dalej, mimo nagonki, mimo hejtu, mimo kłamstw. Wylewane w Internecie wiadra pomyj nie zmienią jednego – jesteśmy tu i będziemy działać. Nie zgadzamy się na szerzenie fałszu! Dzisiejszy świat udowadnia, że w mediach można powiedzieć wszystko, bez konsekwencji. My jednak nie pozwolimy, by kłamstwo zastąpiło prawdę. Będziemy prostować fałszywe informacje i pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest. Ta strona powstała po to, byście mogli zweryfikować fakty – z pierwszej ręki, nie z internetowych plotek. Nie wierzcie we wszystko, co czytacie w sieci. Sprawdzajcie, pytajcie, myślcie samodzielnie. A my? My będziemy walczyć dalej. Bo dla tych zwierząt jesteśmy gotowi na wszystko!
  2. Murem za Skałowem Poniżej zamieszczamy treść Oświadczenia wszystkich członków Zgromadzenia Związku w sprawie emisji programu pt.: "Schronisko?" (emisja w dniu 11.02.2025r.): OŚWIADCZENIE W związku z emisją w TVP 2, w dniu 11.02.2025 roku, o godz. 22:30, programu pt.: ,,SCHRONISKO ?’’ Magazynu Ekspres Reporterów, pod redakcją p. Justyny Andersz-Rychter, Schronisko dla Zwierząt w Skałowie składa niniejsze oświadczenie. Program pt.: ,,SCHRONISKO ?’’ stanowi kompilację nieprawdziwych informacji oraz informacji, które mimo iż zawierają w sobie elementy zgodne ze stanem faktycznym, to z uwagi na ich wybiórczość i wyjęcie z kontekstu, nie mają przymiotu rzetelnych, a ich celem było wyłącznie nieuprawnione szkalowanie Schroniska dla Zwierząt w Skałowie. Uznać należy, że autorka tego reportażu w sposób rozmyślny wprowadziła Widzów w błąd i uchybiła obowiązkowi prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk. Materiał został zmontowany w taki sposób, aby Widz był przekonany o tym, iż pracownicy Schroniska dopuszczają się czynów godzących w dobro zwierząt, a samo utworzenie Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie służyło partykularnym interesom władz lub pracowników tego Schroniska. Bezsporną jest konstatacja, iż w myśl art. 6 ustawy Prawo prasowe, prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, której to prawdy niestety w kontestowanym reportażu zabrakło. Z uwagi na obszerność imputowanych przez udzielających wywiadu nieprawidłowości koniecznym jest enumeratywne odniesienie się do nich, wobec czego Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie wskazuje, co następuje: 1. Nie jest prawdą, jakoby nie było wiadomym na co są przeznaczane środki finansowe w Schronisku. Gospodarka finansowa Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie jest wszakże oparta o zasadę przejrzystości i transparentności. Wszystkie dane finansowe są publicznie dostępne i każdy obywatel ma do nich niczym nieograniczony dostęp, zaś do pozostałych informacji na zasadach przewidzianych przepisami powszechnie obowiązującymi. Także zasady partycypacji każdej z Gmin uczestniczącej w Związku Międzygminnym Schronisko dla Zwierząt w Skałowie w kosztach działalności Schroniska, są uchwalane wspólnie przez przedstawicieli wszystkich Gmin, podczas posiedzeń Zgromadzeń Związku. 2. Radna Gminy Swarzędz p. Anna Baranowska-Graczyk, będąc do stycznia 2025 roku reprezentantem Gminy Swarzędz w Związku Międzygminnym Schronisko dla Zwierząt w Skałowie, wielokrotnie wizytowała Schronisko i w trakcie tych pobytów nie podjęła żadnej inicjatywy celem sprawdzenia, czy zwierzęta z Gminy Swarzędz znajdują się w tymże Schronisku, jak i nie zażądała okazania jej jakiejkolwiek dokumentacji Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. W dniu 30 października 2024 roku owa Radna wzięła udział w wizytacji Schroniska dokonanej przez Radnych Gminy Swarzędz, podczas której były sprawdzane chipy przebywających w Schronisku zwierząt oraz stan i wyposażenie budynków znajdujących się na terenie Schroniska. Jednakże Radna p. Anna Baranowska-Graczyk wykazała bierność w trakcie tej wizytacji i nie chciała w niej aktywnie uczestniczyć. Natomiast następnego dnia, tj. 31 października 2024 roku, przyjechała wraz z grupą kilku niezidentyfikowanych osób, żądających wstępu na teren Schroniska celem przeprowadzenia kontroli. 3. Z treści oświadczenia występującego w programie p. Łukasza Jakubowskiego, który jest członkiem Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane, jednoznacznie wynika, że w sposób nieuprawniony, kłamiąc jakoby działał on z ramienia Gminy Swarzędz, chciał dostać się na teren Schroniska. Żądanie to motywował tym, iż chce sprawdzić czy zwierzęta są zachipowane oraz czy są odpowiednio leczone. Abstrahując już od tego czy p. Łukasz Jakubowski ma jakiekolwiek kompetencje do weryfikacji przebiegu leczenia zwierząt oraz kompetencje do sprawdzania numerów transponderów, to nie miał On jakichkolwiek formalnych podstaw do dokonywania takich działań i przeprowadzania kontroli w Schronisku. Takie działanie nieznanej, a towarzyszącej Radnej p. Annie Baranowskiej-Graczyk, grupy osób wywołało poczucie zagrożenia wśród pracowników Schroniska, zaś wcześniejszy incydent dotyczący fałszywego pomówienia Schroniska o to, jakoby dodawane do karmy otręby buraczane były trutką na szczury, pozwalał przypuszczać, że prawdziwym celem tej grupy osób było podjęcie działań mogących zaszkodzić zarówno zwierzętom przebywającym w Schronisku, jak i jego pracownikom. 4. Nie jest prawdą, że zwierzęta w Schronisku nie posiadają chipów, a posiadają jedynie numer ewidencyjny w Schronisku. Wszystkie zwierzęta przebywające w Schronisku, po odbyciu okresu kwarantanny, mają transpondery, a ich numery są wpisane zarówno w systemie Klinika XP, jak i umieszczane są w bazie SAFE-ANIMAL, która jest międzynarodowym zbiorem danych o zachipowanych zwierzętach. Niedopuszczalnym i rażącym jest tym samym sugerowanie, że zwierzęta mogą dowolnie znikać ze Schroniska bądź by ta sama grupa zwierząt mogła być okazywana przedstawicielom różnych Gmin, celem uzyskania składek członkowskich. 5. Także nieprawdziwym jest twierdzenie, że Gminy uczestniczące w Związku nie mają wiedzy, czy ktoś dokonywał w imieniu Gmin identyfikacji zwierząt. Schronisko co miesiąc przekazuje pełne i rzetelne informacje o zwierzętach do wszystkich Gmin, co w korelacji z chipowaniem zwierząt wyklucza jakąkolwiek - nawet hipotetyczną - możliwość manipulowania tymi danymi lub ich fałszowania. W konsekwencji nie są prawdziwe twierdzenia, jakoby Gminy płaciły ,,na gębę’’ oraz, że nie wiedzą, czy ,,zwierzę za które płaci Gmina - żyje’’. Schronisko w latach 2020-2024 było 16-krotnie kontrolowane przez Powiatowy Inspektorat Weterynarii. Kontrole te były zarówno doraźne, jak i planowe. Ponadto, w jednej z doraźnych kontroli przeprowadzonej w dniu 1 czerwca 2023 roku wzięli udział przedstawiciele Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane, w tym p. Łukasz Jakubowski i byli Oni świadkami dokonania kontroli chipów i danych o zwierzętach, podczas której nie potwierdzono żadnych nieprawidłowości. 6. Nierzetelne jest również porównanie przez p. Łukasza Jakubowskiego wynagrodzeń uzyskiwanych w Schronisku w Pile i w Schronisku w Skałowie. Po pierwsze kwota podana przez p. Łukasza Jakubowskiego dotycząca Schroniska w Skałowie zawiera w sobie nie tylko wynagrodzenia brutto 19 pracowników, ale również wynagrodzenia osób świadczących usługi na podstawie umów cywilnoprawnych, w tym umów zlecenia. Po drugie p. Łukasz Jakubowski w sposób celowy pomija fakt, że z podanej przez Niego sumy kwota 367.210,00 zł stanowi składki na ubezpieczenie społeczne oraz na Fundusz Pracy. Ponadto, wskazaną nierzetelność i brak wiarygodności tej wypowiedzi potwierdza też druga część oświadczenia p. Łukasza Jakubowskiego a mianowicie to, że w Schronisku w Pile na wynagrodzenie 24 osób przeznaczono 1.150.000,00 zł. Gdyby twierdzenie to polegało na prawdzie, pracownicy zatrudnieni w Schronisku w Pile musieliby otrzymywać wynagrodzenie w wysokości 3.993,05 zł brutto miesięcznie, czyli poniżej kwoty minimalnej wynikającej z rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej, a tym samym byłoby to sprzeczne z prawem. 7. Nie jest zgodna z prawdą wypowiedź p. Łukasza Jakubowskiego, że przy porównywalnych budżetach Schroniska w Pile oraz Schroniska w Skałowie na wyżywienie zwierząt w Skałowie przeznacza się kwotę prawie 3-krotnie niższą niż w Pile. Przeważająca część karmy dla zwierząt przebywających w Schronisku uzyskiwana jest na podstawie darowizn, uzyskanych od Stowarzyszenia Przyjaciół Schroniska dla Zwierząt w Skałowie. Gdyby owych darowizn nie było, to oczywistym jest, że na wyżywienie zwierząt byłaby przeznaczona wyższa część budżetu, niż ma to miejsce obecnie. Zaoszczędzona w ten sposób kwota w budżecie Schroniska (dla przykładu w roku 2023 była to kwota ponad 340.000,00 zł) stanowi bezpieczną rezerwę na poczet kolejnych lat działalności Schroniska. 8. Nie jest prawdą, jakoby za każde zwierzę ponad limit zwierząt, ustalony dla danej Gminy Schronisko wystawiało fakturę na kwotę praktycznie dwukrotnie wyższą, niż średni dzienny koszt utrzymania zwierzęcia w przeliczeniu na składkę członkowską. Otóż taki średni koszt utrzymania zwierzęcia w 2023 roku wynosił 27,00 zł, a w 2024 roku 30,00 zł. Opłata za dodatkowe zwierzę, ponad limit dla danej Gminy, to kwota 30,00 zł za dzień, więc zarzut jest całkowicie nieprawdziwy. 9. W Schronisku w Skałowie nigdy nie była zatrudniona p. Agata Ł., oświadczająca, jakoby sucha karma podawana zwierzętom w Schronisku była „szajsem” i by zwierzęta otrzymywały „najgorszy syf”, a tę lepszą karmę, otrzymywaną ze szkół lub od sponsorów, wywożono ze Schroniska. Schronisko z całą stanowczością zaprzecza takim niedorzecznym oskarżeniom. 10. Nie jest również prawdą wypowiedź rzekomej pracownicy Schroniska p. Agaty Ł., by jej koleżanka siłą ciągnęła na chwytaku psa, a gdy go dociągnęła, to pies pluł krwią. Autorka reportażu przy zbieraniu informacji opierała się na niewiarygodnym źródle, a przy rozpowszechnianiu (wykorzystaniu) informacji działała pod z góry założoną tezę. Natomiast dziennikarz, by wypełnić obowiązek działania ze szczególną starannością i rzetelnością, obowiązany był sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych informacji przy pomocy dostępnych źródeł i umożliwić zajęcie stanowiska zainteresowanemu. Tego niestety Autorka reportażu zaniechała. 11. Także p. Zbigniew A., z którym nawiązano połączenie telefoniczne nigdy nie pracował w Schronisku w Skałowie. 12. Skandaliczne i wyimaginowane jest twierdzenie p. Aleksandry Śniecikowskiej z Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane, jakoby pracownica Schroniska w Skałowie powiesiła psa, po czym czekała, aż ten skona. Opublikowanie przez profesjonalnego dziennikarza tak drastycznej wypowiedzi i zaniechanie sprawdzenia zgodności z prawdą uzyskanej w ten sposób informacji, uchybia obowiązkom wynikającym z prawa prasowego i zasadom etyki dziennikarskiej. 13. Tożsame znaczenie należy nadać zarzutowi, jakoby za bramami Schroniska kryło się „okrucieństwo”. 14. Nadto za karygodne należy uznać wykorzystanie zdjęcia pogryzionej łapy psa na potrzeby zbudowania nieprawdziwego obrazu Schroniska. Pogryzienie to wszakże nie wynikało z zaniedbania pracowników Schroniska, a przyczyną stanu zdrowia psa było jego ciężkie pogryzienie przez inne psy, które zostały zabrane w trybie interwencyjnym i zostały umieszczone w Schronisku w Skałowie. W ciągu jednego dnia trafiło do Schroniska w Skałowie 80 prawie dzikich psów. Co więcej, zdjęcie zaprezentowane w reportażu było wykonane w chwili, gdy pies, którego ratowali pracownicy Schroniska, oczekiwał na przyjazd lekarza weterynarii, a autor tegoż zdjęcia w sposób wręcz cyniczny wykorzystał tę okoliczność. Znamiennym jest zaś to, iż owa sytuacja, w żadnej mierze nie będąca winą pracownika Schroniska, miała miejsce aż 5 lat temu. 15. Nie jest prawdą, jakoby Zarząd Związku Międzygminnego uzyskiwał jakiekolwiek wynagrodzenie, co jest wiadomym Pani Radnej Gminy Swarzędz i o której to okoliczności wielokrotnie traktowano na sesjach Rady Miejskiej w Swarzędzu. Tym samym całkowicie bezzasadne pozostaje twierdzenie, iż Zarząd Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 540.000,00 zł rocznie. 16. Niezgodne z prawdą są twierdzenia, że próbuje się uciszać Radną Gminy Swarzędz. Schronisko od kilku lat pada ofiarą pomówień, donosów i oskarżeń, a w konsekwencji podejmuje czynności prawne, mające na celu wyłącznie ochronę dobrego imienia pracowników Schroniska oraz Gmin tworzących Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. 17. Oświadczenie p. Aleksandry Śniecikowskiej o tym, jakoby Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie został utworzony do wyciągania publicznych pieniędzy, a nie dla zwierząt oraz że nikt nie prowadzi żadnej kontroli czy zwierzęta z Gminy są faktycznie czy żyją i czy faktycznie były, bo być może ich nie ma - stanowi kolejne zniesławienie i nieuchronnie nasuwa pytanie, czy nadrzędnym celem przedstawicielki Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane nie jest przypadkiem zniszczenie Schroniska w Skałowie, a nie deklarowana troska o dobro zwierząt, która może stanowić woal, do jej bezprawnych działań. 18. Nielogiczne i nieprawdziwe są również tezy, o tym, aby zwierzęta przebywające w Schronisku w Skałowie nie miały zapewnionej opieki weterynaryjnej. Taka opieka weterynaryjna była świadczona przez wiele lat (od początku istnienia Schroniska) na podstawie umów cywilnoprawnych, jednak nieuprawnione ataki na Schronisko i lekarzy weterynarii spowodowały, że na rok 2025 żaden podmiot nie był zainteresowany świadczeniem usług w trybie zamówienia publicznego. Tym nie mniej opieka weterynaryjna jest nadal dla Schroniska zapewniona. 19. O braku rzetelności autorki programu świadczy również fakt, że w programie wykorzystano ujęcia rzekomo pochodzące ze Schroniska, a tym czasem nie są to ujęcia ani psów przebywających w schronisku, ani nie jest to teren Schroniska. Jakże w takiej sytuacji przy braku rzetelności - łatwiej jest wysuwać autorce programu kłamliwą tezę nt. Schroniska, iż ,,być może nie do końca zwierzęta są tam traktowane priorytetowo’’. 20. Schronisko akcentuje, że nie przedstawiono Dyrektorowi tegoż Schroniska żadnych zarzutów, o jakich mówi prowadzący program. Zatem treść oświadczenia Pana Michała Olszańskiego, jako sprzeczna ze stanem faktycznym, jest niewątpliwym zniesławieniem Dyrektora i obrazuje tylko nierzetelność dziennikarską oraz przekazywanie w reportażu informacji niezgodnych z rzeczywistością. Reasumując, sformułowane w programie twierdzenia nie tylko godzą w dobre imię Schroniska oraz dobra osobiste pracowników i władz Schroniska, ale także w wizerunek kilkunastu Gmin tworzących Związek Międzygminnych Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. Już sam zwiastun programu opublikowany w mediach społecznościowych wskazywał na to, iż program ten będzie nierzetelny, dlatego też jeszcze przed jego emisją zostało skierowane do Państwa Oświadczenie datowane na dzień 11 lutego 2025 roku, wzywające do: zawieszenia emisji programu; niezwłocznego usunięcia zwiastuna z profilu Facebook oraz innych kanałów informacyjnych, w tym mediów społecznościowych; uzupełnienia materiału, który zostanie wyemitowany o stanowisko Schroniska w sprawach, w których pojawiają się zarzuty formułowane przez dwie ww. Panie oraz do uzupełnienia materiału, który zostanie wyemitowany o pełne (a nie jak się podczas emisji programu okazało - wyrwane z kontekstu) stanowisko Powiatowego Lekarza Weterynarii w Poznaniu, który przeprowadził w latach 2020-2024 aż 16 kontroli w Schronisku. Mimo tego, program ten, w którym doszło do nadużycia wolności słowa i falsyfikacji rzeczywistości, został wyemitowany. Skutkiem tegoż było naruszenie dóbr osobistych pracowników Schroniska oraz wizerunku Gmin tworzących Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. Nadmienić wypada, iż zagwarantowana przez ustawodawcę swoboda wypowiedzi, jako filar demokratycznego życia społecznego, nie usprawiedliwia, w szczególności naruszania dóbr osobistych przez przekazywanie informacji niezgodnych z rzeczywistością. W zaistniałej sytuacji Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie oświadcza, że zostały podjęte środki ochrony prawnej na gruncie prawa cywilnego, prawa prasowego oraz prawa karnego, celem ochrony przed tym bezprecedensowym i nieuprawnionym atakiem na Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. Nadto rozpatrzona zostanie kwestia podjęcia komunikacji z innymi stacjami telewizyjnymi, aby umożliwić przedstawienie realnej sytuacji Schroniska dla Zwierząt w Skałowie oraz ujawnienie prawdziwych intencji osób, które wystąpiły w programie.
  3. Murem za Skałowem Dzisiaj odniesiemy się do komentarzy, których autorką jest Pani Małgorzata Kaniewska. Nasza największa "fanka". Pani Małgorzata potrafi wyprodukować kilkadziesiąt komentarzy na stronie schroniska i godzinami udostępniać negatywne dla schroniska treści, bez względu czy mają one w sobie choć ziarno prawdy. Nie wiemy czym prywatnie zajmuje się Pani Małgorzata, że ma aż tyle czasu, ale zazdrościmy jej uporu. Tym razem, w tym internetowym ślinotoku, Pani Małgorzata wmawiała sympatykom schroniska, że jakaś straszna sprawa o znęcanie nad zwierzętami się toczy. Dla laika, który w sądach nie bywa zbyt często, może to brzmieć szokująco. A jaka jest prawda? Ano wysłały przyjaciółki Pani Małgorzaty zawiadomienie nieznanej nam treści do prokuratury. Ta wszczęła śledztwo, a następnie je umorzyła, nie znajdując przesłanek do ukarania kogokolwiek. Koleżanki Pani Małgorzaty złożyły zażalenie na decyzję o umorzeniu, a sąd postanowił, że prokuratura powinna raz jeszcze zbadać sprawę. Tylko i aż tyle. Zasadniczo jesteśmy na etapie, że Panie z Fundacji Mondo Cane wysłały swoje zawiadomienie. I nic się z nim nie stało. Nikomu nie postawiono zarzutów, wobec nikogo nie skierowano aktu oskarżenia, nic. Od wielu, wielu miesięcy. Schronisko ani żaden jego pracownik nawet nie jest stroną tego postępowania, które wszczęte z donosu Fundacji odbija się od prokuratury, sądu i zdrowego rozsądku. Czy przeszkadza to Pani Małgorzacie sugerować, mniej lub bardziej dosadnie, że "oto dzieje się", "już wkrótce", "toczy się postępowanie o znęcanie", "znęcanie, znęcanie, znęcanie"? No nie. Nie przeszkadza jej. Bo chodzi o to, żeby coś się przylepiło do pracowników i wolontariuszy schroniska. Czyli do nas. Żebyśmy to my musieli tłumaczyć się z zarzutów, których Pani Małgorzata nie potrafi nawet zwerbalizować. Zresztą, zapytajcie ją sami. Kto, kiedy i nad jakim zwierzęciem miał się niby znęcać? Niestety nie dowiecie się. To pytanie jest zbyt trudne dla Pani Małgorzaty.
  4. Witajcie na naszej stronie – głosie prawdy o schronisku w Skałowie! Profil ten jest głosem ludzi, którzy realnie znają jego funkcjonowanie i chcą pokazać prawdę. Powstała ona, ponieważ mamy dość hejtu i manipulacji, które od lat uderzają w Skałowo, jego pracowników, wolontariuszy, a pośrednio także w zwierzęta, dla których to miejsce jest często jedyną szansą na nowe życie. Nie zgadzamy się na fałszywe oskarżenia, rozsiewanie mitów i próby zniszczenia schroniska „od środka”. 22 lutego 2025 roku odbyło się spotkanie wolontariuszy z burmistrzami Kostrzyna, Szymonem Matyskiem, oraz burmistrzem Nekli, Karolem Balickim. Była to merytoryczna dyskusja na temat funkcjonowania schroniska, jego usprawnienia, a także fali hejtu, która od lat je dotyka. Poruszyliśmy kwestie dezinformacji, oszczerstw i niesprawiedliwej krytyki, które krzywdzą ludzi zaangażowanych w pomoc zwierzętom oraz negatywnie wpływają na samo schronisko i jego podopiecznych. To miejsce powstało, by pokazywać prawdę i walczyć z kłamstwami. Będziemy prostować fałszywe informacje i relacjonować codzienność w Skałowie oczami tych, którzy każdego dnia walczą o lepszy los porzuconych zwierząt. Jesteśmy tu dla nich. Dziękujemy, że jesteście z nami! Stay tuned! Murem za Skałowem
  5. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Miałem sobie odpuścić, bo sporo zostało powiedziane przecież, ale wtedy dostałem wiadomość z oficjalnego konta Magazynu Ekspresu Reporterów. I prawie spadłem z krzesła. Bo to nie jest naturalna sytuacja, gdy jakiś przedstawiciel państwowych mediów straszy kogokolwiek pozwem. Możliwości są dwie. Albo komuś się tam całkiem poprzewracało w propagandowej makówce, albo wzięli tę całą kasę z onkologii i kupili wehikuł czasu. I cofnęli się do 1982, kiedy tego typu próby uciszania kogoś miały sens. A ja nawet połowy ich kłamstw i manipulacji nie wypunktowałem jeszcze. Tak więc: --- 1. Państwo media-workerzy przyjechali do schroniska, które później przedstawili w bardzo złym świetle, bez zapowiedzi. Zostali wpuszczeni i oprowadzeni po terenie. Mogli nagrać wszystko co tylko chcieli i tak też zrobili. A w reportażu pokazali migawki z jakiegoś zupełnie innego miejsca ze zwierzętami. Nie wiadomo jakiego, ale na pewno nie ze schroniska w Skałowie. Dlaczego? Sam chciałbym wiedzieć. 2. Pokazano zdjęcie poranionego psa, ale pominięto informację, że był on ofiarą pogryzienia. I to 5 lat temu, w skrajnie trudnych okolicznościach. "Dziennikarze" od kilku dni mieli informację o tym, że pokazywane zdjęcia są sprzed wielu lat. Nie wspomnieli o tym w reportażu. Zostawili widza z myślą, że jakiś człowiek celowo skatował zwierzę. Widzowie ci poszli następnie wyzywać pracowników i wolontariuszy schroniska, choć nikt tam żadnego psa nie skrzywdził. 3. Magazyn otrzymał oświadczenie od zarządców schroniska. Krótkie, treściwe i bez zbędnych dygresji. Zaczynało się ono od słów: "przesyłamy poniższe oświadczenie wierząc, że opublikujecie je Państwo w całości, gdyż wymaga tego etyka zawodowa oraz elementarna sprawiedliwość". Magazyn potwierdził otrzymanie oświadczenia 16 grudnia. A w reportażu emitowanym w połowie lutego nie udało się pokazać ani jednego zdania. 4. Prowadzący, Pan Michał Olszański, w swoim podsumowaniu powiedział, cytuję, "(...) chcę Państwu powiedzieć, że Prokuratura we Wrześni wszczęła postępowanie przeciwko dyrektorowi tego schroniska". Koniec cytatu. I wiecie co? Nie wszczęła. Żeby jakieś śledztwo toczyło się "przeciwko" komuś, to trzeba mu postawić zarzuty. Tutaj nie miało to miejsca. Gadająca głowa z telewizora skłamała w sposób tak ordynarny, że powinna chyba iść na emeryturę, bo tylko demencja tłumaczyłaby taką pomyłkę. 5. Pseudo-dziennikarze otrzymali kompleksowe wyjaśnienia wszystkich swoich wątpliwości. Wyniki kontroli, konteksty, dokumenty- pominęli je w całości. Z pełną świadomością, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej, postanowili oszukać swoich widzów, których ponoć jest pół miliona. A na wypunktowanie im tego zaczęli... grozić pozwami. Dziesiątki wyników kontroli, stanowisko ministerstwa, obchód po całym schronisku, efekt całonocnego przeszukania i wyniki badań, gdy pseudo-aktywiści nazwali wiórki buraczane trutką na szczury. Nic z tego nie zostało choćby wspomniane w programie "Magazyn Ekspresu Reporterów". I redakcja nie widzi w tym żadnego problemu. Jedyne co im przeszkadza, to że ktoś ma czelność polemizować z tego typu praniem mózgów ludziom. Co smutniejsze, zdają się cieszyć z tego, że wywołali setki gróźb i obelg wobec niewinnych ludzi. --- Gdyby przy barze usiedli Joseph Go*bbels z Jerzym Urbanem, wódkę podawałaby im Maja Staśko, a na końcu rachunek opłacono by ze środków jakiegoś amerykańskiego funduszu, to nad ranem powstałby scenariusz ostatniego programu "reporterów". Bo to był stek kłamstw okraszony taką manipulacją, że nie ma w słowniku określenia na to. Nie wiem czy ktoś w redakcji ma świadomość jaką krzywdę wyrządził pracownikom i wolontariuszom schroniska. Albo, że ostatecznie to zaszkodzi głównie zwierzętom. W końcu nie siedzę w głowach tych doświadczonych pracowników TVP. Pewnie utopiłbym się w tej "czystej wodzie" rodem z Białorusi. Zauważam za to absurd, że schronisko finansowane z pieniędzy podatników jest pomawiane przez telewizję finansowaną z pieniędzy podatników, a jak któremuś podatnikowi się to nie podoba, to może dostać jeszcze pozew. Na koszt podatników. Od spółki, która budżet na takie ponure zabawy liczy w miliardach. A idź Pan w... z takim żartem. Tak, że tego. Nie krępujcie się. Moje dane ma Wasz studyjny kolega, Paweł mu na imię. Jakoś bardzo minimalnie pomogłem mu przy innym reportażu- wie jak się skontaktować. Tak jak sądzenie się z fundacyjnymi oszustami jest stratą czasu, tak z propagandowym molochem chętnie spotkałbym się w sądzie. Choć jestem prawie pewien, że to akurat Magazyn Ekspresu Reporterów TVP będzie prędzej przepraszał. --- Eh. Wku*wiam się, bo ten cykl programów faktycznie ma na koncie poruszenie ogromnej ilości ważnych tematów. A ja do niedawna byłem ich fanem. I jak strzał w pysk, jak wiadro zamarzniętej wody na łeb. Nie wiem kto obsługuje im tego czata, raczej nie jest to Pani Barbara Paciorkowska- merytoryczna nadzorczyni, ani prowadzący Pan Michał Olszański. Może Pani Justyna Andersz-Rychter, twórczyni tego gniota, dorabia obsługując social media. Które by to nie było- zmieńcie pracę. --- Na prawnika nie zbieram, bo żadnej sprawy nie będzie. Nie gram w oblężoną twierdzę. Ale gdyby ktoś chciał wesprzeć ideę tej namiastki weryfikacji petbiznesu, to można to zrobić o tutaj: https://suppi.pl/czarnalistapro Ps; dzięki za podsyłanie linku do wideo "AFERA DIOZ | PODROBILI DOKUMENTACJE? SAMI OBCIĘLI NOGĘ, ZAGRYZIONE ZWIERZĘTA". Obejrzałem, ale nie mam (przynajmniej chwilowo) nic do dodania, bo ten materiał praktycznie wyczerpuje temat. Od dawna twierdzę, że w DIOZ-ie zwierzęta są najmniej ważne a twórcy tego przybytku powinni siedzieć w więzieniu. Super, że ktoś z ich ex-działaczy odważył się powiedzieć głośno co tam widział.
  6. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Niedawno opisywałem historię, jak pseudo-aktywistka "pomyliła" wiórki buraczane z trutką na szczury tym samym rozpętując aferę wokół niesłusznie oskarżanych pracowników schroniska. I ten wpis został bardzo pozytywnie przyjęty. Odzywali się mieszkańcy tamtejszych okolic, że nie mieli pojęcia o sytuacji, że naiwnie wierzyli w bzdury produkowane przez fundacyjnych działaczy. Pisali też radni, że to skandal i trzeba ukrócić bezpodstawne oskarżenia wobec schroniska. Na chwilę sytuacja się uspokoiła. Ale tylko na chwilę. Bo tym razem do kolportowania kłamstw zaprzęgnięto program "magazyn ekspresu reporterów". I żeby nie było, ja w sumie jestem fanem tego cyklu reportaży. Mają na koncie setki, jeśli nie tysiące, bardzo potrzebnych materiałów. No ale... przedstawiono "reporterom" cały szereg dokumentów, wyników kontroli, kontekstów, odpowiedzi na aktywistyczne wątpliwości, oprowadzono "reporterów" po schronisku i przesłano im oświadczenie z prośbą o jego publikację w swoim materiale. Wiecie ile z tego pokazano? Otóż równe zero. Więc trochę uzupełnię ich czystą wodę tefałpe w stanie likwidacji: --- W reportażu, którego autorką jest Redaktor Justyna Andersz-Rychter pojawiają się następujące sceny: 1. Pani Aktywistka pokazuje zdjęcia poranionego psa. W głowie widza rodzi się obraz katowanych przez złego człowieka zwierząt. Zabieg tak samo celowy, jak i cyniczny. Bo o czym telewizyjni magicy nie wspominają, to że zdjęcia pochodzą sprzed 5 lat. Wtedy też do schroniska trafiło kilkadziesiąt prawie-dzikich psów (chów wsobny, zbieractwo) i doszło do jednego, ciężkiego pogryzienia. Coś, co mogło wydarzyć się w dosłownie każdym schronisku, szczególnie przy takim napływie trudnych w obsłudze zwierząt. W ciągu 5 lat w schronisku zmieniło się niemal wszystko. Ludzie, procedury, infrastruktura i co tam jeszcze można wymienić. Już sam fakt, że ktoś musi tak głęboko szukać w teczkach jakiegoś kwitu jest dość wymowny. No ale o tym nie warto wspominać, bo przecież nie chodzi o prawdę, a jedynie o sztuczne skandalizowanie... 2. Pan Radna punktuje, że chyba są jakieś nieprawidłowości w finansach. Bo na karmę dla zwierząt przeznaczono jedynie 2 procent środków gminnych. Skandal! Do tego jeszcze dużo pieniędzy trafia na wynagrodzenia. Aktywistyczna propaganda z kolei pomija, że akurat karma kupowana jest z funduszy zbieranych przez Stowarzyszenie założone dla wsparcia schroniska. Ludzie oddają swój zwrot z podatku lub przekazują fizycznie karmę i dzięki temu nie trzeba środków gminnych na to przeznaczać. Skoro zwierzęta nie chorują, nie mają problemów żołądkowych, nie są za chude ani za grube, to po co ktoś miałby zmieniać sposób ich żywienia? Chyba tylko po to, aby zadowolić Panią Radną, której ewidentnie nie podoba się, że ktokolwiek wspiera schronisko. Sprawa wynagrodzeń jest jeszcze prostsza. Wielu pracowników = dużo, łącznie, wynagrodzeń. Pewnie można by zatrudnić ludzi w kryzysie bezdomności lub na innym życiowym zakręcie, jak ma to miejsce w kilku organizacjach ochrony zwierząt, ale to chyba pozytywne, że schronisko chce mieć wykwalifikowaną i dobrze opłacaną kadrę? Bo jak na razie to działalność Pani Radnej, Aktywistów i teraz medialnych kurtyzan sprowadza się do tego, żeby obrzydzić ludziom pracę w schronisku. Może jak się zwolnią to sytuacja będzie na tyle zła, że nie będą musieli szukać zdjęć sprzed 5 lat... 3. Pani Aktywistka mówi o układzie. Bo wszędzie tam gdzie ona się pojawia jest jakiś układ. Urzędy gmin, komisariaty policji, prokuratury, powiatowe i wojewódzkie inspektoraty weterynarii a zapewne i proboszcz- wszyscy tkwią w układzie wszędzie tam, gdzie ta konkretna działaczka próbuje kogoś zaszczuć. Statystycznie nierealne, ale hej, kto jej zabroni kłamać? W tym konkretnym przypadku układ polega na tym, że dziesiątki drobiazgowych i niezapowiedzianych kontroli nie wykazały nieprawidłowości. Ministerstwo odpowiadając na interpelację poselską mówi wprost, że wszystkie zarzuty Fundacji Mondo Cane okazały się nieprawdziwe. Pozytywną opinię wystawia powiatowy inspektorat weterynarii, wojewódzki inspektorat weterynarii i wszystkie współpracujące ze schroniskiem gminy. Nocne najazdy nie wykazały niczego negatywnego. Policja, prokuratura i sąd odrzucają kolejne wymysły aktywistów. Wniosek? No oczywisty. Brak dowodów to dowód na jakiś spisek. Przynajmniej w schizofrenicznym pojmowaniu świata przez Panią Aktywistkę. Co zabawne, ta sama Pani Aktywistka wcześniej korespondowała z Ministrem Ziobro, w sprawie innego schroniska. Niedawno wystąpiła u Ministra Bodnara, w sprawie różnych schronisk. Publicznie chwali się znajomościami w Prokuraturze Krajowej. Ale to się nie liczy. "Układy" są tylko tam, gdzie jej kłamstwa nie wytrzymują zderzenia z faktami. (czyli praktycznie wszędzie). 4. Przez niemal cały reportaż pojawiają się niedomówienia i pytania retoryczne mające wywołać u widza takie "oho, coś jest na rzeczy". Problem w tym, że odpowiedzi zostały już wcześniej udzielone o czym wiedziały wszystkie gwiazdy szklanego ekranu. Tylko im się to nie zmieściło w materiale, albo zwyczajnie nie pasowało w narrację. I tym sposobem dowiadujemy się, że "istnieje prawdopodobieństwo, że psy nie są znakowane". Tyle, że są. Każdy pies ma chipa. Albo "być może tych psów tam nie ma". Tyle, że są. Potwierdzono to podczas wielokrotnych i drobiazgowych kontroli, w części z nich oszczercy sami brali udział. "Ciekawe czym są te psy karmione" - rzuca pytaniem w eter Pani Radna. U widza powstaje myśl, że może nie są karmione a przynajmniej jest to robione źle. Tylko wtedy co? W czarodziejski sposób żywią się światłem, a przy okazji nie chorują z powodu złego żywienia? Aż dziwne, że nie wspomniano o perle w aktywistycznej koronie, czyli akcji, gdy wysłannicy fundacji odkryli podawanie psom trutki na szczury. Wtedy całą noc trwało przeszukanie schroniska, pobrano próbki dosłownie wszystkiego, a ostatecznie okazało się, że jakaś dziunia nazwała wiórki buraczane ową "trutką". Ale o tym też nie wspomniano w reportażu. Również się nie zmieściło. 5. Z jednej strony oczekujemy, że gminy będą budowały swoje lokalne schroniska, zamiast korzystać z usług komercyjnych molochów. I że będą je finansować w godny sposób. A kiedy tylko się to udaje i kilka gmin wspólnie postanawia zrealizować taki projekt, to czekają je lata nieustannej nagonki, setki donosów, regularne próby dezorganizowania pracy i, jak w tym wypadku, szereg ordynarnych kłamstw w telewizji publicznej. Mamy schronisko z dobrymi warunkami dla zwierząt, możemy je do woli kontrolować, ale aktywistom się nie podoba, że budżet za duży. Jednocześnie ci sami aktywiści mają budżet ok. miliona złotych, tylko zwierząt będących pod ich opieką nie możemy sprawdzić w żaden sposób. Bo nie wiadomo gdzie one przebywają, bo nikt nie ma listy tych "hotelików" prowadzonych przez nie powiem kogo. Bo jak tylko ktoś publicznie podniesie jakiś zarzut wobec aktywistów, to zacznie się lament, że oto "lawina hejtu na nich spadła". Ale na pracowników i wolontariuszy schroniska to już pluć można do woli... A nie, czekaj, pomyliłbym się. Kilka psów przekazanych pod opiekę aktywistów jednak faktycznie odnalazło się w miejscu podlegającym rutynowej, urzędowej kontroli. Tylko to miejsce to poznański ogród zoologiczny. --- Schemat niszczenia lub przejmowania schronisk w Polsce pozostaje od lat niezmienny. W sumie można napisać poradnik dla pseudo-aktywistów udających obrońców zwierząt jak sprawnie przeprowadzić manewr pogrążenia nielubianej przez siebie jednostki. Najpierw trzeba odebrać schronisku wsparcie ludzi. Niech będą przekonani, że sąsiadują z miejscem złym dla zwierząt. Mordownią, katownią, umieralnią. Wtedy nie będą stawać w obronie takiego miejsca. Choćby sami byli tam wielokrotnie i nie widzieli niczego złego. Następnie trzeba zasypać schronisko wnioskami, donosami i kontrolami, tak aby zdezorganizować jego pracę. Mniej czasu dla zwierząt automatycznie spowoduje pogorszenie ich warunków, obniży ilość adopcji i nie tylko. No i na koniec, niczym zatruta śliwka na przeterminowanym torcie, wchodzi telewizja. Bo wtedy już nikt nie ma siły kolejny raz odbijać tych samych bzdurnych zarzutów. Bo racjonalny człowiek na którymś etapie uznaje, że przecież nie warto kolejny rok kopać się z koniem i może łatwiej odpuścić. Później jeszcze tylko najazd z prokuraturą (skoro nawet w telewizji o tym mówią, to odpowiedni kwit z prokuratury będzie formalnością), podczas którego koleżanka "biegła sądowa" znajdzie jednego starego psa. Takiego, który i może ma opiekę weterynaryjną, ale już nie wygląda jak milion dolarów. I gotowe, mamy to. Można zastąpić zarząd schroniska swoimi koleżankami lub zlikwidować całość. Od tej pory wszystko będzie bajecznie, bo pieniążki będą trafiały tam gdzie trzeba. I proszę nie pytać jaka z tego będzie korzyść dla schroniskowego Burka, bo nie będzie żadnej. To tylko petbiznes. --- Ponoć tradycyjne media umierają. Coraz szybciej zastępuje je Internet, gdzie nie trzeba mieć w telefonie numeru telefonu do etatowej Pani Redaktor od spraw promocji petbiznesu, żeby pomogła coś "nagłośnić". Tutaj można wesprzeć moje, alternatywne, przesadnie skromne medium: https://suppi.pl/czarnalistapro A jeżeli nawet z bardzo rzetelnego programu reporterskiego można zrobić aktywistyczny rynsztok, to te tradycyjne media nie powinny umierać. Powinny zdychać.
  7. Ekopatologia Jest takie całkiem fajne schronisko dla zwierząt w Skałowie ( Schronisko dla Zwierząt w Skałowie ) i rewelacyjnie sobie radzą, gwarantują świetną opiekę nad zwierzętami i wysoki wskaźnik adopcji oraz zwrotów psów odnalezionych. To czego dotyczy problem? Naiwności. Otóż jest pewien wątek, który łączy: wymienione schronisko i haszczaka poprzez (...) Andżelę, a z nią Zespół: Raszple i Maciory - jak to skromnie określił Kuźmiński, czyli autorki gniota pt. "ustawa dla zwierząt" 2011 i kolejna edycja z dupy. Otóż Śmietnikowska i ta co wolontariuszy Szymon Hołownia pomówiła o defraudację pieniążków z dotacji przy okazji pomocy zwierzętom na Ukrainie, bojąc się konsekwencji, używa do krzywych akcji (...) Andżelę. Tutaj Śliwa-Robaczywa i Śmietnikowska reprezentujące Mondo Cwane, znalazły trutki na szczury w zbiorowym żywieniu bezdomnych zwierząt ... Rozumiecie? Po prostu kierownictwo zamiast od razu wsadzic w pysk pastę na szczury i dać im sie zbiorowo przekręcić po 6 dniach z zalaniem krwią płuc, postanowiło żarcie przyrządzać i karmić, posypując czerwonymi płatkami. Owe płatki - to po prostu płatki buraczane. Również dla wkręconej w to prokuratury. Natomiast raz opluty, oplutym zostanie. Moja prośba, przy kazdej takiej krzywej akcji z użyciem prokuratury i naciąganiem na koszty organów ścigania, kazdy poszkodowany niech składa na idiotki kontr - zawiadomienie o fałszywym oskarżeniu. Bo one działają z premedytacją. A przy okazji, polubcie fp schroniska w Skałowie. Robią kawał dobrej roboty. https://www.facebook.com/schronskalowo Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · A to nie jest zabawny temat. Zasadniczo osoby, które mają z nim bezpośredni kontakt są wyczerpane trwającym od ok. 3 lat cyrkiem. No ale puenta brzmi śmiesznie, a to już nie moja wina. Sprawa tyczy się schroniska, które miało pecha popaść w konflikt z kwiatem prozwierzęcego aktywizmu naszego pięknego kraju z kartonu. Pomiędzy dziesiątkami donosów, skarg i prób podważenia całego nakładu pracy w schronisku wydarzyło się kilka sytuacji, które wręcz zasługują na wzmiankę. To jest jedna z nich. --- Jest ciepły czerwiec roku ubiegłego. Minęła właśnie godzina 21, słońce powoli zachodzi a w schronisku jest coraz ciszej. Kilka psów zostało odebranych przez swoich właścicieli, kilku innych szczęśliwców pojechało do nowych domów. Ich miejsce oczywiście zajęli już następni goście, ale taka już schroniskowa codzienność. Podobnie zresztą jak z kojcami- teraz są posprzątane, rano część będzie brudna. Dyrektor schroniska przygotował posiłki dla psów na rano. Zwykle tego nie robi, bo to nie jego zadanie, ale jak opiekunowie zwierząt mają dużo pracy to stara się pomóc. Choć pracy w sumie zawsze jest dużo. Nie ma dnia, żeby któryś pies nie potrzebował czegoś niestandardowego, albo nie przydarzyła się jakaś wyjątkowa sytuacja. Takiego odstępstwa od rutyny jednak nikt się nie spodziewał. Pod bramę schroniska przyjechała policja z włączonymi kogutami. Jak się okazało otrzymali oni zgłoszenie o tym, że w schronisku zwierzęta są karmione... trutką na szczury. Absurd? No trochę tak. Byłoby to bez sensu z każdego możliwego punktu widzenia. Ale policjanci nie mogą zlekceważyć tak poważnego doniesienia. Rozpoczyna się przeszukanie wszystkich pomieszczeń, z kojcami psów włącznie. O wspomnianej chwilę wcześniej ciszy można już zapomnieć, bo psy zaczynają szaleć na widok ludzi z latarkami. Każda jedna psia miska musi zostać sprawdzona pod względem zawartości trucizny. Trzeba skontrolować również miejsce składowania zapasów i pobrać próbki do badań. Całość trwa do wczesnych godzin porannych. Opiekunka zwierząt, która rozpoczęła pracę o 14-tej, do domu pójdzie po 6-tej rano, dnia następnego. Bo każdego psa musi wyprowadzić z kojca, sprawdzić czy nie zatruł się trutką na szczury i zrobić odpowiednią dokumentację. Konieczne jest też podanie leku, który- w razie hipotetycznego zatrucia- pozwoli psom uniknąć najgorszego scenariusza. Pomiędzy pracownikami schroniska i policjantami przemieszcza się również młoda kobieta. Jak się okazało- od niedawna "wolontariuszka". Jak się jeszcze później okazało- osoba podstawiona, żeby znaleźć "haka" na schronisko. Co chwilę wykonuje nerwowe połączenia telefoniczne, jakby przyjmowała dyspozycje od kogoś ważniejszego. I to ona pokazuje policjantom palcem, "o tutaj, tu jest trutka, którą dodają do karmy!". Podejrzenie padło na miski przygotowane przez dyrektora placówki. Tylko jaki cel miałby mieć ktokolwiek, żeby w tak oficjalny sposób dosypywać czegoś trującego do psiego pokarmu? Czy to byłby szczyt bezduszności? Pierwszy przypadek osoby na takim stanowisku, która przeniesiony Zespół Münchhausena zastosowała na swoich czworonożnych podopiecznych? No na szczęście nie. Dyrektor użył płatków buraczanych, wiórków takich. Żeby psy miały smaczniej, czy tam zdrowiej. W sumie nie wiem po co to zrobił, ale na pewno jakiś cel temu przyświeca. Taki rarytas dodaje się zwierzętom do jedzenia. A tajemnicza "wolontariuszka" oraz jej mocodawcy uznali w swojej nieskończonej, aktywistycznej mądrości, że to jest ten moment. Że teraz "mają ich". I mieli, zmarnowane 9 godzin pracy policji (a jeszcze więcej prokuratury, która później musiała zbadać, czy aby na pewno burak nie jest trucizną) i stres ponad setki psów, w środku nocy. Jedyne co zyskali to artykuły w lokalnych mediach, według których coś się wydarzyło, ale nie do końca wiadomo co. I teraz sprawdza to prokuratura. Od tej sytuacji minęło już półtora roku. Prokuratura sprawdziła. Nic się nie wydarzyło. Aktywiści pomylili wiórki buraczane z trutką na szczury. Nikt nie truł żadnych psów. Ale i nikt nie przeprosił za bezczelne, wyssane z aktywistycznego odwłoka, oskarżenia. Bo i po co, prawda? Oni tylko chcieli dobrze, jak zawsze. --- Mamy końcówkę 2024 a nagonka na schronisko nadal trwa. Próbuje się nawet ogólnopolskie media do niej zaprzęgnąć. W końcu panna "wolontariuszka" nagrała pajęczynę w jednym kojcu oraz psią kupę w innym. Lata mijają a system dezorganizowania pracy schronisk jest wciąż ten sam. Zasypać bzdurnymi donosami, zająć czas czymś innym niż faktyczna praca, odciąć sponsorów i zniszczyć opinię. Z czasem uda się obrzydzić ludziom ich schronisko- adopcji będzie mniej, psów więcej, pracownicy/lekarze będą rezygnować. A kiedy już sytuacja faktycznie się pogorszy to można wjechać z "interwencją". Ciąg dalszy pewnie nastąpi, choć dla dobra wszystkich zainteresowanych- z psami włącznie- nie powinno być żadnej kontynuacji. Tutaj można zostawić napiwek autorowi strony. Niech sobie kupi coś ładnego na święta. Na przykład piwo. Link: https://suppi.pl/czarnalistapro Jeszcze marzy mi się dzień, kiedy ogół przestanie łykać te wszystkie ściemy. Bo to staje się powoli nudne. Ile razy można czytać, że "jest podejrzenie", "prokuratura bada", "obrońcy zwierząt alarmują" i "zawiadamiają"? No zawiadomili. Media i prokuraturę. I co? I dosłownie nic.
  8. Dramat zwierząt pod Wieliczką. Psy i koty odebrane z pseudohodowli, policja wszczęła postępowanie Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce ujawnili poważne nieprawidłowości w opiece nad zwierzętami na jednej z posesji w gminie Wieliczka. W wyniku interwencji zabezpieczono 33 psy różnych ras oraz 6 kotów. Sprawa ma charakter rozwojowy, a funkcjonariusze wszczęli postępowanie w kierunku znęcania się nad zwierzętami. Do kontroli doszło w czwartek 29 stycznia. Jak informuje policja, dzielnicowi zdecydowali się sprawdzić posesję ze względu na wcześniejsze sygnały o nieprawidłowościach związanych z utrzymywaniem zwierząt w tym miejscu. Na terenie nieruchomości przebywało około 100 psów, z czego blisko 50 na zewnątrz budynków. Na miejsce wezwano m.in. pracowników Powiatowego Inspektoratu Weterynarii oraz przedstawicieli Urzędu Miasta i Gminy Wieliczka. – W związku z ujawnionymi nieprawidłowościami, które mogą nosić znamiona znęcania się nad zwierzętami, Komenda Powiatowa Policji w Wieliczce wszczęła postępowanie z art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt – poinformował podkom. Paweł Tomasik, rzecznik prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Wieliczce. – W wyniku przeprowadzonych działań pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynarii zabezpieczyli 33 psy różnych ras oraz 6 kotów. Spośród nich 11 zwierząt wymagało pilnej opieki weterynaryjnej i trafiło pod opiekę jednego z krakowskich stowarzyszeń. Pozostałe 28 zwierząt zostało przewiezionych do schroniska na terenie powiatu bocheńskiego – przekazała wielicka policja. Jedną z organizacji zaangażowanych w interwencję jest Schronisko w Borku – Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt, która w mediach społecznościowych poinformowała o dramatycznym stanie odebranych psów i zaapelowała o pomoc na ich leczenie i dalszą opiekę (wpłat można dokonywać na konto: 77 1050 1445 1000 0090 3077 0342). Przedstawiciele schroniska podkreślają, że poza wsparciem finansowym potrzebna jest także pomoc rzeczowa. Najbardziej pilne są obroże dla psów, a także karma, koce i inne podstawowe akcesoria, które pozwolą zapewnić odebranym zwierzętom bezpieczne i godne warunki po dramatycznej interwencji.
  9. Mamy Déjà vu. TRAGEDIA PSÓW Z GNOJOWISKA TRWA NADAL. Od kilku lat Animal Patrol przy współpracy z Gminą Wieliczka zajmuje się sprawą pseudohodowli z Wieliczki. 29.01.2026 Policja wkroczyła na posesję w ramach rutynowej kontroli związanej z akcją mrozy...to co ukazało się ich oczom przeszło kolejny raz najgorsze wyobrażenie... wezwali wsparcie: PIW, Inspekcję Weterynaryjną, Straż Miejską. Wszystko zdalnie po godzinach pracy nadzorowała Pani Olga z Urzędu z wydziału Ochrony Środowiska. Objęliśmy opieką zwierzęta z zagrożeniem życia dzięki gotowości ARWET Lecznica Weterynaryjna . Zwierzęta które przejmujemy pod opiekę: 3 spaniele bez grama tłuszczu i nikłą ilością sierści: szkielety pokryte pasożytami, dredami i RANAMI. 1 przerażona shiba przeprasza że żyje 1 cavapoo lub coś w tym stylu (pies jest łysy, ciężko określić) chodzący SZKIELET z licznymi ranami 6 kotów rasy brytyjskiej pogryzione, zapchlone, przerażone, zarobaczone, dredy, wyłysienia i rozdrapane rany. 5 psów rasy DRED (nie znamy tej rasy chyba Goldendoodle - całkowicie dzikie i zadredzone) SZKIELETY pokryte dredami. Choroby dopiero wyjdą.: https://zrzutka.pl/9y87zp Upodlone POTWORNIE śmierdzą i są w ciężkim stanie. Miasto i Gmina Wieliczka pokryje koszty obdukcji, wstepnych diagnostyk i badań czyli na start to co najgorsze ♡!!! W zwiazku z tym że zwierzeta jednak przechodzą pod naszą opiekę nasze koszty około: - testy pcr kotów - 6x echo serca - sterylizacja/kastracja 16 zwierząt - utrzymanie /karma/ żwirek i ewentualnie dalsze leczenie chorób niezdiagnozowanych a jak wiemy rasowych zwierzęta lubią chorować.. Ale przed nami miesiące walki o psychikę Dredów Wesprzyj tą walkę. Przy takiej ilości zwierząt nie będzie łatwo i szybko. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx 23 psy zostały zabezpieczone w Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt na podstawie współpracy z Gmina Wieliczka Dodatkowo dziękujemy ogromnie Vet4U za wsparcie fizyczno/lekarskie. Dredy są całkowicie wystraszone i były agresywne a cała akcja wywozu trwała po zmroku. Bez ich pomocy wydobycie psów by się nie odbyło- psy bały się też oprawców. A tak było w tym miejscu 4 lata temu. https://facebook.com/events/s/wyrwane-z-gnoju-owczarki-pozna/1109077863297086/ nic się nie zmieniło Najbardziej dobija fakt, że to się NIE kończy. Na miejscu pozostało blisko 150 zwierząt ... I w tej sprawia już od lat działa niezawodne @Animal Patrol https://www.facebook.com/share/p/1FtiZk3Yzb/ Dziękujemy za gotowość transportu podczas gdy my byliśmy w pracy: Anetce, Moni, Karolina Godyń i Zuzu ♡♡♡
  10. Ruch Ludzi - Prawa Zwierząt https://www.facebook.com/share/v/17zER82Wmg/
  11. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Fundacja Mondo Cane kłamie - ciąg dalszy Dla przypomnienia: po 4 latach nieustannej nagonki na właścicielkę psów, jedna z aktywistek biorących udział w "zabieraniu" jej zwierząt dostarczyła do sądu nagranie, które zaprzecza niemal całej narracji prowadzonej przez Fundację Mondo Cane. Prolog tej historii jest w poprzednim poście, zachęcam do przeczytania. I chciałbym, żeby nagranie dotarło do hodowców oraz osób opiekujących się większą liczbą zwierząt. Bo przecież co ja tam mogę wiedzieć. Może widoczne poniżej psy są w stanie zagrożenia życia i bytują w warunkach skrajnego niechlujstwa? Niech wypowie się ktoś z doświadczeniem praktycznym. Jestem też ciekaw czy/jak oni obroniliby się, gdyby cały zastęp działaczek jakiejś organizacji złożył tak jednoznaczne i zbieżne ze sobą zeznania przeciw nim. W mojej skromnej opinii to jest najważniejszy "wyciek" jaki nastąpił w tym patologicznym środowisku od dawna. Bo nie dotyczy pierwszej z brzegu organizacji, a takiej która od lat (z nieznanych mi przyczyn) cieszy się ogromnym wsparciem polityków i prokuratorów. Ale do nich jeszcze dojdziemy. --- Ze strony technicznej: - materiałów jest oczywiście więcej, ale nie ja będę decydował co publikować, a co pokazać dopiero w sądzie. W końcu te sprawy nadal się toczą a ja nauczyłem się już nie wychodzić przed szereg. Niech Fundacja ma jakąś niespodziankę. - zarówno nagrania, jak i treść zeznań, to zasoby Fundacji, więc ta nie może im zaprzeczyć. Zeznania są cytowane dosłownie, co do przecinka. Mogę dodać do nich daty i nazwiska, jakby ktoś chciał się wyprzeć. Aktywistki twierdziły, że zostały wpuszczone- nagranie pokazuje, że przechodzą przez (już wewnętrzny) płot. Mówiły, że tam był "dywan z odchodów", nagranie temu zaprzecza. I tak dalej, i dalej, i niestety dalej. - wideo jest w wysokiej rozdzielczości, którą FB automatycznie zniweluje. Można za to robić stopklatki a te z kolei pozwalają na ocenę czy pies wskazany jako posiadający ranę faktycznie ją miał (spoiler: nie miał, widać go na scenie przy schodach), lub czy ten, który miał być cały w odchodach był brudny jakkolwiek. Słowem: cała narracja Fundacji posypała się jak domek z kart. Choć w sumie niektórzy wiedzieli od dawna, że ta cała akcja to lipa. Teraz powinni wiedzieć wszyscy. --- I jeszcze refleksję mam. Jeżeli 10-ciu aktywistów zgodnie zezna, że miałem wszędzie w domu- za przeproszeniem- nas*ane, a ja powiem, że to nie jest prawda, to komu uwierzy policja, prokuratura i sąd? Bo żeby ufać w nieomylność czy bezstronność wymiaru sprawiedliwości to przecież lat można mieć maksymalnie dwanaście. Jeżeli przy 10-ciu psach, któryś szczeniak faktycznie narobi mi na podłogę, a ktoś sfotografuje kupę z 10-ciu różnych ujęć, to dam radę przekonać publikę, że to jest jedna i ta sama kupa? Bo, że internetowa gawiedź prezentuje g*wniany poziom nie znaczy przecież, że faktycznie zna się na odchodach (lub chociaż ich zdjęciach). A jeżeli jakaś organizacja "prowadzi" 10 różnych spraw, a w jednej z nich można jej udowodnić czarno na białym (albo raczej brakiem ciemno-brązowego na jasno-brązowym), że zwyczajnie kłamie, to jaka jest pewność, że w pozostałych 9-ciu sytuacja jest inna, i w nich na pewno zeznawano samą prawdę i tylko prawdę? Bo moim zdaniem takiej pewności nie ma. --- Ciąg dalszy nastąpi, ponieważ ta jedna sprawa to materiał na książkę. Niespodzianki dla Fundacji również przewidziano. A gdyby w międzyczasie ktoś chciał wesprzeć projekt śledzenia tych krzywych akcji to będę niezmiernie wdzięczny. Tutaj link: https://buycoffee.to/czarnalistapro
  12. Ekopatologia Kolejna część inwencji twórczej grupy #mondocane. W tym maratonie bije rekordy niejaka Śniecikowska. Oszust naczelny, pobiła nawet królową madkę w boju. Na Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych całość tej urzekającej historii. U mnie tylko fragmenty, odsyłam zatem do tekstu Listy. A poniżej - złożenie fałszywego zawiadomienia o popełnionych przestępstwach. Przypomnijmy nie jednym, a dwóch (umierający wyżeł, leżący w cierpieniu, nie wstawał, nie reagował). Tak, wyżeł był chory i skonfrontujemy jeszcze tą rzeczywistość - faktyczna przyczyna choroby. A jaki był ten stan zarzutów groomerskich - bajka się rozsypała. - herszt grupy przestępczej, która wtargnęła na posesję (193kk) - niejaka Kuberek, twierdzi, że na teren grupę ratowaczy wpuszczono . Kłania się nie tylko wtargnięcie, ale i składanie fałszywych zeznań. - gwiazdy, w tym jedna podająca się za biegłą i kolejna rzekomo doświadczony dwudziestoletni lek.wet., przeszły siebie w konfabulacji. Tak bardzo chciały udowodnić ZASRANE mieszkanie, że ilość gówna rosła wprost proporcjonalnie do kolejnosci zeznań. Lek.wet jako naczelny mitoman ustalający zeznania ze Śmietnikowska, widział nie 5szt klocków czy może 2szt. ONA WIDZIAŁA DWA CENTYMETRY ZASCHNIĘTEJ WARSTWY NA CAŁEJ POWIERZCHNI mieszkania. Zaschnięta skorupa łajna ... No i ten fetor - od tych gówien oczywiście ... A mnie nadal interesuje czy ten herszt- pasztet Kuberka była tak głodna, że urzędowała w lodówce przez całą interwencję, czy to zachowanie kompulsywne kolejnego oszołoma z zerwanym beretem. Poniżej częśč filmu z interwencji u Magdy D., kobiety na punkcie, której Śmietnikowska ma obsesję. Autor: CLOP. TERAZ ROZUMIECIE jaki był cel nadzierania paskudnej gęby do PK, zeby uruchomić umorzone prawomocnie postępowania, bo PR gubi ich materiały? Ależ jesteśmy gwiazdy w ich posiadaniu, PR i Sąd juz pewnie też Nic nie poginęło gwiazdy, a jak pięknie obnaza waszą działalność przestępczą CzarnaPolewka i Napsitemat.pl coś dla Was. Odsyłam do felietonu Czarnej Listy, moje hejterskie serduszko przy takim szczycie squrwysyństwa i niszczeniu ludziom i ich zwierzętom życia pozwala mi jedynie na ulanie jadu. VIDEO: https://www.facebook.com/share/v/1M1ipXkSbQ/
  13. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Dzień dobry i proszę o chwilę uwagi, bo to będzie długie, ale jednocześnie jest bardzo ważne. Że aż powstrzymam się od infantylnych żartów czy wątpliwej jakości sarkazmu. Tym razem "wyciek" będzie dotyczył organizacji, która jest dobrze umocowana w sferach politycznych, z niezłymi kontaktami w prokuraturach (z tą generalną włącznie), a której przeważającą częścią działalności jest "walka" w sądach. Zresztą, nawet ich zrzutka ma tytuł "czynimy sprawiedliwość", czy jakoś tak, gdzie punktują kogoż to nie skazali tym razem. Chodzi o Fundację Mondo Cane, i zanim ten wątek się skończy będzie ona musiała zmienić nazwę na #FundacjaMocnoKłamie, żeby mieć coś wspólnego z rzeczywistością. Mówi się, że zanim prawda ubierze buty to kłamstwo zdążyć okrążyć świat. Rzadziej wspomina się, że zdąży też zniszczyć komuś życie, bo tak sobie zażyczy grupa aktywistek. Ale do tego jeszcze dojdziemy. Rozkład jazdy jest taki, że w tym poście opisuję historię, w kolejnych wrzucam materiały. Od zeszłego piątku są one znane Fundacji, więc jeśli tylko zechce się do nich odnieść to droga wolna. Choć oczywiście przysługuje jej prawo do zachowania milczenia, co gorąco polecam. --- Historia jest taka: Dawno, dawno temu, a właściwie w roku 2019. Za górami, lasami a nawet za Poznaniem, miejsce miała tak zwana "interwencja". Fundacja Mondo Cane zabrała z hodowli zrzeszonej w Związku Kynologicznym (a zarazem hotelu dla zwierząt) kilkanaście rasowych psów. I już na wstępie niektórzy mieli wątpliwości, że zabrano tylko psy rasowe, zostawiając kundelki na miejscu, ale to niuanse. Część psów udało się odzyskać poprzez prokuratorskie nakazy przeszukań u członków Fundacji (czy tam w ich Domach Tymczasowych), reszta do dziś jest przedmiotem różnych postępowań. Zarząd Fundacji otrzymał zarzuty przywłaszczenia zwierząt, ale szybciutko je wycofano, bo przecież mowa o nie-byle-kim. Rozpoczęła się batalia sądowa... Sprawy rozdzielono na dwie części. Pierwsza dotyczyła jednego psa, który to miał być "głodzony", jak krzyczały aktywistki gdzie tylko się dało, od Gazety Wyborczej po Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, a druga dotyczyła pozostałych psów, które to miały przebywać w warunkach skrajnego niechlujstwa, czy tam być bardzo zaniedbane. Pierwsza sprawa zakończyła się uznaniem właścicielki zwierząt winną. Tylko nie żadnego głodzenia a "zaniechania leczenia". W końcu pokazywano zdjęcia przeraźliwie chudego psa i opowiadano, że on praktycznie umierał. Druga sprawa przeciw właścicielce została dwukrotnie umorzona, ale po interwencji Prokuratury Generalnej wróciła na wokandę. Polskie przepisy przewidują coś takiego, gdy pojawiają się nowe dowody, a tutaj, choć nic nowego nie pokazano, ktoś "tam na górze" uznał za stosowne przeciągnąć właścicielkę psów przez jeszcze jeden sąd. Witam w Polsce. W toku wszystkich postępowań- tzn. w urzędzie miasta, na policji, w prokuraturze i w sądzie aktywistki złożyły szereg zeznań. W podobnym tonie wypowiadały się w mediach społecznościowych, gazecie wyborczej a nawet w liście do Zbigniewa Ziobro. Zeznania te były, jak to się mówi w prawniczej nomenklaturze, spójne i logiczne. Rzekłbym, że aż zbyt spójne w niektórych elementach. Całość zmierzała do kolejnego skazania właścicielki zwierząt, aż tu nagle... następuje zwrot akcji. Otóż jedna z aktywistek biorących udział w tej "interwencji" zeznała, w uproszczeniu coś takiego: "no dobra, to wszystko była ściema, sorry". Oczywiście użyła innych słów, ale tak brzmiał przekaz. Pani Prokurator źrenice rozszerzyły się jak 5-złotówki i bardzo się zdenerwowała. Wszak to świadek oskarżenia jest, a właśnie powiedział, że cała ta akcja to było odgórnie ustalone oszustwo. Nikt nie wnikał, czy niepokorny świadek poszedł po rozum do głowy, czy może popadł w konflikt z resztą Fundacji albo zwyczajnie sumienie go ruszyło. Nawróconej aktywistce postawiono zarzuty składania fałszywych zeznań. W Fundacji znów wystrzeliły korki od szampana, bo przecież udało się uciszyć kolejną nieprzychylną im osobę. I pewnie na tym cały proces zakończyłby swój bieg, gdyby nie drugi zwrot akcji. Taki niepodważalny. Na pewno ważniejszy niż czyjeś słowa. Otóż niepokorna aktywistka na potwierdzenie swoich zeznań dostarczyła... nagranie z całej "interwencji". Z niego z kolei wynika, że ona jako jedyna z tego grona powiedziała (ostatecznie, ale jednak) prawdę. Miał być dywan z odchodów, była ponoć jedna kupa (ja tam żadnej nie widzę). Miał być pies z raną na dupie, pies wystawił dupę do obiektywu w wysokiej rozdzielczości i nie miał żadnej rany, nawet ta nieszczęsna wyżlica, co to miała nie umieć podnieść głowy z zagłodzenia wygląda zupełnie inaczej. Słowem: Fundacja i jej poplecznicy kłamali. I żeby jeszcze robili to w Internecie, to przecież tutaj każdy może, ale oni składali te zeznania "pod przysięgą". I zaprzęgnęli sobie do pomocy bardzo ważnych ludzi, których z nieukrywaną przyjemnością będę tu wymieniał z nazwiska, co by mieli okazję poświecić oczami. Stay tuned, bo szambo wybiło. I kłamstwo wcale nie ma krótkich nóg- to konkretne przez 4 lata chodziło sobie po prokuraturach i sądach robiąc przerwy jedynie na znęcanie się nad niesłusznie oskarżoną właścicielką zwierząt. --- Co dalej? Postępowania sądowe będą toczyły się swoim torem, choć nawet wiedząc jakie cuda potrafi wyczyniać wymiar rzekomej sprawiedliwości chyba nie ma innego wyjścia niż uniewinnienie właścicielki zwierząt. A my sobie usiądziemy wygodnie, żeby wspólnie obejrzeć tutaj nagranie z "interwencji" Fundacji Mondo Cane i skonfrontujemy je z relacją i zeznaniami aktywistek. Dla mnie czysta przyjemność, skromnemu gronu czytelników tej strony również powinno się spodobać. Bo tylko prawda jest ciekawa. --- Ja to bym najchętniej usiadł wygodnie, ale ze skrzynką piwa. Na wypadek gdyby aktywistki postanowiły uruchomić starą modłę, że to pewnie spisek lobby futrzarskiego na usługach myśliwych pracujących w rzeźniach pseudo-hodowli psów, czy jak im tam zwykle synapsy się kleją. Jak na złość żadne lobby nigdy nie zechciało mnie sponsorować, więc zostawiam link do mojego serwisu kawowego i z góry wielkie dzięki -> https://buycoffee.to/czarnalistapro CDN...
  14. Ruch Ludzi - Prawa Zwierząt · Kiedy ktoś ma wpływ na tworzenie prawa, a jednocześnie stoi za projektami szkodliwymi dla zwierząt – mamy obowiązek o tym mówić. Głośno. ------------------------------ Dzisiaj kilka faktów o fundacji Mondo Cane i jej władzach. 1. Kim jest Katarzyna Śliwa-Łobacz – autorka patologicznego projektu „STOP łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności”? Prezeska Mondo Cane Współautorka nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt z 2011 r. i 2015 r. # Od lat związana z Parlamentarnym Zespołem Przyjaciół Zwierząt przy pośle Pawle Suskim # Osoba realnie wpływająca na kształt złego prawa, obowiązującego do dziś # A dziś – uczestniczka prac Komisji Nadzwyczajnej ds. Zwierząt, która opiniuje projekty ustaw dotyczących zwierząt -------------------- To oznacza, że osoba odpowiedzialna za wcześniejsze błędne regulacje, ponownie współtworzy kolejne rozwiązania prawne. I znów – te rozwiązania nie służą zwierzętom. A tak pisała 29 kwietnia 2021 roku w publicznym poście: „Życie poświęcę i was zaoram. Wszystkich bez wyjątku. I wielu mi pomoże. Nie wiecie jak wielu i jak wpływowych.” Deklaracja, która z ust osoby mającej dostęp do procesu legislacyjnego brzmi jak zapowiedź walki politycznej, nie pomocy zwierzętom. ------------------------------- 2. Skąd te „wpływy”? Tu pojawia się nazwisko znane wszystkim. Wiceprezeską Mondo Cane jest Anna Chodakowska – aktorka, która od lat utrzymuje regularny kontakt z Jarosławem Kaczyńskim, także w sprawach ustaw dotyczących zwierząt. To nie opinia. To jej własne słowa dla WP: „Rozmawiam z nim czasem o ustawach, głównie mailowo.” Chodakowska: popierała Kaczyńskiego publicznie, była członkiem jego komitetu wyborczego, a media od lat opisują ją jako osobę mającą wpływ na prezesa w sprawach dotyczących zwierząt. A skoro Chodakowska jest wiceprezeską Mondo Cane, a jej prezeska zasiada dziś w Komisji Nadzwyczajnej ds. Zwierząt, to ten układ tłumaczy: skąd fundacja miała tak szerokie wejście do Sejmu, dlaczego mogła współtworzyć poprzednie szkodliwe nowelizacje, -------------------------- 3. Dlaczego to ważne? Bo projekt „STOP łańcuchom…” przedstawiany jako „prozwierzęcy”, w rzeczywistości: X nie uderza w źródła bezdomności, X nie ogranicza patologii pseudohodowli, X cementuje błędy poprzednich ustaw, X a przede wszystkim – daje wpływ na prawo tym samym osobom, które przez lata je psuły. Kiedy ktoś deklaruje publicznie, że „zaorze wszystkich” i ma „wpływowych pomocników”, a jednocześnie zasiada w komisji tworzącej prawo — to nie jest działanie dla zwierząt. To jest budowanie politycznego układu, który blokuje dobre projekty i utrwala patologie. ------------------------ Naszym obowiązkiem jest pokazywać te powiązania. Bo zwierzęta nie mają głosu. A złe prawo – niestety – ma twarze. Dziś je widzimy.
  15. INFORMACJA dotycząca nielegalnego schroniska w Kuflewie Szanowni Państwo, Wydarzenia ostatnich dni w Sobolewie dotyczące zamknięcia schroniska dla zwierząt wywołały u nas po raz kolejny dyskusję i zapytania, co dalej z nielegalnym schroniskiem dla zwierząt w Kuflewie, w którym obecnie może znajdować się nawet 250 szt. zwierząt. Jak już wielokrotnie informowałem, schronisko w Kuflewie jest prowadzone przez stowarzyszenie bez zezwolenia, które na podstawie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wydaje burmistrz Mrozów. Zarządzający nielegalnym schroniskiem nigdy nie starali się o uzyskanie zezwolenia. Być może dlatego, że w obecnej lokalizacji jest to niemożliwe ze względu na niespełnienie warunków rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 2004 roku oraz uchwały Rady Gminy Mrozy z 2013 roku w sprawie wymagań, jakie powinny spełniać lokalizacje schronisk dla zwierząt. Prowadzący „schronisko” na stawiane zarzuty lawirują w swoich odpowiedziach, że nie jest to schronisko tylko szpital lub pogotowie dla zwierząt, na co z kolei powinno być wydane stosowne zezwolenie Inspekcji Weterynaryjnej, czego też nie ma, a wręcz jest stwierdzenie o jego nielegalnym prowadzeniu działalności. Oceniając jednoznacznie, że prowadzona działalność jest nielegalna, a w konsekwencji grozi również gminie znacznymi kosztami likwidacji skupiska zwierząt, jako potencjalnie poszkodowany złożyłem w dniu 6 września 2021 roku zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do Policji i Prokuratury. Po licznej korespondencji z Prokuraturą pismem z dnia 29 lutego 2024 roku dowiedziałem się, że do Sądu trafił akt oskarżenia przeciwko kilku osobom i postępowanie jest w toku, co rokowało, że sprawy idą w dobrym kierunku. Z dużym zaskoczeniem w kwietniu 2024 roku dowiedziałem się w rozmowie z Inspekcją Weterynaryjną, że sprawa w Sądzie toczy się bez udziału gminy Mrozy. Zareagowałem niezwłocznie wnosząc do Sądu wniosek o nadanie gminie statusu poszkodowanego, a w dalszej kolejności oskarżyciela posiłkowego. Na złożony wniosek Sąd w drodze postanowienia z dnia 19 kwietnia 2024 roku odmówił udziału gminy Mrozy w prowadzonym postępowaniu uzasadniając tym, że sprawa toczy się w zakresie zadań będących w kompetencji Inspekcji Weterynaryjnej, a nie zadań gminy wynikających z ustawy o ochronie zwierząt i ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Mając odpowiedź z Sądu, z której wynikało, że w trakcie prowadzonego postępowania nie jest rozpatrywana najważniejsza cześć naszego zawiadomienia dotycząca nielegalnego schroniska, pismem z dnia 27 maja 2024 roku zwróciłem się po raz kolejny do Prokuratury o udzielenie informacji o sposobie rozpatrzenia mojego zawiadomienia, bo z treści postanowienia Sądu wynika, że najważniejszy wątek dotyczący utworzenia nielegalnego schroniska został zupełnie pominięty w akcie oskarżenia. Na skierowane pismo nie otrzymałem do dnia dzisiejszego odpowiedzi. Z powtórnym zawiadomieniem Prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez stowarzyszenie postanowiłem zaczekać do zakończenia toczących się dwóch postępowań sądowych, pierwsze z wniosku Prokuratury, drugie z powództwa cywilnego sąsiadów nielegalnego schroniska. Informuję również, że inspekcja weterynaryjna prowadziła kontrole w zakresie dobrostanu zwierząt i dotychczas nie zgłosiła konieczności podjęcia interwencyjnego zabezpieczenia zwierząt, co byłoby obowiązkiem gminy Mrozy. Wszczęcie postępowania w trybie administracyjnym przez burmistrza może być skuteczne jak zostanie ostatecznie zdefiniowany status miejsca, czy jest to schronisko podlegające procedurom ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z obowiązkami burmistrza, czy placówka medyczna, podlegająca ustawie o weterynarii z obowiązkami Inspekcji Weterynaryjnej. Temat jest bardzo trudny, bo ewidentnie występuje tu przemieszanie słusznych racji prawdziwych przyjaciół zwierząt z ewidentnym łamaniem prawa i naruszaniem dóbr osób trzecich przez podmioty, które nie zawsze mają dobre intencje. Mam nadzieję, że obecne nagłośnienie sprawy spowoduje przyspieszenie prowadzonych postępowań oraz z zadowoleniem przyjmuję zaangażowanie Starosty Mińskiego, który podejmuje działania w ramach Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, bo jest to właściwy podmiot do podejmowania interwencji w tej sprawie. Z poważaniem, Dariusz Jaszczuk – burmistrz Mrozów Źródło: https://mrozy.pl/aktualnosci/informacja-dotyczaca-nielegalnego-schroniska-w-kuflewie.html
  16. Nielegalne schronisko w powiecie mińskim? Nielegalne schronisko na terenie powiatu mińskiego? Po głośnym zamknięciu schroniska „Happy Dog” w Sobolewie odbyła się tam pilna narada służb. Jak informuje starosta miński Remigiusz Górniak, funkcjonujący azyl dla wielu zwierząt nie widnieje w żadnym rejestrze, choć o jego działalności wiedziała m.in. policja. – Placówka działa bezkarnie. Unika kontroli, dlatego że jest po prostu niezarejestrowana – wyjaśnia Górniak. Więcej na RDC: https://web.rdc.pl/aktualnosci/minsk-mazowiecki/nielegalne-schronisko-mrozy-powiat-minski-sobolew-happy-dog-schronisko-zamkniete-protest_lzNNJO53I2U9XGPrMZHr Będzie kontrola w azylu dla zwierząt w Kuflewie. „Działa na granicy prawa” W najbliższy piątek odbędzie się wizytacja w azylu dla zwierząt w Kuflewie (pow. miński) – zdaniem starosty Remigiusza Górniaka, miejsce to działa „na granicy prawa” i nie widniejąc w żadnym rejestrze, unika kontroli. – My nie prowadzimy schroniska. Wpuszczamy jednak inspekcję weterynaryjną – mówi Grzegorz Bielawski, wolontariusz „Pogotowia dla Zwierząt”, które prowadzi kuflewski azyl. Więcej na RDC: https://web.rdc.pl/aktualnosci/minsk-mazowiecki/kuflew-nielegalne-schronisko-powiat-minski-pogotowie-dla-zwierzat-azyl_3cfjOLfDFe7NOXWI4JWW
  17. Istnieje wiele organizacji pro-zwierzęcych, które biorą pod swoje skrzydła bezdomne, porzucone lub odebrane interwencyjnie zwierzęta, robią dużo dobrego zapewniając im opiekę i szukając ciepłych domów adopcyjnych. Jednak za każdym razem, gdy historia jednego psa lub kota kończy się happy endem i znajduje on nowy, kochający dom, zaraz na jego miejsce pojawiają się dwa kolejne potrzebujące pomocy, to jak studnia bez dna. Dlatego zależy nam na tym, aby rozwiązać problem bezdomnych zwierząt u źródła, czyli żeby ograniczyć ilość bezdomnych zwierząt. Równie ważna jest dla nas naprawa obecnego systemu, chcemy by w schroniskach lub innych miejscach opieki nad bezdomnymi zwierzętami nie dochodziło do tak licznych patologii. Kilka lat temu Tadeusz Wypych zaczął liczyć. Z jednej strony psy, za których wyłapanie zapłaciły gminy, a z drugiej psy przyjęte do schronisk. I wyszło gigantyczne manko. Manko to powiększa się, gdy doliczyć psy, które w niejasnych okolicznościach znikają już na miejscu, w schroniskach. Są placówki, gdzie liczba zaginionych zwierząt sięga 70–80 proc. Przyjęto je, ale ich nie ma. Gdzie się podziały? Na to pytanie nikt nie potrafi precyzyjnie odpowiedzieć. Część ginie w umieralniach, takich jak ta w gminie Krężel, gdzie w działającej pod szyldem przytuliska stodole stłoczono ponad 200 zwierząt- wycieńczonych, chorych, zagłodzonych, przetrzymywanych razem z padłymi już psami. Zdarza się, że hycel odstawia psy do własnego schroniska, które istnieje tylko pod postacią pieczątki. Co z psami? Może je usypia, a może wypuszcza. To się nawet bardziej opłaca, bo można je wyłapać ponownie i znowu zainkasować pieniądze. Schroniska czy umieralnie? Każda gmina jest odpowiedzialna za to, aby zlikwidować problem bezdomnych psów i kotów na swoim terenie. Najczęściej odbywa się to w ten sposób, że urzędnicy gminni płacą jednorazową opłatę za przyjęcie psa lub kota do schroniska z którym podpisali umowę. Nikt jednak nie sprawdza co się z przyjętym już zwierzęciem dalej dzieje i czy otrzymało ono opiekę w ramach tej opłaty. A warto zdać sobie sprawę, że koszt utrzymania bezdomnego zwierzęcia w schronisku to ekonomiczna strata dla jego właściciela. Kliknij tutaj Brak kontroli dobrostanu zwierząt w schroniskach "Schroniska są formalnie traktowane jak zakłady utylizacji. Taki jest ich status prawny. Z żadnego przepisu nie wynika, że w schronisku trzeba opiekować się zwierzętami. Liczą się tylko normy bezpieczeństwa sanitarno – epidemiologicznego.[…] Gdyby nie ślepota urzędników Inspekcji Weterynaryjnej, tych najbardziej drastycznych przypadków dałoby się uniknąć – dodaje prof. Andrzej Elżanowski, zoolog i działacz pro-zwierzęcy" Kliknij tutaj Raport NIK na temat polskich schronisk W 2000 roku na polecenie Głównego Lekarza Weterynarii skontrolowano wszystkie zarejestrowane schroniska. Oto co wykazał raport NIK po owych kontrolach: w 1999 roku w schroniskach przebywało łącznie 91 tysięcy psów i kotów. Średnio co trzeciego psa w schronisku spotykała śmierć, w tych większych schroniskach powyżej 300 zwierząt- średnio co drugiego. Kliknij tutaj Dlaczego skala bezdomności psów w Polsce jest tak duża w porównaniu do większości krajów europejskich? Myśląc o bezdomnych psach często mamy przed oczami obraz polskiej wsi, w której właściciele nie interesują się swoimi pupilami, a te rozmnażają się bez kontroli. Jednak prawda jest nieco inna, bowiem olbrzymią „produkcją” bezdomnych psów w Polsce zajmują się hodowle, a zwłaszcza pseudo-hodowle. Kliknij tutaj Powstanie patologicznego systemu i możliwości jego naprawy Kolejne nowelizacje ustawy o ochronie zwierząt pogorszyły tylko los bezdomnych psów i kotów ponieważ nie brano pod uwagę całości przepisów dotyczących kwestii bezdomnych zwierząt, co skutkowało brakiem spójności i korelacji z innymi przepisami, tworząc coraz bardziej patologiczny system opieki. Kliknij tutaj Przykłady Można pisać i wyjaśniać wiele ale czasami przykład działa o wiele mocniej na wyobraźnię niż dziesiątki słów, dlatego postanowiłam przedstawić dwa konkretnie przypadki- jedne z wielu, które pokazują skutki patologicznego systemu opieki nad bezdomnymi zwierzętami w naszym kraju. Kliknij tutaj
  18. Filip Jan Wąs Zauważam pewną prawidłowość. Nieskromnie powiem, że w sprawach zachowań psów, a już na pewno w sprawach agresji psów, jestem uznawany za jednego z lepszych fachowców w tym kraju - to Wasze słowa, nie moje (choć ja się z nimi zgadzam). Na co dzień jednak mam inne odczucia. Ludzie uważają, że zachowuję się nie tak, wyglądam nie tak, te klatki, te psy, na pewno jest odwrotnie. Ludzie bez pojęcia wierzą, że psy z agresji „leczy” telepatia, że to „pewnie wina człowieka”, że „źle wychowany”. Na nic kompetencje, wiedza, nawet logiczne tłumaczenie, bo tłum używa swojego doświadczenia (czyt. żadnego), empatii i obszarów w mózgu odpowiedzialnych za wyobraźnię, co kieruje Was w stronę przyjemności, poczucia bezpieczeństwa i miłego zdania w temacie. A prawda? Po Waszemu - chuj w to. Podobnie jest w sprawie „ratowaczy” zwierząt, którzy w tym roku z zimy zrobili sobie generator zysków (podrąbałem tekst od Czarnej Listy Organizacji Prozwierzęcych). W żadnej innej materii Polak nie pozwoliłby się robić w chuja - czy chodziłoby o jego mieszkanie, samochód, czy o sytuację, gdy część rządu chciała przepchnąć w ustawie fermy wiatrowe czy fotowoltaikę. Tam Polak od razu wyczuwa przekręt. W kwestii zwierząt - nie. Kilka dni temu poseł na Sejm RP powiedział, że polskie psy, a raczej ich wychudzone truchła, są dostarczane do Chin na mięso, co poparły fundacje i celebryci. Ma to taki sens, jak nielegalny wywóz piasku ciężarówkami z Polski na Saharę w celach zarobkowych. A już na pewno do Chin łatwiej byłoby wysłać kontener broni niż mięso z uśpionych psów. W normalnym toku myślenia zdyskwalifikowaliby się w Waszych oczach i już nigdy byście ani na nich nie zagłosowali, ani nie dali im złotówki. Pomyślelibyście, że świry, wariaty, albo chcą swoje ugrać. To tak, jakby mechanik nagle powiedział Wam, że lepiej dodać wody do baku, bo będzie taniej. Każdy uznałby go za wariata, bo każdy wie, że poniesie realne straty. Natomiast straty w sprawach bezdomności psów Was nie dotyczą. Chcecie zysków - zysków w postaci dobra - a wszyscy ci, którzy o tym wiedzą, wykorzystują Wasze potrzeby, podając Wam to na tacy. Ten mechanizm ma nawet nazwę: Okno Overtona. Poczytajcie. Polacy, którzy dziesiątki lat żyją obok schronisk, nagle są zdumieni, że w schroniskach psy żyją na słomie, w kojcach i w budach. Nie słuchają ekspertów, którzy mówią, że cała akcja jest zła, że generalnie psy ukradziono, nie wiadomo, gdzie są, że istnieją setki zbiórek zakładanych na różne fundacje pod tym samym szyldem, a ci, którzy mieli to zrobić „za darmo”, zebrali już miliony złotych na 150 psów. I o te 150 psów jest afera, na której ci powyżej biją kapitał. Tylko że psów w Polsce jest jeszcze 7 999 850, a ja na tych psach się znam. Wiem jak nikt inny, jak reaguje opiekun psa, bo to moja praca. Prowadzę terapie psów i opiekunów na wzór terapii uzależnień. I to, z czego ja leczę ludzi, oni pielęgnują. Z całą świadomością mogę powiedzieć, że przez swoją karierę uratowałem około 150 epickich przypadków, z którymi żadna z tych fundacji ani „specjalistów” nie dała sobie rady. Zrobiłem to trzydzieści razy taniej niż oni, bez choćby procenta uwielbienia - tak dla porównania. Ale ja nie jestem z bajki. Jestem realny, prawdziwy, taki jak Wy. Próbowano mnie dojechać z każdej strony - nie udało się i pewnie będzie próbowane dalej. Trudno. Bardzo lubię ludzi. Nie czuję zawiści ani złości. Nie mam do Was żalu, że dajecie się robić w bambuko. Nie mam żalu o to, że ja nigdy nie wytłumaczyłbym się z jednej takiej akcji jak oni, ani z jednego tak głupio wypowiedzianego zdania. Walczę o Was, o prawdę. Pani Doda zrobiła to dla siebie, nie dla Was. Gdy zaczęła używać szarych komórek i łączyć fakty, że do jej sukcesu podpinają się organizacje, zaczęła myśleć… i ktoś ją uciszył. Zmieniła front, zero gadki o OPP. Niestety rozpoczęła się apokalipsa, w której w dziki sposób oceniane i kontrolowane jest wszystko. Politycy zaczynają przytakiwać, a nikt nie mówi o tym - a raczej bardzo się tego unika - żeby zacząć kontrolować kontrolujących i zrobić z tym porządek. Dlaczego nigdy żadna z tych fundacji nie przyszła do mnie z zapytaniem, prośbą, pomysłem: „zmieńmy to prawo na lepsze dla zwierząt, żeby nie cierpiały”? Wiecie dlaczego? Bo zmieniłbym to prawo na lepsze dla zwierząt, żeby nie cierpiały. A oni tego nie chcą. Chcą chaosu, bezdomności, pełnego koryta. Chcą dalej prowadzić swoje epickie akcje, żeby Was wykorzystywać. A ja jestem, k**wa, po Waszej stronie. Bo kocham te zwierzęta i kocham ludzi. Tylko że o ludziach i psach wiem więcej niż Wy i oni - i to jest nasza szansa. Niedawno miałem napisać artykuł do gazety o tym, jak to się kręci od 2011 roku, ale teraz wszystko tak wiruje, że nie ma kiedy. Może mój syn będzie miał gorsze zabawki, może będę miał mniej klientów, ale będę pisał prawdę. Bo jestem człowiekiem wiary w prawdę, a człowieka wiary nie złamiesz. Zamierzam dotrzeć do Prezydenta Karol Nawrocki Naświetlić mu i wyjaśnić, co i jak w tym kraju się dzieje. Zrobię to. Zmuszę gościa, żeby się ze mną zobaczył i wysłuchał. Skoro tańczył w gabinecie z Peja Slums Attack , to może pogadać godzinę z Wąsem. Zrobię to dla zwierząt i dla Was. A Wy mi w tym pomożecie.
  19. Magdalena Dach A ja się odważę. Dlaczego nikt głośno nie powie, kto stworzył tak fatalną UoOZ? Dlaczego nadal nie możemy się doczekać obowiązku znakowania psów z bazą centralną? Kto pozwolił w tamtej Ustawie na trzymanie psów na łańcuchach? Ci sami, co teraz krzyczą "stop łańcuchom"Kto załatwia swoje prywatne sprawy w Sejmie. Naprawdę myślą, że ludzie mają tak krótką pamięć? Mi nie dają zapominać - ja też nie zapomnę. Przez ostatnie lata zostałam bardzo dokładnie wyedukowana jak działa to środowisko. I tam wcale nie chodzi o dobro zwierząt. I proszę na zdjęciu - współtwórcy bubla z 2012 nadal pokazują się w Sejmie i próbują przepchać kolejnego bubla - i mimo, że ogrom specjalistów mowi wprost - zapisy są niezgodne z prawem, tam liczy się jedno - zwiększenie uprawnień dla NGOsów. Mogę tak długo. Mogę się z wieloma aspektami nie zgadzać, ale też mnie zastanawia dlaczego tacy specjaliści jak Agnieszka czy p.Tadeusz nie są zapraszani do tworzenia prawa. ( to pytanie retoryczne - bo ktoś, kto chociaż trochę poznał temat to wie dlaczego) Elżbieta Andrzejewska W schroniskowej branży działam 26 rok. Przerobiłam wiele pomysłów samorządowych, jeszcze więcej rozmów i spotkań, żeby uzdrowić ten dziurawy system. To jest petbiznes, zwierzęta mają się mnożyć i kasa ma spływać. Sterykobusy, który były moim pomysłem, stoją na kółkach, bo Nie Czipowania nie można się doprosić, bo Nie Kastracji, też Nie Bo jak twierdzi PSL, weterynarze nie będą się bogacić. IW i schroniska = patologia. Mamy prowadzić wszystko elektronicznie ale nie ma programu, a on powinien być jeden dla wszystkich schronisk. A kontrolujący nie znają Kliniki XP. w którym akurat ja ewidencjonuje. Umowy adopcyjne albo zobowiązania do opieki, Jeden obowiązujący wzór. Kastracja obligatoryjna, szkolenia dla wetów w schroniskach. Zakaz prowadzenia schroniska jako działaności gospodarczej. Koniec DT, przechowalni, azyli, bez żadnej kontroli. Kary, Kary, Kary. Pierwsza zaczęłam walkę z Wojtyszkami i zapłaciłam najwyższą cenę. I wcale się Dodzie nie dziwię, jak zobaczyła, ten burdel i brak procedur i patologię,
  20. Wrota do tego patobiznesu otworzyła ustawa o ochronie zwierząt i nakaz wyłapywania zwierząt oraz umieszczania ich w schroniskach. Tak, obok schronisk miejskich i gminnych, powstały rentowne hyclownie – jak Białogard czy Wojtyszki – którym poświęciłam siedem lat życia: pisząc setki pism, wykonując prawa pokrzywdzonego w sprawie karnej przed sądem, występując na konferencjach – między innymi w NIK i w Sejmie – analizując każdą fakturę i każdy dokument. I chociaż wielkim nietaktem jest radość z powodu czyjejś śmierci, to dzień, w którym dowiedziałam się, że Longin zmarł, był dniem, w którym otworzyłam szampana. Śmietanka i zamykanie schroniska spadły na celebrytów – dla mnie najważniejsze były psy. Przypominam 3000 – ponad TRZY TYSIĄCE psów w jednym miejscu, zoo, ani jednej budy, po 100 psów na jednym wybiegu i ponad 2 500 (dwa i pół tysiąca) psów o nieznanym losie (poprostu wyparowały z ewidencji). Po latach okazuje się, że gdy Stowarzyszenie Obrona Zwierząt i Fundacja Tadeusza Wypycha , Fundacja Dobrych Zwierząt tonęły w papierach i długach za opłaty sądowe, administracyjne od informacji publicznych, zarzynali prywatne auta dojazdami na rozprwy, inni w tej mordowni pracowali, zarządzali, trzymali psy. Byli to sędziowie ZKwP, ówcześni członkowie Zarządu Głównego, działacze medialnych organizacji prozwierzęcych, hodowcy. Bywali tam politycy. Inspekcja Weterynaryjna nie widziała niczego złego, pomimo że czarno na białym pokazywano dowody na codzienne łamanie prawa. Koperty robiły swoje – lokalny układ był nie do rozbicia. Czemu o tym wspominam? Bo przecież dokładnie tak samo było w Sobolewie. I nagle znów zdziwienie, że wójt nic nie widzi i utrudnia, panie z inspekcji wkurzone – no pewnie, że wkurzone, bo goła pensja jest naprawdę mała, a teraz jeszcze kłopot, bo sprawa karna i może ktoś coś „klepnie”. Tak jest w każdym pato-schronisku. Na przykład na północy, gdzie od lat hyclownie kontroluje IW w postaci nikogo innego jak… szwagierka właściciela. Mówiłam o tym już dziesięć lat temu jako członek Rady ds. Zwierząt przy prezesie NIK. https://www.nik.gov.pl/.../konferencja-nik-o-stanie... Do dziś widzę kilka prostych postulatów do zmian. Dziesięć lat. Setki programów, raportów. Nic. ZERO ZMIAN WDROŻONYCH. https://www.nik.gov.pl/plik/id,9103,vp,11509.pdf I to, co robi Doda, nic nie zmieni – zamknięcie jednego schroniska nadal nie likwiduje luk, które wskazywałam urzędnikom i politykom DZIESIĘĆ LAT TEMU. Ilu z was, teraz wymądrzających się na temat schronisk, zna raporty Wypycha i Agnieszka Lechowicz? Za zachwyt na pierwszym raportem Hycel z 2005 roku omal nie wyleciałam z pierwszej pracy, gdy moja ówczesna szefowa – znana działaczka ogólnopolskiej organizacji – powiedziała: „Wypych to dziad, który siedzi w papierach i nam szkodzi, nie rozumiejąc naszej pracy. Zrobił nam zły PR bo wykazał, że usypiamy 30% psów”. Może siedzi w papierach, ale te papiery mówią jasno: ile zwierząt się zabija, ile „wyparowuje” na drodze między gminą a schroniskiem, ile ginie w schroniskach. Dla tych, którzy zamiast błyszczeć chcą zrozumieć, podsyłam linki: https://www.boz.org.pl/ad_monitor/o_monitorze.htm https://www.boz.org.pl/index.htm Od piętnastu lat monitorowaniem patologii zajmuje się też Agnieszka Lechowicz z Obrony Zwierząt: https://www.obrona-zwierzat.pl/polityka-gmin-wobec... Prawnik, która wygrała dziesiątki spraw z gminami, dziesiątki spraw karnych – odsunięta na boczny plan z powodu konfliktu z Mondo Cane. Więcej tutaj Free Agnieszka Lechowicz Naprawdę nie dziwi was ten zbieg okoliczności? Państwo posłowie – tak z ręką na sercu – kiedy ostatnio wysłaliście zaproszenie na komisję do Agnieszki albo pana Tadeusza? Oni nadal monitorują, składają pozwy, prowadzą sprawy. NIKT tak jak oni nie zna tego systemu od strony dokumentów – gwarantuję. Czemu usiłuje się ich wymazać? Chociaż z drugiej strony – jaki sens maja te spotkania skoro do 20 lat tworzy się coraz gorsze prawo bo nadal nie ma żadnej zapory przeciw lobbystom hyclowskim – jednym albo drugim. Ktoś taki jak Doda nawet nie wie o istnieniu tych ludzi – tymczasem robi sweet focie z autorami obecnego systemu patologii. Znamienne. System prawny wymaga zmian, ale to i tak nie rozwiąże problemów. Problemem jest niewydolna i skorumpowana Inspekcja Weterynaryjna. Inspekcja, w której młodym, ambitnym lekarzom i zootechnikom chcącym zmian każe się zamykać oczy, podpisywać kwity i nie wychylać, bo układ między ubojniami, hyclowniami i pato-schroniskami jest tak silny, że jego zburzenie byłoby katastrofą ekonomiczną. Nigdy nie zapomnę jak na Wojtyszkowych stronach opłakiwano PLW, ktory latami pozwalał im na bezkarne znęcanie się nad zwierzętami. Nawet delegację na pogrzeb wysłali... Zmiany? Bardzo proste. Rozwiążą problem patologii w hodowlach – WSZYSTKICH, gospodarstwach – WSZYSTKICH, schroniskach – WSZYSTKICH. Kontrole wszystkich miejsc gromadzenia zwierząt: w NGO-sach, domach tymczasowych, hotelach, ośrodkach szkoleniowych itd. WPROWADZIĆ SZEROKI TARYFIKATOR MANDATÓW dla Inspekcji Weterynaryjnej. Zatrudnić tam ludzi z wykształceniem zootechnicznym, którzy będą działać w terenie, a nie w biurze. Dodać OBOWIĄZEK noszenia kamer nasobnych w czasie kontroli, i ich zapisów do protokołów kontroli. Do kontroli dobrostanu naprawdę nie potrzeba lekarzy – lekarze mają inne ważne zadania, jak kontrola bezpieczeństwa żywności. Zootechnicy sprawdzą się w tej roli równie dobrze, a katalog wykroczeń i przestępstw zapisanych w ustawie o ochronie zwierząt jest tak duży, że ścieżka: mandat – kontrola – w przypadku braku poprawy skierowanie sprawy do sądu, w krótkim czasie nie tylko dofinansuje inspekcję, ale i ukróci znęcanie się nad zwierzętami. Kolejna patologia: IW nie ma prawa natychmiastowego odbioru zwierząt. Słynny tryb 7.3 U.o.z. Wchodzi lekarz na kontrolę, widzi zwierzę w stanie agonalnym – nie może go zabrać. Musi wezwać organizację albo inny podmiot wymieniony w UoZ i dopiero wtedy można ratować zwierzę. Inaczej tylko ścieżka 7.1 - długa mogąca trwać latami, nawet po śmierci zwierzęcia. Absurd? Pozdrawiam twórców ustawy o ochronie zwierząt. Co dalej? Czy na fali wydarzeń zabierzecie się wreszcie za beton w postaci Inspekcji Weterynaryjnej? Czy – bez względu na władzę – Ministerstwo Rolnictwa będzie broniło status quo? Szum opadnie i nic się nie zmieni. Doda odpuściła, bo nie dała rady psychicznie po dwóch tygodniach, ale zdążyła już zostać zmanipulowana przez tych, którzy od dwudziestu lat tworzą patologiczne prawo. Oficjalna część show właśnie się kończy. Teraz scenę sprzątają inni. Ale o tym – następnym razem.. Autor: Marta Lichnerowicz
  21. Nie planowałam się wypowiadać na temat tego, co dzieje się w schroniskach w Polsce, w Sobolewie i Bytomiu, bo po latach walki z wiatrakami w kraju, gdzie w praktyce system ochrony zwierząt nie istnieje, zaczyna się człowiekowi wypalać dusza. Ale piszecie, prosicie, pytacie. Więc mówię. Jestem to winna każdemu domowi tymczasowemu, który ratował psy wyciągane ze schronisk jak z piekła. Jestem to winna każdej osobie, która stała obok mnie przy klatce i płakała, kiedy wyciągałyśmy psa bez nadziei. Jestem to winna fundacjom, z którymi wchodziłam na interwencje, narażając się na gniew ludzi, którym zwierzęta przeszkadzają. Jestem to winna każdej osobie, która podpisywała pisma do gmin, wójtów, inspektoratów i ministerstw, które nie robiły nic poza podbijaniem pieczątek. Jako behawiorystka, która widziała psy połamane psychicznie i fizycznie, mam obowiązek mówić w ich imieniu. To, co się dzieje teraz w Sobolewie czy Bytomiu, to nie jest szok dla ludzi takich jak ja. To jest po prostu moment, w którym Polska zobaczyła to, co dla wielu z nas było rzeczywistością od lat. W Sobolewie ludzie zobaczyli psy stojące we własnym kale, drżące z zimna, patrzące w pustkę. Zobaczyli psy, które nie wiedziały czym jest spacer, dotyk człowieka, dobre słowo. Zobaczyli strach, zapach amoniaku, bezradność i apatię. Dla wielu osób to był pierwszy raz. W Bytomiu psy siedzące w ciemnych boksach z oczami jak dziury wypalone w czaszce. Psy, które nie szczekały, bo straciły sens. Psy, które umierały po cichu, bo nikt nie patrzył. Psy, które żyły tylko dlatego, że w papierach miały numer ewidencyjny. Ale jeśli ktoś myśli, że te dwa miejsca to wyjątki, to ja pytam: gdzie byliście, kiedy były Wojtyszki? Do dziś uważam interwencję w Wojtyszkach za jedno z najgorszych przeżyć w moim życiu. To było wejście do świata, którego się nie zapomina. Do miejsca, w którym w latach świetności pierwszego właściciela psy leżały obok martwych psów. Do miejsca, gdzie żywe zwierzęta bały się podejść do miski, bo wcześniej za to można było oberwać od innego, bardziej zdesperowanego psa. Do miejsca, w którym psy już nie szczekały. Bo szczekanie to prośba o pomoc, a tam już nikt nie prosił, bo nikt nie przychodził. Najgorsze było to, że tam nie było krzyku. Nie było agresji. Nie było histerii. Tam była cisza. Cisza jest gorsza niż krzyk, bo oznacza rezygnację. Wojtyszki były miejscem, w którym psy przestawały żyć jeszcze zanim przestały oddychać. I wszystko to było legalne, finansowane z publicznych pieniędzy, podpisywane przez gminy, które mówiły tylko jedno: w papierach się zgadza. To jest patopet biznes. To jest system, w którym pies oznacza fakturę, kwotę, podpis i przelew. To jest system, w którym gmina płaci za utrzymanie psa, a nikt nie sprawdza czy pies żyje, w jakim stanie żyje, czy umiera z głodu, czy leży martwy od dwóch dni i gnije na betonie. Liczy się tylko to, że faktura została opłacona. Dlatego mówię to bardzo szczerze i bardzo twardo: jako społeczeństwo przegraliśmy. Patrzymy na kolorowe posty o adopcjach i wierzymy, że to jest system, który działa. A prawdziwy system działa jak maszynka do przerobu cierpienia na pieniądze. I powiem jedno bardzo osobiście, jako osoba, która wchodziła tam, gdzie inni nawet nie chcieli patrzeć. Do właścicieli patologicznych schronisk, do ludzi, którzy z cierpienia psów zrobili biznes i karmili się bezkarnością, mówię jedno: nie znacie dnia ani godziny. I na koniec dopowiem coś, co wielu osobom zadrapie sumienie. W świecie zwierząt nie ma tylko jednego zła. Obok schroniskowego patobiznesu wyrósł drugi, równie obrzydliwy mechanizm. Chodzi o pato fundacje, które żerują na cierpieniu zwierząt, zbierają pieniądze w imię walki o psy, a finalnie robią z tego własny biznes. Wykorzystują sytuacje takie jak Sobolewo czy Bytom, żerują na waszym współczuciu i emocjach, ale tak naprawdę niewiele robią, poza napędzaniem własnych kont. I dlatego mówię wprost: jeśli robisz zbiórki na psy i podpierasz się cudzą krzywdą, to powinno się bardzo mocno zastanowić, czy to jest droga, którą chcesz iść. Bo to już nie jest pomoc, tylko handel cierpieniem. Ludzie, sprawdzajcie pięć razy kogo tak naprawdę wspieracie. Zanim klikniecie “wpłać”, zanim udostępnicie “pomóżmy”, zanim zareagujecie emocją. Bo w tej branży są anioły, które oddają wszystko, żeby ratować zwierzęta. Ale są też hieny, które tylko czekają, aż będzie kolejna afera, kolejny dramat, kolejne zdjęcie z martwym psem, żeby odpalić nową zbiórkę. I na tym właśnie polega drugi patobiznes, o którym nikt głośno nie mówi. Mam nadzieję, że Sobolewo, Bytom nie będą zamiecione pod dywan jako afera tygodnia, tylko staną się początkiem końca tego chorego systemu, który zabija zwierzęta w ciszy, legalnie i na oczach gmin, fundacji i społeczeństwa, które udaje, że nic nie widzi. Agnieszka Kostrzewa
  22. Kancelaria Premiera Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva! ADWOKAT KATARZYNA TOPCZEWSKA NIEODPŁATNIE CZY ZA 350 000 ZŁ? ------------- Kilka pytań, które musimy zadać po Sobolewie. W mediach pojawiła się wypowiedź prawniczki Katarzyny Topczewskiej, w której czytamy: „Dioz.pl zgodził się przyjąć do swojego schroniska wszystkie zwierzęta nieodpłatnie. Będzie szczegółowa inwentaryzacja zwierząt, wszystkie psy zostaną przekazane na podstawie ewidencji.” Brzmi dobrze. Tylko że w tym samym czasie DIOZ uruchomił zbiórkę, która w kilka dni przekroczyła 350 000 zł. To rodzi bardzo poważne pytania: # Jeśli przyjęcie zwierząt było „nieodpłatne” – to na co dokładnie są te pieniądze? # Kto i w jakim trybie będzie rozliczał te środki? # Na jakiej podstawie prawnej zwierzęta zostały przekazane prywatnej organizacji, skoro decyzja o zamknięciu schroniska dotyczyła uchybienia formalnego, a nie przestępstwa? # Gdzie jest publiczna ewidencja psów z Sobolewa? # Kto odpowiada dziś za ich los – gmina, DIOZ, czy nikt? Bo jeśli: – schronisko zamknięto nie za znęcanie się, – zwierzęta nie zostały zabezpieczone systemowo przez państwo, – a jednocześnie ruszyły wielkie zbiórki, to mamy do czynienia nie z rozwiązaniem problemu, ale z jego kolejną komercjalizacją. ---------------------- Zwierzęta nie mogą być „przenoszone z rąk do rąk” bez jasnych procedur, kontroli i odpowiedzialności. Nie mogą być też pretekstem do zbiórek, które nie mają publicznego nadzoru. Nie wystarczy zamknąć jedno schronisko. Trzeba zamknąć SYSTEM, który pozwala, by dramat zwierząt stawał się źródłem pieniędzy. Bo bez zmiany prawa – Sobolew powtórzy się w innym miejscu. -------------------------- Warto dodać jeszcze jedną, kluczową rzecz. Pani Katarzyna Topczewska nie jest osobą z zewnątrz tego systemu. Od 2011 roku bierze udział w tworzeniu i opiniowaniu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, które nie rozwiązały problemu bezdomności, lecz go pogłębiły i skomercjalizowały. Doskonale wie, że to właśnie te przepisy – tworzone i popierane przez to samo środowisko od lat – są przyczyną dzisiejszego cierpienia zwierząt, chaosu w schroniskach i patologii wokół „ratowania”. Dziś te same osoby wspierają kolejny projekt: „Stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt” – druk sejmowy nr 700. Ten projekt nie naprawia systemu. On go pogarsza, bo: – przenosi odpowiedzialność z państwa i gmin na organizacje, – odwraca uwagę od systemowych źródeł problemu, – skupia „interwencje” głównie na prywatnych schroniskach, sugerując, że tylko tam zwierzęta cierpią – co nie jest prawdą. Bo złe warunki występują również w schroniskach prowadzonych przez: – samorządy, – organizacje, – podmioty zleceniowe. A największym problemem są wciąż: # około 600 nielegalnych, niezgłoszonych miejsc, w których przebywają zwierzęta bez jakiegokolwiek nadzoru PIW i państwa. Projekt nr 700 nie rozwiązuje tej luki. Przeciwnie – wprowadza zapis, że schroniskami mają zajmować się wyłącznie samorządy i organizacje, co w praktyce: # zamyka rynek usług, # wzmacnia istniejące układy, # i chroni obecny model „ratowania” zamiast go zmieniać. I właśnie dlatego te protesty, te emocje, te „interwencje” nie prowadzą do zmiany prawa – tylko do jego dalszego psucia. Bo jeśli system pozostaje ten sam, to ofiary będą się zmieniać – ale mechanizm pozostanie. ----------------------- Jedyne realne rozwiązanie Projekt „Ucywilizować Traktowanie Bezdomnych Zwierząt” autorstwa Tadeusza Wypycha zakłada: odejście od „wyłapywania” na rzecz znajdowania zwierząt jako mienia, zastosowanie przepisów o rzeczach znalezionych, pełną odpowiedzialność gmin za los każdego zwierzęcia, legalną, kontrolowaną adopcję, lokalną opiekę zamiast hurtowych schronisk, nadzór wojewody i opiekę zastępczą na koszt gmin w razie naruszeń. Ten model: zamyka obieg pieniędzy oparty na bezdomności, przywraca kontrolę nad losem zwierząt, umożliwia rozliczalność wydatków publicznych, tworzy realne ramy do ograniczenia bezdomności. Bez takiej zmiany każda kolejna nowelizacja tylko maskuje problem.
  23. No wlasnie tez sie zdziwilam. Wojtyszki sa i maja sie dobrze. Najpierw dzieki dobremu kontaktowi z poprzednia (skazana) wlascicielka DIOZ schronisko wydzierzawil, a potem kupil mordownie. Ze zlego schroniska na papierze zrobilo sie dobre schronisko. Tylko podobno psy zmiany nie odczuly. Zdecydowanie przyda sie jakas dokladna kontrola....
  24. Od kilku dni w Polsce głośno jest o sprawie suczki nazwanej Śnieżynką. Zwierzę znalezione leżące w śniegu, przy torach kolejowych. Widziane wcześniej. Nie przez chwilę. Przez co najmniej dwa dni. I przez ten czas nikt nie zareagował. Dopiero gdy ktoś się zatrzymał, gdy ktoś uznał, że nie można przejść obok obojętnie, uruchomiła się pomoc. Klinika otworzyła się w trybie pilnym. Pojawiło się ciepło, opieka, obecność człowieka. Śnieżynka odeszła nad ranem. Spokojnie. Ale za późno, by mówić o ratunku. (Link poniżej) Wokół tej historii pojawiło się wiele emocji. Także zarzutów, że nie powinno się pokazywać takich nagrań. Że to zbyt trudne do oglądania . Że to epatowanie cierpieniem. Dlatego to ja dziś o tym opowiem. Bo to nie jest tak, jak wielu ludzi myśli. Zwierzęta na mrozie nie zasypiają spokojnie. Zanim przychodzi śmierć, rozgrywa się pełen bólu dramat. I to nie dotyczy tylko psów. Tak samo wygląda to u kotów. Tak samo u zwierząt dzikich. Tak samo u zwierząt gospodarskich pozostawionych bez schronienia. Biologia nie robi wyjątków. Z biologicznego punktu widzenia zamarzanie to proces, a nie jeden moment. Najpierw organizm próbuje się bronić. Mięśnie zaczynają drżeć, bo ciało desperacko próbuje wytworzyć ciepło. Serce bije szybciej, oddech przyspiesza, zużywane są resztki energii. Zwierzę jest niespokojne, przerażone, próbuje się ruszać, zmieniać pozycję, znaleźć miejsce, w którym będzie choć odrobinę mniej boleć. Nie rozumie, dlaczego zimno nie ustępuje. Równocześnie dochodzi do gwałtownego zwężania naczyń krwionośnych w skórze i kończynach. Krew zostaje ściągnięta do wnętrza ciała, by chronić mózg i serce. Łapy, uszy, ogon stają się lodowate i bolesne. Zanim pojawi się drętwienie, pojawia się silny ból wynikający z niedokrwienia tkanek. Zwierzę czuje, że ciało zaczyna je zawodzić. Próbuje wstać. Upada. Próbuje znowu. Coraz wolniej. Coraz słabiej. Coraz bardziej bezradnie. Gdy zapasy energii się kończą, drżenie ustaje. I to jest moment, który bywa mylony ze spokojem. To nie spokój. To wyczerpanie. Organizm nie ma już czym walczyć. Zimno wnika głębiej. Do klatki piersiowej. Do brzucha. Do głowy. Pojawia się dezorientacja, strach, niezrozumienie. Świat przestaje być logiczny. Dźwięki docierają jakby z daleka. Zwierzę nie wie, co się z nim dzieje. Wie tylko, że jest źle. Wraz z dalszym spadkiem temperatury zaburzona zostaje praca serca. Rytm zwalnia i staje się nieregularny. Każdy ból, każdy stres, każdy ruch może być tym ostatnim. U zwierząt starszych, wychudzonych lub chorych ten proces przebiega szybciej. U kociąt, szczeniąt i małych zwierząt jeszcze szybciej, bo ich organizmy tracą ciepło znacznie łatwiej. Na końcu organizm zaczyna się wyłączać. Spada świadomość. Pojawia się senność. Brak reakcji. Z zewnątrz może wyglądać to spokojnie. W środku to biologiczny chaos. Układ nerwowy przestaje działać prawidłowo. Organy przestają ze sobą współpracować. To nie jest sen. To nie jest ulga. To gaszenie się życia w strachu i samotności. I teraz najważniejsze. Zamarzanie nie zabija nagle. Zabija powoli. I daje czas na reakcję! Dlatego ta historia nie jest tylko o jednym psie. Jest o wszystkich zwierzętach, które zimą są zależne od człowieka. O kotach wypuszczanych na mróz bez schronienia. O psach trzymanych na łańcuchach. O zwierzętach gospodarskich pozostawionych bez realnej ochrony przed zimnem. O dzikich zwierzętach, którym odbieramy miejsca schronienia. Jest o nas. O społecznej odpowiedzialności. O tym, że widzieć i odwrócić wzrok to też decyzja. Obojętność zabija równie skutecznie jak porzucenie. Jeśli ten tekst jest trudny do przeczytania, to dobrze. Bo dokładnie tak trudne jest cierpienie zwierzęcia, które nie rozumie, co się z nim dzieje, i które czeka, aż ktoś w końcu się zatrzyma. —————- Proszę.Przekażcie dalej. Bo ktoś to przeczyta dziś jak wyglada cierpienie zamarzających zwierząt, zatrzyma się jutro i uratuje życie. https://www.facebook.com/share/p/17rx9erSem/
  25. Ostatnie dni to kubeł zimnej wody wylany na głowy wszystkich, którzy wierzyli, że w Polsce ochroną zwierząt rządzi serce. Obrazy ze schronisk, które przebiły się do mainstreamu, pokazały prawdę tak brudną, że nawet najlepsze filtry z Instagrama jej nie przykryją. Okazało się, że system, który miał ratować, stał się perfekcyjną maszynką do mielenia publicznych pieniędzy, a zwierzę w tym układzie jest tylko towarem, pozycją na fakturze, za którą gmina płaci bez mrugnięcia okiem. I to właśnie my, podatnicy, sponsorujemy ten dramat, przy pełnym aplauzie polityków i celebrytów, którzy jeszcze wczoraj robili sobie zdjęcia z pieskami, zapewniając nas o swojej nieskończonej empatii. Spójrzmy prawdzie w oczy: to, co dzieje się teraz, jest bezpośrednim skutkiem lobbowania za przepisami takimi jak tzw. ustawa łańcuchowa. Przez lata wmawiano nam, że największym problemem polskiej wsi jest łańcuch przy budzie. Oczywiście, nikt przy zdrowych zmysłach nie popiera znęcania się nad zwierzętami, ale pod płaszczykiem walki o dobrostan przemycano rozwiązania dające prywatnym fundacjom i stowarzyszeniom uprawnienia niemal policyjne. Mechanizm stał się patologicznie prosty: organizacja odbiera zwierzę – często pod byle pretekstem – i przejmuje nad nim opiekę. W teorii brzmi szlachetnie. W praktyce oznacza to strumień pieniędzy płynący z gmin do prywatnych kieszeni za utrzymanie odebranych zwierząt. Im więcej interwencji, tym większy obrót. Czy ktoś kontrolował, co dzieje się z tymi psami po odebraniu? Ostatnie afery pokazują dobitnie, że nikt. Gdzie są dzisiaj ci wszyscy łódzcy włodarze z wiceprezydentem Adamem Pustelnikiem na czele, którzy tak chętnie podpisywali się pod postulatami środowisk prozwierzęcych? Gdzie są lokalni politycy, którzy w blasku fleszy wspierali rozszerzanie kompetencji organizacji pozarządowych, nie pytając o mechanizmy kontrolne? Przecież to wy legitymizowaliście system, w którym nadzór nad milionami złotych przekazywanymi schroniskom jest fikcją. To wy uwiarygadnialiście narrację, że państwo jest złe, a organizacje społeczne nieskazitelne. Dziś, gdy społecznicy wchodzą z kamerą do schronisk i pokazują psy brodzące we własnych odchodach, politycy nabierają wody w usta albo udają zaskoczonych. A przecież ostrzeżenia płynęły od dawna – system bez transparentności zawsze zdegeneruje się w biznes. Szczytem cynizmu jest postawa celebrytów formatu Małgorzaty Rozenek, która zapewniała Polaków, że wszystko jest pod kontrolą, a wizytacje urzędników wojewódzkich gwarantują najwyższe standardy. Rzeczywistość zweryfikowała te słowa w najbrutalniejszy sposób. Kontrole, o których mówiono z takim przekonaniem, okazały się wydmuszką. Papier przyjmie wszystko, urzędnik podbije pieczątkę, a pies w kojcu dalej będzie głodował, bo martwy albo chory generuje mniejsze koszty niż zadbany, a stawka dzienna i tak wpłynie na konto. To jest właśnie ten dobrostan, o który walczono w świetle jupiterów? Mamy do czynienia z gigantyczną niespójnością. Te same środowiska, które domagały się masowego odbierania zwierząt „złym ludziom”, dziś protestują przeciwko schroniskom, do których te zwierzęta trafiają. Stworzyli popyt na usługi hoteli i schronisk, dali im narzędzia prawne do pozyskiwania klientów w postaci psów, a teraz załamują ręce nad warunkami, które są efektem przepełnienia i braku nadzoru. To nie jest błąd systemu, to jest jego logiczna konsekwencja. Jeśli zamieniasz empatię w kontrakt biznesowy bez audytu, hodujesz patologię. Jako mieszkańcy mamy prawo wściekać się, widząc, jak nasze wspólne pieniądze są drenowane przez podmioty, które w wielu przypadkach nie powinny dostać ani złotówki. Płacimy za fikcję opieki, podczas gdy politycy uprawiają na tym swój PR. Czas skończyć z tym cyrkiem. Zamiast kolejnych ckliwych ustaw pisanych pod dyktando lobbystów, potrzebujemy brutalnej weryfikacji faktur i wejścia prokuratora tam, gdzie publiczny grosz zamienia się w prywatny zysk kosztem żywych istot. I niech nikt nam nie mydli oczu, że to atak na zwierzęta. To atak na hipokryzję tych, którzy na ich grzbiecie zbudowali sobie kariery. ( Tekst: Fermentacja) https://www.facebook.com/profile.php?id=61575723187678
×
×
  • Create New...