Jump to content
Dogomania

bunia2010

Members
  • Posts

    223
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bunia2010

  1. W Skokowie w gminie Opole Lubelskie interweniowała policja, inspekcja weterynaryjna i organizacja prozwierzęca. Z terenu zarejestrowanej hodowli odebrano 26 psów. Sprawa budzi emocje, bo wcześniejsze kontrole nie wykazywały poważnych nieprawidłowości, a służby podkreślają, że podczas lutowej interwencji nie stwierdzono znęcania się nad zwierzętami. Do zdarzenia doszło 15 lutego wieczorem. Jak informuje Komenda Powiatowa Policji w Opolu Lubelskim, funkcjonariusze zostali wezwani na miejsce po zgłoszeniu przedstawiciela Wzajemnie Pomocni - Fundacja dla Ludzi i Zwierząt. - Policjanci ustalili, że na terenie posesji znajdowało się około 30 psów różnych ras. Lekarz weterynarii obecny podczas interwencji nie stwierdził znęcania się nad zwierzętami. Właściciel, z uwagi na konflikt rodzinny, dobrowolnie zrzekł się psów na rzecz fundacji, która zajęła się nimi za jego zgodą - przekazała kom. Sabina Piłat-Kozieł z KPP w Opolu Lubelskim. Na miejscu obecny był również przedstawiciel Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Z informacji przekazanych przez Mariusza Zalewskiego, powiatowego Lekarza Weterynarii w Opolu Lubelskim, wynika, że hodowla została zarejestrowana w listopadzie 2021 roku i należała do Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów Klub Little Dog. - W hodowli przeprowadzono trzy kontrole: przy rejestracji w 2021 roku oraz w latach 2023 i 2024. Kontrole te nie wykazały nieprawidłowości. W grudniu 2023 roku otrzymaliśmy anonimowe zgłoszenie od osoby niezadowolonej z zakupu psa. Przeprowadzona kontrola interwencyjna również nie potwierdziła uchybień - informuje Zalewski. Podczas lutowej interwencji inspektor weterynaryjny stwierdził jednak nieprawidłowy stan higieniczny kojców w budynku, gdzie wcześniej przebywały szczenięta z matkami - zabrudzone podłoże, puste miski bez wody i z resztkami jedzenia. W zewnętrznych boksach znajdowała się mokra słoma, podłoga była zabrudzona odchodami, a w miskach była zamarznięta woda. Warunki bytowe - jak wskazano budziły wątpliwości co do utrzymania higieny. W hodowli znajdowało się 18 psów dorosłych oraz 8 szczeniąt w wieku około dwóch miesięcy ras: buldog francuski, cavalier king charles spaniel, boston terrier, maltańczyk i cavapoo. Podczas oględzin oceniono, że psy były w średniej kondycji. U dwóch suk rasy boston terrier widoczne były powiększone pakiety mleczne i zaczerwienione opuszki łap. Jeden z cavalierów miał zaawansowany wrzód rogówki. Zastrzeżenia wzbudził również stan pielęgnacji - skołtuniona sierść. Zupełnie inaczej sytuację opisują przedstawiciele fundacji. - W naszej ocenie psy przebywały w bardzo złych warunkach. Było minus 17 stopni, część zwierząt znajdowała się w zewnętrznych kojcach bez odpowiedniej wyściółki. Niektóre miały widoczne zmiany skórne, problemy z uzębieniem, były lękowe. Szczenięta wcześniej przebywały w zabrudzonym pomieszczeniu gospodarczym - relacjonuje prezes fundacji Aleksandra Lipianin-Białogrzywy. Adoptuj, nie kupuj Przedstawicielka Fundacji podkreśla, że część psów była oferowana do sprzedaży za pośrednictwem portali sprzedażowych typu OLX, a zdjęcia w ogłoszeniach nie oddawały rzeczywistych warunków ich utrzymania. - Apelujemy, by weryfikować miejsce pochodzenia zwierzęcia i nie wspierać pseudo-hodowli. Kupowanie psa w takich warunkach napędza popyt i powoduje cierpienie kolejnych zwierząt - zaznacza. Podczas interwencji fundacji przekazano informację, że psy mogą zostać zabezpieczone procesowo przez policję. Ostatecznie, po zrzeczeniu się zwierząt przez właściciela, czynności zakończono, a 26 psów trafiło pod opiekę organizacji. - Obecnie zwierzęta przechodzą diagnostykę i leczenie. Fundacja zapowiada, że po zakończeniu kwarantanny i niezbędnych zabiegów będą szukać dla nich domów tymczasowych i stałych - podsumowuje prezes Fundacji. Powiatowy Lekarz Weterynarii zapewnia, że każdy sygnał o nieprawidłowościach jest traktowany poważnie i skutkuje niezwłoczną kontrolą. Organizacje prozwierzęce zwracają jednak uwagę, że problem pseudo-hodowli wciąż istnieje, a kluczowa jest świadomość kupujących. Sprawa ze Skokowa pokazuje, jak różne mogą być oceny tej samej sytuacji - od „średniej kondycji” i braku stwierdzonego znęcania się, po obraz wieloletnich zaniedbań. Ostateczną ocenę pozostawią dalsze czynności służb oraz stan zwierząt, które dziś są już poza hodowlą.
  2. 1. Wstęp Schroniska dla zwierząt pełnią fundamentalną rolę w systemie ochrony zwierząt, zapewniając opiekę i bezpieczeństwo zwierzętom, które znalazły się w sytuacji kryzysowej. Trafiają do nich przede wszystkim zwierzęta bezdomne, porzucone, zagubione lub takie, których właściciela nie można ustalić, a także zwierzęta wymagające natychmiastowego zabezpieczenia z uwagi na podejrzenie niewłaściwego traktowania. W szczególności dotyczy to przypadków czasowego odebrania zwierzęcia dotychczasowemu właścicielowi lub opiekunowi, w tym w trybie interwencyjnym, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu. W tym kontekście schronisko jest nie tylko miejscem zapewniającym podstawową opiekę, lecz także instytucją, która przejmuje odpowiedzialność za stabilizację stanu zdrowia zwierzęcia, ograniczenie skutków stresu oraz przygotowanie go do dalszych rozstrzygnięć, w tym do adopcji, przekazania pod właściwą opiekę lub powrotu do dotychczasowego opiekuna, o ile pozwalają na to decyzje właściwych organów. Tak rozumiana rola schroniska wymaga działań uporządkowanych, spójnych i opartych na standardach dobrostanu, zwłaszcza że populacja zwierząt przebywających w schroniskach jest zróżnicowana pod względem kondycji zdrowotnej, doświadczeń oraz potrzeb behawioralnych. Przepisy dopuszczają powierzenie realizacji części zadań wynikających z gminnego programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt podmiotowi prowadzącemu schronisko, co stanowi podstawę organizowania współpracy pomiędzy samorządem a schroniskiem w celu zapewnienia ciągłości opieki, bezpieczeństwa zwierząt oraz właściwej organizacji działań. Odpowiedzialne i transparentne wykonywanie tych zadań wymaga nie tylko zasobów organizacyjnych, kadrowych i infrastrukturalnych, ale również jednoznacznych procedur oraz rozwiązań praktycznych, które minimalizują ryzyko stresu, konfliktów i pogorszenia stanu zdrowia zwierząt w warunkach zbiorowego utrzymania. Niniejsze opracowanie przedstawia zestaw dobrych praktyk, które mogą zostać wdrożone w schroniskach o różnej skali i specyfice, z uwzględnieniem realiów funkcjonowania placówek oraz przede wszystkim potrzeb zwierząt. Celem dokumentu jest wspieranie standardów postępowania zapewniających zwierzętom środowisko możliwie bezpieczne, przewidywalne i dostosowane do potrzeb gatunkowych, a jednocześnie ułatwiające personelowi planowanie pracy, współpracę z podmiotami zewnętrznymi oraz skuteczne przygotowanie zwierząt do adopcji. Równolegle dobre praktyki wzmacniają spójność działań w ramach realizacji zadań publicznych oraz budują zaufanie społeczne do systemu opieki nad zwierzętami. 2. Standardy opieki nad zwierzętami oraz bezpieczeństwo 2.1 Tworzenie przestrzeni przyjaznej zwierzętom Tworzenie przyjaznej przestrzeni w schronisku to wyzwanie wymagające równowagi między ograniczonym metrażem a potrzebami behawioralnymi zwierząt. Kluczem jest maksymalizacja jakości warunków w sytuacji, gdy brakuje przestrzeni. 2.1.1 Mikrostrefy funkcjonalne Nawet w niewielkich pomieszczeniach warto tworzyć wyraźnie oddzielone mikrostrefy funkcjonalne, które pozwalają zwierzęciu lepiej orientować się w przestrzeni i korzystać z niej w sposób zgodny z naturalnymi potrzebami. Podstawowym elementem jest wyznaczenie strefy czystości, w której znajduje się kuweta lub odpływ, oraz umieszczenie legowiska w odpowiedniej odległości od tego miejsca, aby zachować komfort i higienę. Kolejna ważna przestrzeń to strefa aktywności, przeznaczona na zabawki, gryzaki lub inne akcesoria służące do stymulacji fizycznej i umysłowej. Odrębnym obszarem powinna być także strefa kontaktu, zlokalizowana zwykle przy kratach, gdzie opiekun może podawać zwierzęciu smakołyki. Regularne pozytywne interakcje w tym miejscu sprzyjają budowaniu korzystnych skojarzeń z obecnością ludzi i wspierają proces socjalizacji. 2.1.2 Koty W warunkach ograniczonej przestrzeni jednym z kluczowych elementów podnoszenia jakości środowiska bytowego kotów jest efektywne wykorzystanie przestrzeni pionowej. Podłoga stanowi jedynie część dostępnej powierzchni, dlatego tworzenie dodatkowych stref na różnych wysokościach pozwala znacząco zwiększyć funkcjonalność pomieszczenia oraz poprawić dobrostan zwierząt. Instalacja półek, kładek oraz stopni na kilku poziomach umożliwia kotom realizację naturalnych zachowań, takich jak eksploracja czy poszukiwanie miejsc zapewniających kontrolę nad otoczeniem. Możliwość wycofania się na wyższe kondygnacje stanowi istotny element redukcji stresu, szczególnie w środowisku schroniskowym, gdzie bodźce zewnętrzne mogą być intensywniejsze. Uzupełnieniem tych rozwiązań są wysokie drapaki, które oprócz funkcji realizacji potrzeb behawioralnych, związanych z drapaniem, pełnią rolę stabilnych punktów obserwacyjnych, umożliwiających zwierzętom bezpieczną obserwację otoczenia. Dodatkowe miejsca wypoczynku można uzyskać poprzez montaż hamaków pod krzesłami lub stołami, co pozwala na tworzenie kolejnych poziomów użytkowych bez konieczności ingerencji w przestrzeń komunikacyjną pomieszczenia. Rozwiązania te sprzyjają równomiernemu rozproszeniu zwierząt i ograniczają ryzyko konfliktów. Równie istotne jest zapewnienie kotom możliwości wycofania się do miejsc osłoniętych. Kryjówki, budki czy legowiska z wysokimi brzegami umożliwiają zwierzętom wyciszenie się i odzyskanie poczucia bezpieczeństwa, co stanowi istotny element profilaktyki stresu w środowisku zbiorowego utrzymania. Kompleksowe połączenie elementów przestrzeni pionowej, kryjówek oraz punktów obserwacyjnych pozwala stworzyć środowisko optymalnie dostosowane do potrzeb gatunkowych kotów, nawet w przypadku dysponowania niewielką powierzchnią. Takie podejście podnosi komfort zwierząt, wspiera ich zachowania naturalne i sprzyja utrzymaniu stabilnego stanu emocjonalnego. 2.1.3 Psy Zwierzęta przebywające w schroniskach często narażone są zarówno na nudę, jak i na przebodźcowanie bodźcami dźwiękowymi czy wzrokowymi. Odpowiednie zarządzanie środowiskiem ma kluczowe znaczenie dla minimalizowania stresu i wspierania dobrostanu psychicznego. a) izolacja wizualna: W boksach dla psów zaleca się zasłanianie dolnej części krat za pomocą materiałów takich jak płyta pleksi, brezent czy inne trwałe osłony. Ogranicza to kontakt wzrokowy między zwierzętami, co redukuje wzajemne prowokowanie się i obniża poziom pobudzenia. Jeżeli warunki architektoniczne na to pozwalają, nie należy lokalizować boksów po obu stronach wąskiego korytarza, aby uniemożliwić psom stały kontakt wzrokowy podczas mijania się. b) stymulacja węchowa: Zamiast standardowych misek warto stosować maty węchowe lub zabawki typu „kong”, które wymagają od psa aktywnego poszukiwania pożywienia. Praca węchowa jest jedną z najbardziej angażujących i jednocześnie uspokajających form aktywności, wspierającą rozładowanie napięcia emocjonalnego oraz ograniczającą zachowania destrukcyjne wynikające z nudy. c) zapobieganie agresji zasobowej: U wszystkich gatunków zwierząt konieczne jest przeciwdziałanie agresji związanej z zasobami, w szczególności z pożywieniem. W tym celu istotne jest zapewnienie odpowiedniego dystansu pomiędzy jedzącymi zwierzętami, ustawianie misek tyłem do siebie lub stosowanie parawanów oddzielających osobniki podczas posiłku. Działania te ograniczają ryzyko konfliktów i wspierają poczucie bezpieczeństwa. Wybieg oraz jego wyposażenie stanowią istotny element zapewnienia dobrostanu zwierząt. Należy mieć na uwadze, że psy powinny korzystać z wybiegów przez cały rok, dlatego w okresie letnim konieczne jest zapewnienie ochrony przed nadmiernym nasłonecznieniem, m.in. poprzez montaż żagli przeciwsłonecznych, wiat lub utrzymanie zadrzewienia zapewniającego naturalne zacienienie. Zasadne jest również rozważenie umieszczenia basenów umożliwiających ochłodę w czasie upałów. W okresie zimowym szczególną uwagę należy zwrócić na odpowiednie oświetlenie, tak aby istniała możliwość bezpiecznego korzystania z wybiegu w warunkach krótkiego dnia świetlnego. W celu dodatkowej ochrony przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi na wybiegach powinny znajdować się budy lub psy powinny mieć zapewniony dostęp do pomieszczeń zamkniętych. Istotnym elementem jest również właściwe podłoże: zróżnicowane i dostosowane do potrzeb zwierząt, obejmujące m.in. piasek umożliwiający kopanie, trawę, w tym wysokie kępy pełniące funkcję tzw. wysp zapachowych. Środowisko wybiegu warto urozmaicić o elementy wzbogacające, takie jak pnie drzew, opony czy niskie kładki. 2.2 Zarządzanie bezpieczeństwem w schronisku Opieka świadczona zwierzętom w schroniskach oddziałuje nie tylko na nie same, lecz także na ludzi oraz środowisko. Dlatego podmioty prowadzące schronisko dla zwierząt w swojej codziennej działalności powinny wdrażać działania zapewniające ochronę zdrowia i bezpieczeństwa zwierząt, pracowników, odwiedzających oraz środowiska. Pracownicy i wolontariusze schronisk dla zwierząt każdego dnia narażeni są na różnego rodzaju zagrożenia dla zdrowia związane z wykonywaniem swoich obowiązków. Zapewnienie im odpowiedniej wiedzy oraz wyposażenia niezbędnego do ograniczania ryzyka stanowi kluczowy element bezpieczeństwa w miejscu pracy. Środki ochrony indywidualnej powinny obejmować m.in. rękawiczki, fartuchy, okulary ochronne, maski, osłony twarzy, ochraniacze na obuwie oraz zatyczki do uszu. Rodzaje i rozmiary środków ochrony indywidualnej muszą być dostosowane do potrzeb wszystkich osób wykonujących czynności w schronisku, a także do specyfiki pracy ze zwierzętami. Należy uwzględnić również wymagania osób o szczególnych potrzebach, np. uczulonych na lateks. Utrzymanie właściwej higieny rąk jest kluczowe dla ochrony zdrowia ludzi pracujących w środowisku opieki nad zwierzętami. Personel powinien używać rękawiczek podczas kontaktu z odchodami lub płynami ustrojowymi zwierząt oraz regularnie myć ręce szczególnie po pracy ze zwierzętami, po zdjęciu środków ochrony indywidualnej, a także przed jedzeniem, paleniem czy dotykaniem twarzy. Pracownicy i odwiedzający nie powinni spożywać posiłków ani napojów, ani wnosić smoczków, gryzaków czy butelek dla niemowląt do pomieszczeń, w których przebywają zwierzęta. Zwierzęta nie powinny mieć dostępu do miejsc przeznaczonych do przygotowywania lub spożywania posiłków przez ludzi. Ugryzienia stanowią jedno z najpoważniejszych zagrożeń fizycznych i biologicznych w schronisku. Odpowiednie szkolenia personelu z zakresu rozpoznawania sygnałów wysyłanych przez zwierzęta, bezpiecznego obchodzenia się z nimi oraz właściwego stosowania metod uspokajających mogą znacząco ograniczyć ryzyko pogryzień, choć nie są w stanie wyeliminować go całkowicie. Każde ugryzienie, które prowadzi do przerwania ciągłości skóry, wiąże się z ryzykiem zakażenia oraz można je zmniejszyć poprzez natychmiastowe, dokładne oczyszczenie rany. Szczególnie niebezpieczne są głębokie rany kąsane, zwłaszcza typowe dla ugryzień kotów, ponieważ szybko się zamykają i sprzyjają rozwojowi poważnych infekcji. Odwiedzający nie powinni mieć kontaktu ze zwierzętami, które mogą stanowić wysokie ryzyko ugryzienia – zwierzętami agresywnymi lub wysoko lękliwymi. Wymaga to wyraźnego oznakowania oraz ograniczenia dostępu do stref, w których przebywają takie zwierzęta. Schroniska dla zwierząt muszą również uwzględniać bezpieczeństwo publiczne przy podejmowaniu decyzji dotyczących zwierząt mogących wyrządzić poważne szkody. Jeśli po rzetelnej ocenie ryzyka uzna się, że zwierzę z historią łagodnej lub umiarkowanej agresji może zostać przekazane do adopcji, należy zapewnić przyszłym opiekunom pełną dokumentację dotyczącą wszystkich znanych incydentów pogryzień. Pracownicy schronisk są szczególnie narażeni na zmęczenie, stres czy wypalenie zawodowego, wynikające z codziennych obciążeń związanych z pracą ze zwierzętami. W sytuacji, gdy pojawiają się sygnały świadczące o problemach ze zdrowiem psychicznym, należy zachęcać personel do skorzystania z profesjonalnego wsparcia. Wyposażenie pracowników i wolontariuszy w odpowiednie kompetencje oraz zasoby niezbędne do zapewnienia właściwej opieki zwierzętom przebywającym w schronisku sprzyja poprawie satysfakcji z pracy, a także pozytywnie wpływa na dobrostan ludzi i zwierząt. 3. Postępowanie ze zwierzętami w schronisku 3.1 Przyjęcie zwierzęcia do schroniska Bezpośrednio po przyjęciu zwierzęcia do schroniska powinno się zweryfikować, czy zwierzę jest oznakowane: a) mikrochipem – numer chipa należy sprawdzić w ogólnodostępnych bazach danych (Safe-Animal: www.safe-animal.eu, Polskie Towarzystwo Identyfikacji i Rejestracji Zwierząt: www.identyfikacja.pl, ANIMAL ID: www.animalid.eu, wyszukiwarce: www.europetnet.org, bazie danych paszportów wydanych dla zwierząt www.wetsystems.org.pl/WetSystemsInfo/); b) tatuażem – numer tatuażu należy sprawdzić w Związku Kynologicznym lub innych ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów; c) adresówką, zawieszką z informacją o szczepieniu przeciwko wściekliźnie, lub posiada obroże z numerem telefonu właściciela (numer może być zapisany od spodu). Weryfikacja tych informacji jest niezbędna w celu podjęcia próby odnalezienia właściciela i skontaktowania się z nim. Jeśli próba kontaktu, w zależności od posiadanych danych kontaktowych (np. dwukrotne wysłanie listu poleconego; kilkukrotna próba dodzwonienia się lub nieotrzymanie odpowiedzi na co najmniej dwie wiadomości wysłane drogą elektroniczną w odstępie trzech tygodni), nie odniesie skutku, zwierzę należy traktować jako bezdomne. W każdym przypadku należy dążyć do ustalenia właściciela zwierzęcia, gdyż priorytetem jest zmniejszanie bezdomności zwierząt. Jeśli zwierzę jest oznakowane mikrochipem, należy obligatoryjnie wprowadzić numer mikrochipa do wykazu zwierząt prowadzonego w schronisku. W przypadku, gdy zwierzę nie jest oznakowane, należy je niezwłocznie (nie później niż w terminie 7 dni od zakończenia kwarantanny) oznakować mikrochipem, a jego numer wprowadzić do wykazu. Do czasu utworzenia krajowej bazy danych dane zwierzęcia oznakowanego mikrochipem powinny zostać wprowadzone do ogólnodostępnych baz danych. Powyżej wskazane bazy danych współpracują z narzędziami ułatwiającymi odszukiwanie zaginionych zwierząt również zagranicą. Schronisko dla zwierząt wybrane przez gminę: 1) powinno posiadać stronę internetową, której adres zostanie podany na stronie internetowej gminy (np. poprzez umieszczenie linku), dodatkowym atutem będzie posiadanie i prowadzenie mediów społecznościowych; 2) współpraca w zakresie stałego upubliczniania informacji o zwierzętach przebywających w schronisku na stronach internetowych gminy zapewnia transparentność działań oraz umożliwia mieszkańcom bieżący dostęp do wiedzy o stanie zwierząt, za które odpowiada gmina; 3) zwierzęta, które zostały przyjęte do schroniska, należy sfotografować, a zdjęcia wraz ze wskazaniem, gdzie i kiedy zwierzę zostało znalezione, opublikować na stronie internetowej schroniska niezwłocznie po przyjęciu zwierzęcia; 4) na stronie internetowej powinny znajdować się także wizerunki wszystkich psów i kotów przebywających w schronisku wraz z opisem dotyczącym charakteru zwierzęcia, aby ułatwić osobom chcącym adoptować zwierzę jego wybór; należy umieszczać jak najaktualniejsze zdjęcia, aktualizować je regularnie; opisy zwierząt nie powinny ograniczać się tylko do krótkich informacji o dacie i miejscu odłowienia; najlepiej krótko scharakteryzować psa, precyzując czy jest przyjazny do innych zwierząt i dzieci, oraz określić jego temperament; 5) zwierzęta bezdomne po odbyciu kwarantanny, wykonaniu szczepień profilaktycznych oraz zabiegu sterylizacji/kastracji należy przeznaczyć do adopcji; 6) podejmowanie różnorodnych akcji zwiększających poziom adopcji, jak np.: współpraca z wolontariuszami; współpraca z zoopsychologami/ behawiorystami; udział w wydarzeniach organizowanych na ternie gminy, promowanie adopcji, akcje „Dzień psa/kota”; wizyty w szkołach i przedszkolach; przygotowanie dla gmin, z którymi zawarte są ulotek i plakatów, w celu rozpropagowania na terenie gminy informacji o schronisku. 3.2 Sterylizacje i kastracje Wykonywanie obligatoryjnej kastracji wszystkich zwierząt przyjętych do schroniska po okresie kwarantanny. Niedopuszczanie do narodzin w schronisku, zakaz grupowania niekastrowanych samców i samic we wspólnych boksach. 3.3 Profilaktyka Do schroniska często trafiają zwierzęta z urazami lub objawami neurologicznymi o nieustalonej przyczynie, które choć rzadko, mogą wskazywać na zakażenie wirusem wścieklizny. Podczas przyjmowania zwierząt personel powinien pytać osoby, które je znalazły, o ewentualne niedawne ugryzienia oraz możliwy kontakt z dzikimi zwierzętami, a także dokumentować wszelkie rany mogące sugerować narażenie na wściekliznę. Ustalenie właściwego okresu kwarantanny dla zwierzęcia potencjalnie narażonego na zakażenie zależy od gatunku, historii szczepień przeciwko wściekliźnie oraz obowiązujących przepisów. W przypadku zwierząt w pełni zdrowych zasadnym jest wykonywanie szczepień profilaktycznych przeciwko chorobom zakaźnym innym niż wścieklizna bezpośrednio po przyjęciu do schroniska, które zgodnie z opinią otrzymaną z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu nie niesie żadnego ryzyka, może natomiast pozwolić wykryć i opanować potencjalny proces chorobowy wcześniej niż mógłby się ujawnić w sposób samoistny. Szczepienia profilaktyczne powinny być wykonywane co najmniej przeciwko następującym chorobom: a) psy: nosówka, zakaźne zapalenie wątroby (choroba Rubartha), parwowiroza; b) koty: herpeswiroza, kaliciwiroza, panleukopenia; szczepienie przeciwko wściekliźnie – po odbyciu kwarantanny; Zwalczanie pasożytów u psów schroniskowych wymaga intensywnej, systematycznej profilaktyki ze względu na wysokie ryzyko zarażenia (pasożyty jelitowe, pchły, kleszcze). Kluczowe są: szybkie odrobaczanie (często już od 3. tygodnia życia lub przy przyjęciu), stosowanie preparatów spot-on, tabletek lub obroży, oraz regularne badania kału. 4. Współpraca z lekarzem weterynarii Wybór lekarza weterynarii, który będzie świadczył usługi weterynaryjne dla zwierząt jest jedną z kluczowych decyzji, które podejmuje podmiot prowadzący schronisko dla zwierząt. W schroniskach, w których nie funkcjonują zakłady lecznicze dla zwierząt konieczne jest zawarcie umowy z zewnętrznym podmiotem świadczącym usługi lecznicze. Lekarz weterynarii powinien być w schronisku tak często jak to możliwe, gdyż w skupiskach zwierząt często nie istnieje możliwość oceny przypadku choroby bez wiedzy o stanie populacji. Rzetelność sporządzanej dokumentacji gwarantuje transparentność i ułatwia procesy adopcyjne, gdyż potencjalny właściciel może uzyskać wiedzę o wszystkich problemach zdrowotnych zwierzęcia i ocenić, czy w przypadku chorób przewlekłych będzie w stanie zapewnić właściwą opiekę. Współpraca z lekarzem weterynarii powinna opierać się na pełnym zaufaniu. Lekarz weterynarii powinien regularnie przeprowadzać szkolenia personelu z zakresu opieki nad zwierzętami, współpracować z wolontariuszami i podejmować wszystkie kluczowe decyzje w kwestii programów profilaktyki, możliwościach leczenia oraz decydować o konieczności eutanazji zwierzęcia. Podmiot prowadzący schronisko powinien wiedzieć, że przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym utrzymywanie ich w stanie rażącego zaniedbania lub niechlujstwa, bądź w pomieszczeniach albo klatkach uniemożliwiających im zachowanie naturalnej pozycji. Natomiast pojęcie „rażącego zaniedbania” należy rozumieć jako drastyczne odstępstwo od norm postępowania ze zwierzęciem, w szczególności w zakresie utrzymywania zwierzęcia w stanie zagłodzenia, brudu, nieleczonej choroby, w niewłaściwym pomieszczeniu i nadmiernej ciasnocie. W konsekwencji należy zatem przyjąć, że brak leczenia choroby zwierzęcia, zwłaszcza cechującej się wyraźnymi objawami, może być uznany za przypadek naruszenia dobrostanu zwierzęcia, a nawet przypadek znęcania się nad zwierzęciem. 5. Współpraca i wymiana informacji między instytucjami Dla zapewnienia skutecznego prowadzenia nadzoru i zapewnienia właściwych warunków istotna jest stała współpraca oraz wymiana istotnych informacji pomiędzy podmiotem prowadzącym schronisko a powiatowym lekarzem weterynarii. Należy przy tym podkreślić, że Powiatowy Lekarz Weterynarii nie prowadzi stałego nadzoru nad schroniskiem i ma prawo przeprowadzania kontroli w każdym czasie. Kontrole powinny być niezapowiedziane a wszelkie nieprawidłowości stwierdzane podczas kontroli odnotowane w protokole. Inspekcja Weterynaryjna ma pełną świadomość tego, że wystąpienie nieprawidłowości wiąże się z różnymi czynnikami, zależy też od stanu technicznego obiektu, kojców, oraz też faktu zużycia materiału i działania zwierząt (np. pogryzione deski, wyrwane kurtyny zabezpieczające). Istotnym jest, aby podmiot prowadzący schronisko identyfikował nieprawidłowości samodzielnie i na bieżąco je usuwał. W przypadkach wszelkich nieprawidłowości, których wystąpienie może zagrozić zdrowiu i życiu zwierząt należy podjąć skuteczne działania przed ich wystąpieniem np. jesienią zintensyfikować działania naprawcze w pomieszczeniach dla zwierząt, zapewnić materiały izolacyjne do ochrony przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, latem planować prace poprawiające utwardzenie ścieżek komunikacyjnych. 6. Współpraca schronisk dla zwierząt z zoopsychologami/ behawiorystami oraz wolontariuszami Warunki schroniskowe, choć często najlepsze możliwe, są dla zwierząt źródłem silnego stresu. W celu zapewnienia wysokiego poziomu adopcji w schronisku konieczna jest stała współpraca z zoopsychologami/ behawiorystami w celu systematycznej oceny dobrostanu psychicznego zwierząt przebywających w schronisku. Specjaliści powinni identyfikować i pracować ze zwierzęciem wykazującym objawy stresu, lęku, agresji czy wycofania, które mogą utrudniać proces adopcyjny. Dzięki temu możliwe jest szybkie wdrożenie odpowiednich działań wspierających, zanim problem się pogłębi. Proces pracy behawioralnej powinien obejmować: a) tworzenie spersonalizowanych programów modyfikacji zachowania, dostosowane do potrzeb konkretnego psa lub kota. Pozwala to na stopniowe eliminowanie niepożądanych zachowań oraz wzmacnianie tych, które zwiększają szanse na adopcję; b) pomoc w tworzeniu środowiska wzbogaconego, planowaniu aktywności, wprowadzaniu rutynowych elementów oraz technik wyciszających, które poprawiają komfort psychiczny zwierząt i ich prezentację przed potencjalnymi adoptującymi; c) wspieranie procesu socjalizacji, ucząc podstawowych umiejętności (np. chodzenia na smyczy, reagowania na komendy, korzystania z kuwety – tu niezwykle istotna jest również praca wolontariuszy), a także pomagać zwierzęta w radzeniu sobie z bodźcami, które mogą pojawić się w przyszłym domu; d) prowadzenie działań edukacyjnych pracowników schroniska oraz wolontariuszy podnoszące kompetencje zespołu schroniska; e) wspieranie opiekunów w pierwszych tygodniach adaptacji, co znacząco redukuje liczbę zwrotów zwierząt; f) tworzenie profili behawioralnych zwierząt, które ułatwiają dopasowanie ich do stylu życia, doświadczenia i możliwości przyszłych opiekunów co bezpośrednio wpływa na proces adopcyjny, który staje się bardziej świadomy i odpowiedzialny; g) trudne przypadki. Wolontariusze powinni wspierać schronisko w tworzeniu materiałów edukacyjnych, organizowaniu warsztatów czy konsultacji dla osób zainteresowanych adopcją. Działania te podnoszą świadomość społeczną i promują odpowiedzialne podejście do opieki nad zwierzętami. 7. Proces adopcyjny Celem procesu adopcyjnego jest zapewnienie bezpiecznego przekazania zwierzęcia do nowego domu, przy jednoczesnym ograniczaniu liczby zwrotów i budowaniu odpowiedzialnych adopcji. 7.1 Kwalifikacja zwierzęcia do adopcji Kwalifikacja zwierzęcia do adopcji jest procesem, którego celem jest bezpieczne i odpowiedzialne przekazanie zwierzęcia do nowego domu. Obejmuje ona zarówno spełnienie warunków formalnych, jak i ocenę zdrowia oraz dobrostanu, a także przygotowanie zwierzęcia do zmiany środowiska. Podstawowym warunkiem jest zakończenie kwarantanny, w trakcie której zwierzę pozostaje pod obserwacją pod kątem objawów chorób zakaźnych, reakcji na nowe warunki oraz pierwszych sygnałów behawioralnych (np. skrajnego lęku, pobudzenia czy wycofania). Zakończenie kwarantanny powinno oznaczać brak niepokojących objawów i możliwość przejścia do dalszych etapów przygotowania adopcyjnego. Kolejnym elementem jest ocena stanu zdrowia oraz kompletna dokumentacja medyczna. Przed przeznaczeniem zwierzęcia do adopcji lekarz weterynarii powinien dokonać oceny jego aktualnej kondycji, w tym m.in. ogólnego stanu klinicznego, ewentualnych problemów przewlekłych, następstw urazów oraz potrzeb w zakresie dalszego leczenia lub monitorowania. Dokumentacja musi być rzetelna i spójna, tak aby przyszły opiekun mógł otrzymać jasną informację o dotychczasowym leczeniu, wykonanych zabiegach, wynikach badań (jeżeli były wykonywane), zaleceniach oraz ewentualnych ograniczeniach zdrowotnych. Zwierzę z chorobą przewlekłą może zostać zakwalifikowane do adopcji, o ile jego stan jest stabilny, a przyszły opiekun otrzyma pełną informację o wymaganiach związanych z dalszą opieką. Warunkiem kwalifikacji jest również wykonanie szczepień profilaktycznych, odpowiednich dla gatunku, wieku i sytuacji epidemiologicznej w schronisku. Szczepienia powinny być odnotowane w dokumentacji zwierzęcia wraz z datą i zakresem, a w razie odstępstw (np. odroczenia z powodów zdrowotnych) konieczne jest udokumentowanie przyczyny i określenie dalszego planu postępowania. Celem szczepień jest nie tylko ochrona samego zwierzęcia, ale także ograniczenie ryzyka przenoszenia chorób do środowiska docelowego. Standardem jest kwalifikowanie do adopcji zwierząt po wykonaniu sterylizacji/kastracji. Jeżeli zabieg nie został wykonany, dopuszcza się kwalifikację wyłącznie wtedy, gdy istnieją udokumentowane przeciwwskazania potwierdzone przez lekarza weterynarii albo gdy zabieg musi zostać odroczony ze względu na stan zdrowia zwierzęcia. W takich przypadkach w dokumentacji adopcyjnej należy jednoznacznie wskazać powód odstąpienia od zabiegu oraz, jeśli to zasadne, określić rekomendowany termin jego wykonania w przyszłości. Istotnym elementem kwalifikacji jest ocena behawioralna i opis temperamentu, ponieważ to ona w praktyce decyduje o dopasowaniu zwierzęcia do przyszłego domu i ogranicza ryzyko zwrotów. Ocena powinna obejmować obserwację zachowania zwierzęcia w warunkach schroniskowych oraz w kontakcie z człowiekiem i w miarę możliwości, z innymi zwierzętami. W opisie należy uwzględnić przede wszystkim: poziom lękliwości, reaktywność, tolerancję dotyku i zabiegów pielęgnacyjnych, potrzeby aktywności, a także ewentualne trudności (np. zachowania wynikające ze stresu, agresję lękową czy agresję zasobową). Opis temperamentu powinien być konkretny i oparty na obserwacji, a nie na ogólnych sformułowaniach, ponieważ stanowi podstawę do świadomej decyzji adoptującego oraz do przygotowania zaleceń dla nowego opiekuna. W praktyce uznaje się, że zwierzę jest gotowe do adopcji, gdy spełnia łącznie następujące warunki: a) zakończona kwarantanna, b) potwierdzony stan zdrowia i kompletna dokumentacja medyczna, c) wykonano szczepienia profilaktyczne (lub jasno opisano plan, jeśli występują uzasadnione odstępstwa), d) wykonano kastrację lub udokumentowano przeciwwskazania, e) wykonano ocenę behawioralną oraz przygotowano opis temperamentu wraz z podstawowymi zaleceniami dla przyszłego opiekuna. 7.2 Informacja dla adoptującego Jeśli po rzetelnej ocenie ryzyka uzna się, że zwierzę z historią łagodnej lub umiarkowanej agresji może zostać przekazane do adopcji, należy zapewnić przyszłym opiekunom pełną dokumentację dotyczącą wszystkich znanych incydentów pogryzień. W każdym przypadku adoptujący powinien otrzymać rzetelną informację o stanie zdrowia i zachowaniu zwierzęcia, a także zalecenia dotyczące adaptacji i dalszej profilaktyki. 7.3 Procedura adopcji Proces adopcyjny ma na celu możliwie najlepsze dopasowanie zwierzęcia do przyszłego opiekuna, ograniczenie liczby nietrafionych adopcji oraz zapewnienie bezpieczeństwa ludzi i zwierząt. Składa się z kilku następujących po sobie etapów, z których każdy pełni odrębną funkcję diagnostyczną, informacyjną lub formalną. Pierwszym krokiem jest ankieta/wywiad i weryfikacja dopasowania, podczas którego osoba zainteresowana adopcją udziela informacji dotyczących swojego dotychczasowego doświadczenia ze zwierzętami, warunków mieszkaniowych, stylu życia, czasu spędzanego w domu, możliwości zapewnienia opieki weterynaryjnej oraz ewentualnych ograniczeń zdrowotnych lub organizacyjnych. Ankieta pozwala określić m.in. czy zwierzę o określonym temperamencie, poziomie aktywności lub szczególnych potrzebach będzie odpowiednio dopasowane do danej rodziny. Na tym etapie pracownik lub wolontariusz prowadzący proces adopcyjny udziela również informacji o charakterze zwierzęcia, jego potrzebach, ewentualnych problemach behawioralnych oraz wymaganiach zdrowotnych. Celem jest rzetelne przedstawienie odpowiedzialności związanej z adopcją i zapewnienie, że nowy opiekun jest świadomy wszystkich aspektów opieki. Kolejnym etapem jest spotkanie zapoznawcze, podczas którego osoba zainteresowana adopcją ma możliwość poznać zwierzę w sposób kontrolowany i bezpieczny. Spotkanie odbywa się zwykle na wybiegu, w sali socjalizacyjnej lub w innym miejscu umożliwiającym obserwację reakcji zwierzęcia na kontakt z nową osobą. W przypadku psów ocenia się m.in. sposób podejścia do człowieka, stopień pobudzenia, tolerancję dotyku, komfort podczas spaceru na smyczy czy reakcję na nowe bodźce. W przypadku kotów szczególną uwagę zwraca się na poziom lęku, możliwość inicjowania kontaktu, tolerowanie obecności człowieka w przestrzeni oraz ogólny styl komunikacji. W razie potrzeby obecny jest behawiorysta, który wspiera proces dopasowania i udziela wskazówek przyszłemu opiekunowi. Spotkanie służy również ocenie decyzji adopcyjnej — w przypadku braku wyraźnej chemii czy widocznego stresu można zaproponować kolejne podejście lub inne, lepiej dopasowane zwierzę. Po pozytywnym przebiegu wcześniejszych etapów następuje podpisanie umowy adopcyjnej, która formalizuje przekazanie zwierzęcia pod opiekę nowego właściciela. W umowie określa się m.in.: dane adoptującego, dane zwierzęcia, zakres obowiązków przyszłego opiekuna, zobowiązania dotyczące opieki, zasadę zapewnienia pomocy w pierwszych dniach adaptacji oraz zapisy dotyczące postępowania w przypadku niepowodzenia adopcji. Umowa powinna również zawierać informacje o zabiegach wykonanych u zwierzęcia, zaleceniach zdrowotnych i behawioralnych oraz ewentualnym zobowiązaniu do późniejszej sterylizacji/kastracji (jeśli nie została wykonana wcześniej). Po podpisaniu umowy następuje wydanie zwierzęcia wraz z dokumentacją i zaleceniami. Osoba adoptująca otrzymuje komplet dokumentów, w tym kartę zwierzęcia, wypis z dokumentacji medycznej, książeczkę zdrowia lub paszport, zalecenia żywieniowe, wskazówki dotyczące postępowania w pierwszych dobach, a w razie potrzeby także plan pracy behawioralnej lub zalecenia lekarskie. W tym momencie przekazuje się również informacje dotyczące rutyny zwierzęcia, potrzeb aktywności, ewentualnych leków, preferencji żywieniowych, reakcji na inne zwierzęta oraz porad dotyczących ograniczania stresu w okresie adaptacyjnym. Pracownik schroniska powinien upewnić się, że wszystkie instrukcje są dla adoptującego zrozumiałe i możliwe do zrealizowania. Ostatnim etapem jest wsparcie po adopcji (kontakt, konsultacje). Schronisko powinno utrzymać możliwość kontaktu z adoptującym, zwłaszcza w pierwszych tygodniach, kiedy ryzyko trudności adaptacyjnych jest największe. Wsparcie może obejmować rozmowę telefoniczną, konsultację online, ponowny kontakt behawiorysty lub, jeśli to konieczne, wizytę na miejscu. Celem tego etapu jest zminimalizowanie ryzyka zwrotu zwierzęcia, udzielenie profesjonalnej pomocy w przypadku pojawienia się problemów oraz budowanie długotrwałej relacji opartej na odpowiedzialności i zaufaniu. System wsparcia adopcyjnego pozwala również lepiej monitorować losy zwierząt po adopcji i pomaga schronisku ocenić skuteczność swoich procedur. 8. Zarządzanie zasobami i finansami Schroniska dla zwierząt funkcjonują dzięki zróżnicowanym źródłom finansowania, obejmującym środki publiczne, przekazywane darowizny, granty, umowy z gminami oraz pomoc materialna od ludzi i organizacji, których statutowym celem jest ochrona zwierząt. Odpowiedzialne gospodarowanie dostępnymi środkami jest kluczowe zarówno dla zapewnienia zwierzętom właściwej opieki, jak i dla utrzymania zaufania społecznego wobec działalności schroniska. Podmioty te powinny mieć czytelną politykę finansową. Powinna ona zawierać proste zasady tworzenia budżetu, dokumentowania wydatków i sporządzania sprawozdań o kosztach. Chodzi tu o koszty utrzymania zwierząt, opieki lekarko-weterynaryjnej, inwestycji w infrastrukturę i pensji pracowników. Regularne publikowanie zestawień finansowych np. rocznych sprawozdań, raportów z realizacji umów czy informacji o wykorzystaniu darowizn, zwiększa wiarygodność schroniska i ułatwia współpracę z darczyńcami oraz jednostkami samorządu terytorialnego. Transparentność finansowa to nie tylko jasne procedury dotyczące przyjmowania i ewidencjonowania darowizn pieniężnych i rzeczowych. Schroniska dla zwierząt powinny zadbać o to, aby wszystkie środki były wykorzystywane zgodnie z ich przeznaczeniem. Ważne jest również, aby darczyńcy mieli możliwość uzyskania informacji o tym, jak wykorzystano przekazane przez nich wsparcie. Przejrzyste zarządzanie finansami nie tylko wzmacnia zaufanie społeczne, lecz także sprzyja efektywnemu planowaniu działań, pozyskiwaniu dodatkowych funduszy i budowaniu stabilności organizacyjnej, co bezpośrednio przekłada się na poprawę dobrostanu zwierząt. Szczegółowe warunki dla prowadzenia schronisk oraz przeprowadzania kontroli przez Inspekcję Weterynaryjną zawarte są w rozporządzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt[1] oraz Instrukcji Głównego Lekarza Weterynarii w sprawie postępowania powiatowych lekarzy weterynarii przy przeprowadzaniu kontroli schronisk dla zwierząt dostępnej na stronie internetowej Głównego Inspektoratu Weterynarii pod adresem: https://www.wetgiw.gov.pl/. [1] Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 20 stycznia 2022 r. w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt (Dz. U. poz. 175 z późn. zm.).
  3. bunia2010

    Przysłowia

    Podnieś kij, a pies i złodziej zrozumie, czego może się spodziewać. (armeńskie) Pies, kiedy się go żywi, wykazuje więcej wdzięczności niż człowiek, któremu się pomaga. (chińskie) Zamiast liczyć na dobrego przyjaciela, lepiej licz na dobrego psa. (jakuckie) Stary pies nie szczeka na próżno. (jakuckie) Pies uczciwszy od człowieka, nim ukąsi – pierwej szczeka. (polskie) Gdy stare psy szczekają, niech się młode nie mieszają. (polskie) Jak ty z psem, tak pies z Tobą. (polskie) Kto chce psa uderzyć, ten kij znajdzie. (polskie) Tylko pies nie skarży się nigdy na ubóstwo swego pana. (wietnamskie) choć pies się dąsa, to nie zawsze kąsa daj psu spokój, pies ci da dwa delikatny jak francuski piesek dobra psu i mucha dobry człowiek psa nie drażni gdzie jedna kość, a dwa brytany – tam pokój nie znany gromada psów – śmierć zająca jak pies je, to nie szczeka jak pies je, to nie szczeka, bo mu miska ucieka jak się chce psa uderzyć, kij się znajdzie każdemu psu kość luba kto nie słucha ojca, matki, ten posłucha psiej skóry kto pana kocha, ten i psa jego głaszcze kto ze psy lega, ten z pchłami wstaje lubić jak psy dziada w ciasnej ulicy na biednego zawsze psy szczekają najgorszy ten pies, co kąsa milczkiem nie dla psa kiełbasa nie dla psa kiełbasa, nie dla kota spyrka nie dla psa kiełbasa, nie dla prosiąt miód nie jednemu psu Burek na imię nie rzucaj kości między psy ostatnich gryzą psy pies, co bardzo szczeka, nie bardzo kąsa pies dobry stoi za hajduka pies na kości leży, sam nie je i drugiemu nie da pies na paździerzu nie leży i drugiemu nie da pies nie wraca tam, gdzie mu raz dobrze skórę obito pies ogrodnika – sam nie zje i drugiemu nie da przyjdzie na psa mróz psie głosy nie idą w niebiosy psy szczekają, karawana idzie dalej pusto, że nawet pies z kulawą nogą nie zajrzy smakuje mi to – jak psu zboże strzeż się psa milczącego i spokojnej wody szczekający pies nie gryzie szkoda psu białego chleba tanio kupisz, psom wyrzucisz / tanie kupisz, psom wyrzucisz użył sobie… jak pies na mrozie! w marcu koty, w kwietniu psy, a dopiero w maju my wyżeł znajduje, ogar goni z jedynaka jak nie pies, to sobaka zdechły pies nie kąsa
  4. bunia2010

    Przysłowia

    Pogoda pod psem Zimno jak w psiarni Żyje jak pies z kotem / kłóci się Psu na budę się nie zda / nikomu nie potrzebne Łże jak pies Wierny jak pies Na psa urok Pies na baby / podrywacz Gryźć się jak psy Psim swędem / łatwo, bez trudu Zbić jak psa Jak psu z gardła wyjęte / wymięte Zejść na psy / opuścić się Pies ogrodnika / skąpy, nieużyty Psi synu Psiakrew Psiakość PRZYSŁOWIA O PSACH Czepił się jak rzep psiego ogona Nie dla psa kiełbasa Nawet psa by z domu nie wygonił / pogoda pod psem Kochać jak psy dziada w ciasnej ulicy Tu jest pies pogrzebany / sedno sprawy, o to właśnie chodzi Użył jak pies w studni / wcale nie użył Wieszać na kimś psy / szkalować, znieważać Tanie mięso psi jadają Twarde mięso psy gryzą A czy to pies? / czy to nic nie warte? Ani pies ogonem nie kiwnie / bardzo szybko, w mgnieniu oka Bodaj tak, jak psy trawę jadły / to prawda Bodajby cię psy zjadły Co pies szczeknie / za chwilę, tylko popatrzeć Daj psu palec, a rękę odgryzie Daj to psu, co masz na sercu / to co mówisz jest nieszczere I pies o to nie zapyta / nikt tego nie chce I psa u siebie nie utrzyma / o złym panu, gospodarzu I psa w domu nie masz / pustki w domu, nikogo tam nie ma I psa z pieca nie wywabi / niezdara Idź, idź dać psom siana / nie wtrącaj się, idź sobie Idź, psie, idź, ogonie / o leniwych, którzy zwalają robotę na innych Jak na psie drew przyniósł / nic go nie obchodzi Jak na psie przyłatał / nie obchodzi go, nie wstydzi się Jak na psie raz / nie ma ambicji, obojętny wobec obelg Jak pies robi, tak pies chodzi / boso chodzi, bo nic nie robi Jak za psy ciskał / bez skutku Jakby mu psy obiad zjadły / stracił humor Jakby pies przez wodę płynął / nie pozostawić po sobie śladu Jechał cię pies / lekceważąco o kimś Kręci jak pies ogonem / o kimś zmiennym, niesłownym Krętu, wętu, pies do konwentu / naśladowanie wykrętów Na psi kontakt / żyć bez ślubu Ni pies, ni wydra / nie wiadomo co Nie bądź psem zuchterem, co za owcami lata / nie udawaj zucha Nie da psa ni na kim / nie da dobrego słowa, każdemu nałaje Nie psy tu szczekają / musiały tu być pieniądze Nie umie i psu drogi pokazać / nic nie umie Nie wyrzuci on za psem mięsa, ledwie kość / jest skąpy On psu drogi nie pokaże / nieuczynny lub nie potrzebuje łaski Pies by się urwał z łańcucha / nikt by z nim nie wytrzymał Szczekający pies nie gryzie Pies do roboty / dawniej leń Pies ogonem nie kiwnął / brak zainteresowania Pies z nim tańcował Przeskoczywszy psa, można i ogon jego przeskoczyć / pokonawszy duże trudności, można zwyciężyć i mniejsze Psi płacz nie idzie do nieba / modlitwa złego nie odnosi skutku Psy drażnić / być żebrakiem Psy paść / prowadzić dostatnie życie Tyle tego, jak we psie kiełbas / prawie nic Tyle tego, że za psami ciskać / bardzo dużo Wie pies, co „waruj!” / zna swoje rzemiosło Zdechł pies / sprawa skończona Ze psy w rząd, z kotki w taniec / z facetami pić, z kobietami tańczyć
  5. The Food and Veterinary Service (PVD) is urging Latvian residents not to purchase dogs, cats, and domestic ferrets in Russia and Belarus, as it is not safe, the service said on 17th February. Last week, rabies was confirmed in a dog in Germany that had been imported into the European Union from Russia via a Latvian border control point. The animal shipment had all the necessary accompanying documents, including a rabies antibody titration test confirming the effectiveness of the rabies vaccination. The PVD had previously approached the European Commission, calling for strict restrictions on the import of dogs, cats, and ferrets from Russia and Belarus, as the control services of several countries, including Latvia, had found that animals were being imported with forged vaccination certificates. Rabies, which is a dangerous and deadly disease for both animals and humans, has a long incubation period (up to 6 months) during which animals do not yet show clinical signs of rabies and appear to be healthy. Therefore, when animals are moved, control services can only rely on accompanying documents, which should provide guarantees that the animal has been vaccinated and does not pose a threat to anyone. The last case of rabies in wild animals in Latvia was detected in 2010, while the last case in domestic animals was detected in 2012. Latvia has been granted rabies-free status.
  6. Horror 44 małych psów i 3 kotów rozgrywał się w jednej z posesji na terenie gminy Piątek w województwie łódzkim. Dzięki determinacji funkcjonariuszy z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą i Korupcją Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu nielegalna hodowla została zlikwidowana. Zatrzymana została 52-letnia kobieta, która usłyszała już zarzuty. Sprawa wyszła na jaw, gdy do policjantów zgłosiły się osoby, które kupiły szczeniaki z hodowli, ogłaszającej się na jednym z portali internetowych. Radość z pojawienia się w domu czworonożnego przyjaciela szybko zamieniła się w rozpacz – zwierzęta zmarły z powodu nieuleczalnej choroby. Funkcjonariusze natychmiast rozpoczęli działania, analizując zgłoszenia dotarli do osoby odpowiedzialnej za proceder przestępczy. W toku czynności ustalono 52-letnią kobietę, która prowadziła nielegalną działalność. Na podstawie decyzji wydanej przez Prokuratura Rejonowa w Zgierzu 18 lutego została ona zatrzymana w miejscu prowadzenia hodowli. To, co zastali policjanci na miejscu, poruszało do głębi. W pomieszczeniach w bardzo złych warunkach, przetrzymywanych było 47 zwierząt. Pieski i koty zostały natychmiast odebrane właścicielce i przekazane pod opiekę fundacji, gdzie trafiły na specjalistyczne badania weterynaryjne - informuje sierż.sztab. Bartłomiej Arcimowicz z KPP Zgierz. Podczas przeszukania zabezpieczono 143 książeczki zdrowia zwierząt z fikcyjnymi danymi potwierdzającymi rzekome szczepienia, a także leki przeznaczone dla psów. Zebrany materiał dowodowy wskazuje na szeroko zakrojony proceder oszustwa. Zatrzymana kobieta trafiła do policyjnej celi. Usłyszała 3 zarzuty: znęcania się nad zwierzętami, oszustwa oraz fałszowania dokumentów. Prokuratura wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie wobec kobiety tymczasowego aresztu. O jej dalszym losie zdecyduje sąd. Grozi jej kara do 8 lat pozbawienia wolności.
  7. The expansion has been enabled due to a peer reviewed KCCT funded research paper, published by the University of Cambridge today Breeds included in the expansion are: Affenpinscher, Boston Terrier, Boxer, Cavalier King Charles Spaniel, Chihuahua, Dogue de Bordeaux, Griffon Bruxellois, Japanese Chin, King Charles Spaniel, Maltese, Pekingese, Pomeranian, Shih Tzu and Staffordshire Bull Terrier The Royal Kennel Club is working closely with the relevant breed communities to make sure the expanded RFGS is implemented in a way that supports each breed The Royal Kennel Club would like to thank the breed clubs, individual breeders, owners and volunteers whose commitment and cooperation made this research possible London, 18th February 2026: The Royal Kennel Club, the UK’s oldest and most respected dog organisation has today announced an expansion to its existing Respiratory Function Grading (RFG) scheme, in partnership with the University of Cambridge, which will see free health testing at Crufts extended to a further 14 breeds. The expansion has been enabled due to the publication of a new peer-reviewed research paper by Cambridge University, which evaluates Brachycephalic Obstructive Airway Syndrome (BOAS) prevalence and severity across 14 additional breeds using the existing RFG methodology. Following the Kennel Club Charitable Trust (KCCT) funding of the BOAS research group at the University of Cambridge in 2010, the resulting publications underpinned the development of the Respiratory Function Grading Scheme (RFGS) for Bulldogs, French Bulldogs and Pugs. In 2021, additional BOAS research was funded by the KCCT and the new research, led by Dr Fran Tomlinson under the supervision of Professor Jane Ladlow, is a subsequent study undertaken to determine whether the same evidence-led framework could be applied to other breeds, 14 breeds researched in total. Publication of the paper confirms that the evidence-based framework behind the RFGS can be expanded beyond the three original breeds to those included in the study, providing a standardised mechanism for data collection across a wider population. As of 18 February, the RFGS is available for the additional 14 breeds. Owners can find contact details for a list of trained veterinary assessors on the Royal Kennel Club website, www.royalkennelclub.com/rfgs. Additionally, from 5-7th March at Crufts, free testing will be available on a walk-up basis, in the relevant breed halls, with no advance booking required. The study demonstrates a varying prevalence of brachycephalic obstructive airway syndrome (BOAS) across the breeds assessed. Some breeds showed no evidence of clinically significant disease, while others were found to have a higher proportion of affected dogs, with around 30-50% of dogs assessed in these breeds showing clinically significant signs. The Royal Kennel Club has been working closely with the relevant breed communities to make sure the expanded RFGS is implemented in a way that supports each breed. Breed representatives have been engaged throughout the process, including a consultation period which began in October 2025, and will continue to be supported with breed-specific information and guidance as the scheme is rolled out. As part of the next scheduled update in June 2026, the Respiratory Function Grading Scheme will be added to the Health Standard for additional breeds, where appropriate and in line with the published methodology. The findings from the research, together with ongoing data collected through the expanded scheme, will help inform how respiratory health is addressed within each breed, including whether additional approaches are needed over time, in line with the Royal Kennel Club’s recently published Breeding for Health Framework for 2026. Charlotte McNamara, The Royal Kennel Club’s Head of Health and Breeding, says, “This expansion is an evidence-led progression of RFGS and enables us to provide a practical, standardised tool to support informed breeding decisions to reduce BOAS prevalence over time in a wider group of breeds, while also enabling structured data collection across a wider population. As a key element of our Breeding for Health Framework, we look forward to continuing to improve brachycephalic dog health and by working together with our community we can make a difference for dogs.” Liz Stannard, Breed Health Coordinator for Pekingese said, “We have been engaged with this research and are working closely with the RKC to ensure our community is both involved and supported. We welcome the expansion of the RFG scheme and will encourage our community to take part in testing to build strong data points and ultimately reduce the prevalence of BOAS in Pekingese.” Jane Conway, Breed Health Coordinator for Griffon Bruxellois said, "We are pleased to see the RFG Scheme being expanded to include Griffons and welcome the opportunity to use the scheme to collect further data on our population. We hope this will support ongoing monitoring and help drive continued improvement for the breed." The breeds included in the expansion of the RFGS are: Affenpinscher Boston Terrier Boxer Cavalier King Charles Spaniel Chihuahua Dogue de Bordeaux Griffon Bruxellois Japanese Chin King Charles Spaniel Maltese Pekingese Pomeranian Shih Tzu Staffordshire Bull Terrier To read the new report from the BOAS research group at the University of Cambridge please visit BOAS Paper 18th Feb 2026 To find out more about the Royal Kennel Club’s canine health initiatives visit Breeding for health framework | The Royal Kennel Club www.royalkennelclub.com or www.crufts.org.uk.
  8. CACHORRO oferuje mozliwosci wypozyczenia wozka - wtedy mozna sprawdzic, czy bedzie pasowal i czy psu pomaga: https://www.cachorro.pl/wypozyczalnia-wozkow-rehabilitacyjno-inwalidzkich/3-5922-6638 To tez jest jakas opcja: Zgodnie z obietnicą rozpoczęliśmy akcję pomocy rodzinom, które opiekują się sparaliżowanymi pieskami. Wspólnie z firmą Doghelper wózki rehabilitacyjne-inwalidzkie dla psów będziemy konstruować wózki różnej wielkości, w zależności od wielkości i potrzeb sparaliżowanego pieska, a być może innego zwierzaka, któremu będziemy w stanie pomóc. Wysyłajcie zgłoszenia wraz ze zdjęciem i jego historią. Zgłoszenia przyjmujemy na maila wozki@fundacjapsiakrew.pl https://www.facebook.com/reel/1048888463791667
  9. Arkadiusz Biernacki Projekt Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK) wchodzi w kolejny etap prac Wraz z postępem projektu pojawiają się pytania, wątpliwości, a także dezinformacja. W najbliższym czasie można spodziewać się nasilonych prób podważania projektu KROPiK oraz rozpowszechniania nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji. Dotyczyć to będzie w szczególności środowisk, dla których powszechne oznakowanie psów i kotów może oznaczać ograniczenie dotychczasowych praktyk biznesowych. Dlatego poniżej przedstawiam odpowiedzi na najczęściej pojawiające się kwestie dotyczące założeń ustawy Dlaczego projekt nie wprowadza obowiązku kastracji/sterylizacji? Projekt KROPiK dotyczy wyłącznie oznakowania i rejestracji psów i kotów. Ustawa powinna regulować sprawy mieszczące się w jej zakresie przedmiotowym i podmiotowym Wprowadzanie przepisów dotyczących innych zagadnień wykraczałoby poza cel projektu i naruszałoby zasady prawidłowej legislacji. Dlaczego rejestr nie może być prowadzony przez podmioty prywatne? Kontrola NIK „Zapobieganie bezdomności zwierząt domowych” (P/24/093) wskazała na potrzebę wprowadzenia powszechnego, obowiązkowego systemu znakowania oraz centralnego rejestru zapewniającego identyfikowalność zwierząt I tu pojawia się ważna kwestia ochrony danych osobowych. Dlaczego bazę ma prowadzić ARiMR? Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa posiada wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu systemu identyfikacji i rejestracji zwierząt gospodarskich Dysponuje ogólnopolską strukturą (biura w każdym powiecie) oraz infrastrukturą zapewniającą bezpieczeństwo danych. Czy zwierzę już oznakowane będzie musiało być czipowane ponownie? Nie – o ile numer transpondera jest możliwy do odczytania czytnikiem zgodnym z normą ISO 11785 Czy zwierzę zarejestrowane w prywatnej bazie będzie trzeba zarejestrować w KROPiK? Tak. KROPiK będzie jedynym państwowym, obowiązkowym rejestrem Jakie zwierzęta będą podlegały oznakowaniu? Wszystkie psy oraz koty przebywające w schroniskach lub wprowadzane do obrotu (jakakolwiek forma przeniesienia własności kota) Finansowanie systemu Koszty utworzenia i utrzymania KROPiK zostaną w całości pokryte z budżetu państwa. Ustawa nie przewiduje opłat abonamentowych. Rejestracja zwierzęcia będzie ważna przez całe jego życie, a aktualizacja danych będzie możliwa bezpłatnie. Terminy oznakowania Psy: • do dnia pierwszego szczepienia przeciwko wściekliźnie lub przed przeniesieniem własności, • niezwłocznie po przyjęciu do schroniska, • w przypadku wwozu z zagranicy – w terminie 14 dni. Koty: • przed przeniesieniem własności lub po przyjęciu do schroniska, • w przypadku wwozu z zagranicy – w terminie 14 dni. Dostęp do danych Nieodpłatny dostęp – w zakresie niezbędnym do realizacji ustawowych zadań – będą miały m.in.: • gminy, Policja, straże gminne, Inspekcja Weterynaryjna, sądy i prokuratura • lekarze weterynarii uprawnieni do znakowania • upoważnieni pracownicy schronisk Koszt oznakowania i rejestracji • oznakowanie (w tym transponder): 50 zł • rejestracja lub zmiana danych przez lekarza weterynarii: 50 zł Możliwość refundacji Projekt umożliwia gminom refundowanie części lub całości kosztów oznakowania i rejestracji w ramach realizacji programów zapobiegania bezdomności zwierząt. Kto będzie znakował psy i koty? Oznakowania psów i kotów będzie dokonywał lekarz weterynarii lub technik weterynarii świadczący usługi weterynaryjne w zakładzie leczniczym dla zwierząt. Warunkiem będzie wcześniejsze zgłoszenie do Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa(ARiMR) zamiaru wykonywania tego rodzaju usług. Dlaczego nie przewiduje się migracji danych z istniejących baz danych? Rejestr musi posiadać aktualne, zweryfikowane i rzetelne dane Z tego względu uznano, że nowy rejestr nie powinien być automatycznie zasilany danymi z istniejących baz, których aktualność lub poprawność budzi wiele wątpliwości. Rozwiązanie to ma na celu zapewnienie wysokiej jakości informacji od początku funkcjonowania systemu oraz zwiększenie jego wiarygodności
  10. Ekopatologia Chcecie bajki? Oto bajka. Była sobie Karolina Piech. Karolina w roku 2013 jako szefowa młodzieżówki PISu oprócz polityki, pokochała hejt. Tak bardzo, że w jej sprawie, już wtedy, zaczęli pisać do lokalnych mediów okoliczni mieszkańcy. https://www.tuolawa.pl/artykul/12423,do-karoliny-piech... Ale nie przeszkadzało to Karolinie w rozwoju na Uniwersytecie Wrocławskim, na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii, w końcu mgr dawał szansę na zajęcie stanowisk w Radach Nadzorczych państwowych spółek. Nie w kij dmuchał ... Hejt się jednak niezbyt nadał przy ewentualnej promocji w czasach poprzednich kadencji. A PISowska młodzieżówka nadała się jeszcze przy 5tce dla zwierząt... Choć nikt nie przewidział, że rząd się z 5tki wycofa. I tak Karolina, bez perspektyw na szczególny rozwój kariery w RN odkryła bardzo szybko, kogo ze swoją umiejętnością hejtowania może bezproblemowo naśladować. Tak, Drogie Dzieci, dobrze się domyślacie. Na białym czy tam koniu w złotej zbroi wjechał nie kto inny niż: Kondziu. Choć nie można jej odmówić pilnych nauk u Grzesia Bielawskiego, szczególnie przy montażach zdjątek do zbiórek na "kota w soku pomidorowym" albo barwnika do "ran". Przypomnę Wam, Kochane Dzieci, że jeszcze wtedy sztuczniak nie istniał. Nasi rodacy dopiero zaczęli rozwijać firmę w USA. Karolcia szybko odkryła jaki to lukratywny biznesik można stworzyć na bezdomnych zwierzątkach, kiedy mozna wciskac bezceremonialnie rolę wyimaginowanego zwyrola, bo pelikany bezdyskusyjnie rzucają monetkami. Broń Boszsz kotki czy pieski z wypadków komunikacyjnych czy porzuceń (porzucenia to akurat jej domena), miały być zwierzątka idealne do zbiórek i z możliwością przeprowadzenia akcji hejterskiej na zwyrola. Terabajty nagrań, filmów z włamań, kradzieży, wyłudzeń można było sobie od czasu do czasu włączyć i pooglądać czy też odsłuchać: jak to "zdolna" studentka z wrodzoną melodią do oszustw i hejtu, porzucaniem zwierząt i znęcaniem się nad nimi, szefowa PISowskiej młodzieżówki układa sobie życie na nowo ... Wszak luksus z Rad Nadzorczych nie był jej pisany. Kiedy wpadła na pomysł, żeby razem z Madzią Łazarską włamać się na posesję i ukraść ludziom młodego doga - Peruna, wydała na siebie wyrok ... Chociaż w ówczesnym czasie była to jeszcze droga prawna niepewna. W końcu Pawcio Dudryń, partner Iwonki Gabor z Chaty Cwaniaka i ówczesny Przewodniczący Rady Fundacji otrzymał wyrok nawiązki i prac społecznych... w pierwszym podejściu, bo to przecież kochacz zwierzątek i pewnie się zdenerwował. Tak, jak Złoty kiedy wyrżnął psa, któremu nowotworem zmienione klejnoty ściskał jak świeże bułki - bo zdjęcia miały być odpowiednio drastyczne. Pawcio denerwował się często, szczególnie na pieski katując je bez umiaru. Koty zaś kończyły na drzewie - kończąc żywe już nie były, po zderzeniu z korą. Ile to razy musiał się jeszcze zdenerwować złoty chłopczyk, że sekatorem obcinał nóżki, tyle, że już koziołkom czy tam sarenkom. A nie, przepraszam. Koziołkom to spadały łebki, cielaczki zaś spały pod kocykiem na łąkach Zatem Karolcia, przekonana o swojej bezkarności pojechała po bandzie. Tak bardzo, że niestety, nie poszło już tylko o kradzieże i wyłudzenia, ale także montowanie fałszywych dowodów i znieważenie Sądu. Po ogłoszeniu wyroku, przed uprawomocnieniem, z urzędu wszczęto kolejne postępowanie, które wyrokiem w zawieszeniu się nie skończy. https://www.tuolawa.pl/.../43869,prokuratura-zajmie-sie...? Jednego Karolcia nie osiągnęła. Gdyby ugrała sobie milion monetek od pelikanów, na wzór Agatki, Grzesia czy Kondzia mogłaby uruchomić działalnośc gospodarczą i zacząć uruchamiać firmy do wyprowadzania darowizn. Niestety Karolina nie potrafiła się dzielić tortem, stad spółki nie wyszły. Karolcia z dniem otrzymania zarzutów skończyła karierę na uczelni i doktoratu już raczej nie zrobi. Do życia jej potrzebny nie będzie. P.S. a pamiętacie jeszcze włamanie przed jedną z nocy Sylwestrowych do "magazynu" Karolci? Chyba zgarnęła za szopę mamy w ogrodzie 20 patysi. Także zabawa była iście szampańska
  11. Prokuratura zajmie się hejtem na sędzię, która wydała wyrok w sprawie Karoliny P. https://www.tuolawa.pl/artykul/43869,prokuratura-zajmie-sie-hejtem-na-sedzie-ktora-wydala-wyrok-w-sprawie-karoliny-p Jak już pisaliśmy, 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie nieprawomocnie skazał Karolinę P. m.in. za kradzież psa. Chwilę potem na profilu organizacji ratującej koty, a prowadzonej przez Karolinę P., na sędzię wylała się fala hejtu 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę". Wyrok nie jet prawomocny. Jeszcze tego samego dnia na profilu facebookowym organizacji, zarządzanej przez Karolinę P., zamiast treści wyroku, pod zdjęciem wychudzonego psa z Ratowic pojawiła się jej wersja tego, co zdarzyło się w sądzie: - Sąd uznał, że ten pies nie potrzebował ratunku. (...) Był 1 lutego 2022 roku. W nocy były minusowe temperatury. Tego dnia zobaczyliśmy psa, którego obrazu nie da się zapomnieć. Wychudzony. Skóra i kości. Bez podszerstka. Przywiązany metrowym sznurem do kawałka blachy. Bez budy. Bez schronienia. Bez wody. Bez jedzenia. We własnych odchodach. Z kolczatką wbijającą się w szyję. Trząsł się. Nie ze strachu. Z zimna. Dla takiego psa to nie była „trudna sytuacja”. To był wyrok śmierci. Mamy zdjęcia. Każdy może je zobaczyć i sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten pies naprawdę nie potrzebował pilnej pomocy. Zabraliśmy go stamtąd, bo nie dało się go tam zostawić i patrzeć, jak umiera. Pies trafił pod opiekę specjalistycznej organizacji zajmującej się dogami. Bezpieczny. Ogrzany. Nakarmiony. Zaopiekowany. I dziś słyszymy, że według sądu – ratunek nie był potrzebny. Sprawa jest w toku. Walczymy dalej – w apelacji... Przypomnijmy, że sprawa nie dotyczyła tego, czy psa w ogóle trzeba było ratować (a trzeba było, bo był przetrzymywany w złych warunkach, co sędzia wielokrotnie mówiła), tylko kradzieży psa, znęcania się nad nim i wtargnięcia na cudzą posesję. W licznych komentarzach pod "organizacyjną", zmanipulowaną wersją wyroku, natychmiast pojawił się hejt - autentyczny lincz na sędzi, wydającej wyrok. Nie będziemy tu cytować wpisów, bo są ostre, obrażające, godzące w dobre imię sędzi, której nazwisko pada wiele razy. Te - "sędzia na ten powrozek i niech gra na pustych miskach", "sędzia kwalifikuje się na ten sznur", "widać że sędziowie to też zwyrodnialcy" - należą do łagodniejszych. Przez jakiś czas administrator profilu nie reagował, ale poszczególne osoby zaczęły usuwać swoje komentarze. Gdy napisaliśmy o wyroku i hejcie, potem zrobiła to "Gazeta Wrocławska", a "Gazeta Wyborcza" zajęła się głównie sprawą hejtu w tekście: "Sąd: odebranie psa było bezprawne. Fala hejtu na sędzię po wyroku" - administrator przestraszył się i post ze strony organizacji Karoliny P. usunięto wraz z komentarzami. To jednak nie zmienia faktu - wyjątkowo agresywny hejt miał miejsce. W związku z tym prezes Sądu Rejonowego w Oławie przesłała w ubiegłym tygodniu do Prokuratury Rejonowej w Oławie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez komentujących. Chodzi o znieważenie funkcjonariusza publicznego, a nawet o groźby karalne. Do zawiadomienia dołączono zrzuty ekranu z komentarzami na profilu organizacji prowadzonej przez Karolinę P. Prokurator rejonowa Małgorzata Rosińska potwierdza wpłynięcie takiego zawiadomienia. Mówi jednak, że ze zrozumiałych względów wystosowała już wniosek do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu o wyłączenie oławskiej prokuratury z tej sprawy (nasza prokuratura wciąż jest stroną w sprawie przeciwko Karolinie P.). Sprawą hejtu na oławskiej sędzi zajmie się więc inna prokuratura.
  12. Jest wyrok - Karolina P. skazana https://www.tuolawa.pl/artykul/43737,jest-wyrok-karolina-p-skazana Jerzy Kamiński Chodzi o głośny proces działaczek prozwierzęcych Karoliny P. i Magdaleny Ł. - 3 lutego 2026 roku Sąd Rejonowy w Oławie uznał oskarżoną Karolinę P. za winną m.in. kradzieży psa. Wyrok nie jest prawomocny. Strony zapowiedziały odwołanie się od niego Karolinę P. i Magdalenę Ł. prokuratura oskarżyła o wtargnięcie na prywatną posesję w Ratowicach. Tę pierwszą oskarżyła dodatkowo o kradzież psa Peruna i znęcanie się nad nim. 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę". Jeżeli chodzi o Magdalenę Ł., sąd uznał ją za winną zakłócenia miru domowego (wejścia na prywatną posesję, skąd zabrano psa) i wymierzył jej karę grzywny w wysokości 2 tys. zł. Sąd zasądził też zapłacenie kosztów sądowych - od Karoliny P. w wysokości 5363 zł, a od Magdaleny Ł. - 1954 zł. To jeszcze nie wszystko. Sąd orzekł też podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez wywieszenie go na tablicy ogłoszeniowej Sądu Rejonowego w Oławie oraz Urzędu Miejskiego w Siechnicach na 3 miesiące, a także opublikowanie wyroku w "Gazecie Powiatowej - Wiadomości Oławskie". - Zarzuty, które zostały postawione obu oskarżonym, są słuszne - uzasadniała wyrok sędzia Dorota Grzywacz. - W ocenie sądu zabór psa był tu bezprawny. Nie zachodził w niniejszej sytuacji ani stan wyższej konieczności, ani żadna inna okoliczność uzasadniająca ten zabór. Nie zostały spełnione warunki tzw. interwencyjnego odbioru zwierzęcia. Z ustnego uzasadnienia wyroku: Zdaniem sądu bezsporne okoliczności, które zostały przedstawione w procesie, wskazują warunki, w jakich pies wtedy przebywał - były nieprawidłowe, co nie budzi wątpliwości sądu. Natomiast takie działania oskarżonych, jakie przedsięwzięły, w ocenie sądu były bezprawne, ponieważ ten pies nie znajdował się w stanie, który bezpośrednio zagrażał jego zdrowiu i życiu. Zabranie psa było więc bezprawne. Wejście w powyższych okolicznościach na posesję również sąd uznał jako bezprawne. Zdaniem sądu zostały spełnione znamiona przestępstwa kradzieży, o czym świadczą okoliczności, jakie miały miejsce przed zdarzeniem i później. Wynika z nich w sposób nie budzący wątpliwości realizowanie tego zamiaru przez Karolinę. P. Oskarżona - dowodził sąd - już przed wejściem na teren posesji szukała miejsca, gdzie przywiezie psa. Nie psa, "który być może zostanie przywieziony", tylko "którego przywiezie". Po zaborze psa fakt jego przewożenia z miejsca na miejsce w zasadzie tylko po to, aby go ukryć przed organami ścigania, w sposób nie budzący wątpliwości wskazuje, że oskarżona postąpiła z psem jak z własnym. Nie tylko chodzi tu o przysporzenie sobie majątku, ale to jest postąpienie z rzeczą/psem tak, jak może postąpić tylko właściciel. Przekazanie tego psa dalej, uniemożliwienie jego odzyskania, rozporządzanie nim bez najmniejszej zgody i porozumienia z właścicielem, świadczy o tym, że oskarżona postąpiła z psem jak z własnym. Jeżeli chodzi o znęcanie się nad zwierzęciem, to na podstawie opinii ostatniej pani biegłej, którą sąd uznaje za rzetelną i pełną, oraz na podstawie zeznań, można uznać, że przewożenie psa z miejsca na miejsce bez możliwości zaadaptowania się do nowych warunków było zbędnym cierpieniem dla zwierzęcia i stresem, co było czynione świadomie. Sąd nie dał wiary oskarżonej, że ona tego psa oddała i w zasadzie to nie wie, co się z nim stało. Logika i doświadczenie życiowe wskazują, że musiała doskonale wiedzieć, co się z psem dzieje i to ona sterowała pobytem tego psa i kierowała tym, gdzie on się znajdował. To na jej polecenie działały wszystkie osoby, które jej pomagały, choć zapewne w dobrej wierze. Czyn, który został przypisany Karolinie P., w ocenie sądu jest czynem o wysokim stopniu społecznej szkodliwości, dlatego też sąd przychylił się w zasadzie do wniosku prokuratury o wymierzenia jej kary pozbawienia wolności (w zawieszeniu) - obniżył jednak tę karę (prokurator chciał roku w zawieszeniu). - Wina Karoliny P. jest wysoka - dowodziła sędzia Dorota Grzywacz. - Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co robi i jak to robi. Nie wykazała żadnej skruchy, sąd nie znalazł tu żadnych okoliczności łagodzących. Sędzia przyznała parę razy, że pies nie powinien znajdować się w takich warunkach, w jakich przebywał w Ratowicach, ale zdecydowanie reakcja i środki zastosowane przez Karolinę P. były bezprawne, pomijając to, że w żaden sposób nie spełniła podstawowych warunków odpowiedniej ustawy. - Jeżeli to była sytuacja, że pies wymagał natychmiastowej interwencji, należało to zrobić w innym trybie, a jeżeli nawet miałby to być tzw. interwencyjny odbiór zwierzęcia, to gdzie policja czy straż gminna? Być może oskarżona wcale nie chciała, aby te służby brały udział, bo być może wtedy w ogóle nie doszłoby do zabrania psa. To w ocenie sądu też świadczy o zamiarze bezprawnego zaboru zwierzęcia. Jeżeli chodzi o Magdaleną Ł., to sąd wymierzył jej jedynie karę grzywny za naruszenie miru domowego. - Zdecydowanie widzę tu mniejszy stopień winy - uzasadniała sędzia Grzywacz. - Niewątpliwie działała ona w pewnym zaufaniu do pani Karoliny P. Nie brała też udziału we wszystkich ustaleniach, tylko została poproszona o pomoc i tej pomocy udzieliła, z tym że oczywistym jest w ocenie sądu, że gdy już doszło da takiej sytuacji, to jej zachowanie również wypełniło znamiona czynu zabronionego. Sąd wymierzył najłagodniejszą możliwą karę przewidzianą za taki czyn. Sąd przychylił się też do wniosku prokuratora, aby podać wyrok do publicznej wiadomości, bo niewątpliwie - jak mówiła sędzia - była to sprawa omawiana w mediach, komentowana, a opinia publiczna była nią zainteresowana. Podanie wyroku do publicznej wiadomości wydaje się celowe też z uwagi na orzeczenie wobec Karoliny P. zakazu zajmowania stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt. Co na to to wszystko strony? - Wydaje mi się, że sąd starał się zrobić to łagodnie, natomiast moim zdaniem absolutnie wyrok nie jest sprawiedliwy i to w bardzo wielu aspektach - komentuje oskarżona Magdalena Ł. - Przede wszystkim sąd bardzo delikatnie ujął, że warunki przetrzymywania psa były niewłaściwe i że być może trzeba było to zrobić troszeczkę inaczej. Jednocześnie mamy prokuraturę, która sprawy nawet nie umorzyła, tylko w ogóle w żaden sposób nie rozpatrzyła winy właścicieli - ludzi, którzy się nad tym psem znęcali, bo tak - to było znęcanie się nad psem, złamanie bardzo wielu przepisów ustawy o ochronie zwierząt. To był brak zapewnienia schronienia psu w warunkach atmosferycznych bardzo nieprzyjemnych i niebezpiecznych dla zdrowia tego psa. To było uwiązanie psa na uwięzi sprawiającej mu stały ból i stały dyskomfort. To był brak naturalnego dla tego gatunku ruchu. Brak możliwości naturalnych zachowań dla gatunku. To było utrzymywanie psa w stanie rażącego niechlujstwa, mówiąc wprost - w stercie kup! A przede wszystkim to było znęcania się psychiczne nad tym psem! Myślę, że będę się odwoływała od tego wyroku, bo wyrok w takiej formie, w jakiej zapadł, jest dawaniem przyzwolenia na dalsze znęcanie się nad zwierzętami. - Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani wyrokiem - mówił z kolei mecenas Jarosław Litwin, oskarżyciel posiłkowy, reprezentujący poszkodowanego właściciela psa. - Taka działalność, jaką wykonuje oskarżona (mecenas miał na myśli Karolinę P. - red.), nie ma nic wspólnego ani z ochroną zwierząt, ani z działaniem na rzecz interesu społecznego. To powinna być działalność społecznie odpowiedzialna, która respektuje przepisy powszechnie obowiązujące. Jeżeli nie było podstaw do zabrania zwierzęcia, to zwierzę powinno zostać zwrócone. Jeżeli nie zostało zwrócone, to są konsekwencje takiego postępowania. Mamy nadzieję, że jeżeli wyrok się uprawomocni, to będzie przestrogą dla innych osób, które chciałyby w ten sposób funkcjonować w społeczeństwie. Wyrok nie jest prawomocny. Na sali rozpraw 3 lutego była Magdalena Ł., był przedstawiciel prokuratury oraz oskarżyciel posiłkowy - ani Karoliny P., ani jej obrońcy nie było. * Na reakcję środowiska Karoliny P. nie trzeba było długo czekać. Jeszcze tego samego dnia na profilu facebookowym organizacji, zarządzanej przez nią, pod zdjęciem wychudzonego psa z Ratowic pojawiła się ich wersja tego, co zdarzyło się w sądzie: - Sąd uznał, że ten pies nie potrzebował ratunku. (...) Był 1 lutego 2022 roku. W nocy były minusowe temperatury. Tego dnia zobaczyliśmy psa, którego obrazu nie da się zapomnieć. Wychudzony. Skóra i kości. Bez podszerstka. Przywiązany metrowym sznurem do kawałka blachy. Bez budy. Bez schronienia. Bez wody. Bez jedzenia. We własnych odchodach. Z kolczatką wbijającą się w szyję. Trząsł się. Nie ze strachu. Z zimna. Dla takiego psa to nie była „trudna sytuacja”. To był wyrok śmierci. Mamy zdjęcia. Każdy może je zobaczyć i sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten pies naprawdę nie potrzebował pilnej pomocy. Zabraliśmy go stamtąd, bo nie dało się go tam zostawić i patrzeć, jak umiera. Pies trafił pod opiekę specjalistycznej organizacji zajmującej się dogami. Bezpieczny. Ogrzany. Nakarmiony. Zaopiekowany. I dziś słyszymy, że według sądu – ratunek nie był potrzebny. Sprawa jest w toku. Walczymy dalej – w apelacji... W licznych komentarzach pod taką wersją wyroku hejt - autentyczny lincz na sędzi, wydającej wyrok. Nie będziemy ich tu cytować wpisów, bo są ostre, obrażające, godzące w dobre imię sędzi, której nazwisko pada wiele razy. Te - "sędzia na ten powrozek i niech gra na pustych miskach", "sędzia kwalifikuje się na ten sznur", "widać że sędziowie to też zwyrodnialcy" - należą do łagodniejszych. I nikt ich nie kasuje. Administrator nie reaguje.
  13. Nam są potrzebni zwyrole. Po sprawie doga jestem dużo bardziej pewna siebie Jerzy Kamiński https://www.tuolawa.pl/artykul/38096,nam-sa-potrzebni-zwyrole-po-sprawie-doga-jestem-duzo-bardziej-pewna-siebie - Najgorsze jest to, że gdy widziałam zbiórkę pieniędzy na wychudzonego czy uwalanego krwią psa, w pierwszym odruchu budziła się empatia, chciałam pomóc. Teraz zapala się czerwona lampka - mówi jedna z byłych wolontariuszek organizacji prowadzonych przez Karolinę P. Gdy do sieci wyciekło mnóstwo plików dźwiękowych od wolontariuszy, współpracujących z Karoliną P., podejrzenia co do jej metod dostały skrzydeł. - Ja mówię wprost, musimy mieć odpowiednie zwierzęta, będę to podkreślać, ku...wa, cały czas - mówi w nagraniu głos, który jej znajomi rozpoznają jako Karolinę P. - Po zbiórkach na odpowiednie zwierzęta kryzysu nie widać. Jak zwierzę jest zakatowane, cieknie z niego krew, to nie ma żadnego kryzysu... Nie dla mnie, dla ludzi ma wyglądać źle, to jest potrzebne po prostu dla ludzi, żeby zwierzę wyglądało źle, bo inaczej nie chcą na nie dawać i nie będą się nami interesować... A jeżeli chodzi o ewentualne oskarżenia... Była sprawa tego doga. Nigdy nie powiedziałam, gdzie ten pies jest, nigdy nie powiedziałam, kto wiózł tego psa gdziekolwiek. I nie zamierzam, więc martwić się nie musicie... * 1 lutego 2022. Z posesji w Ratowicach znika Perun - dog, o którym wyżej. - To była kradzież - mówi właściciel psa Tomasz Salamaga. - Gdy przyszłam do domu, a Peruna nie było, sprawdziłam monitoring - opowiada Aleksandra, narzeczona Tomasza. - Myślałam, że uciekł i chciałam zobaczyć, w którą stronę, żeby za nim pobiec. Ale na filmie widzę, jak dwie panie w kamizelkach z napisem "inspektor do spraw zwierząt" rozkręcają bramę i zabierają nam psa. Na oficjalnym profilu facebookowym organizacji prowadzonej przez Karolinę P. wygląda to znacznie bardziej dramatycznie: - Warunków psa nie musimy nawet komentować. Widzicie wszyscy - syf, kiła, mogiła. Pies nie miał nawet budy. Nie było wody, nie było jedzenia, nie było posłania, nie było żadnej miski. Był za to poplątany sznurek, krótki na tyle, że pies nie był w stanie się położyć oraz kolczatka, która przy każdym ruchu wbijała się psu w szyję. (...) Pies został odebrany w stanie wyższej konieczności - tak chudego psa bez podszerstka, bez możliwości schronienia, czekało jedno. Zamarznięcie i śmierć. Gdy działaczki odbierały Peruna, właściciela psa nie było w domu, jego narzeczona przyszła parę minut później. Karolina P. natychmiast zorganizowała internetową zbiórkę pieniędzy pod hasłem "Pomóż nam ratować" ze zdjęciem wychudzonego Peruna. - Z tym złym stanem psa to nieprawda - mówi właściciel Peruna i tłumaczy, że dwulatek wcale nie żył na dworze, bo codziennie spał w domu, ale był po wypadku, miał kilkanaście szwów, był po antybiotykach i pod opieką weterynaryjną z zaleceniem, aby się nie ruszał. Stąd uwiązanie go na lince, która przy interwencji zaplątała się, gdy niepokoiły go "samozwańcze inspektorki do spraw zwierząt". - Na monitoringu widać, że pies jest szczęśliwy - opowiada jego właściciel. - Widać też, że panie, które odbierały psa, próbowały dać mu coś do jedzenia, ale nie chciał, bo nie był głodny, a jest smukły od urodzenia. Na zdjęciach prezentowanych przez Karolinę P. widać tę "smukłość" bardzo wyraźnie, a może nawet przeraźliwie wyraźnie. Właściciel Peruna jest przekonany, że fotografie są spreparowane komputerowo. - Ta pani znalazła sobie lukę w prawie i zabiera zdrowe, piękne psy - mówi pan Tomasz. - Nasz był w świetnej formie, to nie jest tak, że był trochę zabiedzony. Jak oglądaliśmy potem zdjęcia innych odbieranych przez tę organizację psów, to pomyśleliśmy z narzeczoną, że faktycznie, jakie one biedne, ale przecież nasz tak nie wyglądał. Gdy zobaczyliśmy przerobione zdjęcie naszego, tamto wrażenie padło. Zresztą dog niemiecki ma wystające żebra. Każdego psa można by zabrać z tego powodu, każdego charta. Znajoma ze schroniska powiedziała nam, że opiekuje się psem, który nie ma oka i łapy. Gdyby mu zrobić zdjęcie, jak by to wyglądało? Że pies jest do natychmiastowego odebrania, ale nikt nie pyta, dlaczego on nie ma oka i łapy. Może właśnie dlatego ktoś się nim opiekuje? - Karolina P. poszła o krok za daleko - ocenia działaczka prozwierzęca, współpracująca kiedyś ze stowarzyszeniem Karoliny P. - Nie miała prawa wejść na posesję właściciela. Nie ma żadnego wykształcenia, aby oceniać, czy ten pies wymagał natychmiastowej interwencji. Nie jest weterynarzem, behawiorystą, zootechnikiem ani zoopsychologiem. Co ciekawe, na facebookowym profilu dla miłośników dogów Karolina P. już dwa dni wcześniej szukała domu tymczasowego dla psa "w typie doga". Jeśli chodziło jej wtedy o tego z Ratowic, znaczyłoby, że obserwowała go co najmniej 48 godzin, zanim doszło do interwencji. Zatem po pierwsze - był czas na skontaktowanie się z właścicielem, który przecież tam stale mieszka. Po drugie - skoro można było zwlekać z interwencją dwie doby, nie była to potrzeba niecierpiąca zwłoki, a tylko to upoważniałoby do tzw. odbioru interwencyjnego. - Jeżeli to nie jest tak, że pies umrze w ciągu 30 minut, to się ludziom nie wchodzi na posesję, nie rozkręca ogrodzenia - mówi dolnośląska prawniczka, zajmująca się sprawami zwierząt (prosi, aby nie używać jej nazwiska, bo być może jako biegła będzie musiała w tej sprawie opiniować). - Jest artykuł 7 punkt 3 ustawy o ochronie zwierząt, który mówi, że w przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego opiekuna zagraża jego życiu, odbiera mu zwierzę. W sytuacjach nie cierpiących zwłoki - czyli gdy pies jest umierający, wyjący z bólu, połamany... * Właściciel Peruna rozpoczął poszukiwania. - Zadzwoniłem także do Karoliny P., prowadzącej lokalną organizację prozwierzęcą, opowiada Tomasz. - Zapytałem się, czy była jakaś interwencja w Ratowicach. Zaprzeczyła. Później z jej numeru dostaliśmy zdjęcie naszego psa. To samo zdjęcie, jak twierdzi Tomasz, potem przerobiono komputerowo. Faktycznie widać różnicę - wygląda jak podostrzone dla uwypuklenia wszystkich nierówności, więc żebra i kręgosłup zaczęły "wystawać". - Ta pani P. jest prawnikiem i wie, jak działać, aby innych wystraszyć - mówi Tomasz Salamaga. - Zrobiła z nas oprawców, którzy znęcają się nad zwierzętami. Zrobiła ze mnie potwora! Hejt, jaki się na niego wylał pod postem o odebraniu psa, to właściwie lincz: - Oby tych oprawców spotkało w życiu to samo. Powinno się upublicznić zdjęcia właścicieli pod zdjęciem psiunki. Karać te kanalie, obciążać kosztami leczenia. Prymityw weźmie następne i końca tego bestialstwa nie widać. To potwory bez serca. Oby właściciel zdychał w mękach piekielnych. Udupić patologię. Koszmar, co za potwory. Brak mi słów. Na cholerę tacy zwyrole mają psy? Niemal pod każdym takim komentarzem organizacja Karoliny P. umieszczała pomniejszoną fotkę Peruna i link do zbiórki pieniędzy. Właściciel powiadomił policję, że skradziono mu psa. Po paru dniach otrzymał informację, że pies jest pod Wrocławiem (20 km od Ratowic). Kobieta, do której pojechał, usłyszała od Karoliny P., że właściciel zrzekł się doga, a ona wkrótce dostarczy stosowne dokumenty. Nigdy ich nie dowiozła, bo takich dokumentów nie ma, pies za to z tego miejsca zniknął. Kolejnego dnia policjant powiadomił, że pies jest już w Luboniu koło Poznania (ponad 250 km od Ratowic). - Pojechałem tam rano w asyście miejscowego patrolu policyjnego - mówi Tomasz. - Panie powiedziały, że owszem, mają psa, ale... nie oddadzą. Policjantka weszła do środka i pies faktycznie tam był, ale usłyszała, że nikt go nie odda. Po jakimś czasie przyjechała z nakazem prokuratora, ale okazało się, że psa już nie ma. Jak mi potem powiedziała jedna z działaczek pracujących z Karoliną P., psa z tyłu domu przeprowadzono wtedy na chwilę do sąsiadów. Jednym z miejsc ukrycia psa był też hotel dla zwierząt pod Jelenią Górą (ponad 250 km od Poznania). Perun był przerzucany z domu do domu. Po interwencji policjantów poszukujących psa Karolina P. nerwowo zareagowała na swoim profilu FB: - Pies jest zagrożony, oprawcy go szukają. Właściciel, który zgotował mu tak okrutny los, robi wszystko, żeby go zabrać. Policja, zamiast zająć się sprawą znęcania nad zwierzęciem, zorganizowała przeszukanie w domu naszej prezes Karoliny P. Pies, wegetujący uprzednio na niespełna metrowym sznurze w kolczatce spiętej trytytką, trafił pod opiekę Stowarzyszenia Dogi Adopcje. Policja zna jego miejsce przebywania. Mamy nadzieję, że nie pozna go właściciel. Wówczas jest to koniec dla psa. * Perun faktycznie w pewnym momencie trafił do Stowarzyszenia Dogi Adopcje, które szybko przyznało, że pies jest pod ich opieką. - Ja panu powiem, jak to było - zaczyna Jolanta Kwietniewska, prezeska stowarzyszenia. To był pierwszy kontakt jej stowarzyszenia z Karoliną P. Zgodziły się przyjąć awaryjnie Peruna, ale stowarzyszenie zamieściło wtedy na FB zdjęcia psa z przyjęcia i filmik na potwierdzenie, że... ich zdaniem nie wymagał interwencji. A na pewno nie ze względu na wygląd czy zagrożenie życia. Pies miał do nich przyjechać z odpowiednimi papierami albo ze zrzeczeniem się właściciela. - Były informacje, że albo miała być policja przy tej interwencji, albo będzie zrzeczenie się właściciela - mówi Jolanta Kwietniewska. - Byłyśmy przekonane, że to będzie załatwione prawnie, a nie jakaś partyzantka i kradzież. My w takich rzeczach nie uczestniczymy. Karolina P. obiecywała, że takie papiery będą następnego dnia. Zwodziła nas. Pies był na chwilę u Kasi (stwierdziła potem, że był w "dobrej kondycji fizycznej i psychicznej" - red.). Potem pojechał do kolejnej opiekunki, Olgi. Cały czas wierzyłyśmy, że wkrótce dostaniemy dokumenty psa. Tymczasem Olga - jak twierdzi, z polecenia Karoliny P. - wydała go jakiejś dziewczynie, której nie zna, nie wylegitymowała. - Nasz dom tymczasowy (czyli właśnie Olga - red.) - jak mówiła przed sądem wiceprezes Stowarzyszenia Dogi Adopcje - niestety zadziałał na własną rękę, straciliśmy kontrolę nad psem. Dopiero po paru dniach od zajścia, podczas których Olga nie odbierała telefonów, przyznała prezesce, że zgodnie z tym, czego dowiedziała się od Karoliny P., nie chciała, by dog trafił do właściciela. I być może faktycznie tak by się stało, bo - jak mówi mi Jolanta Kwietniewska - pies nie był umierający ani nie działo się nic, co by uzasadniało jego kradzież: - A ponieważ od lat działamy uczciwie, nie chciałyśmy w tym uczestniczyć. Komu Olga oddała Peruna? - To była kobieta, nie przedstawiła się, na polecenie telefoniczne Karoliny P. odebrała ode mnie psa i pojechała, nie wiem gdzie - mówiła przed sądem Olga. Gdy dowiedziała się, że było umorzenie w sprawie znęcania się nad Perunem, przyznała, że w takiej sytuacji pies powinien wrócić do właściciela: - Teraz jednak nie wiem, gdzie on jest ani kto to wie. Twierdzi, że od tej kobiety nie otrzymała żadnej informacji, co dalej stanie się z psem: - Uważałam, że jest pod opieką. To już nie moja sprawa. Kobietą, której Olga oddała psa, była Natalia K., działająca faktycznie na polecenie/prośbę Karoliny P. Stwierdziła przed sądem, że psa oddała w kolejne ręce komuś, kogo nie zna... Łańcuszek osób, którym przekazywano psa tak się wydłużył, że w końcu pękł. Co więc się stało z Perunem? Do dziś nie wie tego jego właściciel, nie wie też Prokuratura Rejonowa w Oławie, która w tej samej sprawie najpierw otrzymała od właściciela zawiadomienie o kradzieży Peruna, a dopiero parę dni później zawiadomienie od Karoliny P. o podejrzeniu znęcania się nad psem. Co więc się stało z Perunem? Do dziś nie wie tego jego właściciel, nie wie też Prokuratura Rejonowa w Oławie, która w tej samej sprawie najpierw otrzymała od właściciela zawiadomienie o kradzieży Peruna, a dopiero parę dni później zawiadomienie od Karoliny P. o podejrzeniu znęcania się nad psem. Najdziwniejsze jest to, że - jak mówi prezeska Stowarzyszenia Dogi Adopcje - Karolina P. od początku usiłowała wymusić nieprawdziwą opinię od podstawionego weterynarza. - Dla nas to był szok - mówi Jolanta Kwietniewska. - Rozmawiałyśmy o tym z dziewczynami, byłyśmy wstrząśnięte tym, że ktoś wymaga od nas zafałszowanej opinii dotyczącej stanu psa. Prezeska zapewnia, że gdy prokuratura o to zapyta, bardzo chętnie udostępni całą korespondencję z Karoliną. Dzień po rozmowie ze mną Stowarzyszenie Dogi Adopcje wydało oświadczenie, w którym potwierdza to, co powiedziała mi prezeska. Odcięło się od wszelkich zbiórek "na Peruna". * Nazwa organizacji tak często jest zmieniana, że trudno się w tym połapać. Do dziś naliczyłem ich już niemal 10 - wszystkie łączy osoba Karoliny P. - i zawsze zawierają w sobie "stowarzyszenie dla zwierząt", "straż ds. ochrony zwierząt" czy "centrum ochrony zwierząt". Raz formalną siedzibą jest Jelcz-Laskowice, raz Wrocław, innym razem Opole czy Warszawa. Nigdy za to nie ma podanego miejsca, gdzie można by przyjść i porozmawiać. Kontakt jedynie przez internet i telefonicznie. Skalę zagmatwania pokazuje to, że w roku zaboru Peruna Karolina P. raz występowała w mediach społecznościowych jako inspektorka Dolnośląskiej Straży dla Zwierząt (to na FB), a raz jako prezes Zarządu Dolnośląskiej Straży ds. Ratownictwa Zwierząt (to na Twitterze, ale jest też taki kanał na YouTube), przy czym nazwa w logotypie przy jej zdjęciu to... Dolnośląska Straż do spraw Ochrony Zwierząt, czyli DSOZ, choć na stronie dsoz.pl nazwa organizacji to znów Dolnośląska Straż dla Zwierząt. Naprawdę łatwo się w tym wszystkim pogubić. Tuż po zamieszaniu z Perunem w "informacjach" na profilu Dolnośląskiej Straży dla Zwierząt zmieniono nazwę na jeszcze inną. Wtedy był to "Oficjalny profil Dolnośląskiej Straży Ratownictwa Zwierząt", choć w nagłówku pozostała poprzednia informacja, że to jednak Dolnośląska Straż dla Zwierząt. Krótko mówiąc - wszystko pogmatwane. Aktualnie Karolina P. funkcjonuje w mediach społecznościowych jako prezeska centrum ochrony zwierząt, z naciskiem na pomoc kotom. * Pierwotne stowarzyszenie pomagających zwierzętom w lutym 2021 zakładało w Jelczu-Laskowicach 5 osób - Karolina P., Patrycja Marciniak i Anna Smulska jako zarząd oraz dwie inne osoby o tym samym nazwisku, co Karolina. Już po paru miesiącach Patrycja i Anna na piśmie złożyły rezygnację z działalności w stowarzyszeniu i przekazały je Karolinie P. Ponieważ zapis o składzie zarządu w rejestrze prowadzonym przez Starostwo Powiatowe w Oławie nie zmienił się, w lipcu pismem poleconym poprosiły prezeskę, aby wykreśliła ich nazwiska z rejestru stowarzyszeń. Do 28 lutego 2022, czyli do sprawy Peruna, wciąż tam widniały jako członkinie zarządu. Nie chcą się oficjalnie wypowiadać o przyczynach rozstania ze stowarzyszeniem. Wiceprezeską Dolnośląskiej Straży do spraw Ochrony Zwierząt miała być Małgorzata Bejm z Jelcza-Laskowic, która potem zerwała współpracę z Karoliną P . - Zgodziłam się w papierach widnieć jako wiceprezeska organizacji - mówi. - Tylko w papierach, bo pomagać mogłam głównie na wakacjach. Dziewczyna jest bezwzględna. Powinna w ogóle zaprzestać działalności i ponieść konsekwencje, bo wygląda też na to, że to wcześniejsze stowarzyszenie nawet nie miało własnego konta. Małgorzata Bejm przypomina sobie, jak kiedyś za operację jakiejś suczki Karolina płaciła ze swojego prywatnego konta. Czy to oznacza, że pieniądze z publicznych zbiórek trafiały też na prywatne konto Karoliny P.? W każdym razie jako organizator na wielu portalach typu Zrzutka.pl widniała Karolina P. zamiast nazwy organizacji. Jak w takim razie przepływ pieniędzy w stowarzyszeniu był kontrolowany i przez kogo? Między innymi to pytanie, poza tymi o interwencję w Ratowicach, chciałem jej zadać. W rozmowie telefonicznej Karolina P. zgodziła się na rozmowę. Wieczorem otrzymałem esemes, że z powodu pilnej interwencji nie będzie mogła się ze mną spotkać. - Czy możemy się umówić na przyszły tydzień? - spytała. Od tej pory kontakt się urwał. Mimo paru telefonów i esemesów, w których proponowałem dowolny termin spotkania, odpowiedzi już nie dostałem. Telefonu nie odbierała. A lista pytań wydłużała się. Chciałem spytać, czy to ona wypowiada słowa, które w wersji dźwiękowej od paru dni już wtedy krążyły w internecie, a co najmniej 5 osób znających Karolinę P. rozpoznało w materiale jej głos. W nagraniu zamieszczonym na profilu FB "Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych" osoba, podpisana jako "Karolina P. - szefowa samozwańczej Straży, doktorantka Uniwersytetu Wrocławskiego na Wydziale Prawa", mówi tak: - My mamy taką politykę, że nawet jak sąd albo prokurator, albo gmina, albo kolegium odwoławcze powie nam, że mamy oddać psa, to my psa nie oddajemy. Ja wtedy mówię, że nie wiem, gdzie te zwierzęta przebywają, albo mówię, że uciekły... W opublikowanym na portalu TuOlawa.pl fragmencie pierwszego artykułu na ten temat wciąż wyrażałem nadzieję, że Karolina P. zechce się odezwać i przedstawić swoją wersję. Zamiast tego mailem otrzymałem od niej "wezwanie do zaniechania naruszeń ochrony danych osobowych oraz przepisów ustawy - Prawo prasowe", w którym pani Karolina postraszyła wystąpieniem przeciwko mnie na drodze prawnej. Nie odniosła się merytorycznie do faktów czy wypowiedzi zawartych w materiale, nie chciała niczego sprostować. A już zupełnie kuriozalne było wezwanie do "usunięcia wskazanych treści" opublikowanych "w formie papierowej", choć wtedy jeszcze żaden tekst w gazecie się nie ukazał. * Wkrótce miną 3 lata, od kiedy Karolina P. zabrała Peruna z Ratowic. Nadal nikt nie wie, gdzie on przebywa i czy jeszcze żyje. W marcu 2022 prokurator postawiła Karolinie P. trzy zarzuty. O kradzież psa (art. 278 par.1 kodeksu karnego), o czyny z art. 193 kk, czyli naruszenie miru domowego (wdarła się na cudzą posesję, zdemontowała ogrodzenie), oraz z art. 35 ust.1a Ustawy o ochronie zwierząt - znęcanie się nad psem, w tym przypadku poprzez bezprawny transport zwierzęcia, przewożenie go z miejsca na miejsce, bez ustalonego miejsca stałego pobytu i bez możliwości zaadoptowania się przez psa do nowych warunków. - Karolina P. nie przyznała się do żadnego z zarzucanych jej czynów i złożyła wyjaśnienia - mówi prokurator Agnieszka Kawalec z oławskiej Prokuratury Rejonowej. Rok później akt oskarżenia trafił do sądu. Prawie równolegle było prowadzone tzw. postępowanie odwrotne, czyli z tego mocno spóźnionego zawiadomienia Karoliny P., które dotyczyło znęcania się właściciela psa nad zwierzęciem. - W tym postępowaniu uzyskano opinię biegłego z zakresu weterynarii, z której wynika, że materiał dowodowy zebrany w aktach sprawy nie pozwala na uznanie, aby miało miejsce znęcanie się nad psem w myśl przepisów ustawy o ochronie zwierząt - mówi prokurator. Biegły uznał, że nie było konieczności odebrania psa w trybie artykułu 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt. Chodzi o interwencyjny odbiór, na co powoływała się Karolina P. Na pierwszej rozprawie oskarżona nie przyznała się do winy i skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Zapowiedziała, że będzie odpowiadała jedynie na pytania sądu i swojego obrońcy. Z tych odpowiedzi wynika, że nie wie, gdzie obecnie jest Perun, a jej stowarzyszenie nie ma nic wspólnego z tym, że był w "różnych lokalizacjach". - Uważam, że dopełniłam wszystkich formalności dotyczących interwencyjnego odbioru psa - mówiła Proces toczy się Sądem Rejonowym w Oławie. Sprowadza się głównie do tego, że oskarżenie udowadnia brak podstaw do odbioru interwencyjnego Peruna, a obrońcy Karoliny P. dowodzą, że takie podstawy były. Zeznają wolontariusze, weterynarze i wszyscy, którzy w jakiś sposób uczestniczyli w sprawie. Sąd ocenia wykluczające się zapisy (wszystko zależy o tego, kto je robił i dla kogo) z chwili tuż przed i tuż po zaborze psa, a także zdjęcia, co do których jest podejrzenie, że zostały komputerowo zniekształcone - sąd nie zgodził się na zbadanie, czy tak było faktycznie, uznając, że nie da się stwierdzić, która ze stron miałaby przy nich manipulować. * Równolegle do procesu trwają w internecie liczne zbiórki pieniędzy organizowane przez Karolinę P. Na jednym z portali, dających możliwość organizowania takich zbiórek, Karolina P. jako osoba prywatna 9 grudnia 2024 miała aktywnych blisko 30 zbiórek na łączną kwotę około 400 tys. zł. Wiele mówią ich tytuły (zdjęcia można sobie wyobrazić): Złamana kość przebiła mu ciało, Gnił żywcem na łańcuchu, Wandę zabija śmiertelny wirus, Umierała na oczach wszystkich, Konający żywy szkielet, Basia nam umiera, Poturbowana mama, Budyń w walce o życie, Sparaliżowany błaga o życie, Cała w ranach błaga o ratunek, Skazana na cierpienie w melinie, Ich brat umarł z głodu, Patrzyła na śmierć dziecka, Walczymy o życie upodlonego Kuby, Konał w rzece w wigilijną noc... 11 grudnia na podobnym portalu znalazłem też kilkanaście zbiórek, założonych przez kolejną organizację pomocy zwierzętom założoną przez Karolinę P., tę zajmującą się tylko kotami. Wszystkie te "kocie" zbiórki były na sumę ok. 300 tys.zł. Jak mówi mi wiceprezeska kociej organizacji, samo tylko leczenie i karmienie kotów to miesięcznie około 40-50 tys zł. Do tego transport, wynajęcie lokalu, opłacenie ludzi - obecnie to trzy zatrudnione osoby. * W 2024 roku do sieci wyciekło 5 gigabajtów plików dźwiękowych i tekstowych, związanych z organizacjami Karoliny P. - To głównie czat zbiorczy o wdzięcznej nazwie "Wieszać Kur...y", a także prywatne rozmowy z Karoliną także na innych czatach i komunikatorach - mówi mi jedna z uczestniczek tych rozmów. - To wiadomości z messengera, WhatsAppa. Ona całymi nocami nagrywała takie głupoty... - Są szokujące, obrazujące w ocenie oskarżyciela głębokie zdemoralizowanie oskarżonej, dodatkowo przepełnione wulgaryzmami, które obrazują, że nie o pomoc zwierzętom jej chodzi - napisał we wniosku do sądu pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego mecenas Jarosław Litwin. Gdyby były jakiekolwiek wątpliwości, czy jest to faktycznie głos Karoliny P., zawnioskował o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego z zakresu fonoskopii, na okoliczność, że przedstawione nagrania są autentyczne i stanowią wypowiedzi Karoliny P. Sąd odrzucił wniosek. Zdaniem sądu nagrania są nieistotne dla rozstrzygnięcia sprawy i nieprzydatne do stwierdzenia okoliczności tego konkretnego zdarzenia. Przypomnijmy, sąd nie ocenia całokształtu działalności Karoliny P., a jedynie ma stwierdzić, czy doszło do konkretnej kradzieży, naruszenia miru domowego i znęcania się nad Perunem. Co ciekawe, obrońca Karoliny P. nie zaprzeczył, że na nagraniach są wypowiedzi jego klientki, jednak jego zdaniem przyjęcie tego wniosku dowodowego zmierzałoby do "zaciemnienia obrazu Karoliny P. i wykreowania jej mylnego postrzegania" na podstawie plików dźwiękowych, które w żaden sposób nie są powiązane ze sprawą Peruna. * Wiele można się jednak dowiedzieć z tych nagrań o motywach wypowiadającej się. Oto fragmenty: - W sierpniu powstała strona i wyobraźcie sobie, że zebraliśmy ponad 5 koła... Więc ja liczę, że teraz będzie dycha. - Ja tam będę stosować bardzo mocny szantaż emocjonalny. - Maluszek zawsze wzbudza większą litość niż duże bydle. - Sorry, dziewczyny, ale powiem szczerze, ja odmawiam przyjmowania szczeniaków, dlatego, że one nigdy nie wyglądają źle, zawsze wyglądają, ku...wa, dobrze, jest z nimi w pi...du problemów, ich adopcje są trudne. - Nie bójcie się reagować natychmiastowo, bo jeżeli nie będzie reakcji natychmiastowej, to za 5 minut ktoś takiego zwierzaka podjebie, po prostu. To jest często wyścig, kto pierwszy ten lepszy, a dobrze wiecie, jak potrzebne są nam odpowiednie zwierzęta. - Wiecie co, ja już nie chcę przyjmować zwierząt takich jak te szczeniaki, one nigdy nie robią wrażenia, one są w dobrym stanie, ku...wa, żeby chociaż były jakimiś szkieletami... Nie. To ta dupa musiała je, ku...wa, dokarmiać. W sprawie Peruna z Ratowic wielu wolontariuszy, prawników i specjalistów sugerowało, że być może wystarczyłoby porozmawianie z właścicielem psa, pouczenie go, zwrócenie uwagi na jakieś nieprawidłowości, zamiast od razu zabierać mu psa, i to pokonując ogrodzenie. W tym kontekście ciekawe są te wypowiedzi: - Nie zamierzam jeździć na żadne kontrole, bo ja nie jeżdżę, żeby wydawać zalecenia, bo mnie to nie interesuje, uważam to za stratę czasu i pieniędzy. - Tak samo jak większość organizacji selekcjonuję zgłoszenia odbiorowe i nieodbiorowe na podstawie zdjęć i mi się nie chce jeździć na zalecenia. Zdaniem właściciela Peruna zdjęcie zwierzęcia wykorzystywane potem do zbiórek w internecie było przerabiane komputerowo, aby pies wyglądał gorzej niż w rzeczywistości. - Te zdjęcia są autentyczne, nie były retuszowane - zaprzeczała Karolina P. przed sądem. Tymczasem na nagraniach, które wyciekły do sieci, jest fragment jej wypowiedzi odnoszący się do retuszowania zdjęć: - Da się to zrobić punktowo. Nie wiem, czy korzystasz ze Snapseeda (profesjonalny edytor zdjęć - red.), ja korzystam z bezpłatnej i nie wiem, czy on ma płatną wersję. - Powiem szczerze, ja nie miałam też motywacji, żeby tam przerabiać, jakby kazali przerabiać pieski na stronę, to pewnie lepiej bym się uczyła tego Gimpa (aplikacja do zaawansowanej obróbki fotografii - red.), ale, hehehe, my przerabialiśmy jakieś gówna, więc ja nie miałam motywacji, wkur...iał mnie ten program. Z setek plików dźwiękowych i graficznych zapisów rozmów wyłania się coś na kształt korporacji, z wyraźnym celem, metodami działań i ewidentnym szkoleniem instruktażowym czy motywacyjnym. Jest mowa o rynku jako obszarze działalności, o podstawach marketingu, ekonomii, a nawet psychologii, choć momentami włos jeży się na głowie od tego, co mówi prezeska, a jednocześnie prawniczka: - Nie trzeba łamać prawa, aby taka mała społeczność jak w Brzegu, bo to było w Brzegu, wiedziała, kto to. Czarny pasek na oczach ch...ja zmienia, bo i tak widać, znajdą go sobie w internecie, wystarczy podać ulicę czy osiedle, na którym delikwent mieszka, zdjęcie z Facebooka, jedno, drugie, trzecie, z czarnym paskiem, cieniutkim, plus imię i na przykład dwie pierwsze litery nazwiska. W takich małych miejscowościach od razu wiedzą, kto to jest i robią, co mają robić, a ty masz czyste rączki, zupełnie. Po prostu masz zupełnie czyste ręce, bo nie złamałeś żadnego przepisu... Dotarłem do byłej wolontariuszki jednej z organizacji Karoliny P. i pytam o treść tych nagrań. O to, czy opowiadane w nich historie są prawdziwe. - Przecież ja w tym uczestniczyłam, razem z Karoliną - przyznaje. - Też kiedyś wysmarowałam kota sokiem pomidorowym. Karolina mówiła, że inaczej ten kot nie uzbiera pieniędzy na swoje leczenie. Nazbierał, i to sześć razy więcej, niż było potrzeba na niego. Jak dziś ocenia swoje zachowanie? - Poszłam wtedy na daleko idące kompromisy - mówi i przyznaje, że to było złe. - Oczywiście, że nie jestem okej, ale taki był sposób działania tej organizacji. Zawsze musiał być oprawca, nawet jak go nie było. Wtedy trzeba było go stworzyć. I najlepiej, żeby zwierzę było skatowane przez tego oprawcę. Ona wymyśliła, że tak działamy. * Wśród nagrań natrafiam i na takie: - Ja chcę być w jakikolwiek sposób doceniona. Tak. Jestem w stanie każdemu redaktorzynie, który chciałby o nas artykuł napisać, wejść w dupę. Naprawdę. To jest mój standard obecnie. Zabiegam więc o kolejny kontakt z Karoliną P. Tym razem, po dwóch latach milczenia, reaguje na mail z redakcji: - Gdyby chciał Pan porozmawiać, jestem dostępna. Może Pan również przesłać pytania mailowo, jeśli taka forma byłaby dla Pana odpowiednia. Bardzo chętnie wyjaśnię kilka kwestii. Wrocław, przy jednej z głównych ulic znajduję podany adres. Żadnej tabliczki z nazwą organizacji nie ma. Na parterze od paru tygodni trwa remont, lokal dzielony jest na kilka mniejszych pomieszczeń, gdzie ma mieścić się nowe stowarzyszenie, tu przyjmować będzie weterynarz, szykowane są woliery dla kotów itp. Karolina P. przyjmuje mnie w towarzystwie młodej dziewczyny, którą przedstawia jako wiceprezeskę stowarzyszenia. Wie, że będziemy rozmawiali o nagraniach, wygląda na przygotowaną, ma jasną linię obrony, właściwie jedyną, która pozwoli jej na uniknięcie odpowiedzialności za wypowiadane przez nią słowa: - To są moje wypowiedzi, jednak wyjęte z szerokiego kontekstu. Chciałabym podkreślić, że to są prywatne nagrania, mówione w bardzo różnych stanach emocjonalnych, bo to są nagrania rozmów, które prowadziłam z osobą, która była mi wówczas bliska, tak ją traktowałam. To nie były nagrania publiczne, wypowiedziane do wolontariuszy. Mówiłam to w bardzo różnych stanach emocjonalnych. Mogę powiedzieć wprost, że miałam problem z emocjami, na czym pracuję z terapeutką. Mówiłam różne rzeczy, o których nie myślę, albo myślałam przez chwilę, a nie były one jakimś ugruntowanym poglądem. A gdy się denerwowałam, co też bardzo odczuwała rodzina czy bliskie mi osoby, wpadałam w agresję słowną. Pracuję nad swoją impulsywnością. Karolina nie ma wątpliwości, że nagrania wyciekły od konkretnej osoby, którą oskarża w sądzie o zniesławienie jej i znieważenie: - Napisała, że zrobi mi piekło i robi je od dwóch lat. Karolina P. ma świadomość, że na nagraniach padają mocno kontrowersyjne zdania. - Jestem w stanie za wiele słów przeprosić - zapewnia. Czy jest w stanie je wytłumaczyć? Twierdzi, że tak. I próbuje. Gdy pytam, co znaczy, gdy mówi, że "zajeb..ła doga", odpowiada, że to taki skrót myślowy, mający znaczyć, że go... odebrała. To samo słowo pada w wypowiedziach Karoliny P. w innym, przerażającym kontekście: - Lubię robić nagonkę, bardzo bym chciała, żeby kogoś zlinczowali. Może by się bali tak traktować zwierzęta co niektórzy, jakby tak jednego obili, żeby został kaleką, albo - to nawet lepiej - żeby go, ku...wa, zajeb...li! I tłumaczenie Karoliny P.: - To było nagrane po interwencji, w której we mnie i w koleżankę rzucali młotkiem. Byłam w złym stanie emocjonalnym. To był wyraz frustracji i bezsilności... Pytam o podkręcanie słownego linczu, używanie przez nią określeń "bestia", "oprawcy", "zwyrole". Na nagraniu Karolina P. tłumaczy, że słowo "bestia" to od Trynkiewicza. - Był nazywany bestią, wyszła nawet ustawa o bestiach, więc sobie to wzięłam stamtąd i bardzo dobrze się sprawdzało. Teraz tłumaczy, że słowa o Trynkiewiczu padły w sytuacji mężczyzny z Brzegu, który własnego kota próbował zabić kamieniem. - Jeżeli ktoś własnego kota próbuje zabić kamieniem, to jak go inaczej nazwać, jeżeli nie oprawcą albo bestią? Jest takie nagranie, w którym Karolina P. przyznaje się do łamania prawa. Mówi, że pytana przez prokuratora, kto wiózł doga z Ratowic, odmówiła podania nazwiska, powołując się na przepis, który jej to umożliwia, gdy zeznanie naraziło najbliższą jej osobę (czyli np. kogoś z rodziny) na odpowiedzialność karną. Jak przyznaje sama na nagraniu, chodziło o Natalię K., która nie jest dla niej żadną najbliższą osobą. Teraz pytam więc wprost: - Dlaczego nie powiedziała pani prokuratorowi, że tego doga z Ratowic wiozła Natalia K.? - Wolałabym nie komentować tej sprawy i zostawić ją sądowi - mówi i przyznaje, że psa wiozła wówczas Natalia K.: - Wcześniej prosiła mnie o to. Chciałam być lojalna wobec współpracowniczki. Gdy pytam o smarowanie zwierząt przecierem pomidorowym, stanowczo zaprzecza. Mówi, że była tylko jedna taka wypowiedź, ale została pocięta na kawałki: - Została ona sformułowana celowo, to sarkastyczne komentowanie tego, co było pisane na hejterskich stronach, bo nie ukrywam, że analizujemy takie strony. Często sobie ironizujemy z tego, co oni piszą. Np. bardzo sarkastycznie używałam słowa "pelikany". To nie znaczy, że ja tak myślę o naszych darczyńcach. To wzięłam stamtąd, bo oni używają tego słowa. Najwyraźniej nie ma sensu dalej o tych nagraniach rozmawiać, bo widać, że gdy treść wypowiedzi jest kontrowersyjna, stawiająca ją w złym świetle, a nawet kompromitująca, wtedy za słowa odpowiedzialne są emocje, wyrwanie z szerszego kontekstu, ewentualnie niezrozumienie sarkazmu itp. Gdy jednak dawna wypowiedź dziś nie może Karolinie P. zaszkodzić, podpisuje się pod nią i teraz. * Na ostatniej rozprawie Karoliny P. pod koniec 2024 roku wróciła sprawa oceny psa przez biegłego. Obrońca wnioskował o powołanie kolejnego biegłego z dziedziny kynologii, bo ten, na którym oskarżenie opiera prokuratura, jego zdaniem nie był wystarczający: - Jeśli mamy do czynienia z rażąco różnymi opiniami biegłych, powinniśmy powołać nowego. Sąd dopuścił biegłego z zakresu dobrostanu zwierząt. Chodzi o ustalenie stanu psa w momencie zaboru, aby ponownie ustalić, czy istniały przesłanki do odbioru psa w stanie wyższej konieczności. Na czym jednak miałby się taki biegły opierać, skoro nie badał psa 1 lutego 2022 roku? Na dotychczasowych zeznaniach, w tym weterynarzy, i na zdjęciach, co do których istnieje podejrzenie, że zostały zmanipulowane. Tu wrócił więc wniosek oskarżyciela posiłkowego, aby biegły w zakresie cyfrowej obróbki zdjęć im się przyjrzał. Sąd ponownie go jednak odrzucił. Na tej samej rozprawie pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego wnioskował, aby sąd dopuścił kolejne dowody z nagrań, które wyciekły do sieci. - To ponowny wniosek, aby zbić sąd z tropu - dowodził obrońca. - Zmierza do zniekształcenia postawy oskarżonej. Sąd nie dopuścił nowej porcji nagrań jako dowodu w sprawie. Tymczasem do sieci wypływają wciąż nowe nagrania Karoliny, a to, co mówi, jest coraz bardziej szokujące: - Igłę, kur..wa, kot ma w brzuchu, a ja się dowiaduję tego z opisu, nie ze zdjęć! Wiesz, jak by się to zajebiście sprzedało? No i co? No i gówno! I nie jest zrobione. I co, ja potem będę wymyślać te bajeczki, k**wa?! Gabryśka będzie smarować kota przecierem, jak nie będzie hajsu? Bo tak było! Ja będę biegać, kur...a, z sokiem wiśniowym, żeby był hajs? Ja będę udawać, że płaczę do kamerki? Bo też tak już było. - No, kur...a, przestańmy się oszukiwać, organizacje interwencyjne nie istnieją bez zwyroli i dramatów. Taka jest prawda. Nam są potrzebni zwyrole i są potrzebne dramaty... I najsmutniejsze w tym wszystkim: - Po sprawie doga jestem dużo bardziej pewna siebie i dużo bardziej tak hop hop do przodu. Trzeba jeb...ć i się nie bać, i takie tam...
  14. Aga Kutylowska Powód wściekłej obrony Kuflewa jest prozaiczny - to efekt mafijnych związków w środowisku patologii pet-biznesu Tykając Kuflew/PdZ, tyka się automatycznie powiązanych z nim od lat kumpli z ferajny, czyli diozy, judytki, itd... Do tego nie jest wykluczone, a bardzo prawdopodobne, że Kuflew był "zakładem utylizacji" również "problemów" koleszków, i te trupy u Bielawskiego, to mogą być ich wspólne trupy...
  15. Agnieszka Esz Ostatnio mi sie nudzilo i zrobilam podliczenie zbiorek (od ostatniej do zbiorki na Zarenke) - kwota widoczna na kalkulatorze. Oczywiscie od tej kwoty trzeba odliczyc koszt prowizji dla pomagam (bo Gaborowa ma wlaczone promowanie) ale i z tym wychodzi cos kolo 300.000 - teraz pytanie: gdzie sa te pieniadze? a) w kurtkach? b) w silowni? c) w skarpecie? d) w zwierzetach? Stad ten kwik ze niedlugo trzeba bedzie sie rozliczac. I takie cos ma czelnosc pluc sie do Litewki (ktory w przeciwienstwie do niej, pracuje)
  16. Centralne Biuro Ochrony Praw Zwierząt · Jeszcze rok nie minął odkąd Monika Orlińska odeszła, a Iwonka z Fundacywki Chata Zwierzaka już nie może wytrzymać, żeby nie podeptać jej grobu. No to może kilka słów o Iwonce, trzymającego u boku, typa, który do czasu skazania za znęcanie nad zwierzętami zasiadał w Radzie jej pseudofundacji od dojenia pelikanów. #Chatazwierzaka Mali ludzie,niskie pobudki, a jak koncertowo potrafią zagotować normalnych ludzi. Otóż Monika była konsekwentna w dojeżdżaniu patologii w światku prozwierzęcym. Skutecznie drążyła zawiadomienia do prokuratury i wnioski do sądów, żeby patologii uciąć łapska, tak przy wyciąganiu kasy od naiwnych darczyńców jak i ukrócenia cierpienia zwierząt, z których aktywiszcza i patofundacywki żyją. I w tym wytrwała ... do swojej śmierci. Pewnego dnia trafiły do nas nagrania z katowania zwierząt, w domu Iwonki, opłacanego za kasę naiwnych darczyńców. Na nich Iwonka biernie obserwująca katowanie i przyzwalająca na zwyrolstwo, a w zeznaniach (późniejszych świadków) dowiedzieliśmy się o tym, że ten stan zastany nie jest jednorazowy i trwa od lat. Gdyby ktoś wierzył, że ktoś z #petbiznesu pospieszył złożyć zawiadomienie,to się przeliczył. Monika, wraz z nią jeszcze 2 organizacje, takie zawiadomienie złożyły po publikacji filmów i przyjęły role oskarżycieli posiłkowych. Zanim Paffcio - partner życiowy Iwonki - trafił na wokandę, Iwcia za rączkę biegała z nim na zeznania. Biedny Paffcio, biedna Iwcia. Iwcię prześwietliła po skazaniu Paffcia jeszcze jedna dusza, a mając dostęp do dokumentów finansowych organizacji, wydatki przesłała tutaj: https://www.facebook.com/share/p/161F7vM3yQ/ W pierwszej instancji sąd się nawet troszkę pomylił i chciał nawiązkę udzielić Iwci, na szczęście zdążyły się odwołać wszystkie strony, Paffcio kierowany tym, że uważał się za niewinnego. 2-ga instancja odebrała to inaczej i słusznie. Gdyby jednak ktoś zobaczył bicie się w piersi Iwci to chyba upadł na głowę z dużej wysokości. Otóż kto jest winny ucięciu zwyrolowi dochodów kosztem zwierząt? Nikt inny niż Monika Orlińska. Bo to ona wyrządziła krzywdę zwierzątkom w Chacie Zwierzaka, a nie Iwonka z Pawełkiem Fakt, pomogła obnażyć obłudę, pokazać jak dla kasy prezesowej i Paffcia cierpią zwierzątka... natomiast ... Paffcio nadal urzęduje z Iwcią, zwierzątka się tam kiszą, a Wy, Drodzy Darczyńcy - przykładacie rączkę do cierpienia zwierzątek i zachcianek pani prezes. Jedyny kto już nie cierpi to Monika, za to nas gotować nie warto ...
  17. Anna Zwierzolub FUNDACJA CHATA ZWIERZAKA ten który w mojej opinii leje to nieszczęsne zwierzę , to małżonek pani prezes IWONY GABOR , bo obawiam się że znajdą się tacy którzy się ze mną nie zgodzą. Bardzo dziękuję TYM którzy zdecydowali się nie udawać że to jednorazowy incydent , no wersja z przesunięciem nogą psa leżącego na kanapie. ( mam na myśli pierwszy filmik ) .......no cóż wiedziałam że lekko nie będzie . Ogromne podziękowania dla Czarnej Listy Organizacji Prozwierzęcych która włożyła ogrom pracy i tym wszystkim którzy współpracują z Czarną Listą ....SZACUN i nie wiem czy mój tok rozumowania jest dla Państwa zwierzolubnych i wyznawców ( takich ojców Rydzyków ) Chaty, zrozumiały ale pamiętajmy że tam cały czas SĄ ZWIERZĘTA i jeśli ktoś chce wspomóc to powinna być to karma , a nie kasa. Uważam że nie wszystkie fundacje to samo zło , bardzo podoba mi się KARUNA która do końca mojego życia będzie mi się kojarzyć z KASTRACJĄ a co za tym idzie zmniejszona ilość bezdomnych , nie chcianych zwierząt i mniej takich miejsc jak Chata Zwierzaka , a z osób prywatnych pozdrawiam i podziwiam z Kociej Przystani w Zielonce k.Warszawy Elżbietę Zalewską . https://www.facebook.com/reel/756317589339294 Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Wy zdecydujcie. Poniżej wyrok, jakim sąd skazał Pana Pawła z Fundacji Chata Zwierzaka. Według Fundacji ten wyrok jest jak najbardziej adekwatny. I może jest- kimże ja jestem, żeby twierdzić inaczej. Ale jeszcze się waham, więc zróbmy jak ten miliarder, który wysłał samochód w kosmos. Vox Populi. Jeśli większość komentujących uzna, że wyrok jest właściwy- nie wyślemy odwołania od niego a co za tym idzie stanie się prawomocny. Jeśli większość uzna, że jest zbyt niski/zbyt wysoki, napiszemy sprzeciw wobec niego i całość odbędzie się normalnym przewodem sądowym. Mnie intryguje jedynie jakimi ścieżkami podążała logika sądu, który nakazał Panu Pawłowi wpłacić 1000 zł na rzecz... Fundacji, której jest formalnym, wpisanym do KRS-u, członkiem. I nie, to nie żart, nakazano mu wpłacić hajs do de facto swojej własnej organizacji. Ale to Wy decydujecie. --- Co do samego oświadczenia Fundacji Chata Zwierzaka to dzieli się ono na kilka części. Są one następujące: I. Santo Subito! Czyli opis tego, że Pani Prezes Fundacji jest aniołem a co za tym idzie nie można jej niczego zarzucać. W końcu poświęciła swoją karierę aby zajmować się zwierzętami. I to jest pierwsze kłamstwo, raz, że do anioła jej bardzo daleko- chyba, że mowa o takim upadłym, a dwa, że karierę to zrobiła dopiero na zwierzętach. Ma ogromną nieruchomość, etatowych pracowników i zaproszenia do telewizji. Miała to przed "zajmowaniem się zwierzętami"? No niezbyt. Zresztą, wystarczy rzut oka na zdjęcia Pani Prezes przed i po podjęciu decyzji o "porzuceniu kariery". II. Może i pies dostał kopa, ale przynajmniej inny został zagryziony. W tej części dowiadujemy się, że cała sytuacja z kopaniem psa jest całkowicie wytłumaczalna. Wynika z niej, że pies na nagraniu zagryzł innego psa. I część ludzi uznała to za wiarygodne. Tylko chwilka... to jest przecież przyznanie się do skrzywdzenia już dwóch zwierząt, choć zarzut dotyczył tyko jednego? No bo to chyba Fundacja odpowiada za to, żeby psy się jednak nie zagryzały, prawda? III. Car dobry, bojarzy źli. Możemy przeczytać jak to wszyscy zawalili. Pracownicy dopuścili do zagryzienia, nie udzielili psu pomocy a biedny Paweł się zdenerwował i musiał na kimś odreagować. A car wjechał na białym koniu i robił co mógł, ale było już za późno. I martwego psa trzeba było poddać eutanazji. Poprawcie mnie jeśli coś źle rozumiem, ale czy szef jakiejś organizacji nie odpowiada za swoich pracowników? Może powinien ich przeszkolić z zakresu nie wpuszczania agresywnych owczarków środkowo-azjatyckich razem ze starymi jamnikami do jednego pomieszczenia? Nie wiem, nie znam się na tym, ale jak dla mnie to choć odrobinkę winy powinien na siebie jednak wziąć nadzorca tego burdelu. IV. Dura lex, sed lex. Twarde prawo, ale prawo. Fundacja Chata Zwierzaka zauważa, że sąd wydał "adekwatny" wyrok, więc w sumie nie ma co drążyć. Tak jak zwykle obrońcy zwierząt apelują o jak najwyższą karę za znęcanie nad zwierzętami, tak tutaj Pani Prezes wystarcza 1000 zł kary. Nie wiem czy to z miłości do zwierząt, czy partnera, ale można by to wstawić do słownika języka polskiego jako definicję hipokryzji. V. A tak w ogóle to ta czarna lista... I tutaj się muszę zgodzić. Lepiej byłoby, gdyby żadna Czarna Lista nie istniała. Tylko wtedy nikt nie złożyłby zawiadomienia o znęcaniu nad tym biednym psem ani nikt nie dowiedział się o tym. Byłoby lepiej. Dla Fundacji Chata Zwierzaka i jej podobnych. Dla Pani Prezes Iwony i jej podobnym. Nie wiem czy dla karateki Pawła byłoby lepiej, ale pewnie również. --- A teraz odwróćmy nieco sytuację. Wyszukajcie sobie na stronie Fundacji psa (właściwie sukę) o imieniu Arwena. Może ktoś zapyta- żeby znów nie robić zbędnego zamieszania- czy Arwena również zagryzła jakiegoś jamnika, że zasłużyła na kopa, może to znów pracownicy zawalili a Paweł musiał znów na kimś odreagować? Iwona, masz szansę, możesz wytłumaczyć swoim fanom i darczyńcom za co została ukarana kolejna suka w Twojej Fundacji. Albo zacząć pisać kolejne oświadczenie. Proponowałbym wstęp typu "Bo Paweł nie lubi suk...", to przy okazji więcej wątków się wyjaśni... I do jutra.
  18. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Gwoli wstępu: ja wiem, że punktowanie kolejnych kłamstw Fundacji Chata Zwierzaka to nie jest zbyt wymagające zajęcie. Trochę jak zabieranie dziecku lizaka. Po wcześniejszym spryskaniu go gazem łzawiącym. W sensie spryskaniu dziecka, nie lizaka. Zasadniczo należałoby spuścić na to zasłonę milczenia, bo nawet niewidomy musi widzieć, że tam się narracja i czasoprzestrzeń Pani Prezes rozjeżdża. I absolutnie nie ruszają mnie jakieś personalne wycieczki wobec mojej skromnej osoby. Problem mam dopiero w momencie, gdy Pani Prezes zaczyna swym żmijowatym jęzorem atakować ludzi, których te bzdury mogą faktycznie dotykać. Poza tym jest to ciekawe case study. Proces ewolucji dobieranych przez Fundację linii obrony mógłby posłużyć za poradnik "Jak tego nie robić". [W komentarzu przykładowe cytaty] 1. Od stycznia 2017 do listopada 2018 w Chacie Zwierzaka pracowała Tatiana. Niedawno mogliśmy przeczytać jej relację z tego okresu oraz zobaczyć nagranie martwych kotów leżących obok przeterminowanych wędlin dla pracowników w fundacyjnej zamrażalce. Dowód jednoznaczny i niepodważalny. Jaką linię obrony wybrała Fundacja? Otóż wyszło im, że... Tatiana nigdy nie pracowała w Fundacji. Co prawda ich strona jest pełna wzmianek o niej, opisywano ją w samych superlatywach, jako osobę pracowitą i sumienną. Zapowiadano jej zatrudnienie oraz informowano o jej odejściu życząc jej szczęścia. No ale teraz im wyszło, że wcale nie była pracownikiem. A skoro nie pracownikiem, to kim? Wolontariuszem? 60-letnia kobieta w trudnej sytuacji materialnej opuszcza swój rodzinny kraj, bo potrzebuje pieniędzy na pomoc swojej matce i... nagle postanawia za darmo zajmować się zwierzętami w jakiejś podrzędnej polskiej Fundacji? Kilkanaście godzin każdego dnia wykonuje fizyczne prace w zamian za... nocleg i przeterminowane wędliny, bo taką ma potrzebę serca? Przecież to jest tłumaczenie dla idiotów. A samego nagrania Fundacja skomentować nie chciała. Okej, każdy ma prawo zachować milczenie, ale mógłby przy tej okazji nie kłamać. 2. Po opublikowaniu tutaj pierwszego nagrania, na której partner Pani Prezes kopie psa po głowie na stronie Fundacji pojawiły się dwa oświadczenia. Pierwsze pisane, jak rozumiem, "na gorąco" oraz drugie, bardziej profesjonalne. Jak rozumiem, napisane przez kogoś innego. Według pierwszego z nich... nagranie nie powinno być opublikowane, bo jest dowodem. Dosłownie, kobieta miała czelność mieć pretensje o to, że ktoś pokazał prawdę o traktowaniu zwierząt pod jej (tzn. nie jej) dachem. I sugerować, że skoro wyrok zapadł to nie ma tematu. Sporo ludzi jej uwierzyło. Co do samych przepisów to ujawniać nie można szczegółów trwających postępowań karnych, a to konkretne wtedy było już zakończone. Sam wyrok z kolei zapadł jedynie w trybie nakazowym. Ale to tylko szczegół- nikt nie oczekuje przecież od takiej samozwańczej Prezes jakiejś specjalnej wiedzy. Intrygujący jest jedynie proces jaki musiał zajść w jej głowie. Zamiast "to straszne, że ktoś skopał mojego ukochanego psa" mogliśmy przeczytać jakieś czepianie się niuansów prawnych. Aha, no i całość przedstawiono jako jednorazowy przypadek, który wydarzył się tylko dlatego, że owy skopany pies wcześniej zagryzł innego a "emocjonalny Paweł" w ten sposób odreagował. Piękne. Wytłumaczyć się ze znęcania nad zwierzęciem poprzez doprowadzenie do śmierci innego zwierzęcia. Fajna ta Fundacja ochrony zwierząt. Taka niezbyt chroniąca zwierzęta. 3. Drugie nagranie pokazało jak ten sam członek rady Fundacji ciska psem przez drzwi i poprawia kopniakiem. Tutaj już nie mogło być wątpliwości, że pies czymś zawinił, bo mowa była o wiekowej i niegroźnej suce w typie owczarka z oeliksa. Reakcja Fundacji? Milczenie. I to była świetna- przyznaję bez ironii- decyzja. Nic nie mówić, skorzystać z prawa do zachowania milczenia, przeczekać. No ale jak się nie widzi nic złego w takim traktowaniu zwierząt, to i długo wytrzymać się nie da. Otóż tym razem Pani Prezes, w jednym z wielu komentarzy, stwierdziła, że film został "zmontowany". Tysiące osób zobaczyło jak ktoś rzuca psem przez drzwi, kilka zapytało (na chwilę przed byciem zbanowanym) o co chodzi a Pani Prezes wyszło, że to montaż, i kropka. Szkoda, że nie wyjaśniła na czym ten montaż miałby polegać. Czy ktoś wkleił postać jej partnera obok psa, czy może nałożył jego buta na psi zad? Tego chyba się już nie dowiemy. 4. Kolejne nagranie, na którym Paweł "jednorazowy przypadek" D. atakuje bezbronne zwierzę musiało już spowodować reakcję u Iwony "nic nie wiedziałam" G. Tym razem wideo przedstawiało mężczyznę, który rzuca się- bez żadnego powodu na psa- i zaczyna go okładać pięściami. A ja mam sporą wiarę w ludzi. Myślałem, że tym razem Iwona przyzna, że ponosi odpowiedzialność za los powierzonych jej zwierząt. Czy tak się stało? Oczywiście, że nie. Darczyńcy Fundacji dowiedzieli się jedynie, że ona nie miała świadomości skali przestępstw do jakich dochodziło pod jej (tzn. nie jej) dachem. No i wstawiła screen maila wysłanego do komendy policji. Podkreślam: maila. Z jedną linijką tekstu i linkiem do Facebooka. Przecież to jest traktowanie swoich darczyńców jak jednostki pozbawione mózgu. ALe skoro jest z tym problem to uprzejmie wyjaśniam: potrzebę pilnej interwencji zgłaszamy policji telefonicznie, o przestępstwach zawiadamiamy osobiście lub pisemnie. Maila to możesz wysłać do swojego pracodawcy, że bierzesz urlop na żądanie. 5. Nagrania z bicia zwierząt w Chacie Zwierzaka obiegły media. Nie jakoś szczególnie, ale wzmiankę o tym będzie można znaleźć już zawsze. Mam cichą nadzieję, że zanim następna telewizja śniadaniowa postanowi promować tego typu organizacje to najpierw zrobi mały research. I znów, gdy można było się spodziewać jakiejś pokory Pani Prezes użyła przeciwskutecznej obrony. Połączyła kropki i wyszło jej, że winę za całą sytuację ponosi nie ona, choć to jej zadaniem było dbać o bezpieczeństwo zwierząt, dzięki którym ma spory dom, samochód i nie tylko. Ba, nawet nie do końca winę ponosi jej partner, którego uczyniła członkiem rady, pracownikiem i mieszkańcem Fundacji a który wielokrotnie i brutalnie znęcał się nad podopiecznymi Fundacji. W mrocznych zakamarkach jej logiki powstał zamysł, że wszystkiemu winna jest osoba, która upubliczniła nagrania. Czyli, jeśli nadążam za Panią Prezes, ja. Bo to alkoholik i narkoman, co wywiedziono z jakichś prehistorycznych zdjęć, z czasów gdy wszyscy byli piękni i młodzi. Bo jemu nie chodzi o zwierzęta, bo ma taką stronę, gdzie czasem krytykuje działania pseudo-obrońców zwierząt. A jak powszechnie wiadomo ludzi, którzy zajmują się zwierzętami nie wolno krytykować, nawet jeśli ci kopią, szarpią, biją i rzucają tymi zwierzętami, jak to miało miejsce w Fundacji Chata Zwierzaka. --- Sprawa nadal jest rozwojowa. Nadal zgłaszają się kolejne osoby posiadające wiedzę na temat tego co w ostatnich latach (!) działo się w Chacie Zwierzaka. To niepokojące, ale nieznające się wzajemnie osoby twierdzą, że to nie Pan Paweł najgorzej traktował zwierzęta w tym miejscu a jego syn- Piotr. Jesteśmy na etapie namierzania ptysia, co by go zapytać o kilka rzeczy. W sprawie w której Pan Paweł dostał absurdalną karę (czyli: wyjmij tysiąc złotych z lewej kieszeni, włóż do prawej, temat załatwiony) złożono sprzeciw do wyroku nakazowego- proces czeka na ustalenie terminu. W Urzędzie Gminy Wąsewo złożono wniosek o tymczasowe odebranie praw do wszystkich zwierząt Fundacji Chata Zwierzaka, na dniach wszczęte zostanie postępowanie administracyjne w tym temacie. Od razu uspakajam: nikt nie zamierza ich wyrywać stamtąd, jeśli nic im nie grozi. A czy nie grozi to trzeba wyjaśnić, bo pozowane sceny jak Pani Prezes złapała do ręki mopa przekonać mogą tylko ludzi dobrowolnie bywających na pokazach pościeli z alpaki. I kilka innych rzeczy, o których chyba lepiej teraz nie pisać. --- Sorry, za długi tekst, ale jedna Pani powiedziała, że czyta mnie jak Mrożka. Co jest dziwne, bo ja nawet nie wiedziałem, że mój sąsiad coś napisał. To emerytowany górnik zajmujący się swoim ogródkiem działkowym. No ale lepszy taki komplement, niż żaden. Tutaj zbieram na kawę z tym irlandzkim likierem. Wymyśliłem, że jak zacznę dzień od czegoś takiego, to moja kreatywność znacznie wrośnie: https://buycoffee.to/czarnalistapro I na domek dla pająka. --- Do tematu Chaty Zwierzaka będę wracał. Choćby się on wszystkim przejadł, choćby wszyscy mieli go dość. Inaczej będzie to zamiatanie spraw pod dywan, a pod dywanem o nazwie "środowisko ochrony zwierząt" więcej już się nie zmieści.
  19. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Gdyby poprosić sztuczną inteligencję o zilustrowanie kondycji polskiego systemu ochrony zwierząt to prawdopodobnie wyplułaby z siebie ostatnie oświadczenie Fundacji Chata Zwierzaka. Zapytanie musiałoby brzmieć: Inteligencjo sztuczna jak elementy twarzy niektórych aktywistek, które pieniążków na karmę dla zwierząt nie mają, ale operacje plastyczne już są w ich finansowym zasięgu, narysuj mi proszę na jakim etapie jesteśmy, gdy chodzi o polską ochronę zwierząt. I cyk, gotowe: Prezes Fundacji Chata Zwierzaka zawiadamia policję o znęcaniu nad zwierzętami w Fundacji Chata Zwierzaka przez członka rady Fundacji Chata Zwierzaka. Mailem. I nikogo to specjalnie nie dziwi. I jeszcze dodaje w swoim "oświadczeniu", że tak w sumie to nie wiedziała, że zwierzęta, którymi miała się opiekować, są katowane w ich własnym domu. Albo i trochę wiedziała, ale dopiero "skala" ją zdziwiła. Skojarzenie z dyskusją na temat zakresu wiedzy pewnego austriackiego akwarelisty na temat wydarzeń z lat 40-tych jest tutaj niemal oczywiste. Mamy sytuację, w której od przynajmniej roku o znęcaniu nad zwierzętami w Chacie Zwierzaka wiedzieli jej pracownicy. Przynajmniej od października zeszłego roku wie o tym prokuratura i policja. Od stycznia tego roku wie o tym sąd. A od dwóch tygodni wiedzą dziesiątki/setki tysięcy Internautów. A Pani Prezes? No, dowiedziała się wczoraj. Pewnie dalej nie może wyjść z szoku. I weź tu udowadniaj kwadraturę koła. Nawet jeśli ex-pracownicy zwyczajnie śmieją się z tego rzekomego braku wiedzy, bo sami ją o tym informowali. Aha, i na samym końcu, kiedy już nie da tłumaczyć naiwniakom, że to jakiś jednorazowy przypadek, albo zmontowane wideo, to Pani Prezes wysyła auto-donos do policji. Całe "zawiadomienie" to aż jedno zdanie oraz link do FB. W zasadzie ten link jest dłuższy niż treść "zawiadomienia". Wysłanego mailem. Całe szczęście, że policja nie używa Messengera, bo byłoby jeszcze krócej. Np. "ej, obczaj to screen+emotikonek z płaczącą buzią". Miał być stworzony za pieniądze ludzi dobrej woli dom spokojnej starości dla skrzywdzonych zwierząt- okazało się, że zamiast spokoju było maltretowanie. Od kopania psów, przez rzucanie nimi, po bicie ich pięściami. Na następnym nagraniu, które też pewnie pojawi się w sieci (choć wolałbym tego uniknąć), jest psi dziadek, który śpi w kącie pomieszczenia po czym zostaje wyniesiony na butach przez partnera Pani Prezes za drzwi. A właściwie przez drzwi, bo tak trochę przefruwa nad progiem. To się chyba nazywało "wyjście na spacer" w fundacyjnej nomenklaturze. I to nie jest koniec tego typu rzeczy, które się tam działy. To nadal ten sam wierzchołek góry lodowej. Widział ktoś podobne nagrania z, bo ja wiem, zamykanych schronisk lub hodowli? Raczej nie. A mowa przecież o azylu dla zwierząt, nie jakimś-tam zwykłym schronisku. O miejscu, które z samego już założenia powinno być wzorem do naśladowania, ideałem i przykładem, dla tych wszystkich podłych rolników, hodowców i przeciętniaków, którzy w wyimaginowanej skali empatii nie mogą się porównywać do "obrońców zwierząt". Skoro Pani Prezes nic nie wiedziała, to kto powinien to wiedzieć? Dotarliśmy już do miejsca, w którym właściciel danej organizacji nie ponosi odpowiedzialności za utrzymanie zwierząt, dzięki którym- nomen omen- sam się utrzymuje? Może czegoś nie wiem. Może to ja powinienem o tym wiedzieć, a nie ona. Albo sąsiedzi. Albo proboszcz. Ale moim zdaniem Pani Prezes miała aż jedno zadanie do wykonania- zapewnić bezpieczeństwo "swoim" zwierzętom. I nie zrobiła tego. Zawaliła swoją robotę na całej linii. W alternatywnym świecie, gdzie istnieje choć odrobina sprawiedliwości, taka "Prezes" zostałaby pozbawiona swojego prezesowania a majątek Fundacji zostałby przekazany na cele zgodne ze statutem. Czyli np. na ochronę zwierząt, a nie znęcanie się nad nimi. Ale nie w Polsce. U nas za miesiąc czy rok sprawa się rozpłynie a Pani Prezes znów zacznie szukać chirurgów plastycznych i prezentować zdjęcia z siłowni, bo przecież tutaj nikt nawet nie pyta po co w domu zbudowanym dla zwierząt w ogóle znajduje się siłownia. Pewnie ktoś jest przekonany, że psy trenują ze sztangą a koty bawią się hantlami. Gdyby dyrektor przedszkola przez lata zatrudniał pedofila- wyleciałby z roboty. Za mocny przykład? To proszę sobie wybrać dowolny zawód i dopisać do niego jakieś przeciwieństwo. Na tym chyba polega branie jakiejkolwiek, choćby minimalnej odpowiedzialności za dosłownie cokolwiek. Choćby za cegły na budowie. O żywych stworzeniach nie wspominając... Dlaczego nie można zwolnić Prezesa Fundacji Ochrony Zwierząt?
  20. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Poznajcie Pana Pawła. Pan Paweł jest członkiem Fundacji Chata Zwierzaka. I to nie byle jakim członkiem, bo zasiada w radzie Fundacji. Prywatnie jest mężem (czy tam konkubentem- aktu ślubu nie widziałem) Iwony, która- nie zgadniecie- jest Prezesem Fundacji Chata Zwierzaka. To ta stojąca za nim na nagraniu. Paweł mieszka (lub mieszkał- nie mam kamery w jego domu) w nieruchomości zakupionej przez darczyńców Fundacji. Chętnie sprawdziłbym czy za swoją "opiekę nad psami" pobierał jakieś wynagrodzenie, ale niestety Fundacja nie publikuje nigdzie sprawozdań finansowych. Z kolei pies na nagraniu to Azja, suka owczarka środkowo-azjatyckiego. Na stronie Fundacji można znaleźć sporo jej zdjęć a nawet porady jak tego typu psy wychowywać. Nie pytam czy skopanie niewinnego psa jest jedną z polecanych przez tych wyjątkowych "obrońców zwierząt" metod wychowawczych. --- Tutaj fragmenty wypowiedzi osób, które były (lub są, nie wnikam) związane z Chatą Zwierzaka. Oczywiście są to tylko słowa, ale moim zdaniem- w kontekście nagrania- brzmią całkiem wiarygodnie: ""Doktor (...) ona miała lecznicę w (...) i przyjmuje w (...) ale to ona zwróciła uwagę Iwonie że z dziwnymi przypadkami przyjeżdża np. złamana szczęka kota albo łapa w domu, pęknięte żebra itp. U psa np pęknięta śledziona. To była Azja ona zagryzła starą jamniczkę i on ją skopał wcześniej." "Wielokrotnie zbierała po nim psy do weterynarzy. Kopał bił. Ile po tych pobiciach umarło to tylko ona wie i weterynarze. Dr (...) i dr (...) niejednokrotnie przyjmowały takie psy. Wiem że to jest trudne. Głównie to Iwonie powinno się założyć sprawę że przyzwala na to." "Wszyscy którzy pracowali u Pani Iwony wiedzą. Mają dużo nagrań, ale się boją, nie wiem do końca czego ale są przerażeni, ja tego sku***syństwa nie odpuszczę." "Nie mogę patrzeć na krzywdę zwierząt. Kosztem ich buduje sobie dom mąż Iwony. Zagryzane są zwierzęta i umierają z zaniedbania. Kolejni pracownicy odchodzą. Policja jest na porządku dziennym. Rękoczyny między nimi krzyki wrzaski. To jest obrzydliwe. Płaczę nad wieloma zwierzakami w Chacie. Ten cudowny Tadeusz na filmie wiele razy dostał kopy bo za wolno szedł. Dramat. Mogłabym wiele napisać. Setki tysięcy wydanych na rzeczy nie związane ze zwierzakami". --- Nagranie dostałem kilka miesięcy temu. I chciałem z marszu wrzucić do sieci. Tyle, że ja znam Iwonę i wiem jak potrafi kłamać. Kiedy starszej kobiecie zniknęła równie stara jamniczka Zuzia (historia do odszukania na FB) osobiście pytałem czy Iwona wie coś o niej. Zarzekała się, że na oczy psa nie widziała i u niej go nie ma. Ostatecznie pies został znaleziony w jej domu i cudem odzyskany, po wielu miesiącach. Gdyby nagranie trafiło od razu do sieci Iwona powiedziałaby, że to nie jej partner, nie ona, nie jej dom ani jej pies. A poza tym to wszystko niewyraźne, więc nie ma tematu. Dlatego też, dzięki uprzejmości Centralne Biuro Ochrony Praw Zwierząt, złożyliśmy zawiadomienie o znęcaniu nad zwierzętami przez bliżej nieokreśloną osobę pod adresem Fundacji. Kilka dni temu sąd wydał wyrok nakazowy w tej sprawie. Jeśli ktoś nie wie- wyrok nakazowy to jest ten z reguły łagodniejszy ale i łatwy do zaskarżenia (czy tam wniesienia sprzeciwu). Wydaje się go- w teorii- wtedy, gdy wina osoby oskarżonej nie budzi wątpliwości. Jaką karę otrzymał Pan Paweł? Śmieszną. Ale o tym już w następnym poście. I tak nikt nie uwierzyłby, że jakikolwiek sąd mógł coś takiego z siebie wydalić. Będzie okazja na odniesienie się do tłumaczeń Fundacji. Obstawiałbym, że Iwona spróbuje zagrać ludziom na emocjach i zrobić z siebie ofiarę. Ale to się nie uda, bo ofiarami są te zwierzęta, którymi za ogromne pieniądze od ludzi o dobrych sercach mieli się opiekować. Koniec zamiatania spraw pod dywan. Zakopać to możecie psie zwłoki w kupionym Wam przez Internautów ogródku, tylko hej, uważajcie, żeby ktoś nie postanowił ich odkopać. I do jutra. https://www.facebook.com/reel/672195711258461
×
×
  • Create New...