Jump to content
Dogomania

bunia2010

Members
  • Posts

    223
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bunia2010

  1. Schronisko dla zwierząt Małe Boże · Stan zdrowia psów przyjętych z Pogotowia dla Zwierząt daje wiele do myślenia… Rozumiemy, że są to psy odebrane interwencyjnie i trafiają w różnym stanie zdrowia – tego nie negujemy. Jednak czas, jaki spędziły pod opieką Pogotowia dla Zwierząt, niestety nie wpłynął na poprawę ich kondycji. Zaczynając od podstawowych procedur, takich jak chipowanie i kastracja: tylko JEDEN z siedmiu psów przyjętych do naszego schroniska posiadał chip. ŻADEN z nich nie był wykastrowany.( Dla jasności - to stwierdzenie, nie plan kastrowania w najbliższym czasie) Nie otrzymaliśmy żadnej dokumentacji medycznej ani kart leczenia, dlatego całą diagnostykę i procedury weterynaryjne musieliśmy rozpocząć od początku. Nie jest dla nas żadnym wytłumaczeniem, że policja zabezpieczyła dowody, ponieważ karty można uzyskać w miejscu leczenia. Psy zostały przebadane natychmiast po przyjęciu do schroniska (przy badaniach odbyła się kontrola PIW-u). Trzy z nich odbyły dziś pierwsze konsultacje specjalistyczne: jeden pies – konsultacja okulistyczna (Klinika Garncarz), dwa psy – konsultacje ortopedyczne (Klinika Puławska). Po badaniach przeprowadzonych przez specjalistów zostało wdrożone odpowiednie leczenie. W planach: czwartek – konsultacje dermatologiczne dla dwóch psów, piątek – konsultacja kardiologiczna dla jednego psa. Wszystkie karty wizyt oraz dokumentacja medyczna zostaną dodane po zakończeniu konsultacji.
  2. Staruszkowo ktos mi niedawno powiedzial po co to robisz masz swoje lata czas odpoczac zajac sie sobo moja odpowiedz ludziom nie jestem juz potrzebna radza sobie sami przez dlugie lata nie moglammiec zwierzakow takie zycie praca praca i praca teraz jestem juz wolna teraz robie co kocham moje zwierzaki to moje szczescie to mojaradosc moja milosc czysta taka prwdziwa w niej nie ma nienawisci zazdrosci oszustwa jestem w moim malym swiecie gdzie jestem szczesliwa i potrzebna jasne ze nieraz jest ciezko ze wysilek jest ogromny ze jestem zmeczona niewyspana ale to sa drobnoski w poruwnaniu ile jest w kolo mnie szczescia radosci i milosci jest wartev kazdego wysilku i poswiecenia to nieobowiazek ale potrzeba serca zamknelam sie przed swiatem zla obludy zawisci mam spokuj duszy i serca czasami jjest ciezko sa problemy i lzy ale to sa inne lzy i zmartwienia cieszy mnie bardzo ze onas pamietacie ze wspieracie ten moj maly swiatek za dobre slowo za wsparcie za ktore jestem wam ogromnie wdzieczna bez was nie dam rady wszystkiego ogarnac czasami potrzebuje duchowego wsparcia ktorego mi niezalujecie no i powiedzcie czy mozna niebyc szczesliwym majac takich dobrych ludzi wokol siebie piesy i ja mamy spokoj piesy najedzone maja cieploi wygodnie i zato wam bardzo dziekuje z calego serca dziekuje pozdrawiamy was bardzo serdecznie i mamnadzieje ze jestescie znami
  3. Staruszkowo witam was kochani przyjaciele dawno nic nie pisalam duzo obowiazkow i chorych psiakow swieta i nowy rok byl dla moich radosny najedzone do syta szczesliwe zadowolone syte w cieplym domu to dzieki waszej pomocy waszym darom moglam im zrobic radosne iswieta i nowy rok byly tez i smutne momenty odeszly mi psiaki ciezko chore niestety z rakiem nie wygram chcialam tez podziekowac wszystkim darczyncom nie pamietam wszystkich ale chociaz tych co pamietam wymienie moi kochani motokrowcy i mieszkancy gryfowa slaskiego za ich ogromne serca i przychylnosc biedronki i lidla bibloteki miejskiej wgryfowie jestescie cudowni uczniom 4klasy z liceumwbiedrzychowicach pogotowie ratunkowe strazakom z lubania zaklad budowlany dziewczynom z wiednia malzenstwu fabianskim szkole z starej kamienicyswierardowa szklarskiej poreby mirska wielu wielu ludziom o wielkich sercach paniom z poznania i IDZ z dluzyny gornej wspaniali ludzie nie wiem wiecej nie pamietam ale kocham was wszystkich za tyle serca okazzane moim seniorkom dziekuje rowniez wszystkimza kurtke i buty zimowe bardzo sie przydaly za piekne slowa i zyczenia w staruszkowie dzien jak codzien troche trudniej przy tych mrozach ale dajemy rade maja pelne miski i cieplo w domu robimy w nowymroku badania kontrolne przeglad wszystkich mordek czy znimi wszystko ok no i ogarniamy nowe pieski kochani juuz wam nie zanudzam chcialamtylko powiedziec dziekuje z calego serca i w ich imieniu dziekujemy zyczymywam zdrowia radosci kazdego dnia i zeby wam dobry bog blogoslawil za wsze dobre serca pozdrawiamyzdrowka kochani i szczescia zawsze i wszedzie
  4. Kochani po dłuższej przerwie ,dziś miałam ogromny zaszczyt odwiedzić Krystynę w Staruszkowie – miejscu niezwykłym, w którym prawie 60 psich staruszków odnalazło swój prawdziwy azyl. Te psy mają za sobą bardzo trudne życie… Doświadczyły głodu, bicia, samotności na krótkim łańcuchu, porzucenia i braku opieki. A jednak los postawił na ich drodze Krysię – kobietę o sercu większym niż świat. To właśnie dzięki niej i dzięki Staruszkowu, dziś każdy z tych seniorów ma swoje bezpieczne miejsce, pełną miskę, miękkie legowisko i najważniejsze – czułe, ludzkie dłonie, które głaszczą, a nie biją. Widziałam, jak radośnie biegają po ogrodzie Zuzia, Nero,Jimie,Prima, Roni i wiele wiele innych psiaków – to właśnie tam powstał domek nazywant przez Krysię "fortecą' dla psów, w którym mogą odpocząć i cieszyć się spokojnym życiem. Krystyna, mimo ogromu pracy, zadbała również o wyremontowanie domku dla gości – tak, aby każdy, kto chciałby pomóc jej w opiece nad psiakami, mógł zatrzymać się w Staruszkowie i spędzić czas wśród tych wspaniałych zwierząt. Co więcej, działa już nowa bio-oczyszczalnia, która jeszcze bardziej ułatwia codzienne funkcjonowanie tego wyjątkowego miejsca. Chcę też z całego serca podziękować wszystkim Darczyńcom – za każdą paczkę karmy, za każdy dar, za każdy gest dobroci. To właśnie dzięki Wam te 60 psich serduszek ma szansę na godną i spokojną starość. Ale potrzeby są ogromne. Dlatego bardzo prosimy – jeśli możecie, podarujcie karmę dla naszych 60 psich seniorów. Każdy worek, każda puszka to realna pomoc i wsparcie dla Staruszkowa i tych, którzy niegdyś zostali skrzywdzeni przez człowieka, a dziś po raz pierwszy mogą poczuć, czym jest miłość. Podaję link do OcaloneLapki gdzie można zakupić karmę dla Krysi psiaków ,każda puszeczka jest warta psiego Link do zamówienia karmy https://ocalonelapki.pl/staruszkowo/ Dziękuję w imieniu Seniorków i Krystyny
  5. B.O.Z. - Klamczyński, Golański, Biedrzycka Pismem z dnia 01.06.2009 B.O.Z. zawiadomiło prokuraturę o zorganizowanym procederze wyłapywania i doprowadzania do śmierci bezdomnych psów za pieniądze gmin przeznaczone na zapewnienie im opieki. Zawiadomienie o przestępstwie Postępowanie karne Zawiadomienie obejmuje okres 4 lat, od roku 2005 do roku 2008, dotyczy działania funkcjonariuszy publicznych 47 gmin, głównie województwa mazowieckiego, którzy opłacali wyłapywanie bezdomnych zwierząt i rzekome zapewnianie im opieki przez trzy podmioty: Marek Klamczyński – schronisko dla bezdomnych zwierząt w Wołominie, Arkadiusz Golański – firma wyłapywania bezdomnych zwierząt z Mińska Maz., Ewa Biedrzycka – organizatorka szeregu tzw. "przytulisk" dla bezdomnych zwierząt w powiecie grójeckim i kozienickim. W efekcie licznych, naruszających prawo zleceń dla tych podmiotów, działających w porozumieniu, dokonano nielegalnej likwidacji ponad 3.000 psów, opłacając to publicznymi pieniędzmi w kwocie ok. 1.600.000 zł. • Komentarz do komunikatu Urzędu Miasta Wołomina z września 2009. Osoby posiadające informacje ważne dla sprawy przedstawionej w zawiadomieniu prosimy o kontakt z Biurem Ochrony Zwierząt. Tel. 022-615 52 82, e-mail: boz@boz.org.pl. rok przychód psów do schroniska wg. danych różnica ze schr. z gmin 2005 285 441 156 2006 349 706 357 2007 139 625 486 2008 0 164 164 R-m 773 1.938 1.163 I. Marek Klamczyński, prowadzący działalność pod nazwą "Usługi Weterynaryjne, lek. wet. Marek Klamczyński, Wołomin, ul. Sikorskiego 97” (także: "Schronisko dla zwierząt przy lecznicy"), od 2002 roku prowadził schronisko o pojemności 20 psów i zawierał z licznymi gminami umowy wyłapywania bezdomnych zwierząt i zapewniania im opieki. Ilość zwierząt, kierowanych do Klamczyńskiego, wedle danych z gmin, była od 2004 r. zawsze większa niż ewidencjonowany w schronisku przychód zwierząt, raportowany publicznie przez Powiatowego Lekarza Weterynarii. Przeciętny krajowy wskaźnik przepływu zwierząt przez schroniska w stosunku do jego pojemności ("obroty" stanem schroniska w ciągu roku) wynosi około 3. Dla schroniska w Wołominie wskaźnik ten sięgał poziomu dziesięć razy wyższego i wynosił od 16 do 35. Wykazywany w ewidencji schroniska M. Klamczyńskiego rozchód zwierząt drogą tzw. "adopcji", sięgający 286 sztuk rocznie jest nieprawdopodobnie wysoki i nigdy nie został zweryfikowany ani przez Inspekcję Weterynaryjną ani przez prokuraturę. W latach 2006-2007 Prokuratura Rejonowa w Wołominie prowadziła postępowanie w sprawie losu zwierząt kierowanych do M. Klamczyńskiego, ale postępowanie to zostało umorzone bez ustalenia co się działo ze zwierzętami przyjętymi do schroniska. Zwierzęta ze schroniska w Wołominie były zbiorczo wywożone do innych miejsc, jak schronisko w Celestynowie prowadzone przez Izabelę Działak (Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce), gdzie w 2006 roku Inspekcja Weterynaryjna raportowała nieznany los 970 psów. Psy ze schroniska M. Klamczyńskiego hurtowo odbierała także Urszula Konstanta z Łukowa (Łukowskie Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt) i wywoziła je w niewiadomym kierunku. W październiku 2007 r. Powiatowy Lekarz Weterynarii w Warszawie nakazał wstrzymanie przyjmowania zwierząt do schroniska M. Klamczyńskiego (decyzja 127/2007 z dnia 08.10.2007) a rok później zakazał działalności schroniska (decyzja 138/2008 z dnia 23.10.2008). Pomimo tego, w 2007 i 2008 roku funkcjonariusze licznych gmin nadal kierowali bezdomne zwierzęta do tego schroniska. W 2007 i 2008 M. Klamczyński ograniczył podpisywanie z gminami umów o opiekę na rzecz przekazywania zwierząt wyłapanych przez siebie lub inne podmioty (D. Szostak, U. Konstanta, a zwłaszcza A. Golański,) do schronisk nie prowadzących ewidencji (Celestynów, Chrcynno, Krzyczki) lub znajdujących się poza nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej (Klembów), a zwłaszcza do "przytulisk" prowadzonych przez E. Biedrzycką w powiecie grójeckim i kozienickim. W ten sposób stał się organizatorem nielegalnej likwidacji bezdomnych zwierząt na skalę województwa. W październiku 2008 r. Wojewódzki Lekarz Weterynarii uznał naszą skargę na działalność Powiatowego Lekarza Weterynarii w Warszawie w zakresie nadzoru nad działalnością M. Klamczyńskiego i potwierdził większość naszych zarzutów, w tym: niezgodność pomiędzy rzeczywistą liczbą zwierząt w schronisku a liczbą zwierząt raportowaną przez Powiatowego Lekarza Weterynarii w Warszawie, nierzetelność rejestru zwierząt, prowadzonego przez M. Klamczyńskiego i nieprawdziwość danych o rozchodzie zwierząt ze schroniska drogą tzw. „adopcji”, nieznany los zwierząt, jakie trafiły do schroniska w latach 2004-2007. rok ilość gmin wyłapanych psów 2005 7 95 2006 14 132 2007 22 333 2008 25 207 R-m 767 II. Arkadiusz Golański prowadził działalność wyłącznie w zakresie wyłapywania bezdomnych zwierząt na zlecenie gmin. Najpierw jako firma "Korona" (Hanna Szczęsna, Mińsk Maz., ul. Zamienie 91A, ew. Zamienie, ul. Leśna 23), a od 2005 roku jako firma "Perro" (Marzena Golańska, Mińsk Maz., ul. Szczecińska 10). Gminy, które zlecały wyłapywanie A. Golańskiemu nie zawierały już umów ze schroniskiem o opiekę nad wyłapanymi zwierzętami, a ich dalszy los nie podlegał żadnemu nadzorowi. A. Golański powoływał się na swoją umowę ze schroniskiem M. Klamczyńskiego w Wołominie, a od października 2007 r. na umowę z "przytuliskiem" E. Biedrzyckiej w Nowej Wsi k/Warki. W większości wypadków funkcjonariusze gmin nie wnikali i nie wiedzą dokąd A. Golański wywiózł psy. Faktycznie wożone były do M. Klamczyńskiego do Wołomina, skąd trafiały do E. Biedrzyckiej. Od października 2007 r. A. Golański woził psy także bezpośrednio do E. Biedrzyckiej. III. Ewa Biedrzycka zajmowała się najpierw pokątnym handlem szczeniętami, m.in. na Stadionie X-lecia w Warszawie i przed warszawskim schroniskiem miejskim "Na Paluchu". Psy rozmnażała w wynajętym gospodarstwie rolnym we wsi Krężel (gm. Chynów, pow. grójecki). W 2007 roku zarejestrowała działalność gospodarczą ("Przytulisko Barnaba", 01-785 Warszawa, ul. Broniewskiego 6 m. 78) i w kolejnym gospodarstwie w Nowej Wsi (gm. Warka, pow. grójecki) zaczęła przyjmować zwierzęta od M. Klamczyńskiego i od A. Golańskiego. Zaczęła też zawierać własne umowy na wyłapywanie bezdomnych zwierząt z okolicznymi gminami (Belsk, Chynów, Grabów, Jasieniec, Stromiec) Hodowlę szczeniąt na sprzedaż oraz wyłapywane psy umieszczała w Krężelu, w Nowej Wsi, w boksach budowanych na terenie wsi Maciejowice (gm. Głowaczów, pow. kozienicki) a ostatnio w kolejnym gospodarstwie, we wsi Kociołki w gm. Kozienice. Dla zacierania śladów swojej działalności poszukiwała kolejnych gospodarstw do wynajęcia, np. w gminie Wojsławice w pow. chełmskim, woj. lubelskie. Psy, których nie udawało się sprzedać były przez nią uśmiercane lub doprowadzane do śmierci metodą zamknięcia i zaniechania opieki. W sierpniu 2008 r. ujawniono ok. 210 jeszcze żywych psów w Krężelu i Maciejowicach. W maju 2009 organizacje społeczne ujawniły kolejne "przytulisko" Ewy Biedrzyckiej w Kociołkach k/Kozienic, w którym znajdowało się blisko 100 żywych psów. Prokuratury Rejonowe w Grójcu i Kozienicach nadzorują śledztwa w sprawie znęcania się nad zwierzętami przez Ewę Biedrzycką, ujawnione zostały miejsca masowego zakopywania zwłok. IV. Funkcjonariusze publiczni, działający w imieniu wymienionych niżej 47 gmin przekraczali uprawnienia w ten sposób, że zlecali i opłacali wyłapywanie bezdomnych zwierząt bez dostatecznej podstawy prawnej w uchwale rady gminy. W większości przypadków gminy w ogóle nie podjęły uchwał na ten temat, a w kilkunastu przypadkach podjętych uchwał, wszystkie one były wadliwe, głównie w tym, że nie rozstrzygały o dalszym postępowaniu z wyłapanymi zwierzętami (naruszając art. 11, ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt). W szczególności zaś nie wskazywały schroniska, gdzie ta opieka byłaby sprawowana. Niezależnie od braku podstawy prawnej dla zawieranych umów i wadliwych uchwał rad gmin, funkcjonariusze wymienionych niżej 47 gmin nie dopełnili obowiązku zapewnienia bezdomnym zwierzętom opieki w tym, że nie ewidencjonowali wyłapanych zwierząt i nie posiadali nawet żadnej wiedzy o ich dalszych losach. Formy i sposoby zapewniania bezdomnym zwierzętom opieki mogą być dowolnie dobierane przez gminy w ramach obowiązujących przepisów, lecz brak wiedzy opiekuna o losach przedmiotów jego opieki dyskwalifikuje takie postępowanie jako opiekę w ogóle. Ograniczanie się do zlecania wyłapywania zwierząt jest sprzeczne z ustawowym zadaniem gminy sformułowanym w art. 11 ustawy o ochronie zwierząt. Wykładnia przepisów rozporządzenia o wyłapywaniu jednoznacznie stwierdza, że: Realizacja publicznych zadań gmin za pośrednictwem M. Klamczyńskiego, A. Golańskiego i E. Biedrzyckiej, prowadziła wprost to do przestępstwa znęcania się nad zwierzętami przez ich porzucanie, powodowała utrzymywanie ich w stanie rażącego niechlujstwa oraz ich nieuzasadnione zabijanie. Funkcjonariusze publiczni wymienionych niżej 47 gmin nie tylko przekraczali swoje uprawnienia i nie dopełniali obowiązków, ale także powodowali w ten sposób szkodę dla interesu publicznego. Interes taki określony jest w ustawie o ochronie zwierząt. Ustawa zawiera w art. 1 ogólne określenie traktowania zwierząt jako "opiekę", zaś w nawiązaniu do tego, art. 11 mówi konkretnie o publicznym zadaniu zapewnienia opieki zwierzętom bezdomnym. Gmina Belsk Duży (pow. grójecki) 07_belsk_duzy.pdf 08_belsk_duzy.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Belsk Duży podpisali umowę bezpośrednio z E. Biedrzycką na zabieranie bezdomnych psów z terenu gminy, płacąc jednorazowo od sztuki. W 2007 i 2008 roku dotyczyło to 73 psów. Gmina Cegłów (pow. miński) 05_ceglow.pdf 06_ceglow.pdf 07_ceglow.pdf 08_ceglow.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy w latach 2005-2008 zlecali wyłapywanie i zapewnianie opieki bezdomnych zwierząt A. Golańskiemu. Dotyczyło to nieznanej bliżej liczby kilkudziesięciu psów. W piśmie z dn. 11.05.2007 wójt gminy, Krzysztof Miklaszewski stwierdza, że "gmina nie utrzymuje na swój koszt bezdomnych zwierząt", co świadczy o tym, że umowa z A. Golańskim dotyczyła faktycznie jedynie doraźnego pozbywania się zwierząt z terenu gminy, a opieka nad nimi zlecana A. Golańskiemu była fikcją. Gmina Chynów (pow. grójecki) 07_chynow.pdf 08_chynow.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Chynów zlecali wyłapywanie bezdomnych zwierząt E. Biedrzyckiej w roku 2007 i 2008 (do października). Dotyczyło to 92 psów. Zapłata dla E. Biedrzyckiej wynikała z samego faktu wyłapania zwierzęcia. Funkcjonariusze wiedzieli, że wyłapane psy mają trafiać do gospodarstwa E. Biedrzyckiej w Nowej Wsi, lecz nie interesowali się ani statusem tego zakładu (działalność gospodarcza zarejestrowana w lokalu mieszkalnym w Warszawie), ani dalszym losem zwierząt. Jak wynika z uchwały rady gminy z dn. 22.10.2008 w sprawie skargi na wójta wniesionej przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, funkcjonariusze uznali, że nie mieli takiego obowiązku, bo gospodarstwo to znajdowało się poza terenem gminy Chynów (chynow_22102008.pdf). Gmina Dąbrówka (pow. wołomiński) 05_dabrowka.pdf 08_dabrowka.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Dąbrówka zlecali wyłapywanie bezdomnych zwierząt i opiekę M. Klamczyńskiemu, co dotyczyło 3 psów w 2005 roku. W 2008 roku zlecali M. Klamczyńskiemu wyłapywanie i umieszczanie w schronisku w Celestynowie, co dotyczyło 17 psów. Gmina Dębe Wielkie (pow. miński) 05_debe_wlk.pdf 06_debe_wlk.pdf 07_debe_wlk.pdf 08_debe_wlk.pdf debe_wlk_uchwala.pdf W gminie Dębe Wielkie obowiązywała uchwała Rady Gminy z 7.11.2005 w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt oraz rozstrzygania o dalszym postępowaniu z nimi. Uchwała nie określa kto ani dokąd będzie wyłapywał zwierzęta z gminy Dębe Wielkie, poprzestając na założeniu, że podmiot wyłapujący, z którym wójt zawrze umowę będzie miał własną umowę ze schroniskiem. O tym nieokreślonym schronisku uchwała stanowi, że "zapewnia bezdomnym zwierzętom, dla których nie znalazło opiekuna, dożywotnią opiekę oraz pomoc weterynaryjną". W rzeczywistości zwierzęta wyłapywane na terenie gminy Dębe Wlk. w latach 2005-2008 nie znajdowały potem opieki a ich los jest nieznany. W 2005 i 2006 roku trafiały do schroniska w Krzyczkach k/Nasielska, gdzie były zbiorowo przedmiotem znęcania się przez utrzymywanie w niewłaściwych warunkach bytowania, a fakt ich śmierci fałszowano, o co oskarżeni są A. Czeredys i inni w procesie jaki toczy się obecnie przed Sądem Rejonowym w Pułtusku (sygn. akt II K 34/07). Los poszczególnych zwierząt dostarczonych tam z gminy Dębe Wlk. jest nieznany wskutek fałszowania dokumentacji schroniska, a sama gmina Dębe Wlk. również nie prowadziła ich ewidencji. Jeszcze przed wniesieniem aktu oskarżenia do sądu, w lipcu 2006 roku zwierzęta przebywające w schronisku w Krzyczkach zostały w trybie administracyjnym uznane za ofiary znęcania się nad nimi (decyzja Burmistrza Nasielska z 18.07.2006 o odebraniu zwierząt, wydana po przeprowadzeniu rozprawy administracyjnej). W latach 2006-2008 wyłapywaniem zwierząt w gminie Dębe Wlk. zajmował się A. Golański, legitymujący się umowami ze schroniskami w Krzyczkach, Wołominie, Celestynowie i z E. Biedrzycką. Wyłapano 27 zwierząt, których los jest nieznany. Schroniska w Wołominie i Celestynowie umieszczały w ewidencji znaczne mniej zwierząt niż przyjmowały, a zwierzęta nie były ewidencjonowane przez gminę Dębe Wlk. Gmina Dobre (pow. miński) 05_dobre.pdf 06_dobre.pdf 07_dobre.pdf 08_dobre.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Dobre zlecali wyłapywanie bezdomnych zwierząt A. Golańskiemu. Psy kwitowane były przez schronisko w Krzyczkach, gdzie padły ofiarą znęcania się (2005 r.), schroniska w M. Klamczyńskiego w Wołominie (2006 i 2007 r.) gdzie ich los był nieznany, zaś w 2008 r. trafiały do E. Biedrzyckiej. Łącznie dotyczyło to 21 psów. Gmina Miasto Garwolin (pow. garwoliński) 05_garwolin_m.pdf 06_garwolin_m.pdf 07_garwolin_m.pdf 08_garwolin_m.pdf garwolin_m_4.pdf Bez podstawy w uchwale rady miejskiej funkcjonariusze miasta Garwolin zlecali w latach 2005-2008 wyłapywanie bezdomnych zwierząt z terenu miasta A. Golańskiemu, co łącznie dotyczyło 78 zwierząt. W 2005 roku odbiór zwierząt kwitowały schroniska w Celestynowie, Chrcynnie i Krzyczkach. Potwierdzenia przyjęcia zwierząt nie mogły świadczyć o opiece nad nimi, gdyż żadne z tych schronisk nie prowadziło w tym czasie wiarygodnej ewidencji losów zwierząt. W 2005 roku w ewidencji schroniska w Chrcynnie brakowało 490 zwierząt, a w ewidencji schroniska w Celestynowie 970 zwierząt. W schronisku w Krzyczkach były ofiarami znęcania się. W 2006 roku zwierzęta z miasta Garwolin kwitowane były przez schronisko w Krzyczkach i schronisko M. Klamczyńskiego w Wołominie. Nie wiadomo czy i kto kwitował odbiór zwierząt w latach 2007 i 2008. W tych latach funkcjonariusze Miasta Garwolin zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt na podstawie regulaminu utrzymania czystości i porządku (par 20, pkt 5), który zawiera zapisy sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt. Gmina wiejska Garwolin (pow. garwoliński) 06_garwolin_w.pdf 07_garwolin_w.pdf 08_garwolin_w.pdf garwolin_w_uchwala.pdf W gminie wiejskiej Garwolin obowiązywała uchwała rady gminy z 28.11.2005 r. Ogranicza ona opiekę ze strony gminy do poniesienia kosztów umieszczenia w schronisku. Koszty utrzymania określone są tylko w przypadku odszukania zwierzęcia w schronisku przez jego właściciela. Uchwała zakłada istnienie jakiegoś konkretnego schroniska i jego cennika, lecz nie wskazuje tego schroniska i nie wypowiada się na temat kosztów utrzymania zwierząt, po które właściciele nie zgłosili się. W rzeczywistości zwierzęta były w latach 2006-2008 wyłapywane przez A. Golańskiego, a gmina nie zawierała żadnych umów z żadnymi schroniskami. Psy w ilości 26 sztuk trafiły do likwidacji do M. Klamczyńskiego i/lub do E. Biedrzyckiej. Gmina Góra Kalwaria (pow. piaseczyński) 07_gora_kalwaria.pdf 08_gora_kalwaria.pdf gora_kalwaria_uchwala.pdf W gminie Góra Kalwaria obowiązywała uchwała rady gminy z 20.05.2005 r., która nie określała schroniska ani nie rozstrzygała o dalszym postępowaniu ze wyłapanymi zwierzętami. W latach 2007-2008 wyłapano 70 psów, z czego 27 odłowił A. Golański a 43 zostało odłowionych i umieszczonych w schronisku w miejscowości Oddział w gm. Żabia Wola. Gmina Grabów nad Pilicą (pow. kozienicki) 07_grabow_n_p.pdf 08_grabow_n_p.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy zlecali w latach 2007-2008 wyłapywania bezdomnych zwierząt bezpośrednio E. Biedrzyckiej. Trafiło do niej 37 psów. Gmina Grębków (pow. węgrowski) 08_grebkow.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy zlecali w 2008 r. wyłapywanie bezdomnych zwierząt A. Golańskiemu. Opieka gminy polegała na poniesieniu kosztów wyłapania 10 psów. Gmina Halinów (pow. miński) 05_halinow.pdf 06_halinow.pdf 07_halinow.pdf 08_halinow.pdf halinow_uchwala.pdf W gminie Halinów obowiązywała uchwała rady gminy z 24.08.2001 r. Uchwała nie wskazuje schroniska ani kosztów utrzymania zwierząt, po które nie zgłoszą się właściciele. Co do sposobu postępowania z nimi ogranicza się do stwierdzenia, że mogą być przekazane do adopcji. Gmina Halinów miała w latach 2005-2008 umowę o wyłapywanie bezdomnych zwierząt z Dominikiem Szostakiem i umowę o ich przyjmowanie z M. Klamczyńskim. W tym okresie wyłapano i przekazano M. Klamczyńskiemu 212 psów. Od 2008 roku, wskutek nakazu wstrzymania działalności schroniska, umowa z Klamczyńskim przewiduje przekazywanie przez Klamczyńskiego psów do "schronisk z którymi ma podpisaną umowę". Zwierzęta trafiały do E. Biedrzyckiej. Gmina Jadów (pow. wołomiński) 05_jadow.pdf 06_jadow.pdf 07_jadow.pdf 08_jadow.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy zlecali w latach 2005-2008 wyłapywanie i utrzymanie bezdomnych zwierząt M. Klamczyńskiemu. Łącznie dotyczyło to 74 psów. Formalne wstrzymanie działalności schroniska M. Klamczyńskiego nie zostało zauważone przez funkcjonariuszy gminy Jadów. Jakubów (pow. miński) 05_jakubow.pdf 06_jakubow.pdf 07_jakubow.pdf 08_jakubow.pdf jakubow_uchwala.pdf Wbrew treści uchwały rady gminy z dnia 26.11.2007 w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt, zobowiązującej wójta do zawarcia umowy, funkcjonariusze gminy zlecali wyłapywanie bezdomnych zwierząt A. Golańskiemu bez umowy o opiekę nad nimi. W latach 2005-2008 dotyczyło to 4 psów. Gmina Jasieniec (pow. grójecki) 07_jasieniec.pdf 08_jasieniec.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy zlecali w latach 2007-2008 wyłapywanie bezdomnych zwierząt E. Biedrzyckiej i Beacie Gawlik, (05-600 Grójec, ul. Poświętne 15). Pod tym samym adresem mieści się firma Leszka Żurawskiego, prowadzącego Targowisko Zwierząt w Słomczynie (Leszek Żurawski Firma Usługowo-Handlowa, 05-600 Grójec, ul. Poświętne 15), który trudni się wyłapywaniem bezdomnych zwierząt w Grójcu i powiecie grójeckim i po czym - wedle informacji z gmin - wszystkie je "oddaje do adopcji" na targowisku. Gmina Józefów (pow. otwocki) 05_jozefow.pdf 06_jozefow.pdf 07_jozefow.pdf 08_jozefow.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Józefów zlecali w latach 2005-2008 wyłapywanie bezdomnych zwierząt i dostarczanie ich do schroniska M. Klamczyńskiemu. Łącznie dostarczono do schroniska 81 psów. Gmina Kałuszyn (pow. miński) 05_kaluszyn.pdf 06_kaluszyn.pdf 07_kaluszyn.pdf 08_kaluszyn.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Kałuszyn zlecali w latach 2005-2008 wyłapywanie bezdomnych zwierząt i umieszczanie ich w schronisku A. Golańskiemu. Dotyczyło to łącznie 31 psów. Gmina Klembów (pow. wołomiński) 06_klembow.pdf 07_klembow.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Klembów zlecali w latach 2006-2007 wyłapywanie bezdomnych zwierząt i zapewnienie im dalszej opieki M. Klamczyńskiemu. Dotyczyło to 28 psów. Gmina Kobyłka (pow. wołomiński) 05_kobylka.pdf 06_kobylka.pdf 07_kobylka.pdf 08_kobylka.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Kobyłka zawierali w latach 2005-2008 umowy z M. Klamczyńskim na wyłapywanie bezdomnych zwierząt i zapewnianie im opieki weterynaryjnej. Dotyczyło to 203 psów. Gmina Kotuń (pow. siedlecki) 06_kotun.pdf 07_kotun.pdf 08_kotun.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Kotuń zlecali w latach 2006-2008 wyłapywanie bezdomnych zwierząt i oddanie ich do nieustalonego schroniska A. Golańskiemu. Dotyczyło to 25 psów. Gmina Latowicz (pow. miński) 07_latowicz.pdf 08_latowicz.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Latowicz zlecali w latach 2007-2008 wyłapywanie bezdomnych zwierząt i oddanie ich do nieustalonego schroniska A. Golańskiemu. Dotyczyło to 19 psów. Gmina Łochów (pow. węgrowski) 08_lochow.pdf lochow_uchwala.pdf Na terenie gminy Łochów obowiązywała uchwała rady gminy z 26.03.2003 r. o wyłapywaniu bezdomnych zwierząt, lecz nie określała ona schroniska ani dalszego postępowania z nimi. Funkcjonariusze gminy Łochów zawarli w 2008 roku umowę z M. Klamczyński na wyłapywanie i utrzymywanie bezdomnych zwierząt, pomimo wstrzymania przyjęć zwierząt do schroniska M. Klamczyńskiego jeszcze w 2007 r. Dotyczyło to 70 psów. Gmina Marki (pow. wołomiński) 05_marki.pdf 06_marki.pdf 07_marki.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Marki zawarli w latach 2005-2007 umowę z M. Klamczyńskim na wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 171 psów. Gmina Miedzna (pow. węgrowski) 08_miedzna.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Miedzna zlecali Urszuli Konstanta (Łukowskie Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt) oraz A. Golańskiemu wyłapywanie i umieszczanie bezdomnych zwierząt w nieokreślonych schroniskach. Gmina wiejska Mińsk Mazowiecki (pow. miński) 05_minsk_w.pdf 06_minsk_w.pdf 07_minsk_w.pdf 08_minsk_w.pdf minsk_maz_w_uchwala.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy wiejskiej Mińsk Mazowiecki zlecali w latach 2005-2008 wyłapywanie bezdomnych zwierząt A. Golańskiemu. W 2005 do schroniska w Krzyczkach przekazano 25 psów. Nie wiadomo dokąd trafiły 24 psy wyłapane w 2006 roku. W roku 2007 do M. Klamczyńskiego przekazano 32 psy. W 2008 roku 24 psy umieszczono u Klamczyńskiego i w schronisku w Celestynowie. Rada gminy podjęła w dniu 24.04.2008 uchwałę w sprawie zasad i warunków wyłapywania oraz zapewnienia dalszej opieki wyłapanym zwierzętom. Uchwała nie precyzuje schroniska ani warunków umowy z nim o opiekę. Podmiot taki miał by natomiast "spełniać wymagania wynikające z ustawy o ochronie zwierząt oraz przepisów wykonawczych". Jest to postanowienie pozorne, bo żadna ustawa nie wyręcza gmin w określeniu wymagań co do opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Powinny one być zawarte w zezwoleniu wójta na prowadzenie schroniska, jak to wynika z art. 9, ust. 1, pkt 2 i 3 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Jednak uchwała rady gminy pomija ten prawny wymóg wobec potencjalnego schroniska i stawia wymóg pozorny, co ma cechy działania dla ominięcia prawa. Gmina Mokobody (pow. siedlecki) 07_mokobody.pdf 08_mokobody.pdf mokobody_uchwala.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Mokobody zawierali w latach 2007-2008 umowy z A. Golańskim i U. Konstantą (Łukowskie Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt) o wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Przyjmowanie tych zwierząt kwitowane było przez M. Klamczyńskiego, ale los 23 psów nie jest znany. Rada gminy podjęła w dniu 7.07.2008 uchwałę w sprawie zasad i warunków wyłapywania oraz zapewnienia dalszej opieki wyłapanym zwierzętom. Uchwała nie precyzuje schroniska. Zawiera za to pozorne postanowienie, że wójt zawrze umowę o opiekę nad wyłapanymi zwierzętami z podmiotem "spełniającym wymagania wynikajace z ustawy o ochronie zwierząt oraz przepisów wykonawczych". Przepisy te żadnych takich wymagań nie zawierają, gdyż powinna je określić właśnie rada gminy w prawie miejscowym. Gmina Mrozy (pow. miński) 05_mrozy.pdf 06_mrozy.pdf 07_mrozy.pdf 08_mrozy.pdf mrozy_uchwala.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Mrozy w latach 2005-2008 zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 21 psów. W 2005 roku gminy nie znała schroniska do którego trafiły psy. W 2006 roku psy te trafiać miały do Wołomina i Celestynowa - schronisk nie prowadzących ewidencji zwierząt. W 2007 roku schronisko znów nie było określone. Rada gminy podjęła w dniu 25.04.2006 uchwałę w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt oraz zapewnienia im dalszej opieki. Uchwała zawiera postanowienie, że "w przypadku nie zgłoszenia się właściciela w terminie 10 dni zwierzę przechodzi na własność schroniska". Postanowienie takie służy omijaniu prawa. Przekazanie bezdomnych zwierząt "na własność" schroniska ma uchylać zobowiązanie gminy do opieki, a jednocześnie zwierzęta te nie mogą dalej przebywać w schronisku dla zwierząt bezdomnych. Gmina Parysów (pow. garwoliński) 08_parysow.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Parysów w 2008 roku zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 5 psów. Gmina Poświętne (pow. wołomiński) 06_poswietne.pdf 07_poswietne.pdf 08_poswietne.pdf poswietne_uchwala_2002.pdf poswietne_uchwala_2008.pdf W latach 2006-2008, działając wbrew uchwale rady gminy z 2002 roku, funkcjonariusz gminy Poświętne zlecali wyłapywanie bezdomnych zwierząt A. Golańskiemu. Zwierzęta miały, wg informacji z gminy, trafiać do nieokreślonych schronisk. Uchwała rady gminy z 30.04.2002 stanowiła, że "wyłapywanie bezdomnych zwierząt będzie wykonywane w oparciu o umowę z lekarzem weterynarii, który ma podpisaną umowę ze schroniskiem dla bezdomnych zwierząt". Było to postanowienie wadliwe, gdyż lekarz weterynarii nie był w latach 2002-2008 podmiotem działalności gospodarczej o jakim mówi rozporządzenie MSWiA o wyłapywaniu, a ponadto ustawowo określony zakres działania lekarza weterynarii nie obejmuje wyłapywania bezdomnych zwierząt. Nowa uchwała rady gminy z 14.11.2008 uchyliła tę z 2002 roku, lecz nadal dalsze postępowanie z wyłapanymi zwierzętami pozostaje nieokreślone: "celem zapewnienia dalszej opieki nad bezdomnymi zwierzętami Gmina podpisuje umowę z podmiotem prowadzącym działalność w tym zakresie". Gmina Przesmyki (pow. siedlecki) 08_przesmyki.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Przesmyki w roku 2008 zlecili A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to jednego psa. Gmina Radzymin (pow. wołomiński) 05_radzymin.pdf 08_radzymin.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Radzymin zlecali M. Klamczyńskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt w 2005 r., co dotyczyło 25 psów. W 2008 r. zwarli z M Klamczyńskim umowę na wyłapywanie bezdomnych zwierząt, które kierowane były do schroniska w Celestynowie i do E. Biedrzyckiej, co dotyczyło 76 psów. Gmina Repki (pow. sokołowski) 08_repki.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Repki w roku 2008 zlecili A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to jednego psa. Gmina wiejska Siedlce (pow. siedlecki) 07_siedlce_w.pdf 08_siedlce_w.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy wiejskiej Siedlce w latach 2007-2008 roku zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 24 psów. W 2007 roku 15 psów maiło trafić do M. Klamczyńskiego, w 2008 roku 9 psów miało trafić do nieokreślonych schronisk. Gmina Siennica (pow. miński) 06_siennica.pdf 07_siennica.pdf 08_siennica.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Siennica w latach 2006-2008 zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 25 psów. Pięć psów z 2006 roku miało trafić do Krzyczek i do M. Klamczyńskiego. W roku 2007 i 2008 gmina nie wskazała już schronisk. Gmina Skórzec (pow. siedlecki) 08_skorzec.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Skórzec w 2008 roku zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 7 psów. Gmina Sobienie Jeziory (pow. otwocki) 08_sobienie_jeziory.pdf sobienie_jez_uchwala.pdf Działając na podstawie uchwały rady gminy z dnia 4.09.2006, funkcjonariusze gminy Sobienie Jeziory w 2008 roku zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Wyłapano jednego psa, który miał trafić do schroniska Celestynowie. Uchwała nie określała jednak dalszego postępowania z wyłapanymi zwierzętami. Gmina Stanisławów (pow. miński) 05_stanislawow.pdf 06_stanislawow.pdf 07_stanislawow.pdf 08_stanislawow.pdf stanislawow_uchwala.pdf Wbrew treści uchwały rady gminy z 25.02.2002, która nakazuje zlecać wyłapywanie lekarzowi weterynarii, funkcjonariusze gminy Stanisławów w latach 2005-2008 zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 23 psów. Gmina Stromiec (pow. białobrzeski) 07_stromiec.pdf 08_stromiec.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Stromiec w latach 2007-2008 zawarli z E. Biedrzycką umowę o wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 30 psów. Gmina Sulejówek (pow. miński) 05_sulejowek.pdf 06_sulejowek.pdf 07_sulejowek.pdf sulejowek_uchwala.pdf sulejowek_umowa.pdf W gminie Sulejówek obowiązywała uchwała rady miejskiej z dn. 13.09.2002 r., w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt, która nie określała jednak dalszego postępowania z nimi po wyłapaniu. W 2005 roku M. Klamczyński wyłapał z terenu Sulejówka 29 psów. W 2006 roku Dominik Szostak wyłapał 53 psy, których przyjęcie kwitował M. Klamczyński. W 2007 roku D. Szostak wyłapał 54 psy, schroniska nie wskazano. Urząd Miasta Sulejówka uchylił się od udzielenia informacji publicznej dotyczącej 2008 roku. Urząd Miasta Sulejówek załączył do informacji publicznej za 2004 rok wzór umowy o wyłapywanie bezdomnych zwierząt i zapewnienie im opieki. Jej par. 3 stanowi, że "zamawiający nie ponosi żadnych kosztów związanych z przetrzymywaniem w schronisku dowiezionych bezdomnych i bezpańskich zwierząt z terenu miasta Sulejówek". Gmina Tłuszcz (pow. wołomiński) 05_tluszcz.pdf 06_tluszcz.pdf 07_tluszcz.pdf 08_tluszcz.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Tłuszcz w latach 2005-2008 zawarli z M. Klamczyński umowę o wyłapywanie bezdomnych zwierząt. W latach 2005-2007 M. Klamczyński wyłapał i przyjął do schroniska 75 psów z terenu gminy Tłuszcz. W 2008 roku wyłapał 71 psów i przekazał je do "schronisku w Klembowie" (gm. Klembów, pow. wołomiński) prowadzonego – wedle informacji z gminy Tłuszcz – przez "Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, Zarząd Okręgu w Klembowie". Zakład ten działa bez zezwolenia wójta Klembowa i poza nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej. Gminy współpracujące z tym zakładem rozbieżnie określają podmiot, który go prowadzi. Gmina Warka (pow. grójecki) 07_warka.pdf 08_warka.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Warka przekazywali w 2007 roku bezdomne psy E. Biedrzyckiej. W roku 2008 umówili się z A. Golańskim na działalność z zakresu ochrony "przed" bezdomnymi zwierzętami. Gmina nie podaje liczby zwierząt, ale ryczałt w wysokości 60.000 zł rocznie wskazuje, że mogło to dotyczyć ilości rzędu stu psów. Gmina Wilga (pow. garwoliński) 06_wilga.pdf 07_wilga.pdf 08_wilga.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Wilga zlecali A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt i pozostawiając kwestię umieszczania ich w schronisku "w jego gestii". Dotyczyło to 14 psów. Gmina Wodynie (pow. siedlecki) 07_wodynie.pdf 08_wodynie.pdf wodynie_uchwala.pdf W gminie Wodynie obowiązywała uchwała rady miejskiej z dn. 6.07.2006 r., w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt, przewidująca m.in. umieszczanie zwierząt w schroniskach, które zawrą umowę z wójtem gminy Wodynie i działających pod nadzorem powiatowego lekarza weterynarii. Działając wbrew uchwale funkcjonariusze gminy Wodynie zlecali w 2007 doraźne wyłapywanie A. Golańskiemu bez umowy ze schroniskiem, a zwierzęta trafiały m.in. do E. Biedrzyckiej. Łącznie dotyczyło to 13 psów. Gmina Wołomin (pow. wołomiński) 05_wolomin.pdf 06_wolomin.pdf 07_wolomin.pdf wolomin_uchwala.pdf W mieście Wołomin obowiązywała uchwała rady miejskiej z dn. 29 stycznia 2004 r. w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt. Uchwała nie rozstrzygała o dalszym postępowaniu z wyłapanymi zwierzętami. W roku 2005 funkcjonariusze gminy podpisali umowę z M. Klamczyńskim, jako wyłapującym i prowadzącym "przejściowy punkt dla bezdomnych zwierząt", bez precyzowania dokąd zwierzęta mają trafiać na stałe. W 2006 roku była to już umowa o "wyłapywanie, przyjmowanie i utrzymywanie" bezdomnych zwierząt. Łącznie w latach 2005-2007 M. Klamczyński przyjął z Wołomina ok. 366 psów. Gmina Ząbki (pow. wołomiński) 05_zabki.pdf 06_zabki.pdf 07_zabki.pdf Bez podstawy w uchwale rady gminy funkcjonariusze gminy Ząbki w latach 2005-2007 zlecali M. Klamczyńskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt. Dotyczyło to 105 zwierząt. Gmina miejska Łuków (pow. łukowski, woj. lubelskie) 06_lukow.pdf 07_08_lukow.pdf lukow_m_uchwala.pdf W mieście Łuków wyłapywanie bezdomnych zwierząt odbywało się na podstawie regulaminu utrzymania czystości i porządku, gdzie uregulowano to niezgodnie z ustawą o ochronie zwierząt. W 2006 roku funkcjonariusze miasta Łuków przekazali do schroniska M. Klamczyńskiego w Wołominie 48 psów, a w 2007 roku 31 psów. Gmina miejska Ełk (pow. ełcki, woj. warmińsko-mazurskie) 06_elk_m.pdf 07_08_elk_m.pdf elk_m_uchwala_2002.pdf elk_m_uchwala_2006.pdf W mieście Ełk (woj. warmińsko-mazurskie) obowiązywała do dnia 23.11.2006 uchwała rady miasta z dnia 27.05.2002 w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt. Uchwała ta była pod wieloma względami niezgodna z ustawą o ochronie zwierząt (rozszerzenie wyłapywania na dodatkową kategorię zwierząt „pozbawionych opieki”, wyłapywanie także przez podmiot nie prowadzący działalności gospodarczej - pracownika urzędu miasta, zaś w sprawie postępowania ze zwierzętami uchwała odsyła do regulaminu schroniska i umowy z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami). Uchwała zobowiązywała jednak do umieszczania bezdomnych zwierząt w schronisku w Siedliskach k/Ełku i limitowała wyłapywanie pojemnością tego schroniska. Wbrew tej uchwale funkcjonariusz miasta Ełk zlecili w 2006 roku A. Golańskiemu wyłapywanie bezdomnych zwierząt, które trafić miały do M. Klamczyńskiego. Dotyczyło to 41 psów. Ponadto zawarli z A. Golańskim umowę o wywiezienie 100 psów ze schroniska w Siedliskach k/Ełku. Wedle doniesień prasowych miały trafić do schroniska M. Klamczyńskiego w Wołominie. Od 24.11.2006 obowiązywała nowa uchwała w sprawie wyłapywania bezdomnych zwierząt, która przewidywała umieszczanie bezdomnych zwierząt w miejscu określonym w umowie z przedsiębiorcą prowadzącym wyłapywanie. W kolejnym, 2007 roku A. Golański ponownie wyłapał 60 psów i przywiózł je do E. Klamczyńskiego, a ponadto wywiózł 55 psów ze schroniska w Siedliskach do „przytulisk” E. Biedrzyckiej.
  6. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Pseudo-aktywistka skazana za kradzież psa i znęcanie nad nim! I w sumie powinienem wielkimi literami ten nagłówek napisać, bo jest on warty odnotowania. Niczym promyk nadziei w tym ponurym świecie, gdzie wszystkie instytucje zawsze przyznają rację aktywistom. No, ale nie tym razem. Pani Karolina Piech (obecnie Interwencyjne Centrum Ochrony Zwierząt, Interwencyjne Centrum Pomocy Kotom. wcześniej Dolnośląska Straż ds. Zwierząt i nie tylko) została uznana winną kradzieży psa, zakłócenia miru domowego, oraz przede wszystkim, znęcania nad zwierzętami. Historię relacjonowałem właściwie od dnia, kiedy się zaczęła. W skrócie: rodzina miała psa- doga niemieckiego imieniem Perun. Pies ten mieszkał z nimi, spał na kanapie, bawił się z dziećmi, co udokumentowano setką zdjęć. Pies miał zalecone przez weterynarza ograniczanie ruchu, bo był po urazie. W związku z tym na czas zakupów- chwilowo- ojciec rodziny uwiązał psa w ogródku, żeby ten nie musiał siedzieć w klatce kennelowej a jednocześnie nie biegał i nie pogłębiał kontuzji. Do tego momentu psu się nic nie stało, a jeżeli ktoś miał zarzuty, że pies nie może nawet na chwilę być przywiązany, mógł to powiedzieć. Zamiast tego aktywistki uknuły sobie plan kradzieży psa. Rozwaliły kawałek bramy, czy tam płotu, weszły na teren posesji i psa zabrały. Co oczywiste od razu rozpoczęły się zrzutki na leczenie (zdrowego) psa i wożenie go z miejsca na miejsce po zaprzyjaźnionych weterynarzach i hotelach. Od tego momentu ślad po psie ginie, może i sam pies ginie... Od wtedy też zacząłem obserwować kimże jest dolnośląska pseudo-aktywistka. Poskutkowało to szeregiem publikacji, część z nich możecie nawet kojarzyć. Wstawiałem tutaj wypowiedzi kilkunastu jej byłych wolontariuszy, którzy czuli się bardziej jak niewolnicy pod nadzorem "pani prezes". Był też wyciek nagrań z jej prywatnych rozmów, gdzie praktycznie przyznawała się do bycia oszustką. No i wszystko sprowadza się do chwili obecnej. Kiedy to w sądzie Pani Karolina usłyszała wyrok. Za kradzież, która była oczywista. Za zakłócenie miru domowego, które było niepodważalne. I za znęcanie nad tym biednym psem, bo każdorazowe bezprawne wyrywanie zwierzęcia z jego otoczenia jest dla niego psychicznym cierpieniem. I to jest świetna wiadomość, bo obserwując co wyprawia np. DIOZ, można było stracić wiarę w jakąkolwiek sprawiedliwość. Na szczęście nie każdy ma niewidzialną barierę nietykalności, polityczny parasol ochronny czy sowicie opłacanych adwokatów z górnej półki. Pani Karolina ukradła psa, próbowała zrobić z jego właścicieli "oprawców", a teraz sama ma wyrok za znęcanie nad zwierzętami. Ironiczne, prawda? Wyrokiem sądu Pani Piech przez przynajmniej 3 lata powinna trzymać się z dala od akcji zabierania ludziom zwierząt, bo na tyle zawieszono jej karę 8 miesięcy więzienia. Dodatkowo przez 3 lata nie powinna pełnić żadnych funkcji w organizacjach ochrony zwierząt, więc znów będzie musiała przepisać stowarzyszenie na matkę. Ma też zapłacić koszty sądowe a sam wyrok ma zostać podany do informacji publicznej, co niniejszym czynię. Cieszę się, że właściciele Peruna, mimo nagonek na nich, nie odpuścili. Wielu ludzi na ich miejscu dałoby się zastraszyć. Super, że mec. Litwin dociągnął sprawę do końca, będę go polecał innym poszkodowanym przez pseudo-aktywistów. Praca prokuratury w tej sprawie jest godna podziwu, bo do ostatniej rozprawy jasno argumentowali czemu wyrok powinien być skazujący. I jeszcze podziękować trzeba redakcji TuOławaPL, za relacjonowanie wszystkich kolejnych rozpraw. No i ja też chyba mam mały, malutki, nie warty wspominania wkład w to wszystko. Bo to mój autorski pomysł, że wyrywanie psa od jego rodziny, wożenie z miejsca na miejsce, wywracanie życia do góry nogami a ostatecznie sprawienie jego "zniknięcia" powinno być traktowane jako znęcanie nad nim. Do takiej argumentacji przychyliła się również powołana do sprawy biegła sądowa. Jej również dziękuję. Wyrok nie jest prawomocny, więc czeka go jeszcze weryfikacja w sądzie apelacyjnym. Ale choćby miał w części, lub w całości, upaść, to moim zdaniem kara została wymierzona. Jest to forma nauczki nie tylko dla cynicznej oszustki, która potrafi wymazać kota sokiem pomidorowym, żeby udawał zakrwawionego, porzucić starego psa w schronisku i wciskać ludziom takie kity, że sztuczna inteligencja by ich nie wymyśliła, ale też dla wszystkich, którzy chcieliby iść jej śladem. --- W oczekiwaniu na kolejne tego typu wyroki, a przecież z czasem będzie ich więcej- styknie, że w DIOZ-ie rozwiąże się worek z takimi- można zostawić kawę autorowi strony, o tutaj: https://suppi.pl/czarnalistapro Jest wyrok dla Bielawskiego- ma iść siedzieć za kradzież dwóch koni. Jest wyrok dla Piech- więzienie ale w zawiasach, za kradzież psa. Następny pewnie Kuźmiński. Wiecie czego z kolei nie ma? Otóż nie ma tych "uratowanych" zwierząt. Zapadły się pod ziemię- możliwe, że dosłownie.
  7. Ekopatologia Media o Karolinie Piech ... "... 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę". Jeżeli chodzi o Magdalenę Ł., sąd uznał ją za winną zakłócenia miru domowego (wejścia na prywatną posesję, skąd zabrano psa) i wymierzył jej karę grzywny w wysokości 2 tys. zł. Sąd zasądził też zapłacenie kosztów sądowych - od Karoliny P. w wysokości 5363 zł, a od Magdaleny Ł. - 1954 zł ..." " ... Sąd orzekł też podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez wywieszenie go na tablicy ogłoszeniowej Sądu Rejonowego w Oławie oraz Urzędu Miejskiego w Siechnicach na 3 miesiące, a także opublikowanie wyroku w "Gazecie Powiatowej - Wiadomości Oławskie". - Zarzuty, które zostały postawione obu oskarżonym, są słuszne - uzasadniała wyrok sędzia Dorota Grzywacz. - W ocenie sądu zabór psa był tu bezprawny. Nie zachodził w niniejszej sytuacji ani stan wyższej konieczności, ani żadna inna okoliczność uzasadniająca ten zabór. Nie zostały spełnione warunki tzw. interwencyjnego odbioru zwierzęcia. ..."
  8. „Ależ pana zrobili…”. Czy prawo własności do psa nie jest prawem obywatelskim? Z Wiesławem SZYMOŃSKIM, właścicielem psa Seli, którego przywłaszczyła fundacja zajmująca się… ochroną zwierząt, rozmawia Roman CIEPLIŃSKI. – Czy może pan opisać sytuację, kiedy to do pańskiego mieszkania zapukali sympatyczni i uczynni ludzie zapewniający, że niosą bezinteresowną pomoc dla czworonogów? – To się wydarzyło 14 sierpnia 2023 roku. O 21.30 dwie osoby zapukały do moich drzwi. Przedstawili się, że są z Fundacji Pańska Łaska. Mieli identyfikatory na zawieszkach. Wydawało mi się wówczas, że mieli dobre intencje. Tego dnia byłem zmęczony, bo wróciłem z moim psiakiem, z czteromiesięczną suczką Seli, z dwudniowej wycieczki nad Narew. Może dlatego wpuściłem ich do środka, mimo późnej godziny. – Jak się zaczęła ta rozmowa i jaki był jej efekt? – Rozmowa zaczęła się bardzo przyjaźnie. Grzegorz Bielawski i towarzysząca mu pani usiedli. Ja w tym czasie mojego pieska, a jest to chart whippet, trzymałem na ręku, bo otwierając drzwi na wszelki wypadek podniosłem go. To był jeszcze szczeniak. Oznajmili mi, że „mieli jakiś sygnał, żeby sprawdzić, co się dzieje z psem”. Ja odpowiedziałem – a co się może dziać? Byliśmy na wycieczce i pies jest zmęczony. Na co oni, że mieli sygnał, by sprawdzić warunki psa. Więc im pokazałem te warunki. Posłanie i zabawki, które do dziś są w tym samym miejscu. Pokazałem karmę, także smakołyki, bo Sali była w trakcie nauki chodzenia przy nodze, czy też innych umiejętności. Po czym oni stwierdzili, że w zasadzie wszystko jest dobrze. Ale zapytali, czy przypadkiem nie zgodziłbym się na przebadanie psa? Trochę mnie to zastanowiło, ale dało znać o sobie wieczorne zmęczenie i odbyta podróż. Zapytałem, o jakie badania chodzi. Uzyskałem informację, że to badania kompleksowe; robi się badania krwi, usg, ponadto pies miałby być poddany obserwacji behawiorystycznej. Zaproponowali, że wezmą psa na te badania i trzy dni później, to jest 17 sierpnia, psa mi oddadzą. Zapytałem, jak będzie ten odbiór wyglądał, na co oni, że przywiozą psa w to samo miejsce, czyli do mojego mieszkania. Dodali też, że badania te są bardzo drogie, bo kosztują od 1000 do 1500 złotych. Pomyślałem wtedy, że chyba naprawdę są takie organizacje, które bezinteresownie pomagają, a ja mam szansę sprawdzić, czy badania wykażą coś, czego wcześniej lekarz weterynarii nie stwierdził. Może jest to dobra okazja? A pies był parę dni wcześniej w gabinecie weterynaryjnym. Pomyślałem: może w końcu coś w naszym kraju się zmienia na lepsze? – Przekazał pan tym osobom swojego pieska, a czy otrzymał pan jakieś pokwitowanie? – Tak, mam pokwitowanie. Pokwitowanie wystawił Grzegorz Bielawski. Nie ma tam adnotacji, że coś z psem jest nie tak. Napisał, że pies ma błyszczącą sierść i jest szczupły, ale wie pan, jak to w przypadku chartów jest z tą szczupłością… Pies do jedzenia i picia miał dostęp 24 godziny na dobę… Wskazano tam też datę zwrotu psa. Zrobili zdjęcie. Oni zeszli na dół, a ja im psa zaniosłem do samochodu. Przekazałem smycz i jego kołderkę z jego zapachem, którą zawsze miał w samochodzie. Bielawski stał przed autem, pił wodę. Odebrał psa i powiedział, że 17 sierpnia psa odda. – A co się wydarzyło w dniu, kiedy pieska mieli panu zwrócić? – Od rana zacząłem dzwonić, ale jeszcze nie bardzo nerwowo, bo przecież te osoby, w tym kobieta, która była z Bielawskim, wydawały mi się wiarygodne. Budziły zaufanie. Ale ja ich źle oceniłem. Teraz to już wiem. Mogłem im podziękować i zamknąć drzwi. Teraz nawet prokurator się z tego śmieje. – Panie Wiesławie, jeszcze wrócimy do zachowania instytucji państwa, jeśli chodzi o pana sprawę… Ale faktem jest, że tego psa panu nie oddano. Czy uzyskał pan jakiekolwiek połączenie z tą fundacją? – Próbowałem mailowo, próbowałem telefonicznie i nie wiem, po ilu telefonach, pod wieczór ktoś odebrał w końcu w fundacji. Nie był to Bielawski. Później napisałem maila. No i dostałem odpowiedź. Ale dopiero 3 listopada. Poinformowano mnie, że „zwierzę zatrzymano czasowo zgodnie z podstawą prawną, czyli artykułem 7 ustawy o ochronie zwierząt z 1997 roku i zwrócone zostanie zgodnie z artykułem 7 tej ustawy”. – Dostał pan informację o „podstawie prawnej” faktycznego przywłaszczenia pana psa dopiero po trzech miesiącach. Czy włączyło się panu światełko ostrzegawcze? – To się stało już wcześniej. Najpierw zgłosiłem się do Urzędu Miasta w dzielnicy Wola w Warszawie, konkretnie do Wydziału Środowiska. Zgłosiłem się, by urząd mi pomógł odzyskać psa. – Jakie działania podjął urząd? – Fundacja przekazała urzędowi miasta krótką notatkę, że na podstawie art. 7 wspomnianej ustawy zatrzymali psa. Nie dostarczyli jednak żadnych dokumentów, których wymagał urząd. Urząd 10 stycznia 2024 roku, prawie pół roku po zabraniu psa, wezwał fundację o dostarczenie dokumentów. Fundacja przez całe postępowanie działała opieszale. 22 stycznia wpłynęło pismo do fundacji wnoszące o przesłuchanie świadków: Marii Ostrowskiej, to chyba ta pani, która była u mnie 14 sierpnia, Grzegorza Bielawskiego oraz trzecią osobę z fundacji. 12 lutego 2024 r. wpłynął wniosek fundacji o wydanie decyzji o wydanie psa. Ja także dołączyłem własne dowody, w tym opinię lekarza weterynarii, że mój pies był w dobrym stanie i nic mu nie dolegało oraz nośniki z materiałami fotograficznymi. Przedstawiłem też swoich świadków, którzy świadczyli, że pies był w dobrej kondycji. – Czy wszyscy ci świadkowie zostali przesłuchani? – Wszyscy moi świadkowie zostali przesłuchani. – A świadkowie tej fundacji? – Nie, proszę pana. – Dlaczego? – Bo się nie stawiali. Pani Maria Ostrowska była dwukrotnie wzywana tutaj do urzędu. W końcu WOŚ wysłał wezwanie do Trzcianki. Także Bielawski był dwukrotnie wzywany. Żadna z tych osób się nie stawiła. – Jaki jest finał działań podjętych przez samorządowców na Woli w pańskiej sprawie? – Wydział Ochrony Środowiska wydał decyzję odmowną w sprawie „czasowego odebrania psa” oraz nakazał oddanie pieska właścicielowi z rygorem natychmiastowej wykonalności, ale od tej decyzji Fundacja Pańska Łaska się odwołała do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Warszawie. Skutek był taki, że SKO odrzuciło skargę Pańskiej Łaski. Zwróciłem się listownie, mailowo o zwrot psa, telefonicznie też. Reakcji nie było, ale mając już decyzję o zwrocie psa, ponownie zwróciłem się do policji o interwencję. Wcześniej zgłosiłem policji przywłaszczenie psa, ale bezskutecznie, bo jeszcze nie miałem decyzji… W listopadzie 2024 roku zgłosiłem na policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wszczęto postepowanie. Zgłosiłem się też do prokuratury. Ta z kolei wydała prokuratorski nakaz wydania psa przez fundację i odesłała nakaz do policji w miejscowości, gdzie znajduje się siedziba fundacji. No i do dziś praktycznie nie ma żadnej informacji… – Muszę pana o to zapytać… Kiedy dowiedział się pan, że Grzegorz Bielawski, znany wcześniej także z niesławnej działalności w innej organizacji o nazwie Pogotowie dla Zwierząt, znajduje się w więzieniu? – Na pewno w 2024 roku. Po żmudnych poszukiwaniach znalazłem tę informacje w Internecie. Wtedy zdałem sobie sprawę, w jakiej jestem sytuacji i z kim mam do czynienia. WOŚ wydał decyzję o zwrocie psa i nadał jej rygor natychmiastowej wykonalności, SKO ją potwierdziło. Najprawdopodobniej fundacja ma prawo odwołać się teraz do sądu i – jak mi się wydaje – odwoła się. Czekamy więc na sąd. Jednocześnie, jakże wolno jednak, trwa postępowanie prowadzone przez policję. – A czy wie pan, co się w tej chwili dzieje z pana pieskiem? – Z informacji, które uzyskał WOŚ na Woli wynika, że jedna z osób powiązanych z fundacją „miała psa przez jeden dzień, i że go wykąpała, była z nim u lekarza weterynarii, że zbadano go i, że jakoby był wychudzony. Co ciekawe, kobieta ta odmówiła wskazania miejsca, gdzie się znajduje pies. Pani ta powiedziała, że odbędzie się sprawa sądowa, że „pies znajduje się w dobrych rękach i radzi właścicielowi (czyli mnie), żebym się pieska zrzekł na rzecz fundacji”. – Coś niebywałego… Wykorzystał pan chyba już prawie wszystkie ścieżki dochodzenia swoich praw, z wyjątkiem sądu. Co pan sądzi na temat skuteczności polskich instytucji, które powinny chronić prawa obywateli? Do dzisiaj wprzęgnięte do pańskiej sprawy zostały takie instytucje jak: samorząd, Samorządowe Kolegium Odwoławcze, policja i prokuratura… – Jako człowiek osiągnąłem już pewien etap, mam sześćdziesiąt sześć lat, no i ten pies miał mi wreszcie dawać radość i spokój w moim życiu. I tak było, do czasu aż się pojawiła ta fundacja, która praktycznie całkowicie zburzyła mi ten spokój. Odbiło się to wszystko na moim zdrowiu, mam problemy ze snem, nieustannie o tym wszystkim myślę. To wszystko co się wydarzyło, świadczy przede wszystkim o nieskuteczności, o bezradności tych instytucji. O bezradności systemu. Instytucja zajmująca się ratowaniem zwierząt powinna działać, to oczywiste. Ale to powinna być instytucja powołana przez państwo, a nie fundacje, które generalnie wykorzystują zbiórki ogłaszane w mediach społecznościowych. I nie wiadomo, czy pieniądze idą na żyjące zwierzęta, czy na zwierzę, którego nie ma. Z informacji, które odnalazłem w Internecie wynika, że niektóre fundacje, w tym także ta Pańska Łaska, tymi zwierzętami po prostu handlują. Półtora roku nie mam mojego psiaka. Nie wierzę, że przebywa on jakoby w tamtej rodzinie tymczasowej… Nie wiem, czy go kiedykolwiek odzyskam, bo możliwe jest, że został przehandlowany… Natomiast chciałbym dojść do jakiejś sprawiedliwości. – A jak pan sądzi, dlaczego niektóre fundacje, czy stowarzyszenia jakoby prozwierzęce, w tym takie jak Pańska Łaska, czy wcześniej Pogotowie dla Zwierząt są bezkarne, dlaczego ciągle działają, mimo tak wielu nieprawidłowości, wręcz kradzieży zwierząt…? – Nie jestem w stanie ocenić wszystkich organizacji, ale jedno już wiem, że Grzegorz Bielawski i otaczająca go świta wykorzystuje system, który jest dziurawy i pozwala tym ludziom działać w Polsce jak sądy, bo oni sami decydują skutecznie, czy komuś zabrać zwierzę. Używają do tego podstępnych metod, by wyłudzić zwierzęta w dobrym stanie. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że niektóre fundacje wykorzystując swój status, okradają właścicieli zwierząt. Jest w Polsce Rzecznik Praw Obywatelskich, ale nie ma rzecznika praw zwierzęcych, a może rzecznika praw właścicieli zwierząt. W mojej sprawie napisałem nawet do Rzecznika Praw Obywatelskich, ale odpisano mi, że oni nie zajmują się takimi sprawami, nie mają nad tym kontroli… – Z praw obywatelskich wykluczają więc prawa własności do zwierząt? Dziwne… – Instytucja samorządowa, która starała mi się pomóc, moim zdaniem dobrze to robiła, ale okazała się w tym systemie nieskuteczna. Niektórzy mówią: to jest tylko zwierzę… Ale przecież w wielu przypadkach to jest aż członek rodziny. Jestem bezsilny. Nie wiem, co dalej mogę zrobić? Może pan mi coś podpowie? – Nie wiem, co odpowiedzieć. Może pańska historia powinna być przestrogą dla innych osób? Mnie jako dziennikarza najbardziej zadziwia bezsilność instytucji państwa, bo przecież wiadomo, kiedy, gdzie i kto, wiadomo w jakich okolicznościach i… nic się nie dzieje. Nie ma konsekwencji. – W pewnym momencie zadzwoniłem do prokuratury. Prowadziłem rozmowę telefoniczną z pewną młodą panią prokurator, no i ona… uśmiała się wysłuchawszy mnie. Powiedziała: ależ pana zrobili… Jeżeli takie jest podejście prokuratora, to co możemy osiągnąć? I jeszcze coś na koniec: obawiam się, że gdybym tego wszystkiego nie przeżył, najprawdopodobniej wspierałbym takie organizacje jak Pańska Łaska. Bo generalnie mam zaufanie do ludzi. Ten pies był ze mną bardzo zżyty. A ja z nim. Od pierwszego momentu, kiedy jako szczeniak do mnie podbiegł, wiedziałem że to ten. Człowiek często, kiedy bierze odpowiedzialność za takiego szczeniaczka, przejmuje rolę jego matki. Błyskawicznie wytwarza się silna więź. Tę więź Bielawski rozdarł. I niestety obawiam się, że on po wyjściu z więzienia, co się już stało, wrócił na te same tory. Żródło: https://24kurier.pl/ekurier/ależ-pana-zrobili-czy-prawo-własności-do-psa-nie-jest-prawem-obywatelskim
  9. Stowarzyszenie Rott.PL Będzie długo, ale musi być. Minęło kilka tygodni. Nie pisałam, nie napisaliśmy relacji do dzisiaj. Dlaczego? Bo dla nas wrażliwców nic nie jest czarno-białe. Szczególnie w sferze emocji. Trzeba było poukładać sobie w głowie. Żeby nie pisać w ogromnych emocjach. Teraz emocje nadal są, ale trochę poukładane. 09.01 2026 r. na fb tzw. Domu Rottweilera pojawiła się informacja, że opiekunka Anita vel Klaudia jest nagle w szpitalu i nie wiadomo kiedy wróci. Że osoby, które umieściły tam psy, czy to prywatne, czy organizacje proszone są o ich zabranie. Przyjechali, zabrali. Te czyjeś. Psy prywatne Klaudii zabezpieczyła rodzina. Przynajmniej taka jest informacja. Zostały te niczyje: azjatka Moli, dwójka rottkopodobnych Mika i Gruby i Ares bernardyn. Po Aresa miała przyjechać właścicielka, ale w ostatniej chwili zrezygnowała, nie ma gdzie zabrać agresywnego psa. Pojechałyśmy z Martą Marta Falba w dwa samochody, teoretycznie zabrać azjatkę, bo kompletnie nie było już więcej miejsca u niej lub u mnie w siedzibie Stowarzyszenia. Było - 16. To co zobaczyłyśmy zmroziło nas. Zastałyśmy te psy w kojcach, kojcach, które wyglądały jak jedna wielka kloaka. W budach nigdy, poprostu nigdy, nie było słomy. Psy żyły na dechach w budach i chodziły po gównach (nie da się inaczej tego napisać). Budy nieocieplone. Dwójka Mika i Gruby (gruby jest ogromny), mama i synek miały jedną małą budę. Może to i dobrze, bo w te okropne mrozy mogły się przytulić i ogrzać. Azjatka miała budę dla pikusia. Benek sporą, ale dechy. Makabrycznie wylękniona, każde podniesienie odrobinę ręki powodowało, że albo wpychała się do tej budki albo leżała na zasranych deskach. Niestety na próby polubownego założenia obroży lub pętli ze smyczy reagowała paniczną ucieczką. Próbowałyśmy w tym mrozie 4 godziny. Nie chcieliśmy siłowo z takim psem. W końcu dostała uspokajające leki, dałyśmy jej spokój na dwie godziny i w tym czasie zawiozłyśmy rottkobusem dwójkę przesympatycznych rottkowych do nas do domu, do ciepłego garażu, który nigdy nie był garażem, tylko pokojem dla tych co trzeba im pomóc. Miał tam zamieszkać inny pies, ale trudno, musi poczekać, nie mogły trafić do schroniska. Wróciłyśmy z nadzieją, że azjatka przysnęła, no, ale co było do przewidzenia - nie. Zbyt duże emocje. Darła na nas japę. W akcie desperacji zadzwoniłam do Sebastiana Sebastian Majer. Ciemno, mróz. Przyjechał szybko. Załadowaliśmy bardzo grzecznie dziewczynę do klatki i fruuu do Marty. No, ale jeszcze bernardyn niezbyt przyjemny w kontakcie. Porzucony, co z nim. Wkręciłam na emocjach Sebastiana, żeby zabrał go do siebie do swojego Stowarzyszenia Stowarzyszenie Narwiański Psi Patrol, hotel dla psów, odławianie , aleeeee. Sebastian przestrzeń ma, natomiast nie miał kojca. Rozmowa z ojcem i bratem, możemy zabrać, ale chłopczyk potrzebuje domu, zresztą inne dzieci zabrane też. Nooooo, to jest majątek Klaudii... pytamy a psy, no psy są porzucone i bezpańskie. Kilka chwil uświadomienia, że to kurw...jednak może nie do końca tak. Niestety bernaedyn dostał najmniejszy kojec, inne dzieci nic. Mimo, że benio na zbiórce na kojec uzbierał ponad 4 tysiące. Trudno. Reasumując, psy zabrane, nie trafiły do schroniska. *Fakty!* Z przekazu osoby - Paulina Schulz: dwa dni nie mogła dodzwonić się do Klaudii w ustaleniu terminu odbioru swoich piesków z hotelu. Zaniepokojeni z Jej tatą pojechali, dom zamknięty, radyjko gra. Pojechali na policję do Serocka zgłosić, że może Pani coś się stało, bo i radio i światełko. Policjant poinformował Paulinę, że Klaudia Mechowska jest zatrzymana na 2 miesiące, a oni mogą rano (-16) przyjechać, bo będzie rodzina i psy wyda. Paulina z Tatą pojechali, jako, że okno było wybite weszli do środka i w nocy jeszcze zabrali swoje psy i powiadomili policję o tym fakcie. Z informacji Pauliny psy były w makabrycznym stanie. Obok w małej klatce był jeszcze piesek samojed. W dwa dni na lecznie swoich psów wydali ponad 1000 zł. Inna osoba, jeśli będzie chciała to się ujawni odebrała skrajnie zabiedzonego psa. Koty dramat. Trzech psów los jest nieznany, łącznie z azjatą z OTOZ. Ze strony rodziny zero zero współpracy lub pomocy. 2 worki gównianej karmy. Ten mały kojec, Sebastian musiał sam w te mrozy rozkładać i przewozić. Napisałam to wszystko, bo nie ma naszej zgody na pseudopomagaczy!Pseudoschroniska są teraz ratowane i mega cudownie, ale pseudopomagacze to też zaraza. I nie, Klaudia nie zachorowała teraz. Klaudia od lat jest uzależniona i umiała pięknie to kryć. Tylko nikt nie słuchał, bo jeśli colowiek się powiedziało to hejt. Tak jak zdanie Pani z OTOZ w korespondencji z Martą „ były w jawnym konflikcie” to Marta nie jest wiarygodna. A ja na koniec zapytam Państwa z OTOZ Warszawa: kiedy ostatnio widziałyście na oczy azjatę, którego oddałyście tej osobie pod opiekę? Bo ja wiem. Że minimum rok go nie widziałyście. To tyle. Dzieciaki zbierają się w sobie do życia. Azjatce Moli duuużo trzeba jeszcze. I nie, Anita vel Klaudia nie jest to nagle biedna delikatna kobietka, którą życie dojechało. To jest osoba działająca permanentnie i świadomie w kierunku własnej korzyści. Aaa gdzie są trzy agresywne psy?????: Boy, Rem, Fox, nie ma. Zostały uśpione. Jakim prawem? Bez opinii behawiorysty i w kontekście Foxa właścicielki? Bo te dwa to bezdomne dzieciaki to mogła zrobić co chciała? My/ja chcieliśmy ich wziąć do nas, to Klaudia napisała, że woli ich uśpić niż mi dac. I tak zrobiła.... Bardzo mocno sprawdzajcie komu powierzacie życie podopiecznych... Dom Rottweilera to nie jest fundacja, stowarzyszenie. To prywatna osoba. Zrobicie z tym co chcecie, natomiast nie ma we mnie, nie ma w nas zgody na krzywdę psów i ludzi. Katarzyna Pudo
  10. Animal Patrol (lipiec 2025) 8 lat temu usłyszeliśmy o tym miejscu. Wtedy udały się tylko i aż te działania: Nielegalna hodowla lisów została zlikwidowana, sprawą zajęła się policja. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą https://dziennikpolski24.pl/raciborsko-koniec.../ar/11953906 Setki psów jednak utknęły w tym piekle na kolejne lata aż do wiosny 2022 r. Wówczas determinacja kilku osób, w tym przedstawicieli Wydziału Środowiska UMiG Wieliczka doprowadziła do rozpoczęcia procesu karnego przeciwko pseudohodowcy ale przede wszystkim w obronie przetrzymywanych tam psów. Pamiętnej wiosny 2022 r. odebraliśmy 37 psów – nieskończone podziękowania za przejęcie kosztownej opieki i pracy nad nimi dla Przygarnij Psiaka Fundacja Skrzydlaty Pies Skawińskie Stowarzyszenie Pomocy dla Zwierząt Człowiek i pies Załoga Bulldoga Stowarzyszenie Owczarkowa Skarpeta Oprócz jednego owczarka Olka (nie pokona swojej traumy) i suni owczarki Alfy każdy z tych psów zaznał lub nadal zaznaje normalności i zdrowia w dobrych domach. W wyniku zawiadomienia rozpoczął się proces, podczas którego przesłuchano prawie 40 świadków, zebrano opinie profesjonalistów i biegłego sądowego, odbyło się kilkanaście posiedzeń, zgromadzono ogromne ilości dokumentacji. Było warto, cała przyroda i wszystkie zwierzęta zawsze zasługują na głos i na walkę o ich dobrostan niszczony wyłącznie przez ludzi i na walkę przeciwko tym ludziom, którzy kierowani najniższymi pobudkami krzywdzą je w okrutny, prymitywny sposób traktując gorzej niż przedmioty. I tak po niemal 3 latach procesu sądowego wczoraj, 14 lipca zapadł wyrok w pierwszej instancji ale za to jaki! Gdyby każdy sąd potrafił takie wyroki ogłaszać a do tego tak dogłębnie i empatycznie uzasadniać, rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej! Oskarżony usłyszał: 1 rok bezwzględnego pozbawienia wolności, 15 lat zakazu posiadania zwierząt, 15 lat zakazu prowadzenia działalności związanej z wykorzystaniem zwierząt, nawiązkę 12 tysięcy na rzecz Stowarzyszenia Dog Rescue, zwrot kosztów reprezentacji i postępowania. Do tego Sędzia zdecydowała o podaniu wyroku do publicznej wiadomości jako sprawę ważną społecznie!! Czekamy na uprawomocnienie się wyroku. Kolejne, niezależne postępowania wycelowane w to miejsce i w obronie zwierząt tam przetrzymywanych są w toku. Bo ta pseudohodowla nadal prężnie działa i nie jest to niestety odpowiedzialność tylko jednej, wczoraj skazanej osoby. Obecnie ta pseudohodowla „przebranżowiła się” na pieski małe i modne. Sądząc po ilości szczeniąt wystawianych do sprzedaży psów musi tam być około 100… Zanim dołożysz swoje pięć groszy do takich interesów prosimy o odrobinę refleksji, poszukania wiarygodnych informacji o tym czym jest rasa psa, jego rodowód, czym jest legalna, nadzorowana hodowla. Więc jeśli czytasz ogłoszenie sprzedaży szczeniaczka cokapoo, po king charles spaniel i pudel toy red brown albo innym "poo" sprowadzonym z Chin to w absurdalny sposób wydajesz swoje 2000 zł na kundelka, z bardzo złych warunków, w niewiadomym stanie, po chorych rodzicach i przyczyniasz się do utrzymywania takich pseudohodowli i… spłaty wynagrodzenia adwokata osoby skazanej. Wszystko to wydarzyło się w imieniu setek tych, które tam umierały latami w cierpieniu a także po to, aby ten człowiek został ukarany i nie miał więcej możliwości posiadania żadnych zwierząt.
  11. Fundacja Dla Zwierząt La Fauna - interwencje i adopcje · !!! PILNE !!! Szukamy domów tymczasowych dla 20 psiaków odebranych interwencyjnie! Odebrane dzisiaj. Nie znamy ich, nie wiemy czy się dogadają z kotami, dziećmi - nie pytajcie o to. Jutro będzie je oglądał weterynarz. Część suczek ma guzy na listwach mlecznych, przepukliny... Szukamy ludzi w Krakowie i okolicy, którzy są w stanie pomóc. To pudelki, cavaliery, westy, yorkopodobne(?), jakieś cocapoo czy inne wymysły pseuducha (przepraszamy, ale emocje sięgają zenitu). Mnożyły się bez żadnej kontroli. PSIAKI NIE SĄ DO ADOPCJI! W pierwszej kolejności szukamy domów tymczasowych, które skłonne będą ostatecznie psiaka adoptować, kiedy sprawa się zakończy. Nie ma w nich agresji. Jest przerażenie, ale szybko odzyskują wiarę w człowieka. Nie chcemy ich trzymać w hotelowych boksach. Należy im się kanapa i bliskość człowieka. Tego nigdy nie miały... ZDECYDOWANE OSOBY Z KRAKOWA I BLISKICH OKOLIC PROSIMY O WYPEŁNIENIE ANKIETY: https://tinyurl.com/tymczasdlapsa Więcej opowiemy jak emocje opadną... Nie będziemy ukrywać, że bardzo ale to bardzo potrzebujemy finansowego wsparcia, a nasza zrzutka idzie jak po grudzie. Bardzo prosimy, pomóżcie nam https://www.ratujemyzwierzaki.pl/naprzetrwaniee Na miejscu działała także Fundacja dla Szczeniąt Judyta oraz Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt . Dziękujemy za współpracę i za nowe znajomości. Szkoda, że nawiązane w tak okropnej sytuacji. Podziękowania także dla Przygarnij Psiaka i Vegvisir Foundation
  12. Przygarnij Psiaka Mamy Déjà vu. TRAGEDIA PSÓW Z GNOJOWISKA TRWA NADAL. Od kilku lat Animal Patrol przy współpracy z Gminą Wieliczka zajmuje się sprawą pseudohodowli z Wieliczki. 29.01.2026 Policja wkroczyła na posesję w ramach rutynowej kontroli związanej z akcją mrozy...to co ukazało się ich oczom przeszło kolejny raz najgorsze wyobrażenie... wezwali wsparcie: PIW, Inspekcję Weterynaryjną, Straż Miejską. Wszystko zdalnie po godzinach pracy nadzorowała Pani Olga z Urzędu z wydziału Ochrony Środowiska. Objęliśmy opieką zwierzęta z zagrożeniem życia dzięki gotowości ARWET Lecznica Weterynaryjna . Zwierzęta które przejmujemy pod opiekę: 3 spaniele bez grama tłuszczu i nikłą ilością sierści: szkielety pokryte pasożytami, dredami i RANAMI. 1 przerażona shiba przeprasza że żyje 1 cavapoo lub coś w tym stylu (pies jest łysy, ciężko określić) chodzący SZKIELET z licznymi ranami 6 kotów rasy brytyjskiej pogryzione, zapchlone, przerażone, zarobaczone, dredy, wyłysienia i rozdrapane rany. 5 psów rasy DRED (nie znamy tej rasy chyba Goldendoodle - całkowicie dzikie i zadredzone) SZKIELETY pokryte dredami. Choroby dopiero wyjdą.: https://zrzutka.pl/9y87zp Upodlone POTWORNIE śmierdzą i są w ciężkim stanie. Miasto i Gmina Wieliczka pokryje koszty obdukcji, wstepnych diagnostyk i badań czyli na start to co najgorsze ♡!!! W zwiazku z tym że zwierzeta jednak przechodzą pod naszą opiekę nasze koszty około: - testy pcr kotów - 6x echo serca - sterylizacja/kastracja 16 zwierząt - utrzymanie /karma/ żwirek i ewentualnie dalsze leczenie chorób niezdiagnozowanych a jak wiemy rasowych zwierzęta lubią chorować.. Ale przed nami miesiące walki o psychikę Dredów Wesprzyj tą walkę. Przy takiej ilości zwierząt nie będzie łatwo i szybko. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx 23 psy zostały zabezpieczone w Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt na podstawie współpracy z Gmina Wieliczka Dodatkowo dziękujemy ogromnie Vet4U za wsparcie fizyczno/lekarskie. Dredy są całkowicie wystraszone i były agresywne a cała akcja wywozu trwała po zmroku. Bez ich pomocy wydobycie psów by się nie odbyło- psy bały się też oprawców. A tak było w tym miejscu 4 lata temu. https://facebook.com/events/s/wyrwane-z-gnoju-owczarki-pozna/1109077863297086/ nic się nie zmieniło Najbardziej dobija fakt, że to się NIE kończy. Na miejscu pozostało blisko 150 zwierząt ... I w tej sprawia już od lat działa niezawodne @Animal Patrol https://www.facebook.com/share/p/1FtiZk3Yzb/ Dziękujemy za gotowość transportu podczas gdy my byliśmy w pracy: Anetce, Moni, Karolina Godyń i Zuzu
  13. Jan Kowalski Tym razem nie schronisko a patohodowla spod Wieliczki Tydzień temu odebrali stamtąd ponad 20 psów w najgorszym stanie. Śledzę ich od tygodnia. Ten brązowy, który nie chodzi ze strachu to potworny widok. Na miejscu do dziś zostało tam...150 psów 4 lata temu zabierali stamtąd psy z podobnych warunków. Sprawa w toku, ale oprawcom nie przeszkadzało to żeby odbudować w ciągu kilku lat o hodowle na nowo. Na miejscu jest też Judyta. Organizacje chyba już są mocno przytkane. Szukają domów tymczasowych z okolic Krakowa. Zobaczcie zaplecze piesków z olxa. Cavapoo, maltipoo i inne modne poo.. https://www.facebook.com/share/p/188VKCyJyy/ https://www.facebook.com/share/v/16xxXfrdKD/ https://www.facebook.com/maciej.senderowski/videos/1430764095367193/?app=fbl https://www.facebook.com/share/r/1ECrTe5Ncd/
  14. Domowa hodowla? Zarejestrowana? Pies z dokumentami? Brzmi profesjonalnie, przekonująco i na pierwszy rzut oka nie wzbudza żadnych podejrzeń, wręcz przeciwnie - ma się wrażenie, że trafiło się na miejsce idealne! O czym mowa? O Stowarzyszeniach, które zrzeszają hodowle psów. Prawda jest taka, bez długich wstępów i przypisów prawnych, że organizacja kynologiczna jest tylko jedna na każdy kraj. W Polsce jest to ZKwP (Związek Kynologiczny w Polsce). Następnie, każda taka organizacja, jest członkiem organizacji międzynarodowej - nadrzędnej, czyli w naszym wypadku FCI. I kropka. Dzięki temu wszystkie hodowle są w piramidzie sprawowania kontroli, panują te same przepisy, wzorzec rasy. wymogi i standardy. A wartość dokumentu psa jest międzynarodowa . Dziś pod lupą są właśnie polskie stowarzyszenia, kluby i fan cluby kotków i piesków, małych i dużych, miłośników, fanów, hodowców i właścicieli... Stowarzyszenia są polskie, regionalne, krajowe, ogólnopolskie... a nawet więcej! Międzynarodowe, centralne, niezależne, profesjonalne, wspierające i społeczne! I wszystkie podkreślają, że zrzeszone z nimi hodowle hodują psy "RASOWE". Ale nie przedłużając - stowarzyszenia wymienione Nie działają one pod nadzorem międzynarodowej jednostki kynologicznej FCI. Oczywiście są to legalne hodowle powstałe dzięki ustawie z 2012 r Działają same sobie lub w porozumieniu z innymi stowarzyszeniami tego samego rodzaju. Natomiast słowo "kynologia" jest bardzo ważne w tej kwestii. Termin ten jest bowiem nadużywany w stowarzyszeniach - wszystkie informują, że tak bardzo wspierają kynologię i rasowość psa, a nie mają nawet wzorca, do którego mogą się odwołać (bo wzorców FCI nie akceptują, przynajmniej nie publicznie) lub mają swoje własne. I tak oto mamy stowarzyszenia mniejsze i większe, których metryki i rodowody nie świadczą o rasowości psa, a często nawet - niestety - wydawane są psom, które są hybrydami, mixem rożnych ras. Oto spis: ACF - International Association of Cynology and Felinology (nowa nazwa stowarzyszenia PZPiKR) ANAREX – Anarex Klub Psów Rasowych Cane & Gatto - Związek Hodowców Psów i Kotów Rasowych Cane & Gatto Canis e Catus - Ogólnopolski Niezależny Związek Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Rasowych Canis Felis - Club Rasowych Psów i Kotów Canis Felis Collar Club – Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kota i Psa Rasowego Dogs & Cats International Club - Stowarzyszenie Dogs & Cats International Club DZHP - Dolnośląski Związek Hodowców Psów Dogs Of The World - Centralne Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Dogs Of The World" DOMI - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt - DOMI Domin - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt "Domin" FHZR – Fanklub Hodowców Zwierząt Rasowych w Mysłowicach FOK - Federacja Organizacji Kynologicznych IDA - International Dog Breeders Association - Międzynarodowe Stowarzyszenie Hodowców Psów ISPiKR - Inowrocławskie Stowarzyszenie Psa i Kota Rasowego KHPR - Klub Hodowców Psa Rasowego KHRPiK - Klub Hodowców Rasowych Psów i Kotów KHRPiK "Pies i Kot" - Klub Hodowców Rasowych Psów i Kotów "Pies i Kot" KHRON - Klub Hodowców Rasy Owczarek Niemiecki Klub Yorka OKMP – Otyński Klub Miłośników Psów ON Fan Club - Fan Club Owczarka Niemieckiego OSHPiKR - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych "Cztery Łapy" OSHPR - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Kennel Union" OSPiK - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Psa I Kota "Rodowodowy Pupil" OSPiKR - Ogólnokrajowe Stowarzyszenie Psa i Kota Rasowego "Protection" OSPPiKR - Ogólnokrajowe Stowarzyszenie Przyjaciół Psa i Kota Rasowego OSPR Kennel Club - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Psa Rasowego "Kennel Club" PETRUS – Stowarzyszenie Psów i Kotów Rasowych Polskie Porozumienie Kynologiczne PFK - Polska Federacja Kynologiczna PKK - Polski Klub Kynologiczny PKMPR - Polski Klub Miłośników Psów Rasowych PKPR-PZK - Polski Klub Psa Rasowego - Polski Związek Kynologiczny PPK - Polskie Porozumienie Kynologiczne PSHPiKR - Profesjonalne Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych PSPP - Polskie Stowarzyszenie Psa Przyjaciela PUK - Polska Unia Kynologiczna PZPiKR - Polski Związek Psa i Kota Rasowego SHiPPR - Stowarzyszenie Hodowców i Przyjaciół Psów Rasowych SHiMPR "Golden" - Stowarzyszenie Hodowców i Miłośników Psów Rasowych "Golden" SHPiK - Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów "Dog & Cat" SHPiKR - Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych SHPiKR "Max" – Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych „Max” SHPR - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych SHPR „As” – Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych „As” SHPR "Happy Dog"- Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Happy Dog" SHPR "Varius Canis" - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Varius Canis" SHPRMiD - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych Małych i Dużych SHRPiK - Stowarzyszenie Hodowców Rasowych Psów i Kotów SHZR "Pies i Kot" - Stowarzyszenie Hodowców Zwierząt Rasowych "Pies i Kot" SKHP - Stowarzyszenie Klub Hodowców Psów SKPiKR OOS - Stowarzyszenie Klub Psa i Kota Rasowego Ogólnokrajowa Organizacja Społeczna SMHPR OOS - Stowarzyszenie Miłośników Hodowców Psa Rasowego Ogólnokrajowa Organizacja Społeczna SMiHP - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów "Klub Little Dog" SMiHPMR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów Małych Ras "Fafik" SMiHPiKMR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Małych Ras "Little Dog" SMiHPiKR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Rasowych SMZR - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt Rasowych SPCMZ - Stowarzyszenie Polskie Centrum Miłośników Zwierząt SPPR - Stowarzyszenie Przyjaciół Psów Rasowych SWHPR - Stowarzyszenie Wielkopolskich Hodowców Psów Rasowych SWKiPR - Stowarzyszenie Właścicieli Kotów i Psów Rasowych SWPiKR "Lovers" – Stowarzyszenie Właścicieli Psów i Kotów Rasowych „Lovers” SWWZR – Stowarzyszenie Wspierające Właścicieli Zwierząt Rasowych WSHPR - Wielkopolskie Stowarzyszenie Psów Rasowych (dawniej: Stowarzyszenie Czworonożni Przyjaciele) ZHPiKR - Związek Hodowców Psów i Kotów Rasowych ZHPR - Związek Hodowców Psów Rasowych ZK.PL - Związek Kynologiczny PL (Nie mylić ze Związek Kynologiczny w Polsce) ZMPiKR - Związek Miłośników Psów i Kotów Rasowych ZPR - Związek Psów Rasowych ZWPR - Związek Właścicieli Psów Rasowych A na dokładkę, aby zamknąć listę, oto kilka stowarzyszeń sprofilowanych wyłącznie na hodowle kotów: KMKB - Klub Miłośników Kota Brytyjskiego "Carroll SHKB - Stowarzyszenie Hodowców Kotów Brytyjskich SKD - Stowarzyszenie Kota Domowego ZHK – Związek Hodowców Kotów z Wieliczki Proszę więc nie sugerować się przynależeniem danej hodowli do jakiegoś stowarzyszenia, które z kolei przynależy do jakiegoś związku, a związek ten do klubów zagranicznych. O rasowości psa w Polsce, świadczą dokumenty wydane przez ZKwP, które należy do FCi i koniec. Nie ma innej alternatywy, nie ma innej drogi do posiadania psa z prawdziwym rodowodem Katarzyna Wiśniewska Piękne słowa
  15. Sławomir Pawlak Kiedy wszyscy patrzą na jedną organizację i pompują medialną burzę, w tym samym czasie po cichu zamyka się schronisko w Wągrodnie. Bez fleszy. Bez konferencji. Bez kamer. Psy znikają. Nie ma jasnej informacji, gdzie zostały wywiezione. Nie ma publicznej listy przekazań. Nie ma transparentnego komunikatu. Gdzie są psy z Wągrodna, panie starosto? Gdzie są psy z Wągrodna, panie wojewodo? Co ustaliła Inspekcja Weterynaryjna? Co się stało z tymi psami? Gdzie zniknęły? Wszyscy hejtowaliście Pogotowie dla Zwierząt. Wszyscy byliście pierwsi do kontroli, do kamer, do ostrych słów. A w tym samym czasie kolejne patoschronisko zamknęło się po cichu i dziś nie ma jasnej odpowiedzi, gdzie są zwierzęta. Jeśli żyją – pokażcie je. Jeśli zostały przekazane – wskażcie miejsca. Jeśli wszystko odbyło się zgodnie z prawem – przedstawcie dokumenty. Zwierzęta nie mogą znikać bez śladu. Nie pozwolimy, żeby ta sprawa została zamieciona pod dywan.
  16. Marta Lichnerowicz Rolnik utrzymujący Highland cattle czy koniki polskie w chowie wolnowybiegowym ma na co dzień kontrole, donosy i wizyty organizacji „prozwierzęcych”. Każde upapranie błotem, każda zima, każde zdjęcie wyrwane z kontekstu stają się pretekstem do interwencji, zawiadomień i medialnej nagonki. Tymczasem gdy organizacja odbiera 22 krowy i niemal natychmiast sprzedaje je do rzeźni, bydło nagle przestaje kogokolwiek interesować. Nie ma oburzenia. Nie ma pytań. Nie ma zbiórek. Nie ma dramatycznych postów. Zwierzęta, które jeszcze wczoraj były „ratowane”, znikają z narracji, bo nie pasują do dalszego ciągu historii. Samotna wdowa żyje w zimnym, zaniedbanym domu, z najniższej emerytury po pracy w PGR. Bez ogrzewania, bez realnego wsparcia systemowego. W takiej sytuacji Pogotowie dla Zwierząt czy inny DIOZ odbierze jej siłą, bez policji bez PIW „starego Pimpka” – psa, kota, a nawet kury, które znoszą jajka będące dla niej podstawą wyżywienia. Biegła Dorota W. napisze opinię, z której będzie wynikać, że kura „cierpiała psychicznie najbardziej na świecie”, ponieważ była „wykorzystywana”. Emerytka zostanie symbolicznie ochrzczona „kurzą sutenerką”. Kot – według tej samej narracji – ofiarą nielegalnej pracy przymusowej, polegającej na łowieniu myszy. Pies natomiast ma cierpieć dlatego, że je kaszę ze skwarkami z jednej miski razem z właścicielką. Ale kiedy ten sam syf, brud i urągające warunki dotyczą kolegi z układów, sytuacja nagle wygląda inaczej. To już „co innego”, „to nie odpady poubojowe to BARF”. To, że zbiera miliony na zbiórkach, że ma dwie ręce do pracy, że obiektywnie nic nie usprawiedliwia "opisanego ustawami "rażacego niechlujstwa" – nie ma znaczenia. On „się pogubił”. „Wszyscy są źli”. „On jest empatą”. „Nie hejtujcie”. „Musimy pomóc”. „To skomplikowane”. Mechanizm identyczny jak w przypadku polityków bijących żony – u nich zawsze jest „skomplikowanie”. Hipokryzja w tym środowisku nie dziwi mnie od dawna. W końcu to ja jestem „tą złą”, bo jestem hodowcą i trenerem, chociaż tymczasowałam, wykastrowałam i zaczipowałam, rekami współpracujących lekarzy, więcej zwierząt niż połowa pomagaczek z Facebooka. Ale to wciąż nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że przez takie mendy obrywają dobre organizacje i porządni ludzie a nie ci, którzy ten system realnie napędzają, spuszczając psy w patologię, chaos i cierpienie.. Wczoraj jakiś degenerat groził powieszeniem Malgorzata Judyta Brzezinska z Judyty. Inne osoby – nakręcone przez rozhisteryzowaną Beatę Krupianik – zasypywały mnie groźbami na Messengerze. Zastanawiam się poważnie, czy zgłaszać to na policję, czy raczej wysłać okólnik po szpitalach psychiatrycznych z pytaniem, czy komuś nie uciekli pacjenci. Beata złap te jorki bo naprawdę lepiej aby wpłacały na lepszy cel niż na nawiązki za pogróżki u mnie. Tym bardziej, że jak się wkurzę to dostaniesz za podżeganie - one się wprost na panią Beatke powołują. W ochronie zwierząt nie powinno być miejsca ani dla ludzi z wyrokami za kradzieże, oddających zwierzeta do rzeźni - bo nawet jesli zwierze trzeba uśmiercic to ktoś kochający zwierzęta powinien dac dobrą śmierć - czyli eutanacje, a nie na zabiciu zwierząt zarobić. Nie ma tu też miejsca dla osób „pogubionych”, które przez własny chaos dopuszczają się znęcania. Nic – absolutnie nic – nie usprawiedliwia skandalicznych warunków w Sekłaku a potem w Kuflewie. Tak samo jak nic nie usprawiedliwia gróźb wobec kogokolwiek, kto ma inne zdanie albo po prostu rzetelnie wykonuje swoją pracę. Napiszcie teksty z zarzutami i faktami na swoich tablicach - jeśli będzie tam prawda nie trzeba się obawiać pozwów! Jeśli zarzucacie komuś kradzież funduszy, brak kastracji czy handel psami i nie macie dowodów musicie liczyć się z odszkodowaniami. Groźby ściga z urzędu policja na wniosek pokrzywdzonych. To właśnie przez ludzi z podwójnymi standardami, walczących wyłącznie o własne interesy, cierpią wszyscy: – ci, którzy ośmielają się mówić głośno, – ci, którzy naprawdę wykonują dobrą, rzetelną pracę, – dobre NGO-sy, takie jak moim zdaniem Judyta, a także setki małych, lokalnych inicjatyw, domów tymczasowych i ludzi działających uczciwie, bez medialnego parasola ochronnego i zaplecza układów. Tymczasem mijają lata, a obrazki jak ze zdjęć wciąż są codziennością. Hyclownie-mordownie funkcjonują pod szyldem „schronisk” utrzymywanych z gminnych pieniędzy. Działają zbieracze – w aureoli lajków, wzruszających opisów i fałszywego „ratowania”, za które nikt nie ponosi realnej odpowiedzialności. A wokół nich tłum ludzi, którzy nie potrafią czytać, myśleć ani wyciągać wniosków, za to potrafią bezrefleksyjnie klikać. Nie będzie lepiej. Będzie gorzej. I co najbardziej ironiczne – w pewnym momencie okaże się, że najlepsze projekty dotyczące ochrony zwierząt składają organizacje rolnicze. Dlaczego? Bo mówią jednym głosem. Bo aby być rolnikiem, trzeba ukończyć kurs i zdać państwowy egzamin. Aby hodować zwierzęta, otrzymywać dopłaty i na nich zarabiać, trzeba mieć elementarną wiedzę, znać procedury i spełniać konkretne wymagania dotyczące dobrostanu. Tymczasem aby „pomagać zwierzętom”, wystarczy, że coś nam się wydaje dobre i mieć sektę wyznawców z social mediów. Bez wiedzy. Bez kompetencji. Bez odpowiedzialności. Bez konsekwencji. I to jest dziś jeden z największych problemów systemowych ochrony zwierząt w Polsce. P.S. nie mam wyłączonego komentowania. Jednak dyskutuje tylko z ludźmi, których przyjęłam do znajomych - czyli takimi, z którymi chce miec kontakt i skądś kojarze. To selekcja, ktora robie bo nie mam zamiaru na darmo dyskutować z rozhisteryzowanymi panienkami, którym się cos wydaje. Nie interesuje mnie opinia czy frustracja Karyn z fejsbooka dlatego nie trace czasu na dyskusje z nimi na moim wallu. Musicie z tym teraz żyć…
  17. Zostawie bez komentarza....
  18. Kora Owczarek Pokrzywdzeni przez Grzegorza B. z Pogotowia dla zwierząt w Trzciance
  19. Marta Lichnerowicz Ludzie tacy jak Bielawski nie chcą darów. Oni chcą kasę! Zobaczcie - to co inni braliby ze łzami w oczach - pieluchy, karma weterynaryjna, ubranka, zabawki interaktywne czy legowiska lub transportery. Wszystko niszczeje. Po kontroli pewnie poszło w śmieci. Zdjęcia pochodzą z oficjalnego raportu PIW z 29-30.01.2026 Empata, tak Beatko tak empata traktuje naprawdę dobre i potrzebne dary dla zwierząt... Empata trzyma psy tak jak na tym zdjęciu - nieosłonięte kojce na polu. To ja chyba wole być tą złą...
  20. Marta Lichnerowicz jest z Silva Lupus i Lichnerowicz Kennel FCI. Poniedziałkowy, bardzo przydługi post dla ambitnych – w pierwszym komentarzu znajdziecie streszczenie. Od kilku dni zadaję sobie to pytanie i jedyne, co sensownego przychodzi mi do głowy, to sparafrazowanie papieża Franciszka: „Wszyscy jesteśmy winni”. Hodowcy – bez względu na przynależność klubową i organizacyjną. Lekarze weterynarii. Kupujący. Zaczęło się dawno temu. Jeszcze przed słynną nowelizacją z 2012 roku było łatwiej – funkcjonowały w praktyce dwie organizacje. Jeśli ktoś był poza nimi, wiadomo było, że to pseudo. A jednak już wtedy w samym Związku Kynologicznym istniały hodowle o tragicznych warunkach. Do dziś nie zapomnę hodowli ZKwP Beaty S. w Zbychowie, gdzie psy stały na łańcuchach w rozpadających się budach. Tuż obok funkcjonowała hodowla poza strukturami – z profesjonalną psiarnią, kilkoma rasami: jack russell terriery, goldeny, labradory, buldogi angielskie. Kontrast był uderzający. Obie te „hodowczynie”, które dzielił jedynie płot, zapisały się w historii patologii. Pierwsza miała psy odbierane dwukrotnie, kilkukrotnie zmieniała lokalizację. Do dziś pozostaje członkiem ZKwP, a jej oddział macierzysty znajduje się ponad 500 kilometrów od miejsca faktycznego prowadzenia hodowli. Podobno poprawiła warunki. Podobno tragedii już nie ma. Tylko pytanie brzmi: czy „tragedii nie ma” to ma być standard najstarszej organizacji kynologicznej w Polsce, z tradycjami i statusem członka FCI? Druga – Izabela U. – gdy okazało się, że biznes na psach przynosi ogromne dochody, rozpoczęła masową produkcję. Miałam nieprzyjemność odwiedzać jej dwie różne lokalizacje. Z przeprowadzki na przeprowadzkę warunki bytowe psów były coraz gorsze, a wille – coraz większe. Po nowelizacji z 2012 roku założyła Ogólnopolskie Stowarzyszenie Miłośników Psów i Kotów Rasowych. Kilka lat temu jej przybytek został zlikwidowany: na terenie posesji znaleziono ponad 300 zwłok psów zakopanych w ziemi, los pozostałych do dziś pozostaje nieznany. I w tym momencie dochodzimy do słynnej nowelizacji z 2012 roku. Podczas konsultacji społecznych brylowały te same twarze, które widzimy również dziś. Kłótnie, popisy, chwaliposty na Dogomanii – Facebook w Polsce dopiero raczkował. Jako Fundacja Dobrych Zwierząt złożyłam wówczas jedną uwagę: wpisanie do ustawy zapisu, że pies rasowy to pies ze stowarzyszenia hodowców, zalegalizuje patologie. To był zły pomysł. Wszechwiedzący posłowie – z Pawłem Suskim i jego ówczesną asystentką na czele – wiedzieli lepiej niż praktycy. Oczywiście miałam rację. Stowarzyszenie Izabeli U. powstało już 29 lutego 2012 roku. Nowelizacja pozwoliła jej monetyzować nie tylko własną fabrykę psów, ale także pobierać opłaty od członków i za pseudorodowody – wyłącznie po to, by legalnie sprzedawać pseudorasowe psy. Takich stowarzyszeń powstały setki. Nowela nie zawierała nawet obowiązku rejestracji w KRS – wystarczyło siedem osób i wpis w starostwie. Fabryki psów ruszyły pełną parą. Organizacje społeczne skupiły się wówczas głównie na walce z patoschroniskami. Niewydolna inspekcja weterynaryjna nie radziła sobie z podstawowymi kontrolami schronisk, a o kontrolowaniu pseudohodowli można było zapomnieć. Nawet jeśli kontrola się odbywała – dopóki nie było zwłok i były szczepienia przeciwko wściekliźnie, wszystko uznawano za legalne, a dobrostan za „zachowany”. Organizacje zbierały dowody. Sama odwiedziłam dziesiątki takich miejsc, robiąc zdjęcia i sporządzając dokumentację. Psy trafiały do zlikwidowanych chlewów – bo to był szybki i łatwy dochód. Rolnicy przerabiali chlewy na psiarnie. Popyt na pseudorasowe maltańczyki i yorki nie spada do dziś. Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia organizacji likwidujących pseudohodowle – pojawia się wysyp „Dżesik” i „Sandr”, które „już jadą po pieska”, a gdy go nie dostają, robią internetową awanturę. I tu dochodzimy do kolejnego problemu: nabywców. Dlaczego pani kupiła? „Bo było mi szkoda”. „Bo chciałam uratować”. Tylko że w ten sposób nie ratuje – tylko napędza biznes. Czy kupujemy narkotyki, by spuścić je w toalecie i uchronić kogoś przed przedawkowaniem? Czy wykupujemy czas prostytutki, by mogła odpocząć? Nie – bo to napędza przestępczy proceder. Tak samo działa kupowanie psów od handlarzy. Cena zawsze czyni cuda. Ludzie idą tam, gdzie taniej, ufają miłej pani, która udaje miłość do piesków, a za drobną opłatą – albo gratis – dostarcza psa pod drzwi. Po kilku dniach pies choruje i zaczyna się dramat: rachunki za leczenie idą w tysiące złotych, a pies zostaje chory do końca życia, bo parwowiroza zostawia trwały ślad. Z czasem organizacjom udaje się zamknąć niektóre pseudohodowle. Wyroki skazujące i zmiana linii orzeczniczej dają efekt kuli śnieżnej. Zdjęcia skrajnie zaniedbanych, martwych psów wzmacniają narrację: „zobaczcie – tylko u nas jest dobrze”. Sama długo tak myślałam, patrząc na własne podwórko, jednocześnie mając w pamięci obrazy pseudohodowli. Pojawia się prosty podział: my dobrzy – oni źli. I wtedy zaczyna się polowanie na czarownice. Pogotowie dla Zwierząt odbiera z domu zadbane yorki – nawet na filmach z interwencji widać, że psy są świeżo po groomerze i mieszkają w domu. Sąd stwierdza bezzasadność odbioru, nakazuje zwrot – psy „rozpływają się”. W innej sprawie organizacja Romy J. wchodzi do domu hodowcy: jest bałagan, ale czyste hawańczyki w kojcu, brak podstaw do odbioru. Dochodzi do wymuszenia – hodowca traci przytomność, psy zostają zabrane bez udzielenia pomocy. Lata mijają, zapadają kolejne wyroki nakazujące zwrot psów, ale część z nich znika. Hodowczyni nie ma środków na procesy cywilne. Najgłośniejsza sprawa dotyczy Magdaleny D., prowadzącej hodowlę i domowy hotel dla psów. Fundacja Mondo Cane umieściła u niej psa Aresa, chorego na lamblię, o czym hotel nie został poinformowany. W tym samym czasie przebywał tam wyżeł weimarski. Oba psy miały biegunki, oba miały właścicieli, a hotel – jak każdy hotel – sprawował nad nimi czasową opiekę. Pod nieobecność właścicieli fundacja wchodzi do domu, przeszukuje pomieszczenia, wzywa policję i dokonuje odbioru nie tylko chorego psa, ale wszystkich psów w hodowli. Zostają dwa – „nic niewarte kundelki”. Bo przecież, według tej logiki, hodowca znęca się tylko nad rasowymi, cennymi psami. Po kilku dniach okazuje się, że fakty nie są takie, jak przedstawiała je fundacja. Hodowczyni zostaje skazana wyłącznie za brak leczenia nieswojego psa. Reszta zarzutów zostaje umorzona. Psy nie wróciły do dziś. Ta interwencja całkowicie zantagonizowała środowisko hodowców i organizacji prozwierzęcych. Trudno się dziwić, skoro ta sama fundacja publicznie groziła hodowcom, twierdząc, że wystarczy wylana miska wody, by odebrać psa, a podróżowanie na wystawy to „szczególna forma znęcania”. Nie można było pozwolić, by w czasie, gdy prawdziwe fabryki psów pozostają nietknięte, nękano dobrych hodowców. Z tego powodu prowadziłam szkolenia, tłumacząc zawiłości ustawy o ochronie zwierząt. Słynny list z Ministerstwa Rolnictwa, krążący po internecie, jest odpowiedzią na mój wniosek o udostępnienie informacji publicznej. I tu dochodzimy do sedna. Patologiczne działania patologicznych organizacji doprowadziły do okopania się porządnych hodowców, jednocześnie – przypadkiem – dając parasol ochronny prawdziwym patologiom w Związku Kynologicznym. Narracja „oni kradną psy” kontra „oni się znęcają” stała się kalką naszej sceny politycznej. A prawda jest prostsza: patologie są po obu stronach. Ich eliminowanie nie powinno jednak należeć do prywatnych osób. Od tego jest państwo – a konkretnie inspekcja weterynaryjna. I tu mamy kolejną patologię: urząd skrajnie niewydolny, pozbawiony realnych uprawnień. Urzędnicy zamiast pracy w terenie piszą decyzje zza biurka, a kontrole – jeśli w ogóle się odbywają – bywają groteskowe. Przykład z dziś: PIW w Chojnicach. Kontrola hodowli prowadzonej w kontenerach w blaszanym garażu przy minusowych temperaturach. Wniosek: „psom na głowę nie pada”. Przepisów – według inspektorki – brak. Tymczasem art. 9 ustawy o ochronie zwierząt mówi jasno: „Kto utrzymuje zwierzę domowe, ma obowiązek zapewnić mu pomieszczenie chroniące je PRZED ZIMNEM, upałami i opadami atmosferycznymi,, Z DOSTĘPEM DO ŚWIATŁA DZIENNEGO, umożliwiające swobodną zmianę pozycji ciała, a także odpowiednią karmę i stały dostęp do wody.” To nie jest tekst trudny do zrozumienia – o ile zna się ustawę, na podstawie której powinno się pracować. Skrajna niekompetencja inspekcji sprawia, że ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Tam, gdzie państwo nie działa, wchodzą obywatele. Jedni kierują się odruchem serca, inni chęcią zysku. Wśród nich znajdą się zarówno ludzie uczciwi, jak i kanalie. Podsumowując: jedyną drogą wyjścia jest głęboka reforma inspekcji weterynaryjnej albo stworzenie nowej służby – z realnymi uprawnieniami, możliwością mandatowania i kierowania wniosków o ukaranie. Do tego czasu nie ma się co dziwić, że obywatele, wykorzystując obowiązujące przepisy, będą zrzeszać się w organizacjach i działać na własną rękę. Dlatego dziś potrzebny jest balans. Zamiast wojny – współpraca. Może więc czas na krzyżowe kontrole: organizacje społeczne wraz z PIW do hodowli, a organizacje hodowców wraz z PIW do schronisk i przytulisk? Dobra, żartowałam Ale może dobrzy hodowcy pokażą dobrą wolę i chociaż na czas mrozów pomogą zmarzniętym psom w schroniskach czy pod opieką NGO-sów. Nie każdy może zabrać psa, ale każdy może dostarczyć ubranko, kupić karmę, pomóc realnie, zamiast toczyć kolejne wojny w internecie. Wszak wszyscy kochamy psy... Może wreszcie czas pozbyć się śmieci po obu stronach, zamiast ratować układy towarzysko-biznesowo-polityczne. Obie strony – i hodowcy, i organizacje – deklarują dziś jedno: potrzebę państwowej, niezależnej służby kontrolującej dobrostan zwierząt. I tych w fundacjach, i tych w gospodarstwach, i tych w hodowlach. Być może to jest moment, by wspólnie zacząć lobbować na rzecz jej utworzenia. W bezmiarze patologii, z jakimi mamy dziś do czynienia, taka służba – wyposażona w realne uprawnienia mandatowe – sama by się sfinansowała. To naprawdę łatwe do policzenia. Przed nami jeszcze tydzień mrozów. A potem – roztopy. I kolejne zadanie: liczenie zamarzniętych psów oraz poszukiwanie miejsc zakopywania zwłok – zarówno w patoschroniskach, jak i w hodowlach, bez względu na przynależność organizacyjną. Bo obowiązku ewidencji psów wciąż nie ma. Tak samo jak obowiązku rozliczenia się z tego, co stało się ze zwierzętami. Z nadzieją – i niecierpliwością – czekamy na wejście w życie europejskiego prawa dobrostanowego. Ono również ograniczy patologie na wszystkich poziomach: od fundacji po hodowle. Niestety, wiele psów tego momentu już nie doczeka.
  21. Kolejne psy są ratowane i zabierane w bezpieczne miejsce. Trwa interwencja służb i organizacji prozwierzęcych w pseudohodowli pod Wieliczką. Podczas piątkowej kontroli powiatowy inspektor weterynarii i policja nakazali natychmiastowe odebranie zwierząt. W fatalnych warunkach wciąż przetrzymywanych jest ponad 150 psów — chorych, wychudzonych, zaniedbanych. Mają trafić m.in. do schroniska w Borku i do Fundacji „Judyta”. Ponad 150 psów do natychmiastowego odebrania W Raciborsku od rana trwały próby odebrania ponad 150 psów. O pseudohodowli słyszeli wszyscy w okolicy. Mieszkańcy mówią wprost: warunki, w jakich żyją zwierzęta, są dramatyczne i sytuacja musi się natychmiast zakończyć. Na miejscu pojawiła się straż miejska, policja, przedstawiciele gminy i organizacji prozwierzęcych. Właściciele nie chcieli otworzyć drzwi. Kontrola: rażące zaniedbania Policja oraz powiatowy inspektorat weterynarii stwierdzili poważne nieprawidłowości, polegające na niewłaściwej opiece nad zwierzętami. Psy są zaniedbane, chore i wychudzone — część z nich znajdowała się w pomieszczeniach pełnych brudu i odchodów. Śledczy prowadzą w tej sprawie dochodzenie. Pierwsze psy trafiły już do schroniska Kilkadziesiąt psów zostało już przyjętych do schroniska w Borku. W tragicznym stanie trafił tam m.in. spaniel z dużym guzem i licznymi ranami. Wolontariusze podkreślają, że wiele zwierząt ma dredy, skrajne wychudzenie i objawy długotrwałego zaniedbania. W schronisku powoli dochodzą do siebie. Wkrótce będą gotowe do adopcji — potrzebują jednak cierpliwych i doświadczonych opiekunów. – To psy, które nigdy nie zaznały miłości. Nie wiedzą, czym jest smycz czy głaskanie – mówią pracownicy. Lata pseudohodowli i wcześniejsze wyroki Właściciel prowadził pseudohodowlę od około ośmiu lat. W przeszłości dwukrotnie prowadzono wobec niego postępowania w sprawie znęcania się nad zwierzętami, a w ubiegłym roku zapadł nieprawomocny wyrok. Mimo to nadal zajmował się hodowlą. Minister sprawiedliwości podkreśla, że obecne przepisy wymagają zmian — zdarzają się sytuacje, w których osoby z zarzutami wciąż mogą dysponować zwierzętami, a bezwzględne kary pozbawienia wolności za znęcanie się nad nimi są rzadkością. Mieszkańcy: „Problem zamiatany pod dywan” Mieszkańcy mówią, że liczą na przełom — że społeczeństwo zacznie reagować na takie przypadki, zamiast je ignorować. – Do tej pory ten problem był zamiatany pod dywan – słyszymy na miejscu. 155 psów do pilnego zabezpieczenia W bezpieczne miejsca ma zostać zabranych łącznie 155 psów. Trafią do schronisk i fundacji, które zapewnią im leczenie, opiekę i szansę na nowy dom.
  22. Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt 149 - to liczba odebranych dusz z pseudohodowli pod Wieliczką Wracamy właśnie z miejsca gdzie dziesiątki psów przez długi czas, przeżywały horror… Jesteśmy wycieńczeni, na miejscu byliśmy ponad 10 godzin ale udało się!!! Mamy to! Jesteśmy szczęśliwi, że dziś wszystkie psiaki zasną zaopiekowane i bezpieczne Z całego serca DZIĘKUJEMY Fundacja Dla Zwierząt La Fauna - interwencje i adopcje , Fundacja dla Szczeniąt Judyta , Przygarnij Psiaka oraz @Fundacja Vegvisir Wspólnymi siłami udało nam się zabezpieczyć wszystkie psy!! Wracajcie bezpiecznie! Dziś czeka nas wszystkich długa noc ale warto PILNIE BĘDĄ POTRZEBNE DOMY TYMCZASOWE- kontakt: 574-335-112
×
×
  • Create New...