Jump to content
Dogomania

DoPi

Members
  • Posts

    2280
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by DoPi

  1. przytakuję wpisowi Amigi, bo mam nadzieję, że pod hasłem Krakowianki pozdrawiają doktora ujęła również mnie :) Gapcioszek biedny, ja jak choruję to zawsze na zapalenie krtani tak jak ona. Trzymam kciuki, żeby jak najszybciej pomogły leki
  2. oj to trzymam kciuki za Was , żebyście dobrze zniosły sterylkę. No, ale przecie "złoty doktór" operuje to musi być super. Popatrzcie jak Milusi super zrobił sterylkę choć była w cieczce. Galopem się podniosła i wydobrzała.
  3. Kasiapl, a co Wy tam wydeptywały na tym polu, co tak zielono? rzodkiewkę brukselkę czy cóś innego :P :) fotorelacja fantastico, zwłaszcza "pierzynowa" . :D
  4. Tak jakoś myślałam, że ona do niego przylgnie. Krysiu z mojej perspektywy to młody chłopak, bo trzydziestoparoletni. Lekko niepełnosprawny,ale jak widać chyba też potrzebował kogoś do kochania z wzajemnością :) Olciu chciałabym, żeby Lara jak najszybciej zapomniała o mnie :)
  5. Nutusiu, myślę, że mogę Ci przekazać pieniądze z wątku mojej (naszej) rodzinki. Przelałaś mi przecież 100 zł ze skarbonki Imciowej. Będzie na trochę dla Berecika.
  6. hm no właśnie Joluś , chyba przestanę się czepiać :) tylko mój nos może nie wytrzymać. Niedowidzę, niedosłyszę, ale węch mam doskonały :D Mattilu jest u Was już wiosna? u mnie już bazie dorodne :) ale woda z góry płynie strumieniem i błoto spore.
  7. biedna Amisia. Nie dość, że boli to jeszcze jeść nie dają :( ale szczęście, że idzie ku lepszemu. Jak dostanie "rosołku" to jej się od razu polepszy :) wiem po sobie, jak zjem coś dobrego po głodówce to od razu mam lepszy humor :D
  8. ufff ostatnie wieści lepsze . Dzwoniłam przez 3 dni codziennie, ale ile można katować nowy dom :) Laryska już nie wyje, ale....znalazła sobie nowego pana(syna państwa), którego nie odstępuje nawet na krok nawet w kąpieli, tylko skuczy pod drzwiami. Nie jest to dobre też, bo pani z synem wychodzą na zakupy, czy coś załatwić, a Larcia zostaje z panem starszym. Pan ją próbuje przekupić szyneczką, ale spać w łóżku nie. Syn państwa Krzysztof za to jak najbardziej jej pozwala spać w swoim łóżku i dlatego pewnie został jej panem. No i to Krzysztof wychodzi z nią na spacer najczęściej. Wychodzą co ok 4 godziny. Na noc o 22 giej, rano 6 tej. Jak powiedziałam, tak wychodzą. Myślę, że Laryska powoli się przyzwyczaja, więc i mnie jest lepiej. Nie wygląda jeszcze na szczęśliwą, ale powoli , czekam cierpliwie, że niedługo się oswoi.
  9. o matko, ale się martwiłam. Jak dziewczynka zniosła operację. Wybudzona? u Ciebie? czy została w klinice?
  10. No niestety Larcik wyje. Wyła w nocy i wyła w dzień jak dzwoniłam to ją słyszałam jak płacze i serce mi się kroiło :( Panstwu trzeba przyznać, że mają cierpliwość. Trochę się obawiają reakcji sąsiadów. Zwłaszcza jeśłi chodzi o noc, bo w dzień to jakoś jeszcze uchodzi. W dzień adopcji zsiusiała się i koopę zrobiła w mieszkaniu. Wczoraj już wychodzili z nią co 4 godziny i nic nie zrobiła. No, ale co jakiś czas wyje. Jest uspokajana i przekupywana głaskami. W nocy dokłada się to, że państwo nie pozwalają jej spać w łóżku. Ze mną spała i się przyzwyczaiła, więc pewnie jej z tym źle. Na razie czekamy dalej i ja i państwo. Dostałam od sąsiadki takie tabletki ziołowe dla psiaków , które mają pomagać jak pies zmienia miejsce pobytu i w sytuacjach stresowych. Wysłałam wczoraj priorytetem do Katowic. Trzymajcie kciuki i za Larcię i za mnie też. Wpłynęło 130 zł z bazarku od Mamy Alfika - Iwonko bardzo dziękuję, już lecę poprawić rozliczenie.
  11. Tak samo Mamo Alfika chodziła za mną Milcia, albo jeszcze lepiej, bo jak szła koło mnie to patrzyła na mnie a nie pod łapy. Larusek jednak był ze mną dłużej i spał sobie ze mną i przytulał się na sofie jak siedziałam i leciał za mną do kuchni jak w pracy szłam sobie zrobić herbatę. No i cóż tu rzec. Też jestem z nią związana emocjonalnie. Tak w ogóle to ja mogę opiekować się psiakami, jeździć z nimi do weta itd ale jak przychodzi moment oddania psiaka to ja wymiękam :( choć wiem, że tak trzeba.
  12. No to się dorobiło. Pannica Helcia na wyjeździe :) za panią Emilie trzymam kciuki. Niech ona wyleży to zapalenie oskrzeli porządnie. No i fajnie, że ma kto się zaopiekować jej "przytulanką". Może być spokojna. No chyba, że będzie się denerwować, że Kasiapl wpadnie w szał sprzątania i powywleka jakies poduszki zabezpieczające. :D
  13. o matuchno. Biedne obie Amigi :( będę trzymać za Was dziewczynki kciuki . Musi wszystko być dobrze. Jakbyś potrzebowała coś to dawaj znać, a przybędę.
  14. No to Lara została w Katowicach. 12 pietro, ale 3 windy. Pan Tomasz chociaż z grypą przyjechał do rodziców jak tam byliśmy (Łukasz pojechał ze mną). Rodzina taka po prostu zwyczajna. Pani 67 lat pan 70. Niepełnosprawność syna to lekkie opóźnienie w rozwoju. Państwo mieli 13 lat piesa, którego zabrali z ośrodka wypoczynkowego, po którym się błąkał. W domu u nich 3 dni siedział pod ławą bojąc się wyjść. Potem był pełnoprawnym członkiem rodziny. Niestety z tego co zrozumiałam odszedł na babeszje. Osiedle 5 bloków 24 piętrowych, ale pomiędzy nimi skwerki z alejkami, tak, że teren do spacerów jest. Oprócz tego pani Bożena ma działkę na ogródkach działkowych i Lara by z nią tam jeździła. Pani zapytała , czy może zmienić imię, bo Lara to takie twarde i powiedziała, że już ma dla niej imię też na L ......Lili :) Teraz wszystko będzie zależało od tego jak Larysa - Lili zniesie rozstanie ze mną. Uprzedzałam, że jest bardzo ze mną związana, i że będzie piszczeć i mnie szukać. Państwo obiecali powoli ją do siebie przekonywać. W drodze powrotnej jeszcze jak byliśmy w Katowicach zadzwonił pan Tomasz, że Lara popiskuje i mnie szuka, ale wzięła smaczka od jego syna, wskoczyła na wersalkę , pana starszego polizała po ręce. Pan Tomasz jednak zabrał syna i pojechali do domu, żeby Lara nie przyzwyczajała się do nich. Powiedział, że chciał mnie trochę uspokoić, bo widział, że się bardzo denerwowałam(no ciśnienie to ja miałam podniesione, bo czerwień na twarzy mówiła sama za siebie) Jak przyjechaliśmy pani miała zakupione szelki, smycz, miski nowe, smaczki, zabawkę i jedzenie. Choć syn uprzedzał, że to wizyta przedadopcyjna dopiero. Przestrzegałam 15 razy, ze szelki muszą być dopasowane i muszą bardzo pilnować na spacerach pierwszych Lary-Lili, żeby im się nie wyrwała. Łukasz powiedział, że jak Lara nie wywinie jakieś numeru to państwo są w porządku skoro po wymienieu przeze mnie wszystkich problemów podjęli decyzję o adopcji. No i Larusia - Lilusia nie będzie zostawać sama w domu tylko zawsze ktoś w domu jest. A powiedziałam jeszcze, że zżarła mi kapcie. Wtedy pani Bożena zapytała czy tapety też zrywa. U mnie nie zjadła tapet. Natomiast tego poranka zabrała się za kurs języka angielskiego.(Książki mam na poddaszu, ale w regalikach od podłogi więc dostęp miała) Rozliczenia pouzupełniam jutro, bo w zeszłym tygodniu kupiłam karmę i gryzaki dla Lary, no i chyba rozliczę koszty podróży, bo to jednak kawałek ode mnie. A teraz idę się "znieczulić" :D
  15. Pan Tomasz (syn państwa z Katowic) ma grypę, ale chyba bardzo im zależy, bo powiedział, że jak nie będzie miał 40 stopni gorączki to zadzwoni we wtorek i jakby co to pojadę z Larą na wizytę do nich. Pytał, czy jak wizyta wypadłaby pomyślnie to czy Lara mogłaby już zostać. No i prosił, żeby do czasu rozstrzygnięcia Larę "zarezerwować " dla nich. Wiem, że to starsi państwo na dodatek z synem niepełnosprawnym, ale nie chciałabym dyskryminować starszych ludzi. Sama nie jestem młoda i ubodłoby mnie, gdyby ktoś mnie dyskwalifikował ze względu na wiek. Pan Tomasz jak najbardziej bierze współodpowiedzialność w razie czego za Larę.
  16. Rudzik-Kubuś jest po prostu bardzo towarzysko nastawiony do wszystkich. Super, że dogaduje się z innymi psiakami. Co do spuszczania ze smyczy, to faktycznie zależy od psa. Popatrzcie na moją Milcię (ta ruda sunia tymczaska ze szczeniakami) po jednym dniu u mnie chodziła przy mojej nodze wpatrzona we mnie. Jak się na chwilkę dalej oddaliła , to zaraz wracała albo się oglądała czy idę za nią. Oczywiście najpierw po ogrodzie chodziłyśmy tak. Potem jak czmychnęła pod brama do lasu, a ja zawołałam ją, to wracała od razu. Swoją drogą to jak zwiała pierwszy raz , to dostałam palpitacji, bo nie wiedziałam, czy wróci zawołana.
  17. zdjęcie z zębalami normalnie powala :D a fotorelacja z zasypiania mniodzio :) uwielbuam takie ogladac jeszcze z odpowiednim komentarzem. Dzieki Kasiapl
  18. Do Zosi pasuje bardzo Tańcząca w słońcu. Bardziej nawet bym powiedziała "Tańczące słońce" bo ona promienieje słońcem :) A tarzanie się w kupie to coś fantastico po prostu. Ostatnio wybierali mi szambo i gdzieś tam koło ogrodzenia z rury coś chlapnęło. Jak tylko panowie odjechali, Marley (to ten sierściuch duży) poleciał i wytarzał się równiutko w tym. Prałam go potem na polu, ale nie wszystko dało się wyprać. W domu jechałam przez 3 dni na kadzidełkach :D
  19. Ola jak trzeba to daj tylko znać, a pojedziemy do doktora Traczyka z Amigą. Myślę, że damy radę obrócić w jeden dzień. Płytki nie otworzysz jak nie masz programu, którym było przetwarzane zdjęcie. Nie wiadomo też , czy doktor Traczyk otworzy. Może faktycznie zastanów się nad odwiedzinami u złotego doktora. A mysz to bym chciała tę kolorową zakupić dla sąsiadek, bo dostałam od nich 5 kg karmy dla moich psów.
  20. no cóż Państwo z Będzina, którzy mieli wizytę w sobotę nie zdecydowali się na adopcję. Nasza koleżanka, która robiła wizytę oceniła ich tak na 50/50, ale powiedziała, że raczej to dobrzy ludzie. Niestety obydwoje pracujący i nie mogący poświęcić Larze na początku czasu, żeby ją do siebie przyzwyczaić. Mieli wczoraj da znać, ale nie zadzwonili. Dzisiaj ja zadzwoniłam o 13 tej i otrzymałam info, że niestety nie decydują się na adopcję. Za to wczoraj miałam kolejny telefon od pana z Katowic, który w imieniu rodziców dzwonił. Mieszkają w bloku z synem lekko niepełnosprawnym. Mieli psiaka, który był bardzo podobny do Lary. Pan deklarował, że przyjadą nawet po nią do mnie. Ponieważ czekałam na decyzję z Będzina umówiłam się na dzisiaj na telefon.
  21. no chłopak po prostu szaleje. Ma super charakter. No i ma fajnego kolegę do zabaw :) szczęściarz :)
  22. haloooo się przyłączę do Nutusi :D Panie Kasie!? co tam w Waszych stadłach? :)
  23. Berecik jak lew wygląda, tylko mu grzywę obcięli :) Nutusia jak widzę w mig złapała zmniejszanie zdjęć :D to teraz będziemy oglądać mam nadzieję fotoreportaże . Ja chcę w dużych ilościach, ale też zrozumiem ograniczenia czasowe reporterki. Psiaki za to robią "torty" wielowarstwowe. Fantastycznie to wygląda.
  24. moje drogie. Dogo mnie nie lubi. Miałam 4 telefony w sprawie Lary. Dwa z nich to domy z dziećmi. Myślałam, że super, ale...była u mnie koleżanka z dwuletnimi bliźniakami. No i niestety Lara przy intensywności dzieciaków kłapnęła zębami. Oczywiście chowała się i uciekała. Jeden telefon był naprawdę fajny, państwo chcieli przyjechać poznać Larę . Mieli się odezwać, niestety nie odezwali się i nie odebrali ode mnie telefonu. Jeden telefon był z Katowic z okolic dworca. Rozmawiałam z Basiż z dogo i ona powiedziała, że nie dała tam swojego tymczasa , bo podobno tam nie ma gdzie wyjść na spacer. Są tylko ruchliwe ulice i drzewka przy nich na chodniku, pod które wyprowadzają psy, żeby się tylko wysikały. Ostatni telefon z Będzina . Chłopak z narzeczoną. Rozmowa z nim bardzo fajna. Wizyta umówiona dzięki Basi na sobotę. Następnego dnia po umówieniu wizyty dostałam telefon od narzeczonej, że chłopak nic jej nie powiedział jak taka wizyta wygląda i ona chciała się dowiedzieć o co chodzi. Hm...trochę mnie to zaniepokoiło. No, ale nie powiedziała, że ni chce psiaka. Natomiast zachowanie Lary się nie zmieniło. Wczoraj byłam w pracy podpisać zdanie komputera i zostawiłam ją na chwilę w pokoju moim dawnym z koleżanką. Lara skuczała cały czas i biegała po pokoju mnie szukając. Nie reagowała na próby zabawy, czy smaczki podsuwane przez koleżankę. No i miałam jeden telefon z przyganą i zapytaniem, dlaczego Lara jest trzymana w klatce i czy to takie dobre dla psa. Pewnie chodziło o zdjęcie jak jest w pracy u mnie jeszcze w kojcu. Wytłumaczyłam, ale pani nie dała się przekonać. No i znowu mam telefony od dzieci z żartami. Lara natomiast najlepiej czuje się na polu. Mam problem z przywołaniem jej do domu. Chwilkę trwa zanim zwabię ją na smaczki. Musimy więcej pracować. Z nią tylko jest taki kłopot, że nie bardzo jest łasa na smaczki. To teraz czekam do soboty na informację po wizytową.
×
×
  • Create New...