-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Everything posted by WiosnaA
-
Tymczasem przedstawię Wam nowego członka naszej rodziny od wczoraj.Nazwałam ją Masza. 9 lat w schronie,z czego 8 lat bez możliwości wyjścia z kojca na spacer:( Schron w Węgrowie,w którym 5 lat kiedyś siedział wyciągnięty Dżamalek (niektórzy pewnie pamiętają) ,a także 1rok mój Tinulek [*]-pogryzionego zabraliśmy. Masza trafiła do schronu jeszcze przed nimi,nie wiedzieliśmy o jej istnieniu ...ciągle czekała:( Już u nas, Pierwszy wspólny spacer z chłopakami.
-
Elu,dziękuję. Pracy oczywiście było całe mnóstwo i specjalnej uwagi Moris dalej wymaga, ale móc widzieć na co dzień jaką przemianę ten pies przeszedł/przechodzi jest warte każdej poświęconej mu sekundy, słowo Ci daję! Moris miał trochę farta,że spotkaliśmy się w czasie gdy, mogłam tylko nim się zajmować i nieustannie wspólnie spędzany czas bardzo nam zaprocentował. Ale powiem Wam szczerze, że widząc jego początki oswajania nie wierzyłam,ba, nawet nie marzyłam osiągnąć etapu na którym z Morisem teraz jesteśmy. Trzeci roczek razem,drobnymi kroczkami i jakoś nam idzie powolutku do przodu. Sowo,dziękuję. Za żadne skarby nie wezmę szczeniaka (nie jestem miłośnikiem maluchów), natomiast lubię psy stare i lubię wyzwania .Kiedyś w przyszłości, jeśli mi tylko zdrowie i przede wszystkim czas pozwoli, chciałabym podjąć się znów opieki nad dzikim psem , spróbować jeszcze raz choć kropelkę jakieś Życie odmienić. Takie sobie założenie postawiłam ,..że kiedyś. My się nie nudzimy nigdy :) A Moris?....najbardziej ze wszystkich psów na świecie jest Super Psem!
-
Incydent jaki miał u nas miejsce latem, pozwolił mi bardziej zaufać Moriskowi i przekonać się, że jednak woli mnie i mój dom niż dawną "wolność". Moris wystraszony wystrzałem pewnego dnia wydostał się pod siatką z wybiegu na podwórko,a wzorem za nim i Amik dla rozrywki.(Moris jeśli jest na swoim wybiegu, to zawsze przeskakuje ,albo prześlizguje pod siatką, gdy jest burza albo strzelają (boi się) i leci wtedy do mnie na drugą część podwórka).Tego pechowego dnia na podwórku pracowali obcy zupełnie ludzie, ja byłam przy nich i okazało się,że wchodząc/wychodząc nie zamknęli właściwie bramy.W pewnej chwili ciocia mi krzyczy,że brama uchylona i psy poleciały na ulicę.W szoku wybiegłam , ale śladu po psach już nie było i co gorsza nie wiedziałam w którą stronę poleciały.Pomyślałam, oby tylko nie w kierunku wioski,bo tam mega ruchliwa droga...Zaczęłam się drzeć ile sił w gardle wołając najpierw Amika i po chwili patrzę, z daleka (z 500m) z za zakrętu wyłania się ledwo co widoczny mój mniejszy kundel,.. zaczęłam więc drzeć się ..Moris,Moris.. i po kilku chwilach z za zakrętu wyłania się galopem rudy kundel.Pędził co sił w łapach z jęzorem na brodzie w moim kierunku...ufff, ulżyło od razu jak zobaczyłam tego drugiego.Wiedziałam,że pozwoli mi się złapać jak tylko będzie trochę bliżej.Nauka polecenia "czekaj" i "siad" wałkowana od początku miliony razy pomyślałam,że teraz się przyda jak nigdy wcześniej.Mamy to opanowane dosyć dobrze. Cieszył się jak mnie zobaczył, wykonał polecenia i za fraki grzecznie szedł do domu. Ale na tym nie koniec,bo tego samego dnia, kilka godzin później,historia się powtórzyła z wystrzałem,z bramą panowie nawalili znów ,ale tym razem Moris przeskoczył wybieg i sam wybiegł na ulicę.Nie zdążył jednak odbiec daleko i udało mi się szybko zawrócić. Psy biegły w znajomą im stronę pól i lasów,tam gdzie chodzimy na spacery.Myślę,że bez problemu znalazłyby drogę powrotną do domu,no ale co do Morisa,to miałam obawę.Po tym dniu obawiałam się również,czy on nie zacznie mi robić teraz wędrówek. Ogrodzenie posesji na działce mam z lichej siatki,która Morisowi nie stanowiłaby żadnego problemu ,żeby wyjść w każdej chwili,ale na szczęście nie próbuje,nic nie kombinuje ,żeby wyjść poza posesję.To był jednorazowy wybryk spowodowany strzelaniem ,obecnością obcych panów i brakiem mnie w zasięgu jego wzroku. Z wybiegu co kiedyś samowolnie zaczął wydostawać się na drugą część podwórka ,zaczęłam pilnować i przyłapany kilka razy na gorącym uczynku , słownych upomnieniach,że nie wolno , odpuścił szybko. Bardzo długo i opornie szła nam nauka przywołania.Teraz jest już dosyć dobrze,ale nieustannie ćwiczymy dążąc do (raczej nieosiągalnej nam ) perfekcji :) Nie sądziłam,że kiedykolwiek odważę się puścić Morisa luzem na wolnej przestrzeni,ale po powyżej opisanym zdarzeniu Moris biega teraz na długiej linie swobodnie w rejonach łąk i pól.W lesie nie pozwalam.
-
Moli,możemy kupić puszki. Żeby nie mieszać finansów piesków ,to Promyczka ogarniemy później, a za hotelowanie Bartusia może kupmy tak ? https://www.zooplus.pl/shop/koty/karma_dla_kota_mokra/felix_karma_dla_kota/699243 + https://www.zooplus.pl/shop/koty/karma_dla_kota_mokra/felix_karma_dla_kota/felix/387524?rrec=true&pr=product1_rr&slot=1&exprienceid=7616&strategyid=101722 Koszt razem 115,60zł Dług za Bartusia mamy 113zł, ....2,60zł myślę,że ciocie nie pogniewają się jak dołożymy dla bezdomnych kotków. edit.,nie wiem jakim cudem Eli faktura wskoczyła do mojego postu...nie kopiowałam jej wcale i skasować tego nie mogę :( uffff,...udało się jednak wyrzucić! :)
-
Co do "posagu" Bartusia nie mogę sama decydować i proszę darczyńców o wypowiedź jak nim rozporządzić? Jak najbardziej się zgodzę na przekazanie innemu pieskowi w potrzebie,może jakiemuś staruszkowi?...nie muszą być dla Promyczka. Koszty utrzymania Promyczka nie są duże ,jedynie nie wiemy jeszcze dokładnie jaki jest stan jego zdrówka.U p.Irenki był pod kontrolą weta,ale badanie krwi miał jakiś czas temu.Promyk ma swój wiek no i tę tuszę i myślę,że lepiej będzie krew sprawdzić,i to sporadyczne pokasływanie osłuchać.Chyba po niedzieli Moli odwiedzi weta z Promyczkiem. Za dt Bartusia wyliczyłam 113zł ..Moli,czy zgadza się?....jeśli tak,to bardzo proszę Eluniu zrób na tę sumę przelew do Moli. Bartuś mieszka w Białymstoku i na wizytę pa na pewno niedługo pojadę. Na razie jestem w kontakcie telefonicznym z domkiem Bartusia i niby wszystko jest ok, ale wolałabym chwilkę jeszcze poczekać z rozdysponowaniem pieniążków ,bo jak wiecie różnie to bywa z adoptującymi.
-
Moli ma więcej zdjęć z wizyty i w wolnej chwili wstawi. P.Irenke ścisnęło w gardle jak powiedziałam o domku : )...ucieszyła się jednak bardzo. Moli,dziękuję ogromnie za przygarnięcie Bartusia na dt i za opiekę nad maluchem. Dziękuję Ciociom (i wujaszkom?) za wsparcie finansowe Bartusia i wsparcie słowem na wątku!
-
DT u Moli okazał się Bartusiowi szczęśliwym przystankiem. Z Nieba spadł Domek Bartusiowi,dosłownie. Do Moli zadzwonili ludzie chcący adoptować pieska i bardzo im się spodobał nasz Bartuś.Jego wiek ,tym ludziom ,okazał się wręcz atutem. Razem z Moli byłyśmy wczoraj na wizycie pa.Mieszkanie w bloku na parterze,mama, tata i córka 9 lat."Złotych klamek" nie ma,ale ludzie sympatyczni,z sercem.Pytali o różne rzeczy dotyczące pieska,dziewczynka prymuska w szkole,spokojna ,przeszczęśliwa ,że będzie mieć przyjaciela. Dom oceniłyśmy pozytywnie, i na wręcz błagalne prośby nowych właścicieli,uległam i Bartuś wczoraj został z nowymi opiekunami. Nie cieszę się,bo wiadomo,że różnie to bywa na początku,ale mam ogromną nadzieję,że to koniec tułaczki Bartusia. Wczoraj nie byłam przygotowana na taki rozwój wypadków i dziś rano pojechałam na podpisanie umowy.Bartuś trochę zestresowany nową sytuacją,ale b.grzeczny, noc minęła spokojnie.Ludzie zachwyceni Bartusiem. Nowa rodzina Bartusia, (oczywiście za zgodą pokazuję) edit...skasowałam rodzinę i twarze ludzi....Bartuś wrócił z adopcji :(