Jump to content
Dogomania

Ekiana

Members
  • Posts

    1287
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ekiana

  1. Ja myślę, że ona prześpi :) Wigilię bo kiedy są "obcy" w domu to ona śpi w "swoim" pokoju i się stamtąd nie rusza :) Zresztą na swój sposób to się jej nie dziwie ponieważ z łóżka korzysta tylko wtedy, kiedy ja nie korzystam, tzn. noc przesypia na swoim zestawie kocyków na podłodze. Niestety łóżko jest za małe na nas dwie, a nie mam tu dla niej porządnego legowiska. No,ale chyba jej to nie powinno aż tak przeszkadzać zważając, że zeszłą zimę spędzała w wykopanej norze. Generalnie my ją żałujemy, że nasza śpiąca królewna nocuje na podłodze jak pies jakiś!! :)
  2. A wraz z upływem dni bylo już coraz lepiej. Mama się oswoiła, Stasia też. Nie wiem co Stasia będzie wyprawiała z jedzeniem w domu :) Ja za bardzo nie lubię gotować, a zwłaszcza mięsa. Poza wędliną na kanapki od co najmniej pół roku nie kupiłam mięsa. Brzydzi mnie jego czerwień w specjalnie jeszcze podświetlanych zamrażarkach sklepowych. Moja mama na odwrót :) Przed świętami robi pieczenie, pasztety, zupy na wędzonych skrzydełkach albo innych suplementach od których mi podchodzi wszystko do gardła. Stasia na odwrót :) Mama przychodzi i podkarmia ją z rączki obieranymi z kostek na bieżąco ciepłymi mięsnymi frykasami :) Poza tym nie brałam jej tu BRIT, tylko kupuję po kilogramku na bieżąco karmę w sklepie. Tzn. wyczytałam tu na dogomanii, że przy zmianie karmy trzeba najpierw mieszać starą z nową, więc około kilograma wzięłam z domu Brit. I najpierw mieszalam z CC Club, Pani w sklepie powiedziała, że to tańsza wersja Royala. Nie było ulotki, ale wzięłam, 10 zł za kilo. Wzięłam, na początek dwa, ale jakoś byłam słabo przekonana, może ze względu na brak dokładnego opisu. Royal dla owczarków niemieckich 15 zł za kilo, więc na dwóch kilogramach tylko dycha drożej, a już jakoś bardziej mnie to przekonuje. Kupiłam. Rzeczywiście jest różnica w strukturze karmy. Stasia je ją o wiele chętniej niż poprzednie. No oczywiście chętnie, ale najpierw musi rytualnie popluć :) Ostatnio mam czystsze ręce bo został mamie wywar, w którym gotowały się mięsa na pasztet, bardzo intensywnie mięsny - Stasia to uwielbia (pościągałam korzuch tłuszczu z wierzchu). I podlewam jej do posiłków mięsny armomacik :) Oczywiście trzeba wpierw Stasię rozemocjonować jedzeniowa,ale je tą kompozycję wyjątkowo chętnie.
  3. A w ogóle to przygotowując się do przyjazdu pomyślałam, że miło jej będzie jak wezmę jej kocyk. Może się przydać w pociągu, ewentualnie tutaj fajnie żeby Stasia miała jakąś znajomą rzecz prywatną :) z domu :) No,ale co będę brała brudny, stwierdziłam, że go wypiorę :) A co tam dodam ładnego płynu do płukania o świetnym (moim zdaniem zapachu) :) Hmmm, to chyba nie był najlepszy pomysł. Stasia jak tu przyjechała to wszystko obce, obce zapachy, obcy ludzie. Przyjechaliśmy na godz. 21-22. Mama się bała na początku ją głaskać. Stasia poszła na ostatni spacer i spać ( m.in. na swoim kocyku) :) Rano pierwszy raz w życiu na spacerze wytarzała mi się w jakiś wymiocinach :/ bleee Na szczęście łatwo było ją odwołać i wstała. Główny impet poszedł na szelki. Biedna Stasia tak się zestresowała, a Pańcia jeszcze ją dobiła tym kocykiem intensywnie pachnącym :) Stasia, która nigdy się nie tarza w śmierdziuchach i regularnie liże sierść i łapki była zmuszona zmienić perfumę :)
  4. Ja wiem, że ktoś na pewno powie, że powinnam chodzić ze Stasią tylko na smyczy. Ale naprawdę zal tak ograniczać psa, zwł. że puszczam ją tylko w swojej okolicy trawnikowo-bieżniowej. Raz byłyśmy ze Stasią i moją mamą na spacerze i miałam ją na smyczy bo chciałam mamie pokazać jak się fajnie Stasię prowadzi,ale Stasia nie widziała czy iść z nami czy się odsikać, kupki w końcu nie zrobiła. U nas smycz jest do chodzenia na smyczy - kiedy Stasia ma iść przy nodze i mamy cel do załatwienia. A tak to bez smyczy, Stasia i tak chodzi koło mnie, a kiedy chce idzie na wąchanie i zostawienie siusianej wiadomości :)
  5. My też bardzo dziękujemy za Stasię. Ona rzeczywiście jest łatwa do kochania. A w ogóle to nam się na spacerach rozbieguje nasza Śpiąca Królewna, czas się cofa i zachowuje się czasem naprawdę nie jak 9-letni duży pies. Ja mam mniejszą okazję to widzieć ponieważ ja z nią nie biegam, to Stasia głównie chodzi koło mnie, ale wczoraj widziałam jak sama obskakiwała jakiegoś pieska zapraszając do wspólnej zabawy :) Łukasz wieczorem chodzi z nią na górkę saneczkową i biega ze Stasią. Zawsze Łukasz przychodzi cały rozemocjonowany pod wrażeniem entuzjazmu i chęci biegania Stasi i tego, że właściwie wcale jej to nie męczy. Dodatkowo ona biega równo z nim, a on żeby mu nie zachodziła drogi to trzyma tak asekurująco rękę, a on mu wkłada w nią roześmiany pysk i tak sobie robią susy po bieżni. Tutaj w pobliżu nie mamy zadnego porządnego parczku, ale jest plac koło szkoły na którym są boiska i duża bieżnia. Dziś rano na spacerze ze mną Stasia się wytarzała w śniegu :) Super to wyglądało. Cały czas zaprasza mnie do wspólnych harców, najbardziej chyba lubi jak z nią idę i do niej mówię - wtedy zadowolona idzie "łapa w łapę" i przytula się głową do mnie poszukując dłoni, która ją pogłaska, albo chociaż dotknie. Jedno czego Stasia zdecydowanie nie lubi to wystrzałów petard. Zaczyna się na nie 'sezon'... I już raz mi uciekła na spacerze przedwczorajszym- była bez smyczy. Blisko domu, właściwie przed blokiem, już wracałyśmy do domu, więc dobrze miała obcykaną trasę. Chciałam się zachować edukacyjne i zawołałam ją, ona jakieś 8 metrów ode mnie przystanęła i patrzy na mnie. Ja wołam, a skoro ona tylko na mnie patrzy - zmieniłam trasę i zamiast do domu (w jej kierunku), poszłam w drugim. W myśl taką, że to pies ma mnie pilnować, a nie ja się mam pilnować psa. ( oglądałam program psi psycholog i jakoś tam tak było) No i niby idę, a kątem oka patrze co Stasia robi. Stasia stoi, nigdzie się nie rusza... Po iluś krokach zwątpiłam i poszłam jednak w jej kierunku. Nie będę ryzykować, że zgubię psa. Spróbowałam tej metody bo byłyśmy dosłownie pod naszym blokiem, a też już wśród sąsiadów i okołoblokowych znajomych rozpuściłam wieści na temat Stasi, więc z pewnością Stasia to nie pies anonimowy w razie co. W każdym razie ja jednak stwierdziłam, że nie ma co i idę do Stasi. Im ja bliżej niej, tym ona dalej ode mnie bo zaczęła się kierować do domu :[ Im ja ją wołam i proszę o przyjście, tym ona wolniej idzie, ale jednak idzie w swoim kierunku. Do bocznej ściany naszego budynku przylepiony jest sklep, zatrzymała się przy nim, ja już byłam bardzo blisko, a ona była taka wystraszona, że chciała wejść do sklepu razem z jakimś chłopakiem,ale on wiedział, ze ja po nią idę, wiec nie przesmyknęła mu się przez nogi - wtedy ja ją przypięłam do smyczy i poszłyśmy do domu. Szczerze mówiąc siedzi mi ta sytuacja w głowie bo nie wiedziałam jak się prawidłowo zachować, a już zauważyłam, że Stasia jest bardzo komunikatywna i empatyczna. Wiem, że jeśli coś nie tak, to jest to moja wina, a nie jej. Po prostu zabrakło mi wiedzy na temat zachowania psów i metod reakcji. Oczywiście nie okrzyczałam jej ani nic jak prowadziłam na smyczy. Właściwie udałam przed nią, że nic nie zaszło i w ogóle mnie to nie obeszło :) A to też błąd, bo przypominam sobie naukę zostawania samej w domu - był raban kiedy chciałam wyjść bez wyjaśnienia sytuacji. Wystarczyło Stasi wytłumaczyć, że Pani zaraz wróci, a Stasia ma pięknie zostać i już Stasia tuli uszka i zostaje bez szemrania. Tylko jak wytłumaczyć psu na odległość żeby się nie bał i przyszedł... Tak jak by nam tu brakowało jakiejś komendy stabilizującej poczucie bezpieczeństwa. Bo np. strzeli petarda, ale Stasia jest blisko, i nawet jeśli się spłoszy, to wystarczy ją dotknąć, lub przytrzymać w okolicy szelek na górze - ona się wtedy uspakaja, wtedy przyśpiesza się kroku i Stasia angażując sie też w to zapomina o sprawie, generalnie działa to uspokajająco.
  6. Możliwe, ale jej przywiązanie i wdzięczność widać codziennie w jej oczach kiedy rano jak zaobserwuje, że już się obudziłam i chcę wstawać, podchodzi leniwym krokiem, ale z merdającym ogonkiem i pokazuje żeby ją przytulać i liże ręce i cieszy się bardzo, że już się obie wyspałyśmy :) Albo np. nie chciała pójść na spacer z moją mamą. Wychodzi tylko ze mną lub z Łukaszem, z nikim innym nie pójdzie :) Z jednej strony fajnie, z drugiej było by to pewne odciążenie - a tak Łukasz przyjeżdża do mnie na wieczór codziennie aby wyprowadzić Stasię - a żebym ja nie chodziła po ciemku. Faktycznie ciekawe co powie na Wigilię, ale podejrzewam, że w swoim stylu będzie wymownie milczeć. Fajnie się ją obserwuje bo ma naprawdę wymowną mimikę. Daje się poznać kiedy jest skrępowana i nieśmiała, albo kiedy jej przykro że musi zostać sama. Kiedy ja wychodzę z domu, to nawet jeśli reszta rodziny jest - Stasia cały ten czas nie wychodzi ze "swojego" pokoju, przesypia na łóżku. Drzwi ma uchylone jeśli domownicy są, więc gdyby chciała to mogłaby. Ale nie chce. Jest urocza w tej swojej taktowności. W ogóle, jak wcześniej wspominałam rozpaskudzilismy ją co do jedzenia :) Ponieważ nasza śpiąca królewna korzysta z mojej kanapy, to my przesiadujemy na pufie i krześle, ewentual;nie jedna osoba się wciśnie koło Stasi :) Stasia potrafi długo nie jeść jeśli coś jej się znudziło w smaku :) Ostatnio mama Magda (moja siostra) podkarmiła ją od salcesonu poczynając przez różne inne frykasy okołoświąteczne (tak na ząbka ;)), że Stasia już wcale nie tak chętnie je sama. Nasza Stasia... ech... muszę to kiedyś nakręcić :) Nasza Stasia po pierwsze śpi niczym obłożnie chora i jest jak przyklejona do kanapy :) Aby zjadła trzeba ją obudzić :) Następnie dać coś na 'zajawkę", żeby miała smaka, oczywiście z rączki do buźki :) Idzie się tym naprawdę ubrudzić bo nawet gdyby to była szynka i jakkolwiek pyszność, to Stasia musi to ze 4 razy wypluć żeby stwierdzić, że dobre :) Takie wyplute i zjadane i wypluwane i znowu w buzi i znów plute smakuje jej najfajniej :) To standard, na początek pluje wszystkim :) No chyba, że to wodnista zupa - wtedy jest nadzieja na czystość :) Oczywiście można było by jej położyć miskę i czekać aż sama się ruszy. Owszem - zdaje to egzamin - rzadko. N, ale jak widzisz, że pies głodny - wręcz słyszysz jak jej burczy w brzuchu, dosłownie jeździ jej powietrze po kichach, to czujesz się tak okropnie, że bierzesz tą karmę roztopioną od 2 godzin w jogurcie, albo zupę pomidorową z ryżem z kawałkami kiełbaski i łowisz ręcznie co lepsze kęski i łudzisz się nadzieją, że Staśka nie splunie ryżem trafiając w miejsce z którego naprawdę nieprzyjemnie się to zmywa :) Moja mama raz była ubabrana drobinkami ryżu nawet na ramionach ... :)
  7. A tu już w pełni zimowa Stasia:) A tu odpoczynek :)
  8. A tu ciężka jazda pociągiem, która w jakiejś 3 godzinie już lulała Stasię. Tylko ci ludzie co chcieli przejść do wc byli denerwujący ;) Ale muszę przyznać, że wszyscy byli dla Stasi mili i uprzejmi włącznie z Panami i Paniami konduktorami :) Super! A tu już w Legnicy - Stasia musiała odespać niewygody podróży :)
  9. Stasia raz zaproszona na tą kanapkę w naszym korytarzu - chętnie korzystała z okazji krótkiego odpoczynku po spacerze, a jeszcze przed wejściem do domu :) A tu jak Stasia leży i ile ją było widać kiedy Pan zawołał ją na spacerek :)
  10. A tu w kagańcu :) Nieszczęśliwa :) Ale wystarczyło ją zabawić i rozbiegać żeby było ok. generalnie ona lubi węszyć - a nim troszkę ciężko. Ale poza tym to rewelacja.
  11. Dlugo nie miałam czasu pisać, a wiele się tymczasowo zmieniło. Przyszedł czas świąt, właściwie jeszcze nadchodzi :) i przyjechaliśmy wszyscy, całą czeredą do Legnicy :) Mały skrót z tej przygody w fotkach po niżej :) Jechaliśmy pociągiem 8 h :/ Dobrze, że bezpośrednim i dobrze, że było mało ludzi w nim. Wyjechaliśmy na początku grudnia : Ja, niemąż, świnka morska i Stasia, plus walizka i plecak :) Wyobrażacie to sobie?:) Ciężko co? - sobie wyobrażać, a co dopiero jechać :) Tzn. mnie tam aż tak nie było ciężko bo niczego nie niosłam, tylko prowadziłam Stasię, a jak wiadomo to pestka. Chociaż były przygody - trzeba było Stasię znieść po ruchomym chodniku na Centralnym oraz wnieść do pociągu bo tam brzydkie schody i wielka szpara między krawędzią chodnika, a pociągiem. Natomiast w Legnicy i Wrocławiu ( w którym był pól-godzinny postój i Stasia zaliczyła spacerek) pociąg dojeżdża blisko krawędzi chodnika i Stasia spokojnie z chęcią sama zeszła po schodkach. Kuba jak zwykle, asymiluje się do każdej sytuacji - byle miał stały dostęp do ogórka i innych owocków i warzywek :) Do Centralnego dojechaliśmy z domu taksówką - za psa dodatkowa opłata 10 zł - czyli da się przeżyć. W PKP Stasia musiała mieć obowiązkowo swój własny bilet - 15 zł, niezależnie od trasy, więc też da się przeżyć.Po przyjeździe do Legnicy zgarnęła nas samochodem moja siostra - za darmo ;) Natomiast komfort jazdy własnym samochodem - bezcenny... Całą drogę pociągiem nad tym dyskutowaliśmy :) No i efektywnie - jest samochód. Wracać już będziemy jak Państwo :) Kupiłam też Stasi kaganiec fizjologiczny CHOPO dla suki owczarka niemieckiego - pasuje dobrze. Może wygląda na niezbyt szczęśliwą, ale to zdjęcia z pierwszego założenia. Poza tym wierzcie mi, że w stosunku do poprzedniego widać olbrzymią różnicę w jej zachowaniu i samopoczuciu. Kaganiec jest lekki, luźny, ładnie wykonany i nie był drogi - polecam. Warto psu zapewnić ten komfort. No, a teraz troszkę fotek, a przy oakzji wsadzę inne i coś więcej napiszę :) Stasia lubi spać w różnych miejscach i pozycjach :) (jeszcze w domu w Warszawie)
  12. Wyglądała jak wilk w owczej skórze, albo przebraniu babci. Niby miła, niby nic (zero agresji), a już stoi gotowa oblizująca się i kiełki jej błyszczą od ślinki :)
  13. Nie miałam czasu na bieżąco odpisać :) Ale pamiętam twoją wiadomość i mam ją w głowie na uwadze bo tak jak piszesz, piesek ma swoje nawyki i emocje i temperament i być może naprawdę potrzebuje czasu żeby znaleźć tego konkretnego kolegę i wyluzować się na tyle żeby zacząć zabawę. Mnie się wydaje, że nasza Stasia mnie i właściwie nas bardzo pilnuje. Ona się interesuje innymi psami, ale bawić się woli z nami. Myślę, że obawia się pognać gdzieś, oddać zabawom, a my powiedzmy nagle byśmy zniknęli. Rozmawiałam z dziewczyną, która chodzi na kurs ze swoim pieskiem i mówi, że przerwy w zajęciach są wykorzystywane na zabawę właściciela z psem aby pieska nauczyć że zabawa to nie tylko z innym pieskiem, ale fajnie może być też z właścicielem - takie budowanie więzi. Ja mam wrażenie, że przydało by nam się coś odwrotnego :) Nauczyć Stasię zaufania, że to iż pobawi się z innym pieskiem nie oznacza, że ja sobie gdzieś pójdę i ją zostawię. Ale damy sobie czas, niech się to zaufanie buduje powoli swoim tokiem - natomiast latem postaram się coś wymyślić żeby bardziej nad Stasią popracować. Będzie dłuższy dzień i lepsze okoliczności na zabawy.
  14. Dobry pomysł z tym żeby kupić ta gazetę "mój pies", jeszcze nie kupowałam bo jakoś nie natknęłam się w kiosku i zapomniałam o niej. Jak będę u weterynarze - myślę, że w przyszłym tygodniu, to zapytam o te stawy oi napiszę jak coś już będę wiedzieć więcej. Wczoraj robiliśmy małą próbę konfrontacyjną z Kubusiem :) Kuba miał czyszczona klatkę, a wtedy zawsze jest puszczany po domu swobodnie i zwiedza sobie kąty :) On fajny jest bo zazwyczaj chodzi za swoim Panem :) Zazwyczaj zabieramy na ten czas Stasię na spacer żeby nie było problemu, a Kubuś żeby miał swobodę, ale wczoraj Stasia spała i była już po spacerku. Kuba jak to Kuba odważnie wszedł do pokoju, w którym spała na swoim wyrku Stasia :) Łukasz (niemąż) chciał już go wyprowadzać żeby problemu nie było, ale powiedziałam żeby chwilkę poczekać jesteśmy oboje, panujemy nad sytuacją. On asekurował Kubę, a ja Stasię i chcieliśmy zobaczyć co będzie :) No i Stasia się od razu delikatnie przebudziła i zaczęła obserwować.....:) Kubuś na luzie tup tup tup to tu to tam :) Stasia coraz bardziej pobudzona, coraz większe oczy i zaczyna węszyć,ale dalej leży :) W końcu wstała i zaczęła zmierzać do Kuby :) tu już się zaczęło robić jednak niebezpieczne bo przy tym wszystkim się strasznie oblizywała!!! :) Kubuś był akurat na wylocie więc łatwo było go wyprowadzić i zamknąć drzwi przed Stasią. Stasia obwąchała każdą dróżkę Kubusiową oblizując się przy tym baaardzo, osiadła pod drzwiami i zaczęła po swojemu gadać :) Trochę też łapami po szybie w drzwiach i patrzyła się tak na mnie zawiedziona, że już nie ma tego czegoś co wyglądało tak smakowicie :) Naprawdę na spacer nie wychodzi tak chętnie jak wczoraj podniecona wyskoczyła niemal z łózka zainteresowana Kubą :) Przypomniało nam się co Ludwa pisała, że widziała Stasie z jakimś śmierdzacym mięchem w pysku :) może to był jakiś daleki krewny Kuby :) Poza tym Kuba ma taki żwaczowy zapaszek jak to gryzoń co robi kupkę w swojej klatce :) Dla Stasi to też smaczny zapach :) Ale mówię Wam, jak ona się oblizywała to jej takiej jeszcze nie widziałam :) Od razu mi się skojarzyła bajka z czerwonym kapturkiem i wilkiem, co się przebrał za babcię i położył się do jej łóżka :) :) - Babciu: czemu masz takie wielkie uszy, a czemu masz taki wielki noc, a czemu masz takie wielkie zęby???:)
  15. Planuję przed świętami wizytę u weterynarza i zapytam o stawy. Trudno się z nią bawić i filmować jednocześnie :) Na spacerach to głownie kroczy za nami. Kiedy ma momenty, że się rozkręca to chętnie by razem z kimś pobiegała. No,ale ja z nią nei pobiegam, a to ja chodzę z nią na te najdłuższe spacery. Niemąż z nią czasem podbieguje. Ja sobie myślę, że ona w słabej kondycji mięśniowej jest nadal bo chodzimy powoli, ona sama nie biega, a wyprawia się tylko na niedaleką odległość aby powęszyć, patyki to właśnie w taki sposób jak widać, tylko do pewnego momentu. Dlatego wymyśliłam jej te hopki bo ćwiczy koordynację ruchową :) Ale zapytam dokładnie weterynarza i zobaczymy. Dziękuję Ci Ewa za odpowiedź :)
  16. Moja siostra obejrzala filmiki i powiedziała, że wszystko pięknie - ale pies i tak wygląda, że smutny. Co sadzicie? Ewa, Ty znasz Stasię osobiście, też tak sądzisz? Ona ma i owszem taka melancholie w oczach i ogonie, być może kiedyś miała swojego pierwszego pana bardzo dobrego i pamięta, może tęskni... alke mi się wydaje, że ona zadowolona jest raczej u nas.... Staramy się zabiegać o jej uśmiech. Nie udaje się? Ale tak szczerze.
  17. No ja mam "kota", ale Stasia to lubi :) Rozpaskudziłam Pannę jeśli chodzi o jedzenie:/ Jak "na dzień dobry" (kiedy do nas się wprowadziła) dostawała ciasteczka Pedigree Pall i wtrężalała co się jej dało, to teraz woli głownie ciasteczka czerwone :) ( w opakowaniu jest kilka kolorów) :) Stasia często je posiłki nieregularnie i tylko na specjalną zachętę. Ponieważ miała momenty złego samopoczucia - na spacerze jadła trawkę aby później ją zwymiotować. To chyba jej metoda jak coś jej nie tak na żołądeczku leży. Gotowałam, więc jej zupkę pomidorową z mielonym mięsem z indyka i warzywami, tak na rozruch żołądeczka. Zupkę tą uwielbia. Oczywiście pod warunkiem że jest podana do dzioba i do łożka... Tak, już pewnie czytając to spadacie z krzeseł i kanap :) To są takie zabiegi interwencyjne, jak już widzę, że żadnym tam 15 minut i zabieram miske - nic nie wskóram, Stasia uparta i długo może nie jeść - a mnie jest jej szkoda. W piątek miała niestrawność żołądkową, no to znów miała zupkę przez weekend. Ale na kolację w niedzielę już zabrakło, wiec Stasia odmówiła zjedzenia posiłku... :):) No to jej podałam barszczyk biały - brak akceptacji tej zupy :) (chyba za mało czerwona:) ) Ugotowałam jej ulubioną - pomidorową tylko, że wegetariańska- z dwóch powodów: ona ma teraz karmę dla psów aktywnych (kupioną ze wzgledu na inny smak co by jej nudno nie było) i nie mogę ja tak dokaloryzowywać mielonym i bądź co bądź tłustym mięsem, obok tego akurat mi się mięso skończyło :) No i co? Ta pomidorowa też nie otrzymała stasinej aprobaty :) Minęło kilka godzin, kładziemy się spać (1 w nocy) i a tu jakieś dziwne dźwięki :) To Stasi w brzuchu burczy :) hahahaha Burczy i burczy, aż głupio :) Ona twardo udaje, że śpi :) No i kolejne nocne próby z jedzeniem - w końcu troszkę uległa na bułkę z grubo posmarowanym masłem - bardzo to zawsze lubi, a rzadko dostaje :) Wcześniej był test z plasterkami polędwicy łososiowej, która pluła, że aż śmialiśmy się co z nią nie tak :) Czy to pies, czy kanek francuski, czy co?:) (Ale jak pluje to takie śmieszne miny przy tym robi, potrafi naprawdę pokazać jakie to obrzydliwe) :) Po bułeczce poszedł do akceptacji jeden plasterek polędwicy, ale zupka to nie i nie. Zostawiliśmy przy łóżku i poszliśmy spać. Rano nie było śladu po zawartości :) No i w poniedziałek to sama się dopominała jedzenia :) Ona ma takie fazy, że jak nie to nie,ale jak się rozkręci to na spacerze z cudzych misek potrafi wyżreć :) (przed weterynarzem stoja miseczki z wodą i jedzeniem dla kotow, wstyd mi było jak nie wiem kiedy Stasia tam wpadła pałaszować "cudzesy" :) bo przechodzimy czasem tamtędy podczas spaceru)
  18. A tu filmiki z piątkowego spacerku. Nie zostańmy poddane żadnej obróbce, wiec hmmm :) Człowiek przy piesku "psieje" i intonuje różne dźwięki w swoistym wspólnym języku :) Tu ćwiczymy "zostań" [video=youtube;BqnxWX9VY0Y]http://www.youtube.com/watch?v=BqnxWX9VY0Y[/video] Tu Stasia udawadnia, że nie tylko śpi :) [video=youtube;NbxxxYPIneo]http://www.youtube.com/watch?v=NbxxxYPIneo[/video] Tu Stasia zamiast leżeć idzie :) o i zbawiała się też patyczkiem :) [video=youtube;nkiq_F_q730]http://www.youtube.com/watch?v=nkiq_F_q730[/video] Stasia robi "hop" na ławeczkę: [video=youtube;9P4lN6l30UE]http://www.youtube.com/watch?v=9P4lN6l30UE[/video] A tu "bieg" przez hopki oraz pozowanie na nich :) z inicjatywy samej Stasi :) [video=youtube;pl9lgvym5Qc]http://www.youtube.com/watch?v=pl9lgvym5Qc[/video]
  19. Nie wiem :) Nauczyła się mądrala z netu :)
  20. A jak kto by miał wątpliwości, to są tu dowody, że Stasia mi to wszystko dyktuje i każe pisać. Jak piszę rzadko, to wszystko przez to, ze Stasia nie ma czasu gdyż jest zajęta spaniem :)
  21. No właśnie też tak myślę, że dobrze by było sprawdzić wszystko - w razie czego ja tu jestem na miejscu, wiec w miarę możliwości i potrzeby też mogę doglądać sytuacji. Pani nie wyglądała mi na taką super zaawansowaną emerytkę co by jej zdrowie płatało figle - więc wydaje się, że byłaby w stanie podołać opiece nad dwoma pieskami. No, ale tak jak mówisz - wszystko trzeba sprawdzić, żeby przedsięwzięcie miało sens dla wszystkich.
  22. A tak w ogóle to korzystając z okazji, że jest tu teraz kilka osób to chciałabym na bieżąco zrelacjonować co było wczoraj na wieczornym spontanicznym spacerku. Otóż wspominałam już, że Stasia to pożeraczka serc i prawie za każdym razem jak się z nią gdzieś pójdzie to ludzie się oglądają lub zapytuja o nią i chwalą jaki grzeczny i posłuchany piesek. Niemaż poszedł do sklepu, a ja ze Stasią czekałam przed. Usiadłam na ławce, a Staśka też usiadła - przede mną. To standard :) No pogadałam z nią trochę i podeszła taka Pani w średnio starszym wieku. I tak zaczęłyśmy dyskutować, że ona blisko mnie mieszka, że bardzo kocha pieski i wszystkich psiarzy bardzo lubi, że ma też psa - samczyka, tylko nie pamiętam jaka rasa :), coś na B, bernardyn... buldog, bokser bbbbb nie pamiętam w tej chwili bo była bez niego. :) No i mówi, że ma ogromną potrzebę pomocy takim biednym pieskom. Wiele nie może zaoferować bo jest tylko emerytką, ale czasem każdy grosz się przydaje, mogla by też interwencyjnie służyć jako domek tymczasowy dla jakiegoś poszkodowanego pieska, najlepiej suczki co by jej samczyk ją akceptował. Samczyk jest wykastrowany, wiec tym bardziej problemu by nie było. Ja jej mówiłam o pochodzeniu stasinym i że tu jest takie forum i że można zobaczyć jakiemu pieskowi się pomaga, na co idą pieniążki i efekty tych wspólnych wysiłków. Pani niestety nie ma internetu, ale wymieniłyśmy się numerami telefonu i obiecałam, że przekażę tą informację osobom, które się bezpośrednio zajmują udzielaniem pomocy, zbieraniem pieniążków itd. No więc przekazuję - mam WAS. Powiedzcie co o tym myślicie? Ja mieszkam blisko - wiec mogę ze Stasią w razie czego przetestować poziom akceptacji tego samczyka. Acha i numer tej Pani wpisał sobie niemąż do komórki, wiec w razie gdybyście chciały ten kontakt to dajcie znać, a ja "zdobędę" ;) ten numer i wyślę na priva. Wydaje mi się, że warto pielęgnować i korzystać z każdej takiej pozytywnej inicjatywy. Co Wy na to?
  23. Moja Mika (poprzednia) też doskonale rozumiała - spacerek, jak Padało hasło "idziemy na spacerek" to cała szczęśliwa :) i wstawała od razu - nie to co Stasia :0 ją trzeba zachęcić, pogłaskać, zmobilizować żeby zechciała powstać, rozciągnąć pijane nóżki :) Ale jak słyszy brzęk szelek to rusza się sama bez zachęt :)
  24. Moja Stasia rozumie: Stasia dobra, pięknie/dobrze(jako pochwala wzmocnione brawami ;) ), chodź, zostań, idziemy, stój, powoli, szybciutko, hop (żeby wskoczyła na ławkę, wersalkę i usiadła koło mnie), łapa, położ się, siad, daj głos (w miarę jej ochoty też na pstryknięcie palcami), smaczneGOŁ (zachęta do jedzenia:)), smaczne ( po jedzeniu kiedy się oblizuje + masowanie brzuszka żeby ją pozytywnie zakotwiczyć ;)), patyk, szukaj, piciu-piciu (że właśnie nalaną świeżą ma wodę i może się napić) Może jest jeszcze coś ale to wychodzi w bieżących sytuacjach, póki co więcej nie pamiętam :) W ogóle staram się aby o ile jest to potrzebne komendy miały odpowiednik optyczny, (bo jak trzeba coś na szybko to gestem łatwiej) No i czytałam, co się oczywiście potwierdza - że psy mają wysoko rozwiniętą empatię. I np. kiedy ja się śmieję gromko z jakiegoś powodu to Stasia przychodzi i merda ogonem bez okazji, a kiedy ja ją wołam do jedzenia, czy niemąż na spacer w miły sposób, ale gdzieś wewnętrznie jest frustracja z jakiś powodów (a bo się trzeba pośpieszyć, albo, że Stasia znowu gardzi jedzeniem itd... ;) to Stasia tym bardziej nie przyjdzie :) Połozy uszka po sobie, zrobi minkę, ale nie przyjdzie, położy się na płasko i z tą swoją minką patrzy :)
  25. Rozumie, tylko się nie zgadza :) No mówiłam, że psy są mądre :)
×
×
  • Create New...