Jump to content
Dogomania

Ekiana

Members
  • Posts

    1287
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ekiana

  1. Historia jednej znajomości .... :) Jestem taka samotna... Dobrze, że mam tego pieska :) Nareszcie jesteśmy sami! ZJEM CIĘ!!! ŁAAA No dobra, tylko żartowałam ;) he he No co wy? Jestem łagodna jak czarna owieczka i wcale go nie chciałam zjeść, tylko lekko przydusić :) Jestem taka łagodna, że daję sobie wejść na głowę :) I tak cię kocham piesku i jesteś moim najlepszejszym psiapsielacielem :) Wydaje wam się, że mnie znacie, a ja wiem swoje :) Wydaje wam się, że śpię, a ja się wyleguję :) Takie to moje stasiowe życie :)
  2. Dokładnie! Ja też reaguję kolanem lub łokciem, nie cierpię ludzkiego chrapania - za to Stasia mnie rozczula, uwielbiam ją! :)
  3. No właśnie - zgadzam się w całej rozciągłości. Dlatego właśnie napisałam tamto bo emocje są emocjami, po prostu są i już - ale kiedy rozumie się cel - a przeszłam to na własnej skórze - to można z całym przekonaniem stwierdzić, że było warto. To jest korzyść dla wszystkich. Jeśli chodzi o realia schroniskowe to dla mnie jakaś chora pomyłka - jedna buda na kilka psów, a przecież jest zima. Połamana łapa, a przecież jest lekarz - więc od czego on jest? No i to, że wydawane są psy bez sterylizacji - to samonakręcajaca się spirala nieszczęścia, błędne koło. Jeśli nie mają środków, to przecież mogą o nie prosić, organizować jakieś akcje, są możliwości. Masz rację im bardziej hermetyczne schronisko tym gorsze rokowania. :shake: Nie rozumiem, że niektóre schroniska tego nie rozumieją. "Nie sztuką jest wtrynić komuś psa w oparach jakże wspaniałęgo charakteru i mądrości wspomnianego. Sztuką rzeczywiście jest dobrać psa do człowieka tak, żeby obie strony były szczęśliwe (Felka to potrafi)" Rewelacyjnie wyczuła mnie i Stasię. Fajne jest to, że minął już jakiś czas i coraz lepiej rozczytuję stasine sygnały i często rozumiemy się bez słów. Rozumiemy swoje dziwactwa :) Np. ja wiem kiedy ona długo nie piła (mimo, że miska zawsze stoi obok niej), albo rozpoznaję po tym, że nie najpiękniej pachnie z buzi i wtedy podaję jej miskę i mówię "piciu piciu", a ona leżąc podnosi głowę i z wdzięcznością pije :) Czasem po prostu czeka aż się jej poda, a mnie się udaje odgadnąć kiedy jest właśnie ten moment :) Albo Stasi chrapanie jest jedynym chrapaniem, które jestem w stanie zaakceptować :) Tak słodko chrapie, ale dopiero wtedy jak zaśnie tak głęboko, że żal jej tego odmówić :)
  4. Piękna, dostojna, czujna - Moja Wilczyca :) Mądry profil i nostalgiczne spojrzenie w dal :) Czy wspominała poprzednią zimę kiedy nocowała w wykopanej norze? Nie chciała podejść, chciała posiedzieć i przemyśleć kilka spraw w samotności. A u siebie w domu - błogi sen :) Temat: Wizyta przed adopcyjna. Zamieszczam tu taką moją wypowiedź na podstawie listu do pewnej osoby, ale chciałabym te swojej osobiste doświadczenia i przemyślenia skierować także do tych wszystkich osób, które szukają domu dla psiaka lub chcą go adoptować. Dlaczego wizyty przed adopcyjne są takie ważne? Jestem zdania, ze trzeba dopasować odpowiedniego pieska do danego poszukującego domu. Tak jak ja zadzwoniłam w sprawie innego psiaka, ale opisałam jaka jestem i jakie są moje możliwości i potrzeby i zdradziłam też, że mimo wszystkich ograniczeń bardzo marzę o dużym psie - Pani z którą rozmawiałam odradziła mi tego pieska, ale zaczęła szukać w pamięci, myśleć i opowiedziała mi o Stasi. Proponowano mi też inne pieski, ale Stasia, choć nie najpiękniejsza z opisu miała najbardziej odpowiedni do mojego charakter i była duża :) Kiedy ją brałam nie wiele wiedziałam o sposobach karmienia, ile to kosztuje, na czym polega adresatka. Ja swojego pierwszego pieska miałam 17 lat i umarł z 7 lat temu. Jak Mika była młódką to nie było w ogóle w asortymencie suchych karm, a kiedy się pojawiło pedigree, to ona nie chciała tego jeść. Na tym zakończyła się moja ówczesna wiedza na temat karm gotowych. Mika jadła zupy, które bardzo lubiła oraz wszystko to co my. Jadła tyle ile chciała, kiedy chciała i co chciała, była rozpieszczana bardzo i dosyć grubiutka :) Wydawało nam się, że to jest ok. Może na swój sposób było, ale teraz wiem, że dobre gotowe karmy zapewniają odpowiedni materiał budulcowy dla organizmu, a nie są tylko zapychaczami żołądka (zbóż ani ziemniaków pies nie trawi). W sumie internet jest teraz takim dość poważnym źródłem wiedzy (którego wtedy nie było), ale wiele osób nadal nie potrafi się tym obsłużyć. Ja, niby dużo się naczytałam przed adopcją Stasi, a i tak część informacji okazała się chybiona albo po prostu niewystarczająca. Te panie od których brałam Stasię zachowały się super, bo nie dość, że mi troszkę podszkoliły ją do chodzenia przy nodze na luźnej smyczy, to jeszcze nauczyły jak czytać opis zawartości karmy (na opakowaniu), poleciły mi dobrą karmę i wcale nie najdroższą (Brit, jest naprawdę dobra bo porównywałam z innymi w zbliżonej cenie, Boshem czy Puriną. Teraz akurat Stasi kupiłam Acanę, też super, ale dzięki tej wiedzy, która mi przekazały umiem wybierać co jest dobre, za co warto płacić i jak patrzeć na Stasię i wnioskować kiedy marudzi przy jedzeniu, a kiedy jej się chce pić, albo ewentualnie coś jej dolega). Super, że zawsze mogłam (i nadal mogę, ale nie mam teraz już potrzeby) zadzwonić i zapytać, poprosić o radę czy pomoc. To jest naprawdę strasznie cenne, że nie zostałam z tym wszystkim sama bo mimo szczerych chęci człowiek sobie czasem po po prostu nie radzi. W czasie świątecznego pobytu u rodziny w Legnicy byłam już na skraju wyczerpania i zdołowania bo Staśka w ogóle nie chciała wychodzić na dwór, a jadła normalnie i martwiłam się tym i drażnić mnie to zaczęło - moja bezradność. Ale fajerwerki minęły, myślę, że na następny raz się wcześniej do tego zacznę przygotowywać. Może jakiś kurs odwagi zafunduję Stasi ;) W każdym razie zmierzam do tego, że osoba zgłaszająca się po psa może mieć wiele dobrych chęci, ale też mało wiedzy i nie wiele świadomości z jakimi problemami się może napotkać. Moim osobistym zdaniem kwestia sterylizacji powinna leżeć po stronie osób wydających psa. (Nawiązuję bezpośrednio do tego, że w legnickim schronisku suczki są wydawane BEZ STERYLIZACJI!!!!!!!!!!!!!!! nikt się nimi nie interesuje, zwierzęta nie mają imion i nie są leczone, złamana łapa to nie powód do leczenia!! Dokładnie mi teraz chodzi o kiepską jakość opieki LPGK nad zwierzętami, za co biorą przecież pieniądze.) Naprawdę osoba, która przyjmuje pieska jest i tak zazwyczaj obłożona wieloma wydatkami (smycz, szelki, obroża, karma, legowisko,miski, zabawki, kocyki, Ja na dzień dobry wydałam ponad 400 zł, oczywiście można mniej, ale mi zależało żeby Stasi było dobrze i porządnie). Dobrze by było aby taką osobę odciążyć od kosztów i wysiłku leczenia i opieki nad psem po operacji bo taka osoba może się zniechęcić i nie zdecyduje na psa, pójdzie łatwiejszą drogą i weźmie psa jakiegokolwiek nie obwarowanego tyloma żądaniami, dodatkowo się może zrazić do idei całego procesu adopcji. Powiem szczerze, że i ja sama stresowałam się i miałam sny i bałam się, że ktoś oceni iż nie zasługujemy na Stasię, to mnie bardzo martwiło. Jeśli chodzi o sterylizację, to wiele osób biorących psa ze schroniska nie wykona jej, nawet nie ze względów finansowych po prostu NIE MA ŚWIADOMOŚCI, że TO KONIECZNE. Ja sama nie byłam świadoma. Po pierwsze sterylizacja chroni przed bardzo częstymi nowotworami, zarówno prostaty u psów, jak i "narządów kobiecych";) u suczek, bardzo popularnymi ropowacicami macicy i innymi tego typu schorzeniami. Po drugie sterylizacja ogranicza niekontrolowany rozród. Jeszcze taki jeden aspekt, dla którego mało kto wykona psu sterylke zaraz po jego zaadoptowaniu - jest taki, że bierze się psa aby się nimi z nim cieszyć, bawić, mnożyć radość, a nie problemy. Wiem, że to egoistyczne,ale muszę być szczera, chociaż to brutalne. Mnie samą oblatuje strach przed operowaniem Stasi i opieka nad nią - chociaż wiem, że to już się zbliża i będę się musiała podjąć usunięcia jej guzów. Nie wszyscy mają sile i ochotę od "dzień dobry" ładować się w rozpruwanie psa, który wydaje się zdrowy, radosny i chętny raczej do spaceru niż zabiegów szpitalnych. Tak więc mi się wydaje, że dla osoby adoptującej przyjazna atmosfera, szczery i dokładny opis psa i konkretne doradzenie, który będzie odpowiedni - jest bezcenne. Bezcenne jest też uświadomienie i przekazanie niezbędnej wiedzy. I ta wizyta przed adopcyjna właśnie ma służyć temu zapoznaniu i czy nowy opiekun akceptuje psa i pies jego. Kurcze, nie o to chodzi, żeby psa się pozbywać jak na taśmie, wypchnąć i wpisywać sobie kolejny sukces do kajeciku. Pies potrafi dać naprawdę wiele szczęścia i radości i okazać wiele pomocy nawet samą swoją obecnością, potrafi zapracować na swoją miskę, czy to jako pies stróżujący, pilnujący domu, czy towarzyszący osobie i rodzinie wprowadzający nową jakość i satysfakcję. Ale trzeba wiedzieć jakie są oczekiwania od psa, czy żeby był głośny, czy raczej cichy, w zależności od tego trzeba od razu wiedzieć gdzie umieścić legowisko (jeśli nie ma stróżować, to nie może ono leżeć w ciągu komunikacyjnym, przedpokój, kuchnia itp.) itd. Albo co zrobić żeby pies nie nauczył się skakać po ludziach bo to może być niebezpieczne i nie zawsze fajne, tego wszystkiego trzeba nauczyć nowego opiekuna bo ma prawo nie wiedzieć. Nie każdy pies nadaje się do każdej rodziny. Np. ja nigdy bym nie chciała mieć psa w typie gończego (chociaż ładne bardzo są i nie można odmówić im wierności i wielu wartościowych cech), ale te psy są zbyt dynamiczne dla mnie, lubią przestrzeń i trzeba naprawdę zapewnić im bodźców żeby pies nie nawiewał na spacerze. Po co zbędne nerwy, lepiej zaadoptować psa, który ma podobny temperament i styl jak rodzina adopcyjna. Tak samo bardzo podobają mi się labradory i bardzo dużo czytałam o ich wspaniałym charakterze, ale jak znajomy labek lekko się o mnie otarł to już czułam, że jeszcze moment a mnie dognie do ziemi :) zrozumiałam wtedy, że taki pies nie byłby dla mnie odpowiedni, albo ja dla niego, gdyż mógłby mi zrobić krzywdę niechcący, a ja z kolei pewnie nie byłabym w stanie tak go wybiegać jak on potrzebuje. No i też jest kwestia problemów, których ja akurat ze Stasią nie mam, ale też się bałam bo nie wiedziałam jak będzie - chodzi o agresję. Kiedy się nie zna psa, nie wiadomo co go spotkało i co sprawia, że pies traci humor. Ja się trochę bałam Staśki jak zaczynała szczekać bo robi wtedy takie miny :) że nie wiedziałam czy się na mnie nie rzuci, a Stasia potrafi czasem szczeknąć w twarz :) Robiłam wtedy pauzę w zabawie bo musiałam ochłonąć :) Nie chciałam żeby widziała, że ja się tego boję :) No, ale na szczęście to była tylko zabawa i nauczyłam się już Stasi i wiem, że ona po prostu tak ma, ale jest zrównoważona bardzo i nie agresywna. No, ale gdyby mnie pogryzła, co co? Nie wiem czy bym jej się nie bała na tyle, że zmuszona byłabym ją oddać. Ważne jest żeby psa na tyle poznać (np. w domu tymczasowym żeby być pewnym jego konstrukcji psychicznej oraz czy akceptuje małe dzieci, inne zwierzęta i jakiego typu zachowania psa irytują. Np. moja Stasia nie lubi ruchu w domu i głośnych rozmów ekspresyjnych. Moja rodzina jest dość głośna w Legnicy, dużo gości przychodzi i osób, Stasia wtedy szła do siebie i nie wychodziła. Nauczyła się ciszy, tu w Warszawie, bo tu nawet muzyka nie raz nie gra, kiedy robię projekt przeszkadza mi.) Zmierzam do tego, że wiele osób chccych przyjąć psa nie zdaje sobie sprawy z bezcennych wartości jakie wynikają z wizyty przed adopcyjnej. Ale też są osoby chcące pomóc wielu zwierzętom i znaleźć im szybko dom. Czasem tak bardzo tego chcą, że pomijają ten ważny aspekt wizyt przed adopcyjnych, dokładnego dopasowania psa do rodziny i opieki nad psem, który już niby ma dom, ale ten dom uczy się psa, a pies nowego domu. Do tego trzeba pomocy, warto nie zostawiać tych ludzi samym sobie, nie porzucać psa aby zająć się następnym. Napisałam to bo wiem, że są takie osoby. Wierzę w ich szczere intencje, chciałam jednak opisać jak to wyglądało z mojej perspektywy, jak bardzo mi to pomogło - chociaż rzeczywiście miałam taką fazę i niepokój, że może ktoś ocenić, że nie zasługujemy na Stasię :) Na szczęście okazaliśmy się ok i Stasia też. Zwierze nie jest rzeczą. To o czym nie napisałam tu, a jest bardzo ważne od samego początku i też powinno się o tym informować, to budowanie więzi emocjonalnej z psem. Może o tym jeszcze przy okazji napiszę. To temat rzeka, a jest to strasznie ważne. To mój właściwie taki apel do LPGK o ludzkie spojrzenie na zwierzęce sprawy. Tłem i bodźcem źródłowym do napisania powyższych wynurzeń były wiadomości jakie do mnie dotarły na temat warunków życia zwierząt, którym LPGK w Legnicy "Zapewnia im należyte warunki bytowania i opiekę. Aby czworonogi znalazły swój prawdziwy dom, pracownicy schroniska oraz całej Spółki dokładają szczególnych zabiegań i starań." (jak deklarują na swojej stronie internetowej) http://lpgk.pl/index_0.html
  5. o, to różnie bywa :) Ona lubi pogrymasić :) A wtedy co bylo robione zdjęcie - to już zabrałam się za standardowe karmienie (dl. miska na kanapie). Najpierw robię to tak, że zabieram jej z widoku miskę (bo jak położę od tak, to nie chce jeść) siadam i proszę ją do siebie, a potem rozbawiam i proszę o łapy i głosy i siady. Już zaczęłam prawie, ale przyszedł współlokator i mnie zagadał, wstałam, odeszłam i.... Stasia obsłużyła się sama :) Ta karma naprawdę jej smakuje, ale oczywiście zawsze liczy na coś lepszego i zachętę zabawową :)
  6. I mały foto-skrócik z ostatnich momentów :) I to nie żadna powtórka :) Ona naprawdę się tak pięknie lubi patrzeć :)
  7. Tak, łapówkara, ale honorowa. :) Kiedy widzi, ze musi zostać sama w domu od razu smutnieje, robi minę jak by została ukarana - naprawdę mimikę ma iście wymowną :) Zostawiłam jej więc dwa ciasteczka i kiełbasę (w normalnych okolicznościach za nią przepada - kiełbasa swojska z zapachem:)) I nie tknęła niczego! :) Jak wróciłam, to rozbawiłam ją poprosiłam o łapę i głos to zjadła z ogromnym smakiem :)
  8. [quote name='ludwa']możesz zawsze spróbować, zawsze zdrowsze niż czipsy;) a jak za twarde, to można namoczyć i też będzie:) swoją drogą pewnie w porównaniu do zupek też zdrowsze i pożywniejsze;))))[/QUOTE] Na pewno tak, ale póki co zostanę przy swoich substytutach żywności ;) gdyż na razie Stasi smakuje nowa karma - ale - w kuchni je tylko w towarzystwie. Wystarczy wyjść i Stasia już idzie za mną :) Najlepiej je kiedy daje się jej w ramach łapówki :) Ale smakuje jej na tyle, ze łapówkę skłonna jest przyjąć nawet na dworze :)
  9. weź nie kracz, tyle kasy wydałam ;) i emocji :) opis tej karmy taki fajny, że sama chętnie bym się czymś takim żywiła :) szkoda, że to dla psów (mogliby produkować coś takiego w wersji ludzkiej :) miałabym czym zastąpić zupki chińskie :) )
  10. No właśnie ! :) - też się zastanawiam i obawiam jednocześnie :)
  11. Ekiana

    Metamorfozy

    [quote name='stonka1125']Panczo, błąkający się po polach, nikomu niepotrzebny, cierpiący, z chorą łapą....... [B][COLOR=DarkRed][FONT=Trebuchet MS][SIZE=4][COLOR=Green] [/COLOR][/SIZE][/FONT][/COLOR][/B] [IMG]http://img177.imageshack.us/img177/7403/pa290006.jpg[/IMG] [IMG]http://img175.imageshack.us/img175/7311/pa290001y.jpg[/IMG] Teraz dr. House, po amputacji nóżki, piękny, kochający wszystkich i przefantastyczny!!! [IMG]http://img695.imageshack.us/img695/2708/panczek3.jpg[/IMG] [IMG]http://img695.imageshack.us/img695/5935/nowypanczek.jpg[/IMG] [B]NADAL SZUKA DOMU!!!!!!!!!!![/B] [url]http://www.dogomania.pl/threads/172320-NajsA-odszy-trzyA-apek-na-A-wiecie-czas-do-domu-pomA-A-my-mu-go-znaleA-AE?p=13395140#post13395140[/url][/QUOTE] szkoda, że moja Stasia tego nie umie zobaczyć - pokazałabym mojemu śpiochowi na przykład jak się można świetnie bawić i biegać mimo wszystko :) dr. House wygląda pięknie, pozdrawiam i gratuluję!
  12. Przyszedł wór z nowym jedzeniem :) Oto zdjęcia - chyba starczą za komentarz :) Stasia stała!! :) No, najpierw leżała i pierwszego orzeszka z założenia nie chciała wziąć do buzi. :) Ja jej tłumaczyłam, że całe jaja z okolicznych farm, że ekologiczne, że łososie w lodzie transportowane, nie mrożone. Ale nic to :) No, to jej tłumacze że to z Vacouver do niej specjalnie przyleciało, namawiam namawiam i skusiła się na jednego orzeszka, na drugiego ... za łapę oczywiście, ze drugą, trzecią, czwartą - a potem jak dałam całą miskę (pierw z połową porcji żeby nie było za wielkich strat gdyby jednak odmówiła). Ale poczuła smak - poczuła zew, aż wstała i widać jak jadła :) Karma droga, ale mina Stasi bezcenna. Zresztą jest to część mojej kampanii antyguzkowej - chcę ją trochę wzmocnić przed zabiegiem. A potem jak się już skończyło "śniadanie" to poszła do kuchni węszyć gdzie ejst schowane to jedzenie :) Pierwszy raz coś takiego uczyniła :) Poprzednia karma właściwie też jej smakowała jak już rozkręciła się do jedzenia, ale trzeba było ten apetyt roziskrzyć. Bywało to męczące.
  13. A tu kilka zdjęć tych materacy, o których pisałam wyżej. Nie jest to Bóg wie co i zdaję sobie sprawę. Ja mam po prostu naturę chomika i żal mi wyrzucać rzeczy, z których jakiś użytek bym była skłonna zrobić. Czasem zwierzęta czy ludzie mają kawałek gazety za posłanie, a tu te materace są naprawdę nie wyleżane. Lubiłam tą kanapę, także kupiliśmy ją używaną i z troszkę obszarpaną tapicerką - ponieważ wcześniejsi właściciele mieli szalone dzieci :) Sofa straciła na wyglądzie, ale nie zdążyła zostać wyleżana, wysiedziana. Ja bym na te materace np. uszyła nowe pokrowce z jakiejś mocnej tkaniny (ale nie mam maszyny do szycia, to tylko wizja :) ) i nikt by się nawet nie domyślił, że kiedyś była to sofa :)
  14. Stasia - zaskoczona bo nakryta w cudzym łóżku :) A tu widać, że jej głupio, ale na bezczelnego będzie leżeć i póki nie dostanie wyraźnego sygnału z nowego gniazda nie zrezygnuje :) Zresztą ona wie, ze ja udaję, że niby nie wiem, że ona tam chodzi :)
  15. [quote name='ludwa']To taki typ. Na stacji też była wybredna:) Jak zawoziłam puszkę, to nie chciała ale okazało się, że pracownicy z biura ją podkarmiają, więc pewnie kanapki z szynką były lepsze. A że ją rozwydrzyliście do granic możliwości, to już kolejna sprawa:))) A coś w sprawie guzków będziecie robić?[/QUOTE] Tak, będziemy robić w sprawie guzków, ale na razie wydaje mi się, że pogoda nie sprzyja inicjatywom. Chciałam trochę odczekać aż śnieg odpuści i zrobi się bardziej przyjaźnie.
  16. Acha i mam jeszcze jedną sprawę. Rozwaliła nam się sofa (elementy prowadnic) dokładnie ta: W związku z tym cześć poszła na śmietnik, ale zachowałam to co wydaje się użyteczne. Tzn. materace i taki jak by zagłówek. Pomyślałam, że może to stanowić legowisko dla psa, a zagłówek, może nawet dla kilku kotów. Nie chcę się wygłupić, ale wydawało mi się, że jest zima i w różnych kondycjach finansowych są schroniska. Ludzie śpią po podłogach w noclegowniach, domyślam się, że dla zwierząt to trudny czas, więc może i coś takiego się przydać. Ongiś legnickie schronisko prosiło choćby o używane kołdry... Jeśli jest taka potrzeba mogę te materace dowieźć gdzie trzeba w ustalonym terminie (np. weekend). I jeśli potrzeba więcej zdjęć to też zrobię aby było wiadomo czy to ma sens i będzie użyteczne.
  17. Acha - tak jak ona leży na tych zdjęciach, raz na boku, raz na brzuchu - w takiej pozycji zazwyczaj je swoje posiłki :)
  18. No i oczywiście mam stały kłopot z żywieniem Stasi :) Trzeba karmę polać olejem i dodać trochę puszki, lub jakiś innych delikatesów ludzkich żeby zechciała zostać nakarmiona :) Z rączki, za łapy, za głos :) Poczynając od malutkich najmniejszych pojedynczych kawałeczków :) Kiedy jesteśmy już w połowie miski i mówię jej, że duża dziewczynka może resztę zjeść sama, to i owszem - zjada sama, ale jeśli pójdę umyć ręce w tym czasie - ryzykuję sporo, że przestanie jeść - bez asysty i towarzystwa jej mało smakuje :) Chyba, że dużo jest tych dodatków do suchej karmy. Oczywiście jest zawsze chętna do kaszanki, kiełbaski swojskiej mocno pachnącej, do chleba ze smalcem ze skwarkami (kiedyś masłem, ale się wyrobiła już :) ). Ale to jest niezdrowe i nie mogę jej ciągle tym karmić, bez sensu. Poza tym od tych mięsnych dodatków do suchej karmy zaczęło jej śmierdzieć z buzi. A suche jedzenie raczej w tym łyka niż rozgryza - czyszcząc żabki przy tym. Reasumując wychodzi mi to wszystko nie tylko drogo, ale nie zdrowo, nie przynosi też wymiernego efektu żywieniowego. Nawet kiełbasa się nudzi :) Niestety - miałam doświadczenia, że chciałam dać zajawkę przed posiłkiem na rozsmakowanie w postaci kiełbaski, a Stasia nie, nie chciała :) Tak wiec tym razem zamówiłam karmę o większych walorach smakowych, Acanę. Dziś ma przyjść kurierem, ciekawe czy Stasia ją zaakceptuje. Podawałam jej z ręki na śniadanie karmę, ale bez dodatków. Oczywiście Stasia nie ma na to ochoty :) :) Stasia podchodzi raz po raz i trąca nochalem, chcę być głaskana, myślę, że coś by też rzuciła na ruszt - ale lepszego :) Ale nie będę jej dawać ciągle psich fast foodów - bez sensu. Ciekawe jak będzie z Acaną. Swoją drogą Stasia mogłaby być psem testowym do reklam :) Udowodniłaby, która karma dobra (smaczna), a która nie :) Inna sprawa, że powinnam być bardziej stanowcza. Znów nie udaje mi się zabrać po 15 min. miskę. Wolę ją nakarmić i mieć czyste sumienie. Ale chociaż wiem, że to bez sensu - ciężko to zrobić :)
  19. [quote name='Mruczka'][FONT=Arial]Pozdrawiam Stasię i jej Panią - odzywam się, bo też mam psa - śpiocha, co mnie nie przestaje dziwić. Adoptowałam Pandę z charakterystyką, że jest to spokojny piesek, który „dużo myśli”, ale nigdy wcześniej nie myślałam, że są psy prowadzące taki tryb życia. [/FONT] [FONT=Arial]Do tej pory w moim domu rodzinnym mieliśmy dwa psy ( samce), które były wręcz hiperaktywne - asystowały nachalnie przy gotowaniu, praniu, pracach ogrodowych - no, we wszystkim, o rannym budzeniu nie wspominając. Bywało to uciążliwe. [/FONT] [FONT=Arial]Tymczasem Pandula najczęściej ŚPI lub LEŻY i MYŚLI. Ponieważ jest młodym psem (około 2 lata) ma oczywiście chwile „głupawki” i nieokiełznanej zabawy, lubi sobie poszczekać, szybko biegać na spacerkach, przepięknie też potrafi się sama bawić, ale aktywność nie jest jej priorytetem. [/FONT] [FONT=Arial]Przy większości prac domowych Panda mi towarzyszy, jednak nie rozrabia i w nich nie uczestniczy, tylko kładzie się obok i - gdy np. prasuję - co robi....... ? wiadomo, myśli. [/FONT] [FONT=Arial]Czasem chciałabym, żeby Panduś była bardziej wszędobylska, brakuje mi trochę psiego ryjka wtryniającego się gdzie trzeba i nie trzeba - no, ale szukałam spokojnej suni , to mam. [/FONT] [FONT=Arial]Chciałam tylko napisać - Witam Stasię w Klubie Psów Aktywnych ......... Intelektualnie. [/FONT] MY też pozdrawiam!!! :) i dziękujemy! Ja tez chciałam pieska statecznego - to mam :) Myślicielkę, prowadzącą bardzo aktywne życie senne - potrafi przez sen szczekać i prawie zawsze biega :) Rusza łaputkami i wydaje różne dźwięki, marszczy mordkę :) To jest nawet fajne - tylko żałuję, że moja Stasia sama się nie bawi :( Ani z innymi pieskami. No, przywita się, ok - ale potem patrzy gdzie ja jestem i zmierza do mnie. A nie ukrywam, że Stasia jest spora, potrzebny jej ruch i byłabym wielce wdzięczna i zobowiązana gdyby odrobinę tej aktywności zapewniała sobie sama. Ona natomiast ogranicza ją do obwąchiwania wszystkiego co się da, zostawiania gdzie trzeba sikanych wiadomości i chodzenia tuż za mną, noga w nogę, łapa w łapę :) Jak wychodzi z Łukaszem to wywija aniołki na śniegu i ma wtedy więcej ruchu bo on z nią biega :) Natomiast ze mną najlepsza zabawa jest wtedy jak się jej schowam :) Albo oddziela nas zaspa i Staśka szczeka bo nie chce jej się przebijać przez śnieg aby przyjść do mnie - a jednak bardzo by się chciała koło mnie znaleźć :) A jeszcze lepiej jak się przy tym schowam jej za jakiś samochód :) No, jak już jednak się zdecyduje, przybiegnie to tak kręci doopesia, podszczekuje, zadowolona jest :) Stasi filozofce naprawdę ciężko jest zrobić tego typu zdjęcie - bo aby wywołać taką minę trzeba się nią zajmować - rozbawiać :) zaoferować jej 100% swojego zainteresowania i aktywności. Jak biorę za aparat to już spada dawka procentowa i Stasia wtedy raczej pozuje :) Tak, ona rozumie "pozuj, pięknie pozuj" - zabawnie jest na dworze, kiedy jej mówię "pozuj" - a ludzie się odwracają (zwł. dzieci) :) z zainteresowaniem, kto jest tą modelką :) No, a oczywiście spanie jest najlepszą formą rozrywki :) Po co się rozbierać - najlepiej się walnąć w kimę w "ciuchach" ... :)
  20. "Ja wcale nie śpię... Ja się wylęguję" ;) ....
  21. Bardzo śpiąca :) i bardzo Królewna - jak nie pokarmisz (poprosisz o łapy i głosy, to nie zje :)) no, ale także dobrze wychowana, co będzie widać na krótkim filmiku :) [video=youtube;paXHDwSwaeM]http://www.youtube.com/watch?v=paXHDwSwaeM[/video] A do samochodu zawsze w futrze ;) Prawdziwa dama! :) P.S. Mam nadzieję, że nikogo to nie brzydzi, że tak z widelca :) Sztućce są zawsze myte przed podaniem Stasi! ;)
  22. Dziękujemy bardzo za pozdrowienia - Stasia też pozdrawia :) Co u niej? Głównie się wysypia za wszystkie czasy. Gorąco jej strasznie, wstaje - pije, a potem znów w kimę :) Ja teraz mam sesje i totalne urwanie głowy z oddawaniem i robieniem projektów, dlatego piszę teraz mniej. Ale nadrobię - został jeszcze tydzień "masakry" :) Pozdrawiam! I oczywiście Stasia też! :)
  23. No to dobrze, że nie wykazywała zainteresowania. Pewnie też się nie karmi normalnie i od razu, więc najgorszy okres po operacji jakoś przetrwa, ale podejrzewam, że noszenie jej mogło by być dodatkowym bólem i niekorzystne dla szwów dlatego zastanawiam się po jakim czasie samodzielnie będzie sama chodzić. Moja mama po operacji woreczka wstawała od razu, ja po złamaniu i operacji tylko ręki nie wstałam przez tydzień.
  24. Nie ma sprawy, możesz dokuczać :) Doradzasz też mądre rzeczy (np. z dr Jagielskim). Ketunia ma inicjatywę pomocy legnickim zwierzętom ze schroniska, chciałaby uszyć lub kupić legowiska. To są duże koszty, ja bym to jakoś inaczej zorganizowała, jakąś zbiórkę po legnickich instytucjach (mam wlot do kilku sporych) czy coś... Jednak żadna z nas nie była w tym schronie. Chciałam zaproponować abyśmy się tam przejechały samochodem, ale ze względu na problemy ze Stasią nic nie mogło dojść do skutku. A dziś znalazłam takie informacje na stronie: Schronisko w Legnicy jest zakładem komercyjnym, przyjmującym do likwidacji psy z wyłapywania przez hycli w wielu gminach. Szczególny dla tego schroniska był duży przerób i fakt, że działalność tę prowadzi spółka stanowiąca własność gminy (Legnickie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej). • zasięg działania schroniska w Legnicy w 2004 r. • aktualne dane ewidencyjne schroniska Sprowokowana wzajemnymi oskarżeniami pracowników, skrupulatna kontrola przeprowadzona przez Urząd Miejski wykazała, że w 2004 roku schronisko utraciło 77% psów (1.017 na 1.324 przyjętych) i że wyniki dotychczasowych kontroli ze strony Inspekcji Weterynaryjnej nie opierały się ani na dokumentacji schroniska ani na rzeczywistości. Schronisko przyjmowało psy z dziesiątków gmin w cenie 196 zł za 14-dniowy pobyt. W tym czasie psy rasowe i atrakcyjne były sprzedawane a reszta była regularnie uśmiercana (680), padała (29), lub też ich los jest niemożliwy do ustalenia (308). Działalność ta przynosiła spółce zyski. Podstawy prawne działalności takiego zakładu nie nawiązywały nawet czysto formalnie do ustawy o ochronie zwierząt. Miasto Legnica zwarło ze swoją spółką umowę o prowadzenie schroniska, powołując się na wytyczne Ministra Gospodarki Komunalnej z 1961 roku, które nakazywały uśmiercanie zwierząt po 14 dniach. W sierpniu 2006 r. rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Legnicy proces o przestępstwo nieuzasadnionego uśmiercania zwierząt przeciwko kierownikowi schroniska i lekarzowi weterynarii – bezpośrednim wykonawcom pomysłu na dochodową rakarnię obsługującą całe województwo dolnośląskie. Proces zakończył się w październiku 2007 uniewinnieniem od zarzutu znęcania się nad zwierzętami. Co do organizatorów tego procederu, czyli Prezydenta Legnicy, kierownictwa LPGK i wójtów 46 gmin, prokuratura postanowiła umorzyć postępowanie, a sąd utrzymał to postanowienie w mocy. Aby uchronić przed odpowiedzialnością organizatorów przestępczego procederu, prokuratura wymyśliła konstrukcję prawną, jakoby zwierzęta, wyłapywane na zlecenie gmin i umieszczane w schronisku w Legnicy, przechodziły po 14 dniach „na własność” gminy Legnica, zatem ich dalszy los miałby obciążać już tylko kierownictwo schroniska. W tym celu prokuratura powołała się na rzekomy zapis w regulaminie schroniska. Zresztą zwierzęta bezdomne, z mocy ustawowej definicji, nie mają ustalonego właściciela. Psy nabywane w jakimkolwiek celu na własność gminy Legnica, nie mogły by trafiać do schroniska dla zwierząt bezdomnych. Jakoś nie mam ochoty wchodzić w rzeczy, których nie widzę na własne oczy. Prywatną kasę teraz będę zbierać na operację Stasia usunięcia reszty listwy mlecznej i wizyty diagnostyczne. Będzie się trzeba do tego przygotować nie tylko finansowo, ale merytorycznie. Nie mam żadnego doświadczenia w opiece nad psem po operacji. Czy pies szybko po zabiegu wstaje aby załatwić własne potrzeby? Może się orientujesz? Mamy na szczęście windę. Szkoda mi też jej kroić, ledwo niedawno doszła do siebie w miarę. Myślę, że odzyskała właściwą wagę, ma ładną błyszczącą sierść.
×
×
  • Create New...