Jump to content
Dogomania

Kasia77

Members
  • Posts

    4673
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasia77

  1. Sił mi brakuje chwilami.... Gaja od jakiegos czasu sika w psią kanapę, nie co dzień, ale zdarza sie coraz częściej, nie prosi o wyjście, tylko ot po prostu sika pod siebie, dziś było weselej, bo w pakiecie dostałam do posprzątania kupe. Cezar rozsypuje się w oczach, Natka ma więcej złych niż dobrych dni:sad:, Ola od wczoraj kuleje- podnosi prawą tylną łapę do góry, staje nienaturalnie wygięta - cos jest nie tak. Jej sie zdarzało nie raz po przyjeździe trzymać łapkę w górze , ale kiedy rozchodziła się, to wszystko wracało do normy, potem na długo zapomnieliśmy o Olkowych niedomaganiach, nie dawały o sobie znać aż do wczoraj. Jeśli to sie utrzyma, czeka Olę stres- klinika. Nie chce źle wróżyć, ale kuleje na tą łapę nad którą ma duzą, twardą narośl, może to jakiś mało fajny guz, który sie odzywa, daje ucisk a jego działanie wychodzi łapą... Przez ostatnie dni przynosiłam ją do domu i chociaż spektakularnych efektów naszej pracy nie było, to nie było również gorzej, czyli jak na Olkę to i tak dobrze, ale wczoraj nastąpił zwrot o 360 stopni, Olka zachowywała się tak, jakby mnie , mieszkanie i psy widziała pierwszy raz na oczy, w panice chowała się w kąty, szamotała jak ryba bez wody, zupełnie jakby z pamięci uciekło jej wszystko co zdążyliśmy zbudować. Czas, uwaga, praca nad Olcią i nadzieja, że drepczemy ku lepszemu, rozpadły się jak domek z kart... Cały dzień był na Nie , dzisiejszy jest nie inny:sad: I jeszcze słowo o rozliczeniach: Wklejam paragon za listopad + paragon za tomograf, brakuje rachunku z laboratorium za badane krwi Kazana , robione przed tomografem (zapomniałam pstryknąć ), w każdym razie wszystko razem daje rozliczone listopadowe wpływy od Beatki (- to tak dla porządku ;)) [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/478/0a5bab86912cc0c0med.jpg[/IMG][/URL] (słabo wyszło, jesli trzeba zrobie lepsze) Na dzień dzisiejszy/m-c grudzień , założyłam jak na razie 50 zł za ostatnią wizytę/Cezar , dziś wezmę kolejne zastrzyki. Kończą się też leki osłonowe, które Cezar dostaje, na żołądek i wątrobę, bo sterydy jak wyniszczają pomagając, każdy pewnie wie, więc dawać zastrzyki bez wspomagania i minimum ochrony, to czyste zabójstwo. Jeśli mam zamawiać Cezarowi jakies wspomagacze, to też pare groszy potrzeba, no i moją bolączką pozostaje Florka, wiecie w jakim stanie są jej łapy:-(:-(, to jest taka makabra, ze nie wiem jak się za to wszystko zabrać, trzeba coś w nią wpychać, i to nie byle co, żeby miało jakikolwiek sens i dawało nadzieje na poprawę, tylko najpierw jakąś kopalnie złota trzeba odkryć
  2. [quote name='APSA']To niestety brzmi trochę jak " jego koledzy ze schroniska czekają na zwolnienie miejsca" :-/ Parszywe to życie dla bezdomnych psów :([/QUOTE] .....straszne....:sad: i prawdziwe, niestety:sad:
  3. Nie jest dobrze, po piątkowych zastrzykach podniósł sie na tyle, że dał radę przejść przez ogród i koniec, nie podnosił się chociaż próbował - bezskutecznie, więc wieczorem dzwoniłam do kliniki, ale weterynarka powiedziała, ze zastrzyk był silny, że warto/powinno się przeczekać dobe....więc czekaliśmy... W sobotę po owej , minionej dobie , dostał sterydy - swój "stary" zestaw , podniósł się po kilku godzinach od podania , ale to już nie to samo co przy wczesniejszych podaniach, tym razem, podnosił się z ogromnym trudem , pochodził, "rozłożył" się na ziemi a potem dłuuuugo walczył, żeby dźwignąć swoją "gorszą" połowę do góry. Dziś ,z piskiem, wygrzebał się jakoś z domku, potem podjadę do kliniki, bo sterydów juz nie mam a marne szanse, zeby do jutra utrzymał się na łapach. A przy okazji... - na przełomie grudnia i stycznia będę w Warszawie, zbierajcie dla mnie proszę, jeśli możecie, wszelkie szmaty i szmatki. Dla mnie nie ma takiego pojęcia jak "stara, podarta koszulka do wyrzucenia"- nic nie jest do wyrzucenia dopóki nie spotka się z tym, czym najraźniej zaznaczają swoją obecność staruszki. Przy stadzie emerytów robiących głównie pod siebie, wszystko się przydaje Po nocy kupa jest zazwyczaj wszędzie, koce z legowisk idą do czyszczenia i prania jeśli się nadają , ale często już nic nie można uratować-nadają się tylko do wyrzucenia, tak jak wczoraj czy dziś po Cezarze - jakby problemów z łapami było mało, daplątała się koszmarna biegunka z którą ostatnio mieliśmy względny spokój, tak więc to co dzieje sie pod Cezarem, do okoła niego i na nim samym, można sobie tylko wyobrazić.... Co dzień jakieś koce idą do śmietnika + cała masa ścierek pod tytułem podkoszulki, przescieradła przerobione na szmatki a nawet nogawki od spodni (i reszta spodni też), bo jak nie ma nic lepszego, to tnę wszystko co wpadnie mi w ręce , nawet spodnie,chłonne nie chłonne- wszystko jedno, do zebrania wszechobecnego "bigosu" przydaje się dosłownie wszystko. Z poszew i ręczników przywiezionych z Kacprem i Florką, zostało niewiele, wiele rzeczy staje się rzeczami jednorazowego użytku , więc góra zapasów topnieje w oczach. Poniżej Cezar przedwczorajszy, na zdjęciu wygląda niczego sobie, ale w tamtym momencie juz nie mógł sie podnieść. Biedny , robi takie wielkie, okrągłe i coraz bardziej przerażone oczy, kiedy próbuje wstać, piszczy, walczy aż opada z sił i chciał nie chciał, musi sie poddać:sad: Wygląda jakby sie cieszył, ale był mocno zdenerwowany, bo nie mógł wstać.... Warto byłoby go czymś powzmacniać..., może chociaż Gelacan, który brał Zoran?, nie pomógł na długo, ale zawsze coś. Fundacja Rotka ma Gelecan u siebie Galecan w sprzewdaży i preparaty Vetfooda, można zamówić razem, koszt przesyłki przynajmniej jeden. Teoretycznie mozna pchać w niedomagającego psa rózniaste rzeczy, ale porządne wspomagacze, to porządne koszta, przechodzące m-cznie w "grube stówy" a mówimy o jednym tylko psie:sad: A zna ktoś moze tabletki na stawy Luposan?, mają dobre opinie w sklepie internetowym w którym kupuje karmy, ale też kosztują ponad 100 zł, więc za dużo żeby ryzykować, chociaz może warto.... A Happy Dog ArthroFit? - zna ktoś ? , dobre opinie, ale cena też nie skłania do ryzyka.
  4. [quote name='beataczl']przykro...Cezarku nie daj sie, oby zastrzyki pomogly. a nie ma jakiejs innej metody/leku/ co to za schorzenie jest[/QUOTE] klasyczne problemy starych, schorowanych owczarków a zwłaszcza psów po schroniskowych - tylne łapy są do wymiany:sad:. Tabletki dawno przestały pomagać, w tej chwili dostaje nic innego jak sterydy , jeśli i one przestaną stawiać Cezara na łapy, będzie źle....... Od mojego ostatniego postu, do tej pory jakoś chodził, w piątek byłam u weterynarza, dostał mocniejsze zastrzyki, pozbierał się i nie było najgorzej. Dziś znowu przyszło załamanie, po zastrzyku niby sie podniósł, ale z trudem i na krótko...:sad:
  5. Miodzio zamieszkał w budzie Cezara, wyprowadził sie z przedsionka i ze swojej budy w ogóle, po tym, jak nowa koleżanka - babcia Florka, nosi się z budy do budy i tam gdzie "przyklei się" do ściany, tam siku robi pod siebie. Takim sposobem Miodkowe miejsce stało się mało przyjemne , więc opuścił Miodzio swoje mieszkanie i wyniósł sie do budy Cezara. W rezultacie wyszło mu to na dobre, bo przedsionek ma teraz mniejszy i spać w nim niewygodnie , więc śpi tak jak nalezy- wchodzi w głąb budy, gdzie ma zacisznie i ciepło. A babcia Florcia....to taka druga Olcia, albo i gorzej, tylko na szczęście nie gryząca, za to sparaliżowana strachem i sztywniejąca przy próbie dotyku , stapia sie ze ścianą budy i próbuje stać się niewidoczna:sad:. Z budki wychodzi, tylko wtedy jak jest ciemno i nikt jej nie widzi. Póki co pakuje się co dzień do budy, siadam obok niej z zapasem parówek, pasztetu, bo to bierze z ręki najchętniej, głaszcze, mówię trzy po trzy i tak się próbujemy oswoić ze sobą. Na zdecydowane postępy, musiałabym czekać wiecznie, dlatego w najbliższym możliwym czasie, postaram się dobudować Florze przy domku mały pokoik żeby móc wydostać ją z tych ciemności, bo jak będzie siedzieć w budzie tak jak siedzi, to szybciej odejdzie na zawsze, niż przestanie panicznie bać się życia.
  6. Witajcie ;) Serdecznie dziękuje za wszystkie dobre słowa. Kilka słów o sprawach zaległych: Fakturę za wizytę weter. u Kazana wzięłam zgodnie z umową, na stowarzyszenie owczarków, wyśle jutro, bo nie mogłam się wygrzebać z domu przez ostatni tydzień . Tyle uzbierało się prania przez te pogody niesprzyjające choćby suszeniu, że nie ogarnę sie z brudnymi kocami i resztą "szmatek" do świąt a między jednym i drugim praniem biegam od psa do psa, bo dla każdego trzeba mieć czas a że futer wymagających parę jest, to ze znalezieniem wolnych przysłowiowych 5 minut było ostatnio krucho. A teraz coś przyjemniejszego ;) : "Sympatyczny" Ksawery, odciął Nas na kilka dni od świata. Razem z wichurą uciekł Nam prąd, bark prądu= brak ogrzewania w psim domku, brak ogrzewania znaczy nie mniej nie więcej jak tyle, że maluchy marzną a marznąc nie mogły, bo jak wytłumaczyć psom, że wiatr pozrywał linie wysokiego napięcia, poprzewracał słupy i dlatego muszą trząść sie z zimna przez trzy doby... - Nie było rady, maluchy wprowadziły się na ten czas do domu, jakos się pomieściliśmy wszyscy razem, chociaz łatwo nie było. Właściwie, to teraz, po czasie, mimo tych chwil grozy, które przeżyliśmy w oczekiwaniu na moment, kiedy pofrunie nam dach i powieje nas z domu razem z 10ką psów , mogę się tylko cieszyć, bo dzięki tej całej sytuacji dokonała się małą rewolucja w naszej Oli:) Dziadkowi było i jest w sumie wszystko jedno gdzie śpi, on i tak, tylko wpałaszuje miskę a potem byle miękkie posłanko namierzyć , troche pomruczeć, pomarudzić i juz dziadzio pogrążony jest w głębokim śnie. Pierwszej nocy obudził mnie zapach... dziadek spał przy moim łózku a przez sen tak dobrze robi się duuuże kupy. Z Natką bywa podobnie, bo zanim Nacia załapie że coś chce zrobić, to już jest wszystko gotowe i leży pod nią, dopiero wtedy psica sie podnosi i myśli o tym, ze trzeba wyjść za potrzebą na dwór, chociaż i tak nadziwić sie nie mogłam, bo ładnie starały się zachować czystosć i brudziły znacznie mniej, niż w swoim domku. Z trójki maluchów, to Ola po wyniesieniu natychmiast robiła siusiu, widać czekała az wyjdzie na dwór, obserwowałam te bidy i z każdą chwilą upewniałam się mocniej w poczuciu, że one wiedzą co to dom, że kojarzą z przeszłości miejsce w którym zapewne mieszkały i mimo, że schronisko i czas w nim spędzony zabiło masę wspomnień, to gdzieś w tych małych babcinych główkach, chowają się wyblakłe wspomnienia. Nata drugiego dnia spędzanego w domu wyszła z pokoju i zwiedziła mieszkanie, zajrzała w kąty, sprawdziła zapachy, przez ta krótką chwilę była psem , który ma normalny dom i czuje że coś zmieniło się na lepsze. Olcia wyszła z pokoju trzeciego dnia, nabrała takiej smiałości, że "utknęła" między psami mieszkającymi w domu na co dzień , co kilka kroczków zatrrzymywała się, przyglądała, wpatrywała w ludzi, w siebie samą w lustrzanym odbiciu , niezwykle interesujący okazał sie piekarnik, bo w szybie było widać białego stworka i Ola nie mogła sie na siebie napatrzeć:) Najgorsze było to, że tego dnia mieliśmy juz prąd i czekałam tylko aż nagrzeje się wyziębiony domek, żeby psy mogły do niego wrócić a tu ze strony Oli taka niespodzianka..., sunia- strach na czterech łapach , wydawałoby sie nie do przełamania, tak mocno zaczęła się otwierać, żal było to zaprzepaścić, ale z drugiej strony, branie Olci na ręce, to niezmiennie ogromna panika, sunia wije się, wygina, gryzie na oślep:sad: Dziadzio po powrocie do domku, pochłonął miskę i tak sie zmęczył jedzeniem, że nad nia zasnął, Natka patrzyła na mnie tak, jakby ktoś znowu zabrał jej prawdziwe szczęście. Ostatnią wyniosłam Olę, siedziałam z nimi i zastanawiałam się, czego ona by chciała, co by wolała - czy wszystko jedno jaki dom byle blisko Naty?( Ola jest z Natką mocno związana,trzyma sie blisko niej, śpi z nią), czy paraliżujący strach przy każdorazowym braniu na ręce żeby wynieść a potem wnieść do domu, byle dom był ludzki - taki, jaki każdy pies mieć powinien?. I kiedy tak siedziałam i myslałam, Ola podeszła i pozwoliła pogłaskać się po całym grzbietku i boczkach, wcześniej pogłaskanie boczków było niewykonalne, chyba, ze ktos chciałby wysłać Olę za TM na zawał . Wtedy coś się zmieniło, żal było stracić to wszystko na co sunia pozwoliła, dlatego zabrałam ją z powrotem do domu, ale ta noc nie była taka spokojna jak poprzednie, mimo, ze dookoła były inne psy a kołderka ciągle ta sama i w tym samym miejscu co wczesniej, to nie było obok Natki. Ola całą noc przetupała, całą noc nie spała a ja razem z nią, bo chodziła po pokoju w tą i z powrotem. Rano siadła w oknie i przez szybe spoglądałą na dwór. Wyniosłam ją a kiedy miała dość dreptania, sama weszła do psiego domku i zasnęła przy Natce. Tak więc noc w domu nie okazała sie najbardziej trafionym pomysłem, ale postanowiłam przynosić Olkę do domu w ciągu dnia , na kilka godzin, może dzięki temu nie stracimy postępów jakie zrobiła - to niby niewiele , bardzo maleńkie kroczki, ale dla kogos kto zna Olę i wie jaka jest, to są kroki siedmiomilowe, dlatego mam nadzieję, uda nam się zachować te małe zmiany a czas pozwoli wypracować cos więcej...ale na cuda nie liczę , chciałabym żeby sunia kiedyś chociaz raz poruszyła (zamachała) ogonem, ale nie wydaje mi się żebyśmy doczekali dnia kiedy Ola , aż tak się do nas uśmiechnie. Są psy, dla których miejsce takie jak to u mnie, będzie rarytasem, są takie którym wszystko jedno, ale są takie jak Olka , z tak kruchą i zrujnowaną psychiką, że najcudowniejszy psi dom, nigdy nie zastąpi normalnego domu, który da szanse na psychiczną równowagę. A tak towarzystwo spędzało czas, kiedy na dworzu szalał Ksawery: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/472/531ccce59dc278dcmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/471/a6ac48151966ae52med.jpg[/IMG][/URL] na tym zdjęciu widać, jak w ostatnim czasie powiększyła się u Natki narośl [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/471/526a2f16cb640088med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/472/f362837356e2c992med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/472/6d88d4fdbe3df640med.jpg[/IMG][/URL]
  7. Cezar ciągle dzielnie dźwiga się na łapy, ale nie wiem jak długo da rade.... Kiedy padają tylne łapy, dostaje zastrzyki, podnosi się i jest z reguły kilka dni spokoju, po czym wszystko zaczyna się od nowa. Wczoraj wieczorem nie mógł sie podnieść, długo walczył, żeby stanąc na wszystkich czterech łapach, już poszłam po zastrzyki bo myślaałm, ze się nie dźwignie, ale nie dał za wygraną, podniósł sie jakoś. Dziś nie dał rady:( , wyczołgał się na przednich łapach z domku , dostał zastrzyki, ale nie wiem czy go podniosą. Leżał i wrzeszczał w niebogłosy, bo Cezar to pies, który nie godzi się z niepełnosprawnością, to baaaardzo silny psychicznie pies, uparty, taki, który sie nie poddaje , walczy do końca i za wszelką cenę, więc kiedy próbuje za wszystkich sił podnieść łapy, które wiszą jak worki waty, dostaje szału , nerwów wymieszanych z przerażeniem Nie wiem jak dalej będzie, przód ma Cezar bardzo silny, ale co z tego, jak to jest pies z rodzaju tych, co to nie pozwalają sobie pomóc, Ty chcesz mu podnieść zad do góry a on szczerzy się do Ciebie i daje znać, że jak nie zostawisz, to Ci odgryzie ręce.
  8. Kiedy przyszło mi pochować Kazana , pół dnia stałam na ogrodzie między innymi grobami i zastanawiałam się, gdzie wykopać kolejny dół..., to wcale nie łatwe, kiedy tyle ich już jest a miejsca nie przybywa, nie mogłam sie zdecydować... Pytałam głośno samą siebie, gdzie ja mam go pochować? i wtedy Miodek stanął w jednym z miejsc które przechodziły mi wcześniej przez myśl i zaczął kopać, kopał tak, jakby ukryty był tam wór pachnącej kiełbasy, popatrzył na mnie znacząco i juz wiedziałam gdzie..., Miodek wiedział, że Kazana juz nie ma, wiedział komu musimy naszykować miejsce na wieczne mieszkanie , sam je dla niego wybrał a kiedy kopałam ,nie odstępował mnie na krok, nie odszedł nawet na chwilę, cały czas leżał obok na wykopywanej ziemi albo stawał nad dołem i patrzył do środka. Był z nim do samego końca, począwszy od spania w jednej budzie, szczególnej potrzeby bliskości i przywiązania do Kazana , po wybranie miejsca pochówku i obecność do końca - to był dla Miodka jakiś koniec, zrobił wszystko co mógł dla przyjaciela i mam wrażenie zamknął etap wspólnego życia, bo kiedy pochowałam Kazana, Miodek juz go nie szukał, patrzy na mnie z taką madrością w oczach- można mieć wrażenie, że wszystko rozumie...., ale nie ma już w jego oczach tego smutku widocznego na zdjeciach . Jest wesoły, bawi się, skacze, biega, szarpie za rękawy jak szczeniak - wstąpiła w niego nowa radość, chociaż.... nie przestał spać w przedsionku , mimo, że jest zimno i w głębi budy byłoby ciepło i o niebo przyjemniej, to puste miejsce Kazana ciągle czeka......... [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/445/1d7de79644eea511med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/446/523ab6a2cfdb948dmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/444/40774b289aabf44amed.jpg[/IMG][/URL] U Olci bez zmian, u Natki raz lepiej raz gorzej - sporo ma gorszych dni, do końca roku postaram się zrobić wszystkim staruszkom gruntowne przeglądy u weter. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/447/c52eccb27a25b991med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/450/102bb97ca201c0c4med.jpg[/IMG][/URL] U nowych futerek w porządku. Dziadzio najprawdopodobniej nie widzi nic, ale słuch jeszcze ma nie najgorszy, reaguje na wołanie, nawet jak utknie gdzies na ogrodzie a słyszy głos , to całkiem ładnie namierza kierunek z którego ów głos dochodzi. Nowa babcia niezmiennie tkwi w jednym miejscu, zmieniła nieco lokalizację, mam nadzieję, ze ta zmiana, mimo że drobna, pozwoli jej chociaż minimalnie przełamać strach . A wracając do Miodka, Miodzio to na pewno nie jest zdrowy pies, zdrowy pies nie potyka się o każdą większą kępe trawy na łące , Miodka często dopadają zawirowania, zwłaszcza przy wysiłku, np, zabawie, czasem nim zabuja a łapy składają się jak łamane patyki, ale to nie jest nic nowego, Miodzio zdrowy nie przyjechał i zdrowy nie jest a co się popsuło a co naprawiło w starych kościach - to będziemy sprawdzać jeszcze przed końcem 2013. Gdzieś tam , gdzie widać małe domki, mieszka Miodek: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/448/6be8ed70fa4b9d7cmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/449/70eeb67d08b37e3fmed.jpg[/IMG][/URL]
  9. [quote name='teresaa118']Cioteczko [I][B]kasiu77[/B][/I], dzielnie kibicuje twojej stronie, na ktorej opisujesz dzieje starych, chorych i nikomu nie potrzebnych psiakow. Gleboki uklon. Wiem, ze jestes smutna po odejsciu Kazanka, ale inne biedy juz ustawily sie do Ciebie w kolejce. Nigdy na nic nie jest za pozno. W miare naszych mozliwosci dzielimy sie z tymi psami naszymi domami i pieniedzmi. Niestety, stale jest za malo i dlatego nie jestesmy w stanie ogarnac tej nedzy. Wazne, ze jestesmy tu i teraz. Poprosze o konto.[/QUOTE] Dziękuje za dobre słowa, to dużo znaczy, wsparcie pomaga zbierać w sobie nowe siły na to co nadejdzie, na nowe działanie, na kolejne pożegnania, dlatego dziękuje że jesteś i że napisałaś. Kiedy odprowadza się na drugą strone psa chorego na nowotwór, zmęczonego chorobą od czubka uszu po koniuszek ogona, psa któremu w pewnym momencie wszystko jedno, to może i większe jest to poczucie, że ta pomoc- eutanazja , jest jedynie ulgą i racją, ale nie ma nic gorszego, jak to ,kiedy żegna się psa, któremu brak "tylko" sprawnych łap, zestresowanego obecnością obcych osób/weterynarzy, które raptem pojawiają się i zaczynają grzebać przy nim co nigdy wczesniej się nie zdarzało, więc jest dla niego nienaturalne . Odszedł u siebie, nie wieziony do kliniki, mam nadzieję, że to w jakims stopniu zminimalizowało stres:( Niektórzy uznają, że bywają psy w gorszym stanie niż Kazan, że to jeszcze nie był czas, inni przeciwnie - uznają , że szukanie nadziei dla Kazana, badania, podróże do Poznania , były niepotrzebne a czas który żył w tym gorszym stanie za długi, męczenie psa... - Żaden czas nie jest dobry, łatwo jest "przegiąć" w każdą stronę, przypadek Kazana to najgorsza sytuacja z mozliwych, kiedy trzeba psu świadomemu, "zdrowemu" odbierać życie Tomograf był szansą, nadzieją w którą wierzyłam , najtrudniejsze decyzje trzeba podejmować ze 100%ową pewnoscią, że nie skazuje się na śmierć psa, który być może ma na nie realną , dużą szanse. Gdyby odszedł bez pewności którą dały badania a co za nimi idzie opinie różnych weterynarzy z różnych klinik i miast, to juz zawsze męczyłoby pytanie, czy mozna było coś zrobić . Mnie zjadłyby wyrzuty sumienia jak znam swoje sumienie, tak to juz jest, że ciężko sie z nim dochodzi do ładu . Dzięki wszystkim wykorzystanym możliwosciom, wiem napewno, że nie odebrałam psu życia bez mocnych, pewnych podstaw . Ta pewność jest w każdym przypadku niezwykle ważna, potrzebna tym bardziej jeśli co kilka m-cy umiera kolejny pies i pożegnań jest tak dużo, za każdym razem są strasznie trudne i jedyne co może pomóc nie zwariować, to spokój sumienia i coś jeszcze, coś czego nie można opisać słowami... - dziękuje Pani Elżbieto, Pani obecność po drugiej stronie słuchawki, wszystkie słowa, rady, tłumaczenia mojemu wątpiącemu i wiecznie nie przekonanemu rozumowi, były i są bezcenne , kiedy odeszła Zora , Dorotka ,Pineska.... - kiedy przeżywałam najstraszniejsze momenty w życiu, była Pani moją deską ratunkową , wyciągała mnie na powierzchnie, za każdym razem kiedy zaczynałam tonąć... Rok 2013 był bardzo trudny ,zabrał Tare, Amonka, Aze , Igunie , Kazana i mimo, że niewiele go zostało do końca, to kto wie, czy wyczerpał już dla mnie limit na rozstania... Staje przed naszą "ścianą pamięci" , patrze na ich roześmiane oczy, na mojego Amona przylepe, Igunie moją księżniczke, Sarę, Zorana..., tak szybko mija czas...., tyle było wspólnych dobrych chwil.... tak szybko i bezpowrotnie przeminęły . Bardzo za Wami tęsknie:sad::sad:
  10. jakie cudo grubaśne, piękna jest :):)
  11. [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images65.fotosik.pl/432/955303c58dea925cmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/432/b0984e5a4363b13dmed.jpg[/IMG][/URL] Kazanek odszedł o godzinie 16ej:( :(
  12. Po konsultacjach z weterynarzami proszonymi o opinie w sprawie Kazanka, z ogromnym trudem, podejmuje decyzje......Nie godzę się z nią, nie godzę się na śmierć tych biednych, wyniszczonych psów, ale nie mogę kazać mu żyć w tym stanie tylko po to, żeby powoli przestawały pracować poszczególne narządy wewnętrzne. Weterynarze w Poznaniu, w Słupsku i kolejni do których dziś rano z wydrukowanym opisem pojechał domek mojej tymczasowiczki Boni ,uważają, że operacja nie ma sensu... W tym miejscu serdecznie dziękuje domkowi Boni - dziękuje Pani Elżbieto, Pani pomoc ogromnie dużo dla mnie znaczy i miała największy, ostateczny wpływ na decyzje. Owszem, operować na upartego można, ale taka operacja byłaby długa i trudna,w gre wchodziłaby jednak tylko doświadczona klinika i tu kłania się najczęściej polecany w takich przypadkach Wrocław , operacja byłaby wyczerpująca dla organizmu a biorąc pod uwagę wiek i wyniszczenie Kazana, bardzo prawdopodobne, ze nawet by jej nie przeżył a nawet gdyby przeżył czekałaby go bolesna rehabilitacja, która mogłaby pomóc a równie dobrze nie przynieść nic poza cierpieniem. To dla mnie bardzo trudne, to Ja będę trzymać go za łapę do końca, kopać kolejny dół na ogrodzie i żegnać na zawsze :(:(:(, ale chce wierzyć , ze to właściwy czas, ten w którym Kazanek jeszcze nie cierpi bardzo, poza tym ze nie moze się podnieść, jest zdezorientowany, smutny, i nic nie rozumie :( Muszę się przemóc, żeby w tym momencie to zatrzymać, zanim będzie za późno i sumienie zaleje żal, że mozna było zrobić coś wczesniej.... - Wczorajsze przedpołudnie, po tym jak "poszedł" do domku po leżakowaniu na dworzu Tak jest odgrodzony od maluchów, żeby mu nie przeszkadzały, bo ślepaczki ciekawskie weszłyby mu na głowę gdyby miały wolną drogę. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/433/39b002ef596f912fmed.jpg[/IMG][/URL] Wczorajszy wieczór, denerwował się, chciał wstać :( [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/433/865536c112643201med.jpg[/IMG][/URL] Kazanek żegna się z Wami, spędził dziś na dworzu jakąś chwile, jest najedzony, napity, wyczyszczony... Na ogrodzie bardzo marudzi, zawodzi, denerwuje się bo chce wstać, pobiec razem z resztą psów które widzi dookoła siebie i nie rozumie dlaczego nie może.....:( [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/431/7e088543203aef28med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/432/fd010207c8ba90bamed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/433/bc4e29224c66bedfmed.jpg[/IMG][/URL]
  13. [quote name='Gosiapk']Czytam ten wątek i przypomina mi się ostatnie 5,5 miesiąca codziennych kroplówek jakie robiłam mojej suni, bo była chora na nerki. No i płaczę, znowu płaczę. Starość jest taka smutna.[/QUOTE] o tyle smutniejsza, ze pies calutkie zycie spędził za kratami i dane mu było zaledwie kilka m-cy zycia na wolności :( Wiem, ze bywa gorzej,nie każdemu dane nawet kilka m-cy, nie jednemu nic nie jest dane:(, sama przeciez doświadczyłam róznych przypadków, choćby Azunia....., ale to na moich rękach umierają i można sobie tłumaczyć rózne sytuacje na rózne sposoby a uczucia i emocje są takie jakie są:( U nas w klinice lekarz jest przeciwko, gdyby to był młody pies itd...., natomiast Kazanek 12 lat, szanse na powodzenie operacji marne i gdyby to była jedna zmiana do usuniecia a reszta kości w porządku,to jeszcze może byłoby inaczej, ale on silnych zmian na prześwietlanym odcinku ma więcej, więc jedną można próbować naprawić a rozsypie sie następna. Dla spokoju sumienia wyslę jeszcze opis do ortopedy, który wierze, ze jak juz cos mówi, to wie co- zna się na tym , poproszę tez o opinie lekarza z Wrocławia, który robił ten opis, jeśli odpowiedzi będą na Nie, pozwolę Kazanowi isć tam, gdzie czeka na niego Amon , Sara, Igunia , Aza i Tara. ....Chyba potrzebowałam czasu na oswojenie z prawdą, czasu potrzebował nawet Miodek, powoli musiał przyzwyczaić się do innej rzeczywistosci, tej bez Kazana u jego boku:( Pociesza mnie w tym oczekiwaniu na nieuniknione jedynie chyba to, że Kazan nie jest bólowy, to nie jest ucisk, który powoduje ból, w Poznaniu potwierdzili moje przypuszczenia, w bólu nie pozwoliłabym mu żyć.
  14. [quote name='Beat2010']wysłalam do dr Czajki, Kasiu o mówią Twoi lekarze?[/QUOTE] czekam na telefon.... mieli odebrać meila i zadzwonić.... Nie będzie mnie teraz w domu przez dwie- trzy godziny, ale dam znać smsem, chociaz krótko, tak czy nie.
  15. przyszedł opis badania, jak macie zaufanych swoich lekarzy i chcecie prosić o opinie, żeby mieć300% pewności zamiast 100 czy 200tu nie zaszkodzi, można wysłać/pokazać opis tu i i ówdzie.... Wklejam : [B]Klinika Weterynaryjna Data badania: 27.11.2013[/B] [B]dr n. wet. Dariusz Niedzielski Nr klin: 540/11/13[/B] [B]Pracownia Diagnostyki Obrazowej[/B] [B]51-166 Wrocław, ul. Krzywoustego 105A[/B] [B]Klinika Weterynaryjna w Poznaniu[/B] [B]lek. wet. Jacek Gołańczyk[/B] [B]Pracownia Tomografii Komputerowej VetMR[/B] [B]Poznań, ul. Naramowicka 68[/B] [B]Opis zwierzęcia: pies, mieszaniec, ♂, 12 lat, KAZAN[/B] [B]Właściciel: P. Katarzyna Kasprzycka, Karżanowo 15[/B] [B]OPIS BADANIA[/B] [B]Tomografia komputerowa odcinka C1-Th9 kręgosłupa:[/B] [B]Badanie wykonano warstwami grubości 1 mm.[/B] [B]Na dobrzusznych krawędziach trzonow sąsiadujących z przestrzenią międzykręgową C2/3 zmiany o charakterze[/B] [B]zwyrodnieniowo-wytworczym. Silna sklerotyzacja dobrzusznej krawędzi płytki końcowej tylnej C2. Pmk C2/3 zwężona w[/B] [B]części dobrzusznej, poszerzona w części grzbietowej. Pośrodkowo-lewoboczna przepuklina kmk C2/3, w rzucie lewego otworu[/B] [B]bocznego drobne uwapnione fragmenty, prawdopodobnie zmineralizowany materiał dyskowy. Mineralizacja jądra miażdżystego[/B] [B]krążka międzykręgowego C4/5 oraz grzbietowej krawędzi pierścienia włoknistego. Na lewo od linii pośrodkowej widoczne[/B] [B]linijne pęknięcie pierścienia włoknistego kmk C4/5 z masywną, dokanałową, tylną ekstruzją materiału dyskowego z silną[/B] [B]kompresją rdzenia kręgowego. Brzuszna osteofitoza trzonow kręgow w zakresie pmk C5/6, z niewielką pośrodkową,[/B] [B]podwięzadłową wypukliną kmk modelującą worek oponowy. Zwężenie pmk C6/7 ze zwiększeniem gęstości kmk –[/B] [B]zwyrodnienie. Pośrodkowa, podwięzadłowa wypuklina kmk C6/7 z modelowaniem worka oponowego. Mineralizacja więzadła[/B] [B]podłużnego grzbietowego kręgosłupa w odcinku C3-Th2.[/B] [B]lek. wet. Mateusz Hebel[/B] [B]85770[/B]
  16. [quote name='Beat2010']Kasiu, podeślij jakiś link lub coś na temat dobrego domku dla psiaków, może i mniejszy i większy. mniejszy sami budowaliśmy, pamietasz? u Zorana na wątku wklejałam zdjęcia, duży kupiliśmy na allegro, służył komus jako sklepik , ale tyle co przegladałam takich handlowych domków, to rzadko mozna znaleźć porządnie ocieplony, ten mój ma ocieplone ściany, podłge i sufit- to podstawa, bo inaczej jest zimą zamrażarka, nawet z ociepleniem jest cieniutko, nie ma dla mnie takiej mozliwości, zeby domek nie był ogrzewany. W tej chwili Cezar mieszka w małym domku nieogrzewanym, bo musiałabym być milionerką , zeby powiesić drugi elektryczny grzejnik i jeśli chodzi o samo ciepło, to w tych moich budach jest cieplej niż w tym nieogrzewanym domku:sad: , gdyby Cezar był sprawny i nie chłodził sie na ziemi zamiast spać w budzie, to wolałabym żeby mieszkał w budzie. Domku szukałam na stronach allegro z domkami letniskowymi http://allegro.pl/architektura-ogrodowa-domki-82283 mocno myślałam przez chwilę nad domkiem holenderskim, bo to służy przecież ludziom za normalne lokum, więc dosyć są gotowe do "wrzucenia" psów, miałam nawet kilka namierzonych, takich do 6 tysięcy i były naprawdę fajne, no ale u nas stanęło ostatecznie na budowaniu, które pewnie ruszy latem, będą domki dwa ;)
  17. Miodek bardzo się ucieszył kiedy go zobaczył, mocno się obwąchiweały, Miodzio szczęśliwy, ogon rozmachany. Chyba zaczął godzić sie z sytuacją, wie, ze Kazan jest, tylko wszystko jakieś takie dziwne .... :( [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/429/10fafa218d616335med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/428/aabdf209d89089a3med.jpg[/IMG][/URL] Spojrzenie ma bardzo smutne, ale on zawsze na zdjęciach wychodził jak nieszcześliwy pies, dlatego nioe bardzo było co wklejać, zawsze miał mine jakby mu się krzywda działa, więc w obecnej sytuacji wygląda postokroć smutniej, chociaż co jak co, ale cieszyć nie ma sie z czego :( Czekam na opis z tomografu i opinie naszej kliniki, co by nie było, to ich zdanie będzie decydujące, bo to oni uznaja czy w ogóle widza nadzieje i sens, żeby podjąć się ewentualnej operacji. Mną targają straszne emocje, raz jestem pełna wiary i pewności, że powinno sie próbować a za chwilę zupełnie przeciwnie.... Wczoraj kiedy tak przy nim leżałam i, miałam go tuż obok siebie , to .....pozwoliłabym mu odejść, tak jak tam wtedy leżał i spokojnie wygladał. .....czekam na wyniki :( ( stronę wcześniej jest więcej dzisiejszych zdjęć i informacji )
  18. i "poszliśmy na dwór" - leży przed domkiem, na materacu ,podparty poduszkami [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images64.fotosik.pl/430/a6f4987474f9c502med.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images62.fotosik.pl/430/794e27bceba95b5dmed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images65.fotosik.pl/429/7097d8d8896f260fmed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images62.fotosik.pl/430/ee3095dde2c4d442med.jpg[/IMG][/URL]
  19. Cały wczorajszy dzień był taki, jak widać na zdjęciu z wczoraj - Kazan leżał, nie reagował na kręcące sie maluchy, nie próbował sie podnieść, nie wykazywał chęci ani woli do życia, nie chciał jesć kiedy wieczorem rozdawałam kolację, tylko napił sie troszkę, myslałam, ze sie poddaje, ze po tym jak strasznie zwymiotował z krwią, "coś" się "przelało", "pękło w nim", wygladał jakby odchodził... Tak sobie leżeliśmy razem wieczorem , cały czas spał, a moze tylko leżał z zamkniętymi oczami, bo czasem je otwierał a wtedy wiedział , ze jestem. W każdym razie, wczoraj Kazanek był "wyłączony" całkiem, obawiałam się mocno, ze te straszne wymioty, które mu sie zdarzyły rano, to nie był tylko pękniete naczynka krwionośne, miałam najgorsze przeczucia, chociaż z drugiej strony może nie były by najgorsze dla niego.... sam by zdecydował za nas wszystkich, sam podjąłby najlepszą dla siebie decyzje... To wczoraj: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/428/97d62099ba8dd22bmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/429/47c1add449357351med.jpg[/IMG][/URL] Dziś szłam do nich z wielkim strachem, ale wyglada na to, ze rzeczywiscie wczoraj po prostu baaardzo xle się czuł, bo dziś zachowuje się lepiej, można powiedzieć, normalnie. Dziś rano: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/429/03f878ee1076a336med.jpg[/IMG][/URL] trochę zjadł, napił się [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/428/c1602400319d9024med.jpg[/IMG][/URL]
  20. Cezar znalazł sobie zajęcie - zeżarł połowę drewnianej ościeżnicy w domku , same wióry fruwały, bo przecież Ja go tam "za kare trzymam " i jemu sie strasznie nie podoba, ze ma sucho, miękko i czysto , nie wolno zostawić nic w zasięgu jego pyska, bo ściągnie wszystko , porwie, zniszczy, w najlepszym razie wymiesza z kupą którą robi po całym domku. Poza tym, odpukać wszystko u niego dobrze ;)
  21. zapiszę sunię, z Józefowa była moja Dorota a czy w Józefowie jest jeszcze wolontariuszka Ewa, szczupła blondynka? to była wolontariuszka mojej Dorotki U Sarenki ze zdrowiem w miarę w porządku?
  22. [quote name='Beat2010']ja zawsze jestem za ratowaniem do końca, jezeli jest 20%szans - to już dużo, tylko trzeba starac się o pieniądze. Miodek oszalał :( a może chciał ratować Kazana?[/QUOTE] Miodek mnie zaskoczył bo od piątku, czyli odkąd Kazan "padł" na łapy, wciskałam sie do budy do Kazana, bo Kazan schowany jest w budzie głeboko- w głównej cześci a Miodek siedzi w przedsionku, który jest tak duży jak w sumie przeciętna zwykła buda, Miodek zawsze wychodził jak widział, ze wchodze do Kazana(buda na tyle duża, że można się jakos zmieścić), czasem kręcił sie po ogrodzie i sam mnie "wołał" jak Kazan w budzie piszczał a Ja nie słyszałam, az tu raptem , kiedy chce zrobić to co zawsze , Miodek patrzy na mnie dziwnie, wzrok i wyraz pyska inny niż zwykle a kiedy wyciągnęłam ręke w jego strone, to złapał mnie cała paszczą. Siedział tam jak przymurowany,ani drgnął, patrzył na mnie jakbym chciała pociąć kogoś na plasterki, nie było takiego sposobu, który by go wyprosił z budy ...czego ja nie próbowałam....:shake: , po kilku godzinach zmieniło mu się spojrzenie, wrócił stary wyraz pyska, tez nie do końca, ale na tyle, że dało się zapiąć smycz i go wyprowadzić z kojca. Z jakiegos powodu bronił wtedy Kazana przede mną
  23. [quote name='iwna5702']Kasiu - ciężko będzie podjąć ta decyzje - ale chyba nie mamy wyjścia poczekajmy jeszcze tylko na opis wynikow - jak nasz bohaterznosi to wystko?:([/QUOTE] Dzielny jest, dziś go wyniosłam przed domek,bo po nocy cuda można tam zastać przy naszych upiorkach i generalny porządek potrzebny jak nic, leżał na dworzu na kocach i denerwował się, że nie może wstać, podniesć się jakkolwiek,nic nie może:( Miodek stał przy nim i tak patrzył.... biede, nic nie rozumieją Przed domkiem Kazan napił sie wody, dużo pił, potem zwymiotował, mocno i z krwią, szybko zrobiłam zdjecia i wysłałam do kliniki na meila, z wetką byłam na telefonie, powiedziała, że to może być przez leki i narkoze, że wszystko razem, spowodowało, że popękały naczynka i stąd krwawienie z żołądka. Wcześniej nigdy nie wymiotował, tym bardziej tak strasznie, dostał tabletki na żołądek, dziś ma nie jeść, pić w malutkich ilościach. Czekamy na opis tomografu, u nas w klinice wypowiedzą sioę dopiero jak przeczytają to co przyjdzie, wstępnie weter. powiedziała tylko tyle, żeby naprawiając jedno nie popsuć drugiego, chodziło o to, że jeden odcinek pokleją a trzaśnie inny, bo stary pies, stare kruche kości :( odpoczywa po męczącym poranku [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images64.fotosik.pl/426/1948b35d7946a312med.jpg[/IMG][/URL]
  24. [quote name='iwna5702']Kazan juz po badaniu tomografem, pojechal na badanie do Poznania, bo okazało się że jest to najbliższe miejsce, gdzie można przeprowadzić badanie a wyniki są odczytywane przez specjalistów z Wrocławia. Na opis trzeba jeszcze czekać - ale juz wstepnie lekarze z Poznania potwierdzili, ze niemożność chodzenia u Kazana jest spowodowana tragicznym stanem górnego odcinka kregosłupa. Pogruchotany dysk uciska barki i dalsze kręgi powodujac blokade chodzenia. Koszt badania wyniósł 600,- zl do tego dojdzie jeszcze koszt transportu. Jest cień szansy na poprawę jego stanu, ale potrzebna jest b. kosztowna operacja - lekarze z Poznania ze względu na podeszły wiek psa i ogólne wyniszczenie jego organizmu (kości) po długoletnim pobycie w schronisku - sugerują uśpienie Kazanka. Najgorsze w tym wszystki jest to, ze pies dobrze reaguje , macha ogonkiem, kiedy sie do niego mówi, nareszcie doczekal się swojego domku, gdzi ma super opieke i przyjaciół - i musi odejść. Kasia jeszcze skonsultuje wyniki i możliwości leczenia/ koszt ew. operacji. Bedziemy musieli wszyscy na watku pomóc w podjeciu decyzji - bardzo Was o to proszę.[/QUOTE] Dzięki Iwonka, za nakreślenie sytuacji. Ja tylko dopowiem w paru słowach..... Wyjechalismy po 5tej rano, wrócilismy o 20tej. Kazan był bardzo grzeczny w drodze, chociaz w strone powrotną troche marudził. Pojechalismy na tomograf dowiedzieć sie czy Kazan ma szanse na operacje i na zycie, tomograf robiła doktorka, przy omawianiu wyników był również lekarz, bodaj ortopeda . Prócz tomografu zrobili Kazanowi prześwietlenie płuc, bo nie podobało im sie jak oddychał(chociaz ja nie widziałam wczesniej nic niepokojacego), okazało się, ze płuca ma zawalone, nie wiadomo czym, moga to byc stare przewlekłe zmiany zapalne, nie ma psa ze schroniska, który niemiałby płuc zapchanych jakims świństwem. Czego się dowiedziałam? - tego, ze Kazan to pies bardzo wyniszczony, zwyrodnienia wszystkich kosci utrudniają mu normalne chodzenie, ale główna przyczyną tego, co dzieje sie z nim w tej chwili,czyli zupełnego unieruchomienia, jest ucisk zwapniałego dysku na rdzeń kręgowy- ucisk teoretycznie nadaje sie do operacji, ale biorac pod uwage wiek Kazana i ogólne wyniszczenie, na powodzenie operacji dają tylko 20% . Lekarz mówił wprost, ze nie widzi sensu, ze wiek Kazana, stan- zwyrodnienia, że gdyby to był młody pies to można próbować, ale w tej sytuacji... jednym słowem był przeciwny, uważa, że nie powinno się podejmowac decyzji o operacji jakiejkolwiek. Doktorka była troszke mniej oszczędna w wydawanie ostatecznych wyroków, nie mówiła jednoznacznie, że sprawa jest przegrana, miałam wrażenie, że trzymała się tego cienia nadziei - tych 20% Ucisk znajduje się w miejscu, gdzie ciężko byłoby "zebrać wszystko do kupy" po jego usunięciu, mówili o jakis srubach, ale Kazan ma słabe kości , dlatego to wszystko mogłoby sie nie udać. Może jakims cudem na jutro będzie szczegółowy opis tomografu, mam to dostać meilem, wtedy wyśle do naszej kliniki do wglądu, zobacze jak oni będą to widzieć. Co Wy uważacie? Jak tylko dostane opis z tomografu , trzeba podejmować decyzję, on nie moze zyc w takim stanie w jakim jest:(:( ...dobrze, ze w ogóle pojechaliśmy - wczoraj od 18tej do niemal 22ej na wszystkie świętości próbowałam wywabić Miodka z budy, bo mnie nie chciał dopuścić do Kazana , oszalał po prostu, ugryzł mnie , to był koszmarny wieczór, w tej chwili jestem nieżywa, odezwe się jutro, pa
×
×
  • Create New...