Jump to content
Dogomania

Kasia77

Members
  • Posts

    4673
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasia77

  1. [quote name='Pollyg']ślicznie :) jeszcze niedługo zacznie się do łóżka pakować.. ten obok to Borys? (dobrze pamiętam imię?)[/QUOTE] tak, to Borys , zwykle śpią razem odkąd rozkładam na noc ta psią kanapkę, która stoi w korytarzu. Do łózka się nie zmieści, bo w łóżku jest tak: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/285/60d8cbb613cc0099med.jpg[/IMG][/URL] na jednej poduszce Zuzia, na drugiej Łatka a ja jak śledź po środku , nie dosć, ze ciasno i niewygodnie, to jeszcze trzeba uważać gdzie się nogi wyciąga, bo dalej śpi Ząbek, którego na zdjęciu nie widać :) I jeszcze w sprawie pokoju dla gości- domek jest wysoki, to dobrze i niedobrze.... dobrze, bo jakby sie uprzeć, to gościom mogę antresolę wybudować i miejsce do spania na wakacje będzie jak znalazł:evil_lol: , niedobrze, bo mamy sezon grzewczy a mi sie wszystko wali...w pierwszej wersji chciałam to ogrzewać piecykiem na nafte, którą kupuje sie w baniakach, ale opinie są skrajne, jedni mówią, ze to bardzo oszczędne ogrzewanie, inni , że strasznie drogie a piecyk dobry tani nie jest i boję sie ryzykować. W drugiej wersji, najekonomiczniejszej w efekcie końcowym, chciałam wybudować komin i ogrzewać domek wewnątrz piecykiem/kominkiem- cos na tej zasadzie, co prawda trzeba byłoby palić co dzień, ale tak jak pisze- koszta najmniejsze..., tylko, że kto mi to teraz zrobi?, nie mogę sie doprosić, żeby Ci, co pracowali wcześniej, zepchnęli mi domek na beton, mieli byc w niedzielę i nie dotarli, w tygodniu pracują gdzie indziej , więc...czekam sobie:roll: Beatka, te 95 zł przeznaczam na pokrycie wczesniejszych wydatków o których pisałam w ostatnim poście : [COLOR=#000000]" minusując z paragonu leki Natki (3op.antybiotyku i furosemid) , 45 zł to koszt leków Olci i Miodka, czyli wszystkiego razem dla mnie 107 zł (45 zł + 62 zł za badanie krwi Kazana) " - z tą niewielką róznicą, której brakuje, dajemy sobie spokój i zamykamy temat, bo stary jest juz jak świat :)[/COLOR]
  2. [quote name='Boni-Bobo']Nie ma już mojej Boni... Tęczowym Mostem pobiegła w Tęczowe Niebo. Była z nami 4 lata i 2 miesiące - za krótko... za mało... żal... Zgasła jak iskierka, zabrała radość, piękne dni, długie spacery, mizianka, przytulanki... Puste legowisko, miski niepotrzebne, w nocy cisza - nie słychać boksiowego pochrapywania... Nic nie zapowiadało nieszczęścia. Zły los zapukał zdradziecko. Jeszcze w marcu robiliśmy "przegląd" u dr Niziołka. Wiadomo, starsza boksia to profilaktyka konieczna. Miała badania, USG - wszystko było ok. W kwietniu wypadał termin szczepień. Zawsze przed tym robię psiakom badania krwi. I kompletny szok - 126 tys. białych krwinek. Żadnych objawów klinicznych, żadnych sygnałów ze strony psa, że coś nie tak... Nawet jej stały wet ni wierzył. Trzykrotne powtórzenie wyników, konsultacje,jeszcze nadzieja, że to pomyłka... W końcu diagnoza - białaczka szpikowa. Boni walczyła, znosiła wszystko dzielnie, ale w sierpniu pojawiły się objawy kliniczne, choroba postępowała, wyniszczała organizm. Przegrała moja boksereczka, chociaż tak bardzo chciała żyć. Wierzę Boniula, że kiedyś wyjdziesz mi naprzeciw, że to nie koniec... będę się za Tobą rozglądała. Znajdź ,mnie proszę... [IMG]http://img19.imageshack.us/img19/9468/85fn.jpg[/IMG][/QUOTE] .....Tak strasznie Nam przykro .... Ty wiesz słoneczko jak bardzo....:-(:-(:-(
  3. Przyjechały poszewki i koce i natychmiast przeszły kontrolę :) [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/253/4563d2e290ce30eamed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/253/45a7250dad395a0bmed.jpg[/IMG][/URL] Baaaaaardzo dziękujemy za dostawę . Kilka dni temu byłam z Miodekiem na zdjęciu szwów, wzieliśmy od razu recepyty na leki - antybiotyk dla Olci, jeszcze przez dwa tygodnie ma brać Unidox ,Theovent 100 i Theovent 300 [SIZE=1]tu będzie wklejony paragon....[/SIZE] minusując z paragonu leki Natki (3op.antybiotyku i furosemid) , 45 zł to koszt leków Olci i Miodka, czyli wszystkiego razem dla mnie 107 zł (45 zł + 62 zł za badanie krwi Kazana) A teraz o Miodku..., dzieje się z Miodkiem coś niedobrego...:sad::sad: To , że podbiega i chce gryźć jak słyszy stukanie młodkiem, to już wiecie, bo pisałam o tym, nie rozpisywałam sie natomiast o innej sytuacji, uznałam ją za jednorazową bo przeciez Miodek to taki anioł.. .- poszliśmy jakiś czas temu do Fredzia, wiecie, że Miodek starsznie lubi chodzic z maluchami do Fredzia, tym razem nie było inaczej- Miodek radosny, bawił sie z Łatką, Ząbkiem i Fredziem już dobre 20 minut, aż w któryms momencie stojąc w pewnej odległości od Fredzia, zaczął biec w jego stronę, w pierwszej chwili pomyslałam, ze chce sie bawić ale w drugiej wiedziałam że coś jest nie tak, bo z biegu zrobił sie pęd, w całym Miodku wymalowany był "wariat", zanim zdążyłam dobrze pomysleć, dopadł do Fredzia i zaczęły sie gryźć, mały Fredek nie miałby szans, na szczęscie Miodek zapędził go pod schody i Fredziu dał radę uciec na najwyższy stopień , Miodkowi został w pysku kłąb czarnej sierści. Niedowierzałam, Miodek...do rany porzyłóż , milusiński i szczęśliwy kiedy chodził bawić się z małymi i taki numer... Wierzyłam, ze to się nie powtórzy, tyle, że na wszelki wypadek koniec z odwiedzinami u Fredzia i pewnie w ogóle bym o tym nie pisała, niestety w niedziele Miodzio ugryzł moją bratanicę:sad::sad: Gdybym podejrzewała choć przez chwilę, że jest taki zdolny... zamknęłabym go po prostu tak samo, jak zamknęłam Cezara zanim Zuzia przyszła do Nas, ale Miodek Zuzie zna, spędził blisko niej cały sierpień a w niedzielę kręcił sie po ogrodzie razem z Kazanem, kręciły się maluchy, Miodek podchodził, prosił o głaskanie a Zuzia głaskała go jak zawsze a kiedy szłam z nią do domu , nie wiadomo kiedy i dlaczego , bez powodu i ostrzeżenia ugryzł ją w plecy- w miejsce, które miał na wysokości pyska, po prostu podszedł z tyłu i ugryzł , gdyby nie ślad po chapnięciu i zębach, nie uwierzyłabym , tak było cicho, nawet nie wiem kiedy podszedł . Szczęście, że było zimno i była grubo ubrana, dzięki temu nie wbił zębów w skórę, tyle, że bolało a ślad porządny. Nie wiem co sie z nimi dzieje, Cezar jaki jest juz wiemy, bierzemy na niego poprawkę, zaskoczona nie byłam jak chciał pożreć ostatnio mojego nieuświadomionego, ojca. Cezary go wpuścił, owszem, ale zdążyłam wyjsc z domu i powiedzieć, że nie wolno wchodzic jak Cezar nie jest zamknięty i w tym momencie Cezary zerwał sie na równe łapy i poszedł do ataku, więc Cezarek to Cezarek , ale on od początku pokazał co myśli o ludziach , ale Miodek, przymiluch.... patrzy sie na niego i ciężko uwierzyć... A kończąc przyjemniejszym akcentem - Pollyg, pamiętasz, jak mówiłam, ze nie mogę przerobić Gajki na psa w 100% domowego?, przerobiłam :) , od dłuższego czasu tak wyglądają noce - [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/253/d764f34bee4dbe96med.jpg[/IMG][/URL]
  4. Jesteśmy i piszemy.... Pogoda dała Nam w prezencie kilka ładnych, suchych i słonecznych dni, więc szybko nadrabialiśmy to, co sie nie udało wczesniej - w końcu mamy naszą nieszczesną betonową wylewkę! Robi się - [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/253/6d192c20d5d4e57bmed.jpg[/IMG][/URL] A w sobotę rano przyjechał długo wyczekiwany domek, następca domku naszej starej , niezastąpionej brygady... Mimo, ze poswięciłam najpiękniejszą gałąź która cudnie rozpościerała się nisko nad podjazdem , to okazało się, że domek i tak sie nie zmieści.... do cięcia poszły kolejne gałęzie :sad::sad:, cała operacja żeby postawić go jakkolwiek za bramą, żeby móc ją zamknąć , trwała wiecznosć, w końcu koślawo bo koślawo, ale spoczął na ziemi - [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/253/28f8d4952a969918med.jpg[/IMG][/URL] Za parę dni zostanie wepchnięty na beton , który musi dobrze doschnąć, wtedy będzie można powoli przystosowywać go do zamieszkania . Olcia i Natka bez zmian, obie zyją po swojemu, Olcie do normalności - zaufania i jakiejkolwiek radości do człowieka, dzielą całe lata świetlne, strach na pewno jest w niej mniejszy ,ale nawet jeśli się otwiera i jednego dnia jest jest śmielsza, to na drugi mamy dzień świstaka i cały proces otwierania się Olci na świat , zaczynamy od nowa. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/253/d719f76971b98cddmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/253/33cece126c5e549cmed.jpg[/IMG][/URL] Natce człowiek potrzebny jest w zasadzie do dostarczania pełnych misek, sprzątania, bo robi babcia kupe gdzie leży albo stoi, poza tym jak miziają to niech sobie miziają, jak nie miziają to też dobrze, póki co oszczędna jest w uczucia. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/253/bf37ae85ab58a3ebmed.jpg[/IMG][/URL]
  5. Antek, jesień nadeszła, czas się pokazać i poopowiadać co u Ciebie słychać ;)
  6. [quote name='iwna5702']JA nie jestem tego pewna jak w skarpecie jest z plynnoscia finansowa - napisze do DONKI - ze nadal nie mamy tego konta . Do skarpety Talcott przekazałam już 30 zl za udzielone wsparcie - wiec tu jesteśmy rozliczone. Poproś ich Kasiu może przy okazji nowego zakupu o ten numer konta W czwartek wzięłam Cezarowi tabletkę - 117zł , nie jest zapłacona, więc pieniądze za nią też można wysłać bezposrednio na konto kliniki, z dopiskiem - Trocoksil Cezara NUMER KONTA : 52 1090 2763 0000 0001 1208 8713 Przychodnia wet. "Alwet" ul. Boya-Żeleńskiego 2 76-200 Słupsk
  7. Olcia je lepiej po czyszczeniu zębów , ale i tak wszystko ją w pyszczek parzy. Karmie z ręki, lepie kuliki z mięsa, wtedy zjada najwięcej, nad karmą z puszki modli się, więc jeśli już zjada puszke, to pod warunkiem, ze jest wymieszana z jakimś "normalnym" mięsem, ciężka bestyjka do jedzenia, ale za to po kolacji wędzone kości obraca bez najmniejszych problemów [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/228/67777ed32741bc31med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/228/3842305abf8a38b5med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/228/0b4b2df2e0f7968fmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/228/5f42d389b6fd895cmed.jpg[/IMG][/URL]
  8. [quote name='iwna5702'] wielka szkoda ze Pan musiał wyjechać - Cezar się pewno cieszy, bo na razie wygral rywalizacje:) i ma Pania dla siebie.:)[/QUOTE] Oj tak, Cezar jest cały szczęśliwy, że pozbył się konkurencji :), ot cały Cezar, pies jednego pana/pani, Mariusza trawił bo musiał, chociaz ciężko mu szło, ale biada każdemu innemu, kto ma dwie nogi i waży się wejść do Nas, wpuścić to Cezar wpuści , za to chwile później pędzi do ataku. I garść zaległych informacji : Kazan i Natka byli w czwartek u weterynarza. U Kazana Usg czyste, poza powiększoną prostatą nie wykazało żadnych nieprawidłowości . Weter. mówi, ze warto byłoby go wykastrować którymś razem , ale to nie jest szczególnie pilna sprawa, póki co nic wyjątkowego/niebezpiecznego u Kazana się nie dzieje, badania z krwi w porządku, generalnie jak na swój wiek i los psa schroniskowego dziadek Kazan jest w całkiem dobrym stanie i jako jedyny z grona staruszków nie potrzebuje nawet kawałka tabletki, no chyba, że jakieś witaminy, te przydałyby się wszystkim panom dziadkom. Poniżej wklejam rachunek za badanie krwi - 62 zł (dwa pozostałe to Natka) [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/228/fcf7b10a9359773dmed.jpg[/IMG][/URL] Natka , osłuchowo nie brzmiała najlepiej, więc poszła się prześwietlać, na zdjęciach RTG widać wyraźnie mocno powiększone i zepchnięte na lewą stronę serce,płuca nie najgorsze, chociaz tez nie super przejrzyste. Poza tym jak wszystkie schroniskowce, zwłaszcza te owczarkopodobne, ma silną spondylozę i zwyrodnienia stawów. Na USG narządy w porządku, tylko wątroba duża i rozrzadzona, ale wyniki krwi powiedziałabym całkiem przyzwoite, spodziewaliśmy się gorszych. Nata będzie dostawać na serce enarenal, furosemid i dyxocykline , żeby wyczyścić płuca z brudu , który się po nich plącze. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/228/5a9aa4012b2f3eaemed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/228/81fd95ac811f4d93med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/228/065aeababf683ba9med.jpg[/IMG][/URL]
  9. [quote name='Pollyg'] Zrobiłam na razie przelew dla Miodzia 200 zł.[/QUOTE] Za te pieniądze Miodek ma opłaconą kastrację . Dwa wcześniejsze wpływy o których pisałam, w kwotach 95 i 99 zł , pokrywają pozostałe wydatki Miodka - Rtg, badanie krwi, antybiotyki, natomiast to co zostaje, ok. 70 zł , przeznaczam na Olcie jeśli nikt nie ma nic przeciwko (70 zł pokrywa w większości pierwszą wizytę u weterynarza), druga wizyta jest nieopłacona (kontrolne prześwietlenia), natomiast czyszczenie zębów znajduje się na wspólnym paragonie Olci i Miodka (200 zł kastracja, 120 zł zęby Olci) [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/203/bf8cad0d9dabbfeemed.jpg[/IMG][/URL] Wklejam rachunek za badanie krwi Miodka - [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/203/5d2e33b5b7de9b1emed.jpg[/IMG][/URL] , paragonu za rtg nie mam, bo było nie opłacone, ureguluje przy najbliższej wizycie paragon za antybiotyki wyprałam w kieszeni spodni, więc wkleje zdjęcie tego, co zostało jeszcze nie zjedzone od czasu zakupu [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/203/452ad4400f2487d7med.jpg[/IMG][/URL]
  10. Cezarowi trzeba kupić następny trokocsil, minęło działanie poprzedniego i Cezar znowu zaczyna atakować i gryźć własne łapy - coś go wyraźnie z tyłu boli bez leków. Daje mu tymczasowo coś przeciwbólowego - mam jakieś resztki zawiesiny,ale przy najbliższej okazji, wezmę trokoksil od weter. Poprzedni jest nieopłacony ,klinika sama jest sobie winna , mówiłam , że numer konta jest niewłasciwy, powiedzieli, że wyślą mi na meila i do tej pory nie wysłali. To chyba nie ma dla skarpety owczarkowej większego znaczenia, kiedy zrobią przelew?
  11. [quote name='Pollyg']to jest druga "Olcia" a ta mała ma podobno tylko 4 zęby :(, ostatnio została wysterylizowana[/QUOTE] ta mała "bura" po lewej? , jaka ona wiekowo?
  12. w klatce Olci, prócz "drugiej Olci" , taka mała babcia mieszka, fajne, malutkie... [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/197/83c7848e0ada1afcmed.jpg[/IMG][/URL] Powala narożna klatka pełna maluchów , widziałam też po drodze Baryłeczke i kilka owczarków, które wydawały się znajome ze zdjęć, nie jestem pewna, ale jeden skojarzył mi sie z owczarkiem krzywagłówka. W oko wpada Kruszyna- cudna rotkowa dziewczynka, wielu, które chciałabym zobaczyć, nie widziałam,zwłaszcza niektóre owczarkowate, może następnym razem sie uda, oby dożyły... Szkoda, że tak mi daleko do tej Warszawy, jak sie je zobaczy raz, chciałoby sie jak najszybciej wrócić i być blisko.
  13. [quote name='APSA']Czekoladowy Twix, duży puchaty Romuś, na drugim zdjęciu z prawej jaśniejsza to suczka, czarnego nie jestem pewna.[/QUOTE] strasznie one biedne... Mam nadzieję, że się Cezarek nie pogniewa, jeśli wkleje jeszcze kilka zdjęć, ten psinek tak patrzy..... [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/197/12e8c4757e0b7dc9med.jpg[/IMG][/URL] ten z porwaną wargą, ledwo pohałkiwał, głos taki zdarty? chory? [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/197/b4d7c97f149e2336med.jpg[/IMG][/URL] obok tej bidy, stoi inna ruda bida, cała klatka jest straszna [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images63.fotosik.pl/197/6ccabc0de6b24939med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/197/bc987c5846dc287cmed.jpg[/IMG][/URL] tego trudno było przeoczyć, taki garbusek zbolały.... [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/198/3a9a81431f4bf04bmed.jpg[/IMG][/URL]
  14. [COLOR=#000000]Posprzątałam troszkę watek Cezara-przenoszę informacje tutaj: Ciapulka zęby ma zrobione, kilka usuniętych. Kamnień miała tragiczny, zwłaszcza na tyłach, widziałam dokładnie, bo jak dostała usypiacz, to weterynarka przy mnie ją dokładnie oglądała. Z tyłu wysoko na łapie ma gulę,wypatrzylismy to tuz po przyjeździe ze schroniska ,myślałam ze to tłuszczak , weterynarka taka pewna nie była, mówi, ze to moze byc wszystko, ale nie widać żeby to sunię bolało czy przeszkadzało, więc zostawiamy w świętym spokoju.[/COLOR] [COLOR=#000000]Jak ją odbierałam, to jeszcze sie rozjeżdżała, śnięta była mocno, ale nie zapomniała mnie ugryźć jak ja chciałam wziąć na ręce, za to rąk Pana, Ciaputka nie rusza, w ogóle jakos tak sobie Pana upodobała bardziej.[/COLOR] [COLOR=#000000]Do domu dostała antybiotyki, zastrzyk co drugi dzień.[/COLOR] [COLOR=#000000]Miodzio wykastrowany, weter. mówi, ze jądra były na tyle szybko wycięte, ze nowotwór nie zdążył roznieśc się na.....wiązadła czy jakos tak ,nie pamiętam, w każdym razie jest dobrze. Do domu antybiotyk z przeciwbólowym, do podania co dwa dni.[/COLOR] [COLOR=#000000]Olcia Ciapulka 120 zł[/COLOR] [COLOR=#000000]Miodek 200 zł, wystawione na jednym paragonie, potem wkleje, bo zapomniałam o nim[/COLOR] [IMG]http://images61.fotosik.pl/190/1979d8d6f16dae0amed.jpg[/IMG] [IMG]http://images62.fotosik.pl/190/de4f47b1c2020f00med.jpg[/IMG] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/197/cf88bae0360beecbmed.jpg[/IMG][/URL] Trudno obu małym zrobić jakieś dobre zdjęcia, bo albo śpią, zwłaszcza Dona większosć dnia przesypia, albo drepczą po trawie przed siebie. Żyją swoim, wolnym tempem, Olcia jest jaka jest, chociaż człowieka jest i tak bardziej ciekawa niż Donka, trzyma dystans, ale równoczesnie stara się być blisko, żeby mieć ludzi na oku, natomiast Donka nie reaguje specjalnie na nic, po prostu wchodzi i wychodzi z domku kiedy chce,wczoraj wieczorem kręciła sie w tą i z powrotem, wyszła, pochodziła, wróciła, weszła na legowisko, zrobiła kupe na koce i wyszła dreptac dalej. Najważniejsza jest dla niej pełna miska, przyjmuje głaski, pieszczoty , ale człowiek na razie wydaje się jej średnio potrzebny Ciągle czekamy na nowy domek, wystąpiły problemy z transportem , domek jest spory a musi byc dźwignięty w całości, samochód który miał sobie z tym poradzić nie dał rady, więc poszukiwany jest inny, zaczynam się niepokoić o to, czy w ogóle znajdzie się odpowiedni. Tymczasem mogę Wam pokazać tylko to o czym pisałam we wcześniejszym poście, tym co zaczynało się budować i miało być docelowo domem dla dziadków i nie będzie w tym roku przez pogodę , która nie dała pracować a teraz już po wszystkim- choćby wróciło suche lato, nie ma czasu bo i Mariusza nie ma. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images65.fotosik.pl/198/96516845e726e76fmed.jpg[/IMG][/URL] U Cezarka wkleiłam kilka zdjęć ze schroniska :sad:
  15. [quote name='Pollyg']Olcia jadła puszki. Udało jej się te dredy usunąć z podbrzusza? Oczywiście się dołożę do Olci i Miodka.[/QUOTE] Sunia po kąpieli miała wycięte wszystkie zlepy z brzucha i grzbietu. [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images62.fotosik.pl/190/47947e404cc1139amed.jpg[/IMG][/URL]
  16. Iwonko, ja wkleiłam zdjęcia do Cezara zanim zobaczyłam ten nowy wątek, przeniesiesz? 12.09 wpłynęło na staruszki 95 zł 13. 09 wpłynęło 99 zł Czy te łącznie 194 zł mają pokryć wydatki Miodka?, czy maja byc inaczej podzielone ? Miodzio łącznie z kastracją potrzebuje 321 żł Póxniej wkleje paragon za zabieg
  17. a jeszcze niedawno tak żyła bieda, straszny cały ten kojec , ten duży "Misio" jakby troche Amonkowaty, biedny , To są chyba wszystko samce? A wiecie moze czy oczka tej bidzie dużej jeszcze tak mocno ropieją?, w tym kojcu (kojec obok kojca Dony), był prócz tego duzego psa jeszcze jeden ropiejący/ Zdjecia to tylko zdjęcia, nie oddają rzeczywistości
  18. ............................
  19. [quote name='Beat2010']Dzieki za informacje,też trzymam kciuki. Czy Kazan był diagnozowany? co o nim mówi vetka? Kazan nie był diagnozowany, ciągle ktoś jest pilniejszy do leczenia a Kazan nieustająco jest w dobrej formie, oddycha ładnie, nie kaszle, nie charczy, ma dobry apetyt, jest rozbiegany, radosny, nie wykazuje żadnych oznak bólu, więc nawet do jego sztywnych stawów nie przyczepiam się na zapas jesli Kazan nie mówi, że powinnam. Będę jechała ze swoją jamniczką na badania, bo nie zdążyłam przy niej jeszcze nic zrobić a koniecznie muszę, wiec wtedy zabiorę Kazana i Natkę, bo ona tez póki co czeka w kolejce do weterynarza. Cezar z dziś.
  20. Cezar - zbój, zaliczył jeden większy atak na Mariusza, więc kiedy pracujemy na dworze, musi siedzieć zamknięty. Mnie tez czasem próbuje skubać, ale niegroźnie, natomiast Mariusza traktuje jak wroga, kiedy biega poza kojcem, śledzi jego każdy ruch, jest cały czas pół kroku za plecami, obserwuje..., pewnie najchętniej wskoczyłby na plecy, powalił na ziemie i był w tym układzie górą , to by Cezarkowi pasowało. Najśmieszniej wyglądają moje najmniejsze pędraki- Łatka i Ząbek, dla nich nie ma psa, którego nie można ustawić, jak sie Cezar pojawi za blisko, startują do niego w duecie a Cezar nic, żadnej reakcji. Kazana i Miodka za wszelką cene próbuje sprowadzić do parteru a tym dwóm maluchom pozwala sobą rządzić (odpukać, bo jak mu sie odwidzi, to będzie gorzej) reszta psów przeniesiona na swój nowy wątek - http://www.dogomania.pl/forum/threads/247198-Nareszcie-wolne-i-zadbane-staruszki-u-Kasi-zbieraja-na-lepsze-zycie?p=21335162#post21335162
  21. Po powrocie , kiedy dopytywałam o najdrobniejsze szczegóły, dowiedziałam się, że dużo piła, ale czy dla mnie byłoby to niepokojące? czy przyszłyby mi do głowy nerki?,nadmiernego siusiania czy jego braku, tez trudno jednoznacznie wychwycić,bo jeśli Iziunia miała rzadsze kupy, to było po nią poprostu brudno i mokro, nie wiem czy gdybym była przy niej przez ten tydzień, wyłapałabym coś, ale już zawsze będę miała poczucie winy że mnie nie było :(:(, że nie wróciłam w piątek kiedy czułam że powinnam bo miałam złe przeczucia/bałam się, że jej już nie zobaczę, z duszą na ramieniu przeczekałam ten ostatni dzień ze względu na to, ze obiecałam zabrać w sobotę Olcię. Gdybym wróciła w piątek, to moze w sobotę rano ucieszyłaby sie na mnie tak , jak ucieszyła się na widok mojej siostry, która przyszła ją wyniesć po nocy z domku i umyć, zamachała na jej widok ogonem tak jak machała zawsze do mnie :(:((siostra mówi, ze moze ja ze mna pomyliła, bo tak sie kiedys zdarzało). Potem jeszcze szczekała-wołała człowieka bo chciała wody, siostra mówi, że Iziunia była taka jak zwykle, ze nie było w jej zachowaniu nic, po czym przyszłoby do głowy, ze jest dwa dni przed śmiercią... Tego dnia od południa zajmowała się nią już Eliza, wieczorem umyła przed spaniem, bo Iga zabrudziła się mocno kupą, zaniosła do domku i długo suszyła futerko suszarką (tak jej kazałam robić, Igunia lubiła sie suszyć) ,może gdyby kupy były "dziwne" ktoś by pomyślał, ze coś się zbliża strasznego, ale oglądałam trzy worki koców mokrych i brudnych od kup, wszystko wydawało sie nie inne niz zwykle, moze gdybym widziała na własne oczy..., ale byłam z nią tylko te dwa ostatnie dni :(:(, te najgorsze, tak bym chciała wiedzieć, że wiedziała, ze jestem przy niej, :(:(, ze Ja to Ja :(:(, że trącała mnie pyskiem tak mocno z jakiegoś innego powodu a nie dlatego, ze miała do mnie żal, że ją zostawiłam albo dlatego, ze mnie nie poznawała :(:( Była cudowna, przekochana, wyjątkowa....każdy dzień był podporządkowany Iguni.Kiedy musiałam cos załatwić i wyjść z domu na jakis czas, nigdy nie zostawałam w mieście dłużej niz to było niezbędne, kiedy jechałam na zakupy, starałam się wybierac taki czas, kiedy Igunia spała sobie po jedzeniu, na spacer z Misią tez uciekałam zawsze wtedy, kiedy Iga lulała i nie "bolało jej", ze idę sobie z Misią a ona nie może. Ze schroniska wyszła w katastrofalnym stanie, z m-cy spędzonych na wolnosći łapy dały radę nosić ją zaledwie jakiś czas, potem słabły i słabły i nie pomagało juz nic, kiedy zupełnie "padły" Igunia najpierw troche sie buntowała, chciała wstać, iść, bawić z psami, nadrabiać stracone zycie a nie mogła, potem pogodziła sie z losem i nauczyła cieszyć tym co miała a ja robiłam wszystko, żeby jej leżące zycie nie było smutne i nudne. Od jakiegoś czasu często sniło mi się, ze Igunia wstaje i kuśtyka o własnych siłach, w tym tygodniu kiedy mnie nie było taki sen miałam kilka razy- z taką radoscią patrzyłam jak podnosi sie na łapy i znowu na nich stoi sama. Nie wiem czy to ja tak strasznie chciałam, zobaczyć ją na łapach jeszcze raz czy to ona tak bardzo chciała żyć inaczej.... Po powrocie miałam zadzwonic do weterynarza z którym kontaktowałam się przed wyjazdem w sprawie komórek macierzystych- szukałam dla Iguni ratunku,tak strasznie chciałam żeby stanęła na łapy jeszcze raz, choc troszkę, na ugiętych, ledwo stojących, ale samodzielnie, tak chciałam żeby była szczęśliwa a los potraktował ja tak okrutnie i zesłał taką śmierć...:(:( Amon był szczesliwy, w dobrej formie, umarł szbko,spokojnie, miał dobra smierć, Tarcia mimo, ze zabrał ją nowotwór i musiała odejsc z pomocą weter,. to myślę że odchodziła w odpowiednim czasie i równie spokojnie co Amon, tak samo umarła Sara, tylko Iguni los poskąpił spokoju i zesłał ból, od którego, nie dałam rady jej całkiem uchronić:(:(. Taka piękna spogląda ze zdjęć, które wiszą w domku,radosna, uśmiechnięta ,nie mogę uwierzyć we wszystko co sie wydarzyło:(:(, byłam przy niej ostatnie dwa dni a przez to wszystko co sie działo, przez jej brak reakcji na moją obecność, brak pewnosci, ze wie ze jestem przy niej, czuje się tak, jakby w ogóle mnie z nią nie było:(:( Nic gorszego nie mogło sie zdarzyć :(:(.........
  22. Przez ponad10 m-cy opiekowałam się Igą najlepiej jak mogłam, kiedy miała gorsze dni a bywało wiele naprawde złych i bałam się, że juz jej nie zobaczę, to poświęcałam jej jeszcze więcej czasu niż zwykle, mieliśmy swoje wieczory- kiedy zanosiłam Igunie spać, siadałam przy niej i byłam, po prostu. Dołączały do nas maluchy- Łatka, Ząbek i Misia, dotrzymywały Iguni towarzystwa , biegały po materacu, bawiły się , dzięki temu wieczory nie były dla niej samotne i monotonne, zwłaszcza odkąd mieszkała w domu sama po śmierci Amona. W ciągu dnia wiele razy siadałam przy niej żeby być, miziać, drapać, tulić, zbiegały się wtedy wszystkie futerka, pakowały wkoło Iguni i zajmowały swoją bliskością. ....Nie powinnam jej zostawiać na ten tydzień:(, gdybym wiedziała, że będzie ostatni, żadna siła by mnie nie wyciągnęła z domu na krok. Dzwoniłam co dzień, pytałam czy je, jak sie czuje, czy wszystko u niej dobrze, cały czas o niej myślałam. Gdyby tylko padło jedno słowo , że w jej zachowaniu jest coś niepokojącego, zagrażającego zyciu, wracałabym od razu, ale nikt nic nie wychwycił , może gdybym to ja z nią była....albo gdybym chociaz wróciła jeden dzień szybciej...w czwartek wieczorem dopadły mnie złe przeczucia, bałam się, ze coś się Idze stanie,chociaż nerki nie przeszłyby mi chyba przez mysl ,myślałam że to serce odmówi posłuszeństwa bo najzdrowsze nie jest, ze nie zdąże do niej wrócic na czas- takie myśli ciągle krążyły mi po głowie, myślałam o tym, żeby się pakować i wracać w piątek, ale miałam zabrać w sobotę z palucha Olcię... dlatego wracaliśmy ostatecznie w sobotę. Kiedy po powrocie pakowaliśmy Olcię i Donkę do domku do Iguni, Izia się obudziła, podniosła głowę, popatrzyła, jak zwykle półprzytomna kiedy była rozbudzona, tak już z nią było, że z rana często gęsto zanim dobrze pozbierała po przebudzeniu myśli, mijała ładna chwila, więc nie zaniepokoił mnie w tamtej chwili brak reakcji na moją obecność. W niedzielę rano, kiedy poszłam do niej tak jak chodziłam co dzień, powitała mnie obojętnie, jakbym to nie ja przyszła :( Wyniosłam ją, umyłam, leżała na legowisku blisko domku, żeby mieć Nas blisko i na oku , kiedy akurat byliśmy/pracowaliśmy obok. Kiedy szłam co jakis czas po coś do domu, nie odwracała się za mną jak to zawsze robiła :(- odwracała się za mną zawsze, nie mogła isć za mną, ale nie spuszczała mnie z oczu. W niedzielę już za mną nie spoglądała, była obojętna:(, w ciągu całego dnia wymiotowała kilka razy ,apatia, rozwolnienie - widziałam, że źle się czuje, wieczorem oddech inny niż zwykle świadczył o tym, że coś ją boli , zadzwoniłam do weterynarza... Po telefonicznej pogadance, dałam Iguni zastrzyk na biegunke, tego dnia nic nie zjadła, ale piła wodę, jakoś dotrwaliśmy do rana... Rano w poniedziałek jak najwcześniej to było możliwe, bylismy w klinice, Igunia wyglądała bardzo źle, zrobiliśmy badania, na usg wyszło "coś" sporego w zołądku, więc podejrzenie padło na guz, który uciska ,daje wymioty i taki stan ogólny, dostała zastrzyk przeciwwymiotny , wrócilismy do domu podłączyć Igunie pod kroplówkę i czekać na wyniki z krwi. Kroplówka ją troszke ożywiła, oczka miała żywsze, często podnosiła głowę , zerkała na mnie, ale nie wiem czy wiedziała, ze to Ja przy niej jestem, że wróciłam do niej - tak strasznie mnie to boli i nie daje spokoju :(:(. Kiedy leżała pod kroplówką nie odeszłam od niej na krok, cały dzień spędziłam przy niej z przerwą na karmienie psów i popołudniowy wyjazd po wyniki i do weterynarza po leki. Siedziałam przy niej , głaskałam, mówiłam, a kiedy podnosiła głowę, pochylałam się z nadzieją, że mnie liźnie językiem, chociaż raz jedyny, chociaż lekkie muśnięcie- to by mi dało pewność, że cieszy się że jestem, że wie że jestem....ale nie liznęła :(:(, tylko nosem sprawdzała moją buzie po czym trącała ją mocno pyskiem, jakby chciała mnie odepchnąc od siebie- tego nie potrafie zrozumieć, nie wiem co chciała powiedzieć, nie poznawała mnie?, chciała odepchnąć od siebie?....:(:(:( Kiedy odebrałam wyniki , było jasne, ze to nie wątroba choruje ani żołądek, które podejrzewałam, tylko nerki które przez myśl mi nawet nie przeszły, Weterynarz powiedziała, ze 75% nerek nie pracuje i nie wiadomo ile pracuje z pozostałych 25ciu, może te 25 , może 10 a moze 5 %. Weterynarz dała kolejne kroplówki, jedną na wieczór i po dwie na kolejne dwa dni, gdyby Igunia była w stanie walczyć w czwartek mieliśmy jechać na badanie krwi, ale już nawet ta wieczorna kroplówka nie zadziałała tak, jak ta poranna, Igunia była słaba, zaczęła wymiotować, nie dużo ale brzydko:(:( . Rano poszłam do niej o 5.30 , bałam się, że umarła , podłączyliśmy kolejną kroplówkę, Iga oddychała gorzej, inaczej, wymioty były coraz częstsze, typowe dla niewydolnych nerek, jeszcze podnosiła główeczkę, ale juz prawie nie było w niej życia:(:(. Około 10.30 wynieśliśmy ją na zewnątrz, chciałam żeby poleżała na dworzu, bo taki był każdy jej dzień, z minuty na minutę dopadał ją większy ból, po ruchach Iguni było widać ,że cierpi, nie chciałam, żeby cierpiała bardziej, nie chciałam żeby w ogóle cierpiała:(:(. Wtedy weszliśmy w ostatnią, najgorszą fazę i chciałam dla niej tylko ukojenia, tylko, żeby już nic nie bolało. Natychmiastr zaczęliśmy dzwonić do kliniki , ale los jest tak podły, że Igunia nie mogła odejść u siebie, żaden przeklęty telefon nie odpowiadał, jeden był wyłączony w drugim włączała sie poczta głosowa a Iguni było coraz gorzej:(, dlatego nie miałam wyboru i musiałam zrobić coś czego nigdy nie robię, musiałam zawieźć moje sdłoneczko do kliniki, nie mogła odejść na właśnym podwórku. Cała drogę obiecywałam jej, ze już zaraz nic nie będzie bolało, że jeszcze chwilka i już wszystko będzie dobrze:(:(:(. Do samochodu zawołałam weterynarz,która dawała Nam do domu kroplówki, powiedziała, że to moja decyzja, ale uważa, że trzeba pomóc Iguni odejść(nie zdazyłam powiedzieć, że po to przyjechałam), po chwili przyszedł lekarz ze stosownymi środkami, Igunia miała w łapince wenflon, więc wszystko działo się bardzo sprawnie i spokojnie, weterynarz podał uspokajacz, potem własciwy zastrzyk. Cały czas przy niej stałam, na chwilę nie oderwałam od niej ręki, nie podnosiła juz głowy,właściwie nie reagowała, myślę, ze było jej wszystko jedno, czy jest na podwórku, w domku czy w swoim samochodzie- ten na szczęscie tez znała i nie bała się wyjazdów do kliniki , z których zawsze przeciez wracała. Teraz tez wróciła....wieczorem pochowaliśmy ją obok Tary, Azy i Amona, leży na swoim legowisku na którym spędzała całe dnie na ogrodzie i na swoich kocykach. Jest mi strasznie cięźko,nie potrafie w to wszystko uwierzyć i pogodzić się:(:(, wszystko stało się tak szybko :(:(, tak mi brakuje opieki nad nią, siedzenia przy niej na ogrodzie a wieczorami w domku, kiedy przed snem wydrapywaliśmy futerko , żeby nic Iziuni nie swędziało i nie przeszkadzało. Kiedy dzwoniłam codzień pytać o Igunię, dowiadywałam się, że w czwartek nie zjadła kolacji, odwracała głowę od miski i odmawiała jedzenia, wtedy kazałam kupić jej cokolwiek co będzie chciała jeść, więc w piątek dostała do jedzenia co innego niz zwykle i zjadła bardzo chętnie. Któregoś dnia w tygodniu zjadła z kolei bardzo dużo i zwymiotowała a jeszcze innym razem słyszałam, że jest smutna albo, ze mocno się zabrudziła kupą - ale to wszystko działo się na co dzień przez te 10 m-cy, setki razy była zabrudzona po uszy po nocy , często zdarzało się, ze nie chciała jeść, ale na drugi dzień jadła , więc nie wpadałam w panikę. Smutna tez bywała- miała masę gorszych dni, kiedy była zupełnie bez sił, kiedy wydawało się, ze źle się czuje, między innymi dlatego w lipcu robiłam jej kontrolne badania, wyniki były nie gorsze niż wszystkie wcześniejsze.
  23. [SIZE=3][B]Moja Iziunia, moje słoneczko ukochane odeszło. [/B][/SIZE] Wymioty były od rana brzydkie, ale jak zrobiła pierwszą czarną kupe...zostało już tylko cierpienie , było bardzo źle, coraz gorzej,mogliśmy tylko pomóc jej odejść, tylko tyle. Tyle miała przez te wszystkie m-ce gorszych dni, tak złych, ze żegnałam sie z nią dziesiątki razy w obawie, ze kolejnego dnia zastanę ją po nocy martwą, ale żyła , kolejne dni i kolejne , dzielnie pokonała wszystkie załamania , los miał okrutniejszy scenariusz niż spokojną śmierć, idealnej, wyjątkowej suni dokopał na koniec chorobą i cierpieniem. Gdybym wiedziała, że to będzie jej końcóweczka zycia, przenigdy nie ruszyłabym sie z domu na ten przeklęty tydzień, cały tydzień na mnie czekała a jak wróciłam, to już nawet nie cieszyła się, ze jestem. Przez ponad 10 m-cy starałam się, żeby była szcześliwa, dbałam o nią szczególnie bo była szczególna i takiej wymagała opieki a potem zniknęłam ,w najmniej odpowiednim momencie. Miała przez ten czas dobrą opiekę i niczego jej nie brakowało, ale nie było mnie
  24. Igunia umiera:-(:-(. Taka była dzielna przez te 10 m-cy , tyle przeszła a teraz zabija ją niewydolność nerek:-(:-(. W niedzielę dużo wymiotowała, była apatyczna, wczoraj od rana znikała w oczach, wyniki nerkowe wyszły tragiczne a jeszcze nie tak dawno-kontrolne robione w lipcu były w porządku. Żyjemy z minuty na minutę, na kroplówkach , Igunia leży w domku, kroplówki dostaje u siebie, ale widzę, że jest gorzej i gorzej. Jeszcze podnosi główeczkę, spogląda, ale jeśli taki stan się utrzyma.... nie chce żeby cierpiała . Nie wierze, że to sie dzieje, tyle przetrwała, taka była dzielna , pokornie przyjmowała wszystko co przynosił los, mimo, że obszedł sie z nią tak okrutnie a teraz odbiera ją w taki sposób....:-(:-(:-( Najgorsze jest to, że końcóweczka życia, przypadła na czas w którym mnie nie było przy niej, jeszcze w sobotę, kiedy byliśmy w drodze powrotnej do domu, szczekała - wołała człowieka jak chciała pić, rano ucieszyła się na widok mojej siostry, która ją wynosiła z domku na zewnatrz, my wrócilismy póxnym wieczorem,Iga spała a rano w niedzielę już na mnie nie zareagowała jak zwykle, nie ucieszyła się na mój widok tak jak zawsze się cieszyła kiedy znikałam poza domem na kilka godzin, już była apatyczna,obojętna , nie doczekała mnie tak, jak powinna:-(:-(, strasznie mnie to boli :-(:-(:-(:-(
  25. [quote name='iwna5702']Kasia ma już pewnie wizję czekającej ją podróży - takiej małej odskoczni od codziennych obowiązków - pewnie się odezwie za tydzień, a może zdaży coś przed wyjazdem skrobnąć:)[/QUOTE] ma wizję, ma :shake:...... Po powrocie rzucamy sie do pracy, troszkę zaczęliśmy przygotowywać teren pod większy domek dla psów,dlatego czasu ciągle brakuje, żeby zerknąć na wątki , nie wiem co z tego wyjdzie, bo czasu jak zwykle za mało, koszty makabryczne, wszystko jakoś po górę
×
×
  • Create New...