-
Posts
7536 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Florentynka
-
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Ja nie polegam, ale z drugiej strony należę do tych osób, którym samouszkodzenia przychodzą z ogromną łatwością. A poza tym żeby ściąć to drzewo to trzeba było wleźć na drabinę - mogę się posługiwać wszystkim, byle nie drabiną. -
Kurcze, jak Wy na niego fajnie czekacie!!! Tyle przygotowań, zakupów - Pucek chyba ma szansę zostać najbardziej rozpuszczonym psem w tym kraju!!!
-
Z kolorem tła to cała historia jest, długa i smutna. Otóż ja jestem bardzo czuła na kolory ( i dlatego na przykład rzygać mi się chce, jak patrzę na tą podłogę jak z baru mlecznego). I pomalowałam sobie ściany na taki śliczny czerwony kolor. I żeby było ładnie to kupiłam dwie szare - takie grafitowe - kanapy. Miało być tak wyrafinowanie. Szare kanapy z ikei bardzo szybko spłowiały partiami i zrobiły się szpetne, Okazało się, że aplikowana miejscowo ślina tybetana odbarwia tapicerkę. Okazało się również, że aplikowany miejscowo Kangur pruje tapicerkę i wyflacza gąbkę ze środka. No i tak sobie żyliśmy z coraz brzydziej szarymi kanapami zeszytymi na tak zwaną "kurzą doopę". Aż nie pamiętam przy jakiej okazji - ktoś miał być, przyjechać czy coś, generalnie ktoś ważny i dostojny chyba. Więc stwierdziliśmy, że coś z tym trzeba zrobić - najlepiej jakąś narzutę. No i pojechaliśmy do ikei ( bo gdzie, do ciężkiej cholery) no i wyobraźcie sobie, że narzuty były w kolorze: bardzo rozbielona oliwka, brąz ( brrr, nie do moich czerwonych ścian!) i taki idiotyczny róż. No to stwierdziłam, że to się będzie przynajmniej upiornie gryzło i kupiłam różowe, bo przy tej podłodze to i tak nic nie pomoże... Skądinąd z kanap została jedna, drugą zjedli. Narzutę też jedną zjedli - wygryzając dziurę dokładnie na środku...
-
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
To będzie całkiem ludzka historia. Tyle, że o ludziach Łucji :huh: Rosło sobie u nas w ogrodzie drzewo. Rosło głupio, bo się przechyliło i zaczęło się opierać na słupku od bramy. Coraz bardziej się opierało, a ja coraz bardziej miałam wizję tego, jak pewnego pięknego dnia słupek się zawali, brama się przewróci, a moje ukochane stado rozbiegnie się po całej wsi. Odkąd nastała wiosna cyklicznie trułam Adamowi, żeby wyciął to cholerne drzewo. No, mówił, masz rację, trzeba to wyciąć. Tylko piły nie mamy, trzeba pożyczyć... No to zaczęłam truć w sprawie pożyczenia piły.Trułam żartobliwie i poważnie, długo i upierdliwie albo krótko i mimochodem - tak czy siak - bezskutecznie. Proponowałam , że kupimy piłę - też nie. W końcu wczoraj, przygwoździwszy go jak węża widełkami, uzyskałam tyle, że zadzwonił do Doroty z prośbą, żeby przywiozła piłę łańcuchową. Piła przyjechała. Dziś rano Adam obudził mnie mówiąc, że idzie ścinać drzewo. No i poszedł. Po jakimś czasie wyjrzałam, zobaczyć jak mu idzie. Drzewo było ścięte, a Adam powiedział "a wiesz co, do doopy ta piła, ściąłem to siekierą..." -
Rambo wyjechał na Mazury i rozpoczął nowe szczęśliwe życie !!!
Florentynka replied to majuska's topic in Już w nowym domu
Rzeczywiście, wzruszający filmik. Teraz tylko kciuki trzymać, żeby ktoś się zachwycił Rambo. -
[quote name='majuska']Ja mam u Ciebie spore "długi", to Ci muszę tłuc te ogłoszenia czy chcę czy nie chcę;):evil_lol:[/QUOTE] Też coś!? Nic mi o żadnych długach nie wiadomo, ale tłucz, tłucz... A tak w ogóle to podejmuję próby cywilizowania smarkacza. Dziś wyegzekwowałam już dwie kupy na zewnątrz. Za to wymyśliła sobie, że będzie się bawić wodą i właśnie zalała łazienkę wodą z psiej miski ( moje psy mają na górze miskę z wodą w łazience, żeby nie musiały biegać na dół jak im się chce pić).
-
Po pierwsze: potrzebujemy ogłoszeń. Nie znalazłam żadnego czynnego bazarku z ogłoszeniami. Po drugie: Czy ktoś może mi służyć radą w kwestii treningu czystości? Problem w tym, że nie ma wyraźnej różnicy między spacerem a nie spacerem, bo psy mają stale otwarte drzwi i kursują jak chcą. A ja mam trochę dość sprzątania kup z legowisk :mad:
-
Anette, jak już opracujesz ten patent w szczegółach to ja poproszę przepis :lol: A poza tym to stanowczo uważam, że Klara powinna częściej coś pisać w swoim pamiętniczku, bo to się bardzo sympatycznie czyta!
-
Jasne, zaraz Ci wyślę numer. Hmmm, smycz i obróżka od Taks - dobry wybór. Moje towarzystwo właśnie w takich chodzi. Są ładne i bardzo porządne. Nie tucz Pucka, nie tucz. :mad:
-
[quote name='Soema']Nooo ja nie wierzyłam, że ona ma ile ma :mdleje: a Nala przepadzista... ale podobno miała duuużo rodzeństwa, więc pewnie dlatego. A gdzie toto śpi?[COLOR=wheat] (no i gdzie będzie spała Sonia?)[/COLOR][/QUOTE] Oj, brzydko sobie ze mną pogrywasz bladym druczkiem... No w łóżku śpi, w łóżku, między parówami...
-
Sama wlazła do wora. Który zresztą wcześniej ukradły z Kangurem z blatu kuchennego. Wylazła też sama, jak tylko wydobyła kość. Jestem przeciwna duszeniu, mimo wszystko. A jak już, to ja bym gołymi rękami dusiła w napadzie furii - ale nigdy tak na zimno i perfidnie. Słuchajcie, ile ona żre!!!! To chyba jakiś kryptobernardyn jest! Karmię uczciwie 3 razy dziennie, barfem troszki modyfikowanym, znaczy z dodatkiem kaszki mleczno ryżowej z bananami. A ona jest non stop głodna! Grzebie po miskach, albo się modli pod drzwiami do magazynku z zamrażarką. Wczoraj sobie ślicznie poradziła z kawałkiem gęsiego skrzydła. Żre jak odkurzacz.
-
Nalanda się rozkręca. Dziś próbowała szaleństw z Kangurem. Fajnie im idzie, ale mała to kawał asekurantki - jak ją ktoś trąci, albo, co gorsza, przewróci - lament jest straszny, spazmy i rzucanie się na ziemię i rozpacz czarna. Poza tym to złodziej jest, głodomór upiorny i złośliwe diablę. Dziś spędziliśmy 3 godziny z kotem u fryzjera, więc miałam totalną obsuwę ze wszystkim. Właśnie miałam się zabierać do roboty, kiedy Nala kucnęła na legowisku i zaczęła sikać. No to ja łaps szczeniaka i pędzę z nim na zewnątrz. Wokół mnie pędzi podekscytowane stado. Stawiam malucha na trawie - no fajnie jest! Można żreć perz, można grzebać w ziemi, można ścigać żuczka, Kangurowi się na ogonie uwiesić, rozdrobnić na małe kawałki pudełko po lodach... wszystko można, tylko nie siusiać. Wracam do domu - za mną stado. Moje psy zalegają, każdy w swoim kącie, a Nalanda robi olbrzymią kałużę na środku kuchni. Z drugiej strony - dziś już 2 razy siusiu było na zewnątrz, postęp jest. Za to prałam 3 legowiska, jedno obsikane, jedno obesrane, trzecie z rozpędu.
-
Trzymam kciuki, siedzę na drożdżach, gusła odczyniam - Sabinka, marsz do domu!!!
-
Oj, to lecę, pędzę udostępnić!