-
Posts
7536 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Florentynka
-
Gjalpo jest mastifem tybetańskim, wedle rodowodu. A tak naprawdę jest aniołem przebranym za psa. Ale to jest wątek Kubusia.:eviltong: Te larwy i jaja much to straszna obrzydliwość, ale na szczęście nic się strasznego nie stało, nie zdążyły się dobrać do skóry (uff, wtedy mogłoby być naprawdę źle). Nie wydaje mi się, żeby Kubusia to jakoś bardzo bolało - weterynarz stwierdził stan zapalny okolicy odbytu, ale nie ma tam rany na szczęście, tylko powierzchniowe otarcie. Jak zobaczyłam te larwy, to się naprawdę przeraziłam, myślałam, że odkryję jakąś straszną ranę, ale na szczęście nie. Po prostu biedak stary i słaby jest, a muchy to czują... W każdym razie Kubuś został przy okazji wykąpany ( co zniósł mężnie). U weterynarza się bał wyraźnie, trząsł się i popiskiwał, a przy zastrzyku chciał gryźć, ale wyraźnie lepiej się poczuł po podaniu leków i zapudrowaniu tyłka. Mam zalecenie, żeby smarować mu to otarcie fioletem - będzie wyglądał jak pawian. Jak na swoje możliwości mam wrażenie że psinek dobrze się czuje. A apetyt ma ogromny - dziś przystartował do miski Gjalpa ( i padł plackiem, bo miska na wysokim stelażu) - dobrze że właściciela michy przy tym nie było! A pokraka w piekarniku dalej siedzi - uparta jakaś.
-
Uff. Właśnie wróciliśmy od weterynarza... Stwierdziłam dziś, że Kubusia atakują muchy w strasznych ilościach. Został dokładnie obejrzany - okazało się, że biedny dziadeczek ma stan zapalny odbytu, a że nie radzi sobie z higieną osobistą to muchy złożyły w ranie tysiące jaj. Nigdy czegoś takiego nie widziałam - masakra. Kubuś został wykąpany, największe skupiska larw wyciągnięte z sierści i pojechaliśmy do weterynarza. Dostał antybiotyk i środek przeciwzapalny, i puder na pupę. A ja mam go wyczesywać aż się pozbędziemy wszystkich musich jaj. Ranka nie jest wielka, to raczej otarcie. Powinno być ok. Jak na razie mam ochotę oblać siebie i cały dom lizolem i dokładnie wyszorować...Paskudny widok. Biedny dziadzio. Ale trzyma sie dzielnie - denerwowal sie trochę u weterynarza i chciał gryźć, ale po powrocie do domu wyraźnie lepiej się poczuł.
-
Kubuś znów śpi w ogrodzie pod krzaczkiem - jeśli tak lubi to niech sobie tam siedzi, póki pogoda pozwala. Wczoraj nagle odnalazł się w kuchni jak przygotowywałam psom jedzenie - znaczy że co trzeba to kojarzy. Najpierw wjechał ze swoją miseczką Gjalpowi pod brzuch, a potem na zmianę jadł albo łeb z miski wyciągał i obracając głowę o 180 stopni ( jak w "Egzorcyście") warczał i kłapał na wszystkich. Na szczęście nikt na to nie zwraca uwagi. Późnym wieczorem wyciągnął nas z łóżka -okropnie ujadał i wrzeszczał - okazało się że po raz kolejny próbował wypędzić bestię z piekarnika. Noc przespał spokojnie na legowisku Gjalpa ( który w związku z tym przeniósł się do naszego łóżka).
-
Kubuś noc przespał grzecznie. A w dzień nie chce siedzieć w domu i ucieka do ogrodu - znajduje sobie jakieś zaciszne miejsce pod krzaczkiem i idzie spać. Przynosimy go z powrotem, a on ucieka znowu. W sumie niech sobie leży w ogrodzie, póki ciepło jest - teraz śpi pod krzakiem róży, więc nic mu nie grozi, ale już go dziś raz namierzyłam pod jabłonką z której czasem spadają jabłka. A w ogóle to przedsięwziął samowolną wyprawę na sam koniec ogrodu - został wytropiony dzięki przytomności umysłu Gjalpa, ale pełna podziwu jestem - kawal drogi zrobił!
-
hehe, Gjalpo to jedyny pies planowany i z rozmysłem nabyty w tym stadzie. Nasz to on był nawet nie od urodzenia, ale jeszcze w fazie prenatalnej. Pojechaliśmy go obejrzeć jak miał 3 tygodnie i od razu wlazł nam na głowy (dosłownie). Powinniśmy wiedzieć jak to się skończy. Zresztą jego imię to "król" po tybetańsku. Koniec końców - to on rządzi w tym domu. Ale na nasze i reszty stada szczęście jest to władca mądry, wyrozumiały i wspaniałomyślny.
-
Kubuś zmiótł miseczkę chrupek - namoczyłam mu w rosole, bo te jego wszystkie trzy zęby to mi tak wyglądają słabiutko - i parę kawałków mięsa. Spać się chyba jeszcze nie wybiera - dostał kocyk w zacisznym kąciku, ale twardo tupie wszędzie. Spał w ciągu dnia - w ogrodzie, pod krzaczkiem. Mam wrażenie, że to taki typ, co ludzie go nie interesują. Nie zwraca na nas uwagi, zauważył mnie dopiero jak trzymałam miskę. Chyba żyje w swoim wewnętrznym świecie po prostu. Od nas chce miski z jedzeniem i kącika do spania. Ale wyraźnie go cieszy towarzystwo suczek - drepce za nimi i poszturchuje nosem. Gjalpa za to uporczywie chce sprać na kwaśne jabłko - ale tylko jak Gjalpo stoi - na leżącego nie zwraca uwagi w zasadzie - ot - kolejna przeszkoda na drodze.
-
No to Kubuś dorobił się osobistego wroga. Wszedł starowina do kuchni, wody się napił i zwiedza sobie spokojnie, a tu z piekarnika łypie na niego jakaś potwora - garbate, pokrzywione, patrzy spode łba. Kubuś zawarczał ostrzegawczo - a tamten zamiast ogon pod siebie i uciekać też warczy...Kubuś nie wytrzymał i rzucił się na pokrakę - pokraka też na niego skoczyła i uderzyła go w nos zimną szybą! Kubuś długo walczył, ale pokraka z piekarnika też nie byle jaka i nie dała sobie w kaszę dmuchać. W końcu sobie poszli, każdy w swoją stronę, ale Kubuś co chwilę chodzi i zagląda "jest tam jeszcze ta paskuda?"
-
Gjalpo poczciwy - chce Kubusiowi umyć uszy - próbuje go oblizywać. Kubuś się złości - szczeka i kłapie. Gjalpo odsuwa pysk - jakieś 2 cm poza zasięg wszystkich trzech zębów Kubusia - i zastyga. Pół minuty później Kubuś przysuwa się o 2 cm do Gjalpa, kłapie i warczy. Gjalpo cofa się, to znaczy wykonuje nieznaczny ruch głową, odsuwając pysk o centymetry. I tak dalej. Słowem straszna wojna nerwów...
-
No to Kubuś dojechał... Bardzo aktywny dziadeczek, od razu wypruł do ogrodu i musieliśmy go gonić. Próbuje ustawiać Gjalpa - kłapie na niego strasznie. Interesuje się "kobietami". Florence przed nim ucieka, bo Kubuś się do niej tak skrada, a ona jest nerwowa. Łucja i Matylda zajęły strategicznie obie kanapy, żeby przypadkiem Kubuś nie próbował. Kubuś nie chce siedzieć w domu - wypruwa do ogrodu i ginie w wysokich trawach, ale na szczęście Gjalpo jest psem pasterskim - pilnuje go i dzięki temu wiemy gdzie można staruszka znaleźć. Generalnie powinno być ok. Zaraz wrzucę jakieś zdjęcia.
-
Mati- parówka znalazła swoje stado, na zawsze u Florentynki:)
Florentynka replied to SZPiLKA23's topic in Już w nowym domu
Parówy są fantastyczne! Naprawdę nie przypuszczałam, że będą takie dzielne. Myślałam, że na takim spacerze to szybko wymiękną, ale były naprawdę niesamowite i widac było, że im sie podoba. Łucka rzyga na serpentynach, ale Matylda w samochodzie zachowuje się modelowo. A jak się odchudza parówy to nie wiem - same chudną jakoś. Dostają tyle żarcia ile według tabelki powinny i szczupleją. Nie dotyczy to Flo - ona tylko ukrywa sadło pod futerkiem i nie może schudnąć, choć bardzo się staramy. -
Mati- parówka znalazła swoje stado, na zawsze u Florentynki:)
Florentynka replied to SZPiLKA23's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://img142.imageshack.us/img142/9420/podliciem.jpg[/IMG] a reszta tu: [url=http://picasaweb.google.pl/karmatsetenlhamo/Wyprawa#]Picasa Web Albums - Aśka - wyprawa[/url] a jak będziecie mieć dosyć tych zdjęć to powiedzcie, co? -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Ja zaczynam miec problem, na którym wątku mam pisać o rzeczach które dotyczą obu parów... Teraz zrobię tak - napiszę tu, a link do fotek będzie u Matyldy. Otóż dziś był dzień absolutnie szalony. Postanowiliśmy pojechać na wycieczkę, do lasu i nad rzeczkę z 7 psami! Poupychaliśmy je w dwóch samochodach jakoś no i pojechaliśmy. Łucka po drodze narzygała mi do torby, ale na miejscu było po prostu super! Psiska taplały się w rzece, goniły po lesie, znów się taplały i znów goniły. Jakie parówy dzielne! Zwłaszcza Łucka, na tych krótkich łapkach zasuwała jak autko na bateryjki. No w ogóle kupa szczęścia! Cały dzień na spacerze, tyle nowych wrażeń! W drodze powrotnej Łucka obrzygała mi telefon, ale nie szkodzi. Miło było popatrzeć jakie zadowolone były psy z tej wyprawy. A teraz po prostu padły - są tak zmęczone,że Jego Wysokość kazał sobie podać kolację do łóżka. He he - zmęczony pies to dobry pies! -
Mati- parówka znalazła swoje stado, na zawsze u Florentynki:)
Florentynka replied to SZPiLKA23's topic in Już w nowym domu
[quote name='SZPiLKA23']A ja widziałam Mati w MP ;][/quote] Jak to? Specjalnie przeglądałam i nie było...chyba że jestem skończona oferma i nie znalazłam. Gryzie, normalnie - ona ma taki sposób na zabawę, rzuca się i "strasznie gryzie" i warczy okropnie. A zaraz zobaczycie co dziś parówy robiły ( i nie tylko parówy). -
Mati- parówka znalazła swoje stado, na zawsze u Florentynki:)
Florentynka replied to SZPiLKA23's topic in Już w nowym domu
hehe, napisała do mnie Majuska, zaniepokojona czy z końcem miesiąca nie wykopiemy parówy na zbity łaciaty pysk. Niniejszym oświadczam, że nie. Niech se siedzi parówa - chociaż ja ją podle odchudziłam i ona już wcale nie jest parówa. W sumie nam nie przeszkadza, poza tym że mnie gryzie, ale oni wszyscy mnie gryzą, więc nie robi to wielkiej różnicy. -
Dla mnie też brzmi strasznie. Ja nie jem żadnych zwierząt. Niestety psy są mięsożerne i tego nie zmienimy. A koninę im daję, bo w przeciwieństwie do innego mięsa nie jest faszerowana chemią - świni krowy czy kurczaka jest mi tak samo żal jak konia, więc jedyne kryterium dla mnie w tym przypadku to czy to jest zdrowe dla psa. Jedzone przez ludzi zwierzęta (świnie, krowy i drób) są od startu faszerowane sterydami i antybiotykami i wszelkimi możliwymi paskudztwami, powodującymi szybki przyrost masy. W miarę wolne od tego są konina i baranina, bo w tym kraju się tego prawie nie jada, więc nie ma przemysłowej produkcji. I dlatego kupuję dla moich psów koninę - ze względu na ich zdrowie, uważam to za najlepsze rozwiązanie. Wolałabym, żeby jadły brokuły, ale jakoś nie chcą.
-
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Wiecie jak się skończyła współpraca Łucji z Adamem? W opisie do rysunku pojawiła się "okładzina z PIESKOWCA"... -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
A teraz rzucę bombę... Oszalałam. Ani chybi - to jest obłęd w czystej postaci. W niedzielę przyjeżdża tu Kubuś ze schroniska w Gliwicach. Bo ma 16 lat i się przewraca i nikt go nie chce. Ja źle skończę, nie mam co do tego wątpliwości.