-
Posts
2180 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by muzzy
-
Hau! Popołudniowy spacerek też był fajny. Trwał chyba z godzinę, panu się nigdzie nie śpieszyło, mi też nie :) Poganiałem trochę za takim wielkim patyczkiem, a potem go okorowywałem :) A pan w tym czasie wpadł na pomysł, żeby mi trochę kłaków poskubać z tylnych łapek i zadka. I wyskubał tyle, że od razu się nam przypomniała kura, którą ja swego czasu skubałem :D Na trawie zostały dwie spooore plamy sierści :) A później, jak już wracaliśmy, to natknęliśmy się na żabanta, czy tam parokutwę :) Znaczy chyba bażanta, bo kolorowy był, a kuropatwy są zdaje się szare. Pan go wcześniej zobaczył, ale nic mi nie powiedział, dziadu jeden, i zobaczyłem go jak już dobiegał do zarośli. Niestety byłem na smyczy, więc mój start w stylu perszinga szybko został stłumiony przez smyczohamulec :( Gdyby nie to, to do tej pory bym pewnie po krzaczorach za ptaszyskiem ganiał, a pan by sobie dropkował w najlepsze :)
-
[quote name='Energy']Dropek próbuje ratować swój śliczny dropiaty kuperek:loveu: przed zrobieniem z niego kotleta[/quote] Nie no, na razie nie ma powodu się ratować, jest bezpieczny... dopóki nie poczęstuje się kotletem ze stołu :evil_lol: [quote name='Energy']Muzzy może fajne mysie kotleciki by wyszły:diabloti::evil_lol:[/quote] Hmmm, dziczyzna? Brzmi kusząco... :D
-
[quote name='Ajula']hej Dropiasty co tu tak cicho? upały Was zmęczyły? ;)[/quote] [quote name='Milosnik kotow']Może Dropek zjadł kotleta i skończył jak KOTlet? :crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye:[/quote] Hau! Nie, nie, wszystko dobrze :) Właśnie wróciliśmy z porannego spacerku, na którym upolowałem czarną mysz :evil_lol: A skradałem się przy tym pierwszorzędnie :D Pan oczywiście zaraz po pierwszym kontakcie odciągnął mnie od zdobyczy, nie wiemy, czy zdobycz uciekła, czy może martwa pozostała na miejscu wiecznego spoczynku :) Ale taki szybki killer to ja chyba nie jestem :) Mam tylko nadzieję, że mysz czytała wiszące wszędzie ogłoszenia o panującej wściekliznie i że się w porę zaszczepiła - tak jak ja :)
-
[quote name='Energy']Muzzy nie wolno z Dropka robić kotletów:mad::evil_lol:[/quote] Ćććććććć, nikt się nie dowie :lol: [quote name='Energy']Miło było Cię poznać i fajnie było Was spotkać:loveu:zresztą dość nieoczekiwanie:evil_lol:[/quote] Również bardzo się cieszę, że mogliśmy się w końcu zobaczyć :) I przepraszam, że może byłem trochę zamotany, ale bardzo przejąłem się rolą pomagacza przy transporcie suczek i reszta świata się dla mnie nie liczyła :D
-
[quote name='Milosnik kotow']Taa... może jeszcze podanie na piśmie z pięcioma zdjęciami miał Ci przedstawić, hę? :crazyeye: :cool3::cool3::cool3:[/quote] No co? Skoro przed każdym spacerem tak może, to przed mizerią też by mógł :)
-
[quote name='dogeviper']A więc to nie była ucieczka tylko porwanie - no to chyba Dropek jest usprawiedliwiony...[/quote] Nawet nie tyle porwanie, co przypadkowa podróż między światami. W krzaczorach trzeba się pilnować, bo zdarzają się takie bezpańskie teleporty :) Tak czy owak zniknięcie jak najbardziej usprawiedliwione :) [quote name='Milosnik kotow']A biorąc pod uwagę, iż podczas porwania zaserwowano mu mizerię wyczarowaną przez smoczego czarnoksiężnika, to i z faktu wyjadania mizerii przeznaczonej dla Muzzy'ego też trzeba Dropka usprawiedliwić :) [/quote] Również usprawiedliwione. Ale mógł poprosić o mizerię, a nie wyjadać mi z miski. Tutaj podpadł :angryy: [quote name='Energy']A tak w ogóle Muzzy to jak można psa ogórkami karmić? Zamiast położyć na stole kotlety:cool3:[/quote] Jakby mi zeżarł kotleta, to sam zaraz stałby się kotletem :diabloti: [quote name='Energy']brak mizerii do obiadu:evil_lol:[/quote] Na szczęście miałem jeszcze ogórki kwaszone :D
-
[quote name='Milosnik kotow']A co to jest hotyzont? ;) :cool3::cool3::cool3: [/quote] Poprawione. Tak jak i parę innych literówek, których, zdaje się, nie zauważyłaś :eviltong: Ale dzięki za czujność :)
-
Hau! Aaaaleee miałem przygodę! No mówię Wam, nie uwierzycie! Poszliśmy sobie z Małym, Kleksem i Edkiem do lasu na niedzielny spacerek. Jak zwykle fajnie się biegało. Edek się trochę wcześniej odłączył, bo Dogeviperzy musieli wcześniej wrócić. Więc zostaliśmy we trzech. No i na luzaka sobie biegamy. W pewnym momencie, wiedziony całkiem fajnym zapachem, wbiegłem w dość spore krzaczory tuż obok ścieżki. I nagle jak coś błysnęło i huknęło! Podkuliłem ogon, zamknąłem oczy, i zanim zdążyłem je znów otworzyć, usłyszałem nieznany głos krzyczący 'POOOMPKIII!!! UCIEKAAAAJMYYYY!!!'. Otworzyłem oczy i gdybym miał na to czas, to szczęka opadłaby mi z łoskotem na ziemię! Wokół mnie wzbijało się do lotu stado żółtych stworów, jakby smoków, tylko nie miały ogonów! Nie wiedziałem co się dzieje, ale nie zdążyłem nawet pomyśleć o co biega, bo jeden z tych smoków mnie złapał i uniósł wysoko nad ziemię. Wokół leciało ich dobre kilkaset. Szybko wzbijaliśmy się w niebo, a u dołu widziałem coraz mniejsze różowe punkciki i jakieś małe postacie z dziwnymi twarzami. Słyszałem też dochodzące z ziemi coraz cichsze dziwne odgłosy, cos jakby bóbr cierpiący na ciężkie torsje goniony przez rozklekotaną kosiarkę. Spojrzałem w kierunku, w którym lecieliśmy - na horyzoncie były góry. Stawały się one z każdą chwilą coraz większe, czyli pewnie smoki umieją latać o wiele szybciej, niż ja biegać, bo ja bym tak szybko nie potrafił zasuwać. Po chwili dolecieliśmy do tych gór i dostrzegłem, że były usiane jaskiniami, przy których chodziły takie same bezogoniaste żółte smoki, jak te, z którymi leciałem. Wlecieliśmy do jednej z jaskiń i wylądowaliśmy. Skuliłem się i cały trząsłem się ze strachu. Smok, który leciał obok nas zapytał 'mojego' smoka: - Ej, Wincencie, co ty tam przytargałeś? - Nie wiem, głodny jestem, a z braku pimpurdanów może to coś nada się do zjedzenia! - Daj gryza, okej? - Spadaj, sam sobie znajdź! I zaczęły na siebie warczeć i patrzeć raczej mało przyjaznym spojrzeniem. - SPOKÓJ! - usłyszałem głos spod ściany. Przy wejściu do jednego z jakby pokoi stał smok tak samo żółty jak reszta, ale miał zielone frędzle na szyi. - Czarownik! - szepnęły smoki i od razu się uspokoiły. Czarownik podszedł do mnie. - Ktoś ty? - zapytał. - Jjjj... jestem Dropek - wybełkotałem. - Dropek...? Drop...? W przepowiedni był Drób... Znaczy kurczak. Ale pisałem ją po zjedzeniu nieświeżego pimpurdana, więc mogłem coś namieszać... - Nieświeżego czego? - zapytałem zdziwiony. - Pimpurdana. Nie wiesz co to pimpurdany? To takie duże różowe wybzdryngiwacze, którymi się żywimy. A właściwie żywiliśmy, dopóki te przebrzydłe krasnalągwy nie zaczęły kraść ich z naszych pól. Właśnie nasz najlepszy oddział - ten, z którym przyleciałeś - wrócił z kolejnej przegranej walki o pimpurdany. Nie mamy z krasnalągwami szans. One mają pompki (na dźwięk tego słowa wszystkie smoki zajęczały), a my nie znosimy jak w nas dmuchają tymi pompkami (kolejny jęk). Ale wygląda na to, że spełnia się właśnie przepowiednia i że ty, Dropku, przybyłeś tu, by nas uratować. - Ja??? To jakaś pomyłka! Ja po prostu spacerowałem sobie po lesie i nagle znalazłem się na Waszym polu pimpurdanów, tudzież polu bitwy. Nic nie wiem o ratowaniu smoków! Przyrzekam na swój ogon! - Na co??? Co to 'ogon'? Odwróciłem się do czarownika zadkiem i pokazałem, mówiąc: - To to ogon. - A po co jest taki ogon? - Ogon jest bardzo ważny w życiu psa, czyli w tym konkretnie przypadku moim. Jak się spotykam z innymi psami, to nim merdam na boki, jak się bardzo cieszę, to nim kręcę w kółko, a jak się boję, to go podkulam pod siebie - tak jak teraz... - A jak się nim merda na boki albo kręci w kółko? Zdziwiło mnie to pytanie, w końcu merdanie ogonem to najzwyczajniejsza rzecz na świecie, nie przypuszczałem, że ktoś może nie czaić o co w tym chodzi. Rozbawiło mnie to trochę, więc mimowolnie zamerdałem ogonem. A że cały czas linieję, to jak ogon był po stronie Czarownika, to wystrzelił z niego kłak, prosto w nos smoka. Czarownik kichnął potężnie, aż zatrzęsły się ściany i poszło echo. - To jest to!!! - krzyknął Czarownik. - Czemu sam na to nie wpadłem?! - Aaaa... Ale o co chodzi? - spytałem nieśmiało. - Jedynym sposobem na powstrzymanie krasnalągwów jest spowodowanie u nich kichania. Krasnalągwa jak kichnie, to potem bite pół godziny leży i kwiczy! Wyczaruję takie ogony jak twój u wszystkich smoków i skończą się nasze problemy z pimpurdanami! Dzięki ci, Dropku, ocaliłeś nas! Do jutra wyczaruję ogony, a póki co chodźmy na ucztę, zapraszam wszystkich na pimpurdany! Smoki, przynoście resztki zapasów, od jutra znów będziemy mieć pełne spiżarnie! Poszliśmy z Czarownikiem do wielkiej jadalni, przyszły wszystkie smoki, smoczyce i smoczątka. Wszystkie były żółte i bezogoniaste. I wszystkie kłaniały mi się z szacunkiem. - Proszę, oto twoja porcja pimpurdana. Najlepsza część - drzazgi. Smacznego! - rzekł Czarownik. Obwąchałem. 'Bleeee' - pomyślałem. to pachnie jak kleszcz! A inne smoki oprócz drzazg miały na talerzach duże różowe kule, takie, jakie widziałem, gdy wzbijaliśmy się nad polem, tuż po tym, jak znalazłem się w tej dziwnej smoczej krainie. - Yyyy, przepraszam cię, Czarowniku, ale czy nie macie niczego innego? Nie chciałbym być wybredny, ale w moim świecie nie je się niczego, co tak pachnie... - Dziwne, pierwszy raz spotykam kogoś, kto nie lubi pimpurdanów. Adelajdo, czy mamy coś innego do jedzenia? - Tak - odpowiedziała opasła smoczyca stojąca przy kuchence. - Mamy jeszcze mizerię, którą kiedyś wyczarowałeś, ale nikt nie chciał jej jeść. - O, to poproszę porcyjkę, jeśli to nie problem - powiedziałem szybko. Pan mi czasem dawał ogórka, czasem trochę śmietanki, więc połączenie ich może być całkiem smaczne - pomyślałem. I faktycznie, po chwili zajadałem się całkiem niezłą mizeryjką. - Dropku - powiedział Czarownik - jest jeszcze jedna sprawa. Żeby wyczarować ogony dokładnie takie jak twój, muszę pobrać próbkę twojej skóry, czy zgodzisz się na to dla dobra rodu żółtych smoków bezogoniastych? - Oczywiście, byle tylko za bardzo nie bolało. - Nic się nie bój, niczego nie poczujesz. Gdzie mogę cię zadrapać? - Może tutaj - pokazałem pachwinę. Lubię się tu lizać, więc szybko się wyliżę. Następnego dnia polecieliśmy całym stadem już ogoniastych żółtych smoków na pole pimpurdanów. Już po chwili naokoło zjawiły się całe hordy krasnalągwów. Wyglądały jak małe człowieki, ale zamiast nosów mieli wachlarzyki. I wydawali nimi te dziwne bobrowo-kosiarkowe odgłosy. Gdy krasnalągwy były w zasięgu 'strzału', a jeszcze nie na tyle blisko, żeby dmuchać w smoki dzierżonymi pompkami, Czarownik wydał rozkaz: - MEEEERD! Smoki jak jeden mąż merdnęły nowowyczarowanymi ogonami i w stronę krasnalągwów poleciała chmura sierści. Po chwili słychać było na przemian 'AAAPSSSSIK!' i 'ŁUBUDU!', a potem 'KWIIII!'. Krasnalągwy kichały i padały jedna po drugiej, po czym leżały i kwiczały. W kilka minut nie ostała się ani jedna. A po pół godziny, gdy dochodziły do siebie, to zmykały, że tylko się kurzyło. Od tamtego czasu żółte smoki bezogoniaste są ogoniaste i nie mają już problemów z pimpurdanami. A ja pożegnałem się z nowymi przyjaciółmi i Czarownik teleportował mnie z powrotem do lasu, gdzie od razu usłyszałem wołanie 'Dropek, Dropek!' i wróciłem do pana. A z tym jedzeniem ze stołu z pana miski to faktycznie chyba trochę przegiąłem. Ale mizerię pan robi lepszą niż smoki! :)
-
No dzisiaj to łaciate bydlę to już przegięło. Poszliśmy z Bico, jej TeŻetem (czyli Człowiekiem Grześkiem, który ma z kaczkami na pieńku :) ) i Dogeviperami na spacer do lasu, a Dropek wziął i uciekł. Wbiegł w krzaki koło ścieżki i tyle go widzieliśmy. I z godzinę chyba go szukaliśmy i dropkowaliśmy na pół lasu. W końcu przybiegł i był zmęczony jak chyba jeszcze nigdy i miał zadrapanie w pachwinie, ale nic poważnego. A później, już w domu, robiłem sobie obiad i najpierw zrobiłem mizerię i zaniosłem do pokoju. Po chwili przychodzę, a Dropek w najlepsze sobie stoi przednimi łapami na stole i wyżera mi mizerię. 'FE!' było chyba najgłośniejsze ze wszystkich dotychczasowych. Teraz mamy 'ciche godziny', znaczy nie odzywam się do niego :)
-
[quote name='Energy']Jak to w kółko:crazyeye:[/quote] Załóżmy, że proces zaczyna się w pozycji ogonopionowej do góry. W celu merdnięcia w kółko Dropek transportuje koniec ogona (a co za tym idzie całą resztę również) do pozycji poziomej na poziomie dajmy na to lewego ucha, nie wyginając przy tym wspomnianego ogona. Następnie kontynuuje przemieszczanie organu merdającego do położenia ogonopionowego w dół. Kolejnym etapem jest zatroszczenie się, aby koniec niewygiętego ogona znalazł się na poziomie ucha prawego. Ostatnią czynnością jest kontynuowanie przemieszczania ogona w uprzednio obranym kierunku i tym samym powrót do punktu wyjścia. I odbywa się to o wiele szybciej, niż się czyta ten opis. I wielokrotnie. W kółko :)
-
[quote name='Jasza']Dziękuję za historie Dropkowe. Takie na poprawę humoru, na chandrę, na świata całe zło...Jak to fajnie jak pies znajdzie swojego człowieka, a czlowiek - swojego psa.. Dobrze, że jesteście! Pozdrowienia od Reksia. Czyta ze mną i zazdrości Koledze tylu przyjaciół...[/quote] Ojoj, jak fajnie, kolejna nowa twarz :) Dzięki za miłe słowa, będziemy z Dropkiem pisać relacje z każdego ciekawego wydarzenia w jego psim życiu :) A póki co wielkie kręcenie ogonem (bo jak Dropek się bardzo cieszy, to kręci ogonem w kółko, a nie tylko na boki) dla Ciebie i dla Reksia :)
-
[quote name='Kicia_']:mad::mad::mad::Dog_run:[/quote] Pani Kiciu, czujemy się z Dropkiem zastraszeni takimi groźbami! Gdzie w tym są pozytywne techniki? :D;) I oczywiście witamy na Dropkowątku! :)
-
[quote name='Milosnik kotow']Jakby nie patrzeć ta młoda psica z działki jest do Ciebie uderzająco podobna :lol:[/quote] Pewnie Bico niedługo wrzuci tu linka do jakiegoś wątku o tych dwóch suczkach, to każdy będzie mógł ocenić podobieństwo. Bo według mnie jesteśmy podobni jak słoń do mrówki :eviltong:
-
[FONT=Arial][SIZE=2]Hau! Wczoraj na popołudniowo-wieczorny spacerek wybraliśmy się do lasu. I po tym spacerku jest mi smutno. Czemu? Bo naprawdę trudno będzie pobić rekord ilości psów, które brały udział w spacerku :D Kto był? Łatwiej będzie powiedzieć kogo nie było :) A nie było Lary, Westona, Boja i Opala. Lary, Boja i Westona nie było, bo ich nie było :) A Opala nie było, bo ponoć Asia, jego pani, szykuje się do obdukcji po ostatnim zderzeniu ze mną i będzie nas ciągać po sądach :D Dobra, żartuję z tą obdukcją i sądami, bo jeszcze ktoś gotów jest pomyśleć że mówię serio, a Asia jest super (jak na człowieczycę oczywiście) i to dzięki niej umiem robić coś poza pisaniem na Dogomanię :D Ale siniak podobno jest jak po zderzeniu z pociągiem [/SIZE][/FONT][FONT=Arial][SIZE=2]:evil_lol:[/SIZE][/FONT][FONT=Arial][SIZE=2] Na Asię to w ogóle psy bardzo lubią wpadać, ale to już temat na inną opowieść :) A wracając do wczorajszego spacerku, to zaczęło się niewinnie - umówiliśmy się z Bico, że przyjedziemy z Milosnik_kotow i trochę połazimy pod lasem. Więc z początku chodziliśmy we trzech: Kleks :painting:, Mały :painting:i ja :painting:. Po chwili chodzenia pod lasem stwierdziliśmy, że jednak trzeba się zapuścić wgłąb lasu i jakąś godzinę biegaliśmy w głębokim buszu :) A jak już wyszliśmy i byliśmy na ścieżce pod lasem, to zaczęło się schodzić towarzystwo. Najpierw spotkaliśmy pana z takim psiakiem o imieniu Baster :painting: i z takim malusieńkim, białym przerośniętym chomikiem (choć być może był to pies, mówią nawet, że maltańczyk :) ) o imieniu Nikodem :painting:, ale wszyscy mówią na niego Wacik, bo tak wygląda :) Po jakimś czasie zjawił się żółty spanielek, którego imienia nie znam :painting:, ale że Baster wdał się z nim w bójkę (a ja chciałem dołączyć, ale mnie pan złapał), to sobie zaraz poszedł. Później przyszedł Edek :painting:, labrador Nico :painting:, bokserka Fila :painting: i beagelka Mika :painting:. Pobiegaliśmy sobie trochę razem, a później poszliśmy w stronę domu Kleksa i Małego. Ale niedługo potem spotkaliśmy goldenkę Lunę :painting:, Pimpka :painting:i wilczurkę Milę :painting:. A później przyszedł jeszcze labek Gonzo :painting:, którego koniecznie chciałem zgwałcić. Ale wcześniej mnie chciał zgwałcić Baster, więc musiałem odreagować :) I tak sobie w sumie łaziliśmy od 18.30 do 21, a więc po wszystkim byłem mocno zziajany i dobrze mi się w nocy spało :) Ale w takim stadzie super się bawi, im nas więcej, tym lepiej :) Tylko coraz trudniej jest spamiętać kto był, jak jeszcze psiaków przybędzie, to chyba trzeba będzie założyć jakąś stronę w stylu nasze-stado.pl i tam się rejestrować na spacerki, żeby nie zostać potem w relacji pominiętym :D Ufff, ale się rozpisałem, kończę i idę dalej pilnować domku :sleep2: [/SIZE][/FONT][FONT=Arial][SIZE=2]PS. Bico internet raczył zdechnąć więc się nie odzywa przez parę dni. A co do zdjęć z naszych okolic, o których ostatnio wspomniałem, to panu wypadły w międzyczasie inne zdjęcia, które musi oporządzić w pierwszej kolejności, ale pamięta o tych spacerkowych i wkrótce na pewno je tu wrzuci.[/SIZE][/FONT]
-
[quote name='Milosnik kotow']Wróbel czy mysz? Oto jest pytanie... :cool3:[/quote] Hau! Co by to nie było, to dziś miałem jeszcze lepszą zdobycz. Upolowałem, a dokładniej ustrzeliłem... pana! :D Jak każdy 'groźny pies' po kopsnięciu 'sprzątam po sobie', znaczy energicznie grzebię w ziemi wszystkimi łapkami. I panu od początku coś w środku mówiło, żeby podczas tekiego 'sprzątania' nie stać za mną, jeśli między nami znajduje się dopiero co wyprodukowana kupka. No i dzisiaj znalazł się na linii strzału :D W wyniku ataku całkiem spory klocek przykleił mu się do kurtki, a mniejszy 'odłamek' do spodni :D Na szczęście zazwyczaj ma w kurtce chusteczki, więc nie było dużego problemu, żeby się pozbył ozdób :D W każdym razie... trafiony, zatopiony! :evil_lol:
-
Hau! Dzisiaj był znowu fajny dzień. Po porannym spacerku pan na trochę zniknął, a potem przyjechał z Olą. Dla niewtajemniczonych bądź zapominalskich, Ola to pana 8-letnia chrześnica. Dostałem od Oli kość w kształcie szczotki i oczywiście mnóstwo zabawy i głaskania :) Ola i pan obejrzeli sobie film i poszliśmy całą trójką na popołudniowy spacerek. I tu wyszła pana spostrzegawczość, tudzież umiejętność kojarzenia, a właściwie ich brak :) Bo od początku pan ma takie ciche marzenie, żeby znaleźć mi gdzieś jakieś miejsce do nauki 'hop', czyli skakania nad przeszkodą. Bo skaczę naprawdę fajnie, tylko nie bardzo jest gdzie to poćwiczyć poza wskakiwaniem na wersalkę :) Poszliśmy na spacerek tam, gdzie chodzimy praktycznie codziennie. I tam sobie rośnie drzewo. Ale nie takie zwykłe, tylko rosnące poziomo, jakieś pół metra nad ziemią. Kto nie wierzy, tego zapraszam na wspólny spacerek - pokażemy ten cud przyrody :) No i Ola, bardzo lubiąca chodzić po drzewach, zaczęła sobie na tym drzewie skakać. I dopiero wtedy pan zajarzył, że przecież to jest idealne miejsce na 'hop'. A byliśmy tam już dziesiątki razy :D No i oczywiście zrobiłem parę 'hopów' i już wiemy, że będzie tam fajna zabawa :) Później pan odwiózł Olę, ale to nie koniec dzisiejszych atrakcji :) Wieczorem wyszliśmy na wieczorny spacerek. Do tej pory wiele razy się zdarzało, że natykałem się na coś w trawie, stawiałem przy tym tak fajnie uszy do góry, merdałem ogonem i chciałem to coś upolować, co zwykle kończyło się kopaniem albo zrezygnowaniem z polowania po paru dłuższych chwilach. Pan myślał, że albo miewam jakieś zwidy (tudzież zwąchy :D), albo jakieś robaczki mnie tak interesują. No więc dzisiaj na wieczornym spacerku też coś wypatrzyłem - uszy w górę, ogon w ruch i... upolowałem! Pan, mimo ciężkiego szoku, zaraz krzyknął 'FE!', a ja zdobycz puściłem, ale raczej nie z powodu pana 'FE', tylko dlatego, że chciałem się ze zdobyczą pobawić. Zdobycz wyraźnie się ruszała. Jak pan mnie odciągnął, to sam podszedł zobaczyć co to było. Ale nic już nie zobaczył. Czyli albo ślepy, albo zdobycz już uciekła. Ale przez ułamek sekundy, jak ją miałem w mordzie i ją pan widział, to myśli, że to albo jakiś wróbel, albo coś myszowatego. Szkoda, że nie miałem okazji się dłużej ze zdobyczą 'zaprzyjaźnić' :( I żeby się już nie rozpisywać, to napiszę tylko jeszcze, że później na tym samym spacerku miałem bardzo obfite gazy, pewnie przez deskę, którą Ola znalazła pod szafą i której nie omieszkałem rozdrobnić. Pan ma nadzieję, że do wieczornego głaskanka gazy przejdą :D I jeszcze jak przechodziliśmy koło kościoła i słychać było kazanie księdza, to kilka razy siadałem i słuchałem, mimo pana 'chodź Dropciu' :) Jak już mówiłem - fajny dzień :) Hau!
-
[quote name='Milosnik kotow']PAC! ??? Na Dropku??? Ciekawe co on (Dropek) na to :crazyeye::crazyeye::crazyeye:[/quote] Hmmm, w sumie nad tym się nie zastanowiłem... Najgorzej jeśli się w tym momencie odwróci tyłem do przodu - wtedy wyjdzie CAP! A po co mi cap w domu...? Muszę całą tę sprawę jeszcze przemyśleć... :D
-
[quote name='Energy'] Na drugi raz daj im spokojnie odpaść:eviltong::evil_lol:[/quote] Śpieszę więc z wyjaśnieniem, że nie jestem sadystą, co psu strupki wyskubuje :D To coś wisiało na sierści, tuż przy skórze. M.in. dlatego podejrzewałem, że to kleszcz - wyglądało trochę jak odwłok wystający. Ehhh, dobra, zaraz będzie, że mi się wszystko z odwłokiem kojarzy... :D [quote name='bico']hmmm:hmmmm: a może to skorki od słoniki...przypieczone na patelence?:PROXY5:Muzzy, tylko dlaczego razem ze skórkami od słoninki, na patelnię, wrzuciłeś także Dropka...do podpieczenia:evil_lol::eviltong::roflt::jumpie:[/quote] A to psy tak nie lubią? :crazyeye: :D [B]Dogeviperzy, Enegry[/B] - dzięki za info w kwestii pozbywania się kleszczy! Swoją drogą jeśli ani wyciąganie, ani wykręcanie kleszcze nie jest dobre, to chyba w razie potrzeby opracuję jakąś własną metodę - może go załaskoczę na śmierć? Albo jakoś psychologicznie podejdę? O, wiem, na ambicję mu wjadę: "Łeee, kleszczu, cienias jesteś, boisz się wyjść z Dropka!" A kleszcz wtedy wyciągnie pyszczek (czy kleszcze mają pyszczki?:hmmmm:) i powie: Cooo, ja nie wyjdę?!" A ja go wtedy PAC! Dobra, oby nie było konieczności testowania tego w praktyce... :)
-
[quote name='bico']Muzzy, zapodawaj te fotki prędziutko, właśnie miałam taki pomysł, żeby sobie znowu zgaduj-zgadulę tu urządzić:cool3::cool3::cool3:[/quote] Dobra, oto to coś: [CENTER][IMG]http://s4.zapodaj.net/images/8384976.jpg[/IMG] [IMG]http://s4.zapodaj.net/images/21243006.jpg[/IMG] [/CENTER] Pierwsze zdjęcie nie oznacza, że znalazłem na Dropku pół dwudziestogroszówki, nie ma tak dobrze niestety :) Po prostu dla zobrazowania wielkości znaleziska takie porównanie. Czyli na razie są dwie opcje: - ślad po ugryzieniu wampira, - ufo. Kto da więcej? :) Acha, nie myślcie sobie, że Dropkowi tyle kłaków wyszarpałem. To podszerstek, który wychodzi z niego garściami, więc te kłaki same wyszły, a nie zostały wyrwane siłą :) PS. Ale jeśli macie jakieś bardziej realne skojarzenia, to będziemy wdzięczni za info. Pewnie jakiś strupek pozabawowy.
-
[quote name='Milosnik kotow'][B][URL="http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2499610"]pęseta[/URL][/B], [B]pinceta[/B] [[I]wym.[/I] pęseta] «szczypce o sprężystych ramionach służących do chwytania drobnych przedmiotów» [url=http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2499610]P[/quote] O, dzięki, będę mądrzejszy o nowe słówko :)
-
[quote name='bico']:crazyeye:ukąszenie leśnego wampira:evil_lol:[/quote] A ja stawiam, że to takie małe UFO zlądowało na Dropku, ale ufoki nie mogły wysiąść, bo kłaki im drzwi od UFA blokowały :D Tak w ogóle to mam zdjęcie tego czegoś, ale nie wiem, czy je tu umieszczać, bo to coś nie wygląda jakoś specjalnie apetycznie :D Ale jeśli chcecie, to je zapodam i zrobimy zgaduj-zgadulę co to może być :D
-
[quote name='Energy']Muzzy to co Ty właściwie wydłubałeś Dropkowi:crazyeye: No może lepiej pokaż Dogeviperom, ale też obstawiam strupki po waszych psio-ludziowych leśnych eskapadach:evil_lol:[/quote] No właśnie nie wiem co to, czymś miał zlepione kłaki przy skórze w dwóch miejscach obok siebie. Ale moim zdaniem to zwyczajny niekleszcz był :) Zobaczymy co Dogeviperzy na to powiedzą.
-
[quote name='Energy']No trochę mnie nastraszyłeś, mam nadzieję, że to nic poważnego:p[/quote] Hau! Dobra, już po bólu :) Znaczy żadnego bólu nie było :) Pan wczoraj już po północy podczas głaskanka na dobranoc, wyczuł mi jakiegoś wystającego pypcia na szyi. No i pierwsza myśl: kleszcz! Oczywiście zaraz zapalił światło i starał się to to obejrzeć. Ale miałem to to na szyi, czyli w miejscu, gdzie mam najbardziej bujne kłaki - jak u lwa :) Więc jak pan to obejrzał, to stwierdził, że to kleszcz, po pierwsze dlatego, że nie za bardzo mógł się temu przyjrzeć, a po drugie dlatego, że nigdy kleszcza na psie nie widział :) No i dzisiaj rano pan wystartował do mnie z pensetą, pincetą, czy jak to się tam pisze. Ale za pierwszym razem stchórzył i poszedł się kąpać z zamiarem telefonicznego rozsiania paniki wśród połowy tu obecnych Dogomaniaków i błagania o pomoc :) Ale gorąca woda dodała mu odwagi i postanowił kleszcza zwalczyć jednak sam. Więc jak się wykąpał, to znowu mnie zaatakował pensetą, pincetą, czy jak to się tam pisze. I znalazł to coś i delikatnie wyskubał. I po oględzinach swoimi ślepymi ślepiami, pan stwierdził, że to po prostu jakiś niekleszcz, znaczy strupek, czy inne niewiadomoco. W każdym razie nic, co by wcześniej żyło własnym życiem. Pan szczęśliwy pochwalił mnie, że grzecznie leżałem i profilaktycznie obgłaskał dokładnie okolice znaleziska. I - o zgrozo - znalazł coś większego! No teraz to już kleszcz - pomyślał. Ale wprawiony w bojach pensetą, pincetą, czy jak to się tam pisze, wydłubał i to. I też się okazało, że to taki sam niekleszcz jak poprzedni. Ale tego większego już na wszelki wypadek zapakował do woreczka i pokaże Dogeviperom, żeby fachowym okiem ocenili co to za twór. I po kolejnym obgłaskaniu żadnych nowych rewelacji pan nie stwierdził :) Ufff... :)
-
Hau! Już nie śpię. Pan pospał prawie do 9-tej, nie budziłem go jednak, tylko jakoś tak nad ranem wskoczyłem mu do łóżka, ale pan wtedy się nie budzi, tylko śpi dalej, z tą różnicą, że mniej się wierci, żeby mnie nie rozwałkować :) Ale długie zdanie wyszło :) Później byliśmy na spacerku, poznaliśmy takiego całkiem sporego (większego ode mnie) buldoga, boksera, mastifa, czy jak mu tam. Oczywiście pognałem przed panem bez smyczy całkiem daleko i pobiegłem się z tym, dajmy na to, mastifem przywitać. Ale na szczęście się polubiliśmy. Jego pan mówił, że nie ze wszystkimi psoakami się lubi, ale ja jak zwykle się wywalałem do góry kołami, więc jak tu mnie nie lubić? :) A dzisiaj szykuje nam się mała akcja, bo mamy pewien problem, ale o tym napiszę później, jak już będziemy wiedzieli co to dokładnie jest za problem... Miłego dzionka :)
-
[quote name='MyrkurDagur']Mizianko i głaskanko od Myrkura dla Ciebie Dropku :calus:[/quote] Hau! No to jak tak, to z przyjemnością gryzę Cię po palcach :) Bo to moja ululbiona zabawa podczas mizianek, głaskanek i wszelkiego rodzaju tarmoszeń :) Dzisiaj znów byliśmy na lekcji u Asi. Ale cały czas różne inne psiaki się zjawiały, więc nauki nie było zbyt wiele. Pokazałem tylko, że potrafię się czołgać i że 'leżeć' wychodzi mi już coraz lepiej. Później nasze stado się coraz bardziej rozrastało. I najpierw lekko pokłóciliśmy się z takim jednym czarno-białym kolegą, trochę większym ode mnie. I za to Asia na mnie nawarczała i ogólnie dała do zrozumienia, że jej się to nie podobało. A zaraz potem przyszła taka pachnąca beaglo-kumpela. Ma tylko 7 miesięcy, ale już pachnie tak, że postanowiłem przemycić w zabawie trochę 'miłości' :) A później to już nawet nie tylko trochę :) I było po nauce, bo nawet jak beaglo-kumpela sobie poszła, to już byłem tak zziajany, że tylko 'leżeć' mi w głowie było :) A później przyszedł Opal, Edek, Kleks, Mały i jeszcze parę inny psiaków i jak zwykle był super spacerek. A teraz sobie śpię (znaczy z przerwą na wpis na Dogo :) ), a pan ma nadzieję, że pośpię jutro do 9-tej. Ale i tak go zbudzę o 6-tej :evil_lol: Szkoda, że jutro mają być burze, bo pewnie przez to nie połazimy po lesie :( Ale co się odwlecze... Miłej nocki :)