Jump to content
Dogomania

dosia.wil

Members
  • Posts

    358
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dosia.wil

  1. Ulaa, jestem pod wrażeniem uczonego wywodu. Nie będę podejmować dyskusji, bo ani to czas ani miejsce. Mam tylko dwie uwagi, od których nie potrafię się powstrzymać: 1. Jak nie umiesz poprawnie posługiwać się angielskim terminem [B]imprinting[/B], to może używaj polskiego określenia - [B]wpojenie[/B]? Może to pozwoli Ci doczytać w fachowej literaturze, jakie są istotne warunki do tego, aby można było mówić o zaistnieniu imprintingu i jakie informacje ze środowiska mogą zostać imprintowane (na pewno nie jest to generalizowanie określonych sytuacji/bodźców wyzwalających reakcję lękową - pomyliło Ci się zapewne z warunkowaniem klasycznym. Drobiazg.) 2. Zamiast "resocjalizacja psa" zapewne wolisz używać angielskiego odpowiednika: "dog rehabilitation"? Może zapytaj Twój "niedościgniony wzór" pana Kłosińskiego albo Jacka Gałuszkę (też wykłada w COAPE) - pan Jacek będzie w Wesołej Łapce prowadzić kurs trenerski w sierpniu. Może się zapisz? W programie będzie o socjalizacji wczesnoszczenięcej i resocjalizacji psów dorosłych. Z jednym nie mogę się w Twoim przydługim i nie bardzo w sumie zrozumiałym wywodzie nie zgodzić. Praca z psami uczy pokory i wymusza ciągłe samodoskonalenie. Tak, moja droga Ulu - więcej pokory, a mniej krytykowania innych. A i poczytać sobie co nie co z literatury fachowej też nie zaszkodzi, nawet wytrawnemu praktykowi.
  2. [quote name='Isadora7']Dlaczego zostały wystawione faktury dla Fundacji EMIR za leczenie Supełka?[/QUOTE] Isadoro, może z tego samego powodu, dla którego lecznice, w których [B]za własne pieniądze[/B] leczyłam psy adoptowane z Emira lub za pośrednictwem Emira, wystawiały na prośbę Pani Prezes faktury na Emira? Mam podać konkretne przykłady?
  3. Wiem, że schroniska, nawet jeżeli w umowie adopcyjnej piszą, że pies ma być wykastrowany / suka wysterylizowana, wcale się tym dalej nie interesują. Ale nie wszystkie, na szczęście. Co do Dosi, to sterylizacja musiałaby być poważnie rozważona tylko wówczas, gdy w nowym domu nie byłoby możliwości odizolowania jej od niekastrowanych samców w czasie rui. Nie zapominajcie, że ta sunia ma 14 lat. Znieczulenie ogólne (czyli potocznie tzw. narkoza) u każdego psa wiąże się z ryzykiem, a im starszy zwierzak, tym ryzyko to rośnie w postępie geometrycznym. Ja bym raczej zrobiła wszystko, żeby nie zaszła w ciążę, niż dążyła do zabiegu.
  4. Niepotrzebnie się unosisz, Jusstyno85. Przeprosiłam za moje podejrzenia, które na szczęście się nie sprawdziły. Wyjaśniłam też wcześniej powody, dla których powzięłam te podejrzenia. Licytowanie się ocenami szkolnymi / uniwersyteckimi i klasyfikowanie, które studia są prawdziwe, a które nie, uważam za dziecinne i nie będę w tym uczestniczyć. Uspokoję Cię tylko, że jestem absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk. [B]Nie jestem[/B] "z Emira", chociaż nigdy nie ukrywałam, że [B]byłam[/B] wolontariuszem tej fundacji. Skutecznie jednak wyleczyłam się z przynależności do wszelkich organizacji, lecz nie z pomagania zwierzętom, co staram się robić wedle swojej najlepszej wiedzy i możliwości. Jeżeli nie życzyłaś sobie mojej pomocy, wystarczyło napisać, a nie atakować mnie personalnie i wszczynać bezsensowne dyskusje na temat terminologii.
  5. [quote name='Justyna_wolontariat']zdj były robione z dobrej komórki bo sami zobaczcie jakie zdj wychodzą z aparatu jak Pusia tylko widzi ze ma sie cos w ręce zaraz się kuli ucieka [/QUOTE] Justyno, aparat to rzeczywiście dla lękliwych psów duży stres (=robiący zdjęcie stara się podejść do psa blisko i robi to nienaturalnie, pochylony albo przykucnięty, [B]na dodatek z oczami zasłoniętymi [/B]aparatem, a do tego jeszcze flesz!). Nie należy zatem robić jej zdjęć, co najwyżej próbować z dużej odległości (zbliżenie), nie patrząc wcześniej na psa i nie zwracając na siebie jego uwagi. Najlepiej, gdy druga osoba próbuje wcześniej odwrócić uwagę psa, np. podając jedzenie z ręki. Zresztą wiesz to zapewne sama. Ja mam u siebie prawie 4-letnią bernardynkę, która gdy do mnie trafiła 1,5 roku temu była takim samym dzikuskiem jak Pusia (tylko ważyła ponad 60 kg). Na dodatek wykazywała agresję lękową, całe szczęście, że dość wyraźnie sygnalizowaną. Chociaż zrobiła ogromne postępy, to nadal zapoznawanie z obcymi musi się odbywać wg ściśle określonej procedury, a wszelkie zabiegi typu obcinanie pazurów w znieczuleniu. Pusia nie wykazuje agresji, ale "przyciśnięta do muru" może odkryć, że kłapnięcie zębami przynosi oczekiwany skutek (= człowiek się odsunie na bezpieczną odległość). Więc nie wolno jej przyciskać, ona musi nadawać tempo.
  6. Justyno, moja reakcja być może była nieco przesadzona, ale nie wynikałą z braku kultury, jak to zdiagnozowałaś, tylko z wielu bardzo nieciekawych doświadczeń z ludźmi, którzy z bezdomności psów uczynili sobie źródło dochodów. Przepraszam, jeżeli ktoś poczuł się urażony. Nie było to moją intencją. To, że Pusia "utrzymuje" pozostałe psy w DT p. Iwony nie wyszło ode mnie, ale od Jusstyny85 (post 679). To stwierdzenie, szczególnie w kontekście "zamierających" datków na DT, i próby dowodzenia przez Jusstynę85, że nic z Pusi nie będzie, bo to już 4 miesiące, a z sunią jest coraz gorzej i rzekoma opinia tajemniczego behawiorysty, że w DT to nic się nie da zrobić (co jest ewidentną bzdurą!) plus próby zniechęcenia mnie do udzielenia realnej pomocy zapaliły mi światełko ostrzegawcze. Stąd mój telefon do Fundacji. Bardzo się cieszę, że Pusia zrobiła jednak jakieś postępy. Nadal uważam, że to dopiero cztery miesiące, a nie już cztery. Taki proces musi trwać długo, lecz muszą być podejmowane świadome i aktywne działania ze strony tymczasowych opiekunów. Sama się sunia nie zsocjalizuje. Na zdjęciach nie wygląda na przerażoną, a raczej zaintrygowaną aparatem, co jest dobrym znakiem. To, że nie daje się pogłaskać mężowi pani Iwony, nic nie znaczy. Ona nigdy nie będzie ufnym i podbiegającym do każdego psem, ale to nie znaczy, że nie można jej nauczyć normalnie funkcjonować bez paraliżującego ją lęku. To jest praca na wiele miesięcy. Podtrzymuję swoją gotowość pomocy. Nie prowadzę jednak terapii korespondencyjnie ani przez telefon. Zanim opracuję plan działania, muszę poznać psa i jego otoczenie oraz osobiście porozmawiać z opiekunami. Taki mam system pracy. Telefoniczne albo korespondencyjnie można tylko udzielić bardzo ogólnych porad. W razie potrzeby można do mnie dzwonić o każdej porze: 502 720 743. Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam, jeżeli ktoś poczuł się urażony moimi podejrzeniami. Dorota Wiland
  7. [quote name='zofia']Na początek chciałabym wiedzieć, czy razem, czy osobno.Jak dla nich może być lepiej.[/QUOTE] Lepiej razem - będą się czuły pewniej w swoim towarzystwie. A socjalizowanie ma na pierwszym etapie zmierzać do wzmocnienia pewności siebie i nieodbierania budzących lęk bodźców (obecności człowieka) jako zagrożenia.
  8. Choć panienki są jeszcze młodziutkie, na socjalizację jest już bardzo późno. Pewne rzeczy, zaniedbane we wczesnym szczenięctwie (tak naprawdę w pierwszych tygodniach życia) są już nie do odrobienia, ale zawsze można próbować. Tyle że w warunkach schroniskowych jest to bardzo trudne. Beatko, wysłałam Ci mój nr tel. na pw. Please zadzwoń.
  9. Liko, może niesłusznie osądzam Justynę, ale napatrzyłam się na tyle cynicznego wykorzystywania zwierząt dla korzyści materialnych, że zachowanie takie jak Justyny zapala we mnie światełko ostrzegawcze, że coś tutaj nie gra. Zamierzam to wyjaśnić i jeżeli okaże się, że nie miałam racji, na pewno to tutaj napiszę. Bardzo bym chciała, żeby się okazało, że Pusia jest w dobrych rękach i nie jest trzymana w tym DT tylko dlatego, żeby utrzymać pozostałe znajdujące się tam psy.
  10. [quote name='jusstyna85']... jak ja mam Ci zaufać,skoro nie rozróżniasz głównych pojęć-socjalizacji i resocjalizacji.[/QUOTE] TY w ogóle nie musisz mi ufać, bo to nie nad Twoimi problemami psychicznymi mam pracować. [quote name='jusstyna85'] Inaczej się resocjalizuje psa,a inaczej socjalizuje.[/QUOTE] Mylisz się. Zasadniczo technika jest taka sama i opiera się głównie na odwrażliwianiu na bodźce wywołujące lęk, tylko plan działania jest nieco inny. Nie ze mną te numery, Justynko. Wiem o Tobie więcej niż Ci się wydaje. W Twoich postach jest mnóstwo informacji o tym, jaką jesteś osobą i kim na pewno nie jesteś, choć chciałabyś, aby tak Cię widzieli inni.
  11. Adamo, nie obrażaj się, pytałam już wcześniej, dlaczego Dosia tyle razy się szczeniła, choć od urodzenia była w schronisku. Ponieważ nie odpowiedziałeś, więc weszłam na stronę waszego schroniska i uderzyło mnie to, że żadna z suk nie jest wysterylizowana. Jak mamy walczyć z bezdomnością psów, skoro schronisko wyadoptowuje niewysterylizowane suki? Przecież to syzyfowa praca! Nie twierdzę, że w dwa miesiące można zrobić wszystko, ale trzeba przynajmniej zacząć coś robić w tym kierunku. Jeżeli nawet brakuje pieniędzy na sterylizację, to chociaż w umowie adopcyjnej powinien znaleźć się taki warunek i zobowiązanie adoptującego, że dopełni obowiązku sterylizacji suki/kastracji psa w ciągu np. trzech miesięcy od daty adopcji. A tymczasem NIE ROBI SIĘ NIC. To nie jest atak personalny na Ciebie, Adamo. To w ogóle nie jest atak, tylko stwierdzenie faktu, który mnie zbulwersował. P.S. Tak, wiem, jak wygląda sprzątanie gówienek po psach. I nie tylko gówienek. Gorszych rzeczy też. A jakbym chciała się dowartościować i błyszczeć, to bym tłukła kasę u paniuś, które nie umieją kotka nauczyć sikać do kuwety, a nie udzielała społecznie porad na dogo.
  12. Moja oferta pomocy jest nadal aktualna. Problem w tym, że Justyna zaczęła robić uniki i wymyśla sobie powody, dla których moja pomoc jest absolutnie niewskazana i niepotrzebna, bo i tak się nie da nic zrobić. Moje podejrzenia nabierają coraz bardziej realnych kształtów. Odnoszę wrażenie, że Justynie sytuacja wymknęła się spod kontroli i zorientowała się, że nie da się już jechać na łzawych opisach biednej Pusi i swoich heroicznych wyczynów. Dopóki dogomaniacy ochoczo sypali kaską na ten cudowny DT (w sumie uzbierało się ok. 1200 zł!), była pełna determinacji do ratowania suni. A jak kasa zaczęła schnąć, to okazało się, że sunia jest beznadziejna. Skąd ta zmiana? Ano stąd, że brak kasy oznacza brak wpływów dla DT - bo przecież, jak sama Justyna napisała, parę stron wcześniej: "Pusia utrzymuje inne psy w DT". A może Pusia utrzymywała rodzinę pani Iwonki lub innej pani, a teraz jak kasa przysycha, to nagle stała się przypadkiem beznadziejnym? Justyno, Twoje wynurzenia na temat resocjalizacji są tak żenujące, że na pewno nie jesteś pedagogiem, a jeżeli, to pewnie nie uważałaś na zajęciach. Nie wiem skąd u Ciebie przekonanie, że resocjalizacja to coś dla psów agresywnych. Nie będę tutaj dyskutować, odsyłam do słownika wyrazów obcych na początek, a potem do literatury fachowej. Twoja ignorancja, Twoja sprawa. Nie pomogą ci ataki personalne na mnie i podważanie mojej wiarygodności jako psychologa zwierząt. Prawda jest taka, że nie spodziewałaś się takiego obrotu sprawy i pewnie byś dalej wodziła za nos osoby, które przejęły się tutaj losem Pusi, gdyby Lika nie zaprosiła mnie tutaj na wątek w odpowiedzi na Twoje dramatyczne apele o pomoc behawiorysty dla suni. Czy możesz nam ujawnić nazwisko tego behawiorysty, który konsultował przypadek Pusi? Dlaczego tak Ci zależy na tym, żeby wszyscy uwierzyli, że Pusia nie nadaje się do żadnej terapii? Pietrucha, obiecuję, że jeżeli Pusia w ogóle istnieje (istniała), to odnajdę ją - czy z pomocą Justyny czy bez niej. Wszak ta tajemnicza pani Iwona współpracuje podobno na stałe ze schroniskiem w Rudzie. I miej się Justyno na baczności, bo zamierzam zweryfikować wszystko, co tutaj od lutego wypisywałaś. Aha, i niech Ci nie przyjdzie do głowy, że Pusia tajemniczo wyskoczy z pierwszego piętra lub zniknie w inny sposób przed moim przyjazdem.
  13. Nie będę się z Tobą sprzeczać ani polemizować na temat znaczenia pojęć socjalizacja/resocjalizacja ani na temat terapii przez naśladownictwo. Naśladownictwo może odgrywać pewną rolę procesie uczenia (choć u psów niewielką), [B]ale nie w procesie terapii lęku[/B]. Nie to jest jednak istotne. Zaproszona tutaj przez Likę, poświęciłam czas, żeby przeczytać cały wątek, wszystkie wpisy. Mam już pewien pogląd na sprawę, ale żeby opracować plan terapii dla Pusi muszę ją poznać i poznać dom,w którym przebywa, czyli panią Iwonę i jej rodzinę. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w przyszły weekend będę w Rudzie Śląskiej i mogłabym przyjechać. Coś mi się jednak wydaje, że nie chcesz do tego dopuścić i wolisz zbaczać na tematy poboczne, żeby udowodnić teraz wszystkim zaangażowanym tutaj dogomaniakom, którzy od 4 miesięcy dostarczają dochodów pani Iwonie, że nic się nie da zrobić. I co? Uśpisz Pusię, czy też wypuścisz ją "na wolność"? [quote name='jusstyna85']Piszę to tutaj wszystkim, jeśli nie uda sie nam czegoś wymyślić,to egoistycznie z naszej strony byłoby pozostawiać ją w takim stanie.Na dzień dzisiejszy Pusia męczy się życiem i cierpi.Taka jest niestety prawda :([/QUOTE] [COLOR=Red][COLOR=Black] Nie twierdzę, że wiem wszystko. Terapeuta, który tak uważa, powinien zmienić zawód. Ale wiem o psiej duszy na pewno więcej niż Ty i wiem, że warto próbować pomóc Pusi, a Twoje twierdzenia, że "egoistycznie byłoby pozostawić ją w takim stanie" są zupełnie nieuzasadnione i obliczone na wywołanie emocji. Nie wiem, z jakim behawiorystą rozmawiałaś, ale jeżeli on/ona twierdzi, że z takim psem można pracować tylko w domu stałym, bo on zaakceptuje tylko jedną osobę, to ten behawiorysta powinien jeszcze na jakiś czas wrócić na studia.[/COLOR][/COLOR] [COLOR=Red][COLOR=Black]Justyno, coś mi tutaj nieładnie pachnie... Wypowiadasz się autorytatywnie na tematy, na które nie masz zielonego pojęcia. Wypisujesz chwytające za serce apele, a nie chcesz skorzystać z realnej pomocy. [/COLOR][/COLOR][quote name='jusstyna85']Wg Ciebie to są dopiero 4 mies.,a wg mnie i os znających Pusie,to są przeraźliwe 4 miesiące- 4 miesiące strachu, paniki, napięcia,bólu psychicznego po części dla Pani Iwony,bo chce jej pomóc,jednak przede wszystkim dla samej Pusi.Ona normalnie nie funkcjonuje,każdy dzień wg niej,to niepewność i strach...tak ma wyglądać jej życie? [/QUOTE] [COLOR=Red][COLOR=Black]Takie bzdury możesz sobie wypisywać dla egzaltowanych młodych panienek. Żadnego doświadczonego psiarza, a tym bardziej zoopsychologa na to nie nabierzesz. [B]Zaproponowałam moją pomoc - bezinteresownie i bezpłatnie. Nie musisz z niej korzystać[/B], choć bardzo mnie to dziwi po tych wszystkich postach opisujących Twoje heroiczne wysiłki, aby uratować tę sukę. Coś mi tutaj się cholernie nie zgadza.[/COLOR][/COLOR] Przede wszystkim w [B]Twojej[/B] osobowości, jaką nam tutaj kreujesz na forum, choć oczywiście ja jestem specjalistą psychologiem zwierząt, a nie ludzi...
  14. Ata, jak chcesz robić zrzutę na schronisko, które rozmnaża psy, to może zamiast na wybieg na psów, może by zrzucić się na jakieś uświadamianie osób odpowiedzialnych za taki stan rzeczy?
  15. Pozwolisz Justynko, że odpowiem tutaj na Twoje wątpliwości, które wyraziłaś na pw. Piszesz, że to już 4 miesiące i Pusia powinna już załapać, że nikt jej krzywdy nie zrobi, szczególnie, że w domu są inne psy i na ich przykładzie mogłaby to zrozumieć. Po pierwsze, to są nie już, a [B]dopiero [/B]cztery miesiące. Po drugie, obecność innych psów nie ma tutaj nic do rzeczy. Psy nie pozbywają się własnego lęku przez obserwację innych, które się nie lękają. Nie słyszałam ani nigdzie nie czytałam, żeby miały zdolność takiej generalizacji. Piszesz, że nie ma żadnego efektu. A czego? To znaczy, jakie podjęto działania, żeby osiągnąć sukces w resocjalizacji tej suki? Przepraszam, ale w przypadku głębokich zaburzeń zachowania, sama micha, dach nad głową i dobre serce nie wystarczą. Pusia potrzebuje [B]terapii[/B], w przeciwnym wypadku jest duże prawdopodobieństwo, że jej problemy będą się nasilać.
  16. W zoopsychologii przez socjalizację rozumie się zazwyczaj socjalizację szczeniąt. U psów dorosłych mówi się o resocjalizacji. Nie znamy historii Pusi, więc nie wiemy jak przebiegało jej dzieciństwo. Mogło być całkiem normalne, a potem coś się stało. Zresztą terminologia to jest sprawa drugorzędna. Liczy się zaplanowanie działań mających na celu zbudowanie lub odbudowanie u Pusi zaufania do człowieka i umiejętności życia w ludzkiej społeczności. Kto Ci powiedział, że nie da się z nią niczego zrobić? A kto próbował? I jak?
  17. Adamo nie jest sam w schronisku. Są tam wolontariusze i chyba też inni pracownicy. Zapraszam na stronę: http://www.krotoszyn.schronisko.net/index.php
  18. A ja mam takie pytanie do Adamo: dlaczego Dosia, chociaż od urodzenia przebywa w schronisku, tyle razy rodziła? Dlaczego nie została wysterylizowana? Co stało się z licznymi miotami Dosi? Dlaczego ŻADNA z pozostałych suk w krotoszyńskim schronisku nie jest wysterylizowana? Doxi urodziła szczeniaki w Waszym schronisku (m.in. ogłaszaną w dziale "Adopcje szczeniąt" Dolores). Dlaczego nie została dotąd wysterylizowana? Czekacie na kolejne mioty?
  19. Uff, właśnie przeczytałam sumiennie cały wątek. Jestem pełna uznania dla Justyny za jej wytrwałość i determinację w łapaniu Pusi, ale niestety popełniłaś Justynko sporo błędów, które nie pomogły tej suni, a teraz się mszczą. No, ale to już przeszłość, stało się i trzeba się zmierzyć z problemem jaki jest. Po pierwsze, nie istnieje nic takiego jak zachowanie "typowe" dla psa bitego. Nie wiemy, jakie jest podłoże licznych lęków Pusi. Wcale nie musiała być bita, mogła po prostu być lękliwa z natury (psy też rodzą się z różnymi temperamentami), następnie niezsocjalizowana jako szczenię, a późniejsze doświadczenia utrwaliły w niej strach przed ludźmi i różnymi zjawiskami. Nie należy zatem zakładać, że doznała jakiejś krzywdy od mężczyzny, choć mogło się i tak zdarzyć. Po drugie, Jamor nie jest odpowiednim DT dla Pusi, więc nie żałujcie, że nie macie na to pieniędzy. Znam Jamora osobiście i bardzo wysoko cenię jego wiedzę i doświadczenie w pracy z psami, ale w hoteliku u Jamora psy przebywają w boksach, więc siłą rzeczy pozbawione są stałego kontaktu z człowiekiem, a Pusia potrzebuje warunków domowych i jak najwięcej obecności człowieka w bezpośredniej bliskości. Żeby opracować program terapii resocjalizacyjnej dla Pusi, musiałabym zadać pani Iwonie i jej mężowi parę konkretnych pytań. Pusia nie "udomowi się" sama. Trzeba z nią aktywnie pracować. Panią Iwonę obdarzyła zaufaniem, bo to ona prawdopodobnie zajmuje się zwierzakami, więc stwarza "namiastkę" działań terapeutycznych (np. podaje jedzenie). Tak się składa, że w przyszły weekend będę prawdopodobnie w Sosnowcu i w schronisku w Rudzie Śląskiej. Chętnie spotkam się z Tobą i pojadę na konsultację do Pani Iwony i jej męża. Powinni być obydwoje w domu, a jeżeli są tam jakieś starsze dzieci, to też. Jeżeli oni będą chcieli pracować z Pusią, to na pewno uzyskamy poprawę jej zachowania, chociaż nie licz na to, że zrobimy z niej wielkiego śmiałka. A jeżeli pani Iwona i pan Andrzej nie będą skłonni pracować nad Pusią, to trzeba ją stamtąd jak najszybciej zabrać. To nieprawda, że pies taki jak Pusia nie przywiąże się do innego opiekuna. Oczywiście, że zmiana miejsca będzie dla niej stresująca, ale jak znajdziemy jej odpowiedni domek tymczasowy lub stały, to postaramy się, żeby było to dla niej jak najmniej nieprzyjemne. Pusia jest młoda i chociaż nie da się nadrobić wszystkiego, to ma szanse na dobre życie, więc głowa do góry! Na pw podam ci mój numer telefonu.
  20. Przez ostatnie kilka(naście) lat widziałam pewnie więcej schronisk w Polsce niż większość cioteczek na dogo i doskonale wiem, że wydaje się psy każdemu, kto się zgłosi. Dzięki temu zresztą udało mi się wyciągnąć trochę bidulków, które najprawdopodobniej czekałby los maszynki do rodzenia w jakiejś podrzędnej fabryce szczeniąt. Właśnie dlatego, że wydaje się psa każdemu, to zechce - nie sprawdzając czy ten człowiek zdaje sobie sprawę z potrzeb swojego nowego podopiecznego, tak wiele psów ląduje po paru tygodniach lub nawet miesiącach z powrotem w schronie albo na ulicy. Z punktu widzenia równowagi psychicznej psa, lepiej byłoby gdyby w ogóle nie opuszczał schroniska niż żeby pokazać mu, że istnieje kanapa, a potem wrzucić z powrotem do wybetonowanego kojca. Adamo, gdzie jest to schronisko?
  21. Wszyscy są wspaniali, wszyscy są dobrzy i mądrzy i ogólnie wszystko jest cacy. Tylko nie wiadomo dlaczego tyle psów wraca z adopcji. Ja uważam, że lepiej przewidzieć problemy zawczasu i się do nich dobrze przygotować niż narażać psa na stres. Jak się coś nie uda, to psu nie wytłumaczysz, że wszyscy mieli dobre intencje i nadzieję, tylko coś nie wyszło. W tej dziedzinie za brak wyobraźni ludzi zawsze płacą psy, a moim zadaniem jest sprawić, aby ta cena była jak najniższa i niczego tak bardzo nie pragnę, jak ujrzeć szczęśliwego psa!
  22. [quote name='Mroowa']Na pewno nie bez przyczyny[/QUOTE] Pies [B]NIGDY[/B] nie gryzie bez przyczyny - w jego mniemaniu musiał tak postąpić, chociaż człowiek nie zawsze się z psią oceną sytuacji zgadza. Jeżeli Nefra została oddana do schroniska bo ugryzła dziecko, to nie wolno zakładać, że tak nie było. Dlatego nie należy jej umieszczać w domu, gdzie są małe dzieci. Schronisko nie ma prawa usypiać psa tylko na tej podstawie, że jego właściciele powiedzieli, że kogoś ugryzł. Jeżeli pies jest zdrowy i nie wykazuje objawów agresji wobec pracowników schroniska, to uśpienie go byłoby bezprawne. I to niezależnie od rasy psa. Jutro rano zadzwonię do schroniska i porozmawiam z kierownictwem. Jeżeli im rzeczywiście taki głupi pomysł do głowy przyszedł, to mam nadzieję, że uda mi się im skutecznie go wyperswadować. To "kupi" Nefrze trochę czasu, ale ze schronu i tak trzeba ją jak najszybciej zabrać. Szukajcie [U]odpowiedzialnego DT, który ma doświadczenie z dużymi psami[/U], a nie jakiegokolwiek DT.
  23. Boże drogi, Adamo, czy nie mógłbyś korzystać z jakiegoś słownika ortograficznego? Włącz sobie chociaż opcję pokazywania błędów ortograficznych w kompie! Tego się nie da czytać!!!
  24. Jestem zwolenniczką zawsze najpierw wyczerpania innych możliwości - rozsądnie zaplanowanej i konsekwentnie realizowanej terapii behawioralnej. Farmakologia to zawsze ostateczność i nie jest metodą samą w sobie,a co najwyżej jako terapia wspomagająca dla terapii behawioralnej. Nie ma cudownej tabletki na lęk. Dajesz tabletkę zamiast pracować z psem - tak nie ma. Poza tym trójpierścieniowe leki antydepresyjne nie pomagają na brak socjalizacji zwierzęcia. Leki takie jak fluoksetyna lub klomipramina są pomocne w leczeniu niektórych zaburzeń psychicznych u psa, a nie problemów behawioralnych związanych z lękiem jako takim. Poza tym działanie tych leków pojawia się na ogół dopiero po kilku tygodniach stosowania i nie wolno ich odstawiać nagle, tylko stopniowo. A najważniejsze jest to, że trzeba się liczyć ze skutkami ubocznymi (jak w przypadku wszystkich tzw. psychotropów). Ja swoim klientom radzą najpierw pracować z psem "bez wspomagania". Wyjątkiem są niektóre przypadki agresji, gdzie "wyciszenie" psa pozwala na szybsze postępy w terapii behawioralnej. Ale zawsze istnieje ryzyko, że po odstawieniu leku pies znów będzie miał większą skłonność do agresji. A przecież długotrwałe przyjmowanie leków psychotropowych nie jest bez wpływu na funkcjonowanie układu nerwowego i może spowodować uzależnienie. Jednym słowem - trzeba bardzo ostrożnie rozważyć wszystkie korzyści i możliwe straty zanim zacznie się podawać psu jakiekolwiek środki farmakologiczne.
×
×
  • Create New...